Dodaj do ulubionych

Wizerunek doktoranta

01.12.05, 10:22
Doktoranci

Ciekawi mnie jak jest postrzegany doktorant w polsce....tzn jak wam sie zdaje
ze jestescie postrzegani? czy jao osoby niedostepne? zbyt madre zeby z nimi
gadac? wyniosle? oderwane od rzezcywstosci? a moze bardziej godne zaufania
niz inni? bardziej fajni? Jak status doktroanta wlywa na relacje z
dziewczynami, chlopakami?
Jedym slowem jakie przelozenie na praktyke codziennego dnia ma bycie
doktorantem?
Jak wam sie wydaje?
Obserwuj wątek
    • margaretka2002 Re: Wizerunek doktoranta 01.12.05, 11:35
      Ja to sie czuje jak taka wyrosnieta troche studentka. Nic szczegolnego, tylko
      musze tlumaczyc, ze studia magisterskie mam juz za soba...
      • rilian Re: Wizerunek doktoranta 01.12.05, 13:34
        właśnie to tłumaczenie zawsze było najgorsze... hihihi
        • margaretka2002 Re: Wizerunek doktoranta 01.12.05, 14:11
          Zauwazylam, ze wszyscy moi koledzy - doktoranci zaznaczaja swoja odrebnosc od
          reszty studentow poprzez noszenie skorzanej teczki - aktowki. To jest bodaj
          pierwszy ich zakup (duzo wyzej na liscie niz DEZODORANT). Ja jakos nie mialabym
          co nosic w takiej teczce, wiec nie wyrozniam sie zanadto i ryzykuje tylko tym,
          ze inni studenci mnie mowia na "ty" a im na "pan".
          Facetom jest znacznie latwiej w zyciu...
          • jonasz14 Re: Wizerunek doktoranta 01.12.05, 14:47
            Hehe dobre z tym dezodorantem.....ale ze wszechmiar czesto prawdziwe
            niestety....no coz chyba lepiej zainwestowac na poczatek w skorzana aktowke bo
            to cos BARDZIEJ konkretnego niz dezodorant lub perfumy Calvina Kleina....tylko
            niektorzy doktoranci ladne pachna...ale zapewniam Cie ze jeszcze tacy
            istnieja...
            Dla mnie pachnacy doktorant z torba Samsonite to juz jest gosc..nie musi byc
            skorzana:-}
    • marcelina_prust Re: Wizerunek doktoranta 01.12.05, 18:23
      Wśród znajomych doktorat akurat nie jest niczym osobliwym i człowiek nawet nie
      ma okazji, żeby sie trochę popuszyć ;) Ale kiedyś dziewczyna, z którą dzieliłam
      szpitalną salę nieopatrznie spytała co robię w życiu. Lekko się wtedy
      skonfundowała i powiedziała: "Nie wyglądasz na taką...z wyższych sfer". No
      rzeczywiście, moja piżamka raczej zwyczajna była.
      • rilian Re: Wizerunek doktoranta 02.12.05, 08:03
        hehehe, w takich momentach zawsze staje mi przed oczami scenka, w której do
        mojego stryja pracującego w gumowcach pośród obornika podchodzi ankieterka z
        powiatu i musi zrobić ankietę. on oczywiście chętnie odpowiada, ale gdy dochodzą
        do wykształcenia panienka niemal mdleje, gdy jednocześnie wchodzą do gabinetu
        stryja i panienka dowiaduje się, że jest profesorem belwederskim...
        • marcelina_prust Re: Wizerunek doktoranta 04.12.05, 09:55
          hehe, chyba mamy lukę na rynku. Najwyższy czas na produkcję profesorskich
          gumiaków :) Ładnie kiedyś powiedziała hiszpańska profesorka, mając na myśli
          ciało akademickie w ogóle, że ludzie patrzą na nas jak na "gadające popiersia".
          Chyba coś w tym jest.
    • mcdowell Re: Wizerunek doktoranta 02.12.05, 11:54
      Dotorant to zupełnie inna kategoria bytowa ni student. Studenci to byty bardzo
      niepozorne...niewidoczne...szare, blade wątłe, jakby przezroczyste i nie
      potrafiące oprzeć się podmuchowi powietrza z atomowego kichnięcia bytu z
      wyższej kategorii bytowej, czyli doktoranta.Doskonalsze kategorie bytowe z
      trudnoscią dostrzegają studentów na korytarzu i dlatego gdy idą i natrafią na
      studenta, przechodzą przez niego jak przez ducha rozpraszzając na cztery strony
      jego mgłaicowy korpus. Doktorant jest bardziej skondensowany, mniej
      przroczysty, wiatr musi być silny żeby go porwać, a w słoneczne dni jest nawet
      dostrzegany na korytarzu przez jeszcze doskonalsze kategorie bytowe, jakimi sa
      tzw. nauczyciele akademiccy ( bo doktorant niezatrudniony na etacie jest tylko
      studentem doktorantem) Etat jest czymś co niesamowicie ugruntowuje w bycie.
      Taki asystent jest calkowicie nieprzeroczysty, kiedy idzie to go słychać,
      otacza go aura akademickiego dostojeństwa, kobiety mu się kłaniają pierwsze i
      przepuszczają go w drzwiach. Gdy się go spotka na swojej drodze to może on
      swoim monumentalnym ciałem naruszyć wątłą doktorancką integralność cielesną.
      Schaby (dr hab.) i profesorowie to prawdziwi "Divinis". Gdy idą to kruszą
      marmury, bije od nich światło tak intensywne, że należy pzrywdziać maskę
      spawacza aby nie stracić wzroku, a ich stopy wypalają otwory w podłodze. Niższe
      kategorie bytowe topnieją w ich obecności jak woskowe świece.

      o!
      • suffo Re: Wizerunek doktoranta 02.12.05, 13:05
        mcdowell napisała:

        > Dotorant to zupełnie inna kategoria bytowa ni student. Studenci to byty bardzo
        > niepozorne...niewidoczne...szare, blade wątłe, jakby przezroczyste i nie
        > potrafiące oprzeć się podmuchowi powietrza z atomowego kichnięcia bytu z
        > wyższej kategorii bytowej, czyli doktoranta.Doskonalsze kategorie bytowe z
        > trudnoscią dostrzegają studentów na korytarzu i dlatego gdy idą i natrafią na
        > studenta, przechodzą przez niego jak przez ducha rozpraszzając na cztery strony
        >
        > jego mgłaicowy korpus. Doktorant jest bardziej skondensowany, mniej
        > przroczysty, wiatr musi być silny żeby go porwać, a w słoneczne dni jest nawet
        >
        > dostrzegany na korytarzu przez jeszcze doskonalsze kategorie bytowe, jakimi sa
        > tzw. nauczyciele akademiccy ( bo doktorant niezatrudniony na etacie jest tylko
        > studentem doktorantem) Etat jest czymś co niesamowicie ugruntowuje w bycie.
        > Taki asystent jest calkowicie nieprzeroczysty, kiedy idzie to go słychać,
        > otacza go aura akademickiego dostojeństwa, kobiety mu się kłaniają pierwsze i
        > przepuszczają go w drzwiach. Gdy się go spotka na swojej drodze to może on
        > swoim monumentalnym ciałem naruszyć wątłą doktorancką integralność cielesną.
        > Schaby (dr hab.) i profesorowie to prawdziwi "Divinis". Gdy idą to kruszą
        > marmury, bije od nich światło tak intensywne, że należy pzrywdziać maskę
        > spawacza aby nie stracić wzroku, a ich stopy wypalają otwory w podłodze. Niższe
        >
        > kategorie bytowe topnieją w ich obecności jak woskowe świece.
        >
        > o!

        ??? Doprawdy ???

        ;-))))
        • ar.pl Re: Wizerunek doktoranta 02.12.05, 13:28
          No wlasnie - doprawdy???

          Kochani, doktorant to przeciez nieudacznik, mol ksiazkowy, a jednoczesnie
          przemadrzalec. Biedka i lachmaniarz do tego (o jakich teczkach skorzanych Wy
          piszecie???). Bez pomyslu na zycie, bo co to za pomysl studiowac dalej zamiast
          kase robic w zachodniej korporacji.

          A tak na powaznie to strasznie mnie krepuja jakies achy i ochy. Kiedy dopiero
          dostalam sie na studia, moj owczesny pracodawca chwalil sie wszystkim klientom,
          ze pracuje u niego taka superzdolna mloda pani, ktora juz ma otwarty przewod
          doktorski na Politechnice. Z panem pracodawca rozstalam sie bardzo szybko.
          Przypomina mi sie tez tekst znajomej mojej mamy, ktora na wiesc o tym, ze
          zaczynam doktoranckie, stwierdzila: "Oj, biedna, teraz to dopiero bedziesz
          musiala wydawac na dziecko..." - w jej mniemaniu studia dokt to hobby, za ktore
          trzeba obowiazkowo placic ciezka kase. Troszke w tym racji jest:)
          Pozdr wsyztskich.
          • mcdowell Re: Wizerunek doktoranta 02.12.05, 14:39
            jaki mól ????
            Znam doktorantów którym się kompletnie poprzewracało w głowach kiedy rozpoczęli
            doktoraty.Smakowali z ukontentowaniem ze mowi sie do nich "panie magistrze" i
            nadęli się jak purchawy, przy czym napór ciśnienia zdecydowanie nie miał
            uzadadnienia.
            Znam też normalnych doktorantów, takich którzy nie zagrażają eksplozją.
            Dktoranci są różni, tak jak różni są ludzie.
          • jonasz14 Re: Wizerunek doktoranta 02.12.05, 18:37
            Ar.pl napisz ile lat bylas po studiach gdy pracowalas u tego pana co sie tak
            chwalil toba ze masz otwarty przewod? byl oto zaraz po ukonczeniu
            magisterskich?
            dzieki
            • ar.pl Re: Wizerunek doktoranta 02.12.05, 23:45
              Chi chi, strzal w dziesiatke, u tego pana pracowalam dokladnie 10 miesiecy w
              ciagu ktorych zdazylam obronic magisterke i zdac na doktoranckie:) Aha, jak
              dostalam wyroznienie za obrone mgr tez sie chwalil wszytskim dookola, a ja
              tymczasem chowalam sie z zaklopotania pod biurko. Pozdrawiam!
              • r.richelieu Re: Wizerunek doktoranta 03.12.05, 02:17
                i Tyś się z nim szybko rozstała? Co z tego, że cielę, przynajmniej płaci za
                hobby, a Ty opromieniasz go swoim blaskiem;) Ja bym u niego pracowała ile
                wlezie, bo drugiego takiego, który cieszyłby się z moich studiów ze świecą
                szukać
                • ar.pl Re: Wizerunek doktoranta 03.12.05, 15:08
                  Tylko ze robota byla nudna jak flaki z olejem, niczego nowego sie tam juz nie
                  bylam w stanie nauczyc po pol roku, gdyby nie to, ze musialam ja odbebnic do
                  stazu do uprawnien, ucieklabym wczesniej:) Chociaz to prawda, ze potem zdarzalo
                  mi sie slyszec, czy tak naprawde to chce pracowac czy studiowac (a z nastepnej
                  pracy wylecialam po miesiacu, ale to akurat nie z powodu studiow, tylko
                  dlatego, ze nie dalam sie sprowadzic do roli 'mrowki' ani pracowac za darmo
                  wieczorami i w weekendy:))
                  • r.richelieu Re: Wizerunek doktoranta 08.12.05, 15:27
                    Oddałabym dużo za bezpieczne flaki z olejem, zawsze to zabezpieczenie finansowe
                    umożliwiające stosunkowo bezstresowe uprawianie własnego hobby. Mam nadzieję,
                    że udało Ci się znaleźć równie miłego szefa i ciekawszą pracę
    • tuptusie Re: Wizerunek doktoranta 02.12.05, 13:21
      mhm.. ja może tak odpowiem trochę niedyplomatycznie, ale wydaje mi się, że jest
      to taka istota pomiędzy tymi bohaterami występującymi w poniższym kawale

      Student poszedł zdawać ustny egzamin. Zdaje, zdaje, męczy się męczy, ale coś mu
      to nie wychodzi. Profesor coraz bardziej wnerwiony, widzi że student nie kumaty
      i chce go oblać. Ale student nie daje za wygraną i prosi o drugą szansę. Na co
      profesor odpowiada:
      - No dobra. Jeśli odpowie pan na jedno moje pytanie to zaliczę panu egzamin.
      Proszę mi powiedzieć: Kto to jest STUDENT?
      Po czym student z <cheese>em na twarzy odpowiada:
      - No więc STUDENT to młoda osoba, która dąży do zdobycia wiedzy itd. itp.
      Na co profesor tak patrzy i mówi:
      - Otóż nie. Student, to takie małe gówno co pływa po wielkim szambie i z
      trudnością próbuje dopłynąć do wyspy zwanej MAGISTER.
      Student wkurzony nie wie co powiedzieć. Profesor chce wpisać mu pałę, na co
      student się odzywa:
      - To niech mi pan profesor powie: kto to jest PROFESOR?
      Profesor <cheese>nął się i zaczął mówić, że profesor, to starsza osoba bardzo
      inteligentna itd. itp.
      Student popatrzył i powiedział:
      - Otóz nie. PROFESOR to było kiedyś takie małe gówno pływajace po wielkim
      szambie, które z trudem dopłynęło do wyspy MAGISTER, posiedziało tam trochę,
      znudziło mu się, następnie z trudem dopłyneło do wyspy zwanej PROFESOR i teraz
      siedzi tam i robi wielkie fale żeby te inne gówna nie dopłynęły do swoich wysp!

      ...jak widzicie poczucie humoru mojego męża, od którego dostałam ten kawał nie
      ma granic.. tym bardziej, że on sam chyba nie zdaje sobie sprawy, że w tym
      szambie siedzi po uszy razem ze mną -haha:)
      • mcdowell Re: Wizerunek doktoranta 02.12.05, 14:49
        Piękne. Jakieś takie prawdziwe.... uśmiałam się do łez ;-)))))))))))))
        • miluszka Re: Wizerunek doktoranta 02.12.05, 20:01
          Nie wiem czy ktoś z was widział rysunek ( chyba Mleczki) przedstawiający
          stosunki na naszych uczelniach. Byl to powtorzony ten sam pięciokrotnie
          rysunek faceta całującego w rękę z głębokim ukłonem innego faceta.Podpisy (nie
          pamiętam dokładnie, więc to tak +-)pod nimi były następujące: studenci
          pozdrawiają magistrów, magistrzy pozdrawiają doktorów, doktorzy pozdrawiają dr
          hab, dr hab pozdrawiają profesorów.
          I pomyślec, że jak swego czasu byłam na krótkim pobycie na Uniwersytecie w
          Turku (uniwersytet =iliopisto), to zwyczajem było, że w jeden dzień w tygodniu
          cały instytut ( profesor, doktorzy, pani sekretarka, sprzątaczka, technik)
          zbierał się na wspólnym lanczu i miłych pogwarkach.
          • malwaaa Re: Wizerunek doktoranta 07.12.05, 02:53
            Nie może być ;-) Ja ich tam widywałam codziennie przy jednym stole na wspólnym
            śniadaniu.
    • suffo Ciekawa jestem 02.12.05, 20:30
      Czy macie swoich zagorzałych przeciwników wśród profesorów, ponieważ
      odważyliście się "postawić"? Ja tak, choć nie ja zaczęłam wojnę ;-)))
      Temat zszedł trochę w kierunku układów uczelnianych i widzę, że w większości
      przypadków działa zasada świętości profesora ;-)
    • madaminka Do jonasza 05.12.05, 15:57
      Te perfumy Kalvina kleina kosztuja moj drogi ponad 300 zlotych..kogo na to
      stac przy glodowym stypendium....?
      no ale dezodorant kosztuje 15 zl wiec braki w tym wzgledzie nie sa w zaden
      sposob usprawiedliwione...
      • annie_laurie_starr wizerunek 06.12.05, 15:49
        Ja zaczelam studia doktoranckie po paru latach przerwy po magisterskich. Gdy
        zaczelam, to juz mialam meza, dziecko i jeszcze pare innych obowiazkow. Tak
        wiec najmniej mnie interesowal moj wizerunek jak doktoranta. Nie zmienilam
        garderoby, ale docenilam wygodne buty, bo nie dosc, ze dojezdzam z innego
        miasta i jeszcze mam niezly spacerek na uczelnie. Aktowki nie posiadam i zle
        bym sie z nia czula.
      • margaretka2002 Re: Do jonasza 06.12.05, 22:28
        Otoz to, ja wcale nie myslalam o Kleinie, tylko o zwyklym Gilette i kostce
        mydla.
        • mcdowell Re: Do jonasza 07.12.05, 09:24
          Oj, ale przecież można traktować to jako taki specyficzny fason - rys
          doktoranckiej subkultury...ten trzydniowy zarost, tłuste rozczochrane włosy,
          ten sam czarny powyciągany sweter noszony dzień w dzień od trzech miesięcy i
          lubo nasiąknięty przetrawionym fetorem nikotynowym, ponadto płonące, podkrążone
          i zapadnięte w głąb czaszki oczy. Taki widok wcale nie świadczy o tym, że ktoś
          jest gnuśny, rozmemłany i notorycznie skacowany ale wskazuje, że ktoś taki
          żyje jedynie ideami, przebywa duchem w Niebie Platońskim i gardzi takimi
          pospolitoścciami jak dezodorant.
          Ludzie wy nie czujecie tego klimatu !!! O tempora! o mores!
    • pseudodoktorant Re: Wizerunek doktoranta 10.12.05, 18:39
      jonasz14 napisał:
      > Jak status doktroanta wlywa na relacje z
      > dziewczynami, chlopakami?

      He, he, myślę, że jeszcze sporo wody upłynie w Wiśle, zanim 'doktorant'
      przestanie się kojarzyć z oderwanym od rzeczywistości przeintelektualizowanym
      osobnikiem, nieśmierdzącym groszem gołodupcem, na siłę dorabiającym ideologię
      do swojej postawy życiowej, nierzadko zakrawającej na ascezę.
      Tak więc przy zawieraniu znajomości z nowo poznaną przedstawicielką płci
      pięknej nie wyrywam się z moim doktoranctwem, a jak już ktoś zaczyna wypytywać,
      co porabiam na co dzień, nieśmialo wybąkuję, żem doktorant, i pośpiesznie
      dodaję, że zajmuję się także (a raczej przede wszystkim) czym innym, żeby moja
      rozmówczyni miala jasność, że studia dranckie i praca na uczelni to tylko
      urozmaicający dodatek do mego żywota:)
      • annie_laurie_starr Re: Wizerunek doktoranta 14.12.05, 18:30
        Ponizszy fragment dal mi do myslenia. Czyli jednak faceci chca sie spotkac z
        pustymi babkami, dla ktorych "miec" jest wazniejsze niz "byc" i przed, ktorymi
        raczej trzeba ukrywac doktoranctwo. Dziwne...Gdybym byla nadal stanu wolnego,
        to "doktoranctwo" dzialaloby na plus raczej niz na minus, w czsie prowadzenia
        poszukiwan tego wlasciwego faceta. No chyba, ze bylby to wieczny doktorant.;)
        ####

        Tak więc przy zawieraniu znajomości z nowo poznaną przedstawicielką płci
        pięknej nie wyrywam się z moim doktoranctwem, a jak już ktoś zaczyna wypytywać,
        co porabiam na co dzień, nieśmialo wybąkuję, żem doktorant, i pośpiesznie
        dodaję, że zajmuję się także (a raczej przede wszystkim) czym innym, żeby moja
        rozmówczyni miala jasność, że studia dranckie i praca na uczelni to tylko
        urozmaicający dodatek do mego żywota:)

    • anaat Re: Wizerunek doktoranta 13.12.05, 11:11
      Ja sobie chwale fakt, ze moglam wyskoczyc z prawniczych mundurkow i szpilek i
      powrocic do 'studenckiego' stylu na luzie. Jak ja kocham plecaki, porozciagane
      swetry i bojowki. I wygodne buty! Najlepiej trekkingowe, za kostke :)


      (tak swoja droga na szpliki i garsonki to mnie teraz nie stac :-)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka