veracrus
19.03.05, 23:29
... tak powiedziała wczoraj moja mama do mojego męża. Boi się o mnie.
Twierdzi, że dlatego tutaj wchodzę, czytam i piszę, bo tak jest łatwiej.
Według niej to największa pułapka Internetu i że niedługo ludzie zamiast ze
sobą rozmawiać, będą mailować i smsować. Próbuję jej tłumaczyć, że nie dlatego
łatwiej mi pisać i czytać na forum, bo Was nie widzę i nie słyszę, tylko
dlatego, że Wy akurat wiecie co mam w sercu. Dlaczego tak trudno zrozumieć
jest ludziom, którzy tego nie przeżyli. Moja mama jest bardzo wrażliwa, ciepła
i kochana, jest moją najlepszą przyjaciółką, ale jeżeli chodzi o Joasię, jest
zupełnie zagubiona.
Zresztą nie tylko ona... wszyscy. Nikt nie potrafi ze mną rozmawiać i to
dlatego o Joasi nie mówię. A nie dlatego że zapomniałam, czy że już mnie mniej
boli. Boli zawsze, każdego dnia, ale się do tego nie przyznaję. Jak mam
rozmawiać z rodziną, czy przyjaciółmi kiedy widzę ich zakłopotanie i
zażenowanie. Oni nie chcą słuchać o nagrobku, o aniołkach o moim uczuciach.
Nie winię ich za to i nie oczekuję, że pogaduchy przy winku spędzimy na
opowieściach o mojej zmarłej córeczce. Dlatego jestem tutaj na tym forum. To
mi pomaga, wiem że są ludzie, którzy mnie rozumieją. Ja mam potrzebę mówienia
o Joasi. Co z tego, że jej nigdy nie widziałam (w miarę końca ciąży jej wady
sprawiały, że była bardzo
zniekształcona i lekarz prowadzący powiedział żeby lepiej nie widzieć, żeby
pozostała w naszych sercach, taka jaka była w marzeniach) .... ale przecież
była we mnie, bardzo rzadko czułam jej ruchy, ale wiem że była, widziałam na
usg jej główkę, rączki i nosek i dla mnie zawsze pozostanie słodkim, malutkim
blondaskiem.
Kiedy dowiedzieliśmy się, że Joasia nie ma szans na przeżycie, nie mówiliśmy
obcym że mam bliźniaczą ciążę, ale nawet ci, którzy wiedzieli o dwójce,
traktowali mnie i zachowywali się tak jakby w brzuszku był tylko Eryk. Czasami
to tak bolało, kiedy ludzie zapominali się i mówili „ale masz bęben, jakbyś
tam miała drużynę piłkarską”. A ja miałam, naprawdę....
Nikt nie nazywa Joasi po imieniu, jest „tym chorym dzidziusiem”, „tym drugim
dzidziusiem”.
Najbliżsi dziwili się, że chcieliśmy zabrać Joasię i ją pochować. Zostawić
dziecko w szpitalu, to tak jak zostawić za sobą problem i zapomnieć o nim.
Moja mama uważa, że im mniej się będzie o „tym” mówić to nie będzie boleć i
powoli się o tym zapomni. Ale o „tym” się nie zapomni... Pamiętam jak
robiliśmy nagrobek i pan, który kuł litery powiedział, że zatrą się i za kilka
lat nie będzie widać i nie będziemy pamiętać daty. Ale ja i mój mąż będziemy
pamiętać, w sercu, do końca życia i nasz syn też bo to dzień jego urodzin.
Tylko moja najbliższa rodzina była na cmentarzu, ale tylko tuż po pogrzebie i
na Wszystkich Świętych. Nikt ze znajomych, tylko jedna moja przyjaciółka,
żadna z koleżanek, z którymi razem zaciążyłyśmy. Przecież tam nic nie gryzie.
Dlaczego się tak boją?
Niedługo będą pierwsze urodziny Eryka. Wszyscy będą pamiętać, przyjdą z
prezentami, będzie tort i życzenia, ale czy ktoś będzie pamiętać, że dzień
wcześniej przestało bić serduszko Joasi, czy ktoś pójdzie na cmentarz z
kwiatami i życzeniami, tak jak do Eryka. Czy ktoś zapali dla niej świeczkę.
Nie, bo ludzie tak nie potrafią, bo się tego boją. A mnie by było tak miło...
Chciałam mamie pokazać „Listę życzeń osieroconych rodziców” ale boję się, że
powie „oj uspokój się, przesadzasz, masz drugie dziecko, ciesz się nim,
zapomnij, po co rozdrapywać, skup się na Eryku, masz takie szczęście przy
sobie, a ty zawsze swoje, i przestań tam wchodzić na to forum”. Moja mama
myśli, że jesteście sektą. A mnie pisanie o Joasi i czytanie Waszych uczuć,
takich samych jak moich, przynosi ukojenie. Boi się, że wychowam Eryka w
poczuciu, że to jego wina, ale ja nigdy nawet tak nie pomyślałam, chciałabym
tylko, żeby on wiedział, że Joasia istniała. Żeby pamiętał kiedy będzie
malutki, kiedy dorośnie i kiedy nas rodziców już nie będzie.
Próbuję opisać naszą historię i naprawdę dziwię się ile szczegółów z tamtego
okresu pamiętam, tych dobrych i tych bolesnych, ale chcę o pamiętać. To było,
to się wydarzyło, nie można tego wymazać gumką. Czasami nie myślę o Joasi. Mam
Eryka i kocham go całą sobą. A potem reflektuję się i jest mi przykro, że
zapomniałam na chwilę. Za każdym razem kiedy mi smutno, kupuję dwa misie dla
moich dwojga dzieci, tylko jednego zawsze ze skrzydłami.
W albumie mojego synka pierwsze zdjęcia są z OIOMu, z tymi wszystkimi rurkami
i wkłuciami. Wszyscy mówili - "po co pokazujesz, lepiej schowaj i nie
wspominaj" - ale przecież wtedy to tez był to mój synek, co z tego, że taka
straszna bidka, przecież wtedy też go kochaliśmy.
U nas w oknie stoi ceramiczny aniołek i codziennie wieczorem zapalamy
świeczkę, którą trzyma w dłoniach, żeby Joasia widziała światełko i potrafiła
wrócić do domu, bo przecież tylko się zgubiła..... a nie dlatego że lubimy jak
się palą świece. I wcale nie jesteście żadną sektą. Cieszę się, że forum
istnieje, jest mi przykro, że Was też to spotkało, marzę o świecie gdzie nie
umierają dzieci. I dziękuję....
______________________________
Adrianna, mama bliźniaków
Eryka photos.yahoo.com/eryksosnowski
i aniołka Joasi Julii "...cyt, iskiereczka zgasła"