asica74
11.04.05, 02:11
troszku....
caly bozy dzien pakowanie, przepakowywanie a slonce wola zza murow... dzien
sie skonczyl i chyba ogarnelismy... 40% bajzeru. Wyprowadzka w przyszla
niedziele. Ale ja nie o tym chcialam. I nie o tym, ze jestemy roznymi typami
ludzmi: ja minimalistka, Misiu zbieracz...
Sortujac, upychajac, pakujac, przekladajac natretnie myslalam o tym, ze okolo
70% tego bajzeru oddalabym na charity, 15% na smietnik, no i reszte moglabym
wziasc ze soba. Nie lubie takiego zasmieconego zycia, rzeczy nikomu nie
przydatne, uzywane od wielkiego dzwonu i tylko przy pomylsnych wiatrach...
I gdyby nie M pilnujacy mych rak to pewnie by tak bylo...
Ale nie jest. I czuje, ze mnie to przyniata, ciazy, zabiera przestrzen i
energie.
Pamietam lata temu odwiedzilam wspolnoty Jerozolimskie w Paryzu. Kazda z nas
dostala pokoik jednej z mniszek, a tam... tylko podstawowe rzeczy. Czulam sie
nie swojo na poczatku, ale potem gdy wrocilam do mogo zycia, poczulam sie
podobnie jak teraz, ze mnie to wszytsko za bardzo trzyma.
Nie czujecie sie tak czasami, ze chcecie pofrunac, a tu taki balast???
Asic nocny