Dodaj do ulubionych

Doktoratowe absurdy......

01.01.07, 14:46
Byc moze niektorzy z Was (na czele ze mna) maja pewne watpliwosci czy ich
doktorat bedzie wystarczajaco dobry, ciekawy, czy spelni wymogi rozprawy
doktorskiej etc.
Wobec tego , dla pocieszenia, czy wiecie o jakichs absurdalnie smiesznych,
nieciekawych, watpliwych z punktu widzenia naukowego, bezwartwosciowych
doktoratach , ktore jednak przeszly i zostaly obronione?
Jesli tak to podawajcie tytuly i napiszcie co przesadzilo o ich uznaniu? czy
byl to np. mocny promotor? albo znajomosci krolika...:)?
Obserwuj wątek
    • niewyspany77 Re: Doktoratowe absurdy...... 02.01.07, 01:52
      madaminka napisała:

      > Byc moze niektorzy z Was (na czele ze mna) maja pewne watpliwosci czy ich
      > doktorat bedzie wystarczajaco dobry, ciekawy, czy spelni wymogi rozprawy
      > doktorskiej etc.

      Ja mam. Poza tym "wystarczajaco dobry" to dosc szerokie i wzgledne pojecie. Ja
      na przyklad wychodze z zalozenia, ze chce napisac prace "dobra", co dla ludzi
      preferujacych podejscie zakladajace, ze praca powinna byc "perfekcyjna", mogloby
      byc wlasnie ledwo akcpetowalne.

      > Wobec tego , dla pocieszenia, czy wiecie o jakichs absurdalnie smiesznych,
      > nieciekawych, watpliwych z punktu widzenia naukowego, bezwartwosciowych
      > doktoratach , ktore jednak przeszly i zostaly obronione?

      Wiesz jak juz promotor zaczal ciagnac ten interes to raczej nie pozwoli na to
      zeby sie skompromitowac niskim poziomem pracy doktoranta albo tym ze popelni on
      jakies fundamentalne bledy np metodologiczne. U mnie prawie kazdy doktorat
      zawiera tzw "wnioski dla praktyki pedagogicznej", a co tam mozna wyczytac to
      czasem przypomina niezly dowcip. No ale chyba nie mowisz ze masz taka denna
      prace i sie boisz czy przejdzie? ;)



      • madaminka Re: Doktoratowe absurdy...... 02.01.07, 10:50
        No ale chyba nie mowisz ze masz taka denna
        > prace i sie boisz czy przejdzie? ;)

        Dennej pracy paczej nie mam, ale jestem osobas ktorej towarzyszy nieustanny
        niepokoj tworczy, nie weim czy to co robie jest tak jak ma BYC...No ale z
        drugiej strony czy recenzent moze tak na sto procent stweirdzic czy w pracy
        zawarte ejst to co powinno skoro ja spedzilam nad tym 3-4 lata a on tylko to
        przeczytal raz....?

        Czy recenzent a nawet promotor moze "doczepiac " sie do tresci pracy ktorej ww
        glownym ekspertem jestem JA?
        Na CZYM WIEC MOZE MNIE ZAGIAC RECENZENT?
        • niewyspany77 Re: Doktoratowe absurdy...... 02.01.07, 13:22
          > Dennej pracy paczej nie mam, ale jestem osobas ktorej towarzyszy nieustanny
          > niepokoj tworczy, nie weim czy to co robie jest tak jak ma BYC...

          mysle ze to dobry znak, tylko ludzie ktorym nie zalezy nie przejmuja sie tym co
          robia...

          > No ale z
          > drugiej strony czy recenzent moze tak na sto procent stweirdzic czy w pracy
          > zawarte ejst to co powinno skoro ja spedzilam nad tym 3-4 lata a on tylko to
          > przeczytal raz....?

          Bardzo sluszna uwaga. Niestety z przykroscia pozwole sobie zauwazyc, i mysle ze
          sie zgodzisz, ze pewne typy uwazaja sie za alfe i omege a ich slowo to
          wyrocznia. Mam nadzieje ze nie trafisz na takiego. Z drugiej strony uwazam ze
          powinnas liczyc na promotora w takiej sytuacji, w koncu Ty masz bronic swojej
          pracy a nie nie odpowiadac na glupie pytania. Zawsze przeciez masz prawo
          powiedziec ze "przepraszam ale pytanie nie dotyczy zagadnienia omawianego w
          mojej pracy" etc. Nie wiem jakie masz stosunki ze swoim promotorem, ale jak jest
          w porzadku to raczej sie nie przejmuj. A tak wlasciwie to znasz juz nazwiska
          swoich recenzentow?
          • madaminka Re: Doktoratowe absurdy...... 02.01.07, 13:27
            A tak wlasciwie to znasz juz nazwiska
            > swoich recenzentow?

            Tak znam, ale w czym mi to moze pomoc?
            Czy myslisz ze recenznet moze miec uwagi np. co do przegladu literatury, moze
            stwierdzic ze czego nie ma a powinno byc, czy recnezet moze byc na tyle
            kompetentny? czy tez kanwa od a do zet jest to co ja napisalam w pracy i on
            poza to nie wychodzi tylko na tej bazie tworZy recenzje?
            • d.d.r Odpowiem ci jako osoba, która już recenzowała 02.01.07, 13:43
              doktoraty (na razie dwa wprawdzie, ale jednak). Otóż zwykle świeżo upieczonemu
              mało co doktorowi rzeczywiście wydaje się, że jest ekspertem w swojej
              dziedzinie. To są jednak tylko zazwyczaj złudzenia.W obu recenzowanych przeze
              mnie doktoratach kandydaci:
              - nie przytaczali wielu pozycji literaturowych istotnych dla dziedziny, w
              której pisali (a coe jest literaturą istotną w danej dziedzinie łatwo
              sprawdzić, ponieważ w każdej dziedzinie jest góra kilkanaście książek naprawdę
              ważnych),
              - jako odkrywcze rzeczy przedstawiali coś, co jest od dawna wiadome, więc
              zakrawało to na żart,
              - używali nieznośnego autorytatywnego języka świadczącego o całkowitym braku
              skromności i pokory naukowej,
              - ich parace zawierały mnóstwo merytorycznych dziur i nieścisłości, czego sami
              nie widzieli i z czego nie zdawali sobie sprawy, ponieważ byi (po prostu
              zwyczajnie) zbyt mało doświadczonymi naukowcami.
              Żeby nie było wątpliwości: napisane przeze mnie recenzje były pozytywne,
              ponieważ i tak były to relatywnie dobre prace doktorskie. Znam wiele gorszych.
              Marzy mi się normalny system nauki, w którym doktorat pisze się po 8-10 latach
              poważnych wymagających wysiłku studiów, w który przed doktoratem nie trzeba
              mieć dwóch byle jakich zazwyczaj publikacji, ale dajmy na to 10 z listy co
              najmniej B i który jest przepustką do profesury, a nie wstępem do habilitacji.
              Wtedy mielibyśmy normalnych dynamicznych profesorów, którzy po doktoracie są
              już poważnymi liczącymi się naukowcami, a nie traktują doktoratu jako nauki
              pisania i przedbiegu przed naprawdę poważną pracą jaką jest habilitacja.
              Życzę powodzenia i więcej pokory. Podziel na dziesięć swoje mniemanie o sobie i
              te 10% to twoja obecna fachowość w Twojej dziedzinie. Zdziwił(a)byś się, jak
              wiele błędów jest w Twojej pracy. A za 10 lat będziesz się czerwienić, gdy
              poczytasz niektóre fragmenty swojej pracy. Pozdrawiam serdecznie
              • niewyspany77 Re: Odpowiem ci jako osoba, która już recenzowała 02.01.07, 13:57
                d.d.r napisał:

                > - używali nieznośnego autorytatywnego języka świadczącego o całkowitym braku
                > skromności i pokory naukowej,

                Czy mam przez to rozumiec, ze poprawnym jest pisanie jezykiem normalnym,
                zrozumialym i pozbawionym zbednego grafomanstwa tudziez silenia sie na "jezyk
                naukowy"? Jesli odpowiedz brzmi tak to z nieba mi spadasz!! ;)
                  • niewyspany77 Re: Odpowiem ci jako osoba, która już recenzowała 02.01.07, 14:12
                    DZiekuje za odpowiedz :D:D:D

                    Ale jest jeszcze cos co mi sie rzucilo w oczy. Zeby byc pewnym, przeczytalem
                    Twojego posta jeszcze raz. Otoz wyrazasz (jako recenzent) sceptyzm w stosunku do
                    doktorantow (i doktoratow). Niestety ani razu nie wspominasz o promotorze.
                    Pojawia sie tu pytanie, na ile tu winien doktorant a na ile promotor. Jeszcze z
                    innej strony - wszak na otwarciu przewodu potrzebny jest jakis konspekt z
                    wyraznie nakreslonym celem badan (przynajmniej u mnie) a czasem nawet takiego
                    delikwenta zaprasza sie na rade wydzialu celem odpowiedzi na rozne dziwne
                    pytania, w tym i o cel badan. Czy naprawde nikt nie wylapuje owej "wtornosci"
                    czy metodologicznych luk?
                    • d.d.r Promotor: 02.01.07, 14:26
                      powiem tak, promotor jest współodpowiedzialny za pracę i w przypadku słabej
                      pracy część odium spada na niego (a gdy pracy się nie obroni, to w mojej branży
                      ma się "wilczy bilet" na jakieś 4-5 lat). Mój sceptycyzm (choć uważam, że to
                      realizm) wynika z doświadczenia :) System u nas jest taki, że doktorat jest
                      pierwszą poważną pracą naukową i doktorant właściwie dopiero uczy się pisać.
                      Znam doktoraty po kilkunastu nawet publikacjach danego doktora i te były
                      nieporównanie lepsze. Generalnie poprzeczka się ostatnio wyraźnie obniżyła,
                      ponieważ doktoraty przestały być weryfikowane przez CK (ja musiałem czekać 3
                      miesiące na zatwierdzenie). Konspekt, cel, tezy itp. to wszystko się przedstawa
                      od razu, ale przecież czym innym jest konspekt, a czym inym sama praca.
                      Bardziej mi chodziło o to, żebyście byli raczej przygotowani na uwagi, a czasem
                      na zarzuty recenzentów, niż uważali swoje prace za ósmy cud świata. No chyba że
                      recenzent to napisze w recenzji :) ale gdy recenzent tylko chwali, to sygnał,
                      że nieuważnie czytał
                      • niewyspany77 Re: Promotor: 02.01.07, 14:33
                        d.d.r napisał:

                        > Bardziej mi chodziło o to, żebyście byli raczej przygotowani na uwagi, a czasem
                        > na zarzuty recenzentów, niż uważali swoje prace za ósmy cud świata.

                        No, my tu z Madaminka raczej ostroznie sie wypowiadamy w zakresie naszych
                        megamaxisuperwypasnych prac i jednak troche tej pokory mamy ;)

                        Dzieki za odpowiedzi!
              • madaminka Re: Odpowiem ci jako osoba, która już recenzowała 02.01.07, 13:57
                Dzieki za wyczerpujaca odpowiedz. POzwol ze odniose sie do niektorych
                fragmentow:

                > - nie przytaczali wielu pozycji literaturowych istotnych dla dziedziny, w
                > której pisali (a coe jest literaturą istotną w danej dziedzinie łatwo
                > sprawdzić, ponieważ w każdej dziedzinie jest góra kilkanaście książek
                naprawdę
                > ważnych),
                > - jako odkrywcze rzeczy przedstawiali coś, co jest od dawna wiadome, więc
                > zakrawało to na żart,

                Co w takiej sytuacji zrobil recenzent gdy zarty przedstawioano jako rozprawe
                doktorska:)? Czy mimo to dawano pozytywne recenzje? A jesli tak to czy to jest
                fair?I jak uzasadnioano ewentualne uznanie "dawno wiadomych faktow" za
                doktorat, bez jego odrzucenia?Czy sprawa konczyla sei tylko na wytknieciu tego
                na obronie doktoratu przy odczytywaniu recenzji?

                ich parace zawierały mnóstwo merytorycznych dziur i nieścisłości, czego sami
                > nie widzieli i z czego nie zdawali sobie sprawy, ponieważ byi (po prostu
                > zwyczajnie) zbyt mało doświadczonymi naukowcami.

                Jesli tak to znaczy ze kazdy, najbardziej niscisly doktorat przechodzi?
                Wobec tego kiedy daje sie negatywna recenzje doktoratu? w jakich przypadkach?
                Co musi sie zdarzyc aby odrzucic prace?

                dzieki

                • d.d.r Co do usterek i nieścisłości 02.01.07, 14:14
                  Recenzent w recenzji ma obowiązek wytknąć wszelkie nieścisłości,
                  niedociągnięcia itp. itd., a także jeśli polemizuje z autorem, to również
                  treści polemiczne. Z tym żartem to jest tak, że chodziło mi o pewien rodzaj
                  egzaltacji, gdy ktoś pisał tak jakby "odkrył Amerykę", a tymczasem było to coś,
                  co wcześniej było już wiele razy przemielone, że powiem brutalnie.
                  Nie wiem, jaką dziedzinę reprezentujesz. W mojej jest tak, że dobry doktorat to
                  taki, w którym jasno, precyzyjnie i klarownie określono cel i tezę pracy i w
                  miarę poprawnie cel zrealizowano a tezę zweryfikowano (pozytywnie albo też
                  negatywnie) na podstawie badań (własnych lub danych, które już istnieją).
                  Każdydoktorat ma niedociągnięcia i nieścisłości oraz luki w rozumowaniu (Twój
                  też, mój też miał, niektóre dopiero niedawno podkrywałem). Ale recenzent nie
                  jest harpią, która czyha na ciebie, by cię rozszarpać, tylko ma ocenić czy
                  jesteś już gotowa do w miarę samodzielnej pracy badawczej. Poza tym jest jeszce
                  obrona pracy doktorskiej, w której jak wiesz, między innymi bronisz stawianych
                  przez Ciebie twierdzeń (także tłumaczysz dlaczego nie uznałaś za stosowne
                  czegoś tam uwzględnić). Jeśli recenzent widzi,że wiesz co piszesz, że panujesz
                  nad tematem, że wreszcie piszesz coś po swojemu rzetelnie to dokumentując, to
                  nie ma obaw.
                  Znam trzy sytuacje,w których doktoratu nie obroniono: w jednej tytuł był
                  niezgodny z treścią,w drugiej była tragiczna obrona, a w trzeciej istniało
                  uzasadnione podejrzenie, że nazwijmy to "praca była na hormonach". Aha, jeszcze
                  w jednym przypadu doktorant zabrał się za metodę, której nie umiał zastosować.
                  Będzie dobrze. Pozdrawiam jeszce raz
              • pandunia Re: Odpowiem ci jako osoba, która już recenzowała 02.01.07, 16:36
                Witam
                Z własnego doświadczenia (jako osoby piszącej, a nie recenzującej doktorat)
                mogę potwierdzić te mądre słowa.
                Wystarczyła mi perspektywa roku od obrony, by nabrać dystansu do domniemanej
                onegdaj genialności mojej pracy i jej absolutnego nowatorstwa. Moja rozprawa,
                mimo że - wg. ocen nieznanych mi bliżej ludzi - znakomicie obroniona i nawet
                później nagrodzona, zawiera w sumie (dziś to widzę) większość przedstawionych
                przewinień: autorytatywny język (tam, gdzie zdawało mi się słusznie czy nie, że
                wiem dokładnie o czym piszę), kilka dziur merytorycznych i parę poważnych
                braków literaturowych (choć bibliografia liczyła ponad 400 pozycji, w tym
                artykuły). No i największa wada - brak jakiejś naprawdę spójnej i konsekwentnie
                realizowanej koncepcji pracy (bo też była pisana przez ponad 5 lat i z
                przerwami). W rezultacie, gdyby ją napisać na nowo, byłaby o 100 stron krótsza,
                bardziej zwarta i bardziej logiczna.
                Jeden z recenzentów był dość entuzjastyczny, drugi zwrócił uwagę na te
                niedociągnięcia. Wytknął mi też brak odniesienia do dość znanej (bo i już
                przełożonej na polski) książki całkiem w temacie. Ale że recenzja przychodzi
                jakiś czas przed obroną, udało mi się tę książkę kupić, przeczytać i... obalić
                zarzut zawarty w recenzji, jako że moja historia zaczynała się tam, gdzie
                kończyła się ta książka.
                Ogólnie więc podpisuję się pod wszystkimi uwagami co do wad doktoratów - i
                także uważam, że nie odbiera im to całej wartości. Natomiast dobra (czyt.
                sumienna), nawet krytyczna, choć z pozytywną konkluzją recenzja może - moim
                zdaniem - tylko pomóc doktorantowi.
                Pozdrawiam,
                dr Pandunia
            • niewyspany77 Re: Doktoratowe absurdy...... 02.01.07, 13:53
              madaminka napisała:

              > A tak wlasciwie to znasz juz nazwiska
              > > swoich recenzentow?
              >
              > Tak znam, ale w czym mi to moze pomoc?

              Wiesz ja znam nazwiska, jednego znam nawet osobiscie. Wiedza ta daje mi ten
              psychiczny komfort, ze nie sa to ludzie zlosliwi ani upierdliwi etc, po prostu
              bezkonfliktowi, ale nie znaczy to ze beda poblazliwi.

              > Czy myslisz ze recenznet moze miec uwagi np. co do przegladu literatury, moze
              > stwierdzic ze czego nie ma a powinno byc, czy recnezet moze byc na tyle
              > kompetentny?

              Wg mojej promotorki mam w pracy zmiescic nie literature cytowana lecz literature
              przedmiotu (tzn, konkretniej: literature omawianych zagadnien). Bedzie duzo,
              sam jeszcze nie wiem ile. Z drugiej strony przeciez nie ubije Ci doktoratu
              dlatego, ze nie masz w bibliografii jakiejs tam pozycji. Kompetencje recenzenta
              to osobna bajka.

              > czy tez kanwa od a do zet jest to co ja napisalam w pracy i on
              > poza to nie wychodzi tylko na tej bazie tworZy recenzje?

              Od tego jest recenzent zeby jakies zarzuty napisac ;) No bo to nie tak, ze w
              recenzji same ochy i achy ;) Na czyms ta obrona polega, a recenzent musi cos tam
              wymyslec. Nie mam zielonego pojecia z czego piszesz, ale przeciez masz w pracy
              opisany precyzyjnie cel badan? Od tego sporo zalezy, np. gdy badasz wplyw
              czynnika A na material B, to nie obchodza CIe czynniki C, D itd. Natomiast gdy
              badasz JAKIE czynniki maja wplyw na material B to komplikuje sprawe, bo moze
              pojawic sie zarzut ze oprocz czynika A, C, D i E zapomnialas o F. Tyle ze toto
              powinien wylapac promotor.
    • topograficzna Re: Doktoratowe absurdy...... 02.01.07, 13:15
      Ech, jak ja Cie rozumiem - ja codzienni mam watpliwości czy to wszystko ma sens, ze moze nie tak powinnam, ze moze inne metody.. A promotor mój niestety nic mi tu nie pomoze bo on z zupełnie innej dyscypliny i pojecie o tym co robię ma raczej mgliste.
      I jeszcze dla pocieszenia - raz na tydz. stwierdzam, ze to bez sensu, ze ja juz nie bede "i tak będe tu leżeć". I ten stan mi sie chyba nasila wraz z upływem czasu do oddania pracy (maj 2007)..

      Pozdrowienia serdeczne,
      T.
      • profes0r Re: Doktoratowe absurdy...... 02.01.07, 14:33
        Odnośnie recenzji jeszcze.

        Dwa wyżej podane przykłady to klasyczne przypadki negatywnej recenzji z
        pozytywną konkluzją. Recenzenci rzadko kiedy decydują się na negatywną ocenę -
        bo znają promotora i go lubią, bo boją się "rewanżu", bo żal im doktoranta,
        który "i tak nic więcej nie osiągnie", bo więcej go o recenzowanie nie poproszą,
        a jakieś pieniądze z tego są.

        Tymczasem to ilość negatywnych recenzji świadczy o recenzencie, który ma zresztą
        całą gamę narzędzi poza czystym negatem - jeśli praca nie jest totalnie
        beznadziejna, istnieje możliwość odesłania negatywnej recenzji do RW z sugestią
        wprowadzenia poprawek (delikwent ma na to 3 miesiące), a nawet, jeśli recenzent
        nie czekał do ostatniej chwili, zwrotu pracy do doktoranta z sugestią
        wprowadzenia poprawek i ponownego jej przysłania do recenzentów, o ile promotor
        ma dobre układy z oboma recenzentami. Tak zaś, negatywne recenzje stanowią
        rzadkość, przynajmniej na moim poletku z kartoflami.

        Teraz promotor - to on właśnie odpowiada za pracę, firmuje ją swoim nazwiskiem,
        składa przed RW oświadczenie na piśmie, że pracę przyjmuje. Błędy doktoranta
        obciążają więc konto promotora i jeśli praca jest słaba, wina rozkłada się po
        połowie, bo przecież pewnych rzeczy doktorant powinien się był nauczyć od
        promotora właśnie. Przyznam się ze skruchą, że mi jeden słabszy doktorat się
        trafił, na szczęście tylko formalnie, a nie merytorycznie, bo ze względów
        zdrowotnych doktoranta trzeba było obronę przeprowadzić w ściśle określonym
        terminie. Recenzenci to wychwycili i przyjemne to nie było.

        Co do pierwotnego pytania, czego czepiają się recenzenci, odpowiem z własnego
        doświadczenia:

        1. Doktorat powinien być pierwszą samodzielną dużą pracą naukową doktoranta.
        Absolutnie podstawową kwestią jest więc samodzielność przeprowadzonych badań i
        taka tematyka pracy, która stanowi novum w reprezentowanej przez doktoranta
        dziedzinie. Niby oczywiste, ale zdarzają się kompilacyjne śmiecie, które nie
        powinny przejść przez recenzje, a jednak przechodzą.

        2. Co do zawartości - układ pracy, logiczność wywodu i jego argumentacja,
        celowość poszczególnych rozdziałów, wykorzystanie przedstawionej w rozprawie
        teorii w badaniach, poprawność wyciąganych wniosków, poprawność konstrukcji
        eksperymentu, zastosowanie narzędzi adekwatnych do badanych zjawisk - czyli cały
        aparat badawczy, krótko mówiąc.

        3. Doktoranci często wpadają w pułapkę "wszystkoizmu", umieszczając w tekście
        wszystko, co przeczytali podczas pracy nad rozprawą. A więc umiejętność doboru
        informacji zawartych w pracy stosownie do profilu odbiorcy - braciom i siostrom
        naukowcom podstawowych terminów definiować nie trzeba.

        4. Znajomość literatury przedmiotu - żadne przedruki, tłumaczenia, opracowania -
        wszystko z oryginału (z wyjątkiem publikacji japońskich :)) i najnowsze, czyli
        do chwili złożenia rozprawy do recenzji. Zdarzało mi się czytać doktoraty, gdzie
        publikacja późniejsza niż 1990 była wyjątkiem, a z drugiej strony znam i
        doktor(ant)ów, którzy jeszcze ostatniego dnia rozpruwali prace, by dodać coś, co
        właśnie się ukazało.

        5. Styl - jak wspomniał przedmówca, doktoranci _czasami_ wpadają w pułapkę
        zachwytu nad swoimi badaniami, co przejawia się w prezentowaniu swoich badań
        jako przełomowych i nowatorskich. W takich rozprawach pełno "mocnych"
        przymiotników - "kluczowe", "rozstrzygające", "przełomowe" - w odniesieniu do
        uzyskanych wyników, co świadczy albo o braku znajomości tematu, albo o braku
        dystansu do własnej pracy. Doktoraty prawdziwie przełomowe się zdarzają,
        oczywiście, ale znacznie rzadziej, niż wskazywałaby na to lektura prac doktorskich.

        6. Forma - niechlujstwo formalne, literówki, łamane tabele, pseudointelektualny
        bełkot, niegramatyczne zdania - za to wszystko też można oberwać w recenzji.

        A tak poza tym to nie ma się czym stresować :*.
      • madaminka Re: Doktoratowe absurdy...... 08.03.07, 13:50
        > I jeszcze dla pocieszenia - raz na tydz. stwierdzam, ze to bez sensu, ze ja
        juz
        > nie bede "i tak będe tu leżeć". I ten stan mi sie chyba nasila wraz z upływem
        > czasu do oddania pracy (maj 2007)..


        no skoro oddajesz prace na maj 07 to musi ona byc dosyc zaawansowana wiec chyba
        nie pora ogladac sie wstecz i myslec o metodach, tylko razcej jak to sklecic do
        kupy aby sie trzymalo :)
    • brtlmj Re: Doktoratowe absurdy...... 04.01.07, 01:52
      > Byc moze niektorzy z Was (na czele ze mna) maja pewne watpliwosci czy ich
      > doktorat bedzie wystarczajaco dobry, ciekawy, czy spelni wymogi rozprawy
      > doktorskiej etc.

      Jezeli radzisz sobie z angielskim to polecam:
      www.phdcomics.com/proceedings/viewtopic.php?t=507
      Bartek
      • luisapaserinni Impostor Syndrome 04.01.07, 12:43
        ciekawe czy w Polsce w psychologii/psychoterapii (ale w praktyce - czyli czy
        jest rozpoznawane i 'terapeutyzowane' czy leczone) też funkcjonuje coś takiego?
        Słyszałam tylko o (często genderowo przypisanym kobietom) 'lęku przed
        sukcesem' oraz 'autodeprecjacji' czy 'deprecjacji', ale chyba nie jest to do
        końca ów "Impostor Syndrome", chociaż (za wiki) 'This syndrome is thought to be
        particularly common among women, particularly women who are successful in
        careers typically associated with men, and among academics'...

        Jak są jacyś znawcy tematu na forum, to z chęcia poznam ich zdanie,
        póki co, idę już, do p.r.a.c.y
        • luisapaserinni Re: Impostor Syndrome 04.01.07, 18:42
          i mam - syndrom oszusta:)
          cyt z www.swps.edu.pl/new_www/uploads/zapisy.bryko.doc

          "SYNDROM OSZUSTA
          (CLANCE, THOMPSON)

          Charakterystyka zjawiska
          Dotyczy osób, które mają wysokie osiągnięcia zawodowe, a mimo to przeżywają
          chroniczne wątpliwości odnośnie swego intelektu; uważają, że otoczenie
          przecenia ich możliwości, boją się więc publicznej kompromitacji (czują się jak
          oszust i boją, że to oszustwo zostanie zdemaskowane).
          Styl funkcjonowania osób z syndromem oszusta
          1. Wkładają nadmierny wysiłek w przygotowanie się do zadań.
          2. Odwlekają rozpoczęcie pracy.
          3. Nadmiernie koncentrują się na błędach, wyolbrzymiają ich znaczenie.

          Konsekwencje:
          W efekcie takiego stylu działania nie dokonują internalizacji sukcesu:
          przypisują go albo własnemu wysiłkowi (sytuacja I) albo szczęściu (sytuacja
          II). Nie doceniają zatem własnych sukcesów.
          Powodzenie na zasadzie prawa efektu wzmacnia stosowany styl działania (wierzą,
          że takie wyczerpujące, często chaotyczne działanie jest niezbędne do
          osiągnięcia sukcesu).
          W przypadku niepowodzenia - internalizują jego efekty, przenoszą na koncepcję
          własnej osoby.
          Przeżywają lęk społeczny, wykazują tendencje perfekcjonistyczne."
    • nurczynka a mi sie marzy 07.03.07, 20:35
      zeby u nas dktorat do czegos byl potzrebny i sluzyl celowi inenmu niz otzymanie
      stopnia dr. u nas skrobiemy te prace i skrobiemy,ilosc slow olbzymi a czesto nic
      sie z nimi potem eni da zrobic. a w takiej Fuinlandii koleznak robiac doktorat
      pisze haslo do encyklopedii,zeby sluzylo ludziom, analize organizacji - zeby
      sprawdzic, czy nie ma naduzyc... itd. ... podonie robia kioledzy w Beelgii,
      Holandii i Niemczech.
      a ja chyba jednak do tego mam syndromoszusta, ale ja jestem usprawiedliwiona, bo
      ejstem naturalna blondynka...
      • madaminka Re: a mi sie marzy 08.03.07, 07:32
        Niech sie kolezance nie marzy, tylko szybki prosze zrobic badania apotem je
        opublikowac w dobrym czasopismie. Napewno nie zostaniesz z poczuciem niedostytu
        ze Twoje badania sa po nic i nieprzydatne nikomu. Dobre publikacje, czasopisma
        z danej dziedziny czyta kazdy kto coc w nauce osiadnac wiec i Twoja opraca
        bedzie dostrzezona a bc moze stanie sie punktem wyjscia dla dalszych badan i
        tak nitka sie pociagnie......
        A pisanie dokorat udla samego dr przed nazwiskiem to rzeczywiscie strata czasu
        bo nigdzie cie to nie doprowadzi. Stopien dr powinen byc pewnym punktem na
        kontinuum zwanym praca naukowa.
        • nurczynka Re: a mi sie marzy 08.03.07, 12:23
          no i ja wcale nie chce miesc dr zeby go sobei powiesic na scianie, chociaz
          ladnie by wygladal obok certyfikatow instruktoa nurkowania, ale dlatego ze ejst
          mi po prostu potrzebny.ale chodzi mi o sam fakt, o samproces pisanai pracy
          doktorskiej, u nas czesto nic z ta praca si enei dzieje dalej,chociaz moze ja
          panikuej bez potrzeby, dopiero jestm an II roku, to moze i nie ma co sie
          wychylac...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka