29.08.12, 12:34
Witam chce zapytac sie jak dajecie sobie rade w zyciu codziennym bez pewnych ugodnien ale moze od poczatku. Mam 20 lat i wkoncu jak to sie mowi trzeba zaczac radzic sobie samemu w zyciu Ale gdy mam cokolwiek zalatwic to zazwyczaj musze tam podjechac nawet do szkoly bo jest oddakona od 20 kilometrow od mojej miejscowosci a polaczenia sa tak liche ze albo wstje przed czwarta i potem czekam prawie 2h zanim otworza mi szkole albo jestem zdana na bliskich ktora dzieki bogu mam mozliwosc przyjsci do przcy puzniej bo prowadzi wlasny biznes co innego na wiosne ale zima to az strach stac tak samemu a przeciwrz praw. jazd. nie moge miec nawet jak bym chciala zaryzykowac i pubowac to wlasnie skonnczyl mi sie czas ,remisji, i znowu latam po lekarzach. Boje sie czy kiedykolwiek w zyciu nie bede musiala na nikim polegac i byc zaradnaw zyciu tak na 100% Jak pokonaliscie ten strach i postawiliscie pierwsze "kroki"
Obserwuj wątek
    • laurka_83 Re: problem 16.09.12, 20:18
      Witaj. Ja choruję na epi od 1994 r. I tak jak piszesz póki się było w domu to było ok. Schody się zaczęły jak się z domu wyszło na swoje. Jeszcze i tak jak poszłam do szkoły po liceum to miałam o tyle fajnie, że w tym samym budynku miałam internat i wykłady. No ale w końcu trzeba było zacząć żyć na swój rachunek i samemu. To fakt łatwo nie było. Szczególnie, że pracę znalazłam w miasteczku które jest bardzo kiepsko położone. Żeby pojechać do moich rodziców, którzy mieszkają 60 km ode mnie to muszę jechać najpierw autobusem godzinę i później przesiadka i 40 min kolejnym autobusem.
      Mi w przezwyciężeniu strachu i różnego rodzaju myśli bardzo pomogło to forum. Jak sobue poczytałam wypowiedzi niektórych ludzi to zdałam sobue sprawę z tego, że u mnie wcale jeszcze nie jest tak źle. Ja nie mam bardzo często ataków, bo mam pourazową. No ale zero alkoholu, wszystkie noce przespane itp.
      A niesery prawda jes taka, że my zawsze będziemy w jakimś stopniu uzależnieni od innych. Wiadomo nie we wszystkim, ale samochodem sama nigdy nie pojadę. Ale powiem ci, że jak się ma fajnych ludzi wokół siebie to naprawdę jest dobrze.
      Ja się w tamtym roku przekonałam co to znaczy mieć życzliwych ludzi. Miałam remont mieszkania i oczywiście co chwil trzeba było jeździć do różnych miast, bo w moim to nic nie ma. I naprawdę byłam bardzo mile zaskoczona, że mam tylu przyjaciół.
      Po prostu musisz uwierzyć w siebie, wierzyć w to, że mimo, że w jakimś tam stopniu jesteś ograniczona, to w inej dziedzinie mozesz pokazać na co cię stać. A z czasem to samo ci przyjdzie.
      Niestety epilepsji nigdy się nie pozbędziemy i musimy się z nią zaprzyjaźnić. Poza forum też mi dużo dali przyjaciele i też dziewczyna, którą poznałam przez to forum. Znamy się już ok. 4 lat. Po roku się spotkałyśmy. Ważne jest też to, żeby twoja choroba nie przysłaniała ci całego świata.
      Dasz radę. Chyba każdy z nas na tym forum musiał to przejść. A przecież ty jesteś jeszcze młoda masz całe życieprzed sobą.
      Pozdraiam i życzę powodzenia.
    • ak-69 Re: problem 16.09.12, 21:15
      Zazdroszczę wam... Gdy ja zachorowałem w trakcie 3 roku studiów matematycznych ponad 20 lat temu, choroba wypchnęła mnie w izolację społeczną mimo braku problemów z nauką. Lekarze traktowali mnie jak osobę chorą na grypę, której trzeba dać leki na padaczkę, a nie aspirynę. Gdybym miał dostęp do porad innych chorych np. na forum tego typu, przełamałbym się o wiele wcześniej. Dopiero kilka lat temu zacząłem wracać do społeczeństwa. W wieku ponad 40 lat kończę niedługo zaocznie studia informatyczne (umysł ścisły). Za parę dni kończy mi się 3-miesięczny okres próbny na pierwszej pracy z prawdziwego zdarzenia. Umowa o pracę, a nie jakaś "śmieciowa"... Lepiej późno niż wcale. Dobrze, że masz szanse postawić pierwsze "kroki" już w tak młodym wieku i w razie wątpliwości dostać porady o wiele lepsze niż od wszelkich psychologów, psychiatrów itd. Każdy chory wie więcej o swojej chorobie więcej niż lekarz, bo zna ją w realu.
      • marteen.31 Re: problem 17.09.12, 16:30
        Mnie epi dopadła gdy miałem już za sobą większość ważnych rzeczy.Miałem skończone 20lat i wiedziałem jak radzić sobie z większością trudnych spraw,lecz odczułem to na sobie podobnie jak ty Ak-69.Straciłem dobrą robotę,odeszła ode mnie ona i całe moje życie zmieniło kolor.Teraz też nie jest mi kolorowo.Uzdrowił mnie Zus a w tutejszym pośredniaku muszę się tylko co m/c podpisać bo o pracy mogę pomarzyć.O swojej epi wiem już tyle,że przewiduję większość niechcianych sytuacji.Do szczęścia jednak potrzeba mi wiele ale nie należy się załamywać.Nikt nie jest pępkiem świata,są inni z większymi problemami.Chciałbym pogadać kiedyś z kimś ,kto ma ten sam problem zdrowotny.Powodzenia!
        • keischa12 Re: problem 20.09.12, 14:45
          Tak rzeczywiscie polskie realia sa wrecz ... Nie znam nikogo z takimi przypadlosciami jak nasze tylko sie nie gniewaj za szczerosc czy ty masz moze gorsze dni w zaleznosci od pogody czy to tylko moje wyobrarzenie albo czasami nie wiem jak to nazwac niby kontaktujesz rozpoznajesz osobe sidzaca kolo ciebie ale jestes jakby w amoku taka niepewnosc ...Nie wiem czy moge pytac o takie rzeczy ale jesli mozesz ...
          • marteen.31 Re: problem 20.09.12, 16:39
            keischa12 napisał(a):

            > Tak rzeczywiscie polskie realia sa wrecz ... Nie znam nikogo z takimi przypadlo
            > sciami jak nasze tylko sie nie gniewaj za szczerosc czy ty masz moze gorsze dni
            > w zaleznosci od pogody czy to tylko moje wyobrarzenie albo czasami nie wiem ja
            > k to nazwac niby kontaktujesz rozpoznajesz osobe sidzaca kolo ciebie ale jestes
            > jakby w amoku taka niepewnosc ...Nie wiem czy moge pytac o takie rzeczy ale je
            > sli mozesz ...
            Twoje wyobrażenie? Napisane tak jakbyś wiedziała do kogo piszesz.Rozpoznaję wszystkich których znam.
    • lanefretete Re: problem 18.09.12, 21:19
      W moim wypadku, ja sobie radzę z tym każdego dnia. Nie można być za pewnym siebie w tej chorobie, bo ona jest jedną z tych niesfornych. Można robić co się da by tylko jakoś dobić do normalnego funkcjonowania, ale co się wydarzy tego przewidzieć się nie da.
      Ja staram się nie skupiać na tym co było i na tym co się stać może, ale wiadomo jak każdy mam gorsze dni i wtedy trudno mi zahamować strach. Jednak czasem jestem wstanie żyć zapominając co mi tak naprawdę dolega bo tak bardzo chronię dostępu do tej informacji. Ale ta bańka mydlana szybko pęka przy kolejnej dawce, lub ataku.
      Nie ma złotego środka
      • kropka_a Re: problem 23.09.12, 12:55
        do keischy12 - odp na post z 20-go

        Ja też miałam czasem takie objawy, taka nie do końca utrata kontaktu, ale też nie jest się w pełni w tej rzeczywistosci, tak nie do końca, świadomosć przymglona.
        Pogoda w niektórych epi-jak najbardziej wpływa-u mnie tak jest-jak są nize czuje się fatalnie, i czuję się taka głupia jakby połączeń brakowało w moim mózgu i nic sklecić nie umiem. Moja neuro nawet pytała mnie czy pogoda na mnie wpływa, czy obserwuję pogorszenie (niektórzy np. w czasie burz).
        Pozdrówka!
        Jest cieżko z tą chorobą, niestety.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka