35monika
18.07.08, 16:45
Po raz pierwszy odważyłam się napisać tutaj cokolwiek. Czytam forum
od 8 miesięcy.
Mój Aniołek umarł 3 listopada 2007r. o godz. 22.30. w 20 tc.
Nie wiem czy moje dziecko urodziło się żywe, nie wiem czy było Mają,
czy Jakubem. Nigdy się tego nie dowiem. W szpitalu nie znalazła się
ani jedna osoba, która odpowiedziałaby na moje pytania.
Nie muszę nikomu z tu obecnych opowiadać co czułam i co czuję
każdego dnia.
Nie potrafię nawet sensownie sklecić dwóch zdań do Was...
Nigdy z nikim nie rozmawiałam o tym co się stało, może dlatego piszę
tak chaotycznie.
Nigdy nikomu nie powiedziałam o moim bólu, nigdy nikt mnie nie
przytulił i nie powiedział : płacz.
Powiedzcie mi, czy należy mnie potępić za to, że nie byłam w stanie
zabrać mojego Maleństwa ze szpitala i pochować Go? Każdego dnia tego
żałuję. Wtedy w szpitalu wszystko było takie koszmarne, wszystko
działo się tak szybko, wciąż słyszałam : zwłoki, utylizacja zwłok,
TAKIM dzieciom nie robi się sekcji zwłok, naturalna selekcja...
Nie mogę sobie tego wybaczyć.
Przepraszam, że to piszę...