Dodaj do ulubionych

Ruiny klasztoru w Zagórzu

29.01.09, 08:13
Ruiny klasztoru na wzgórzu Marymont w Zagórzu to obowiązkowy punkt
wycieczek przy zwiedzaniu okolic Sanoka. Z pomocą opracowania Ewy
Milczanowskiej, zamieszczonego na portalu twojebieszczady.pl,
spróbuję przedstawić burzliwe dzieje karmelu i mozolne próby jego
odbudowy, podejmowane jeszcze w drugiej połowie ubiegłego stulecia.


"Zagórski karmel - ruiny klasztoru w Zagórzu"

Przegladając w bibliotece półkę z wydawnictwami regionalnymi udało
mi się trafić na niewielką książeczkę pod tytułem "Karmel zagórski".
Autor - nieżyjący już dziś pan Stefan Stefański - był kierownikiem i
kustoszem Muzeum Historycznego w Sanoku. Książkę wydał w 1991 roku
nakładem własnym. Ilośc egzemplarzy - 30.

Z całą pewnością o karmelu zagórskim napisano niejedną prace i
wydano niejedną publikację. Jednak w tej książeczce uderza inna
sprawa. Jak pisze autor "...książeczka jest owiana tęsknotą za
obiektem, który stał i trwał do drugiego pożaru w 1822 roku, w
którym tętniło życie zakonne, nieobce od ocierania się o klasztor
zrywów patriotycznych naszego narodu."

Mało kto przejeżdżając przez Zagórz i podziwiając, czy to z okien
samochodu, czy z bardzo bliska, imponujące ruiny klasztoru, wie o
tym, że jeszcze nie tak dawno, bo w latach pięćdziesiątych minionego
wieku karmel próbowano odbudować. Dziś bardzo trudno jest wyobrazić
sobie to, o czym marzył pan Stefański. Wydaje się to
nieprawdopodobne. Jednak próby były i warto o tym wiedzieć.
Korzystając z pracy wielkiego miłośnika wzgórza Marymont (Góra
Maryi), przedstawiamy krótką historię zagórskiego karmelu i prób
jego odbudowy.

Na wzgórze trafić nietrudno. Ruiny widoczne są z daleka i prowadzi
do nich w miarę wygodna dróżka dojazdowa. Po wejściu na wzniesienie,
otoczone z trzech stron rzeką Osławą mamy przed sobą wielki masyw
ruin, otoczonych kamiennymi murami ze strzelnicami. Półkolistą bramą
w murze wchodzimy na teren klasztorny. Jesteśmy przed kościołem pw.
Zwiastowania NMP.

Karmel zagórski był obronną fortyfikacją. Zbudowany został na
początku XVIII wieku i oddany zakonowi karmelitów bosych przez Jana
Franciszka Stadnickiego, jako jego fundacja. Stadnicki był chorążym
nadwornym koronnym, zaś od 1697 roku wojewodą wołyńskim. Zmarł w
1713 roku, przed śmiercią zapisując klasztorowi zagórskiemu fundusz
na utrzymanie w szpitalu klasztornym 12 weteranów wojskowych. Jak
wynika z ustaleń, początek fundacji całości, tj. kościoła i
klasztoru to 7 sierpnia 1700 roku. Prace budowlane rozpoczęto
początkiem XVIII wieku i już w 1714 r. we wzniesionych
pomieszczeniach mieszkało kilku zakonników. Uroczystego wprowadzenia
dokonał biskup przemyski Jan Kazimierz de Alten Bokum, który
jednocześnie poświęcił kamień węgielny pod kościół. Całość ukończono
w 1730 roku. Później przystąpiono do wznoszenia wysokich murów
obronnych.

Upiększenie kościół zawdzięczał Annie Stadnickiej - córce fundatora.
W 1726 roku klasztor został podniesiony do rangi przeoratu. 29
listopada 1772 roku w klasztorze miał miejsce pierwszy pożar.
Spowodowało go ostrzeliwanie. W klasztorze ukryli się i bronili
konfederaci barscy, zaś wojska rosyjskie oblegały klasztor. Należy
wspomnieć, że konfederaci barscy działali na ziemi sanockiej już
trzy lata wcześniej. Pożar wyrządził wielkie szkody, jednak z
wielkim trudem cały obiekt odbudowano. Nigdy jednak już nie odzyskał
pierwotnej świetności.

Po pierwszym rozbiorze Polski nastąpił upadek życia zakonnego. W
klasztorze zamieszkali zakonnicy z innych klasztorów, m.in. z
Przemyśla i Lwowa, później z Milatyna. Obniżenie poziomu życia
zakonnego było tak głębokie, że na poczatku XIX wieku wydano dekret
reformy klasztoru zagórskiego. Ówczesny biskup przemyski
Gołaszewski, ustanowił przy klasztorze dom poprawczy dla księży.

26 listopada 1822 roku wybuchł drugi pożar. Ogień strawił wiązania
dachowe klasztoru i kościoła. Zaprószenie ognia nastąpiło w czasie
ostrej sprzeczki pomiędzy przeorem o. Leonardem Umańskim i o. Janem
Włodzimierskim, który aresztowany przez austriacką policję i
przewieziony do Lwowa przyznał się w śledztwie do spowodowania
pożaru. Biskup Gołaszewski zabiegał u władz austriackich o
likwidację klasztoru, co nastąpiło w 1831 roku. Majątki i legaty
przeszły na skarb państwa i do funduszu religijnego. Dom poprawczy
został przeniesiony do Przeworska. Odtąd z daleka widoczne stały się
wypalone mury kościoła i klasztoru.

Następny rozdział w historii rozpoczął się 30 marca 1957 roku, gdy
kuria biskupia w Przemyślu przekazała ruiny z powrotem na własność
zakonu karmelitów bosych. Wcześniej, bo w 1935 roku ówczesny
właściciel, baron Adam Gubrynowicz ofiarował wzgórze na własność
Seminarium Duchownego w Przemyślu. W tym czasie wojewódzki
konserwator zabytków w Rzeszowie wyraził zgodę na odbudowę
klasztornego obiektu.

W 1957 roku naprędce zbudowano baraczek, w którym zamieszkał o.
Józef (Jan Prus) od MB z Góry Karmel wraz z bratem Wawrzyńcem
Radkiewiczem. Później dołączył o. Aureliusz Balonek. Energicznie
zabrano się do pracy. Pomoc okazali mieszkańcy Zagórza. Odbudowie
patronowali szczególnie: ks. prałat Antoni Porębski, mgr inż.
Tadeusz Żurowski - generalny konserwator zabytków archeologicznych
oraz Stefan Stefański jako konsultant przy odbudowie obiektu.
Kierowaniem pracami porządkowymi i adminstracyjnymi zajmował sie
inż. Marian Wierzbiński.

Oprócz baraczku wzniesiono też skromną kaplicę. Uporządkowano
wnętrze kościoła. Odsłonięto wejście do podziemi. Znaleziono i
zebrano duże ilości kości, które ponownie pochowano w krypcie. W
latach 1722 - 1817 pod kościołem zostało pochowanych 55 zakonników.
Wszystkie grobowce zostały zbeszczeszczone i splądrowane w czasach,
gdy karmel pozostawał bez opieki.

W ciągu krótkiego czasu wykonano wiele prac, które zaczęły zmieniać
wygląd obiektu. Odgruzowano studnię i otoczenie kościoła od strony
zachodniej. Rozpoczęto uzupełnianie ubytków w murach do wysokości
parteru w prezbiterium, rozpoczęto odbudowę kordegardy przy głównej
bramie, nakryto ją dachem z uprzednim umieszczeniem gzymsów
wieńczących, usunięto z murów roślinność, założono ogród warzywny,
poprawiono dróżkę. Prace prowadzono dzięki pomocy Ministerstwa
Kultury i Sztuki w formie dotacji, ofiarności mieszkańców Zagórza i
okolic oraz dzięki niewielkim funduszom zakonu.

W czasie odbudowy karmelici we własnym zakresie, domowymi sposobami
produkowali karty pocztowe z okazji Bożego Narodzenia i Wielkanocy.
Wydano kilka wzorów o wymownej formie i treści. Na każdym wzorze
widoczny był fragment klasztoru i odpowiedni tekst. Pewnie nie
przyniosło to większych dochodów, jednak informowało społeczeństwo o
odbudowie. Ojciec Józef podjął zamiar wyjazdu do Stanów
Zjednoczonych i Kanady w celu zbierania funduszy wśród tamtejszej
Polonii. Zamiar wykonał i pomimo podeszłego wieku odwiedził wiele
ośrodków polonijnych. Spotkał się z ofiarnością i zrozumieniem.
Jednak po powrocie zachorował i zmarł 5 kwietnia 1962 roku.
Pochowany został w Krakowie, choć przed śmiercią wyrażał chęć
spoczynku pod kościołem klasztornym w Zagórzu. 10 października 1962
r. karmel opuścił o. Balonek i brat Wawrzyniec. Stało się to wskutek
zarządzenia Prezydium WRN w Rzeszowie, zmuszającego karmelitów do
przerwania prac budowlanych.
Obserwuj wątek
    • tawnyroberts Ruiny klasztoru w Zagórzu - cz. II 29.01.09, 08:18
      To koniec historii prób odbudowy wspaniałego kiedyś obiektu. Dziś
      prowadzone są tam prace, mają one jednak na celu zapobieganie
      dalszemu niszczeniu i degradacji tego, co jeszcze z karmelu
      pozostało. Nie są i nie będą to już zapewne prace mające na celu
      odbudowę. Wielka szkoda, choć może, może kiedyś tam, kto to wie?
      Warto jednak wiedzieć i pamietać, że jeszcze niedawno próbowano,
      wiele zrobiono i że żyli ludzie, którym to bardzo leżało na sercu.

      Zwiedzając ruiny na pewno większość z nas zadaje sobie pytanie - jak
      to musiało kiedyś wyglądać? Do dziś przecież widac freski na
      ścianach, miejsca gdzie stał ołtarz, konfesjonały, chór... Za panem
      Stefańskim spróbuję opisać i nieco przybliżyć karmel, z czasów gdy
      tętnił on życiem.

      Obiekt zajmuje łącznie 1,75 ha powierzchni i znajduje się na wzgórzu
      o wysokosci 400 m, niegdyś nazywanym Marymontem. Dostępu broniły
      strome stoki wzniesienia. W obrębie murów znajdował się kościół,
      klasztor, dwie baszty, piętrowa kordegarda z 12 pokojami przy bramie
      wjazdowej, budynki gospodarcze, trójkątny filar z figurą patronki
      kościoła (obecnie odbudowany), budynek dla furtiana przy bramie z
      pokojami gościnnymi. Od strony płn.-wsch. stał budynek niewiadomego
      przeznaczenia. Już poza murami stał budynek szpitalny dla 12
      żołnierzy-inwalidów. Od zachodu, przy murze obronnym, znajdowały się
      budynki gospodarcze i głęboka kamienna studnia. Od strony północnej
      był park, zaś od wschodu ogrody warzywne.

      Kościół - centralny punkt wzgórza - zbudowany został w stylu
      barokowym, na rzucie prostokąta. Za głównym wejściem była kruchta,
      następnie do nawy przylegało czteroprzęsłowe prezbiterium. Na osi
      poprzecznej nawy znajdowały się dwie płytkie kaplice. Prezbiterium
      było pokryte sklepieniem kolebkowym z lunetami, zaś nawa płaską
      kopułą. Kruchta posiadała sklepienie beczkowe, zaś kaplice krzyżowe.
      Nawa była półmroczna, zaś prezbiterium jasne, oświetlone przez 6
      dużych okien. Od strony południowej miesciła się zakrystia,
      naprzeciw pod wieżą skład kościelny.

      Fasada kościoła była bezwieżowa, trójprzęsłowa. W środkowym przęśle
      był główny portal, nad nim okno od chóru muzycznego, w bocznych
      przęsłach dwie nisze w których stały rzeźby (obecnie obie w zbiorach
      Muzeum Historycznego w Sanoku). Fasada zwieńczona trójkatnym
      szczytem z okrągłym oknem. W prezbiterium były dwie wieże, w dolnej
      części kwadratowe, w górnej ośmioboczne nakryte hełmami. Wnętrze
      ozdobione iluzjonistycznymi ołtarzami malowanymi "al fresco" na
      ścianach. Na ścianie ołtarza głównego była namalowana scena
      Zwiastowania NMP z aniołem na tle czerwonej kotary. Boczne ołtarze
      poświęcone św. Józefowi i MB Szkaplerznej, św. Teresie i św. Janowi
      od Krzyża oraz św. Tekli. Na ścianie wielkiego ołtarza fresk
      przedstawiający Boga Ojca z kulą świata i berłem w ręce, otoczonego
      przez aniołów. Sklepienia były również pokryte freskami. Malowidła
      powstały przed rokiem 1730 zaś ich autorem jest nieznany malarz
      włoski, choć ich wykonanie przypisuje się też innym malarzom.

      Niewielkie fragmenty malowideł możemy i dziś zobaczyć, jednak czas i
      deszcze dokonują swego. Od strony południowej przylegał do kościoła
      piętrowy budynek z krużgankami w parterze. Był on zbudowany wokół
      wirydarza. W klasztorze były 22 cele dla zakonników, ponadto sala
      jadalna (refektarz), kuchnia i biblioteka. Ta część zabudowy już nie
      istnieje. O obronności świadczy nie tylko położenie (wzgórze z
      trzech stron otoczone Osławą), ale także potężne mury ze
      strzelnicami i dwie baszty przy murze południowym. W jednej z nich
      była brama pozwalająca na szybkie opuszczenie klasztoru. Poza
      murami, na płn. wsch. stoku wzgórza stał jednopiętrowy budynek
      szpitala. Dziś budynek ten nie istnieje.

      Marzeniem autora książeczki było ujrzeć karmel zagórski tętniący
      życiem. Czy to marzenie kiedyś się spełni? Nikt nie wie. Wydaje się
      to raczej mało prawdopodobnym. Korzystając z okazji chcę jednak
      zaapelować do wszystkich odwiedzających ruiny. Pamiętajmy czym było
      i jaką role pełniło kiedyś wzgórze. Nie przyczyniajmy się świadomie
      do dalszego niszczenia. Zastanówmy się nad tym, zanim umieścimy na
      murach kolejny napis typu "pozdro dla ziomali", "kocham Izę" albo i
      nie daj Boże inny napis. To miejsce święte i uszanujmy je we
      właściwy sposób.

      Opracowanie: Ewa Milczanowska

      www.twojebieszczady.pl/warto/karmel.php
      • tawnyroberts Ruiny klasztoru w Zagórzu - fotki 29.01.09, 08:25
        I jeszcze kilka zdjęć z mojej ostatniej wizyty w tych tajemniczych
        ruinach w połowie stycznia tego roku:

        fotoforum.gazeta.pl/uk/Karmel%2520Zag%25F3rski,tawnyroberts.html
        • piotrzr Re: Ruiny klasztoru w Zagórzu - fotki 29.01.09, 20:31
          dzieki za ten wątek. Bywam nad Osławą i tych ruinach od wielu lat - choć
          sporadycznie. Ale jest to jedno z ulubionych miejsc w tamtych stronach. Podobnie
          jak szlak z Białej Góry na Sobień i pobliskie bunkry posowieckie w załużu.!!
    • tawnyroberts Co dalej z ruinami klasztoru? 27.01.10, 19:04
      Jak to jest z tymi pracami zabezpieczającymi ruiny klasztoru w
      Zagórzu przed dalszą degradacją? Na oficjalnej stronie internetowej
      Gminy Zagórz ciągle chwalą się, że:

      "Po przejęciu tego obiektu przez Gminę Zagórz, od 2000 r. trwają
      systematyczne prace, mające na celu zabezpieczenie przed dalszym
      niszczeniem tego niezwykłego zabytku Podkarpacia."

      zagorz.pl/tematyczna.php?str=karmel.html


      Czy w minionym roku wykonywano tam jakieś prace? A może bliższa
      prawdy jest notka z Wikipedii, według której coś niecoś udało się
      zrobić wkrótce po przejęciu klasztoru przez gminę, ale roboty już
      dawno przerwano i ruiny znowu pozostawiono same sobie.

      "Po przejęciu tego obiektu przez gminę Zagórz, od 2000 roku trwały
      systematyczne prace mające na celu zabezpieczenie niszczejącego
      zabytku. Oczyszczono mury kościoła i klasztoru z drzew i krzewów,
      położono prowizoryczne nakrycie na szczytach murów, uporządkowano
      teren wokoło. Ponownie ustawiono na kamiennym postumencie przed
      kościołem rzeźbę Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Udało się też
      odbudować dwie częściowo zrujnowane baszty; nie ukończono jednak
      górnych - najbardziej efektownych - części wież, tzw. oktagonów.
      Wkrótce, z braku pieniędzy oraz utraty zainteresowania wśród
      lokalnych decydentów, prace przerwano. Zagórski karmel ponownie
      popadł w ruinę."

      pl.wikipedia.org/wiki/Klasztor_karmelit%C3%B3w_bosych_w_Zag%C3%B3rzu



      Swoją drogą dziwi mnie to, że wśród lokalnej społeczności nie ma
      chętnych do uczynienia z klasztoru prawdziwej wizytówki Zagórza.
      Wydaje mi się, że przy odpowiednim zaangażowaniu inicjatywa pod
      tytułem "Odbudowa klasztoru w Zagórzu" byłaby skazana na... sukces.
      W końcu to wyjątkowe miejsce...
      • graziowawiar Re: Co dalej z ruinami klasztoru? 28.01.10, 17:43
        W naszym klimacie tak naprawdę nie istnieje coś takiego jak trwała
        ruina.Klasztor zamieni się w gruzy prędzej czy później.Dlatego należy dążyć do
        odbudowy tego zabytku sakralnego związanego z konfederacją barską.
    • tawnyroberts Droga Krzyżowa do ruin klasztoru 11.01.13, 15:29
      W ubiegłym roku droga prowadząca na wzgórze Mariemont w Zagórzu, na którym górują nad miastem ruiny klasztoru Karmelitów Bosych, wzbogaciła się o stacje Drogi Krzyżowej. Stacje niezwykłe, bo wykonane przez czternastu bieszczadzkich artystów, z których każdy stworzył jedną oddzielną scenę z męki i ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. Obejrzałem tę niecodzienną Drogę Krzyżową w listopadzie 2012 r., ale zanim przejdę do prezentacji zrobionych wówczas fotografii, proponuję, tytułem wprowadzenia, artykuł Doroty Mękarskiej, który ukazał się w jednym z wrześniowych wydań gazety "Nowiny".


      "Najbardziej szczera droga krzyżowa"

      Czternastu artystów, czternaście stacji. Każda wyszła spod innej ręki, każda ma swoją duszę.

      Kościół w Zagórzu pw. Wniebowzięcia NMP znany jest z późnogotyckiego, słynącego łaskami obrazu zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. W 2007 roku ks. abp. Józef Michalik dokonał koronacji obrazu. Matka Boża otrzymała nowy tytuł.
      - Matka, która dała życie Jezusowi i która chroni nowe życie, jest naszą patronką - mówi ks. Józef Kasiak, proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia NMP i kustosz Sanktuarium Matki Nowego Życia w Zagórzu.
      Czczą ją szczególnie ludzie, którzy chcą zmienić swoje pogmatwane życie. Co roku w zagórskim sanktuarium spotykają się alkoholicy, którzy podjęli trud walki z nałogiem. - To oni drogę do klasztoru nazwali Drogą Nowego Życia - dodaje ks. proboszcz.

      Kilometr od sanktuarium na wzgórzu Mariemont znajdują się ruiny klasztoru karmelitów bosych. Ks. Kasiakowi wymarzyło się, by zwykła polna droga łącząca świątynię z klasztorem stała się drogą krzyżową.
      - Chciałem, by ta droga krzyżowa służyła nie tylko refleksji i spotkaniu z Bogiem, ale by również była piękna - mówi kapłan.
      Duchowny znalazł sprzymierzeńca w osobie Ewy Baranowskiej, mieszkanki gminy Zagórz i znanej animatorki kultury. Ta wiedziała, do których drzwi zapukać. Skrzyknęła 14 bieszczadzkich artystów, z których każdy wykonał jedną stację. Całość sfinansowano z pieniędzy unijnych, z pomocą Bieszczadzkiego Forum Europejskiego w Lesku.
      - Pozostawiliśmy artystom dowolność - podkreśla ks. Kasiak. - Przecież artystów trudno w sztywne ramy uchwycić.

      *Jezus spętany łańcuchami*

      Zdzisław Pękalski, jeden z najbardziej znanych twórców w Bieszczadach, wziął na siebie ciężar postawienia I stacji. - Pomysł od razu mi się spodobał. Stwierdziłem, że skoro do mnie pierwszego zadzwoniła, to ja „biorę" I stację - mówi artysta.
      „Jezus na śmierć skazany", z wiklinową koroną cierniową na czole, spętany jest żelaznymi łańcuchami. Łańcuchy poprzebijane są gwoździami po spalonej cerkwi w Komańczy. Chrystus stoi w drewnianej dziupli, która ma go chronić przed kaprysami pogody. - Ta dziupla powstała w szczególny sposób - opowiada artysta. - Piorun trafił w jodłę i rozłupał ją na dwie połowy, ale nie do końca. Drzewo broniło się przed śmiercią, zrastając się. Ja miałem szczęście tę jodłę znaleźć. Wykorzystałem jedną połówkę, najeżoną sękami, które są symbolem męczeństwa.

      Bogusław Iwanowski pracę nad II stacją „Jezus bierze krzyż na swoje ramiona" rozpoczął pół roku temu. - To była mozolna robota, bo wykonywałem tę rzeźbę w jednym kawałku drewna lipowego - mówi rzeźbiarz z Tyrawy Wołoskiej. - Długo go szukałem, aż wreszcie wpadł mi w ręce 5-letni okaz. Nie będzie pękać. Jeśli będzie konserwowane, stanie się jak kamień i postoi nawet setki lat.

      *Jeśli kolejarze, to i stacja*

      III stacja „Jezus upada pierwszy raz pod krzyżem" jest stacją „kolejarską" - Bałem się, czy podołam temu zadaniu - przyznaje się zagórzanin Franciszek Mikołajczak. - Dlatego zacząłem rozmyślać o tym, z czym kojarzy się Zagórz. Kiedyś słynny był z kolei. Zaprosiłem więc do tworzenia tej stacji kolejarzy z Zakładu Eksploatacji w Zagórzu. Mam nadzieję, że tak jak Jezus po upadku się podniósł, tak i nasza kolej kiedyś powstanie.
      Kolejarze z Zagórza rzeźbę postawili na tzw. koźle oporowym, który umieszcza się na zakończenie toru. - To wymyślił artysta, bo w Zagórzu kolej się zaczyna i w Zagórzu się kończy. Chciał w ten sposób zaznaczyć, że kolejarze mają swój udział w życiu miasta i w życiu Kościoła - tłumaczy tę ideę toromistrz Wiesław Niemiec.

      IV stację „Jezus spotyka swoją matkę" wykonał Jacek Kucaba, artysta z Krakowa, pochodzący z Zagórza profesor Akademii Sztuk Pięknych. - Kiedy Jacek przywiózł tu swoją Matkę Boską, okazało się, że jest bardzo chory - opowiada Ewa Baranowska, która jest koleżanką artysty jeszcze z podstawówki. - W szpitalu w Sanoku stwierdzono u niego zapalenie mięśnia sercowego. Wrócił już na szczęście do zdrowia. Lekarze powiedzieli mu, że odbyło się to w niewiarygodnym tempie. Jacek wierzy, że to Matka Boska pomogła mu w tak szybkim ozdrowieniu. To Ona nad nim czuwała.

      Antoni Łuczka, autor V stacji, uwiecznił „Szymona z Cyreny pomagającego nieść Chrystusowi krzyż". - Każdy, kto zobaczy moją stację, będzie ją inaczej odczuwał. Autorowi właśnie o to chodzi - mówi krótko zagórzanin, słynny w regionie z rzeźb aniołów i świętych.

      - Kiedy Ewa Baranowska zaproponowała mi udział w tym przedsięwzięciu, od razu spytałem, czy VI stacja „Św. Weronika ociera twarz Chrystusowi" jest wolna - opowiada Piotr Woroniec z Woli Sękowej. - Uważam ją za szczególną, gdyż w tym momencie dokonuje się cud: twarz Jezusa zostaje na chuście. To właśnie ta chusta jest głównym „bohaterem" mojej stacji.

      Stacja VII „Jezus upada po raz kolejny pod krzyżem", autorstwa Adama Glinczewskiego z Czarnej, została wykonana z lipy ściętej na starym cmentarzu w Rabem. Artysta wykonał ją w intencji członka swojej rodziny. - To moja jedyna praca zespołowa na terenie Bieszczadów, bo jestem indywidualistą - zastrzega artysta. - Cięcia mojego dłuta są proste i naiwne, bo tak jest określana moja twórczość, ale nie jest naiwna myśl, która jest w tej rzeźbie zawarta.
      • tawnyroberts Najbardziej szczera droga krzyżowa - cz. II 11.01.13, 15:35
        *Jezusa ukrzyżować to nie znaczy zabić*

        Jan Mogilny ruiny zagórskiego Karmelu widzi codziennie, bo mieszka u stóp wzgórza klasztornego. Jest autorem VIII stacji „Jezus pociesza płaczące niewiasty". - Moją stację można odbierać zgodnie ze słowami Chrystusa: Nie płaczcie nade mną, ale płaczcie nad sobą - mówi prezes Bieszczadzkiej Grupy Twórców Kultury.
        W tradycyjne przedstawienie tej sceny autor wplótł całkowicie nowoczesny motyw. W instalacji umieścił młodego człowieka siedzącego tyłem do Chrystusa i trzymającego telefon komórkowy przy uchu. - Ten młody człowiek symbolizuje stosunek niektórych ludzi do Chrystusa - tłumaczy artysta. - Nie widzi go, choć Jezus jest bliziutko.

        Rober „Robson" Onacko potraktował pracę nad IX stacją „Jezus upada trzeci raz pod krzyżem" jako wyzwanie. - Nigdy tak dużej rzeźby nie robiłem, bo rzeźbię dopiero od 3 lat. Wykonałem mały projekt w glinie. W głowie to fajniej wyglądało, ale ręce nie podołały - krytycznie ocenia swoją pracę artysta. - Pomyślałem sobie nawet, że kiedyś tę rzeźbę wymienię.

        Syn Jana Mogilnego, Mariusz, pokazał „Jezusa obnażonego z szat". - Długo nie miałem pomysłu - przyznaje. - Jednak, jak przystąpiłem do pracy, to całą stację wykonałem w ciągu tygodnia. Najważniejszy w mojej stacji jest Jezus. Postacie na drugim planie są jedynie zarysowane. Jezus nie jest zawstydzony, wręcz przeciwnie, pokazuje ludziom to, że upodlenie, którego doświadcza, jest tylko na zewnątrz, bo wewnętrznie wygrał tę walkę.

        - Nie jestem „wytwornym" rzeźbiarzem, ale czułem, że wykonam to zadanie, choć było ono trudne pod względem psychicznym - mówi Tomasz Weremiński z Baligrodu, autor stacji XI, „Jezus przybity do krzyża". - Wykonałem ją w dowód wdzięczności, że Jezus ciągle mnie kocha i pozwala wracać do siebie.
        W swojej pracy zawarł przesłanie do ludzi. - W dzisiejszym świecie człowiek codziennie przybija Jezusa do krzyża, ale Jezusa ukrzyżować to nie znaczy Jezusa zabić. Jezus wciąż żyje.

        *Koniec jest początkiem*

        Stacja XII „Jezus umiera na krzyżu" wykonana jest przez artystę metaloplastyka Ryszarda Iwana pochodzącego z Baligrodu. To nowoczesne dzieło. - Jego interpretacja należy do ludzi - artysta jest oszczędny w słowach.

        Nazwisko Trafalskich ze Stefkowej jest słynne na całym świecie. To Stanisław Trafalski ze Stefkowej wyrzeźbił Papieski Krzyż, który w ostatni Wielki Piątek swojego życia tulił do siebie Jan Paweł II. Syn bieszczadzkiego rzeźbiarza Sebastian Trafalski z Leska jest autorem XIII stacji „Jezus zdjęty z krzyża", którą umieszczono na bramie klasztornej.

        Już na klasztornym dziedzińcu, wśród zrujnowanych murów, znajduje się XIV stacja „Jezus złożony do grobu" Waldemara Kordyacznego z Leska. - To jest stacja końcowa, ale ten koniec jest zarazem początkiem - zauważa artysta.

        ***

        Czternastu artystów, czternaście stacji. Każda niezwykła.
        - Jacek Kucaba stwierdził, że w tych stacjach nie ma fałszu - Ewa Baranowska przywołuje słowa prezesa Związku Polskich Artystów Plastyków. - To są najbardziej szczere stacje drogi krzyżowej, jakie można w życiu zobaczyć.

        Dorota Mękarska

        „Nowiny”, 21-23 września 2012 r.
      • tawnyroberts Droga Krzyżowa w Zagórzu - zdjęcia 13.03.14, 09:07
        Przyszedł czas na obiecane zdjęcia z mojej, ciągle ostatniej, wycieczki do ruin klasztoru w Zagórzu z listopada 2012 r. Nie udało mi się wówczas sfotografować wszystkich stacji Drogi Krzyżowej - przeszkodził szybko zapadający zmrok. Może więc najwyższa pora na kontynuację?

        fotoforum.gazeta.pl/k/Droga%2520Krzy%25BFowa%2520w%2520Zag%25F3rzu.html

        P.S. Największe wrażenie zrobiła na mnie Stacja VIII: Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty, autorstwa Jana Mogilnego z Zagórza, choć osobiście uważam, że ten siedzący młodzieniec z telefonem komórkowym przy uchu jest tam zbędny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka