Gość: wyborca
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
31.07.08, 09:25
Rozmowa z prezydentem Przemyśla Robertem Chomą
Co z tą teczką?
– Ile razy jeszcze mam powtarzać, że zrobiłem wszystko, co mogłem?!
Każdy z nas ma określoną odporność psychiczną... Jeśli ktoś ma
życzenie, może zajrzeć do mojej teczki, tak jak to zrobili niektórzy
radni.
fot.Mariusz Kościuk
Robert Choma, prezydent Przemyśla: – Mam nadzieję, że kiedy się
oczyszczę, dam szansę nawet tym, którzy teraz rzucają we mnie
kamieniami
Sprawa TW Krzysztofa wyszła na jaw dwa lata temu i do tej pory jest
przedmiotem spekulacji. Dlaczego to tak długo trwa? Co pan zrobił,
żeby uciąć niekończące się debaty na temat TW Krzysztofa?
– Niedawno zwróciłem się do IPN z prośbą o przyśpieszenie
postępowania w mojej sprawie. Niestety, w odpowiedzi stwierdzono, że
IPN nie zna instytucji „przyśpieszenia”. Jednocześnie wskazano mi
drogę sądową. Zastanawiam się nad nią teraz...
Co to znaczy „przyśpieszenie” postępowania?
– Chodzi o zbadanie mojego oświadczenia lustracyjnego pod kątem
zgodności z prawdą. Przypominam: w oświadczeniu ze stycznia tego
roku przyznałem, że podpisałem zgodę na współpracę, ale współpracy
tej faktycznie nie podjąłem.
A wie pan, ile czasu bez przyśpieszenia IPN może badać pana
oświadczenie?
– Nie mam pojęcia. Z pisma, które otrzymałem, wnoszę, że długo. A że
mi również zależy na wyjaśnieniu sprawy, po raz kolejny podjąłem
próbę konsultacji z prawnikami, czy aby nie wyjaśnić sprawy w
sądzie. Pierwsze stanowisko prawników brzmiało, że nie mam tytułu
prawnego, ale kolejni prawnicy nie są w tym do końca zgodni.
Czego konkretnie dochodziłby pan w sądzie?
– Oczyszczenia z pomówienia, że współpracowałem.
Dlaczego nie było pana na sesji, podczas której radni domagali się
wyjaśnienia kwestii pana rzekomej współpracy?
– Wszystko, co miałem do powiedzenia radnym w tej sprawie, już
wielokrotnie mówiłem. W tej części posiedzenia byłem nieobecny, bo
nie chciałem wywierać presji na radę w kwestii podwyżki. I ja, i
radni czulibyśmy się chyba niezręcznie.
Może lepiej byłoby jednak być? Posądzono pana wówczas o unikanie
trudnych pytań w ogóle i unikanie wyjaśnienia sprawy teczki w
szczególności...
– Ile razy jeszcze mam powtarzać, że zrobiłem wszystko, co mogłem?!
Każdy z nas ma określoną odporność psychiczną... Jeśli ktoś ma
życzenie, może zajrzeć do mojej teczki, tak jak to zrobili niektórzy
radni. Nie ma tam niczego, czego miałbym się wstydzić. To jednak
moja subiektywna ocena.
Nie ma pan ochoty ustosunkować się do niektórych określeń, które
padły w czasie tej sesji pod pana adresem?
– Nie będę ich komentował. Mam nadzieję, że kiedy się oczyszczę, dam
szansę nawet tym, którzy teraz rzucają we mnie kamieniami.
Skoro w pana teczce nic takiego nie ma, może najlepiej ją
opublikować? To by ucięło wszelkie spekulacje...
– Hm, nie wiem czy mogę, ale faktycznie – może to dobry pomysł.
Skonsultuję to z prawnikami.
Od dwóch lat żyje pan z cieniem TW Krzysztofa za plecami. Czy ta
sprawa zmieniła coś w pana relacjach z otoczeniem służbowym albo
prywatnym?
– To ciężkie dwa lata... Pierwsza i bezpośrednia konsekwencja to
wyrzucenie mnie z PiS-u. Odwołałem się od tej decyzji i do dziś nie
mam odpowiedzi... O ile dobrze się orientuję, oni też czekają na
zakończenie postępowania. A jak mi się żyje? Hm, jako osobie
bezpartyjnej całkiem dobrze. Lepiej jednak bym się czuł, gdyby raz
na zawsze sprawa została zakończona.
A w przyszłości widzi się pan w jakiejś partii?
– Jestem niezależny i z partii wyleczony raz na zawsze. Bez
legitymacji partyjnej jest mi łatwiej.