ifp4 03.12.05, 16:52 Ktos tu calkiej niedwano biadolil nad losem dr humanistow, a co powiecie na to: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=32399081 Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
jonasz14 Re: Praca dla dr 04.12.05, 09:26 No dobrze..wiemy ze jest ciezko........ Ale zastanawia mnie jeden fakt...wielu ludzi twierdzi ze po doktoracie nie chce kontynuowac kariery naukowej...to po jakiego diabla robili doktorat????? po co tracic kilka cennych, mlodych lat jak sie tak nparawde nie lubi pracy naukowej????? czemu zamiast tego nie szukalo sie pracy zaraz po studiach kiedy bylo sie mlodszym a rynek pracy moze mniej wysycony????? przeciez doktorat to STOPOIEN NAUKOWY a wiec predystynuje delikwenta do pracy naukowej..... i w takich jednostakch powinno sie szukac pracy najperw.... Czy tam tez jest tak trudno???? rozumien ze na uczelniach moze nie byc etatow, ale sa instytuty badawcze, ktore chyba chetnie przyjmuja ludzi gotowach do pracy a wiec juz po doktoratach i do tego zagraniczych ......jak to jest?? pozr. Odpowiedz Link
flamengista obawiam się, że doktorów jest po prostu za dużo 04.12.05, 11:51 Mimo, że nadal brakuje pracowników naukowych, to doktorów i studentów studiów doktoranckich jest za dużo. To swoisty paradoks, ale cały problem polega na tym, że ludzie robią doktorat nie patrząc sie na warunki panujące na rynku pracy. Często nawet jest to swoista ucieczka od tych problemów - wziecie na przeczekanie, studiowanie parę lat dłużej i szukanie nowych możliwości. Obecnie potrzebni są doktorowie z ekonomii, inżynierii, informatyki etc. Tymczasem najwięcej doktoratów powstaje z socjologii, psychologii, historii... Nie kwestionując ich wkładu w naukę - to ile tych osób znajdzie pracę na uczelni albo w ośrodku naukowo-badawczym? Przecież w 95% dostanie tam pracy zalezy od układów, nie czarujmy się. Dlaczego więc doktorowie z ekonomii, nauk ścisłych mają (trochę - nie dużo) większe możliwości na rynku pracy? Bo ich wiedza może być wykorzystana nie tylko w nauce - ale np. w urzędach czy firmach. Ponadto nadal działa wiele prywatnych uczelni, które w związku z nową ustawą o szkolnictwie wyższym będą miały problemy z uprawnieniami (wiele pracowników państwowych uczelni będzie musiało zrezygnować z 3-4 etatu). Ale to głównie szkoły o profilu ekonomiczno-informatycznym. I w nich ew. można by znaleźć zatrudnienie. Odpowiedz Link
vovel123 Re: obawiam się, że doktorów jest po prostu za du 04.12.05, 18:33 > Często nawet jest to swoista ucieczka od tych problemów - wziecie na > przeczekanie, studiowanie parę lat dłużej i szukanie nowych możliwości. Znam wielu doktorantów i zapewniam Cię, że w zadnym przypadku nie jest to próba przedłużenia sobie "młodości", wręcz przeciwnie to ludzie, którz świadomie rezygnuja z pracy w firmach, firemkach i korporacjach na rzecz realizowania pasji jaka jest nauka. Ale oczywiście są to osoby, które jak najbardziej wiązą swoją przyszlość z uczelnią, bo kochają to, co robią (sama uważam się za jedną z nich...) > Tymczasem najwięcej doktoratów powstaje z socjologii, psychologii, historii... Ciekawe dane, mógłbyś podać żródło, bo jakoś mnie to nie przekonuje.... Moim zdaniem, najwięcej doktoratów powstaje własnie z nauk ścisłych. > Ponadto nadal działa wiele prywatnych > uczelni, które w związku z nową ustawą o szkolnictwie wyższym będą miały > problemy z uprawnieniami (wiele pracowników państwowych uczelni będzie musiało > zrezygnować z 3-4 etatu). Ale to głównie szkoły o profilu > ekonomiczno-informatycznym. I w nich ew. można by znaleźć zatrudnienie. Niemożliwe... w moim skromnym mieście na wschodnich rubieżach naszego kraju- raju na 5 prywatnych uczelni... 5 ma profil humanistyczny, nie licząc całej reszty w województwie... A tak na marginesie, zgadzam sie z tym, iż robienie drtu dla samego dr zamiast mgr przed nazwiskiem jest zupełnie bezcelowe. Jeśli nie planujesz pracy na uczelni, to robiąc dr PRZEDE WSZYSTKIM powinieneś zapewnić sobie jednak jakieś stałe msc. pracy, no chyba, ze po 3/4 latach pisania i kilku(nasto)miesięcznym poszukiwaniu pracy planujesz dłuzszy pobyt na leczeniu w zakładzie psychiatycznym.... pzdr. v. Odpowiedz Link
klee Jest różnie różniście 04.12.05, 19:33 vovel123 napisała: > Znam wielu doktorantów i zapewniam Cię, że w zadnym przypadku nie jest to próba > > przedłużenia sobie "młodości", wręcz przeciwnie to ludzie, którz świadomie > rezygnuja z pracy w firmach, firemkach i korporacjach na rzecz realizowania > pasji jaka jest nauka. Ale oczywiście są to osoby, które jak najbardziej wiązą > swoją przyszlość z uczelnią, bo kochają to, co robią (sama uważam się za jedną > z nich...) No chyba jest to jednak zbyt kategoryczne stwierdzenie albo grupa niereprezentatywna. :-) Ja znam nie tak znów mało doktorantów, których uprawianie nauki nie pasjonuje jakość wyjątkowo a i nie są w tym szczególnie dobrzy. Motywacje bywają różne, jak wszędzie. Niektórym zależy na tytule, dla innych to kwestia prestiżu, sposob na łatwą karierę, jeszcze inni nie mają pomysłu, co dalej z sobą począć. Jest różnie różniście. Niektóre pobudki są cłakiem niskie. Myślę, że im bardziej dostępne stają się studia doktoranckie, tym częściej trafiają na nie przypadkowe osoby. Wiem, że w Poznaniu zrezygnowano na przykład z wypłacania stypendium na pierwszym roku. Miał to być sposób na osoby, którym na nim przede wszystkim zależy. A że takie są, to jasne. U nas np. stypendium wynosi 1.020zł, a początkujący nauczyciel dostaje nieco ponad 800zł, jeśli ma wyjątkowe szczęście i uda mu się znaleźć pracę na pełen etat. Odpowiedz Link
flamengista cóż, mam inne doświadczenia 04.12.05, 20:32 W wielu przypadkach koledzy ze studiów zostali na studiach doktoranckich z braku innego pomysłu. Nie mówię, że jest to złe - zawsze coś się robi. I to pożytecznego:) No, danych na temat doktoratów nie ma. I niestety trudno w tej mierze o rzetelne dane. Ale na zdrowy rozsądek - mimo wszystko łatwiej jest zrobić doktorat z psychologii, niż z matematyki (przy całym szacunku dla jednej i drugiej dyscypliny). Swoja drogą zdziwiłaś mnie z tymi prywatnymi uczelniami... Mamy wysyp uczelni od zarządzania, ekonomii, informatyki. W mniejszym zakresie socjologii (studiów europejskich, kulturoznawstwa) i studium językowych (gł. anglistyka). Ale żeby same humanistyczne? Co oni będą po tym robić? Dziwne, naprawdę dziwne. Odpowiedz Link
vovel123 Re: cóż, mam inne doświadczenia 05.12.05, 11:14 "Ale żeby same humanistyczne? Co oni będą po tym robić? Dziwne, naprawdę dziwne". Co będa robic? Pójdą na studia doktoranckie... ;-)) A swoja droga, zdaję sobie sprawę, że o pracę w zawodzie, czyt. na uczelni, nie jest łatwo. Sama doświadczyłam tego na własenj skórze, mam jednak nadzieję, że przy oślim uporze i " brutalnym" dobijaniu się do drzwi w końcu jednak musi sie udać...zobaczymy..... Ten pomysł ze stypendium od 2-go roku nie jest taki zły, dlaczego niby delikwent nie mający lepszego pomysłu na życie miałby być traktowany na równi z zapeleńcem, który bez nauki zyć po prostu nie może? A tak, po roku jakaś uczciwa weryfikacja. Odpowiedz Link
flamengista a po studiach doktoranckich? 05.12.05, 14:24 Pewnie będą uczyc w szkole - coś takiego zaproponował na forum NFA naukowiec polski z USA. Na początku pomyślałem, że żartuje... Odpowiedz Link
klee Pozytywne myślenie jest czasem pułapką 05.12.05, 18:30 Wiesz, czasem musi się udać, a czasem nie ma możliwości, by się udało. W moim instytucie np. jeszcze w ubiegłym roku było prawie 20 doktorantów, a etatów... żadnego nowego od kilku lat. I polityka uczelni jest właśnie taka, by nowych etatów nie było. Dyrektorowi udało się wywalczyć w ubiegłym roku jeden i może w tym - uda się kolejny, bo nastał nowy, przychylny nam dziekan, który może zechce się wykazać. :-] No ale potem będzie cisza przez kilka lat, a poza tym to 2 miejsca, a doktorów przyszłych - jak piszę - dwudziestu. Można więc bardzo pragnąć i być bardzo dobrym, i bardzo chcieć, i nie wyobrażać sobie, by można było robić coś innego, ale to i tak nic nie da. Po prostu. A swoją drogą taka sytuacja jest bardzo demotywująca. Człowiek się nie przykłada, bo wie, że po doktoracie jego przygoda z nauką się skończy. Lepiej się więc za bardzo w to nie angażować, bo im bardziej człowiek wsiąknie, tym dotkliwsze będzie późniejsze pożegnanie się z tym. No a poza tym demoblizująca jest też po prostu konieczność zadbania o to, co potem. Mnie samemu wypłacanie stypendium dopiero od 2. roku się nie podoba. Gdyby tak było u nas, to po prostu nie byłoby mnie tu, gdzie jestem. :-) Odpowiedz Link
vovel123 Re: Pozytywne myślenie jest czasem pułapką 05.12.05, 19:08 Fakt, nie wygląda to najlepiej, można jedynie współczuć, smutne.... Można jednak próbować starać sie o etat poza uczelnią macierzystą, są też uczelnie prywatne... Szczerze mówiąc podziwiam Cie, osobiście nie wyobrażam sobie pisania drtu z perspektywą rychłego pożegnania z nauką.... Odpowiedz Link
klee Takie dzisiejsze standardy 05.12.05, 20:17 Nie, no chyba nie ma za co podziwiać, a jeśli już, to wszystkich po równo, a nie tylko mnie. ;-) W końcu teraz, zgodnie z założeniami ministerstwa, studia doktoranckie mają być zwyczajnymi studiami, ich trzecim szczeblem, nie zaś wstępem do otrzymania posady na uczelni, stanowiska adiunkta. I jak tego rodzaju polityka jest zrozumiała w przypadku informatyków, ekonomistów, biotechnologów itp., którzy będąc określonymi specjalistami z doktoratami znajdą intrantne posady na równie określonych (wymagających specjalistycznej wiedzy) stanowiskach w jakichś korporacjach, tak jest zupełnie chybiona w przypadku językoznawców choćby. Bo wiedzę i umiejętności doktorów w tej dziedzinie wykorzystać można jedynie w dalszej pracy naukowej albo nie wykorzystywać jej wcale. No i jedyna korzyść, jaką państwo ma z takiej inwestycji w nas, jest zawyżanie statystyki dotyczącej odsetka populacji z doktoratami, na czym chyba faktycznie państwu zależy. :-] Może to też jakaś kwestia prestiżu dla ministerstwa edukacji, by w polskich szkołach uczyli doktorzy. :-] Rzecz tylko w tym, że pracując w szkole - przed czym się nie wzbraniam, bo zawsze chciałem to robić - nie będę miał szansy przezkazać dzieciom choćby ułamka wiedzy z dzidzieny lingwistyki, jaką zdobyłem na li tylko studiach magisterskich, więc doktorat to już zupełnie sobie a muzom. ;-) A co do wyboru, to nie był on aż taki trudny przecież, bo wyglądał następująco. Lubię to, pasjonuje mnie to i mogą albo zaprzestać to robić teraz i już teraz zająć się czymś innym, albo pobawić się tym jeszcze cztery lata i dopiero potem o tym zapomnieć. Poza tym zawsze jakaś cicha nadzieja, o której pisałaś w poprzednim poście, w sercu się tli i myśli człowieczek, że a nuż właśnie na innej uczelni uda się zaczepić. Na pewno będę tam szukał. Pozdrawiam! Odpowiedz Link
vovel123 Re: Takie dzisiejsze standardy 06.12.05, 00:14 klee napisał: W końcu teraz, zgodnie z założeniami ministerstwa, studia > doktoranckie mają być zwyczajnymi studiami, ich trzecim szczeblem, nie zaś > wstępem do otrzymania posady na uczelni, stanowiska adiunkta. Zadowolę się "marną" asystenturą ;-) > Poza tym zawsze jakaś cicha nadzieja, o której pisałaś w > poprzednim poście, w sercu się tli i myśli człowieczek, że a nuż właśnie na > innej uczelni uda się zaczepić. Na pewno będę tam szukał. > > Pozdrawiam! > No właśnie, byleby tylko nie okazało się, że nadzieja matką głupich....ale z drugiej strony - szukajcie a znajdziecie, czego wszystkim tu obecnym należałoby życzyć ;) Pzdr. v. Odpowiedz Link
ifp4 Re: Pozytywne myślenie jest czasem pułapką 05.12.05, 23:14 I skad ja to znam klee? U mnie w Instytucie dokladnie tak samo - masowa produkcja dr, a etatow brak. Masz racje, to zniecheca. Odpowiedz Link
vovel123 trochę nie na temat..... 06.12.05, 19:36 2.23...? sory, że pytam ale czy o tej porze coś sensownego przychodzi Ci jeszcze do głowy...? a może cierpisz na bezsennośc? ;-) Odpowiedz Link
klee A ten post był sensowny? ;-D 06.12.05, 21:13 Jestem zwierzęciem nocnym. W ogóle wiele u mnie na opak. W dzień śpię, a działam w nocy. Mam się za ścisłowca, choć jestem humanistą. Ludzie często zwracają się do mnie: "proszę pani", choć jestem facetem. Kocham panów, choć nie jestem kobietą. Itepe, itede... (więcej szczegółów nie zdradzę ;-)) Ha, ha, ha! :-D No i powiedzcie mi, tak swoją dorgą, jakie inne zajęcie daje równie wiele swobody jak uprawianie nauki? Pracuję, kiedy chcę, jak chcę i (niemal) gdzie chcę. A niesłychanie cenię sobie wolność! Zostały mi jej jeszcze dwa lata... Odpowiedz Link
klee P.S. 06.12.05, 21:14 Oczywiście pytanie w temacie dotyczyło mojego poprzedniego posta. Bynajmniej nie Twojego, wszak pytanie jak najbardziej zasadne. :-) Odpowiedz Link
madaminka Re: Praca dla dr 04.12.05, 15:17 oj to ciekawe..a ja myslalam ze najwiecej doktoratow to wlasnie powstaje z nauk scislych i przyrodniczych i ze to ich wlasciciele maja najwiecej trudnosci ze znelzieniem pracy......moze mi ktos jeszzce potwierdzic ze tak naprawde jest? czy doktorat scisly daje od reki mozliwosc pracy i czy to na nich czekaja niezapelnione miejsca w nauce? i czy bezrobotni doktorzy to ci od humanistyki? Jakie dziedziny w polsce maja niedobor pracownikow naukowych? Odpowiedz Link
flamengista może z przyrodniczych 04.12.05, 17:42 Ale jakoś nie mogę uwierzyć w zbyt wielką ilość doktoratów ze statystyki, matematyki, fizyki, ekonometrii etc. Raczej jest ich za mało. Odpowiedz Link
r.richelieu Re: może z przyrodniczych 04.12.05, 18:10 Jest nas na liście ponad setka i ilu jest z kierunków przyrodniczych? 100 to co prawda nie reprezentatywność, ale jakiś wyznacznik jest. Odpowiedz Link
madaminka Re: Praca dla dr 04.12.05, 15:19 Ifp4 to chyba Ta mowilas kiedys ze od dwoch lat bezskutecznie szukasz pracy po doktoracie......jak to wyglada w tej chwili? poprawilo sie cos w 4 Rzeczpospolitej???:-}masz prace? Odpowiedz Link
ifp4 Do madaminki 04.12.05, 20:22 Uzupelniajac to, co napisalas bezskutecznie szukalam STALEJ pracy w swoim zawodzie. I ostatecznie mam stala w zawodzie tzw, niewyuczonym, praca zupelnie nie zwiazana ze studiami, a w wyuczonym az 2 (?) umowy-zlecenia, w tym zajecia na st. zaocznych. Raczej nie ma zadnych szans na staly etat. Zatem zaciecie naukowe pozostalo jako hobby i okazja na dorabianie, a utrzymuje sie z czego innego. Odpowiedz Link
madaminka Re: Do madaminki 05.12.05, 15:54 no to moje gratulacje, ze sie zalapalas.......powiedz jak mozesz czy jst to praca bardzo oddalona od wyuczonej czy tylko troszke? no bo nie sadze aby to byla w charkterze sprzedawcy.....:-} oczywisce zartuje....ale jaki jest dystans? Odpowiedz Link
ifp4 Re: Do madaminki 05.12.05, 16:11 Tak, raczej oddalona od wyuczonego zawodu, ale w milym towarzystwie i "prestiżowym" miejscu. Brrrrrrr...- na sprzedawce sie nie nadaje, mam klopoty z policzeniem czegokolwiek :) Pozdr. Odpowiedz Link
jonasz14 Re: Praca dla dr 05.12.05, 10:38 Autumna to chpciaz napisz czy do CZEGOKOLWIEK ci sie przydaly te lata pisania doktoratu no i sam papier..... innymi slowy: czy warto bylo czy nie? jak wypada ostateczny blans zyskow i strat? Odpowiedz Link
vovel123 Re: zdecydowanie na plus 05.12.05, 15:43 autumna napisała: > Nauka była autentyczną pasją, ale i jedynym wyjściem. Po mojej technologii chem > icznej jako mgr przez te wszystkie lata w najlepszym przypadku kwitłabym w char > akterze dziuńki biurowej, przewalając jakieś durne papiery. A tak: > - męża złowiłam ;-))))))) > - rozwijałam się umysłowo > - poobracałam się trochę wśród ludzi, nabrałam pewności siebie, poznałam świate > k naukowców "od kuchni" > - nauczyłam się sprawniej przekazywać swoje myśli i pisemnie (publikacje), i w > mowie (referaty) > - miałam czas na znalezienie dla siebie (a raczej wymyślenie) zajęcia, nie ciep > ły etacik, jestem "wolnym strzelcem", nie ma nic wspólnego z zawodem wyuczonym > i może fortuny nie przynosi (taaa... a etat adiunkta by przyniósł?), ale uwiąd > mózgu przynajmniej mi nie grozi > > A straty? Poza stresem, brak. > > Sam papier mi się specjalnie nie przydaje, może poza zaświeceniem w oczy, gdy t > rafię na jakiegoś wyjątkowego buca, podpis "dr inż." jeszcze jako taki respekt > budzi. Na co dzień oczywiście nie wygłupiam się z podawaniem stopnia, bo preten > sjonalne to okrutnie. Niemniej jednak zdecydowanie nie był to czas zmarnowany. > he he..... i zwróćcie uwagę, co na owej liście zysków jest na 1-szym msc.... ;-)) niech żywi nie tracą nadziei...;) Odpowiedz Link
flamengista pięknie napisane 05.12.05, 16:48 i trudno sie nie zgodzić. U mnie też żona, nie nauka jest na pierwszym miejscu. Ja jednak życzę Ci, żebyś była szczęśliwą mężatką z habilitacją. Taka kombinacja jest zdecydowanie najlepsza:) Odpowiedz Link