alana5
13.08.04, 10:59
6 miesięcy temu o tej godzinie zgasło światło mojego życia. Też był piątek
trzynastego. Nie jestem przesądna, ale wściekła. Tym bardziej, że termin
porodu miałam na 03.03.03.
Czarka nie ma już 6 miesięcy, pół roku. Rodzice mówią, żebym się nie
zadręczała, a mi te słowa przechodzą koło uszu.
Dwa tygodnie po pogrzebie Czarka wróciłam na uczelnię, zaliczyłam czwarty
rok. Wszyscy mówią jaka jestem dzielna, a mi te słowa przechodzą koło uszu.
Mądre książki powtarzają za kościołem, że Czarek jest w lepszym świecie, nie
cierpi; osiągnął cel, do którego wszyscy dążymy, a mi te słowa przechodzą
koło uszu.
A czemu?
Bo tęsknię, bardzo, bardzo mocno tęsknię. Moje serce biło potrójnie, dla
Arka, dla Czarka i dla reszty świata. Teraz pali się tylko część Arka. Czy
taki mały żar wystarczy? A jeśli zgaśnie ognisko we mnie zostanę pustą
skorupą. Jaki wtedy będzie sens mojego życia?