autumna
31.12.04, 09:45
Co Wy na taki temacik? Pozwolę sobie zacząć własnymi wspominkami ze studiów:
Wykład z chemii ogólnej "Soli bizmutu używano kiedyś jako środka dezynfekcyjnego. Bizmut jest trujący, ale jak chory przeżył kurację, to był zdrowy"
Ta sama pani profesor przyszła swego czasu na wykład zakatarzona. Musiało jej mocno dokuczać, bo w pewnym momencie powiedziała "przepraszam", odwróciła się częściowo tyłem do sali, pochyliła nieco głowę trzymając chusteczkę przy nosie i... rozległo się donośne trąbienie znakomicie wzmocnione przez mikrofon przypięty na piersi.
Umawiałam sie na zaliczenie i taka rozmowa się wywiązała:
-To może pani przyjdzie jutro?
- A można pojutrze? Bo jutro poza tym nie mamy żadnych zajęć.
- A, to dlatego pani koleżanka, kiedy kazałem jej przyjść jutro, spojrzała na mnie jak na zgniłą pasztetówkę!
Aż do wyjścia z budynku wytrzymałam. Nie wiem, co natomiast myśleli ludzie na ulicy, kiedy wędrowałam sobie na przystanek śmiejąc się na głos.
Jeden z profesorów był dłuższy czas na zwolnieniu. Padło również na sesję, ale ponieważ był "na chodzie", zarządził egzaminy u siebie w domu, żeby nie robić studentom kłopotów. Mieszkanko w bloku, więc i własny gabinet trudno wygospodarować. Egzamin odbywł się w pokoju, w którym stało m. in. duże łoże małżeńskie. Po egzaminie uświadomiłam sobie, że mogę właściwie powiedzieć, że profesor - odpytywał mnie w sypialni! Rechot głośny jak wyżej, tym razem w tramwaju...