17.10.04, 00:43
Witam Was wszystkich. Weszlam na forum przez przypadek. Wyje, i jestem z
Wami. Chcialabym Wam jakos pomoc. Moze moja historia bedzie nadzieja...Alex
rozesmiany czterolatek biega. Urodzil sie z problemami, nosil kask. Lekarze
specjalisci. Moj codzienny placz i leki antydepresyjne(naprawde pomagaja)Od
szpitala do szpitala do szpitala. Po trzech latach wymarzona ciaza. Szosty
tydzien, USG. Pani lekarka prosi mnie do gabinetu. Duza przerwa w lozysku.
Prosze byc przygotowanym na poronienie. Znowu placz. Wieczor, bielizna coraz
bardziej czerwona. Dzwonie do szpitala. "Prosze czekac az zaczna leciec
skrzepy" bedziemy wtedy czyscic. Czekam na nie placzac, zmieniam bielizne i
modle sie o szybkie zakonczenie. Nie chce juz cierpiec psychicznie. Byle
szybko. Bielizna nadal czerwona. Zasypiam. Budze sie w kaluzy. Skrzepow nie
ma. Nastepny dzien. Wizyta u lekarza. Przestalo. Wszystko ok. Od dzisiaj
wierze w cuda. Emilka ma szesc miesiecy. Zdrowa. Pozdrawiam was wszystkie i
trzymam kciuki.Ewa
Obserwuj wątek
    • zorka7 Re: Nadzieja 17.10.04, 11:29
      :)
    • j0204 Re: Nadzieja 18.10.04, 08:24
      Moja nadzieją jest to, że Sylwunia jest Tam szczęśliwa i że kiedyś się spotkamy.
      Dobrze, ze wszystko dobrze się skończyło, miej nadzieję..........
      buziaczek dla maleństw

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka