Dodaj do ulubionych

psycholog po stracie

16.05.07, 16:23
znacie kogoś takiego? poszukuję pomocy psychologiucznej dla bliskiej mi
osoby, która sama o tę pomoc prosi...Urodziła martwe dziewcko w 9 miesiącu:
(...Nie ma dostępu do internetu, żeby tu z Wami porozmawiać.
Ale może macie namiary na jakiegoś psychologa, grupę wsparcia czy kogoś
takiego kto zajmuje się tym problemem?...
proszę o informacje na mail gazetowy
Obserwuj wątek
    • volta2 Re: psycholog po stracie 18.05.07, 11:23
      Ale co to znaczy, że nie ma dostępu do netu? Bo mogę zrozumieć, że nie ma w
      domu/pracy. Ale może mieszka w miejscowości w której jednak jakaś netcafe się
      znajduje?
      Warto wygospodarować godzninę czasu dziennie i nawet zapłacić w kafejce za tę
      godzinę i jednak tu wchodzić.
      Dziewczyny dają tu ogromne wsparcie, dużą wiedzę i jest to miejsce w którym
      można jednak się wygadać. I co najważneiejsze być zrozumianym.

      I druga sprawa, moi rodzice mieszkają w niedużym miasteczku, nie ma kafejki, bo
      splajtowała, ale jak przyjechaliśmy tam kiedyś z laptopem i mąż tak dla zabawy
      wpiął kabelek telefoniczny do laptopa, to internet się znalazł. Ani ja ani
      rodzice nie mieliśmy o tym pojęcia, że tak można.
      A jeśli dziewczyna nie ma dostępu do netu, to gdzie znajdzie psychologa?
      • mmmmmm2 Re: psycholog po stracie 18.05.07, 12:08
        "Ale co to znaczy, że nie ma dostępu do netu?"

        To znaczy że nie ma dostępu do netu.

        "jak przyjechaliśmy tam kiedyś z laptopem i mąż tak dla zabawy
        wpiął kabelek telefoniczny do laptopa, to internet się znalazł. Ani ja ani
        rodzice nie mieliśmy o tym pojęcia, że tak można."

        Łot?????

        "A jeśli dziewczyna nie ma dostępu do netu, to gdzie znajdzie psychologa?"

        A gdzie ludzie znajdowali psychologa 20 lat temu????


        Okruszek szuka pomocy dla znajomej, a Ty piszesz posta nt. dostępności netu na
        wsiach.....
        • okruszek100 Re: psycholog po stracie 18.05.07, 12:56
          dzięki mmmmmmm..wyręczyłaś mnie w odpowiedzi:) Jest właśnie tak jak
          piszesz.Poza tym jak ktoś siedzi na necie to wszystko jest dla niego proste.Ale
          uwierzcie- są jeszcze na świecie ludzie dla których net to całkiem obcy zwierz:)
          Od szukania w necie jestem w tym układzie ja,.A poza tym- nawet pod Warszawą ,
          w odległosci 50 km na północ, w przepięknych rejonach Puszczy Kampinoskiej są
          ci takie miejscowości, gdzie nikt nie słyszał o kafejkach internetowych.I długo
          nie usłyszy, tak przynajmniej to wygląda na teraz.
          • volta2 Re: psycholog po stracie 18.05.07, 14:38
            No, miejscowość moich rodziców to właśnie 50 km na północ od warszawy:)
            I dostęp do netu okazuje sie jest w gniazdku telefonicznym, czy koleżanka też
            nie ma telefonu?
            Może sprawdźcie, czy jest taka możliwość.
            Ja naprawdę z dobrego serca radzę, ja uważam, że fora jeśli mają bardzo
            konkretny profil i gromadzą ludzi z określonym bagażem doświadczeń to naprawdę
            potrafią dać ogromne wsparcie - zresztą same tu jesteście to wiecie. I w co
            drugim poście osoby świeżo tu trafiające dziękują za to i bardzo to podkreślają.

            Dlatego sądzę, że warto wypróbować taką możliwość, jeśli mają w domu komputer i
            telefon, to czy nie można jakoś tego podłączyć?

            Jeśli ktoś szuka psychologa(i oczywiście, że to nic złego), którego jak
            zakładam w rejonach Puszczy też nie ma, bo gdyby był, zapewne koleżanka sama by
            go znalazła, to może warto poszukać rozwiązań alternatywnych.
          • mamadawida2 Re: psycholog po stracie 19.05.07, 17:41
            Witam
            Ja równiez straciłam synka w ostatnich dniach ciązy. Napisałam o tym ksiązkę.
            Wiem, ze wielu ludziom pomogła. Jest dostepna zarówno w wersji elektronicznej(
            ale to odpada w tym przypadku), jak i w wersji drukowanej
            strata-dziecka.zlotemysli.pl/studzina.php
            Bądź przy swej koleżance, okazuj jej wsparcie . Czas nie leczy w tym przypadku
            ran, ale jesli obok jest osoba, przy której mozemy się wypłakać lub nawet
            pomilczeć jest zdecydowanie łatwiej przechodzić ten ból.
            Zwłaszcza jesli nie ma ona dostępu do netu , co się przecież zdarza i uwazam to
            za cos normalnego. Wtedy bardzo ważna jest obecność drugiej osoby. Jesli
            miałabys jakieś pytania pisz na emaila gazetowego.
            Pozdrawiam
            • mama.mimi mamadawida2 20.05.07, 17:44
              "Bądź przy swej koleżance, okazuj jej wsparcie . Czas nie leczy w tym przypadku
              ran, ale jesli obok jest osoba, przy której mozemy się wypłakać lub nawet
              pomilczeć jest zdecydowanie łatwiej przechodzić ten ból. "

              jak to czas nie leczy ran? no coś Ty, no to co je wyleczy jak nie czas? wydaje
              mi się że czas działa na naszą korzyść, jestem dwa lata po stracie dziecka i
              jestem z tym pogodzona, chociaż czasem jest mi żal, że nie poznałam Szymona,
              nie wierzę, że za 10-15 lat ból kobiet jest taki sam jak rok po stracie.
              niestety, nie jest krzepiące to co Ty piszesz, a do książki zaraz zajrzę, nic o
              Tobie nie wiem, także to tylko taka drobna uwaga. Także bez urazy.
              Ludzie stojący z boku i pocieszający nas trochę nam w tym pomagają ale
              największy kawał roboty musimy odrobić same, my kiedy zostajemy same z myślami
              musimy to sobie poukładac w głowach tę stratę. Samo otoczenie to za mało.
              Pozdrawiam
              Monika
              • mamadawida2 Re: mama.mimi 20.05.07, 23:34

                • mama.mimi Re: mama.mimi 21.05.07, 11:57
                  oj, chyba mnie źle oceniasz, ja wcale nie umniejszam niczyjego bólu, broń Boże,
                  mam wrażenie że ostatnio sporo osób tutaj czepia się pojedynczych słówek, może
                  ja też. Ja uważam, że skoro dotknęło nas coś takiego to należy coś w życiu
                  zrozumieć, zmienić, ja po stracie odnajduję Boga, wcześniej Go nie
                  dostrzegałam, rodzice mi trochę wypaczyli spojrzenie na Boga, może dzięki temu
                  teraz Go widzę wyraźniej. Gdyby nie strata, nie zmieniłabym swojego życia na
                  lepsze, chowałabym sie dalej za plecami innych, żeby sie pzreślizgnąć przez
                  życie niezauważoną. Zmieniłam życie, zajęłam się czymś innym, staram się, bo
                  najpierw musze poukładać swoje wnętrze, w którym naśmieciło się "odrobinę: :(
                  Ja wiem że popełniłam błąd nie pozwalając Szymonowi odejść, kiedy był czas na
                  Jego odejście, teraz to wiem. To jest tak jak z każdym umierającym czLowiekiem,
                  trzeba mu pozwolić odejść, bo potem nie będzie wiedział jak i dokąd odejść i
                  zostaje między nami, sam nie wie po co.
                  Każde doświadczenie ma nas czegoś nauczyć, należy wyciągnąć wniosek i pójść
                  dalej, albo zrozumiemy sens cierpienia albo utkniemy w nim i staniemy w
                  miejscu. Ja mam w sercu Szymona, ale jes tto dla mnie czas przeszły, wiem, że
                  byłoby Mu ciężko gdyby mnie widział, że za Nim cierpię, tęsknię, płaczę. Wiem,
                  że kiedyś Go spotkam.
                  Dwa lata minęły i nadal źle reaguję na maleńkie dzieci, ale staram się nie
                  zwariować, żeby jakoś przeżyć to życie. Choroba tez jest dana człowiekowi po,
                  aby coś zrozumiał, żeby zrozumiał i poszedł dalej, mi to stracie padł organizm,
                  przysadka, tarczyca, candidoza ogólnoustrojowa, stawy chore, kamienie. Teraz
                  wiem, czemu nmnie to wszystko spotkało i zdrowieję i życzę tego wszystkim. Moze
                  spotakało mnie to po to żebym potem ja mogła pomóc kilku osobom?
                  Wiem, że każdy przeżywa stratę na swój sposób, nie wierzę, że osoby które coś
                  takiego przeszły, są zadowolone z traktowania wtedy siebie pzrez innych, mnie
                  też zraniono, ksiądz mnie wyrzucił, nie chciał rozmawiać na temat pogrzebu,
                  dopiero tutaj znalazłam wsparcie, otoczenie reagowało, jakby nic się nie stało,
                  poza drobnymi wyjątkami, u większości z nas jest tak samo, ludzie nie umieją
                  się donaleźć w takich sytuacjach, moze ja też nie umiałabym, nie wiem.
                  Także nie gniewaj się, jeśli napisałam coś nie tak, bo nie miałam nic złego na
                  myśli, ok?

                  pozdrawiam gorąco
                  Monika
                  • mamadawida2 Re: mama.mimi 21.05.07, 19:10
                    Moniko
                    Mysle, ze obie źle sie zrozumiałysmy. Ja również cie przepraszam. każda z nas
                    na swój sposób przezywa stratę oczekiwanego nowego członka rodziny. Jednym
                    pomaga forum , innym otoczenie, jeszcze innym np moja ksiązka. Niektóre matki
                    chca rozmawiać o stracie, inne wręcz przeciwnie.
                    Mysle równiez ze kazda z nas pomaga innym matkom na tym forum na swoj sposób,
                    który akurat jej osobiscie przyniósł ukojenie. A osierocona kobieta która to
                    przeczyta wybierze dla siebie najodpowedniejsza forme ukojenia bólu,
                    Myśle wiec ze nie powinnismy ganic sposobu wyrazania swojego bólu tylko
                    wzajemnie sie szanowac.
                    Mam nadzieje ze miedzy nami jest ok. Wszystko sobie wyjaśniłysmy i mozemy sie
                    tylko modlić zeby nasze Aniołki czuwały nad nami.
                    Pozdrawiam Cie
                    Karolina
                    A ksiązke polecam
                    • mama.mimi Re: mama.mimi 21.05.07, 20:20
                      No coś Ty , pewnie że wszystko ok, ostatnie co mogłabym teraz zrobić to się
                      obrazić na Ciebie nie wiadomo o co.
                      Kobiety takie jak my nieraz zbyt łatwo wyprowadzić z równowagi, jedno słowo i
                      bach, nalezy wszystko odbijać od siebie jak tylko potrafimy najlepiej,
                      zamieniać na dobro, miłość.
                      Nic gorszego jak noszenie w sobie nienawiści, żalu, to destrukcyjne uczucia.
                      Poprzez śmierć Szymona uzmysłowiłam sobie, jak wiele mi zostało na tym swiecie,
                      wiem, że przyszłam tu po to, żeby pomagać innym i to powoli wprowadzam w życie
                      i to mnie satysfakcjonuje, musiałam przejść całą tę drogę żeby odnaleźć sens
                      życia, mam nadzieję że nie zejdę z tej drogi, chociaż nie jest czasem łatwo.
                      Oj, my mamy tam na Górze takie wsparcie, pomimo że dzieje się to czy tamto to
                      opiekę mamy wszyscy, chociaż to trudno docenić, skoro spotyka nas jakieś
                      nieszczęście, takie czy inne.
                      Pozdrawiam :)))))))))))))
                      Monika
                      • mamadawida2 Re: mama.mimi 22.05.07, 01:06

        • volta2 Re: psycholog po stracie 18.05.07, 14:49
          "jak przyjechaliśmy tam kiedyś z laptopem i mąż tak dla zabawy
          > wpiął kabelek telefoniczny do laptopa, to internet się znalazł. Ani ja ani
          > rodzice nie mieliśmy o tym pojęcia, że tak można."
          >
          > Łot?????


          wot:)
    • hania731 Re: psycholog po stracie 21.05.07, 08:44
      Ja na samym początku, nie potrafiłabym pójść do kafejki, żeby szukać wsparcia na
      forum.
      Przy każdej wizycie tu wyłam w głos, potem płakałam, nie wyobrażam sobie tego
      robić w kafejce, w otoczeniu ludzi, którzy się śmieją, jest gwar, huk.
      Pomysł z kafejką uważam za niezbyt.
    • ghost701 Re: psycholog po stracie 22.05.07, 10:24
      okruszku100!
      nie podałaś gdzie mieszka Twoja koleżanka a ma to zasadnicze znaczenie
      mogę podać kilka adresów pomocy psychologicznej na terenie Katowic
      jednak z własnego doświadczenia wiem, że psychoterapeuta posiadający nawet
      najlepsze przygotowanie pozostaje zawsze tylko teoretykiem i może zrobić więcej
      krzywdy niż pożytku. Podam przykłady z autopsji:
      Pani profesor wykładająca na jednej z uczelni, bardzo wysokie kwalifikacje ze
      studiam w USA włącznie. Siedzimy w poczekalni. Zza ściany słyszę rozmowę Pani
      profesor z sekretarką o nadchodzącym weekendzie, pieczonych kiełbaskach i
      szykującej się zabawie. Śmiech i dowcipy o piwku. Jestem świeżo po stracie, nie
      mam ochoty słuchać o udkach na grilla w Tesco. W takim miejscu oczekuje pewnego
      taktu w zachowaniu, płaczę, wychodzę.
      Pani magister, młoda, ambitna, studia we Francji, certyfikat Unii Europejskiej.
      Na spotkania zawsze odprowadza ją mąż z malutkim bobaskiem na ręku - ale to
      cholernie boli. Czy zazdroszę? sam nie wiem - wiem że mnie to boli. Pani
      magister sugeruje żeby pogodzić się ze startą, zapomnieć i zacząć od nowa.
      Reaguje bardzo gwałtownie bo wiedzę że dziewczyna nie wie co gada. Mam
      zapomnieć o moim synku - chyba oszalała. Pani próbuje zmienić metodę ale u mnie
      już jest skreślona.
      mogę podać jeszcze kilka przykładów tylko po co ?
      na psychoterapeutów wydałem kilka tysięcy złotych, trzeba przyjść minimum kilka
      razy żeby się przekonać czy właśnie ta Pani mi pomoże (najdroższa była Pani
      profesor 200zł/godzina) to trochę jak w przybytku dla panów - bardzo Ci
      współczują ale na koniec i tak musisz zapłacić
      psychicznie też jest to bardzo wyczerpujące, masz retrospekcje, płaczesz ...

      do czego zmierzam - ano do tego żeby dobrze przemyśleć sprawę wizyty u
      psychoterapeuty
      ja z własnego doświadczenia szczerze polecam grupy wsparcia na których
      spotykają się rodzice po stracie, wszyscy to przeżyli i wiedzą co czujesz,
      wszyscy są w takiej samej sytuacji, wszyscy są doświadczeni tym samym
      cierpieniem i bólem no i otrzymasz pomoc za darmo
      jest jeden minus, niestety grupy wsparcia są tylko w bardzo dużych miastach
      dużą pomocą jest też nadal dla mnie ta internetowa społeczność, jesteśmy
      anonimowi ale rozumiemy się bez słów, w wielu przypadkach wystarczy sama pamięć
      i świadomość, że jeszcze jest ktoś kto pamięta
      dziękuję wam że jesteście
      Bartek tata Grzesia (+15.04.2006)
    • hania731 Re: psycholog po stracie 22.05.07, 11:23
      masz w zupełności rację.Nie każdy z dyplomem psychologa lub psychoterapeuty
      potrafi pomóc.
      Dyplom i kursy to nie wszystko.
      Po śmierci Hani mieliśmy duży problem z zachowanie starszej córki w przedszkolu,
      mąż ma koleżankę psychologa, zadzwonił do niej po radę, po to,żeby się umówić,
      albo, żeby kogoś nam poleciła.
      Owszem dała kilka rad, ale jej głównym problemem w czasie tej rozmowy ( to mąż
      zadzwonił do niej) była ropna krostka na głowie jej synka i tylko o tym mówiła i
      wypytywała się co ma z tym robić, a spotkać się mogła dopiero jak się skończą
      problemy z krostką.
      Dla mnie była skreślona jako psycholog.
      ja też myślę,że grupy wsparcia to jedna z lepszych form terapii.
      Ja nie miałam z takimi ludźmi do czynienia, bo u mnie w mieście nie ma czegoś
      takiego, ale wizyty tutaj bardzo mi pomogły i pomagają dalej.
      Mam nadzieję,że uda Ci się znaleźć pomoc dla koleżanki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka