jaania26
21.05.06, 21:06
W 2003 roku urodziłam mojego Aniołka, w 32 tygodniu ciąży (nagle przestałam
czuć ruchy... scenariusz był taki jak wielkokrotnie tu opisywano, nie
usłyszałam płaczu mojego dziecka po porodzie (który odbył się siłami natury -
choć żadnych sił tu nie było, dziecko nie parło się na świat...), świat się
dla mnie zawalił.
Położna, która odbierała poród powiedziała żeby odczekać 3 miesiące i
próbować. Spróbowaliśmy. Po 3 miesiącach (wbrew zaleceniom lekarza, który
radził czekać dłużej) zaszłam w ciążę. UDAŁO SIĘ. W 39 tygodniu ciąży
urodziłam przez cc zdrową córeczkę, ma prawie dwa lata.
Dziś chciałabym spróbować znów. Powiedzcie: czy jestem ryzykantką? Zawsze
marzyłam o dwojgu dzieci, mąż nie chce, twierdzi, że straty dziecka nie
przeżyłby drugi raz, jest zdecydowany: nie chce ryzykować. Bardzo pragnę
rodzeństwa dla mojego dziecka. Czy chcę od życia zbyt wiele? Co byście
zrobiły na moim miejscu? Cieszyć się życiem i nie ryzykować czy przekonywać
męża. Może ryzyko jest zbyt wielkie? Może lepiej nie być zbyt zachłannym,
żeby się nie sparzyć? Ja też nie przeżyłabym tego horroru po raz drugi, choć
kto wie ile człowiek jest w stanie przeżyć.
Zapalam światełko dla wszystkich Aniołeczków.