Dodaj do ulubionych

Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są?

28.01.05, 22:15
Czy oprócz rozlicznych obowiązków, sterty papierków i oczekiwań ze strony
uczniów, rodziców, dyrektorów, władz oświatowych i organów prowadzących nasze
szkoły, mamy jeszcze jakieś prawa? Czy zostaliśmy sami po tej stronie
barykady? Szukam doświadczeń mądrych nauczycieli. Opini, komentarzy, racji
udanych i trudnych sytuacji walki z prawem lub bezprawiem w szkole.
Obserwuj wątek
      • anuska25 Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 29.01.05, 13:01
        Wiesz, nie pociesze cię, bo każda moja walka kończy się fiaskiem.Okazuje się,
        że nauczyciel to zwykle "podła, bezduszna, lubiąca mścić się za swoje
        niepowodzenia życiowe na uczniach osoba, która tak naprawdę guzik wie"-to
        opinia, którą ostatnio przekazała mi uczennica...Ręce opadają!


        • kayenne5 Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 29.01.05, 15:40
          Rozumiem, że jesteś rozgoryczony i smutny... Do czego Ty chcesz mieć te prawa,
          cóż takiego marzy ci się, biedny nauczycielu? Może chcesz mieć prawo do
          godziwej zapłaty, do szacunku dyrekcji i uczniów? Nie łudź sie, tak bedzie
          rozsadneij, wiem coś o tym. A tak, nawiasem mówiąc, daleko ci jeszcze do
          emerytury...?
      • roman.gawron Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 30.01.05, 15:04
        myslak napisał:

        > Mamy prawa takie, jak każdy pracownik w tym kraju.

        Nie sądzę. Każdy pracownik w tym kraju ma prawa do rzetelnego wykonywania
        obowiązków służbowych. Nauczycielom natomiast coraz częściej praktycznie prawa
        te się odbiera. Oni mają niby dobrze nauczać, mądrze wychowywać i skutecznie
        sprawować opiekę. Lecz poprzez kuriozalne intepretacje obowiązujących przepisów
        te ich uprawnienia względem ucznia, mające służyć dobru dziecku, są fikcją.

        Nauczyciele to chyba jedyna dzisiaj grupa zawodowa, na którą prawo nakłada tak
        wiele tak odpowiedzialnych zadań, o tak nikłych praktycznych uprawnieniach do
        wykonywania tych obowiązków.

        --
        Prawa i obowiązki ucznia
        • myslak Czy jeszcze jakieś są? 03.02.05, 22:28
          A pracownik banku czy sklepu? Jakie ma wyjątkowe prawa wobec niesympatycznego,
          czasem ordynarnego klienta? Może mu zatrzasnąć okienko?
          Lekarz ma prawo powiedzieć- pan jest źle ubrany, niedomyty, nie będę pana badał?
          Fryzjer odmówi strzyżenia brudnej głowy? Stomatolog leczenia brudnych zębów?
          Mają tylko prawa pracownicze.

          A my ciągle chcemy miec lepiej....
          • roman.gawron Re: Czy jeszcze jakieś są? 04.02.05, 05:43
            myslak napisała:

            > A pracownik banku czy sklepu? Jakie ma wyjątkowe prawa wobec niesympatycznego,
            > czasem ordynarnego klienta? Może mu zatrzasnąć okienko?

            Może odmówić obsłużenia wyjątkowo ordynarnego klienta.

            > Lekarz ma prawo powiedzieć- pan jest źle ubrany, niedomyty, nie będę pana
            > badał?

            Obowiązkiem lekarza jest zbadać pacjenta. Obowiązkiem nauczyciela jest
            _wychować_ dziecko_.

            > Fryzjer odmówi strzyżenia brudnej głowy?

            Owszem, może odmówić.

            > Stomatolog leczenia brudnych zębów?

            Obowiązkiem lekarza jest leczyć pacjenta. Obowiązkiem nauczyciela jest
            _wychować_ dziecko_.

            --
            Prawa i obowiązki ucznia
      • kdur Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 30.01.05, 20:36
        Jasne! Są KP i KN. Masz racje. Tylko mnie nie chodzi o prawa pracownicze.Choc
        nawiasem mówiąc i te nie są OK. Mnie interesuje opinia na temat praw
        nauczyciela w stosunku do innych osób, z którymi współpracuje. Szczególnie w
        stosunku do ucznia. A te prawa w znaczący sposób się ogranicza. Czesto mówi sie
        analizując wyniki róznych egzaminów, że uczniowie nie myślą w kategoriach
        przyczyna-skutek. A jak się maja tego nauczyć, skoro my jesteśmy zaprzeczeniem
        tak pojetej logiki. Cos się dzieje w naszych szkołach, są przyczyny, powody,
        ale nie ma skutków. Nie ma ciągu dalszego. Wszysko umiera w ciszy gabinetów i
        pokojów nauczycielskich, tylko frustracje wynosimy do domów. Chodzi mi o takie
        prawa, które pomogą nauczycielowi wychowywać, które bedą wspierac jego
        autorytet. Nie zastraszać, nie gnębić, nie umniejszać - WYCHOWYWAĆ. Tak, aby
        uczeń, rodzice wiezieli, że normalną jest rzeczą, że pewne postępowanie rodzi
        określone skutki.
    • bugia Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 30.01.05, 15:31
      To jest mój pierwszy rok pracy w szkole. To co widzę napawa mnie przerażeniem.
      Oberwało mi się straszliwie za liczbę ocen niedostatecznych, którą postawiłam
      na semestr. Odebrano mi prawo do wystawienia obiektywnej oceny. Uczę w Zespole
      Szkół- gimnazjum, LO i LP.

      Szkoła profilowana ma mało atrakcyjny, męski profil czego skutkiem jest to, że
      trafiają do nas "ostatni z ostatnich". Są klasy gdzie 70% uczniów została
      przyjęta z wynikiem 10 punktów z egzaminu gimnazjalnego. Nikt nie wie, oprócz
      nas nauczycieli uczących, jak sie pracuje w tych klasach. Bynajmniej nie są to
      potulne, grzeczne, bardzo słabe dzieci- to rozwrzeszczana, roszczeniowa,
      nastawiona do wszystkiego na "nie" banda młodych ludzi. Wiedzą o tym wszyscy-
      nauczyciele i dyrekcja. Mimo to mamy obowiązek "pchać" ich do przodu mimo, że
      nic nie robią, bo uczeń daje nam pracę. Nikogo nie obchodzi fikcja, która
      tworzymy- że taki uczeń ma szansę zdać maturę, która jest egzaminem o tyle
      obiektywnym, że jest jednakowa dla wszystkich. Nikt nie będzie pytał ich czy
      chodzili do liceum profilowanego. Nie sądziłam, że tak się pracuje w szkole...
      • polanka55 Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 01.02.05, 17:38
        Bugia, musisz być dzielna! Trzymaj się! Wielu młodych nauczycieli przeżywa taki
        koszmar na początku pracy. Ja każdego tygodnia przynajmniej dwa razy chciałam
        ze szkoły odejść, rzucić ją i uciec... Ale zostałam. Przyzwyczaiłam się,
        polubiłam. Potem przyszły miłe chwile, kiedy uczeń powiedział cos dobrego na
        temat mojej pracy... Dla tych chwil można spróbować przecierpieć ten pierwszy
        szok młodego nauczyciela. Ale zaczęłaś w czasach trudnych, to fakt. Nowa matura
        stawia poprzeczkę bardzo wysoko... Jakoś będzie, zobaczysz :)

        A co do praw nauczyciela: często się nad tym zastanawiam, zwłaszcza, kiedy
        zbliża się koniec semestru i ja, jako wychowawca, muszę stawać na głowie, aby
        spełnić wszystkie swoje obowiązki, np. poinformować rodzica o zagrożeniu
        pociechy oceną niedostateczną. Stresuje mnie, że coś pominę, że list z
        informacją ze szkoły nie dojdzie do rodzica, że jako wychowawca mogę zostać
        postawiona pod ścianą: a co pani zrobiła, aby moje dziecko nie dostało tylu
        jedynek na semestr? No właśnie... co zrobiłam... Wydzwaniałam do rodziców,
        wzywałam do szkoły - ale to tylko ja podejmowałam inicjatywę, nie rodzic. Bo on
        uważa, że to mój obowiązek. Owszem, ma zupełną rację. Tylko że czasami tak
        bardzo bym chciała, aby to ten właśnie rodzic zechciał mnie odciążyć i sam
        zadzwonił do szkoły: Jak zachowuje się moje dziecko? Jakie ma oceny? Czy mogę
        się z panią spotkać?
        Tak... w tym wszystkim przeraża mnie wielka odpowiedzialność, która spada na
        nauczyciela i jednocześnie - a przynajmniej w znanych mi osobiście przypadkach -
        niefrasobliwość i "wielkopańskość" rodziców... Może gdzie indziej jest lepiej.
        Ja jednak już miałam kłopoty: matka, której dziecko sprawiało kłopoty i była o
        tym wielokrotnie przeze mnie informowana (na bieżąco), wykrzyczała, że zakłada
        mi sprawę w sądzie o zniesławienie, bo jej dziecko jest baaardzo grzeczne, a
        tylko ja się czepiam... A ja tylko informowałam, na bieżąco... Bo taki był mój
        nauczycielski (jako wychowawcy) obowiązek. I jak tu znaleźć granicę...
        • roman.gawron Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 01.02.05, 19:38
          polanka55 napisała:

          > A co do praw nauczyciela: często się nad tym zastanawiam, zwłaszcza, kiedy
          > zbliża się koniec semestru i ja, jako wychowawca, muszę stawać na głowie, aby
          > spełnić wszystkie swoje obowiązki, np. poinformować rodzica o zagrożeniu
          > pociechy oceną niedostateczną.

          Po pierwsze nie musicie w statucie waszej szkoły nakładać na siebie takiego
          obowiązku w odniesieniu do klasyfikacji śródrocznej. W ciągu roku szkolnego
          rodzice sami mają interesować się postępami własnego dziecka w nauce - taki
          obowiązek wynika dla nich co najmniej z trzech przepisów rangi ustawowej, można
          to dodatkowo wyraźnie zapisać w statucie.

          > Stresuje mnie, że coś pominę, że list z informacją ze szkoły nie dojdzie do
          > rodzica

          Ty, reprezentując szkołę, masz obowiązek tylko poinformować, prawo nie nakłada
          tu jakiejś szczególnej formy (można nawet widokówkę wysłać), nie wymaga też
          doręczeń do rąk własnych, potwierdzeń odbioru informacji i tym podobnych rzeczy.

          > jako wychowawca mogę zostać postawiona pod ścianą: a co pani zrobiła, aby
          > moje dziecko nie dostało tylu jedynek na semestr?

          Nauczyłam się za niego, niestety nie mogłam się sama odpytać.

          > No właśnie... co zrobiłam... Wydzwaniałam do rodziców, wzywałam do szkoły -
          > ale to tylko ja podejmowałam inicjatywę, nie rodzic.

          Więc tak zeznasz w razie potrzeby. Prowadziłam przemyślane lekcje, motywowałam,
          moblizowałam uczniów, ostrzegałam, przypominałam o konsekwencjach, o
          odpowiedzialności za własne życie i własną przyszłość, wyciągałam konsekwencje
          za niewypełnianie szkolnych obowiązków, na co ten uczeń pozostał totalnie
          obojętny, nie przejawił żadnej inicjatywy, chęci poprawy, jego rodzice również
          nie wykazywali zainteresowania, a więc jedynka jest niejako na własne zyczenie.

          > Tak... w tym wszystkim przeraża mnie wielka odpowiedzialność, która spada na
          > nauczyciela i jednocześnie - a przynajmniej w znanych mi osobiście
          > przypadkach niefrasobliwość i "wielkopańskość" rodziców...

          To trzeba egzekwować od rodziców ich zapisane w prawie obowiązki względem
          dziecka, trzeba im stanowczym tonem o nich przypominać. Jeżeli się mimo
          wszystko nie interesują, nie mogą mieć pretensji, że szkoła robi, jak sama
          uważa, że podejmuje decyzje w swoim mniemaniu najlepsze.
          Czasem ndst. jest potrzebny - na otrzeźwienie.

          > Ja jednak już miałam kłopoty: matka, której dziecko sprawiało kłopoty i była
          > o tym wielokrotnie przeze mnie informowana (na bieżąco), wykrzyczała

          Wykrzyczała? Zakłócenie porządku w miejscu publicznym, obraza osoby pełniącej
          funkcję publiczną, której przysługuje ochrona prawna jak dla funkcjonariuszy
          państwowych (art. 63 kn).

          > że zakłada mi sprawę w sądzie o zniesławienie, bo jej dziecko jest baaardzo
          > grzeczne, a tylko ja się czepiam...

          Spytałbym uprzejmie, czy mam jej podać adres sądu właściwego do złożenia pozwu.

          > A ja tylko informowałam, na bieżąco... Bo taki był mój
          > nauczycielski (jako wychowawcy) obowiązek.

          I wszystko na ten temat. Działanie w ramach uprawnień i obowiązków
          służbowych, "rzetelna realizacja zadań związanych z powierzonym stanowiskiem"
          (art. 6 kn).

          > I jak tu znaleźć granicę...

          Robić swoje i nie pozwalać sobie wmówić, że czarne jest białe.
          • cytryna76 Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 01.02.05, 22:09
            Z całym szacunkiem Roman, ale kiedy czytam Twoje posty, nie tylko zresztą na
            tym forum,zastanawiam się, czy Ty aby na pewno pracujesz w dzisiejszej,
            polskiej szkole. Twoje rady i wskazówki sa oczywiscie ze wszech miar słuszne i
            racjonalne z logicznego punktu wiedzenia i przyznałabym Ci rację, gdyby nie
            fakt,że juz 3 rok ja pracuję tam na co dzien i wiem, jak to wygląda w praktyce.

            Moze jesli jest sie nauczycielem mianowanym lub dyplomowanym z ustabilizowaną
            pozycją w szkole i umową na czas nieokreslony można próbować stawiać zacięty
            opór wobec realiów. Bo jeśli iść za Twymi radami, oznacza to prawie zawsze na
            przykład otwary konflikt z dyrekcją. Uwierz mi, że jesli jest się nauczycielem
            młodym, w trakcie stażu, na łasce i niełasce dyrektora (opinia do awansu,
            przedłużenie rocznej umowy w dobie bezrobocia i braku etatów w szkołach) rzadko
            kto o zdrowych zmysłach bedzie się stawiał "dla idei", bo do tego to się
            sprowadza. Nie masz też pojecia, jak dyrektorzy traktują młodych nauczycieli.
            Powiem Ci tyle, ze rzadko po partnersku, a dużo częściej jako wdzięczny obiekt
            do wyładowywania własnej frustaracji.

            Weź również pod uwagę, że młodzi nauczyciele, tacy jak ja, podjąwszy po
            studiach pracę w szkole sa w stanie permanentnego SZOKU POZNAWCZEGO. Uczelnie
            nie przygotowuja ani merytorycznie, ani tym bardziej psychicznie do podjecia
            pracy np. w przeciętnym, miejskim gimanzujm, nie mówiąc już o szkołach
            zawodowych. Szok jest tak głeboki, że mu biedacy szukamy wsparcia psychicznego,
            na przykład na forum, jednak nie są nam potrzebna rady w stylu - "wymachuj
            kodeksem pracy przed dyrekcją". Chcemy usłyszeć, ze z nami wszystko w
            porządku, skoro "na dzień dobry załamaliśmy".
            Pewnie powiesz, że jesli wszyscy będa chowac glowy w piasek, nic się nie
            zmieni. Racja, ale my młodzi, musimy sie najpierw jakoś zaaklimatyzować, poczuć
            grunt pod nogami. Poza tym nie kazdy ma naturę pieniacza . Zresztą moim
            zdaniem, bez zmian w ministerstwie, żadne inicjatywy oddolne nie przyniosa
            większych rezultatów.

            A moje młode kolezanek po fachu, które czasami zastanawiają się, gdzie
            pracują, bo chyba nie w szkole, pocieszę, że nie są same. Wiem jakim piekłem
            może byc praca w gimnazjum w "dzielnicy cudów". Przesiedziałam tam dwa lata i
            straciłam kupę zdrowia, nie mówiąc juz o ochocie do pracy. Niczego nieświadoma
            dostałam wychowawstwo w jednej z najgorszych klas (działanie z premedytacją ze
            strony dyrekcji), znikąd pomocy ani rady, same wymagania i wyrzuty. Chodzenie
            po melinach pijackich z narażeniem zdrowia i zycia byle zdobyć podpis mamusi,
            która barykaduje się przede mną w domu i nie zyczy sobie kontaktu,
            ze "została poinformowana" , wysyłanie listów z potwierdzeniem odbioru na koszt
            własny, byle tylko móc się obronic, gdy z ust dyrekcji w atmosferze
            przesłuchania padnie pytanie: "co pani zrobiła, aby uczeń X zdał ?", "jaką
            pracę wychowaczą prowadzi pani z rodzicami?". Jedynka na semestr to wielki
            problem, z którego ja muszę się gęsto tłumaczyć.
            I jeszcze do Romana - nie ja decyduję o statucie szkoły, czy o zarządzonej
            przez dyrekcję "procedurze postępowania z uczniem wagarujacym", gdzie stoi
            wyraźnie, ze wychowawca ma obowiazek dokumentować, ze o problemach informował
            rodziców, nawet jeśli ci ani razu nie pofatygowali się do szkoły.
            Niedopełnienie tego obowiazku grozi sankacjami z naganą dyrektora włącznie.

            Niestety do pewnych rzeczy nie potrafię się przyzwyczaić, ani ich zaakceptować.
            Mimo że zawsze chciałam zostać nauczycielką, dzisiejsze warunki pracy w szkole
            coraz mniej szkołę przypominają.
            • kdur Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 01.02.05, 23:19
              Cytryna zgadzam się z Tobą.
              Uczelnie
              > nie przygotowuja ani merytorycznie, ani tym bardziej psychicznie do podjecia
              > pracy np. w przeciętnym, miejskim gimanzujm, nie mówiąc już o szkołach
              > zawodowych. Szok jest tak głeboki, że mu biedacy szukamy wsparcia
              psychicznego,
              Ale za jeszcze ważniejsze,od zmian w programach nauczania i przygotowania do
              pracy w szkole jest to, aby ni epopadac w stereotypy i rutyniarstwo. Ty czujesz
              problem. Zobacz ilu go nie czuje. Wkurza Cię to, bo kochasz robic to, co
              robisz.Źle ci jest z tym, ze nie możesz uczyć w "normalny" spsób. I własnie
              dlatego jesteś jescze normalna i wszystko z Tobą OK.
            • ewa977 Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 02.02.05, 17:24
              cytryno!
              Zmartwię Cię pewnie, ale jako nauczyciel dyplomowany, z ustabilizowaną
              pozycją w szkole (choć kto wie?), nie mam sił ani odwagi, aby stawiać opór
              wobec realiów.
              Należę do osób wrażliwych i wszelkie konflikty ciężko odchorowuję, zwłaszcza z
              dyrekcją.
              I źle wtedy funkcjonuję - nie tylko w domu, ale także na lekcji – czego nie
              znoszę, bo od razu pojawia się pytanie o sens.

              Wszyscy bywamy na łasce lub niełasce dyrekcji, która wbrew temu, co się głosi,
              ma duuuuuuuuuuuuuuuże pole manewru.

              To przecież od niej zależy, ile dostaniesz kasy. I jak bardzo się napracujesz.
              Czy dostaniesz wychowawstwo w jednej z najgorszych klas, itd. ...

              I nikt Ci nie pomoże.

              Bo sprytna dyrekcja ma w szkole takie związki, jakie chce (krewni lub znajomi).
              Ma też liczne grono klakierów:
              - którzy załatwiają w ten sposób swoje sprawy (np. z powodu zawiści o coś w
              stosunku do szykanowanego)
              - którzy dla świętego spokoju przegłosują na radzie
              (demokratycznie ;)))))))))) każdą decyzję zgodnie z oczekiwaniami dyrekcji.

              Nie pomogą Ci też rodzice, gdyż paradoks polega na tym, że im bardziej szkoła
              jest przyjazna uczniowi, tym gorzej dzieje się nauczycielom.

              Stąd nauczyciel podejmuje się różnych inicjatyw.
              Teoretycznie w ramach 40 godzin!!!! Nierzadko jest to dużo więcej, bo wyścig
              szczurów trwa!

              A dyrekcja znów ma komfortową sytuację. Chwalona przez organ za
              kreatywność ;))), obecna w mediach. I tak to się kręci.

            • mrrooffka Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 04.02.05, 22:13
              cytrynko! Jesteś wielka! W końcu ktoś napisał dokładnie to, co czułam i czuję
              nadal... Dzięki!
              Chcę Ci powiedzieć, że z Tobą wszystko w porządku ;-), a tym samym przekonać
              samą siebie (i może innych przerażonych, a młodych stażem nauczycieli), że nie
              jestem w tym przerażeniu i poczuciu bezradności odosobniona.
          • polanka55 Re: roman.gawron :) 02.02.05, 15:26
            Jak miło posłuchać rozsądnego, rzeczowo gadającego mężczyzny :) Bardzo dziękuję
            za rady, tylko... rzeczywistość pokazała niejednoktornie, na co stać rodziców.

            Wyobraź sobie sytuację: wychowawczyni idzie na rękę matce i spotyka się z nią
            na terenie miejskiej kawiarni, aby kobiecina nie musiała jechać ileś tam
            kilometrów do szkoły w celu zapytania o stopnie synka. Dokładnie informuje o
            sytuacji szkolnej. Mija kilka tygodni i... synek jest nadal zagrożony kilkoma
            ocenami niedostatecznymi, a kobieta wypiera się, że NIE ZOSTAŁA o tym
            poinformwana przez wychowawczynię. Bo spotkanie odbyło się w zasadzie bez
            świadków (sami obcy w kawiarni), którzy mogliby poświadczyć... Wychowawczyni
            jest już w widocznej ciąży, co każda normalna kobieta-matka powinnna wziąć pod
            uwagę i starać się nie przysparzać stresów. A jednak... Nauczycielka miała z
            tego tytułu same kłopoty, a dyrekcja starała się jak mogła, aby sprawę
            naprawić, bo kobieta pojawiła się nawet z własnym prawnikiem, aby udowodnić,
            że "szkoła nie spełniła swoich obowiązków" - czyli nie poinformowała o
            zagrożeniach. Więc jedynek wystawić nie można...

            A co do mojej sprawy: ta matka zagroziła mi w miejscu publicznym, w sklepie, w
            którym codziennie robię zakupy i wszyscy mnie znają... Wstydu było wiele...
            Wzięła mnie z zaskoczenia i zupełnie nie potrafiłam przyjąć zdecydowanej
            postawy, którą zasugerowałeś. Chyba takie są baby :) Mało racjonalne w chwilach
            zagrożenia :) Panikary :) Bardzo niemiło to wspominam, niestety... :(

            Bardzo ciepło Ciebie pozdrawiam
            • roman.gawron Re: roman.gawron :) 02.02.05, 19:51
              polanka55 napisała:

              > Wyobraź sobie sytuację: wychowawczyni idzie na rękę matce i spotyka się z nią
              > na terenie miejskiej kawiarni, aby kobiecina nie musiała jechać ileś tam
              > kilometrów do szkoły w celu zapytania o stopnie synka. Dokładnie informuje o
              > sytuacji szkolnej. Mija kilka tygodni i... synek jest nadal zagrożony kilkoma
              > ocenami niedostatecznymi, a kobieta wypiera się, że NIE ZOSTAŁA o tym
              > poinformwana przez wychowawczynię.

              Ciężar dowodu spoczywa na tym, kto z danego faktu chce wywieść skutki prawne. W
              danym przypadku to matka musiałaby udowodnić, ze nauczycielka kłamie i
              spotkania nie było. Nie wróżę jej sukcesu, tym bardziej, że nauczycielka zawsze
              jeszcze może zeznać, iż dodatkowo, prócz tego spotkania, wysłała nawet do matki
              widokówkę i na dodatek - całkiem przypadkiem;-) - ma potwierdzającą ten fakt
              notatkę w swoim kalendarzu.

              > kobieta pojawiła się nawet z własnym prawnikiem

              Dobry wojak Szwejk opowiadał kiedyś tak:
              - U nas przed wojną w Pradze mieszkała stara pani Havrankowa. Miała ona trzy
              nocniki: jeden ze złotym uszkiem, drugi ze srebrnym, a trzecie z miedzianym. A
              zesr... się na schodach.

              Piszę jako rodzic: nie cierpię małpiej miłości i cwaniactwa ze strony rodziców!
              A ta "kobiecina", to niezłe, cwane ziółko.

              > A co do mojej sprawy: ta matka zagroziła mi w miejscu publicznym, w sklepie,
              > w którym codziennie robię zakupy i wszyscy mnie znają...

              Bądź ponad to. Są ludzie i ludziska.

              --
              Prawa i obowiązki ucznia
              • polanka55 Re: roman.gawron :) 03.02.05, 20:39
                Romanie, fajnie byłoby widzieć Ciebie siedzącego naprzeciw, na długiej
                przerwie, w pokoju nauczycielskim. :) Przy kawie, spokojnie, porozmawiać o
                bolączkach. Wtedy wiele spraw, z pozoru trudnych, mogłoby stać się łatwymi. A
                przynajmniej człowiek nabrałby większej pewności siebie... Mam wrażenie, że
                jesteśmy - ja i moje koleżanki - w jakiś sposób zastraszone. Pilnujemy papierów
                i terminów, boimy się zaniedbań. I rodziców. Przeglądamy wciąż przepisy, aby
                przypadkiem na czymś "nie wpaść". Brakuje pewności, że w razie czego "góra"
                pomoże, bo rzeczywistość pokazuje, że jest jakby przeciw nam. Dlaczego?

                Oto przykład zasłyszany na którymś z kursów dla nauczycieli - jako przestroga i
                dowód na absurdalność pewnych sytuacji i ślepej litery prawa, stojącej za
                uczniem, nie zawsze nauczycielem.
                Pewien uczeń otrzymał na koniec roku kilka jedynek. Wychowawczyni jednak -
                wypisując stos świadectw - odruchowo wypełniła na pierwszej stronie
                dokumentu: "otrzymał promocję do klasy ..." Niby nic się nie wydarzyło, a
                jednak. Rodzice udali się szybciutko do "góry" (nie pamiętam: kuratorium bądź
                sądu), a tam rozstrzygnięto: skoro na swiadectwie widnieje "otrzymał promocję",
                to pomimo kilku jedynek i braku możliwości zdawania egzaminu poprawkowego -
                może iść do następnej klasy. I poszedł. Od września spokojnie zaczął edukację w
                klasie programowo wyższej. Upiekły mu się wszystkie jedynki. Jednak pierwszy
                semestr nowego roku szkolnego ukończył z całą serią kolejnych jedynek - ale wg
                prawa - mógł uczyć się w tej klasie dalej. Na koniec roku - żadnej poprawy,
                powtórka sytuacji semestralnej. Dopiero teraz rodzice ustąpili - zabrali
                chłopaka ze szkoły. Przez tak niepoważne decyzje, odbiegające od zdrowego
                rozumu, dzieciak zmarnował dwa lata. Gdyby "góra" zarządziła inaczej, chłopak
                powtórzyłby klasę i miałby tylko jeden stracony rok na koncie. Ale ja
                chciałabym tutaj zwrócić uwagę na jeszcze jedną bohaterkę opowieści -
                nauczycielkę: podejrzewam, że miała spore kłopoty przez własną nieuwagę. I z
                pewnością jednoznacznie ustanowiono ją winną zaistniałej sytuacji. A tupet
                rodziców przeszedł chyba wszelkie możliwe granice. Absurdy w polskich szkołach
                można mnożyć...

    • roman.gawron Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 02.02.05, 13:26
      kdur napisał:

      > Czy oprócz rozlicznych obowiązków, sterty papierków i oczekiwań ze strony
      > uczniów, rodziców, dyrektorów, władz oświatowych i organów prowadzących nasze
      > szkoły, mamy jeszcze jakieś prawa? Czy zostaliśmy sami po tej stronie
      > barykady?

      Nie zaszkodzi zajrzeć także tutaj

      --
      Prawa i obowiązki ucznia
    • bugia Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 02.02.05, 22:25
      To dziwne, ja chyba w jakiejś całkowicie wynaturzonej szkole pracuję:

      Musimy zawiadamiać rodziców o zagrożeniach odeną ndst., pisemnie z
      potwierdzeniem odbioru, jeśli rodzic nie pojawił się na wywiadówce. A takich
      było sporo. Weszło w tym roku nowe rozporządenie- mamy obowiązek zawiadomić
      rodzica na 4 tygodnie przed klasyfikacją. Na dodatek szkoła bardzo ogranicza
      wysyłanie poleconych- bo to koszty. Zrozumiałe. Ale mi, wychowawcy nakazuje,
      ściągniecie rodzica za wszelką cenę. kończę pracę maksymalnie o 14, zostaję
      czesto dłuzej, ale i tak o 15 nie moge nikogo zastać pod numerem domowym.
      niektórzy rodzice podają tylko komórki- ze szkoły nie mamy wyjścia na komórki.
      Rozumiem, że powinnam dzwonić na własny koszt?

      A już najlepsza jet możliwość odwołania się od oceny z zajęć edukacyjnych i ...
      z zachowania. To juz, za przeproszeniem, są jakieś jaja.

      Zauwazyłam, że nauczyciele pracujący w szkole długo uwają wiele z tych zjawisk
      za normalne. Ja się czasami czuje jak pajac.
      • roman.gawron Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 02.02.05, 22:50
        bugia napisała:

        > Musimy zawiadamiać rodziców o zagrożeniach oceną ndst., pisemnie z
        > potwierdzeniem odbioru, jeśli rodzic nie pojawił się na wywiadówce.

        To tylko fanaberie dyrektora.
        Prawo nie określa formy zawiadomienia, nie wymaga też żadnych potwierdzeń
        odbioru. Zawiadamiasz, jak chcesz, robisz odpowiednią adnotację w dokumentacji
        szkolnej, potwierdzasz fakt zawiadomienia własnoręcznym podpisem i tyle twojego
        obowiązku. Gdyby teraz ktokolwiek, nawet wizytator, chciał to kwestionować,
        musiałby podważyć (i udowodnić to!) twój podpis, a więc de facto musiałby cię
        oskarżyć o sfałszowanie dokumentacji szkolnej. Żaden nie zaryzykuje, tym
        bardziej że pomawianie cię (jak nie potrafi udowodnić zarzutu, to pomawia
        znaczy) też jest przestępstwem, które może być ścigane karnie na twój wniosek;-)

        > Weszło w tym roku nowe rozporządenie- mamy obowiązek zawiadomić
        > rodzica na 4 tygodnie przed klasyfikacją.

        4 tygodnie to termin określony w waszym statucie, bo rozp. nie narzuca terminu.
        No i dotyczy to tylko oceny _rocznej_

        > A już najlepsza jet możliwość odwołania się od oceny z (...)zachowania.
        > To juz, za przeproszeniem, są jakieś jaja.

        Podzielam zdanie.

        --
        Prawa i obowiązki ucznia
      • kdur Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 02.02.05, 23:12
        bugia
        To dziwne, ale bardzo dokładnie przeczytałem, rozporządzenie MENiS-u w sprawie
        klasyfikowania uczniów DZ.U. 2004 nr.199 i nie znalazłem tam zapisu, który
        nakładałby OBOWIĄZEK informowania o przewidywanych wynikach klasyfikacji
        śródrocznej. Faktem jest natomiast, że koniecznie w statucie szkoły muszą
        zostać określone jednoznacznie formy informowania rodziców o postepach i
        trudnościach w nauce ich dzieci. Czyli faktycznie szkoła sama znajduje
        odpowiednią dla siebie forme informowania. Dziekuje Bogu, że u was jest jedna
        klasyfikacja śródroczna, bo mogłoby byc ich na przykład cztery, a jeżeli wsz
        statut zakłada informację o każdej sródrocznej klasyfikacji to musiałabyś
        zacząc pracowac na poczcie a nie w szkole. Ewentualnie w TP. Tam przynajmniej
        są zarobki...
        • bugia Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 03.02.05, 16:54
          Witam!

          Też zerknęłam do rozporządzenia: Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i
          Sportu
          z dnia 7 września 2004 r.
          w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i
          słuchaczy oraz przeprowadzania sprawdzianów i egzaminów w szkołach publicznych

          $ 10 pkt. 9

          Przed rocznym (semestralnym) klasyfikacyjnym zebraniem plenarnym rady
          pedagogicznej nauczyciele prowadzący poszczególne zajęcia edukacyjne oraz
          wychowawca klasy są obowiązani poinformować ucznia i jego rodziców (prawnych
          opiekunów) o przewidywanych dla niego rocznych (semestralnych) ocenach
          klasyfikacyjnych z zajęć edukacyjnych i przewidywanej rocznej ocenie
          klasyfikacyjnej zachowania, w terminie i formie określonych w statucie szkoły.

          $ 17 pkt. 1

          Uczeń lub jego rodzice (prawni opiekunowie) mogą zgłosić zastrzeżenia do
          dyrektora szkoły, jeżeli uznają, że roczna (semestralna) ocena klasyfikacyjna z
          zajęć edukacyjnych lub roczna ocena klasyfikacyjna zachowania została ustalona
          niezgodnie z przepisami prawa dotyczącymi trybu ustalania tej oceny.
          Zastrzeżenia mogą być zgłoszone w terminie do 7 dni po zakończeniu zajęć
          dydaktyczno-wychowawczych.

          U mnie w szkole ustalono zatem, że na 5 tygodni przed klasyfikacją zawiadamia
          nauczyciel ucznia ustnie o zagrożeniu oceną ndst, a na 4 tyg przed klasyfikacją
          wychowawca zawiadamia pisemnie rodzica. Wymaga to potwierdzenia, gdyż gdyby
          doszło do odwołania od oceny i brakowałoby potwierdzenia o zawiadomieniu
          rodzica o ocenie, oznaczałoby, że ocena klasyfikacyjna została ustalona
          niezgodnie z przepisami prawa dotyczącymi trybu ustalania tej oceny. Fakt, że
          pozostawiono formę zawiadomienia gestii szkoły- u mnie jest to pisemne
          zawiadomienie. Przyznam, że u mnie dyrekcja obawia się zasypania odwołaniami i
          za wszelką cenę chce tego uniknąć nakłaniając nas do tej całej "papierologii
          stosowanej". Ten rok pokaże czy możliwość odwołania to psychoza czy realne
          zagrożenie.

          U Was nie ma paniki?
          • cytryna76 Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 03.02.05, 18:51
            U nas też były powazne obawy, ale rozeszło sie po kościach (jestem juz po
            feriech i klasyfikacji). Prawda jest taka, że jedynkowi uczniowie , na przykład
            w gimnazjum, nie interesują się poprawą swoich ocen. Mają to gdzieś, bo na ogół
            gdzies mają to również ich rodzice (sprzeżenie zwrotne). Poza tym sa to zwykle
            seryjni jedynkowicze i musieliby odwoływac się od wielu ocen. Zaś uczniowie,
            którym zależy, nie doprowadzają do zwykle jedynki na semestr, więc problem
            egzaminu sprawdzajacego odpada.
            Wiekszym niebezpieczeństwem jest brak potwierdzenia o poinformowaniu o
            zagrozeniu jedynką. Sprytny rodzic może to wykorzystać bez skrupułów, o ile
            interesuje się prawem oswiatowym, a zdarza się, że ten nie ma czasu czy też
            ochoty zainteresowac się nawet własnym dzieckiem, nie mówiąc juz o wertowaniu
            paragrafów.
          • roman.gawron Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 03.02.05, 21:00
            bugia napisała:

            > $ 10 pkt. 9
            > Przed rocznym (semestralnym) klasyfikacyjnym zebraniem plenarnym rady
            > pedagogicznej

            Pamiętajmy tylko, że słowo "semestralny" dotyczy tutaj szkół dla dorosłych.

            > U mnie w szkole ustalono zatem, że na 5 tygodni przed klasyfikacją zawiadamia
            > nauczyciel ucznia ustnie o zagrożeniu oceną ndst, a na 4 tyg przed
            > klasyfikacją wychowawca zawiadamia pisemnie rodzica. Wymaga to potwierdzenia,
            > gdyż gdyby doszło do odwołania od oceny i brakowałoby potwierdzenia o
            > zawiadomieniu rodzica o ocenie, oznaczałoby, że ocena klasyfikacyjna została
            > ustalona niezgodnie z przepisami prawa dotyczącymi trybu ustalania tej oceny.

            Chyba mi jednak wierzycie, choć naprawdę starałem się przekonać ;-)

            Szkoła NIE POTRZEBUJE potwierdzenia od rodziców, że zawiadomienie pisemne do
            nich na pewno dotarło, bo żaden przepis nie wymaga wysyłania za potwierdzeniem
            odbioru.
            Tak jak dowodem na przeprowadzenie lekcji jest podpis nauczyciela w dzienniku,
            tak samo dowodem na wysłanie zawiadomienia jest oświadczenie nauczyciela, które
            może przyjąć jakąś formę wpisu w dokumentacji szkolnej.
            Podważenie takiego oświadczenia nauczyciela wymagałby mocnych dowodów, bo de
            facto byłoby oskarżeniem go o fałszowanie dokumentów szkolnych. Bez dowodów to
            dla sądu tylko pomówienie, a więc CZYN KARALNY.

            --
            Prawa i obowiązki ucznia
            • bugia Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 03.02.05, 21:41
              roman.gawron napisał:

              > a dlaczego od każdej?

              Może dlatego, że dostał 3 a chce 4? A przecież nie ma nic do stracenia- ocena
              ustalana w toku egzaminu, ale nie moze byc niższa od ustalonej przez
              nauczyciela. tak na dobrą sprawę to właśnie może byc problem, bo jak ktos
              dostaje na koniec roku ndst. to bardzo zasłuzył i musi sie dobrze zastanowic
              czy zda egz czałoroczny- w końcu ma prawo do poprawki w sierpniu. A taki
              średniak spróbuje zawalczyć. I tak: 2 tyg lipca odwołania od ocen, ostatnie 2
              tyg sierpnia poprawki i nici z 6 tygodniowego ciągłego urlopu.... :-)

              Jasne, że nie ma odrębnego przepisu na koniecznośc potwierdzenia zawiadomienia
              wysyłanego do rodziców. Ale dla mnie taka sytuacja bez potwierdzenia wygląda
              na "moje słowo przeciwko słowu rodzica" i odwrotnie. Ja krótko pracuje w
              szkole, ale juz sie napatrzyłam na obłudę i hipokryzję rodziców, którzy często
              są zaskoczeni, że dziecko nie chodzi do szkoły, ale piszą usprawiedliwienia "z
              powodu choroby", "sprawy rodzinnej" itd.

              Może jestem przewrazliwiona, ale jako nauczyciel stazysta nie moge sobie
              pozwolić na to, aby moj dyrektor uznał, ze nawaliłam. jak mu zafunduję
              kiblowanie w komisji rozpatrującej odwołanie, to mi podziekuje za współprace.
              Jeśli nie będzie podstawy do odwołania, bo zostały zachowane wszystkie
              procedury, odrzuci wniosek o ustalenie nowej oceny.

              Bzdura to jest straszna, ale z prawem się nie dyskutuje.
              • roman.gawron Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 03.02.05, 22:01
                bugia napisała:

                > > a dlaczego od każdej?
                > Może dlatego, że dostał 3 a chce 4? A przecież nie ma nic do stracenia-
                > ocena ustalana w toku egzaminu, ale nie moze byc niższa od ustalonej przez
                > nauczyciela.

                Wynika to z jakiegoś prawa?

                > Ale dla mnie taka sytuacja bez potwierdzenia wygląda
                > na "moje słowo przeciwko słowu rodzica" i odwrotnie.

                Jeszcze raz: ciężar dowodu spoczywa na tym, kto chce wywieść z tego jakieś
                skutki prawne. Jeżeli jako nauczyciel, osoba urzędowa, twierdzisz (i masz na to
                adnotację w dokumentach), że wysłałaś zawiadomienie tego a tego dnia, to rodzic
                musi ci udowodnić, że _kłamiesz_. Jak miałby to zrobić, bez narażenia się z
                twojej strony z kolei na oskarżenie o pomówienie? No jak, hm?

                > piszą usprawiedliwienia "z powodu choroby", "sprawy rodzinnej" itd.

                Po co bierzecie pod uwagę takie "usprawiedliwienia". Odrzucać, nie
                usprawiedliwiać, prosić o sprecyzowanie powodów, dodatkowe informacje,
                uwiarygodnienie... Jaka to choroba, czemu nie było u lekarza, jaka to "sprawa
                rodzinna" niecierpiąca zwłoki? Wyjazd na większe zakupy może? To powód
                niedostatecznie ważny, nieusprawiedliwiający opuszczenie lekcji. Odmawiam
                usprawiedliwienia.

                > Może jestem przewrazliwiona, ale jako nauczyciel stazysta

                Hm, trudna sprawa ;-)

                > Bzdura to jest straszna, ale z prawem się nie dyskutuje.

                Jeszcze raz: to nie dyskusja z prawem. Wygląda na to, że to dyskusja z
                wyobrażeniami twojego dyrektora o prawie, z jego asekuranctwem.

                --
                Prawa i obowiązki ucznia
                • bugia Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 03.02.05, 22:26
                  Oczywiście, że wynika to z prawa, dokładnie tego samego paragrafu, który tu
                  dzis cytowałam. Tam nie ma mowy o odwołaniu od oceny niedostatecznej, ale od
                  każdej oceny z zajęć edukacyjnych lub zachowania. I my, w myśl przepisu, mamy
                  informować rodzica o każdej ocenie końcoworocznej.

                  Musisz, Romanie, pracowac w fantastycznej szkole. Ja musze usprawiedliwić jeśli
                  rodzic sobie tego życzy. Moge go tylko uprzejmie poinformować, że mam
                  zastrzeżenia co do powodu nieobecności i jakie moga być dalsze skutki
                  nieobecności. Moja szkoła tak na[rawdę nie może/ nie chce sensownie rozwiązać
                  tego problemu- musielibyśmy polowę uczniów wywalić. a nie zrobimy tego, bo nie
                  będzie dla nas pracy. ja już zauważayłam, jak bardzo szkoła potrzebuje
                  zatrzymać ucznia i do jakich absurdów dochodzi na tym tle. Ja też chciałabym
                  stosowac jasne zasady gry- nie chodzisz do szkoły, twój biznes- wywalamy cię.
                  Dopoki nie zostałam nauczycielem naiwnie myślałam, że tak to działa. A tu
                  psikus- "uczeń- święta krowa".
                  • roman.gawron Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 04.02.05, 05:47
                    bugia napisała:

                    > Moja szkoła tak na[rawdę nie może/ nie chce sensownie rozwiązać
                    > tego problemu- musielibyśmy polowę uczniów wywalić. a nie zrobimy tego

                    Między sensownym rozwiązaniem problemmu, a wywaleniem ucznia jest całe spektrum
                    innych metod wyegzekwowania od dziecka i jego rodziców ich obowiązków. I o to
                    spektrum chodzi. Tylko szkoła (dyrektor, nauczyciele) musi tak naprawdę chcieć
                    sensownie się z tym zmierzyć. Prawo stoi tu po właściwej stronie. Tylko to
                    stosowanie prawa...

                    --
                    Prawa i obowiązki ucznia
                  • polanka55 Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 04.02.05, 13:02
                    bugia napisała:

                    Ja musze usprawiedliwić jeśli
                    > rodzic sobie tego życzy. Moge go tylko uprzejmie poinformować, że mam
                    > zastrzeżenia co do powodu nieobecności i jakie moga być dalsze skutki
                    > nieobecności.
                    --------------

                    Ja też, od dawna, mam taki problem. Odwoływałam się już wielokrotnie do
                    sumienia i uczciwości rodziców, ktorzy wypisują dzieciakom usprawiedliwienie,
                    kiedy ten nie przygotował się do klasówki i buntuje przeciw pójściu do szkoły.
                    Mówiłam o nieuczciwości wobec mnie, nauczyciela i człowieka, któremu uczeń
                    wręcza papierek, a tam kłamstewko: " proszę o usprawiedliwienie z powodu
                    choroby". Przecież wiadomo - bo sytuacja powtarza się wielokrotnie - że
                    dzieciak znowu kombinuje, bo klasówka z matematyki...
                    Uświadamiałam, że takie postępowanie jest uczeniem dzieciaka kombinowania,
                    rozwiązywania spraw drogą najprostszą i jednocześnie nieuczciwą. Uczeń powinien
                    sam ponosić konsekwencje źle zorganizowanego przez siebie czasu, lenistwa itd.
                    Myślisz, że dotarło? Do nielicznych...
                    To samo dotyczy ostatniego dnia przed przerwą świąteczną, feriami, kiedy
                    dzieciakowi nie chce się iść do szkoły. Na przykład 21 stycznia - ostatni dzień
                    przed feriami: dokładnie 50% klasy nie pojawiło się w szkole. W niedzielę
                    wywiadówka: ciekawe, ile dostanę usprawiedliwień i jakie cuda tam będą?
                    Miałam już dni, kiedy pracowałam z pięcioma uczniami na 23-osobową klasę...
                    • bugia Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 04.02.05, 15:28
                      W gimnazjum sprawa jest prostrza- uczniowie podlegają powszechnemu obowiązkowi
                      nauki, rodziców można straszyc kuratorem, sądem rodzinnym itd. u mnie pedagog
                      osiąga niezłe efekty w tej kwestii. ale co z uczniami powyżej osiemnastego roku
                      życia? nic nie można: nagana wychowawcy, dyrektora to dla nich żaden straszak.
                      Myślę, że nieklasyfikowanie to juz jest coś, ale oni dobrze umieją liczyć i
                      balansują na krawędzi prawa do nieklasyfikowania. widziałam, że
                      nieklasyfikowanie jest niezwykle problematyczne (w mojej) szkole- nauczyciele
                      nie chcą robić sobie dodatkowej roboty. dyrekcja patrzy krzywym okiem. szkoda
                      gadać.
                  • roman.gawron Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 05.02.05, 09:25
                    bugia napisała:

                    > Oczywiście, że wynika to z prawa, dokładnie tego samego paragrafu, który tu
                    > dzis cytowałam. Tam nie ma mowy o odwołaniu od oceny niedostatecznej, ale od
                    > każdej oceny z zajęć edukacyjnych lub zachowania.

                    To?
                    $ 17 pkt. 1
                    Uczeń lub jego rodzice (prawni opiekunowie) mogą zgłosić zastrzeżenia do
                    dyrektora szkoły, jeżeli uznają, że roczna (semestralna) ocena klasyfikacyjna z
                    zajęć edukacyjnych lub roczna ocena klasyfikacyjna zachowania została ustalona
                    niezgodnie z przepisami prawa dotyczącymi trybu ustalania tej oceny.
                    Zastrzeżenia mogą być zgłoszone w terminie do 7 dni po zakończeniu zajęć
                    dydaktyczno-wychowawczych.

                    Zauważ: niezgodnie z przepisami prawa dotyczącymi _trybu_ustalania_ tej oceny.
                    A więc uczeń nie może odwołać się od oceny jako takiej.

                    > Ja musze usprawiedliwić jeśli rodzic sobie tego życzy.

                    Nikt ci tego nie może _nakazać_ jako nauczycielowi.

                    --
                    Prawa i obowiązki ucznia
                    • bugia Re: Prawa nauczyciela!!! Czy jeszcze jakieś są? 05.02.05, 13:58
                      To rzeczywiście nie może być kaprys ucznia. Prawo do odwołania uczeń ma, gdy
                      ocena została wystawiona niezgodnie z trybem jej ustalenia, czyli np.
                      nauczyciel nie zapoznał z podstawą programową, warunkami uzyskania oceny (PSO),
                      kryteriami oceniania, nie zawiadomił w określonym terminie ucznia i jego
                      rodzica o planowanej ocenie, nie oddaje w terminie sprawdzianów itp.

                      U mnie w szkole zrobiono fajną rzecz, bo oprócz podania co musi nauczyciel,
                      podano też co musi uczeń i rodzic. Np. uczeń musi uczestniczyć w zajęciach
                      systematycznie i aktywnie pracować na lekcji, a rodzic ma obowiązek kontaktować
                      się ze szkołą. Czyli nie tylko nauczyciel ma być ok. ale uczeń i jego rodzic
                      też. Jeśli uczeń nie chodzi do szkoły automatycznie traci prawo do odwołania
                      się od oceny.

                      Nie ma mowy o kwestionowaniau oceny "tak sobie"- dyrektor, jeśli stwierdzi że
                      nie zaszło żadne uchybienie ze strony nauczyciela, odrzuci w niosek o zmianę
                      oceny.
    • kdur ZAPROSZENIE !!! 05.02.05, 15:15
      Zapraszam wszystkich na moje nowe forum SZKOŁA PRZYJAZAN NAUCZYCIELOM.
      Jest to forum dla wszystkich, którzy widzą w swojej pracy sens, wykonują swój
      zawód z pasją i szukaja recepty na szkołę przyjazną. Nie chcę stawać w opozycji
      do szkoły przyjaznej uczniowi i rodzicowi.Raczej szukać odpowiedzi na pytania
      jakie prawa powinny być respektowane, aby szkoła była przyjazna. Wiem, że
      przyjazna szkoła to też przyjazny dyrektor i inni członkowie rady
      pedagogicznej. Jak to wygląda w waszych szkołach...? Komu udało się pacowac w
      szkole przyjaznej i jak to wygląda...?
      --
      arrupelodz

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka