Dodaj do ulubionych

A jak zostaliście doktorantami?

13.07.05, 15:41
Może już się pojawił wcześniej taki temat, ale to jest właśnie coś, co bardzo
mnie obecnie interesuje. Skończyłam właśnie moje pierwsze studia... Na
drugich, tych, z którymi wiążą się moje doktoratowe plany, zaczynam dopiero
trzeci rok. I zastanawiam się na co zwrócić uwagę, o co zadbać, krótko
mówiąc - co mogę zrobić żeby doktorantką zostać. :-)
Obserwuj wątek
    • stukacz22 Re: A jak zostaliście doktorantami? 13.07.05, 17:35
      To zalezy w dużej mierze od tego co studiujesz, ale wszedzie najlepiej postarac
      sie o jakiegos promotora, choc gdzieniegdzie to tez nie problem
      • sierzant.podsiadlik Re: A jak zostaliście doktorantami? 13.07.05, 17:41
        Ja zdałam egzamin na studia ;-) A wcześniej trafiłam na przewspaniałą panią
        profesor, u której pisałam magisterium i która zdopingowała mnie do zdawania na
        doktoranckie, choć miałam duuużo wątpliwości, czy aby powinnam. A teraz będę
        właśnie u niej pisać doktorat, więc promotor faktycznie jest sprawą kluczową.
    • musk2005 a co nieoficjalnie? 13.07.05, 18:44
      Jak mówiłam - zostały mi jeszcze trzy lata drugich studiów. Na razie nie wiem
      jeszcze kto będzie promotorem mojej pracy magisterskiej, a co tu dopiero mówić
      o doktoracie! Ale bardzo mi zależy, dlatego już teraz myślę jak to będzie i
      staram się wziąć wszystko pod uwagę, nie przegapić czegoś. Wiem jak to wygląda
      od strony formalnej, ale... nie jestem pewna np. czy mówić głośno na mojej
      uczelni, że już teraz myślę o studiach doktoranckich. A może to nie wypada?
      Może sobie pomyślą, że jestem nadgorliwa i może powinnam poczekać aż ktoś mi to
      zaproponuje... ale kiedy? Po obronie magisterki?
      • troijnis Re: a co nieoficjalnie? 13.07.05, 20:50
        U mnie to było tak że na 4 roku jeden z wykładowców kazał wszystkim wyjść a mi
        zostać w auli. Nie wiedziałam o co chodzi i wtedy wszedł szef mojej katedry.
        Powiedział żebym rozważyła kwestię pozostania na uczelni na studiach
        doktoranckich. I oczywiście że mogę liczyć na wsparcie. Po obronie okazało się
        że w tym roku akurat nie ma naboru ale w połowie wakacji szef zadzwonił na mój
        prywatny numer i oznajmił mi że składa wniosek do Rady Wydziału o zatrudnienie
        mnie. I tak dostałam pół etatu asystentury ;-) A po kilku miesiącach cały!
        Super sprawa. I oto jestem... a doktorat robię we własnym zakresie, tzn. jako
        pracownik, bez studiów. Sama załatwiam sprawy, sama się uczę do egzaminów, sama
        muszę je gdzieś zdać - to są minusy!. Jedno jest pewne: uczelnia sfinansuje mi
        całą sprawę bo mam zamiar dla niej nadal pracować. Nie muszę oddawać żadnych
        pieniędzy bo nie pobieram stypendium. Co najwyżej (o zgrozo!) wywalą mnie jeśli
        nie będę się rozwijała ;-) Promotora znalazłam dzięki wywiadowi środowiskowemu.
        Tak więc życie pisze różnorodne scenariusze. Ale warto było starać się o
        pierwszą średnią na roku bo to zaowocowało ;-) Spełniają się moje marzenia!!! -
        czego i Tobie życzę ;-)
        • chigliack pierwsza średnia na roku... 13.07.05, 21:43
          Otóż zdarzyło mi się mieć pierwszą średnią na roku (socjologia KUL)... Były
          miłe słowa od promotora (pierwszy prymus w jego katedrze od wielu lat) i od
          dyrektora instytutu. I na tym się niestety skończyło. Polityka kadrowa mojego
          instytutu (i ogólnie finanse uczelni) są takie, jakie są i w efekcie robię
          doktorat zaocznie, szukając jednocześnie jakiejś pracy :/
          • r.richelieu Re: pierwsza średnia na roku... 13.07.05, 21:49
            taa, polityka kadrowa to u mnie na przykład, decydujący argument przy
            przyjęciach na studia. Jeśli w ubiegłym roku jeden samodzielny X miał dranta,
            to w tym roku kolej na samodzielnego Y, nawet jeśli kandydat iksa jest lepszy.
            Kurbyto
            • nabla_kwadrat Re: pierwsza średnia na roku... 13.07.05, 22:42
              U nas podobnie. Dostalam sie na doktoranckie zdajac egzamin, mialam promotora,
              tylko... ze szef Zakladu wzial sobie kogos dla siebie a "przysluguje"
              maksymalnie jeden doktorant na zaklad. Na szczescie dla mnie zwolnilo sie
              miejsce i dostalam zgode na tego promotora, ale to tylko zrzadzenie losu.

              A do zalozyciela watku: na 4tym roku mialam wyklad z moim promotorem. Napisalam
              kolokwium najlepiej w grupie i dostalam email z zaproszeniem na rozmowe, gdzie
              zaproponowal mi prace magisterska pod swoja opieka i ewentualne pozniejsze
              studia doktoranckie. Magisterka sie udala i okazalo sie, ze swietnie nam sie
              razem pracuje, wiec po zdanym egzaminie wstepnym pracujemy dalej razem.

              Pozdrawiam
              Nabla
              • solaar24 Re: pierwsza średnia na roku... 15.07.05, 15:46
                nie rozumiem - zdalas egzamin, dostalas sie na studia, a potem powiedziano Ci
                ze nie ma dla Ciebie miejsca??? Nie bylo okreslonej liczby miejsc na studia
                doktoranckie w czasie naboru??? Dziwne...
                • nabla_kwadrat Re: pierwsza średnia na roku... 19.07.05, 22:23
                  Nie tak. Zdalam egzamin, przyjeto mnie, ale powiedziano, ze nie dostane sie do
                  tego promotora, ktorego chcialam i ktory mnie chcial. Dano mi do wyboru 3 inne
                  zaklady.

                  W Instytucie sa 23 zaklady, co roku przyjmowanych jest okolo 4 doktorantow.
                  Jesli 2 z nich przydzielic do jednego to troche nie w porzadku, bo to jednak
                  rece do pracy i dofinanswanie na badania za tym idzie.

                  Sytuacja rozwiazana zostala tak, ze jeden z doktorantow konczacych juz studia
                  zrezygnowal, planujac napisanie doktoratu z wolnej stopy. W zwiazku z tym
                  dostalam do wyboru jeszcze ten zaklad, o ktory mi chodzilo. A w zasadzie to
                  porobilo sie tak, ze chyba moj promotor planuje sie calkiem oddzielic i
                  bedziemy montowac nowe laboratorium.

                  Pozdrawiam
                  Nabla
    • musk2005 dzięki! 13.07.05, 23:25
      dzięki za odpowiedzi! umocniłam się w przekonaniu, że bardzo dobre wyniki i
      dużo pracy naprawdę się liczą. a słyszałam różne, często posępne historie o
      jakichś nieprzezwyciężalnych układach, znajomościach, związkach rodzinnych itp.
      W każdym razie - mam jeszcze czas żeby się wykazać, a Wam za wszystkie sugestie
      i przykłady dziękuję.
      • rrudi Re: dzięki! 14.07.05, 08:22
        Cześć! Nie zgodzę się z tym , ze o przyjęciu na studia doktoranckie decydują
        akurat bardzo dobre wyniki.
        Ja po skończeniu studiów nie myślałam o doktoracie, zresztą miałam już dobrą
        pracę, pracowałam od połowy piątego roku. Wszystko było dobrze, tylko nie
        uśmiechało mi się zostawać po studiach w Warszawie bo akurat pochodzę z Lublina
        i tam chciałam wrócić. Pewnego sierpniowego dnia nudząc się trochę w tej pracy
        znalazłam w internecie ogłoszenie o naborze na SD w Lublinie i wysłałam swoje
        papiery. Zrezygnowałam z pracy ale dostałam się na studia mam stypendium i
        jeszcze inne możliwości dorobienia. No i mieszkam w Lublinie tak jak chciałam.

        Nie byłam najlepsza na roku, miałam tylko dobrą średnią, nie miałam żadnych
        publikacji, promotora wcześniej tez nie szukałam. na studiach magisterskich
        myślałam zawsze o pracy w zawodzie i zaliczałam różne staże , praktyki itp.,
        także doświadczenie miałam zawodowe ale na pewno nie naukowe.A o przyjęciu na
        studia zadecydowało odpowiednie wyształacenie (specjalnośc na magisterskich) i
        rozmowa kwalifikaacyjna. Prosze się wieć nie przejmować jakimiś układami bo
        wydaje mi się że nie o układy w tym wszystkim chodzi.
        A w porównaniu z pracą w firmnie takie studia to raj na ziemi,co dzień coś
        nowego, możliwości rozwoju, świetni współpracownicy. Minus to
        wynagrodzenia...Ale ogólnie polecam.
        • senior_cohones Re: dzięki! 19.07.05, 10:55
          cześć, pozdrawiam, dawno mnie nie było.

          miałem niedawno spotkanie z przyszłym/potencjalnym promotorem.
          mam napisany i zaakceptowany jeden art. "popełniłem też konferencję" czekam na
          akceptacje drugiego art., mam plan pracy, coś już piszę, tak że do jesieni,
          kiedy są egzaminy do studium doktoranckiego powinienem mieć spokojnie 2
          publikacje, plan i coś już napisanego a temat ciekawy

          i co mówi mi "mój promotor"(baardzo sympatyczny staruszek, wręcz poczciwy)
          że w sumie to wszystko już "pozamiatane" miejsca przydzielone a on nie dostał
          takowego, więc przykro mi , panie magistrze, może za rok, pan będzie miał mocną
          już pozycję itd...
          więc może pan panie magistrze chciałby pisać z wolnej stopy?
          7 tyś. za otworzenie przewodu.

          mam to gdzieś, będę zdawał tak czy inaczej, do egzaminu uzbieram "dorobku" ile
          się da , i zobaczę, może kogoś oczaruję.
          i powodzenia życzę

          • rytr Re: dzięki! 26.07.05, 08:02
            >więc przykro mi , panie magistrze, może za rok, pan będzie miał mocną
            > już pozycję itd...
            > więc może pan panie magistrze chciałby pisać z wolnej stopy?
            > 7 tyś. za otworzenie przewodu.


            hehe jakbym słyszala mojego promotora:))))
            z ogromna przyjemnoscia bede promowal pani prace, gdyby sie pani zdecydowala
            pisac z wolnej stopy. to jest lepsze rozwiazanie przy takiej odleglosci od
            uczelni. Albo moze za rok, zobaczy pani sama, czy pogodzi prace zawodowa z
            praca na uczelni?
            taak. takie zycie:) powodzenia na egzaminie. Szkooda ze u nas nie zrobili
            rozmowy jak zwykle jesienia, tylko w lipcu. Najwyrazniej mialam nie zostac
            doktorantem.. w tym roku;)
            pozdr.
    • babazgaga Re: A jak zostaliście doktorantami? 19.07.05, 16:59
      No to ja chyba mialam normalnie jak kopciuszek z bajki. Pewnego pięknego dnia na
      początku czwartego roku zastanawialam sie u kogo mam pisać pracę magisterską.
      Poszłam pogadac z jednym doktorem, a on mi na to, że bardzo by chcial, ale potem
      bedzie mi ciezko znalezc promotora doktoratu, wiec od razu lepiej zebym poszla
      do samodzielnego na magisterke (dodam ze mi osobiscie zadne doktoraty nie byly w
      glowie, postrzegalam siebie jako dosc przecietna, ale okazalo sie ze pracownicy
      instytutu niekoniecznie). Potem poszłam do profesora, u ktorego bardzo chcialam
      pisac prace, bardziej niz u tamtego doktora, ale bałam sie ze to za wysokie
      progoi na moje nogi. Zadalam proste pytanie po zajęciach jak wychodzilismy z
      sali - Panie Profesorze, czy moglabym u Pana pisać pracę? - na co od
      odpowiedzial "doktorską oczywiscie?". Ja sie speszylam, i zaczelam sie tlumaczyc
      ze nie, ze to tamto, ze magisterke dopiero, na co on odpowiedzial cos w stylu
      "no to jasne ze najpierw magisterke musi Pani napisac, ale doktorat też". Potem
      okazało sie ze widzial mnie troche wczesniej w autobusie zaczytaną w książke
      dość powazno-naukową, i mu sie to spodobało, że akurat ta książka, ten autor, i
      ja. I tyle - okazało się ze to przewazylo szalę.
      Dzis jestem po doktoracie, a rzeczony profesor jest moim przelozonym na
      uczelni:D:D:D
      • rytr jak nie zostalam;) 25.07.05, 00:08
        A oto jak nie zostac doktorantem;))))
        - Byc w pierwszej piatce na roku przez caly okres studiow
        - ukonczyc studia w cztery lata
        - obronic sie z wyroznieniem (celujacy)
        - w trakcie studiow popelnic publikacje w poważnych pismach "branzowych"
        - byc skonczona sierota i kulturalnie czekac do momentu (no prawie) obrony z
        pytaniem o doktorat (mialam zludne wrazenie, ze wczesniej, to tak troche
        glupio - miec jeszcze czwarty oraz piaty rok nie zamkniety i dopytywac sie o
        doktorat)
        A tak serio...
        Jezeli ktokolwiek mysli o doktoracie, to powinien chyba trabic o tym na lewo i
        prawo od pierwszego roku studiow. Ja czekalam, mimo wielokrotnie powtarzanych
        pytan ze strony wielu wykladowcow, czy "nie mysle o zostaniu na uczelni" i
        dopiero, kiedy juz mialam ustalony ostatecznie termin obreony zdecydowalam sie
        rozmawiac z promotorem o doktoracie. Zdyskwalifikowalo mnie, ze musialabym
        dojezdzac. Zreszta, spokojnie rozumiem ten argument. Moj promotor polecil, abym
        pogadala z profesorem, kierownikiem drugiego zakladu o podobnym "profilu",
        ktory z reszta byl moim recenzentem, a ktoremu nie przeszkadzaja dojezdzajacy
        doktoranci. Podeszlam do niego po obronie. Powiedzial krotko -
        chetnie "ostatecznie nie kazdy broni sie w takim stylu". Kazal zadzwonic za
        kilka dni, bo nie wiedzial czy beda miejsca. Zadzwonilam. Miejsca przyznano,
        wydawalo sie, ze wszystko super. I lipa. Dwa dni to troche za mało, żeby zdobyc
        wymagane opinie i zlozyc w dziekanacie, zwazywszy na 300 km odleglosci;)
        I tak oto sie sfrajerowalam:)A najsmieszniejsze w tym wszystkim jest to, ze
        gdybym zapytala odpowiednio wczesnie (hehe na pierwszym roku;))) to pewnie
        moglabym teraz napisac o tym jak zostalam doktorantem:)))
        No coz, moze sprobuje za rok, kilka osob z uczelni mnie nadal namawia:)))
        To jakby cos - zyczcie mi powodzenia, wiecej rozsadku i zmyslu
        organizacyjnego:))

        pozdrawiam
        • kingisko Coś w tym jest! 25.07.05, 21:12
          Rzeczywiście wychodzi na to, że o doktoracie trzeba już "trąbić: wcześniej. Ja
          na miesiąc przed obroną napomknęłam mojemu promotorowi, że myślę o studiach
          doktoranckich (zapytał mnie czy już pracuję). Wydarł się na mnie prawie!!!
          Zaczął się wypytywać: A Pani wie jak to ciężko na uczelni? itp... Był nieugięty
          więc już nie wspominałam. Potem dowiadywałam się o studiach na mojej alma mater
          - dostać się było łatwo - hehe nie dziwota, bo tylko zaoczne były i na dodatek
          drogie jak nie wiem. No i w rezultacie spróbowałam startować na zaoczne na innej
          uczelni - udało się ;) Oczywiście też musiałam szukać promotora itp. No a teraz
          mam zgryz, bo zaczęłam pracę w takim miejscu, które niestety nie wróży mi
          napisania doktoratu (po prostu nie uda mi się tam zrobić badań). Ciężko jest!
          Ale nie poddam się tak łatwo!
          Pozdrawiam wszystkich PHD FIGHTERÓW!!!
      • suwmiara Re: A jak zostaliście doktorantami? 26.07.05, 08:10
        :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka