Dodaj do ulubionych

czy zbyt duzo milosci moze szkodzic?

12.05.05, 23:58
taka mysl mi sie zrodzila (byc moze ktos powie ze zbyt powazna jestem smile
pomyslalam ze was o to zapytam.. jaka jest wasza opinia?

osobiscie uwazam, ze dobra i milosci nigdy za dosc. ale czy naprawde?
Obserwuj wątek
    • gherarddottir Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 00:03
      to zalezy co sie rozumie pod pojeciem miloscsmile
      A tak na serio. Milosc dobra, wzajemna, budujaca zawsze jest dobra, dodaje nam
      skrzydel, pomaga pokonywac trudnosci, wzbogaca nas i staje sie drogowskazem,
      rozwiazaniem wielu zaduman i watpliwosci (mowie za siebie jakby co)
      Nadoopiekunczosc czy przesadna zazdrosc w milosci moze byc destrukcyjna...

      Pozdrawiam
      • kornikuno Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 02:08
        ...tak jest prawda!
    • greeneyes27 Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 07:50
      Mysle, ze mezczyzni nie lubia, gdy sie ich za bardzo obsciskiwuje i
      obcalowywuje.
      Ukochanego mezczyzne chcialoby sie najchetniej zjesc, ale trzeba sie
      hamowac... wink
    • a.polonia Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 09:57
      a czy milosc wogole mozna stopniowac? mysle, ze albo sie kocha, albo nie...
      co innego okazywanie milosci, mozna zaglaskac kogos na smierc? Chyba mozna...
      • dede1 Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 10:23
        "Istnieje tylko cienka czerwona linia pomiedzy rozsadkiem a szalenstwem".
        Problem polega na wlasciwym rozumieniu milosci. Jezeli ktos przez milosc
        rozumie zawlaszczenie sobie drugiej osoby polaczone z nieustannymi probami
        poprawiania jej wad- wg nas wad, bo to pojecie wzgledne ("oczywiscie dla dobra
        tej osoby"); to taka milosc moze zaszkodzic. Podobnie moze to dzialac w druga
        strone - pozostawienie partnerowi, ktorego kochamy tyle swobody i wolnosci,
        stworzenie zwiazku partnerskiego ale na tej zasadzie, ze nie ograniczamy sie
        wzajemnie, kazdy zyje jak chce ,poswieca sie swojemu hobby bez ograniczen i od
        czasu do czasu przypadkowo para robi cos razem - najczesciej uprawia seks bo
        tylko na to zostalo im odrobine wolnego czasu. Taka para nie tworzy nieczego
        razem, wspolnoty oni tylko zyja razem (znam taka pare-wlasnie przechodza kryzys-
        ostatnio widzielismy ich z mezem przypadkowo z daleka jak szli obok siebie,
        nawet sie za rece nie trzymali, jak kolega z kolezanka. Sa niecale 2 lata po
        slubie). Kiedys czytalam ksiazke napisana przez kogos kto nazyw sie Wheat ale
        tytul mi z glowy wylecial, w kazdym razie w tytule bylo slowo Milosc. To byl
        rodzaj poradnika. Autor opisywal istniejace rodzaje milosci az po milosc Agape
        (najdoskonalsza forma milosci). Pamietam, ze bylo to wydanie z szescdziesiatego
        ktoregos roku i ksiazke znalazlam w bibliotece. To bylo z 10 lat temu. Od
        tamtego czasu wiedzialam dokladnie jak bede budowac moje przyszle zwiazki,
        wiedzialam co jest najwazniejsze. Watpie czy bylabym w stanie miec tak fajne
        malzenstwo jakie mam gdyby nie ilosc ksiazek przeczytanych na temat partnerstwa
        i przede wszystkim owej ksiazki. Podsumowujac: Nadmiar milosci nie zaszkodzi
        jesli jest to dobra, madra milosc.
        • kurczak1976 Dede! 13.05.05, 10:51
          A mozesz przytoczyc trzy najwazniejsze zasady jakimi kierujesz sie w swoim
          zwiazku? Moze byc wiecej ale chociaz 3.
          Jestem ciekawa bo z reguly nie czytuje, ksiazek tego typu iz boje sie
          popelnienia naditerpretacji czegos lub calkowitego zatracenia wlasnych,
          indywidualnych cech i mysli na dany temat.
          • a.polonia Re: Dede! 13.05.05, 10:56
            Troche skrecamy watek, ale dla mnie udany zwiazek jest wtedy, jak obydwie
            strony moga byc w nim soba, to pelna akceptacja. W przypadku, kiedys zaczynamy
            rezygnowac z czegos waznego dla nas aby "dopasowac sie" i kiedy zaczyna
            to "uwierac", to zly znak.
            Budowanie zwiazku na teorii z ksiazek to dla mnie wlasnie czysta kalkulacja i
            teoria. Moze dlatego, ze ja kieruje sie czesciej emocjami niz rozsadkiem,
            rzucam sie na gleboka wode i chyba te ksiazki, w moim przypadku, na niewiele by
            sie zdaly smile
          • dede1 Re: Kurczak1976! 13.05.05, 11:35
            O kurcze ale wyzwanie przede mna postawilas! Musze sie chwile zastanowic. To
            jest tak, ze ta wiedza w tobie jest i trudno ujac w jakies zasady. Ale na pewno
            mam jedna zasade przewodnia: Zdecydowalismy sie spedzic zycie razem i bez
            wzgledu na to co sie stanie oboje bedziemy starali sie stworzyc szczesliwy
            zwiazek. Z cala otoczka: mowienie sobie czesto, ze sie kochamy, trzymanie sie
            za rece gdy idziemy gdzies razem a takze lojalnoscia. Jezeli zdarzy sie, ze w
            wiekszym towarzystwie ja zaczne opowiadac jakas bzdure np. ze snieg jest czarny
            to moj maz - bedzie mnie popieral - choc wiadomo, ze nie mam racji. Czyli caly
            swiat moze byc przeciwko mnie ale mimo to nie pozostane sama w walce z innymi.
            Oczywiscie na osobnosci powie mi: Myszka zastanow sie, przeciez snieg jest
            bialy. Ale w momencie gdy mialam przeciwnikow nie zostawil mnie na lodzie. I ja
            zrobie w takiej sytuacji to samo - bede zawsze po stronie meza.To odmiana
            milosci zwanej braterska - tak jak straszy brat zawsze bedzie siostre bronil w
            piaskownicy nie rozwazajac kto ma racje. Kolejna rzecz to otwartosc. W jednej z
            ksiazek byla porada aby regularnie uskuteczniac cos w rodzaju...zebrania. NIe
            rozmawia sie wtedy o problemach codziennych dot. co na obiad, albo ze trzeba
            uszczelke w kranie zmienic tylko rozmawia sie o zwiazku. Czy wszystko gra
            miedzy nami, czy cos sie popsulo. Moze jedno zatracilo romantyczne odruchy,
            przestalo calowac na powitanie itp. Chodzi o to aby w ferworze dnia nasz
            zwiazek nie przeksztalcil sie w spolke dwuosobowa, ktorej zadaniem jest
            wychowanie dzieci i zabezpieczenie materialne a uczucia gdzies tam wcisniete sa
            na dno serca i daja o sobie rzadko znac. Istnieje tez fajna metoda klocenia
            sie. Polega ona na tym, ze:
            Najpierw jedna strona wyraza swoje zdanie np. Zdenerwowalo mnie ze spotkawszy
            mnie na miescie nie pomogles mi niesc zakupow do domu tylko stanales na
            pogawedke z kolezanka i musialam sama dzwigac ten kram do domu.
            1.Druga strona: wyraza to co uslyszala wlasnymi slowami upewniajac sie czy
            dobrze zrozumiala w czym problem. Na zasadzie: Jak rozumiem zdenerwowalo cie
            to, ze ci nie pomoglem czy to, ze rozmwialem z ta kolezanka, ktorej ty nie
            lubisz. Druga strona musi dokladnie dowiedziec sie co stanowi glowny problem.
            Czyli troche podrazyc.
            2.Kolejne zadanie drugiej strony jest wyrazenie w czym sie zgadza. Na zasadzie:
            Masz racje to bylo niegrzeczne i bez poziomu, ze zostawilem cie tak z tymi
            siatkami itd.
            3.Kolejne zadanie drugiej strony to wyrazenie wlasnego zdania na zasadzie:
            Widze to nieco inaczej niz ty. Uwazam, ze nie dalem ci az takiego powodu do
            zdenerwowania bo zakupy nie byly specjalnie ciezkie, mialas tylko drobiazgi w
            siatce, wiesz przeciez, ze duze zakupy robimy zawsze razem w piatki wlasnie po
            to abys nie musiala sama dzwigac. Wydaje mi sie, ze zdenerwowalas sie bardziej
            z powodu kolezanki....itd. Potem osoba, ktora problem nadmienila na poczatku
            staje sie druga osoba i powtarza caly schemat dyskusji. Czyli powtorzenie
            punktow 1,2,3. W ten sposob kazda tzw klotnia jest tylko dyskusja i prowadzi do
            pozytywnego konca. Chodzi o to, ze istnieje ogromna roznica pomiedzy tym co
            myslimy, tym jak to wyrazimy, a tym jak to zostanie przez druga strone
            zinterpretowane. Tak rodza sie nieporozumienia. No bo chodzilo o siatke z
            zakupami czy o dnerwujaca nas kolezanke, ktorej maz poswiecil 20 min rozmowy
            zostawiajac nas samych w drodze do domu? Polecam ksiazke napisana przez Albert
            Ellis i ted Crawford "Making Intimate Connections" (moja wersja jest niemiecka
            wiec nazywa sie "Training der Gefühle in der Partnerschaft").
            Gdy czlowiek sie pilnuje i prowadzi dyskusje w ten sposob z czasem zaczyna to
            robic automatycznie. Oczywiscie nerwy ponosza i czesto pierwsza reakcja jest
            zupelnie nieksiazkowa czyli - Wiesz co wsadz sobie swoja kolezanke gdzies.
            Poradze sobie bez ciebie. Ale zaraz przychodzi opamietanie i zaczynasz jak
            czlowiek na poziomie mowic o tym co boli. Czesto odkrywajac, ze robisz wiele
            halasu o nic. Alez sie rozpisalam! Ja to uwielbiam. Kiedys powiedzialam do
            meza: Wierze w Boga i w psychologie - w tym sensie, ze wiem iz mozna nauczyc
            sie wielu schematow zachowan i reakcji i dzieki temu oszczedzic sobie wiele
            chwil zdenerwowania.
            • ponponka1 Re: Kurczak1976! 13.05.05, 11:56
              Jestesmy ludzmi a ludzie sa rozni. Nie znajdziesz drugiej takiej samej osoby jak
              TY, ani tez takiej samej pary w jakiej TY jestes. Jeden szuka zwiazku
              partnerskiego inny opieki (nad kims lub, zeby ktos sie nim zaopiekowal), jeden
              lubi dominowac, inny lubi byc kierowany, i tak bez konca......Zatem podreczniki,
              owszem, ale z duzym dystansem i przymruzeniem oka. Wazne, zeby obie strony
              czuly, ze maja to chca i czuly sie spelnione smile

              Cmok (jaki smok?)
              • gherarddottir Re: Kurczak1976! 13.05.05, 12:16
                Fakt, kazdy jest inny i kazdy zwiazek inny. Ja osobiscie nie polecam wzorowania
                sie na amerykanskich pseudopsychologicznych ksiazkach typu poradnik. Np jak
                walczyc ze zlym humorem - " powtarzaj jak mantre: mam dobry humor, wszystko
                jest ok".To nie dziala tak prosto i gdyby gotowe szczescie czy harmonie mozna
                byloby osiagnac prosto to by sie ja kupowalo w sklepie na rogu smile))) Ale to
                moje zdanie. Mysle, ze recepty na udany zwiazek nie ma bo to jaki jest nasz
                zwiazek warunkuje zbyt duzo czynnikow typu osobowosc, doswiadczenia,przezycia,
                warunki w jakich mieszkamy,nasze potrzeby emocjonalne (jak napisala Ponponka)i
                tak dalej.
                Wazne jest tez czy potrafimy isc na kompromis - nie chodzi mi o rezygnowanie z
                czegos co stanowi o nas, ale o to by posiadac empatie.
                Gdyby moj maz stopowal np moj rozwoj intelektualny mowiac np "zamiast czytac
                ksiazki moglabys np wiecej czasu spedzic ze mna" albo "a po co ty jeszcze
                chcesz jakies podyplomowe, specjalizacje, kursy itd robic?" To pewnie
                mielibysmy problemsmile Cale szczescie szanujemy obydwoje swoje potrzeby: ja nie
                moglabym grac w gre komputerowa cale popoludnia, ale jesli on tego potrzebuje
                to ok niech sobie gra. W moim zwiazku np bardzo sobie cenie to,ze szanujemy
                wzajemnie takze nasze potrzeby bycia samemu czasami. Dla mnie to bardzo wazne.
                Lubie zamknac sie w swoim pokoju, czytac, pisac rozne rzeczy itd.
                W poprzednim zwiazku byl to dla mojego partbera problem...
                Pozdrawiam serdecznie
                • dede1 Re: Kurczak1976! 13.05.05, 13:28
                  Tez nie lubie poradnikow pseudopsychologicznych i powtarzania roznego rodzaju
                  mantr. I nie czytam ich. A jesli sie trafi, ze akurat cos kupie co ocenilam
                  jako dobry poradnik ale sie pomylilam, to biore z niego to co najlepsze i tyle.
                  Uwazam, ze jest wiele par dosc zagubionych i zanim wybiora sie do poradnictwa
                  malzenskiego lub w najgorszym wypadku rozstana, warto by bylo gdyby najpierw
                  poczytali troche i sprobowali na pewne rzeczy otworzyc oczy. Nie mowie tu o
                  ksiazkach typu "Simplify your life", ktore sa takie modne. Mam na mysli mniej
                  poradniki a bardziej ksiazki z dziedziny psychologii, czesto opisujace roznego
                  rodzaju terie psychologiczne lub rodzaje terapii. Mnie to zwyczajnie
                  interesuje. I nie twierdze, ze kazdy aby miec dobry zwiazek musi najpierw cos
                  na ten temat przeczytac. Moj maz nie przeczytal ani jednej z moich ksiazek,
                  poza urywkami, ktore mu czasem na glos czytalam (bo lubi gdy mu przeczytam
                  ciekawe kawalki) i mimo to jest wspanialym partnerem. Moze niektorzy maja to we
                  krwi albo wyniesli dobre wzorce z domu. Ja wynioslam z domu wzorzec malzenstwa
                  do d...py i postanowilam, ze naucze sie innego. Z drugiej strony jak mozna
                  wytlumaczyc zjawisko gdy pary zyjace w zasadzie zgodnie rozstaja sie nagle po
                  10 i wiecej latach? Czyli jednak cos uwieralo w tym zwiazku. Cos bylo nie tak
                  ale nie potrafili byc moze o tym rozmawiac, tego zobaczyc, zrozumiec. Sama nie
                  wiem. Poza tym czytanie tego typu literatury to nie poszukiwanie recepty na
                  udany zwiazek. To uczenie sie jak mozna lepiej, madrzej podejsc do zycia we
                  dwoje. W koncu po roku, czy pieciu latach latwo byc szczesliwym. (jestem z
                  mezem od niecalych 4 lat malzenswtem i niecalych 5 razem). Sztuka polega na tym
                  aby po 10,20 itd nadal byc szczesliwym razem. A zamiast kompromisow szukalabym
                  konsensusow.
                  • viki2lav Re: Kurczak1976! 13.05.05, 13:39
                    takie troche Gestalt,! ale powinno dzialac
                    • dede1 Re: Viki! 13.05.05, 13:59
                      Nie rozumiem co mialas na mysli uzywajac slowa "Gestalt", tym bardziej pisanego
                      z duzej litery?
                  • gherarddottir Re: Kurczak1976! 13.05.05, 14:44
                    co do zjawiska par ktore zyly w zgodzie i wydawaloby sie harmonii po czym sie
                    rozstaly...hm trudno to wytlumaczyc tak ogolnie jak sie tych osob nie zna...
                    To wcale nie znaczy, ze czegos musialo na co dzien brakowac - mysle, ze te
                    osoby bardzo sie lubily ale nie kochaly, moze trzymal je razem udany sex,
                    dzieci i wspolne pasje, ale czasami to za malo zeby byc razem. Tak naprawde
                    wazna jest taka sama badz podobna hierarchia wartosci w zyciu i drabina
                    priorytetow.. Znam pary ktore sie rozstawaly po paru latach ku zdziwieniu
                    znajomych bo okazywalo sie ze to co brali za milosc bylo fascynacja i "nowym
                    przezyciem".
                    To jest ta wlasnie tajemnica milosci - bo czasami jest tak, ze osoby o zuplenie
                    roznych zainteresowaniach sa razem wiele lat i tworza cudowne zwiazki.

                    Pozdrawiam
                    • dede1 Re: gherarddottir 13.05.05, 15:12
                      Zgadzam sie z tym co napisalas.
                      • mulinka Re: gherarddottir 13.05.05, 15:36
                        ja, podobnie jak dede, nie mialam dobrego wzorca w domu
                        wiec klasycznie weszlam w nieudany zwiazek
                        a "na zewnatrz" sprawialismy podobno wrazenie doskonalej pary (he,he)
                        tyle, ze mnie uczono : nie mow nikomu, co sie dzieje w domu (co za piramidalna
                        bzdura!)
                        po rozwodzie odwiedzilam wielu psychologow (uczciwie musze przyznac, ze jedna
                        mloda dziewczyna byla naprawde dobra - do dzis mam wielki szacunek do jej uwag -
                        niestety(dla mnie) miala rodzic dzidziusia i....musialam zajac sie soba sama.
                        Przy pomocy poradnikow, tych...amerykanskich.
                        Dopiero przy pomocy tych ksiazek udalo mi sie zrozumiec wieeeeele rzeczy,
                        otworzyc oczy, zrozumiec siebie. Czesto powtarzalam mantre "jestem szczesliwa,
                        wszystko jest dobrze" (zawsze w formie dokonanej!).Wierze w sile mysli. Jesli
                        nie splycimy problemu - to jest w tym wielki sensu, ale...to rozprawa na
                        ksiazke, nie na post smile
                        Udany zwiazek (ktory zaczyna sie od chemii) - moim zdaniem - trzeba tworzyc,
                        trzeba o niego dbac kazdego dnia, w kazdej chwili i dbac o to, zeby nie
                        dopuszczac do zaburzen w komunikacji (uwazam, ze sposob wyjasniania problemu,
                        jaki pokazala dede jest calkiem ok.)
                        A recepta jest (poza chemia) - akceptacja! 100% akceptacji (rowniez wad naszego
                        partnera, bo...wad tylko Bog nie ma
                        I mysle, ze milosci nigdy za wiele
                        I jak ktos napisala - nie mozna troche kochac, jak nie mozna byc troche w
                        ciazy smile
                        • dede1 Re: mulinka 13.05.05, 15:49
                          Podpisuje sie pod twoimi slowami.
                          • gherarddottir Re: mulinka 13.05.05, 16:21
                            Z tym byciem troche w ciazy to super tekst smile)))
                            Ja piszac o pseudopsychologicznych ksiazka mialam na mysli pewne zjawisko ktore
                            jest powszechne - czesto ludzie z glebokimi problemami "wmawiaja sobie" ze sa
                            szczesliwi, a w srodku sie gotuje....i generuja sie problemy.. Chodzi mi o
                            zagluszanie i maskowanie prawdziwych emocji...ale jak to Mulinka napisala
                            slusznie - o tym mozna by napisac ksiazke. Fakt jest faktem ze poradniki tego
                            typu sa mieszanka psychologii i dobrych rad cioci Wisi - i bardzo dobrze bo dla
                            wielu przebrniecie przez fachowe ksiegi jest trudne i ...raczej odradzam
                            przeprowadzanie doglebnej psychoterapii samemu - zreszta nie jest to mozliwe !smile

                            Pozdrawiam wszystkich wiosennie.

                            A co ksiazek - powiem ze kazdy moze sobie czytac co chce i jednemu pomoze
                            poradnik a inny wybierze sie do psychologa! smile I Dobrze bo kazdy jest
                            niepowtarzalny - jak platek sniegu smile)))
                            • mulinka Re: mulinka 13.05.05, 16:57
                              i tu sie z Toba zgadzam smile
                              nasze wewnetrzne zaklamanie naszym najwiekszym wrogiem!
                              (niezly tekst - w sam raz na plakat reklamowy smile

                              he,he
                              i sobie dodam :
                              poznajmy siebie, poznamy caly swiat!

                              ale sie dzisiaj madrze
                              niby w kacie, ale....
                              (to wlasnie kwintesencja - czemu ja takich brzydkich slow uzywam? - problemu)
                              buziak!
                • a.polonia Re: Kurczak1976! 13.05.05, 14:01
                  Podobalo mi sie to, co napisala gherarddottir
                  Bo ja mam chyba podobnie smile
                  Potrzebuje w zwiazku duzo swobody, duzo czasu dla siebie samej, musze miec
                  swoje miejsce i w razie potrzeby czas dla siebie. Potrafie sie zamknac w
                  swojej "pracowni" i godzinami czytac, pisac, czy malowac. Nie lubie roztrzasac
                  kazdej "pierdoly" i nie lubie byc przesluchiwana, - "dlaczego chcesz byc
                  sama?", "dlaczego bylas wczoraj smutna", itd itd. Ogolnie, nie jestem latwym
                  partnerem i dlatego moj M. jest jedna, wielka zaleta, ze mnie rozumie i tak sie
                  dogadujemy smile
                  • dede1 Re: a.polonia 13.05.05, 14:21
                    Bo o to wlasnie chodzi aby budujac z kim zwiazek nie zatracic siebie, nie
                    zrezygnowac z tego co lubimy, kim jestesmy, a jedynie wzbogacic sie o nowe
                    doswiadczenia. Niektorzy twierdza, ze malzenstwo to koniec wolnosci. Ja uwazam,
                    ze to poczatek nowego rodzaju wolnosci - odkrywania swiata drugiej osoby bo
                    mamy na to przepustke, ktora nazywa sie milosc. Kto ma okazje poznac mnie
                    lepiej niz moj maz?
                    "To wlasnie jest milosc. Powierzenie siebie blizniemu. Otwarcie sie przed nim.
                    ab mogl wejsc i wziac co chce. Wszystko, twoje mysli, twoje nadzieje. I sprawy
                    prez ktore nie spisz po nocach. Otwierasz drzewi, pozwalasz mu wejsc i
                    rozgladac sie wszedzie. Odkrywasz karty. Po prostu go wpuszczasz kolego i juz
                    naprawde do niego nalezysz."
                    • kurczak1976 A jak jest u was z ... 13.05.05, 19:47
                      rozmowami o problemach. To znaczy mowicie otwarcie o wszystkim co w was siedzi,
                      co wam sie nie podoba itp. czy czasem przemilczacie pewne sprawy dla swietego
                      spokoju.
                      Ja staram sie zawsze o wszystkim informowac partnera bo wydaje mi sie ze potem
                      moze sie wszystko bardziej zawiklac a ja w koncu eksploduje.
                      Nie wiem jednak czy mozna tak truc bez konca. Czy druga strona wytrzyma taka
                      otwartosc?

                      Jak jest u was?
    • sylwek07 Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 10:32
      wszystko ma swoje granice tak jak i milosc ,,ale sadze ze jesli chodzi o ta
      dobra milosc to spoko smile)
      • kinky5 Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 18:35
        wydaje mi sie ze nie mozna kochac bez granicznie.
        To ze my kochamy niekoniecznie oznacza ze druga osoba kocha nas w ten sam sposob.
        w partnerska milosc idealna- nie wierze. Uwazam ze to " raczej ciezka praca" - akceptacji,
        zainteresowania, tolerowania bledow a nie - tak jak myslalam w czasach nastoletnich wieczne
        trzymanie sie za lapki, caluski i ogolna idylla.....
        Osobiscie uwazam ze kazdy z nas powienien zachowac pewnien dystans, egoizm po to aby ocalic siebie
        od samodestrukcji.Trzeba miec szacunek do swojej wlasnej osoby.
        Inaczej wyglada sprawa milosci matka- dziecko. Tutaj nie moge sie za bardzo wypowiedziec- nie
        jestem matka- nie wiem jakie to uczucie gdy ma sie swoje dziecko. Ale wlasnie ta milosc nazwalabym
        nieskonczona.
        Oczywiscie - sa wyjatki -niestety........
    • mon101 Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 20:38
      Milosci nigdy nie za duzo ale nie moze to byc milosc egoistyczna, zaborcza
    • triskell Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 14.05.05, 00:43
      Moim zdaniem jeśli tylko poziom miłości dawanej jest dostosowany do potrzeb
      "odbiorcy", to wszystko jest OK.

      Ja przez całe życie miałam ten problem, że jak ja kocham, to na całego... i
      wydawało mi się, że tym potencjalnych kochobiorców odstraszam. A tu znalazłam
      kogoś, kto akurat tyle uczucia potrzebuje smile.
      • gherarddottir Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 14.05.05, 01:28
        ja mysle ze milosc polega na tym (jesli mozna tak powiedziecsmile ze jak sie kocha
        to na calegosmile
        na egoizm miejsce jest gdzie indziejsmile))
        • mona_lisa79 Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 14.05.05, 14:22
          nadmiar milosci moze jeszcze wdtedy szkodzic gdy z milosci chce sie na ukochana
          osobe taki klosz ochronny nalozyc, nie mam na mysli tutak zaborczej milosci ale
          chec ochrony przed wszytskim, co zle, zlymi wiadomosciami, nienarazanie na
          stres ani zadne ryzyko itp. To zazwyczaj mamy w stosunku do dzieci stosuja i te
          dzieci pozniej sa takie troche nieodporne na zyciowe trudnosci
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka