Dodaj do ulubionych

STAN PADACZKOWY

06.03.08, 16:10
Witam !!! Chciałam opowiedzieć jak ostatnio przez własną bezmyslność
doprowadziłam sie do nieciekawego stanu. Przez zaniedbanie leczenia
(ciagła zmiana leków i brak jakiejkolwiek poprawy przez kilka lat)
zwatpiłam w cale to leczenie i odłożyłam "dropsy". I tak aż pewnego
słonecznego dni miałam cztery duże napady, zabrało mnie pogotowie,
ale za chwile już wypuścili ze szpitala z zaleceniem brania leków.
Dostałam recepte i wsio. Jednak do domu nie dotarłam. Kojelny napad
i znow szpital (dzięki Bogu inny), dali mnie na ortopedie, bo
huknęłam nieźle w łeb. i tam kolejne napady,na tyle silne i nie do
opanowania,że musieli mnie zaintubować. Mieli mnie wybudzic po
24godzinach, potem 48... a tu lipa, spało mi sie tak dobrze, że nie
chciałam sie budzic:) na domiar złego okazało sie,że mam zapalenie
mózgu <nie wspominajac o zapaleniu płuc> i ponoć było bardzo
kiepsko. Wybudzilam sie po tygodniu. Nie do opisania jest co
przezywali moi najbliżsi, którym lekarze mówili,że trzeba sie
przygotować np na trwałe kalectwo itp, a tu prosze ja juz prawie w
pełni sił :D Chciałabym żebyście Drodzy "Bracia i Siostry" nie brali
nigdy ze mnie przkładu i nie odkładali sami leków!!! :) a przy
okazji spytac czy ktoś z Was przechodził stan padaczkowy i jak to
wyglądało?
Obserwuj wątek
    • justyna302 Re: STAN PADACZKOWY 07.03.08, 09:15
      Lata temu doprowadziłam sie do stanu padaczkowego. Również przez
      własną bezmyślność, kombinowanie z dawkami na własną rękę,
      zmniejszanie dawki, itd. Stara baba już byłam, a wciąż głupia..
      Była przy mnie wtedy mama. Przeżyła horror, bo zawsze po ustaniu
      drgawek zasypiałam i było ok. Ale teraz nie.. Zaraz potem następny
      napad i następny, bez odzyskiwania przytomności.. Opisywała potem ze
      nie potrafiła wystukać numeru na pogotowie, tak jej ręce latały, a w
      głowie dudniła tylko jedna myśl "Boże, nie umieraj mi!!!"
      Pogotowie przyjechało, dostałam jakis zastrzyk, zabrali mnie, a w
      ogole było bosko, bo miałam na sobie tylko dziurawy pod pachą t-
      shirt ( nauczka na całe życie: nigdy nie chodź epileptyku ubrany jak
      łajza ).
      Przytomność odzyskałam w szpitalu, cała rodzina wianuszkiem koło
      łóżka, ja wymioty, potworny ból głowy i kompletny zanik pamięci - co
      sie dzieje, jaki dzien dzisiaj mamy, co robiłam i co miałam robic -
      czarna dziura..
      Ze szpitala wypisałam sie za 2 dni na własne żądanie ( lekarz był
      wsciekły ) bo zaczeli dawać mi kombinacje lekow po swojemu, a ja nie
      chciałam tak, poza tym probowali dociec przyczyny stanu padaczkowego
      i zatrzymać mnie na obserwacji, a ja przecież doskonale wiedziałam
      co stało za tym wszystkim. I w ogole chciałam juz do domu i do
      mojego doktora.
      Niestety dalej było fatalnie.. Miesiąc życia jak zombie: jakaś
      tępota umysłowa, zapominanie słów, powolne mówienie z plączącym się
      jezykiem, poruszanie sie w zwolnionym tempie. Senność, zmęczenie,
      otępienie. IQ poniżej przeciętnej.
      Ale pomału, pomału wróciłam do formy.. Dr Zwoliński z powrotem
      naprostował mi leczenie.
      NIGDY WIECEJ NICZEGO NA WŁASNA REKE!!!
      Od tamtej pory leki biorę systematycznie, jak trzeba i nie miałam
      już dużych napadów.
      Z natury jestem osobą baaardzo łagodnego usposobienia. Ale jak
      czytam czasem tu na forum, jak jakis delikwent pisze ze nie bedzie
      sie truł, albo ze czuje sie gorzej, dlatego bierze sobie mniej tego,
      albo tamtego, albo ze słyszał złą opinię o leku wiec go odstawia
      sam, to nóż mi sie w kieszeni otwiera...
      Ludzie nie robcie tak nigdy, to najgorsze co mozna zrobic. Leki
      przeciwpadaczkowe to nie herbatka ziołowa odchudzająca, ani nie
      pastylki na gardło..
    • ania_1609 Re: STAN PADACZKOWY 07.03.08, 10:17
      Ja miałam podobnie. Chciałam się leczyć sama i przekombinowałam.
      Niewiele pamiętam, ataku dostałam na ulicy, jak wracałam do domu,
      potem następnych. Pogotowie wezwali jacyś przypadkowi ludzie.
      Pierwsze mgliste wspomnienie mam dopiero z następnej doby, kiedy
      leżałam na sali intensywnego nadzoru, następne za kilka dni. W sumie
      byłam 10 dni w szpitalu i jeszcze jakieś dwa tygodnie po szpitalu
      dochodziłam do siebie, wszystko zajmowało mi mnóstwo czasu, a
      najwięcej chyba skonstruowanie sensownego zdania.
      A wszystko dlatego, że "postanowiłam" odstawić jeden lek (byłam na
      dwóch) i na własną rękę przejść na monoterapię. Nigdy więcej tego
      nie zrobię i wszystkich przed tym ostrzegam.
      Nawet sobie nie wyobrażam, co musiał czuć mój mąż przez te kilka
      dni. Nauczyłam się pokory w stosunku do choroby, postanowiłam
      bardziej zaufać lekarzom i niczego nie robić samowolnie.
      Pozdrawiam, Ania
      • tabby1 Re: STAN PADACZKOWY 07.03.08, 14:48
        Hej.
        Ja miałam stany padaczkowe pare razy. Zabierała mnie z domu karetka.
        Zaznaczam, ze zawsze regularnie brałam leki, nigdy nie odstawiałam
        ich samowolnie.
        nie wiem jaka była tego przyczyna.
        dawno się tak juz nie działo, mój stan jest teraz duzo lepszy, oby
        jak najdłużej.
        Życzę wszystkim zdrówka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka