Dodaj do ulubionych

Czy to kiedyś minie?

26.01.05, 10:49
Czy kiedyś będę mogła tylko z radością dowiadywać się że kolejna koleżanka,
znajoma urodziła zdrowe dziecko? Czy kiedykolwiek przestanę w takich chwilach
zastanawiać się dlaczego to właśnie ja wygrałam zły los i urodziłam bardzo
chorego synka, który nigdy nie będzie zdrowy ?? Teraz gdy słyszę że ta czy ta
urodziła chłopca czy dziewczynkę to czuję jak rośnie mi w gardle wielka klucha
a w środku znowu rozrywający ból że mój maluch jest tak chory i że nie ma
sposobu by mu pomóc...
Powiedzcie czy kiedyś jeszcze będę umiała tak naprawdę cieszyć się radością
innych?? Bo dziś po wiadomości że kolejna znajoma urodziła mam znów doła...
Obserwuj wątek
    • ewamonika1 Re: Czy to kiedyś minie? 26.01.05, 10:54
      parę dni temu wysłałam do Ciebie na adres gazetowy maila, czy dotarł? daj znać

      ewa
    • inna_mama Re: Czy to kiedyś minie? 26.01.05, 10:57
      A ja chcialabym dowiedziec sie w koncu, ze ktoras z moich znajomych czy
      kolezanek URODZILA, a nie znowu stracila dzidziusia, a jesli urodzila to ZDROWE
      dziecko... W ciagu ostatnich kilku miesiecy 4 dziewczyny stracily swoje
      malenstwa:(( Jednej z nich chcialabym powiedziec o tym forum, ale z dziewczyna
      prawie nie ma kontaktu (juz 4 miesiace jest w glebokiej depresji, nie umiem jej
      pomoc)... Jestem tu glownie po to, zeby zrozumiec co czuje. Kolejna jest wlasnie
      w ciazy, ale bardzo zle ja znosi. Nie chce nawet myslec, co bedzie dalej...
      Pozdrawiam Cie goraco, trzymaj sie!
      • mamrysia78 Re: Czy to kiedyś minie? - do innej mamy 26.01.05, 11:22
        Mam nadzieję, że mnie dobrze zrozumiałaś - ja zawsze się cieszę żę komuś
        urodziło się zdrowe dziecko (bo to oznacza, że kolejni rodzice nie muszą
        przeżywać tego co my przeżywamy) tylko to nie jest już taka radość jak była
        zanim urodziłam Rysia. Teraz tę radość zakłóca pytanie dlaczego i mnie się nie
        udało. Zastanawiam się więc tylko czy kiedyś jeszcze będę potrafiła czuć tylko i
        wyłącznie radość bez tego dodatkowego kłucia w sercu....
        Trzymam kciuki za Twoje koleżanki by wkrótce udało im się mieć zdrowe maleństwa.
        Pozdrawiam
        • mmmmmm2 Re: Czy to kiedyś minie? - do innej mamy 26.01.05, 11:48
          jeśli reagujesz tak jak ja, to takie kłucie mam już 4 lata. Oprócz kłucia -
          moja reakcja to płacz. Już reaguję coraz łagoniej. Czasem sobie myślałam że
          jestem strasznie wredna - ja nie mam to czemu inne mają mieć? Tak, to jest
          zazdrość. Też jestem malutka jeżeli chodzi o bycie człowiekiem - nie potrafię
          się cieszyć cudzym szczęściem. To znaczy, jeżeli dowiaduję się że ktoś znajomy
          bądź z rodziny np. wygrał na loterii (a ja nie) został dyrektorem banku z
          pensją 50000/miesiąc (a ja nie), pojechał na Karaiby (a ja nie) to się
          normalnie cieszę - super, lubię jak innym się powodzi, są zadowoleni. Ale w tym
          jednym przypadku jestem wredną małpą. Nie umiem inaczej.
          Ewa - mama Aniołka Julii
          • mamrysia78 Re: Czy to kiedyś minie? - do innej mamy 26.01.05, 12:51
            A już się bałam że tylko ja tak reaguję i że coś ze mną nie tak... Ale widzę że
            to chyba naturalna reakcja w naszej sytuacji
    • agunia33 Re: Czy to kiedyś minie? 26.01.05, 11:57
      Wiem co czujesz bo mój synek też nigdy nie będzie zdrowy.pamiętam,że bardzo bałam się jak zareaguję na widok dwóch małych zdrowych dziewczynek,które pojawiły się w rodzinie mojego męża gdy Bartuś miał roczek.Ale nie czułam zazdrości,pokochałam te szkaraby jak tylko je zobaczyłam i nigdy nie porównuję ich do mojego dziecka,zresztą co one są winne.Natomiast mam często takie uczucie żalu jak widzę cierpienie Bartusia,że nie może jak inne zdrowe dzieciaczki cieszyć się swoim dzieciństwem,chodzić,mówić.Ale jest taki kochany,że nie zamieniłabym go na żadne zdrowe dziecko i czasem łapię się na tym,że nie chciałabym,żeby był inny tzn.chciałabym żeby był zdrowy ale nie zmienił się-uf...nie wiem czy dobrze wyraziłam to co chciałam napisać.
      Pozdrawiam cieplutko i moc uścisków dla Rysia.
    • ewamonika1 Re: do Mamy Rysia 26.01.05, 12:00
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2511659.html
      e.
      • ewamonika1 Re: do Mamy Rysia 26.01.05, 12:01
        już dotarła odp. - dziękuję :-)

        ewa

        ps. a poprzedni link źle wkleiłam, bardzo przepraszam!
    • kartoflanka Re: Czy to kiedyś minie? 26.01.05, 13:48
      Kiedy Piotrus zyl, zwlaszcza na samym poczatku potrafilam wybuchnac placzem na
      widok dzieci, szczegolnie jesli to byl np. malutki noworodek, albo slodki
      rezolutny chlopczyk, ktorym wiedzialam, ze moj wymarzony synek nigdy nie bedzie.
      Teraz po smierci Piotrusia placze kiedy widze chore dzieci. Placze z tesknoty.
      zdrowe kompletnie juz mnie nie ruszaja...Placze, bo kiedy zyl balam sie ze nie
      bede go nigdy potrafila zaakceptowac, ze nigdy nie przestane zalowac, ze sie
      urodzil taki chory...A teraz wydaje mi sie, ze dalabym rade, ale kto to moze
      tak naprawde wiedziec.
      Mam nadzieje, ze nie zdolowalam Cie jeszcze bardziej. I nie mysl sobie, ze
      chcialam przez to powiedziec ciesz sie tym co masz, bo moze byc gorzej...nie
      Mysle, ze w obliczu takiego nieszczescia prawie wszyscy pokazujemy "malosc".
      • mama-oliwki1 Re: Czy to kiedyś minie? 31.01.05, 12:31
        Ja też wątpię, że to kiedyś minie. W piątek dowiedziałam się, że moja znajoma
        urodziła zdrową córeczkę. Poczułam tak wielką zazdrość i złość, że ona urodziła
        i że jej dziecko żyje a moja Córeczka nie. Wstydzę się tych uczuć ale nie
        potrafię ich zmienić, nie potrafię czuć inaczej. Nigdy nie życzyłam jej źle,
        nikomu nie życzę tego co ja musiałam przeżyć i tego co ciągle przeżywam.
        Nie potrafię w sobie tego przeboleć, chce mi się po prostu wyć, chciałabym już
        nie żyć. Jest coraz gorzej.
    • alina30 Re: Czy to kiedyś minie? 31.01.05, 11:54
      Mi się wydaje, że to nie minie :( niestety. Ja też to tak odczuwam i przeżywam
      bardzo każde spotkanie z rodzicami i ich dziećmi. Pierwsze co czuję to zwykła
      zazdrość, której tak naprawdę się wstydzę (bo co ci ludzie i ich dzieci, przede
      wszystkim, są winne?) Ale to jest tak silne uczucie, że nie wiem kiedy się
      pojawia i nie potrafię tego kontrolować. Staję się zgryźliwa i niegrzeczna. Na
      wszystkie podniety rodziców, zawsze wzruszam ramionami i mówię - I co z tego?
      Ja też się kiedyś tak wszystkim podniecałam. Tak samo reaguję jak słyszę
      zachwyty nad moim drugim synkiem (zdrowym, żyjącym)... Po prostu się wkurzam,
      że ktoś zmusza mnie do wyrażania radości której nie czuję.
      Mijają trzy lata i nie widzę żadnej poprawy. Czasem nawet wydaje mi się, że
      jest coraz gorzej, bo po tych latach od śmierci synka nikt nie ma już dla
      nas 'taryfy ulgowej' i coraz cześciej padają pytania o kolejne dziecko, zamiast
      wspomnień o Mateuszku. To bolesne. Tyle wysiłku kosztuje mnie codziennie
      wyjście do ludzi i świata!

      Pozdrawiam
      Alina
      www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec144.htm
      • anuszka_bishi_buluu Re: Czy to kiedyś minie? 31.01.05, 14:27
        Chyba nie minie nigdy!!!
        To okrutne, podłe i nieludzkie ale nie znoszę kobiet w ciązy i małych
        dzieci.Tego całego cackania się, ciupciania, buźkowania, podniecania się
        kolorem kupki i tych nieustających pytań "A kiedy u was będzie dziecko?"
        Mam dwie bratowe w ciąży-obie będą rodziły prawie jednocześnie , jedna ma
        termin tak samo jak miałam ja!!!! I jak ja mogę je lubić? Jak mam się cieszyć
        tymi dziećmi w naszej rodzinie?
        Jeszcze w cholerę mnie poprosza na chrzestną. Przecież ja tego nie zniosę!
        Nie chcę się zmuszać do podniecania się cudzymi dziećmi podczas gdy nie mam
        własnych i nigdy nie będę miała. To jest ból wręcz potworny!
        A rodzina jest bezlitosna-oni myślą że jak mi będą wciskać cudze bachory na
        kolana to ja od tego będę miała radość z życia nieustającą i będę zachodzić w
        ciążę co pół roku
        Mam dół jak tylko odwiedzam rodzinę bo od razu jest o tych ciążach a co się
        urodzi a jak nazwą. Żygać mi się chce, ale co mam robić-nie odwiedzać własnej
        matki? I tak już kombinujemy tylko żeby nie wpadać na te ciężarne...przez to
        wszystko straciłam całkiem kontakt z moim bratem. Jego żona właśnie jest w
        ciąży więc ja jej programowo nienawidzę.
        Ona jest niewinna niczemu ,ale ja też nie bardzo chciałam żeby to moje dziecko
        umarło...
        Dorota mama Aniołka Marcinka
        • mmmmmm2 Re: Czy to kiedyś minie? 31.01.05, 14:50
          Mojego bratanka - ma 8 miesięcy widziałam raz (słownie raz). Mieszka w tym
          samym mieście. Z rodziną nie jestem pokłócona, wręcz odwrotnie. Jak nie mieli
          dziecka spotykaliśmy się z nimi jakieś 2 razy w miesiącu. A teraz nie - i już.
          Chrzestną nie będę bo jak podpowiedziała któraś z forumowiczek - kobieta która
          straciła dziecko nie powinna być chrzestną bo to przyniesie dziecku pecha. I
          tej wersji będę się trzymać.
          Pozdrawiam
          Ewa - mama Aniołka Julii
        • majuta Re: Czy to kiedyś minie? 31.01.05, 15:33
          Mi nie minęło i nie mija. Znoszę obecność dzieci większych, nie przeszkadzają
          mi koledzy mojej córki. Nie jestem w stanie wziąć na ręcę niemowlęcia. Gorzej:
          czuję taką brzydką złość, a musze się uśmiechać do moich znajomych mam. Nikomu
          źle nie życzę, ale wciąż brzmi w głowie pytanie: dlaczego mnie to spotkało już
          dwa razy, a one mogą się beztrosko cieszyć? Moze to nieludzkie? Nie umiem
          wyzbyć sie ani tej złości, ani zazdrości. I tak już pewnie będzie zawsze.
    • azjawusa Re: Czy to kiedyś minie? 31.01.05, 16:19
      Moja malutka,wymarzona coreczka urodzila sie bardzo
      pokrzywdzona przez los ponad 9 lat temu.Teraz Sara jest
      duza dziewczynka i radzi sobie dobrze,ale ja ciagle mam
      zlosc do swiezo upieczonych matek.ze moga w pelni cieszyc
      sie swoim macierzynstwem.Czasem zdaje mi sie ze jestem
      "crazy"!
    • mamrysia78 Re: Czy to kiedyś minie? 02.02.05, 11:19
      Mamo Wikusia,
      masz bardzo mądrego męża :)
      Mój też jest wspaniały i daje mi bardzo dużo wsparcia - nie wiem jak bym sobie
      poradziła bez niego...
      Jakiś czas temu męża kuzynka urodziła ale na szczęście miała na tyle wyczucia że
      zadzwoniła tylko do teściowej a ona powiedziała nam że kuzynka urodziła ale po
      moim krótkim "to fajnie" nie kontynuowała tematu. I tak chyba jest najlepiej bo
      jakoś wtedy nie muszę wdawać sie w dyskusje o innych dzieciach myśląc stale o
      chorobie mojego skarbka.

      I zgadzam się z Tobą w pełni - cieszmy się tym co mamy - w końcu wiele kobiet
      chciałoby mieć cudownych mężów takich jakich my spotkałyśmy.
    • anuszka_bishi_buluu Wolę Was dziewczyny niż... 02.02.05, 12:15
      ...własną rodzine .Tak powinnam napisać bo to co napisała Mamawikusia jest po
      prostu...To samo mnie czeka w maju. Już chyba ze sto razy pisałam ,ze będę
      wtedy obchodziła urodziny mojego Aniołeczka. A tu będą dwa porody-na pewno
      szczęśliwe i 15 minutowe! I będą dwie imprezy-pępkowe. A potem dwa razy
      chrzciny!I to jeszcze jedna moja bardzo bliska bratowa. Żona mojego brata za
      którego dałabym się pokroić, który zawsze przy mnie murem, całe dzieciństwo,
      cała młodość zawsze razem. Braciszek i siostrzyczka jak z rosyjskiej bajeczki.
      Teraz jego żona urodzi dziecko a ja będę już na dobre unikać ich obojga. Na
      razie spotykam się tylko z moim bratem, bez jego żony. Tak na piwie i
      papierosku w maksymalnie zadymionej knajpie tak żeby ona nie przyszła, żebym
      jej nie widziała, żebym nie patrzyła ukradkiem na jej brzuszek..
      Kocham Was dziewczyny, za to że jesteśmy tak podobne, że nie tylko ja jestem
      kretynką zazdroszczącą innym dzieci(bo ja zazdroszczę i wcale się nie wstydzę
      ZAZDROSZCZĘ!!!).
      Jak dobrze jest mieć wsparcie w mężu..Wycałujcie ich mocno
      Mój mąż nie jest aż taki-on bardzo chce mieć dziecko i powoli zaczyna dołączać
      do chórku bezlitosnych ciotek i dręczyć mnie pytaniami kiedy ?kiedy ? kiedy?
      A ja mam ulubioną odpowiedź-" na świętego Dygdy-hmmm? nigdy!"
      Dorota mama Aniołka Marcinka
    • mmmmmm2 Re: Wolę Was dziewczyny niż... 02.02.05, 13:52
      Ładnie i naukowo to się nazywa ASERTYWNOŚĆ. Albo to się ma albo nie. A można to
      nabyć czyli wyćwiczyć. Ja kiedyś nie byłam za grosz asertywna. Jeśli ktokolwiek
      o cokolwiek mnie poprosił - musiałam to zrobić. Pożyczyć pieniądze, podwieźć
      moim samochodem, załatwić rzecz niewykonalną. Męczyłam się z tym czasem, bo
      robiłam rzeczy na przekór sobie, np. jechałam ze znajomą na zakupy - bo mnie o
      to poprosiła, zamiast - jak planowałam zostać w domu i poprasować. Męczyłam się
      podwójnie - jakbym nie pojechała, gryzłoby mnie że jestem wredna i odmawiam
      takich drobiazgów. Jak pojechałam - gryzło mnie że mam nie wyprasowane rzeczy i
      tracę czas na durnych zakupach.
      Od śmierci mojej córeczki zmieniłam się (niektórzy twierdzą że na gorsze i
      pewnie mają rację). Oprócz zgryźliwości którą nabyłam i złośliwości, nauczyłam
      się ( a wlaściwie krok po kroku stawałam się) być asertywna. I jest mi z tym
      lepiej.
      Ktoś niezaufany prosi mnie o pożyczkę - mówię nie pożyczę. Pomoc w sprawie
      prostej dla niego - mogę coś podpowiedzieć, a potem radź sobie sam. Niechciane
      odwiedziny i zapowiedź ich 5 minut przed przyjazdem mówię - nie przyjeżdżajcie
      bo mam bajzel i nie wpuszczam nikogo. I to działa.
      Chrzciny - nie bo nie i już. Jeśli ktoś Życzliwy mi pyta dlaczego - wyjaśniam
      jak jest, że nie przepadam za dziećmi, jak nie dociera mówię o przesądzie
      cytowanym przeze mnie wcześniej. Jak pyta ktoś niewtajemniczony a nie chce mi
      się prowadzić zbyt dłgiej rozmowy, żartuję że na bycie chrzestną to mnie nie
      stać - co rok urodziny, I Komunia, Wesele.
      Trzymajcie się KOBIETKI i bądźcie ASERTYWNE. Jeśli komuś nie będzie odpowiadała
      Wasza szczera postawa (nie, bo nie mam ochoty), trudno. Mądrzy i kochający
      ludzie z Waszego otoczenia zrozumieją. A tymi inymi radzę się nie przejmować.
      Ewa - mama Aniołka Julii
    • alina30 Re: Wolę Was dziewczyny niż... 03.02.05, 09:57
      To niezwykłe co piszesz. Ten zbieg okoliczności...
      Cieszę się, że potrafiłaś z tego skorzystać, bo nie każdy potrafi od razu
      otworzyć się na Boga. Życzę Ci jak najwięcej wytrwałośći w tej wierze!!!!
      Trzymam kciiku.
      pozdrawiam ciepło i smacznie dzisiaj:)
      • anuszka_bishi_buluu O rany...!!!! 03.02.05, 14:15
        Mamawikusia to było ...niesamowite. Chyba spotkałaś na swojej drodze
        prawdziwego Anioła-nie małego tłuścioszka tylko starego zrąbanego Anioła!!!
        Trzymaj szczęście z tego spotkania na krótkiej smyczce i nie popuszczaj. Z tego
        jak piszesz to wynika że czujesz się jak podłączona pod 220V i naładowana
        zarąbiście pozytywnie .
        Dlaczego takie spotkania i tacy ludzie i takie dziewczyny jak Wy to się dopiero
        zdarza jak upadamy?
        A może wcześniej tego po prostu nie widzimy tacy jesteśmy zatrzaśnięci w sprawy
        Wielkiej Wagi (kredyt na samochód, plama na żakiecie, durnowata fryzjerka...)

        Zawsze wierzyłam że Franciszkanie są spoko chłopaki-ja jestem taka bardzo
        prozwierzęca a oni też...
        Dorota mama Aniołka Marcinka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka