mpit78
09.12.08, 19:31
sprawa wygląda tak - jestem świeżo "upieczonym" adiunktem, wchodzę w rytm zajęć na swojej jednostce i jak to nowy nie mam "swoich" ustalonych przedmiotów - każdy starszy pracownik bojąc się o przyszłość i swoje pensum pilnuje własnych nadgodzin jak ognia.
Dzisiaj dowiedziałem się iż w wyniku niżu demograficznego i zmniejszającej się liczby studentów przewidywane są redukcje etatów. Jako adiunkt mam 4 lata umowy o pracę po czym następuje weryfikacja. Znając specyfikę swojego wydziału zaczynam się bać o swoją przyszłość. Mam określony dorobek, uczestniczę w kilku programach w których rzeczywiście moja wiedza jest przydatna. Piszę właśnie 2 książki (jako ich współautor). Mimo to jako najmłodszy pracownik w dodatku pochodzący z jednostki powszechnie nielubianej (przodujemy w ilości studentów - poprawkowiczów, obecna kadra również miała problemy z przejściem naszych przedmiotów stąd ta niechęć ;)) obawiam się, że w pierwszym rzędzie odczuję redukcje.
W związku z powyższym mam pytanko, jakie przyjąć nastawienie do pracy ? mam dwa wyjścia - starać się jak najszybciej zrobić habilitację i jak najwięcej publikować (co może nic nie znaczyć mam 4 latka czasu) lub powoli wychodzić z trybu pracy naukowej i zacieśniać współpracę zewnętrzną.
Czy pracownik z którym nie przedłużono umowy o pracę z uwagi o niezabezpieczoną liczbę godzin dydaktycznych ma prawo odwołać się ? i czy bogaty dorobek może być dostatecznie silnym argumentem w odwołaniu?
Wiem że to 4 lata ale w laboratorium czas szybko mija, nie chcę obudzić się jako 34 letni człowiek z ręką w nocniku , szczególnie zważając na fakt, iż wielokrotnie z premedytacją rezygnowałem z opłacalnej pracy innego typu, gdyż jasno wytyczyłem sobie swoją ścieżkę naukową ;).
Pozdrawiam i przepraszam za przydługi post