Dodaj do ulubionych

To forum to sekta

19.03.05, 23:29
... tak powiedziała wczoraj moja mama do mojego męża. Boi się o mnie.
Twierdzi, że dlatego tutaj wchodzę, czytam i piszę, bo tak jest łatwiej.
Według niej to największa pułapka Internetu i że niedługo ludzie zamiast ze
sobą rozmawiać, będą mailować i smsować. Próbuję jej tłumaczyć, że nie dlatego
łatwiej mi pisać i czytać na forum, bo Was nie widzę i nie słyszę, tylko
dlatego, że Wy akurat wiecie co mam w sercu. Dlaczego tak trudno zrozumieć
jest ludziom, którzy tego nie przeżyli. Moja mama jest bardzo wrażliwa, ciepła
i kochana, jest moją najlepszą przyjaciółką, ale jeżeli chodzi o Joasię, jest
zupełnie zagubiona.
Zresztą nie tylko ona... wszyscy. Nikt nie potrafi ze mną rozmawiać i to
dlatego o Joasi nie mówię. A nie dlatego że zapomniałam, czy że już mnie mniej
boli. Boli zawsze, każdego dnia, ale się do tego nie przyznaję. Jak mam
rozmawiać z rodziną, czy przyjaciółmi kiedy widzę ich zakłopotanie i
zażenowanie. Oni nie chcą słuchać o nagrobku, o aniołkach o moim uczuciach.
Nie winię ich za to i nie oczekuję, że pogaduchy przy winku spędzimy na
opowieściach o mojej zmarłej córeczce. Dlatego jestem tutaj na tym forum. To
mi pomaga, wiem że są ludzie, którzy mnie rozumieją. Ja mam potrzebę mówienia
o Joasi. Co z tego, że jej nigdy nie widziałam (w miarę końca ciąży jej wady
sprawiały, że była bardzo
zniekształcona i lekarz prowadzący powiedział żeby lepiej nie widzieć, żeby
pozostała w naszych sercach, taka jaka była w marzeniach) .... ale przecież
była we mnie, bardzo rzadko czułam jej ruchy, ale wiem że była, widziałam na
usg jej główkę, rączki i nosek i dla mnie zawsze pozostanie słodkim, malutkim
blondaskiem.
Kiedy dowiedzieliśmy się, że Joasia nie ma szans na przeżycie, nie mówiliśmy
obcym że mam bliźniaczą ciążę, ale nawet ci, którzy wiedzieli o dwójce,
traktowali mnie i zachowywali się tak jakby w brzuszku był tylko Eryk. Czasami
to tak bolało, kiedy ludzie zapominali się i mówili „ale masz bęben, jakbyś
tam miała drużynę piłkarską”. A ja miałam, naprawdę....

Nikt nie nazywa Joasi po imieniu, jest „tym chorym dzidziusiem”, „tym drugim
dzidziusiem”.
Najbliżsi dziwili się, że chcieliśmy zabrać Joasię i ją pochować. Zostawić
dziecko w szpitalu, to tak jak zostawić za sobą problem i zapomnieć o nim.
Moja mama uważa, że im mniej się będzie o „tym” mówić to nie będzie boleć i
powoli się o tym zapomni. Ale o „tym” się nie zapomni... Pamiętam jak
robiliśmy nagrobek i pan, który kuł litery powiedział, że zatrą się i za kilka
lat nie będzie widać i nie będziemy pamiętać daty. Ale ja i mój mąż będziemy
pamiętać, w sercu, do końca życia i nasz syn też bo to dzień jego urodzin.
Tylko moja najbliższa rodzina była na cmentarzu, ale tylko tuż po pogrzebie i
na Wszystkich Świętych. Nikt ze znajomych, tylko jedna moja przyjaciółka,
żadna z koleżanek, z którymi razem zaciążyłyśmy. Przecież tam nic nie gryzie.
Dlaczego się tak boją?
Niedługo będą pierwsze urodziny Eryka. Wszyscy będą pamiętać, przyjdą z
prezentami, będzie tort i życzenia, ale czy ktoś będzie pamiętać, że dzień
wcześniej przestało bić serduszko Joasi, czy ktoś pójdzie na cmentarz z
kwiatami i życzeniami, tak jak do Eryka. Czy ktoś zapali dla niej świeczkę.
Nie, bo ludzie tak nie potrafią, bo się tego boją. A mnie by było tak miło...
Chciałam mamie pokazać „Listę życzeń osieroconych rodziców” ale boję się, że
powie „oj uspokój się, przesadzasz, masz drugie dziecko, ciesz się nim,
zapomnij, po co rozdrapywać, skup się na Eryku, masz takie szczęście przy
sobie, a ty zawsze swoje, i przestań tam wchodzić na to forum”. Moja mama
myśli, że jesteście sektą. A mnie pisanie o Joasi i czytanie Waszych uczuć,
takich samych jak moich, przynosi ukojenie. Boi się, że wychowam Eryka w
poczuciu, że to jego wina, ale ja nigdy nawet tak nie pomyślałam, chciałabym
tylko, żeby on wiedział, że Joasia istniała. Żeby pamiętał kiedy będzie
malutki, kiedy dorośnie i kiedy nas rodziców już nie będzie.
Próbuję opisać naszą historię i naprawdę dziwię się ile szczegółów z tamtego
okresu pamiętam, tych dobrych i tych bolesnych, ale chcę o pamiętać. To było,
to się wydarzyło, nie można tego wymazać gumką. Czasami nie myślę o Joasi. Mam
Eryka i kocham go całą sobą. A potem reflektuję się i jest mi przykro, że
zapomniałam na chwilę. Za każdym razem kiedy mi smutno, kupuję dwa misie dla
moich dwojga dzieci, tylko jednego zawsze ze skrzydłami.
W albumie mojego synka pierwsze zdjęcia są z OIOMu, z tymi wszystkimi rurkami
i wkłuciami. Wszyscy mówili - "po co pokazujesz, lepiej schowaj i nie
wspominaj" - ale przecież wtedy to tez był to mój synek, co z tego, że taka
straszna bidka, przecież wtedy też go kochaliśmy.
U nas w oknie stoi ceramiczny aniołek i codziennie wieczorem zapalamy
świeczkę, którą trzyma w dłoniach, żeby Joasia widziała światełko i potrafiła
wrócić do domu, bo przecież tylko się zgubiła..... a nie dlatego że lubimy jak
się palą świece. I wcale nie jesteście żadną sektą. Cieszę się, że forum
istnieje, jest mi przykro, że Was też to spotkało, marzę o świecie gdzie nie
umierają dzieci. I dziękuję....

______________________________
Adrianna, mama bliźniaków
Eryka photos.yahoo.com/eryksosnowski
i aniołka Joasi Julii "...cyt, iskiereczka zgasła"
Obserwuj wątek
    • tataasi1 Re: To forum to sekta 20.03.05, 03:10
      w dużej mierze masz rację. niestety...
      pozdrawiam serdecznie. siły życzę.
    • izabelski Re: To forum to sekta 20.03.05, 03:29
      mysle,ze kazda mama, ktora stracil dziecko nigdy o nim nie zapomni
      za wczesnie jeszcze ,zebys sie obwiniala iz zle wychowasz syna, ze obwiniac go
      bedziesz o to, co sie stalo w przeszlosci
      jestes swiadoma swoich uczuc i emocjji i na pewno bedziesz wiedziala, jak je
      manifestowac wobec synka
      dzieci przyjmuja swiat takim, jaki im pokaza rodzice - pamietajac ten fakt
      pewno nigdy go nie skrzywdzisz

      co do rodziny i znajomych - mysle,ze z jednej strony oni sie o ciebie
      martwia,ze jeszcze jestes w zalobie po zmarlej coreczce a z drugiej nie umieja
      ci okazac, ze ich troska jest o twoje dobro

      wychowalam sie w "cieniu" zmarlej mamy, ktora zmarla gdy mialam 18 miesiecy -
      wychowana przez dziadkow - poniewaz sie duzo o niej mowilo w domu w
      przyzwyczailam sie do faktu, ze kiedys byla moja mama, a z drugiej strony
      idealizowano ja a ja czulam sie,ze mnie do niej porownywano, i ze nigdy nie
      bylam tak dobra jak ona....

      moja babcia mowi,ze nie mogla wychodzic na ulice czy do sklepu rozmawiac
      normalnie z ludzmi przez ponad 2 lata po jej smierci, a miala 3 inyc hdzieci i
      mnie na wychowaniu w dodatku - zal matki po straconym dzicku nie jest do
      opisania slowami

      moze wydrukuj to, co napisalas i pokaz mamie do przeczytania - mysle,ze ona
      cierpi razem z toba, tylko jak piszesz jest zagubiona
      • hildalucja Re: To forum to sekta 20.03.05, 20:14
        Pięc lat temu straciłam 7-8 tyg. ciążę. Nawet nie wiem dokładnie , kiedy
        umarło, bo nikt się tym nie przejmował. To tak czeste dla lekarzy, to tylko
        fasolka albo i jeszcze nie. Nie sprawdzono, co mi było i dlaczego odeszło- BO
        PO CO??? [ A teraz lecząc się u wspaniałego lekarza- wiem, ze powinnam mieć
        wynik, bo na podstawie tego kieruje się odpowiednio kolejnym staraniem o ciążę
        odpowiednimi lekami]. Poszłam do ordynatora aby mi przedłużył zwolnienie, to
        powiedział, że to była mała ciąża, więc po tygodniu- chyba wróciłam do pracy-
        ucząc dzieci- starałam się je traktować normalnie, choc stawało mi przed
        oczyma, że moje kiedyś by też chodziło do szkoły ale nie pójdzie, itp. ...
        Minęło pięć lat i dopiero na tej stronie przeczytałam, że to zostaje na całe
        życie.A po przeczytaniu książki "Jak przeżyć stratę dziecka" GWP (POLECAM!!!)
        ZROZUMIAŁAM, ŻE NIE JESTEM WARIATKĄ- BO KAŻDA MATKA NA SWÓJ SPOSÓB PRZEŻYWA
        STRATĘ DZIECKA- nie ważne, czy żyło w jej łonie czy poza. Pamiętam JE- jakoś
        myślę, że to była córeczka- takie tam przeczucie. I wyobraźcie sobie, że gdy
        znowu w miesiacu- w którym Tamto poczęło się nie udało się znowu ((- choć
        jestem na wspomaganym rozrodzie- bo taką mam blokadę mimo wszystko, mimo iż tak
        długo pracuję nad tym )) runęło coś we mnie. Postanowiłam je pożegnać na
        zawsze. Tutaj czytałam o Joasi - i powiem, że ja PONIEWAŻ NIE MOGŁAM ZROBIĆ
        JEJ POGRZEBU - bardzo przeżywałam. Wiec własnie miesiąc temu- mentalnie - w
        swojej wyobraźni ochrzciłam moją córeczkę ***MARIOLKA*** I zrobiłam jej
        pogrzeb. Wiecie - jak to mi pomogło. Choć to było może tylko mentalnie- ale
        pozwoliłam sobie na to, aby ją pożegnać. Imię- skąd takie imię- w sumie nie
        przepadam za nim specjalnie- ale takie mi przyszło do głowy. I wiecie, ze czuję
        sie dużo , dużo lepiej?!!! Dziewczyny-poślijcie światełko swoim Pociechom,
        które są w tym innym wymiarze- to tez pomaga. Jestem przed następną
        inseminacją, bo jak już wspomniałam mam problemy z zagnieżdżeniem i z pokorą
        znoszę każdą kolejną porażkę, choć to naprawdę boli, ze znowu sie nie
        udało.Strach przed kolejną nieudaną ciażą zblokował mnie na kilkadziesiąt
        miesięcy.........
        Pozdrawiam WSZYSTKICH RODZICÓW, życzę pogody ducha i pamietajcie o posyłaniu
        uśmiechu i światełka w stronę TEJ DUSZYCZKI, która patrzy na nas z góry.
        • hildalucja Re: To forum 09.04.05, 15:23
          wiecie, że napisałam to dokładnie w dniu, kiedy wylądowałam na patologii-
          dokładnie 20.marca wieczorem....... 5 lat temu........dopiero teraz to sobie
          uświadomiłam.........
          • hildalucja odeszło kolejne 01.08.05, 18:03
            NASZE BOBO.................jest już w niebie
            jest aniolkiem malutkim
            nasza radość trwala krótko
            znowu odeszlo tak,jak wtedy

            ^szybko^

            nasza radość trwala nie cale dwa tygodnie. TERAZ MUSI SIĘ UDAĆ!!! SZUKAM
            LEKARZY LUDZKICH, którzy będą mieli czas i ochotę na rozmowę ze mną jak z
            człowiekiem, jak z pacjentem godnym uwagi.




            staram się trzymac i czuję sie dużo lepiej niż po pierwszej stracie(
            psychicznie)
            • hildalucja kolejne 04.04.06, 13:22
              Jestem po koszmarze pierwszych 12-tu tyg. decydujących. Jest zdrowe, kochane i
              wierze, że urodzę!!!
        • hildalucja jest 04.04.06, 13:28
          Jest i wiem dlaczego JEST. Wystarczyło prawidłowe przeczytanie wyników,
          posłuchanie, co ma do powiedzenia pacjentka, zapisanie odpowiednich leków w
          odpowiedniej dawce i śledzenie pierwszych 12 tyg. "z duszą na ramieniu" ale ...
          OPłACAłO SIę! JEST!
    • aqua696 Re: To forum to sekta 20.03.05, 04:48
      troche z boku
      JA mialam ciaze blizniacza i widac to jeszcze na usg w 8 i 10 tygodniu,
      niebylo zadnych krwanien nic, ze spokojem-ale malym brzuszkiem poszlamna
      kwalifikacje do porodu ,
      i ogromne zdziwienie tylko jedno dziecko
      potem duzo czytalam i ogladalam programow o wchlanianiu blizniaka przez
      drugiego silniejszego
      Nawet tak zdazyl sie w rodzinie niedawno amam opowiedzila mi ze kilka lat temu
      kuzyne wycieto zmiane ktora podczas badania okazala sie malenkim plodem.....
      niejednokrotnie smialam sie z mojego synka maly kanibalu...
      poniewaz ciaza jako ciaza byla super ok, ale moje zdrowie zrobilo kaprys i w 8
      tygodniu ciazy byla moja operacja mysle ze to byla przyczyna...... a moze
      kiedys jednak znajda cos u mlodego-narazie na usg czy rtg nic nie wyszlo a byl
      po urodzeniu badany , i nieraz z uwagi na swoje wady na robione usg jamy
      brzusznej gdzie najczesciej umiejscawia sie drugi plod....
      pamietam ajk wracalam z tej kwalifikacji i niewiedzialam plakac czy nie-a bym
      styczen iskrzyl snieg ...... w sercu radosc bo urodzimy razem dziecko a z
      drugiej strony mialy byc dzieci.....
      Nieraz mysle ze cechy autystyczne mojego syna moze gdzies w tym maja jakies
      podloze.... moze on odplywajac komunikuje sie z rodzenstwem......
      niewiem
      niewiem cieszyc sie czy plakac ze 11 lat temu usg robilo sie tylko odplatnie a
      i po operacji i wiadomosci ze z dziecmi wszytko ok niechcialam tego badania i
      skupilam sie aby jak najszybcieje wrocic do zdrowia wiec ze ja kilka mieisecy
      bede musiala byc w formie i tak sie stalo bo za 6 1/2 miesiaca trzymalam w
      ramionach synka-i od poczatku wiedzilam ze bedzie ciezko z jego wada....
      chyba tak mialo byc bo czy poradzilabym sobie wtedy z dwojka niewiem...

      Trzymam kciuki i tak jak pamietam o moim dzieciatku tak pamietam o Twej
      Coreczce....
      Przytulam Cie mocno
    • aqua696 Re: To forum to sekta 20.03.05, 05:04
      Adrianna
      jestescie piekna rodzinka
      obejrzalam zdjecia i w Eryka oczkach widac tyle milosci-milosci ktora Ty mu
      podarowalas
    • toman5 Veracrus 20.03.05, 09:02
      Wybacz, że to napiszę. Nie chcę ci zaprzeczać, nie chcę sprawiać bólu - chcę
      cię natomiast ostrzec. Chodzi mi o Eryka
      Jestem dzieckiem, które "skorzystało" na zgonie poprzedniego dziecka rodziców.
      Nie planowali drugiego - zdecydowali się, bo pierwsze zmarło.
      To w pewnych okresach mojego życia była ciężka świadomość. Czasem myślę, że na
      nią nie zasłużyłam.
      Kiedy przeczytałam:
      > chciałabym tylko, żeby on wiedział, że Joasia istniała. Żeby pamiętał kiedy
      będzie
      > malutki, kiedy dorośnie i kiedy nas rodziców już nie będzie.
      pomyślałam sobie, że bardzo mi Eryka żal. Bo choć tego nie chcesz obciążysz go
      winą - której wszak nie ponosi - i obowiązkiem, który nie powinien być nikomu
      małemu narzucany.
      • zorka7 Re: Veracrus 20.03.05, 13:07
        Toman5...! Wina i obowiązek...?!
        Czasem myślę, że po prostu należy siedzieć cicho niż kogoś tak ranić.
        Eryk nie jest tobą, macie też innych rodziców.
        • toman5 Re: Veracrus 21.03.05, 14:49
          Mam nadzieję, że autorki wątku nie uraziłam dotkliwie. Przykro mi, że uraziłam
          ciebie. Ale podtrzymuję swoje stanowisko. To trochę przypomina sytuację dzieci
          ludzi po obozach koncentracyjnych. Niby dziecko urodzone na wolności, już po
          wszystkim - a jednak jest coś, jest w tym dziecku jakaś krzywda.
          Dzieci, które tracą rodzeństwo są siłą rzeczy włączone w ból, rozpacz, żałobę
          rodziców - nie uniknie się tego. Dzieci, których rodzeństwo zmarło zanim się
          jeszcze urodziły, albo kiedy były maleńkie - mogą być włączone w żal rodziców
          lub nie. Zależy to od wielu kwestii, także od decyzji rodziców. I na to staram
          się zwrócić uwagę. Nie po to, żeby powiedzieć komuś, jak powinien się zachować,
          ale po to, by zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, który warto przemyśleć ze
          świadomością konsekwencji swoich decyzji.
          Zorko, podtrzymuję w stu procentach swoje zdanie o obowiązku jakim dla dziecka
          może stać się oczekiwana przez rodziców pamięć o zmarłym.
          Co do winy zaś - wyjasnię, że chodzi mi o poczucie winy. Ono jest i może ci się
          to nie podobać, ale go nie neguj, proszę. Bo jest faktem. Po angielsku nazywa
          się "survivor's guilt" - wina tych, którzy przeżyli. Dotyka osoby, które wyszły
          cało z wojny, holokaustu, katastrofy, zarazy. Zmusza do zadawania sobie
          pytania: dlaczego JA żyję, a on nie? Czy nie powinno być odwrotnie? Inaczej? To
          dla dziecka ciężkie pytania, Zorko, i pewnie nie do końca rozumiem, dlaczego
          cię one urażają.
          W przypadku dzieci osieroconych rodziców jest trochę tak, że dziecko, którego
          nie ma jest idealizowane - to zresztą normalne, pamiętamy to, co dobre i
          najlepsze. Dziecko żywe może zacząć się porównywać na swoją niekorzyść z
          dzieckiem zmarłym. W końcu dziecko żywe trzeba czase, skarcić, ukarać, wykazać
          błędy. Dziecko martwe można już tylko kochać. Stąd prosta droga do
          uczucia "mama kochała (kochałaby) Zuzię (Basię, Tomka) bardziej niż mnie. To
          on/ona powinien żyć, nie ja". To się dzieje bardziej na poziomie podświadomości
          niż świadomości, Zorko. Ale boli.
          A sytuacja moja i Eryka jest o tyle podobna, że oboje bez jakiejkolwiek swojej
          winy jesteśmy beneficjentami zgonu rodzeństwa. Ja - bo bez tamtej śmierci by
          mnie nie było, Eryk - bo w jakimś sensie wygrał biologiczną konkurencję z
          bliźniakiem I każde z nas w swoim czasie musiało, lub będzie musiało, się z tą
          świadomością uporać.
          JA sie Zorko nie mądrzę. Nie twierdzę, że zgon nieznanego rodzeństwa nalezy
          przed nowym dzieckiem ukryć, że matka powinna się zachować tak czy śmak,
          prowadzić dziecko na cmentarz, albo przeciwnie. Ja tylko zwracam uwagę na
          pewien aspekt sprawy, którego, jak sądzę, często nie dostrzegacie, a dla mnie
          jest on przedmiotem żywego i bolesnego osobistego doświadczenia. Może uda sie
          wam uchronić przed tym bólem, albo złagodzić ból, który dotknie też wasze
          dzieci.
          Mam nadzieję, że tym wyjaśnieniem rozproszyłam poczucie urazy - doprawdy,
          starałam się uniknąć wszelkich zwrotów, które mogłyby je wywołać. Nie uważam
          jednak, abym powinna ukryć swoje uczucia i doświadczenia.
          • ewamonika1 Re: Veracrus 21.03.05, 15:05
            Chciałabym zaapelować, aby przeżycia dorosłych osób, które przeżyły już to, o
            co my się martwimy dla naszych dzieci - koniecznie brać pod uwagę.
            Uważam, że są one cennym źródłem wiedzy. Czasem dosadnie i boleźnie, ale
            uświadamiają nam jakiś element potencjalnego błędu w naszym zachowaniu lub
            choćby zbliżania się do błędnej drogi.

            Wiem, że temat jest niezwykle delikatny i łatwo poczuć się urażonym.

            Przypomina mi to historię mojej koleżanki, która parę lat temu straciła
            tragicznie męża. Martwiła się bardzo o swoje córki, które z dnia na dzień
            zostały osierocone. I myślę, że moje podpowiedzi, opowieści o uczuciach, jakie
            towarzyszyły mi latami, gdy straciłam wcześnie tatę, były dla niej cenną
            wskazówką. Ja mogłam podpowiedzieć to, co ona mogła usłyszeć od swoich
            dorosłych córek dopiero w odległej przyszłości.

            I tak samo traktuję wypowiedź Toman5. Oczywiście każdy człowiek jest inny, ale
            warto zobaczyć drugą stronę medalu - nawet wtedy, gdy uważamy siebie za
            rodziców chcących dla swoich dzieci wszystkiego, co najlepsze. Bo czasem ta
            chęc po prostu nie wystarcza.

            pozdr. ewa
          • melka_x Re: Veracrus 21.03.05, 15:27
            Toman ja sie zgadzam, ze zycie rodziny, ktora stracila dziecko nie moze byc
            podporzadkowane tej smierci, ze trzeba myslec o dzieciach, ktore zostaly, ze
            trzeba starac sie zapewnic im jak najnormalniejsze dziecinstwo. Ale to przeciez
            nie moze oznaczac udawania, ze zmarlego dziecka nie bylo, a tak to wyglada u
            Adrianny. Adrianna walczy o pamiec nalezna Joasi. Czy Eryk zada sobie kiedys
            pytanie, dlaczego ona, dlaczego nie on? Pewnie tak, bo to pytanie zazwyczaj
            dotyka wszystkich czlonkow rodziny osoby zmarlej w dziecinstwie lub mlodosci,
            zarowno rodzicow jak i rodzenstwo. Dlatego trzeba sie starac sie zachowac
            odpowiednie proporcje miedzy pamiecia o zmarlym, a miloscia do zyjacego dziecka
            (zdaje sobie sprawe, ze to bardzo trudne). Ale to przeciez nie oznacza, ze
            Adrianna powinna sie godzic na milczenie. To naturalne, ze pamietamy o zmarlych
            w dzien ich urodzin, imienin, rocznice smierci i przy wielu innych okazjach i
            zdajsie, ze na razie Adrianna walczy wylacznie o takie prawo dla Joasi plus o
            normalne prawo do przezycia zaloby. Dlatego Twoje wnioski wydaja mi sie
            pochopne, zbudowane na podstawie wlasnych doswiadczen.
            • omama Re: Veracrus 21.03.05, 15:51
              Melko, powtarzam: ja nie chce nikomu mówić, co ma robić ze swoim życiem,
              zwłaszcza w tak tragicznej sytuacji jak wy tutaj - współczuję gorąco każdej i
              każdemu z was. Ja jestem w innej sytuacji, innego doznawałam bólu, w innym
              czasie, wieku, kontekście, skali. W życiu by mi nie przeszło przez usta że
              Adrianna - czy ktokolwiek inny - robi coś źle, że na pewno będzie to miało
              takie czy śmakie konsekwencje, że jej żałoba powinna mieścić się w jakichś
              ramach. I nie mam pojęcia jaka jest proporcja między pamięcią a miłością. Ale
              byłam drugim dzieckiem. I dodam - dzieckiem rodziców,którzy sądząc po mojej
              lekturze waszego forum, stosunkowo łatwo poradzili sobie z żalem i cierpieniem.
              Nie było u nas w domu ołtarzy poświęconych zmarłemu, nie było wizyt na
              cmentarzu z urodzinowym prezentem, wigilijną gałązką itd - szło się w rocznicę
              śmierci i zaduszki, przynajmniej jeżeli idzie o mnie.

              Niemniej czułam to, co czułam. Że jestem tylko po to, żeby coś wynagrodzić. Że
              jestem gorsza od nieżyjącego dziecka, które było ładniejsze, grzeczniejsze,
              które dało więcej szczęścia. Że jestem nie w porządku moralnie żyjąc dzięki
              tamtej sepsie sprzed lat. Że gdyby nie ciąg wydarzeń, którego byłam ogniwem,
              życie moich rodziców i dziadków wyglądałoby lepiej niz wygląda.

              Rozumiem tych z was, którzy chcą mówić o swoim zmarłym z mężem, żoną teścaimi,
              rodzicami. Zwracam waszą uwagę, że dziecko może zwracać bardzo pilną uwagę na
              to co mówicie, jak mówicie. I że może wyciągać z tego wnioski takie jak moje. I
              że być może, możecie coś z tym zrobić.

              • melka_x Re: Veracrus 21.03.05, 16:27
                Moim zdaniem z Twojego postu wlasnie wynika, ze to nie zdjecia, odwiedziny na
                cmentarzu czy rozmowy o zmarlym dziecku sprawiaja, ze zyjace dziecko boi sie,
                ze jego rola jest wynagrodzenie rodzicom smierci innego, czy ze czuje sie
                gorsze. Co jest powodem? Nie wiem. Moze Twoi rodzice nie cierpieli mniej, ale
                nie dali sobie prawa do przezycia zaloby? I ten upychany gdzies po katach
                niewyplakany smutek jakos jednak na Tobie sie odbijal? A moze urodzilas sie za
                wczesnie, w momencie w ktorym Twoi rodzice nie byli jeszcze gotowi na kolejne
                dziecko, ktore nie byloby ZAMIAST? A moze Twoi rodzice idealizowali zmarle
                dziecko, a Ty odbieralas to jako porownywanie? Tutaj trudno mi powiedziec cos
                wiecej, bo ludzie roznie przezywaja zalobe, a ja akurat nie idealizuje swojej
                corki (trudno mi to wiec w pelni zrozumiec, co nie znaczy oczywiscie, ze to
                oceniam). Moje dziecko jest dla mnie swieta, ale wylacznie po smierci, przede
                wszystkim jest jednak dla mnie dzieckiem, ktoremu los nie pozwolil dorosnac,
                czyli dziewczynka ktorej nigdy nie bedzie sie lac z nosa, ktora nie przezyje
                upierdliwego buntu dwulatka, ktora nie kopnie innego w piaskownicy, nie pojdzie
                na wagary, nie oszuka mnie, nie upije sie itd. Ani przez chwile nie mam
                watpliwosci, ze gdyby zyla nie bylaby aniolem, ale normalnym, wiec czasem
                rowniez marudnym, zlosliwym, egoistycznym czy niegrzecznym dzieckiem. O tyle
                Cie rozumiem, ze zdaje sobie sprawe, ze konkurowanie z kanonizowanym,
                nierealnym dzieckiem jest niemozliwie i dla zyjacego musi to byc bardzo trudne.

                Ja tez nie chcialabym Cie urazic i pamietaj, ze to tylko moje przypuszczenia,
                moge sie mylic, moze nawet te przypuszczenia sa bardzo krzywdczace i
                niesprawiedliwe wobec Twoich rodzicow. Chcialam Ci tylko zwrocic uwage, ze
                Twoje wnioski moga byc pochopne i ze chyba nie ma podstaw, zeby przypuszczac,
                ze Eryk bedzie mial podobne odczucia. W kazdym razie na pewno nie dlatego, ze
                Adrianna chce pamietac o jego siostrze. I dlatego wydaje mi sie, ze lepszym
                wyjsciem byloby gdybys o swoich odczuciach opowiedziala w osobnym, nowym watku.
                Bo zgadzam sie z Ewa, ze glos kogos takiego jak Ty, rodzenstwa zmarlego
                powinien byc na tym forum bardzo wazny. Wiekszosc z nas albo ma rowniez zyjace
                dzieci, albo nie wyklucza kolejnych w przyszlosci. I na pewno nikt nie chce ich
                skrzywdzic, dlatego sadze, ze Twoj punkt widzenia jest dla nas b.istotny, tylko
                moze nie w tym watku?:)
                • veracrus Re: Veracrus 21.03.05, 20:46
                  Dziękuję Wam za wszystkie posty. Słowa „bardzo żal mi Eryka” trafiły do mnie w
                  samo srece. Wczoraj cały dzień o tym myślałam i niestety cały dzień byłam
                  okropnie przybita i było mi smutno. Bo faktycznie masz rację, może szłam w
                  kierunku „uświęcania Joasi”. Wyobrażałam sobie, że mój mały chłopczyk będzie
                  chętnie chodził na cmentarz, pamiętał o zapaleniu świec przy różnych okazjach,
                  nie wstydził się o swojej siostrzyczce rozmawiać.... Dotarło do mnie – co ja
                  chciałam mu zrobić. On ma prawo przeżyć swoje życie w poczuciu, że to On jest
                  najbardziej kochany i jest naszym największym szczęściem. On nie Joasia.
                  Zrobiłabym mu okropną krzywdę... Muszę się bardziej kontrolować. Ostatnio w
                  radiu leciała ta nowa piosenka „Kaya i ktośtam”, zupełnie spontanicznie mój mąż
                  porwał Eryka na ręce i zaczęliśmy we trójkę tańczyć. Tylko, że ten szczęśliwy
                  moment trwał niecałą minutę, bo zaraz zaczęłam wyć i wylądowałam na kilkanaście
                  minut w łazience z paczką chusteczek. Wiem, że w miarę jak Eryk staje się
                  rozumniejszy muszę przestać się tak zachowywać, bo pomyśli sobie „matka wariatka”.
                  Jest też drugi aspekt.
                  Chyba nigdy nie przeżyłam żałoby. Pierwszy tydzień po porodzie, kiedy Eryk był
                  na OIOMie w jakiś sposób przetrwałam. Do dziś nie wiem jak. Najgorszy tydzień w
                  moim życiu... załatwianie pochówku, trumienka, kwiaty... A miało być tak
                  pięknie Nowy dzidziuś, pełnia szczęścia. Potem miesiąc na oddziale. I też nie
                  myślałam o Joasi. Byłam z Erykiem, nareszcie go miałam dla siebie, całymi dniami
                  nosiłam na rękach, żeby tylko był bliziutko przy mnie. A potem wyjechaliśmy na
                  wakacje, a potem... a potem....Dopiero jakoś niedawno trafiłam na forum i
                  dotarło do mnie, że ja nigdy nie przeżyłam żałoby. Cały czas, te kilka miesięcy
                  zachowywałam się tak jak mi mówiła rodzina – jakby nic się nie stało.
                  Chodziliśmy na cmentarz, płakałam widząc bliźniaczy wózek... ale czy ja
                  „przeżyłam” tę stratę. Teraz kiedy endorfiny wróciły do normalnego poziomu, a
                  Eryk zaczyna bardziej dokazywać i jestem częściej rozdrażniona i zmęczona i
                  kiedy przeczytałam o uczuciach, które ja też miałam ale których nie potrafiłam
                  nazwać... zaczęłam częściej myśleć o Joasi i nie na nowo, ale dopiero zaczynać
                  przeżywać Jej śmierć.
                  Eryk na tym nie traci, broń Boże, nadal jest najważniejszy, cały świat się koło
                  Niego kręci, moja miłość nie zna granic...
                  Nie wiem czy pozwolić sobie na „doła”, pozwolić sobie płakać, czy faktycznie
                  lepiej zająć się dniem dzisiejszym i jutrzejszym i dać Joasi „odejść”.
                  Jest jeszcze drugi aspekt. Jak mam sprawić żeby nie zależało mi czy inni
                  pamiętają, czy nie, czy pójdą na cmentarz. Jak wmówić sobie, że mi na nich nie
                  zależy, wcale nie chcę dodatkowych zniczy na nagrobku, wcale nie chcę z nim o
                  Joasi rozmawiać. Mam ich gdzieś. Tylko, że kurcze, to tak trudno zrealizować.
                  Nadal boli mnie, kiedy umawiamy się z rodziną w Wilanowie, idziemy na spacer,
                  ale na cmentarz już idę tylko ja i mój mąż. Oni nawet nie spojrzą w stronę
                  cmentarza.
                  Pamiętam, jak tuż po porodzie przyszła do mnie przyjaciółka, „Pani psycholog”,
                  zobaczyła Eryka w inkubatorze, mnie i uciekła. Ja byłam jeszcze wtedy super
                  szczęśliwa. Nie widziałam Eryka, moja rodzina chodziła go zobaczyć i kiedy
                  wracali zapłakani, ja głupia myślałam, że to ze szczęścia. Moja przyjaciółka
                  dopiero niedawno powiedziała mi o tym, że uciekła bo nie wiedziała jak mi pomóc,
                  bo wiedziała, że kiedy minie pierwsza euforia przyjścia mojego synka na świat,
                  kiedy dotrze do mnie że zabierają go pół miasta do innego szpitala, kiedy
                  podłączą pod respirator i przez kilka dni będzie walczył, kiedy dotrze do mnie,
                  że Joasi nie ma i nigdy z nami nie będzie, to świat zawali mi się na głowę. Nie
                  wiedziała jak mi pomóc i ... po prostu uciekła. A może gdyby był przy mnie „ktoś
                  profesjonalny” nie działoby się ze mną teraz to co się dzieje. Wtedy dałam sobie
                  radę, przez te kilka miesięcy również. Ale teraz... jest okropnie. Albo
                  wyjedziemy na wakacje, pobyć tylko we trójkę, albo jak radzi moja mama przestanę
                  włączać komputer.

                  ______________________________
                  Adrianna, mama bliźniaków
                  Eryka photos.yahoo.com/eryksosnowski
                  i aniołka Joasi Julii "...cyt, iskiereczka zgasła"
                  • toman5 Re: Veracrus 21.03.05, 21:23
                    Przykro mi, że to co napisałam zabolało, przepraszam cię. Cieszę się, że
                    zaczęłaś brać i ten rodzeństwowy aspekt pod uwagę. Nie jestem psychologiem, ale
                    nie myślę, że powinnaś na siłę przestać włączać komputer. Myślę, że każdy szuka
                    swojej drogi przez cierpienie i powinien iść kędy intuicja go wiedzie,
                    wspierając się na takiej pomocy, jaka jest mu potrzebna. Pozdrawiam cie
                    serdecznie.
                  • jolkax Re: Veracrus 04.04.06, 17:36
                    Ja również straciłam synka bliźniaka. Jeden maluszek zmarł a drugi stoczył
                    walkę i udało mu się. Piszę to z perspektywy dobrych kilku lat. Młody kończy
                    już podstawówkę /dzisiaj pisał egzamin/. Moich kilka refleksji. Synek nie może
                    żyć w cieniu zmarłej siostrzyczki i cmentarza. Nie zabieraj go tam zbyt często
                    on ma prawo iść w stronę życia, młodości, radości. Z miłości do niego ukryj
                    swój smutek on jest za mały aby to zrozumieć. Urodziny synka to rocznica
                    śmierci mojego drugiego dziecka i jego brata.Czy powinnam płakać w urodziny
                    małego, czy zabierać go na cmentarz zawsze w urodziny brata? Nie robię tego on
                    w swoje urodziny nie powinien przeżywać żałoby. Niczym nie zasłuzył na taki
                    ciężar. Chodzimy na cmentarz tak jak do innych członków rodziny babci,
                    prababci. Zawsze odwiedzamy też grób brata i wydawało się, że przyzwyczaił się
                    do tego. Mam chwile słabości on wie, że czasem na cmentarzu mama potrzyma go
                    chwilkę za rękę, mówimy sobie miłe słówka. Kiedy dorasta rozmawiamy o tym co
                    stało się z bratem ale tylko wtedy kiedy pyta a jego pytania są z tych
                    najtrudniejszych, tych na które nie ma odpowiedzi. Mały jest jeden nie ma
                    rodzeństwa i też nie jest mu łatwo. Kiedy szedł do komuni to był jeden z tych
                    trudniejszych dni. Rano z mężem pojechaliśmy na cmentarz, dziadkowie też po
                    przyjeździe poszli rano na grób ale mały o tym nie wiedział to był ten jego
                    radosny dzień. Na cmentarz poszliśmy z nim na drugi dzień i wtedy zapytał mamo
                    czy ty cieszysz się, że to własnie ja przeżyłem? To było jedno z tych jego
                    pytań. Nie będę się rozpisywać dalej bo nawet trudno mi w emocjach zbierać
                    mysli. Mały jest radosnym dzieciakiem i tak chyba powinno być. Jeśli chcesz
                    porozmawiać napisz na skrzynkę.
                    pozdrawiam ciepło.
                • toman5 Re: Veracrus 21.03.05, 21:52
                  Bardzo możliwe, że masz rację - że niekoniecznie im więcej zmarłego dziecka w
                  życiu żyjącego, tym dla tego ostatniego gorzej. I nie, skąd, nie uraziłaś mi
                  domniemaniami nt. mojej rodziny - nie wiem, czy są słuszne, ale z pewnością
                  były całkowicie uprawnione. Ludzie są różni i oczywiście nie potrafię
                  powiedzieć, czy czułam że nie dorównuje martwemu dziecku, bo moi rodzice
                  cośkolwiek takiego zasugerowali, czy też może takie znalazłam takie
                  wytłumaczenie dla drzemiacych we mnie braków, kompleksów, potrzeby większej
                  dawki miłości czy diabli wiedzą czego jeszcze.
                  Już znikam, tylko jeszcze do wyjaśnię, dlaczego odezwałam się w tym wątku,
                  zamiast otwierac inny: po pierwsze, moje przeżycia nie są aż tak dotkliwe, żeby
                  kazac wam je rozpatrywać, apelować do zgromadzonych i przyczyniać wam
                  dodatkowych cierpień. Ale to, co napisała Veracrus przypomnialo mi pewne sprawy
                  z przeszłości i odebrałam to jako chęć - przepraszam - wciągnięcia żyjącego
                  dziecka do kultu dziecka zmarłego i zobowiązanie go do uprawiania tego kultu
                  kiedy rodzice już odejdą. Badzo możliwe, że odbrałam to źle - Veracrus może
                  nienajprecyzyjniej się wyraziła, albo moźe ja mam w jakimś miejscu za cienką
                  skórę. Nie miałam też zamiaru sugerować, że autorka wątku powinna zapomnieć o
                  swoim zmarłym dziecku czy też "odpuścić" rodzinie, która odmawia udziału w jej
                  żałobie, choć przecież żałoba ta powinna być wspólna, rodzinna. Tylko że dla
                  mnie dziecko nie znające zmarłego rodzeństwa jest z tej powinności żałoby
                  wyłączone. Z powodów, które starałam się wyłuszczyć.
      • odlipcadomarca Toman5 21.03.05, 01:24
        toman5 napisała:

        > Wybacz, że to napiszę. Nie chcę ci zaprzeczać, nie chcę sprawiać bólu - chcę
        > cię natomiast ostrzec. Chodzi mi o Eryka
        > Jestem dzieckiem, które "skorzystało" na zgonie poprzedniego dziecka
        rodziców.
        > Nie planowali drugiego - zdecydowali się, bo pierwsze zmarło.
        > To w pewnych okresach mojego życia była ciężka świadomość. Czasem myślę, że
        na
        > nią nie zasłużyłam.
        > Kiedy przeczytałam:
        > > chciałabym tylko, żeby on wiedział, że Joasia istniała. Żeby pamiętał kie
        > dy
        > będzie
        > > malutki, kiedy dorośnie i kiedy nas rodziców już nie będzie.
        > pomyślałam sobie, że bardzo mi Eryka żal. Bo choć tego nie chcesz obciążysz
        go
        > winą - której wszak nie ponosi - i obowiązkiem, który nie powinien być nikomu
        > małemu narzucany.


        Bardzo, bardzo wazne slowa i bardzo specjalny punkt widzenia. Szkoda, ze
        niewiele tu takich glosow.
        Pozdrawiam,
        od7do3
    • igga-81 Re: To forum to sekta 20.03.05, 16:17
      Ado, piszesz mądrze i pięknie..
      ze mną też nikt nie chce rozmawiać o Malutkiej, wszyscy sie boją, udaja że nic
      sie nie stało. A ja cierpię podwójnie, bo chciałabym opowiadać i opowiadać...
      Zawsze będziesz mamą dwójki dzieci, a Eryk ma swojego Aniołeczka i jestem pewna
      że będzie pielęgnować pamięć o Joasi.
      Ja też palę codziennie światełko by moje dziecko odnalazło drogę do domu...
      serdecznie pozdrawiam..
      • mharrison Re: To forum to sekta 21.03.05, 09:02

        Joasiu,
        Oprócz Listy życzeń podsunęłabym Twojej mamie jeszcze ten wiersz. Jeśli Twoja
        mama z przymrużeniem oka patrzy na to forum, może spróbuj jej podsunąć do
        przeczytania jakiejś książki traktującej o stracie dziecka i żałobie po nim.
        Może lektura bardziej "profesjonalna", naukowa, ujęcie naszych przezyć w pewne
        ramy przez psychologa rzuci inny cień na Twoje/Wasze odczucia.

        Np: JAK PRZEŻYĆ STRATĘ DZIECKA. Powrót nadziei
        Sanders Catherine M.
        Przekład: Elżbieta Knoll, ISBN 83-87957-57-7, format A5, 216 stron, psychologia
        praktyczna - poradniki, wyd. 2, Gdańsk 2001
        Wydawca: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

        Książka ta przyczynia się do głębszego zrozumienia procesu przeżywania
        głębokiego smutku, proponuje nowe sposoby odzyskiwania zdrowia, osobom
        osieroconym przywraca wiarę, że przetrzymają swój straszny ból, powrócą do
        życia, a za jakiś czas będą znów mogły odczuwać radość i spokój.



        Słoń w pokoju


        W pokoju jest słoń.
        Jest ogromny, pękaty, trudno się obok niego przecisnąć.
        Mimo to przeciskamy się rzucając „Jak się masz” i „Wszystko w porządku”…
        I tysiąc innych banalnych pogawędek.
        Rozmawiamy o pogodzie.
        Rozmawiamy o pracy.
        Rozmawiamy o wszystkim innym – tylko nie o słoniu w pokoju.
        W pokoju jest słoń.
        Wszyscy wiemy, że tam jest.
        Jest ciągle w naszych myślach.
        Bo widzisz, dla Ciebie to jest bardzo duży słoń.
        Ale nie rozmawiamy o słoniu w pokoju.
        Och proszę, wypowiedz jej imię.
        Proszę, powiedz znów Laura.
        Proszę porozmawiajmy o słoniu w pokoju.
        Jeśli porozmawiamy o jej śmierci,
        Może będziemy mogli porozmawiać o jej życiu.
        Czy mogę powiedzieć Laura i nie odwracać wzroku?
        Bo jeśli nie mogę, to zostawiasz mnie
        Samą… w pokoju…
        Ze słoniem.

        www.dlaczego.org.pl/pokrz11.htm

        I jeszcze o rodzeństwie... Nie piszę tego do Adrianny, nie piszę tego do nikogo
        konkretnego na forum (więc proszę nie traktować tego osobiście) to tylko kilka
        własnych luźnych przemyśleń.

        Myślę, że to bardzo ważny temat. I ogromne wyzwanie dla rodziców.
        Jak podtrzymać pamięć o zmarłym rodzeństwie, a jednocześnie nie ogniskować
        całego życia wokół naszego bólu? Jak znaleźć równowagę pomiędzy światem
        przeszłości, a prawem do szczęśliwego beztroskiego dzieciństwa żyjących dzieci?
        Jak sprawić, by pozostałe rodzeństwo pamiętało o swym bracie, siostrze,
        by "towarzyszył" im w życiu tak po prostu, tak zwyczajnie, bez
        otoczki "martylologii" i kanonizacji? By był i czas na zadumę i czas szalonej
        zabawy, nienaznaczonej bólem i śmiercią. Jak ustrzec się porównań, choć będą
        nasuwać się same, zatem jak ich nie artykułować?

        Staram się i uczę codziennie.

        Był kiedyś wątek o rodzicach, którzy planowali tylko jedno dziecko. Po jego
        smierci zdecydowali się na następne. Czy wspominać o tym dziecku? Mówić, że
        gdyby jego siostra/brat nie zmarła nie byłoby ich na świecie? Że są
        dziećmi "zamiast", abstrahując od miłości rodziców? Moim zdaniem nie. Często
        odwołuję się do porównań "małżeńskich". Powtórnie ożeniony wdowiec nie będzie
        powtarzał swojej drugiej żonie, że jest jego żoną dlatego, że pierwsza zmarła.
        Nie będzie jej codziennie o niej opowiadał (i zamęczał opowieściami z ich
        życia), lecz naturalnie przyjdą takie chwile, że tamat zmarłej żony powróci.
        Nie będzie w końcu porównywał dwóch żon na głos i dzielił się ze swoją druga
        żoną rezultatami swej analizy, choć w duchu te mysli do niego przyjdą.

        Pozdrawiam serdecznie


        • melka_x Re: To forum to sekta 21.03.05, 14:41
          Adrianno mame wzielabym na dluga rozmowe i starala sie wytlumaczyc, ze brak
          przywolenia na zalobe, wrecz proba wyparcia z pamieci zmarlego dziecka nie
          tylko Ci nie pomoze, ale moze sprawic, ze znacznie trudniej bedzie Ci normalnie
          funkcjonowac i cieszyc sie synkiem. I wlasnie jesli bedziecie wypierac z
          pamieci Joasie -na pozor paradoksalnie- Eryk ucierpi. Twoja mama wychodzi z
          dosc czestego przekonania, ze problem (tutaj tragedia) o ktorym sie nie mowi,
          nie istnieje i co za tym idzie nie boli. Mama chce Ci oszczedzic cierpienia
          (byc moze sobie tez) i dlatego broni sie przed pamiecia o Joasi. Nie masz
          innego wyjscia, musisz mame przekonywac, ze im dluzej milczycie tym gorzej sie
          czujesz, ze udawanie, ze nic sie nie zdarzylo zwieksza Twoj bol, nie zmniejsza.

          Rozumiem Cie, mam podobny problem z tesciami. Nie mowia o Natalii, kiedy ja
          zaczynam nie podejmuja tematu, nie chca jezdzic na cmentarz. Ale ja nie
          zrezygnuje z pamieci o corce, a ich wnuczce. Bede mowic.
    • pullpecja DO AUTORKI 21.03.05, 20:37
      Droga Adrianno,

      Nie chce się wtrącać w tę dyskusję, ale chciałam Ci powiedzieć, że chyba Cię
      trochę rozumiem. Z wieloma opiniami (tutaj zawartymi) się nie zgadzam, ale ze
      względu na to iż zbyt emocjonalnie podchodzę do tego tematu nie będę nikogo
      krytykować. Chciałam Cię prosić, abyś tak jak do tej pory kierowała się swoim
      instynktem oraz matczyną miłością, bo ona jest dla Eryka najlepsza. Niestety na
      pewno Twój syncio będzie w przyszłości cierpiał i odczuwał brak swojej
      bliźniaczej siostrzyczki oraz będą go niejednokrotnie gnębiły pytania natury
      egzystencjalnej. Od tego go nie uchronisz!!! Ale możesz sprawić, że przejdzie
      przez to łagodniej uświadamiając go istnieniu Joasi.

      Ja wiem jedno. Jeśli będę miała kolejne dziecko, też będzie wiedziało o
      Patryni. Zrobię wszystko aby w przyszłości ono nie myślało, iż jest "produktem
      zastępczym" (choć na pewno wielokrotnie będzie zadawało sobie to pytanie). Ale
      jako kochająca i troskliwa matka będę pomagała mojemu dziecku, w miarę
      możliwości zmierzać się z problemami jakie będzie przed nim stawiać życie -ale
      będę też jednocześnie pielęgnować pamięć o Patryni.

      Jeśli chodzi o sektę. Nie dziwi mnie, że Twoja mama się niepokoji. Ona wie, że
      jesteś wrażliwą kobietą po przejściach, która otwiera się i zwierza w sumie
      obcym ludziom. Nie chce żeby ktoś Cię skrzywdził i wykorzystał przeciwko Tobie
      to co tutaj "intymnego" napiszesz. Zawsze boimy się tego, czego nie znamy. Może
      gdy Twoja mama przeczyta, niektóre wątki przekona się, że tu są ludzie, którzy
      starają się Ciebie zrozumieć, wymienić się wspólnie doświadczeniami, albo nawet
      tacy, którzy będą potrzebowali Twojego wsparcia i rady!
      Mój mąż np. nie życzy sobie abym umieściła w internecie opis choroby, życia i
      zdjęć naszej zmarłej córeczki. Jest mi troche przykro, bo też bym chciała aby
      świat zobaczył mojego ukochanego Patisonka, ale jednocześnie staram się go
      zrozumieć -ma swoje ważne powody. Mimio to cały czas liczę na to, że się da
      wkrótce przekonać... i Tobie też życzę aby Twoja mama przekonała się do tego
      forum.

      Pozdrawiam Cię serdecznie.
    • k8.75 Re: To forum to sekta 21.03.05, 23:49
      Ado, napisałam nieco na priva, a teraz tylko dorzucę, że od kiedy ja straciłam
      jedno bliźnię (też córeczkę), to poznałam historię paru rodzin z podobną stratą
      i bardzo mnie one pocieszyły… w tym sensie, że im się udało normalnie
      wprowadzić pamięć o zmarłym bracie lub siostrze do świadomości reszty
      rodzeństwa. Zarówno dzieci, jak i już osoby dorosłe bardzo pięknie mówiły, że
      mają jeszcze kogoś w rodzinie… że wyprzedził/a ich w drodze do nieba… Ja ma
      akurat takie doświadczenie rozmowy, na pewno są też inne sytuacje… Na pewno to
      nie jest „normalne” macierzyństwo – musimy przeżywać jednocześnie radość i
      smutek… Ale wierzę, że z czasem będzie lepiej i odkryję sens takiego
      doświadczenia dla naszej rodziny. Nie wyobrażam sobie teraz, żebym miała nie
      mówić Filipowi o jego siostrze, ale będę się starać mówić raczej w takim
      kontekście, że ma świętą siostrzyczkę i może w trudnych chwilach prosić ją o
      pomoc…
      A tak a propos wspomnianej w którymś poście „walce” bliźniaków, to w naszych
      przypadkach były to ciąże dwujajowe, także nie ma tu mowy o tzw. zespole
      podkradania i poczuciu winy z tego powodu… Ale emocje dziecka oczywiście zależą
      w dużej mierze od sposobu przeżywania straty przez rodziców. Najważniejsze,
      żeby bardzo kochać synka!:)
      Mogę się domyśleć, jak ci ciężko bez rozmów o córce. Mi jest ciężko, choć mam
      parę osób w swoim otoczeniu i rodzinie, wśród których mogę sobie pozwolić na
      pogadanki o odejściu mojego dziecka. Najgorzej jest wśród dalszych znajomych,
      którzy albo milczą albo zmieniają temat i większość gratuluje mi syna, a mało
      kto zapyta, jak nam jest bez córeczki. Poza pogrzebem, na którym byli tylko
      najbliżsi, o to, gdzie leży Celinka zapytali tylko jedni znajomi… I z mamami
      też jest ciężko – też chciałyby, żebym już zamknęła temat… a każdy pierwszy
      psycholog mówił mi, że żałoba musi się odbyć i to min. przez rok… Także po
      prostu musimy o tym mówić, żeby nie zwariować… Myślę, że dobrym pomysłem jest
      poczytanie mamie kilku postów, może choć trochę uda się jej zrozumieć tak
      wielki ból…
      Pozdrawiam,
      K8
    • giorno Re: To forum to sekta 25.03.05, 12:26
      Witajcie,
      Mam straszną ochotę coś do Was napisać, bo czuję taką potrzebę i... tak się wożę od godziny.


      Bo dla Was jestem tą 'resztą świata'.
      Nigdy nawet nie otarłem się o to co przeszliście jako rodzice.
      Robiłem w majtki jak mój teraz nastolatek obudził się kiedyś w nocy i nie poznawał nas, za to widział
      jakieś potwory zaglądające do okien, a w drugim pokoj stał pan i jadł własną rękę.
      Okazało się, że to tylko gorączka. Teraz wiem, że on 'tak ma' jak ma 39 stopni.
      Najgorszy jest wtedy strach przed utratą i późniejszą pustką.

      Ja jestem tą resztą świata co 'nie podejmuje tematu', 'odwraca wzrok', 'ucieka' od tego SŁONIA z
      wiersza.
      Dzięki temu, że trafiłem tu do Was, będę się starał tak nie robić.

      "Więcej radości jest w dawaniu niż w braniu"

      Ściskam mocno

      Piotr
      • pullpecja do giorno 25.03.05, 20:38
        To ważne aby mieć w sobie "tę" wrażliwość.
        Dobrze, że do Nas -forumowiczów dołączyłeś.

        Pozdrawiam
    • agusia514 Re: To forum to sekta 25.03.05, 14:36
      Ja zawsze jak tu wchodze to placze,ale tak jakos latwiej rozmawiac z
      dziewczynami,ktore tez to przezyly.Ja stracilam swoich dwoch chlopcow.13
      kwietnia mina 3 m-ce a mi sie wydaje ze czas sie zatrzymal.Zyli tylko 1
      dzien.Moj kochany Alanek i Jonatanek.Tak bardzo mi Ich brakuje.Tak czekalam na
      Ich przyjscie i bylam taka szczesliwa.A teraz jestem zgorzkniala,zimna i pelna
      jakis takich zlych uczuc.Czasami mysle,czy serce moze peknac z bolu...Moze
      lepiej gdyby sie tak stalo wtedy moglabym byc razem z Nimi...
      • pullpecja do agusia514 25.03.05, 20:33
        Bracia Lwie Serce (nie pamiętam autora...ale na życzenie mogę odszukać)-to coś
        dla Ciebie (o dwóch braciszkach) -może przeczytaj. Szukaj w bibibliotekach dla
        dzieci i młodzieży.

        Pozdrawiam serdecznie
    • hildalucja pogody ducha 30.03.05, 14:36
      Droga ARV!!!!
      ODWAGI, POGODY DUCHA, DOBREJ INTUICJI PRZY WYBORZE LEKARZY I DUŻO UŚMIECHU NA
      TWARZYCZCE TWOJEGO DZIECKA , PARTNERA I TWOJEJ.Każda sytuacja człowieka jest
      smutna i tego, który ma chore dzieciatko i tego, który go w ogóle nie
      doczekał).Tu piszemy aby sie wyżalić, kogoś wesprzeć i jednocześnie pokazać ,
      że on-ona to nie osobliwy przypadek, to nie tylko ona to przeżywa czy on-tatuś -
      jak często pomijany.Ja pisząc tutaj czuję, że nie jestem sama - o czym już
      pisałam na stronie.Inni- też na pewno mają taką świadomość.Jednocześnie
      dostałam dwa listy- tak pełne ciepła, że chce mi się siebie widzieć z brzuszkim
      pełnym NOWEGO ŻYCIA!!! Każdy znajduje to, czego chce i pragnie jego dusza i
      umysł w tym momencie.
      Popatrz!!!- wiosna!!! to piękny okres!!!bez względu na to czy jesteś buddyjką,
      katoliczką, protestantką czy uznajesz holityczne zasady, feng shui- TERAZ
      POWSTAJE NOWE ŻYCIE, WSZYSTKO SIĘ BUDZI, RODZI, ROZWIJA I ROŚNIE I ŻYCZĘ CI ABY
      SERDUSZKO TWOJEGO DZIECKA ZACZĘŁO DOBRZEĆ I PODCZAS CAŁEJ WIOSNY TAK LECZYŁA GO
      ENERGIA TEGO ŻYCIA, POWIETRZA, ŚWIERGOTU PTAKÓW, ŻE W LECIE LEKARZ POWIE: JEST
      DUŻO LEPIEJ.Wierz w to i bądź pewna siebie, nie taka smutna- jak pisząc ten
      list, na który odpowiadam. Ciesz sie życiem, bo je możesz wziąć na ręce. Ja
      muszę jeszcze czekać na tę chwilę................(być pełna optymizmu i wiary).
      • tana22 Re: pogody ducha 30.03.05, 16:50
        pst, pst...ARV to Tatuś Kacperka....
    • veracrus Re: To forum to sekta 30.03.05, 16:21
      Żaliłam się dlaczego nie rozumieją mnie bliscy, dlaczego są tacy zażenowani
      mówieniem o mojej córeczce.. a ja... Byliśmy w czasie Świąt u kuzynki męża,
      która też ma wcześniaka, tylko że z 26tc (my 32tc), też był pod respiratorem,
      ale o 30 dni dłużej niż mój Eryk, też miał retinopatię, ale przeszedł kilka
      operacji, też intensywnie się rahabilituje, ale ma porażenie mózgowe. Niby
      sytuacja podobna, ale jak diametralnie inna... tragiczniejsza. Maluszek ma teraz
      dwa latka i jest z nim strasznie, strasznie ciężko. Jest z nim bardzo słaby
      kontakt, leży głownie na rękach całej zakochanej w nim rodzinie, patrzy się w
      niewidoczny punkt... Ale jest taki kochany. Niestety łapie wszelkie możliwe
      choróbska - ciagle na antybiotyku, nie mogą znaleźć w ich mieście dobrego
      rehabilitanta, każdy nowy robi coraz większą krzywdę. Boże jak mi go szkoda...

      Kiedy pojechaliśmy go odwiedzić, nie potrafiłam się zachować, teraz mam do
      siebie ogromny żal, że jestem taka zacofana, ograniczona. Nie wiedziałam czy go
      dotknąć, czy pocałować, jak i o czym mówić. Dla zwykłych ludzi to co my
      przeszliśmy to kosmos, koniec świata, a dla nich - nic, malutka część tego co
      sami przeżyli. Naprawdę nie wiedziałam jak się odezwać. Byłam zakłopotana, bo
      nie wiedziałam jak ją pocieszyć. Sama mam zdrowe dziecko, nie wiem jak to jest
      mając chore. Pocieszyłabym ją gdyby jej jedno bliźnie odeszło, a tak... O matko,
      jaka ja byłam zagubiona. Głupia jestem. Myślałam, że potrafię.
      Tak samo poczułam się czytając o Agusi514. Niby chciałam coś pocieszającego
      powiedzieć, móc pocieszyć, ale wyszłabym na wśibską bo ja mam chociaż jednego
      chłopczyka.
      Nasze wszystkie historie nie są żadną rywalizacją o najbardziej tragiczną i
      tkliwą opowieść, ale nie potrafię odezwać się do tych, których sytuacja jest o
      wiele gorsza od mojej. To forum kategorycznie nie jest po to żeby sobie poczytać
      co bardziej wstrząsające historię i się pocieszyć, że w ich porównaniu moje
      życie jest wspaniałe... ale wydaje mi się, że nie mam prawa zbliżyć się do kogoś
      z większą tragedią, bo wyjdę na impertynentkę i ten ktoś powie "czego tu chcesz,
      masz jedno to się ciesz i znikaj..."

      ______________________________
      Adrianna, mama bliźniaków
      Eryka photos.yahoo.com/eryksosnowski
      i aniołka Joasi Julii "...cyt, iskiereczka zgasła"
    • aqua696 Re: To forum to sekta 03.04.05, 01:38
      sprobuje ci odpowiedziec na pytanie jak sie zachowac, jako mama
      niepelnosprawnego dziecka-z punktu widzenia co boli i rani
      -przytul dzieciatko jak wlasne ono oczekuje milosci
      -pytaj o nie, nieboj sie twoje milczenie boli jak obojetnosc
      -pytaj, dzwon kontaktuj sie -wasze odgrodzenie powoduje nasze uczucie odrzucenia
      -przynos prezent dla dziecka-moze byc to maskotka ubranko liczy sie pamiec
      -przytul mame, nielituj sie ale daj odczuc ze jestes obok i z nia
      -jesli chcesz pomoc powiedz to glosno-jak oge wam pomoc, np. spacer godzina
      zajecia sie dzieckiem a odpoczynku dla mamy to juz ogormna pomoc

      to tak na szybko co przyszlo mi odrazu do glowy
      tak naprawde narodziny mego syna pokazaly kto jest prawdzwym przyjacielem a
      nie osoba przechodzaca na druga strone ulicy lub tylko zciekawoscia
      zaglodajaco do wozka i kometujaca-o nie wyglada jak . i tu padaly rozne
      niejednokrotnie przykre slowa

      Najkrocej okaz ze jestes obok i z nia
    • ihaha6 Krotko i na temat 04.04.06, 18:04
      Napisze krotko. Masz racje. Nie daj sie wpuscic w "nie wypada rozpaczac po
      nienarodzonym/martwo urodzonym/chorym/..../zmarlum Dziecku zbyt dlugo". Masz
      prawo czuc, cierpiec, wspominac, plakac, rozczulac sie, szukac podobnych sobie
      Osieroconych rodzicow...nawet w piekle- nie mowiac o tym Forum. Nie daj sie.
      Dbaj o swoje Dzieci, o oboje. Zycze Ci sily i czesciowej gluchoty, gdy twoja
      Mama i inni zatroskani beda Cie chronic przed Twoim Instynktem Macierzynskim.
      Powtorze: nie daj sie.
      Pozdrawiam.
      Agnieszka, matka 3 Aniolow.
    • seikatsu Re: To forum to sekta 04.04.06, 21:43
      Ja też niestety zachowuję się tak jakbym słonia nie widziała. Myślałam po
      lekturze wielu tekstów o stracie, że zmienię się nie tylko w myśleniu - tu się
      udało - ale i w działaniu. Niestety choć pamiętam o utraconych dzieciach moich
      znajomych i myślę o nich i o bólu ich rodziców to nie potrafię tego wrażać
      słowami w kontakcie z nimi... mam tylko nadzieję, że się nauczę i nie zawsze
      będę z tych co nie zauważają...
    • edyta7705 Re: To forum to sekta 24.08.06, 10:15
      Cześć Adrianno, nic nie dodam do Twojego postu bo borykam się z tymi samymi
      problemami co Ty. Też zmarł mi jeden z bliźniaków i też odczuwam tą samą pustkę
      wokół siebie. Dlaczego nikt nawet o nim wspomni? Przecież żył całe 28 dni.
      Dlaczego nikt nie spyta jak się czuję ja i mó mąż? dlaczego nikt nie spyta jaki
      był Twój Nikodem. Mam dość a potrzebuję o nim mówić. Tylko nie mam z kim. To
      nie jest sekta i to przykre że niektórzy tak myślą. Pozdrawiam
      Światełko dla Twojej córci (***)
      • agalew Edytko i Veracrus! 24.08.06, 23:00
        Przezyłam to samo co Wy:( Dalej przezywam, bo nie zapomina sie o dziecku.
        Jeżeli chcecie porozmawiać napiszcie do mnie na priv...może bedzie nam łatwiej.
        pozdrawiam was serdecznie.aga
        • edyta7705 Re: do agalew 25.08.06, 13:35
          Cześć Aga,
          jestem tu od niedawna choć o istnieniu tej strony wiem od dwóch lat odkąd
          straciłam jednego z bliźniaków. Chętnie z Tobą pogadam bo tak mało osb wokół
          mnie chcących wysłuchać. Podaję mój numer GG 1677869 i adres mailowy:
          edyta7705@gazeta.pl
          a tak na marginesie nie bardzo wiem jak kontaktować się na privie. Mam nadzieję
          że odczytasztę wiadomość i uda nam się nawiązać kontakt.
          • agalew Edytko! 25.08.06, 14:46
            Napisałam maila do Ciebie. pozdrowionka.aga
    • magapi Re: To forum to sekta 25.08.06, 13:07
      Taki świat , którym dzieci nie umierają,będzie dopiero kiedyś...po końcu
      śiata...tam wszyscy się spotkamy.Nasze dzieci będą tam na pewno,a my?to zalezy!?
      Rozumiem Twoją potrzebę wygadania się na forum,tylko to nam pozostaje,gdy wkoło
      każdy uważa na słowa,głosy milkną,boją się mówić...tak n iewiele osbób wie jak
      się zachować.Tak niewiele potrzeba,a jednak...złe wiadomości,przykre wspomnienia
      nie są elementem potrzebnym ludziom,którzy wydaje się,że są szczęsliwi,bo nie
      doznali nigdy takiej straty jak my.
      Nawet mężczyźni przeżywają to inacze,co nie znaczy lżej.Ktoś myśli,może łatwiej
      im się pogodzić...bzdura...niech zobaczą łzy mojego męża i drżenie rąk,gdy
      dotyka granitu w miejscu,gdzie leży jego ukochana córeczka.

      Dlatego wiem,że tylko tutaj mogę się wygadać,bo tylko tutaj ktoś mnie zrozumie i
      tylko tutaj nikt nie będzie mówił...jakoś musisz,przecież to minie,weź się za
      siebie,pracuj jak gdyby nigdy nic...ale nigdy to tylko już nie będzie dobrze,nie
      będzie szczęsliwie ponad miarę.Może być zaledwie stan
      zawieszenia,oczekiwania,próby normalnego funkcjonowania.

      Trzymajmy się Wszystkie.

      Małgosia-mama Anielskiej Nadusi
    • mariken Re: To forum to sekta 29.08.06, 10:48
      Adrianno,
      widziałam zdjęcia (co jakiś czas do Was zaglądam) i jeśli dobrze widziałam,
      Eryk ma siostrę?

      gratulujemy serdecznie!!

      joaśka
      • veracrus Re: To forum to sekta 26.09.07, 16:20
        O rany, nie zaglądałam tu ponad rok. Nie spodziewałam się że wątek się rozwinie.
        Tak Joanno mamy w domu nowość! Emmę. Teraz ma już ponad rok. Co ciekawe waży
        tyle co trzylatek - zupełnie jak czołg. Joasia jest ciągle w naszych sercach, ma
        swój album (tylko USG) swoją figurkę i chociaż jeszcze nie opowiadaliśmy
        dzieciakom o niej, myślę że najwyższy czas uświadomić Eryka.
        Przeprowadziliśmy się i mieszkamy teraz jakieś 500km od naszego domu rodzinnego
        i cmentarza też. I wiesz co, mam wykształconych, na poziomie, inteligentnych
        braci, kuzynów i kuzynki i koleżanki... i nikt, zupełnie nikt nawet nie zajrzy
        na cmentarz. Czasami jak przyjedziemy po miesiącu to syf, malaria. Aż mi jest
        głupio przed rodzicami z sąsiednich grobów, bo pomyślą sobie że kasę wybuliliśmy
        na nagrobek i minęły trzy lata a my zapomnieliśmy i już nam nie zależy.
        Ostatnio miałam małe zwarcie z mamą bo wyżaliłam jej się w sklepie, że mam taki
        okropny brzuch po ciążach i że jakiś tam ciuch na mnie nie leży, a ona do mnie
        że ja urodziłam tylko dwoje dzieci a ona aż troje i żebym się tak nad sobą nie
        roztkliwiała. Kurczę, jak by mnie ktoś strzelił. Jakie dwoje... za
        przeproszeniem.. troje.. liczy się troje.. co z tego że jedno inne i martwe. Nie
        liczy się.. nie było.. do jasnej cholery.
        Naprawdę nie wiem ile jeszcze będę walczyć z rodziną o prawo Joasi do pamięci.
        Chyba już zawsze.
        • mariken ech 06.02.08, 09:43
          teraz ja wpadłam przypadkiem na ten wątek :)
          obejrzałam zdjęcia - piękne maluchy!

          co do reakcji rodziny (a raczej jej braku) - przykre to strasznie :(

          ściskam,
          joaska
    • moniam18 Re: To forum to sekta 29.08.06, 11:07
      Niektórzy ludzie a szczególnie nasze "mamy" nie rozumieją że internet a
      dokładnie takie forum może pomóc człowiekowi w trudnych chwilach.Przeciez
      jesteśmy tu po to by sie wspierać.
      Mi to forum pomaga przeżyć następny dzień,wstaje rano podaje Kubusiowi leki
      karmie przebieram,a kiedy zasnie, a w domu nie ma nic do roboty i nie ma z kim
      zamienić słowa, lece do komputera czytam i pisze.To jest moje życie bo nie mam
      innego ,nie wychodze z domu praktycznie, bo Kuba jest w ciężkim stanie i nie
      bardzo lubi gdy trzeba gdzies wyjść.Więc gdyby nie internet "moje okno na świat"
      to chyba dawno bym już zwarjowała.
      Dla mnie dobrze akurat ze, jest takie fotum i pewnie jest wiele takich osób jak ja.
      Pozdrawiam serdecznie i ciebie Twoją mame i wszystkich forumowiczów.

      mama chorego Kubusia
      • ewunia19-89 Re: To forum to sekta 29.08.06, 11:50
        Ja uważam ,że to forum nie jest żadną sektą i pomaga ,pomaga w wyrażaniu
        uczuć ,przykro mi z powodu Twojej Joasi ,ja straciłam mamę i babcię ,i też nikt
        o tym nie chce wprost rozmawiać ,a ja po prostu chciałabym się wygadać.
        Pozdrawiam serdecznie
    • alkione2 Re: To forum to sekta 02.09.06, 16:56
      To forum i wszystkie, na których można porozmawiać z ludzmi o podobnych
      przeżyciach, jest wspaniałe. Ten kto twierdzi inaczej poprostu nie rozumie co
      przeżywają Aniołkowe mamy, takie jak my. Ludzie myślą,że o stracie dziecka
      można tak poprostu zapomnieć. Niektórzy nawet sądzą, że to wskazane dla dobra
      rodziny. Jakże się mylą. Jak można zapomnieć o własnym dziecku? Jak można o nim
      nie mówić? Społeczeństwo uważa nas za asocjalne bo nie udajemy jak cała reszta,
      że wszystko jest w absolutnym porządku, że nic się nie stało. Nie przyklejamy
      sobie do twarzy sztucznego uśmiechu.
      Ala, mama dwuletniej Lili i Amelki Aniołka (4-24.07.2006)
      • lewana77 Re: To forum to sekta 12.05.07, 22:38
        wygrzebalam ten watek, jest taki madry
        • lalka_go Re: To forum to sekta 13.05.07, 14:31
          lewana dzięki że znalazłaś ten wątek. przeczytałam wypowiedzi veracrus,
          poryczałam się i dotarło do mnie że nie jestem sama z moimi odczuciami. że po
          roku można myśleć o zmarłym dziecku choć ma się drugie.
          u nas też nikt nie mówi o Angelice tylko jeśli już to "drugi dzidziuś' czy "ten
          chory dzidziuś"
          a przecież to była druga córeczka, wnuczka, prawnuczka. Angelika-nasz kochany
          Aniołek i Wiktoria- nasz kochany cud na ziemi.
          były dwie i chcę żeby wszyscy o tym pamietali a nie zachowywali się jakby
          Angeli wcale nie było i to 5 miesięcy żywej w brzuchu.teraz też jest z anmi, w
          naszych sercach i pilnuje swojej siostrzyczki.

          lalka_go-mama bliźniaczek-Wiktorii (31 tydz) i Angeliki-Aniołka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka