morgan11
30.07.06, 20:15
moj kuzyn dostal epilepsji po silnym urazie glowy(co bylo 17dni temu) przez
pierwsze 6 dni byl jak w letargu, tzn otwarte oczy, zero kontaktu, nie mogl
mowic.ciagle spal. po 8 dniach zaczal kontaktowac, nawet troszke mowic. dzis
mowi normalnie, nawet zartuje, wie ze jest w szpitalu, rozumie sytuacjie; ale
ciagle nie moze nawet zejsc z lozka, ma przykurcz reki, glowa mu opada i caly
jest oslabiony; z siadaniem tez sa problemy. mial robiona tomografie i
renozans(nie wiem jak sie pisze), wykazuja ze to epilepsja, nie ma guzow czy
wylewu(dodam ze ma 20lat).
mam do was pyt czy to mozliwe,ze ten jego pierwszy atak(w czesniej nic nie
bylo) moze tak dlugo trwac? eeg jest ciagle do bani. kiedy dojdzie do siebie.
sparwa jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo tego ataku dostal za granica i
lekarze boja sie zezwolic na jego transport do polski(samolot). ja juz nie
wiem czy oni nie wiedza co robia, przeciez po ponad dwoch tyg podawania lekow
powinna byc poprawa.
jesli ktos cos moze powiedziec, poradzic to bardzo bym prosila
dzieki
iza