Dodaj do ulubionych

Dlaczego ja o tym wiedzialem?

28.05.08, 18:41
Tata promowal magisterke corki, a juz czytajac pierwszy akapit wiedzialem jaka
bedzie puenta, ze corka dostaje prace na uczelni. No i bingo.

miasta.gazeta.pl/bydgoszcz/1,35594,5207572.html
Obserwuj wątek
    • flamengista hehe 28.05.08, 19:08
      Właśnie chciałem wkleić to samo;)

      I rozbrajający ten profesor, który uparcie twierdzi że to sama córka złożyła
      papiery a on "nic nie interweniował".

      Nie musiał. Właśnie na tym to polega! Ludzie tak całkowicie zaakceptowali tą
      niezdrową sytuację, że zupełnie nie widzą w niej nic niestosownego.

      Przecież Pani Kanclerz doskonale wiedziała, czyja córka składa CV i podanie o pracę.
    • biolog_teoretyk Re: Dlaczego ja o tym wiedzialem? 28.05.08, 19:47
      Mnie rozwaliło to: "...Byłem naiwny. Nie pomyślałem, że robię źle - tłumaczy." :)
    • znowuwzyciuminiewyszlo Re: Dlaczego ja o tym wiedzialem? 28.05.08, 21:07
      aby zgodzic sie promowac parce corki trzeba byc idiota - co do tego nie ma
      watpliwosci.

      co do tej pracy, hmm... czy wniosek z tego taki, ze dziewczyna nie powinna byla
      ubiegac sie o te posade a skoro ja dostala, to napewno 'tatus zalatwil'?
      • krysiulka Ale... 28.05.08, 21:31
        No tak. Z jednej strony jest to sytuacja niezdrowa.
        Z drugiej strony: dlaczego dziewczyna nie ma prawa wybrać kierunku studiów
        zgodnego z Jej zainteresowaniami i uczelni, do której jest jej po drodze? Czemu
        musi być skazana na kilkuletnie dojazdy do innego uniwersytetu tylko dlatego, że
        na tym najbliższym pracuje Jej ojciec?
        Tak to już bywało od wieków - często syn wybiera zawód po ojcu i przejmuje po
        nim np. sklep, warsztat mechaniczny, szewski czy kowalski - ludzie wybierają
        zawody uprawiane przez ich rodziców i nikt nie widzi w tym nic złego...

        Absolutnie nie popieram pomysłu promowania własnego dziecka, nie wolno mieszać
        spraw osobistych i służbowych. Ale buntuję się trochę przeciwko ograniczeniu
        swobody wyboru kierunku studiów - tym samym swobód obywatelskich. Takie
        ograniczenie nie ma nic wspólnego z konstytucyjną równością.
        • niewyspany77 Re: Ale... 28.05.08, 21:44
          Jesli dziecko chce pracowac z ojcem i wygra konkurs na stanowisko akademickie -
          oki, nie ma co sie czepiac. Przy zalozeniu, ze konkurs jest uczciwy. O
          "uczciwych szansach" dzieci profesury juz pisalismy kiedys, ergo bylo mniej
          wiecej takie ze maja lepiej ze wzgledu miedzy innymi na dobrze z reguly
          zaopatrzona biblioteke rodzicow.

          Mniejsza z tym. Ja tylko pozwole Ci zadac pytanie, czy masz pojecie, co na tzw
          wolnym rynku polonista musi zrobic by dostac prace w wydawnictwie. Zapewniam
          Cie, ze duzo wiecej anizeli zwykle zlozenie CV, szczegolnie od razu po
          skonczeniu studiow i polrocznym bezrobociu. Wybacz, mimo iz w cuda wierze i w
          zjawiska panoramalne tez, to nie wierze by w tym przypadku pani nie miala
          konkurencji ani kanclerz nie wiedziala, jak to slusznie zauwazyl fla, czyja
          corke zatrudnia. Sytuacja polonistow jest bardzo trudna, wbrew pozozorom, a
          intratna posadka, w porownaniu do sytuacji defaultowego po polonistyce zawodu,
          wzbudza we mnie uczucie, iz sprawa smierdzi na kilometr. Szczegolnie patrzac na
          postawe ojca. Czy to ma byc norma?
          • krysiulka Re: Ale... 28.05.08, 23:11
            Ja się skoncentrowałam na kwestii studiowania (dziecko) i pracy (rodzic) na tej
            samej uczelni, nie wspominałam nic o ewentualnym załatwianiu pracy, opisanym w
            artykule.
            Skoro twierdzisz, że sytuacja polonistów na rynku pracy jest trudna, to pewnie
            tak jest. Ja dodam od siebie, że nie tylko polonistów to dotyczy..Wybór zawodu
            to ważna decyzja życiowa, podejmuje się ją zwykle dość racjonalnie...i licząc
            się także z ewentualną koniecznością przekwalifikowania. Jest ryzyko - jest zabawa.

            Mimo wszystko, dajmy szansę ludziom, którzy wybrali swój kierunek studiów i są
            dobrzy w tym czego się nauczyli (tak, jak ich rodzice). Ci ludzie mają prawo do
            robienia doktoratów czy pracy na uczelniach, na TYCH SAMYCH (co oznacza: ani
            lepszych, ani gorszych) warunkach, co reszta, bez tzw. społecznego oburzenia i
            zgorszenia.
            Nie chcę tu już nicować tematu poruszonego w artykule z prostej przyczyny - nikt
            z nas nie zna rzeczywistej sytuacji opisanej w gazecie. W takich sprawach
            "prawie robi dużą różnicę", więc nie chcę generalizować. Wolę pójść spać.
            Dobranoc :)
            • niewyspany77 Re: Ale... 28.05.08, 23:20
              krysiulka napisała:

              > Ci ludzie mają prawo do
              > robienia doktoratów czy pracy na uczelniach, na TYCH SAMYCH (co oznacza: ani
              > lepszych, ani gorszych) warunkach, co reszta, bez tzw. społecznego oburzenia i
              > zgorszenia.

              Oczywiscie ze tak. Idealy sa fajne i mozna w nie wierzyc ale rzeczywistosc daje
              powody do sceptyzmu, chyba cos o tym wiesz ;)
        • flamengista Krysiu, to zupełnie inna sprawa... 31.05.08, 09:35
          Znam kolegę, który studiuje właśnie na kierunku, na którym wykłada jego ojciec.
          Tyle że:
          - nie ma z nim żadnych zajęć;
          - nie jest u niego na seminarium magisterskim;
          - na studia przyjmowano w oparciu o wyniki nowych matur, dostał się od razu, bez
          odwołań.

          W jego przypadku ciężko było by studiować ten kierunek gdzie indziej, bo podobne
          studia są tylko jeszcze w Warszawie.

          Natomiast zupełnie nie rozumiem, dlaczego po tym całym skandalu z pisaniem
          magisterki u własnego ojca dziewczyna zdecydowała się pracować na tej samej
          uczelni. Choć i tak opisana sytuacja jest wyłącznie wątpliwa moralnie i
          etycznie, ale jeszcze nie skandaliczna. Są tacy, co pracują u swojej
          mamy/swojego taty w instytucie, katedrze, czy nawet zakładzie.
        • barbarakaroluk Re: Ale... 31.05.08, 16:31
          jest wielka roznica przejecie prywatnego zakladu jak np sklepu czy
          zakladu rzemieslniczego po ojcu - to jest zaklad prywatny i
          wlasciciel (ojciec) moze zrobic z tym co chce czyli oddac synowi bez
          wzgeldu na to czy syn ma predyspozycje do prowadzenia sklepu czy
          nie.
          natomiast profesor nie jest wlascicielem uczelni i nie moze swej
          pracy przekazac corce.

          krysiulka napisała:
          > Tak to już bywało od wieków - często syn wybiera zawód po ojcu i
          przejmuje po
          > nim np. sklep, warsztat mechaniczny, szewski czy kowalski - ludzie
          wybierają
          > zawody uprawiane przez ich rodziców i nikt nie widzi w tym nic
          złego...
          >
          > Absolutnie nie popieram pomysłu promowania własnego dziecka, nie
          wolno mieszać
          > spraw osobistych i służbowych. Ale buntuję się trochę przeciwko
          ograniczeniu
          > swobody wyboru kierunku studiów - tym samym swobód obywatelskich.
          Takie
          > ograniczenie nie ma nic wspólnego z konstytucyjną równością.
    • tocqueville Re: Dlaczego ja o tym wiedzialem? 30.05.08, 21:40
      Hmmm, jeśli chodzi o promotorstwo raczej nie powinno być takiej sytuacji. ale...
      jeśli traktować promotora jako tego, kto służy pomocą w pisaniu pracy to sprawa
      nie jest dla mnie jednoznacznie godna potępienia.

      natomiast w kwestii nepotyzmu - ktoś wspomniał o przekazywaniu fachu z pokolenia
      na pokolenie. Tak już bywa, że dzieci profesorów często decydują się na karierę
      naukową.
      Problemem pojawia się wtedy, kiedy chodzi o wydatkowanie publicznych pieniędzy.
      Tu mamy do czynienia z państwową uczelnią.

      W sektorze prywatnym jest inaczej. Przecież nikt nie będzie miał nic przeciwko
      jak ojciec-adwokat zatrudni syna-adwokata w prywatnej kancelarii. To normalne.
      • flamengista tak samo w prywatnej uczelni 31.05.08, 09:39
        Rektor/właściciel/kanclerz takiej uczelni mogą sobie pozatrudniać swoich
        synów/córki/żony/mężów/kochanki/kochanków/zięciów etc. na każdym możliwym
        stanowisku.

        To ich sprawa - jeśli natomiast studenci uznają, że tacy pociotkowie są kiepscy
        i źle ich uczą, pójdą do konkurencji i zrobią uczelni czarny PR. W konsekwencji
        uczelnia popadnie w problemy finansowe.
      • rilian Re: Dlaczego ja o tym wiedzialem? 31.05.08, 11:23
        wiesz, czasem najgorzej jest pochodzić z rodziny profesorsko-doktorskiej. dzięki
        temu mam zamkniętą drogę "kariery" na KUL, UJ, URz i paru innych ośrodkach...
    • joannah31 Re: Dlaczego ja o tym wiedzialem? 01.06.08, 11:39
      Chciałam tylko zauważyć, że takim sytuacjom sprzyja powstawanie
      wyższych szkół typu "Uniwersytet w Bydgoszczy" czy inna "WYższa
      szkoła Magii i Cudów".
      Nepotyzm i kolesiostwo istnieje wszędzie, ale na większych
      uczelniach, o określonej renomie zachowuje się przynajmniej jakieś
      pozory i odrobinę taktu, a nie taklie rżnięcie głupa w żywe oczy
      ;-P ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka