maga202
16.12.04, 22:03
Jestem na forum po raz pierwszy, ponieważ od dzisiaj mam stałe łącze. O jego
istnieniu dowiedziałam się z Gazety Wyborczej, jak czytałam ten artykuł mój
synek Igorek jeszcze żył. Zmarł trzy tygodnie temu. Miał 20 miesięcy. Przy
porodzie doszło do straszliwego niedotlenienia mózgu. Urodził się nieżywy, po
10 minutach wróciła akcja serca, do tego był owinięty pempowiną, zachłysnął
się wodami płodowymi, doszło także do pęknięcia płuca. Niestety po takim
okresie niedotlenienia doszło do prawie do całkowitego zniszczenia mózgu,
nawet pień był uszkodzony bo nie trzymał temperatury, do tego nie widział, nie
słyszał, nie miał odruchu połykania, bardzo słabo reagował na dotyk, nie było
z nim kontaktu, pomimo ciągłej rehabilitacji nie rozwijał się ruchowo był
dzieckiem leżącym i prawie nieruchomym, nie umiał nawet płakać. Mózg był
zniszczony do tego stopnia że nie rosła mu głowa. Często chorował na zapalenie
płuc. Mimo to radziłam sobie z nim dobrze, na szczęście nie wymagał ciągłej
opieki szpitalnej mogłam go mieć w domu. Lekarze nie dawali mu szans ale ja
zawsze miałam nadzieję, ż będzie żył jak najdłużej, czasem wpadałam w
depresję, szczególnie jak miał gorsze dni, ale potem było troszkę lepiej i
miewałam chwile radości. Niestety stało się, obudziłam się w nocy, poprawiłam
przytuliłam go ponieważ zawsze z nim spałam żeby mieć go na oku, ale coś mi
się nie spodobało, był jakiś dziwny jeszcze wtedy na pewno oddychał, niestety
to chyba była już agonia. Nawet nie wzywałam pogotowia wiedziałam że jest za
póżno. Przyjechali i nie wypisali aktu zgonu, musiała być sekcja zwłok w celu
ustalenia bezpośredniej przyczyny zgonu. Okazało się że miał bezobjawowe
zapalenie płuc, spowodowane jego stanem ogólnym. Chyba byłam przygotowana na
jego śmierć bo jakoś funkcjonuję, wiem że on teraz na pewno już nie cierpi.