bruxa1
31.05.06, 20:30
Jest jedna sprawa, która mnie nurtuje. Wydaje mi się sprawą ewidentną, że
stres i szerzej pojęte silne emocje, wpływają znacząco na wystąpienie ataków.
Obserwuję to u mojego męża, prawie na 90% mogę powiedzieć, czy po jakimś
zdarzeniu coś mu będzie czy nie.
Przewidując okres silnego stresu, spytaliśmy lekarza czy można temu jakoś
zaradzić, np. biorąc jakiś łagodny lek uspokajający (np. ziołowy - chodziło
mi bardziej o efekt placebo na zasadzie, biorę coś to mi lepiej). A doktor na
to że, "nie udowodniono dotychczas żadnego związku między stresem a
atakami"!!! Pomyślałam, że neurologię, to pewnie na tajnych kompletach
kończył i była to nasza ostatnia u niego wizyta.
A co Wy na to? Kto to jest głupi - on czy ja?