Dodaj do ulubionych

mam propozycję

12.12.04, 11:19
zainspirował mnie wątek z "towarzyszami niedoli" w tytule

otóż dziś staram się jakoś myśleć pozytywnie (zapewne dlatego, że utknęłam w
3/4 4 rozdziału i mam na głowie jeszcze niekoniecznie fajny tekst do
tłumaczenia). i proponuję: napiszmy coś pozytywnego o byciu doktorantem! choć
na chwilę przestańmy się nad sobą użalać i marudzić na nasz ciężki los.

myślę sobie tak: w końcu nikt mnie na te doktoranckie studia nie ciągnął za
uszy. sama poszłam, zdałam, zostałam przyjęta. Chciałam i chcę napisać coś
sensownego, choć rzecz jasna nie oczekuję, że zbawię świat swoją pracą :-))
Przy podejmowaniu decyzji, latek temu parę, pojawił się element negatywny ("a
co może zrobić mgr filozofii??"), ale był też pozytywny - kocham pracę
naukową i uczenie się, i nie bardzo sobie wyobrażam, że mogłabym przestać się
uczyć. No to się uczę, a jakże.

Nie mam stypendium, ale przynajmniej nie muszę się martwić, że mi je zabiorą.
Muszę dorabiać, ale dzięki temu mam jakąś odskocznię od filozofii, co czasem
jest zbawienne. (Nie ma to jak choć na chwilę przestać przelewać z pustego w
próżne ;-))

Dzięki temu, że jestem doktorantem udało mi się wyjechać na stypendium do
Stanów, co było bardzo, bardzo pouczającym doświadczeniem z wielu względów.

Marnowałam sporo czasu chodząc z konieczności na zajęcia, które nijak się nie
miały do mojego doktoratu i co gorsza musiałam pisać potem teksty, ale
przynajmniej coś się dało opublikować, poszerzyłam horyzonty i przekonałam
się, że można nudzić koszmarnie, a i tak być cenionym profesorem.

Dopadło mnie prowadzenie zajęć (za darmo, a jakże), ale suma summarum okazało
się to być ciekawe i nawet czasem przyjemne. Paru moich studentów szczerze
się filozofią zainteresowało, na co w ogóle nie liczyłam. Usłyszałam też parę
wartych zapamiętania tekstów. Np. podczas omawiania Uczty Platona, studentka
stwierdziła, że ona woli Harlequiny, bo z nich się więcej dowie o miłości...
Niezaliczyła... Biedactwo...

Nadal mam możliwość pracować z profesorem, którego nie dość, że bardzo cenię,
to jeszcze szalenie lubię.

Jak jeszcze coś mi przyjdzie do głowy, to dopiszę. Do czego i Was zachęcam!!!
Obserwuj wątek
    • ambrois Re: mam propozycję 12.12.04, 19:08
      Wita Was wszystkich nowy toważysz niedoli.
      W zasadzie to jestem tylko doktorantem in spe tzn. kiedyś ukończyłem studia a
      teraz zachciało mi się być doktorem. Ponieważ jestem za stary na studia
      (dzienne) doktoranckie chcę je robić "z doskoku". I tutaj przyłączam się do
      kakofonii: mój profesor, którego tez szanuję, nie zachowywał się nigdy jak ci
      opisywanie przez Was (pamiętam jak przy pracy magisterskiej sam wypożyczał dla
      mnie ksiażki z biblioteki i pokazywał w internecie strony na których znajdę
      potrzebne materiały oraz dokładnie tłumaczył co i jak pisać). Teraz nie bardzo
      ma ochotę być moim promotorem (szczerze mówi że może nie mieć tyle czasu, żeby
      mnie porządnie przypilnować), ale chyba się złamał - kazał mi przyjść pod
      koniec roku akademickiego, żeby ustalić harmonogram pracy. Poza tym, jak
      słusznie napisałaś nikt nam nie każe być kimś więcej niż magistrem, a te
      wszystkie przykre przeżycia MUSZĄ pozwolić zrozumieć, że my musimy zachowywac
      się porządnie wobec naszych studentów - jeśli tacy będą.
      Pozdrawiam
    • mama.tadka Re: mam propozycję 14.12.04, 08:21
      Ja z tymi "towarzyszami niedoli" to tak na pólserio tylko :-)
      Ogólnie mój poziom zadowolenia z obranej "drogi życia" oceniam na 8 lub 9
      (zależnie od chwili) w dziesięciostopniowej skali.
      • rilian w dziesięciostopniowej skali? 14.12.04, 21:06
        W dziesięciostopniowej skali?... Hmmm... "Przy Pani siedem. Na razie..." :)))
    • carduelis Re: mam propozycję 14.12.04, 12:48
      Dla mnie bycie doktorantem to sama radość (no prawie) :-)
      Może rozpocznę od kwestii finansowej. Mam stypendium (w tym roku 1020 zł), więc
      nie jest źle a właściwie jest dobrze :-) Moi znajomi ze studiów, którzy pracują
      zarabiają mniej więcej tyle samo (jestem biologiem więc możliwości znalezienia
      pracy w zawodzie są ograniczone).
      Kiedy czytam o promotorach-potworach to ciarki po plecach mi przechodzą i cieszę
      się, że moja promotor taka nie jest. Z drugiej strony nigdy bym sobie chyba nie
      wybrała promotora-potwora bo zestresowany ze mnie stworek i chyba nie dała bym
      rady. Mam można powiedzieć przyjacielskie stosunki z moją promotor, jestśmy na
      ty, spotykamy się kiedy ja tego potrzebuję. Ogólnie w Zakładzie, w którym piszę
      pracę doktoranci są traktowani właściwie jak pracownicy i zawsze mogę liczyć na
      pomoc.
      Najważniejszym plusem obrania takiej drogi jest jednk to że mogę robić to co
      lubię. Oczywiście najbardziej lubię, kiedy przychodzi wiosna i wyjeżdżam na
      stawy, ale jesień i zima też jest ok, bo wtedy mam czas na czytanie pisanie i
      inne :-)))
      Kolejną kwestią jest nauczanie studentów. Muszę powiedzieć, że u mnie jest
      różnie tzn. raz wydaje mi się, że to jest super a drugim razem nie chce mi się
      iść na zajęcia i tylko czekam na to, żeby się już skończyły. Dla mnie problemem
      jest to, że miewam zajęcia ze studentami 4 i 5 roku, których często znam
      osobiście. Wtedy bardzo zależy mi na tym, żeby ćwiczenia były ciekawe.
      Oczywiście nigdy nie jestem do końca zadowolona :-))) Generalnie nie lubię
      ćwiczeń prowadzonych w sali, uwielbiam terenówki, ale akurat w tym roku nie mam
      ich zbyt wiele :-(
      Ech, fajnie jest być doktorantem :-)))))

      Pozdrowienia
      cadu :-)
    • skrzydlaczek Re: mam propozycję 15.12.04, 10:56
      A ja akurat mam dolek, nie chce mi sie byc doktorantem i nic nie bede pisac :(
      • kakofonia Re: mam propozycję 15.12.04, 11:01
        Skrzydlaczku, no wiesz....

        Ja tu takie rzeczy wypisuję, sprzeczne zupełnie z moją naturą, jak dobrze
        wiesz, a Ty mi tu... Oj, nieładnie.

        A serio - ściskam i kieruję w Twoją stronę pozytywne fluidy. :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka