hannamay 12.05.05, 23:58 taka mysl mi sie zrodzila (byc moze ktos powie ze zbyt powazna jestem pomyslalam ze was o to zapytam.. jaka jest wasza opinia? osobiscie uwazam, ze dobra i milosci nigdy za dosc. ale czy naprawde? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
gherarddottir Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 00:03 to zalezy co sie rozumie pod pojeciem milosc A tak na serio. Milosc dobra, wzajemna, budujaca zawsze jest dobra, dodaje nam skrzydel, pomaga pokonywac trudnosci, wzbogaca nas i staje sie drogowskazem, rozwiazaniem wielu zaduman i watpliwosci (mowie za siebie jakby co) Nadoopiekunczosc czy przesadna zazdrosc w milosci moze byc destrukcyjna... Pozdrawiam Odpowiedz Link
kornikuno Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 02:08 ...tak jest prawda! Odpowiedz Link
greeneyes27 Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 07:50 Mysle, ze mezczyzni nie lubia, gdy sie ich za bardzo obsciskiwuje i obcalowywuje. Ukochanego mezczyzne chcialoby sie najchetniej zjesc, ale trzeba sie hamowac... Odpowiedz Link
a.polonia Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 09:57 a czy milosc wogole mozna stopniowac? mysle, ze albo sie kocha, albo nie... co innego okazywanie milosci, mozna zaglaskac kogos na smierc? Chyba mozna... Odpowiedz Link
dede1 Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 10:23 "Istnieje tylko cienka czerwona linia pomiedzy rozsadkiem a szalenstwem". Problem polega na wlasciwym rozumieniu milosci. Jezeli ktos przez milosc rozumie zawlaszczenie sobie drugiej osoby polaczone z nieustannymi probami poprawiania jej wad- wg nas wad, bo to pojecie wzgledne ("oczywiscie dla dobra tej osoby"); to taka milosc moze zaszkodzic. Podobnie moze to dzialac w druga strone - pozostawienie partnerowi, ktorego kochamy tyle swobody i wolnosci, stworzenie zwiazku partnerskiego ale na tej zasadzie, ze nie ograniczamy sie wzajemnie, kazdy zyje jak chce ,poswieca sie swojemu hobby bez ograniczen i od czasu do czasu przypadkowo para robi cos razem - najczesciej uprawia seks bo tylko na to zostalo im odrobine wolnego czasu. Taka para nie tworzy nieczego razem, wspolnoty oni tylko zyja razem (znam taka pare-wlasnie przechodza kryzys- ostatnio widzielismy ich z mezem przypadkowo z daleka jak szli obok siebie, nawet sie za rece nie trzymali, jak kolega z kolezanka. Sa niecale 2 lata po slubie). Kiedys czytalam ksiazke napisana przez kogos kto nazyw sie Wheat ale tytul mi z glowy wylecial, w kazdym razie w tytule bylo slowo Milosc. To byl rodzaj poradnika. Autor opisywal istniejace rodzaje milosci az po milosc Agape (najdoskonalsza forma milosci). Pamietam, ze bylo to wydanie z szescdziesiatego ktoregos roku i ksiazke znalazlam w bibliotece. To bylo z 10 lat temu. Od tamtego czasu wiedzialam dokladnie jak bede budowac moje przyszle zwiazki, wiedzialam co jest najwazniejsze. Watpie czy bylabym w stanie miec tak fajne malzenstwo jakie mam gdyby nie ilosc ksiazek przeczytanych na temat partnerstwa i przede wszystkim owej ksiazki. Podsumowujac: Nadmiar milosci nie zaszkodzi jesli jest to dobra, madra milosc. Odpowiedz Link
kurczak1976 Dede! 13.05.05, 10:51 A mozesz przytoczyc trzy najwazniejsze zasady jakimi kierujesz sie w swoim zwiazku? Moze byc wiecej ale chociaz 3. Jestem ciekawa bo z reguly nie czytuje, ksiazek tego typu iz boje sie popelnienia naditerpretacji czegos lub calkowitego zatracenia wlasnych, indywidualnych cech i mysli na dany temat. Odpowiedz Link
a.polonia Re: Dede! 13.05.05, 10:56 Troche skrecamy watek, ale dla mnie udany zwiazek jest wtedy, jak obydwie strony moga byc w nim soba, to pelna akceptacja. W przypadku, kiedys zaczynamy rezygnowac z czegos waznego dla nas aby "dopasowac sie" i kiedy zaczyna to "uwierac", to zly znak. Budowanie zwiazku na teorii z ksiazek to dla mnie wlasnie czysta kalkulacja i teoria. Moze dlatego, ze ja kieruje sie czesciej emocjami niz rozsadkiem, rzucam sie na gleboka wode i chyba te ksiazki, w moim przypadku, na niewiele by sie zdaly Odpowiedz Link
dede1 Re: Kurczak1976! 13.05.05, 11:35 O kurcze ale wyzwanie przede mna postawilas! Musze sie chwile zastanowic. To jest tak, ze ta wiedza w tobie jest i trudno ujac w jakies zasady. Ale na pewno mam jedna zasade przewodnia: Zdecydowalismy sie spedzic zycie razem i bez wzgledu na to co sie stanie oboje bedziemy starali sie stworzyc szczesliwy zwiazek. Z cala otoczka: mowienie sobie czesto, ze sie kochamy, trzymanie sie za rece gdy idziemy gdzies razem a takze lojalnoscia. Jezeli zdarzy sie, ze w wiekszym towarzystwie ja zaczne opowiadac jakas bzdure np. ze snieg jest czarny to moj maz - bedzie mnie popieral - choc wiadomo, ze nie mam racji. Czyli caly swiat moze byc przeciwko mnie ale mimo to nie pozostane sama w walce z innymi. Oczywiscie na osobnosci powie mi: Myszka zastanow sie, przeciez snieg jest bialy. Ale w momencie gdy mialam przeciwnikow nie zostawil mnie na lodzie. I ja zrobie w takiej sytuacji to samo - bede zawsze po stronie meza.To odmiana milosci zwanej braterska - tak jak straszy brat zawsze bedzie siostre bronil w piaskownicy nie rozwazajac kto ma racje. Kolejna rzecz to otwartosc. W jednej z ksiazek byla porada aby regularnie uskuteczniac cos w rodzaju...zebrania. NIe rozmawia sie wtedy o problemach codziennych dot. co na obiad, albo ze trzeba uszczelke w kranie zmienic tylko rozmawia sie o zwiazku. Czy wszystko gra miedzy nami, czy cos sie popsulo. Moze jedno zatracilo romantyczne odruchy, przestalo calowac na powitanie itp. Chodzi o to aby w ferworze dnia nasz zwiazek nie przeksztalcil sie w spolke dwuosobowa, ktorej zadaniem jest wychowanie dzieci i zabezpieczenie materialne a uczucia gdzies tam wcisniete sa na dno serca i daja o sobie rzadko znac. Istnieje tez fajna metoda klocenia sie. Polega ona na tym, ze: Najpierw jedna strona wyraza swoje zdanie np. Zdenerwowalo mnie ze spotkawszy mnie na miescie nie pomogles mi niesc zakupow do domu tylko stanales na pogawedke z kolezanka i musialam sama dzwigac ten kram do domu. 1.Druga strona: wyraza to co uslyszala wlasnymi slowami upewniajac sie czy dobrze zrozumiala w czym problem. Na zasadzie: Jak rozumiem zdenerwowalo cie to, ze ci nie pomoglem czy to, ze rozmwialem z ta kolezanka, ktorej ty nie lubisz. Druga strona musi dokladnie dowiedziec sie co stanowi glowny problem. Czyli troche podrazyc. 2.Kolejne zadanie drugiej strony jest wyrazenie w czym sie zgadza. Na zasadzie: Masz racje to bylo niegrzeczne i bez poziomu, ze zostawilem cie tak z tymi siatkami itd. 3.Kolejne zadanie drugiej strony to wyrazenie wlasnego zdania na zasadzie: Widze to nieco inaczej niz ty. Uwazam, ze nie dalem ci az takiego powodu do zdenerwowania bo zakupy nie byly specjalnie ciezkie, mialas tylko drobiazgi w siatce, wiesz przeciez, ze duze zakupy robimy zawsze razem w piatki wlasnie po to abys nie musiala sama dzwigac. Wydaje mi sie, ze zdenerwowalas sie bardziej z powodu kolezanki....itd. Potem osoba, ktora problem nadmienila na poczatku staje sie druga osoba i powtarza caly schemat dyskusji. Czyli powtorzenie punktow 1,2,3. W ten sposob kazda tzw klotnia jest tylko dyskusja i prowadzi do pozytywnego konca. Chodzi o to, ze istnieje ogromna roznica pomiedzy tym co myslimy, tym jak to wyrazimy, a tym jak to zostanie przez druga strone zinterpretowane. Tak rodza sie nieporozumienia. No bo chodzilo o siatke z zakupami czy o dnerwujaca nas kolezanke, ktorej maz poswiecil 20 min rozmowy zostawiajac nas samych w drodze do domu? Polecam ksiazke napisana przez Albert Ellis i ted Crawford "Making Intimate Connections" (moja wersja jest niemiecka wiec nazywa sie "Training der Gefühle in der Partnerschaft"). Gdy czlowiek sie pilnuje i prowadzi dyskusje w ten sposob z czasem zaczyna to robic automatycznie. Oczywiscie nerwy ponosza i czesto pierwsza reakcja jest zupelnie nieksiazkowa czyli - Wiesz co wsadz sobie swoja kolezanke gdzies. Poradze sobie bez ciebie. Ale zaraz przychodzi opamietanie i zaczynasz jak czlowiek na poziomie mowic o tym co boli. Czesto odkrywajac, ze robisz wiele halasu o nic. Alez sie rozpisalam! Ja to uwielbiam. Kiedys powiedzialam do meza: Wierze w Boga i w psychologie - w tym sensie, ze wiem iz mozna nauczyc sie wielu schematow zachowan i reakcji i dzieki temu oszczedzic sobie wiele chwil zdenerwowania. Odpowiedz Link
ponponka1 Re: Kurczak1976! 13.05.05, 11:56 Jestesmy ludzmi a ludzie sa rozni. Nie znajdziesz drugiej takiej samej osoby jak TY, ani tez takiej samej pary w jakiej TY jestes. Jeden szuka zwiazku partnerskiego inny opieki (nad kims lub, zeby ktos sie nim zaopiekowal), jeden lubi dominowac, inny lubi byc kierowany, i tak bez konca......Zatem podreczniki, owszem, ale z duzym dystansem i przymruzeniem oka. Wazne, zeby obie strony czuly, ze maja to chca i czuly sie spelnione Cmok (jaki smok?) Odpowiedz Link
gherarddottir Re: Kurczak1976! 13.05.05, 12:16 Fakt, kazdy jest inny i kazdy zwiazek inny. Ja osobiscie nie polecam wzorowania sie na amerykanskich pseudopsychologicznych ksiazkach typu poradnik. Np jak walczyc ze zlym humorem - " powtarzaj jak mantre: mam dobry humor, wszystko jest ok".To nie dziala tak prosto i gdyby gotowe szczescie czy harmonie mozna byloby osiagnac prosto to by sie ja kupowalo w sklepie na rogu ))) Ale to moje zdanie. Mysle, ze recepty na udany zwiazek nie ma bo to jaki jest nasz zwiazek warunkuje zbyt duzo czynnikow typu osobowosc, doswiadczenia,przezycia, warunki w jakich mieszkamy,nasze potrzeby emocjonalne (jak napisala Ponponka)i tak dalej. Wazne jest tez czy potrafimy isc na kompromis - nie chodzi mi o rezygnowanie z czegos co stanowi o nas, ale o to by posiadac empatie. Gdyby moj maz stopowal np moj rozwoj intelektualny mowiac np "zamiast czytac ksiazki moglabys np wiecej czasu spedzic ze mna" albo "a po co ty jeszcze chcesz jakies podyplomowe, specjalizacje, kursy itd robic?" To pewnie mielibysmy problem Cale szczescie szanujemy obydwoje swoje potrzeby: ja nie moglabym grac w gre komputerowa cale popoludnia, ale jesli on tego potrzebuje to ok niech sobie gra. W moim zwiazku np bardzo sobie cenie to,ze szanujemy wzajemnie takze nasze potrzeby bycia samemu czasami. Dla mnie to bardzo wazne. Lubie zamknac sie w swoim pokoju, czytac, pisac rozne rzeczy itd. W poprzednim zwiazku byl to dla mojego partbera problem... Pozdrawiam serdecznie Odpowiedz Link
dede1 Re: Kurczak1976! 13.05.05, 13:28 Tez nie lubie poradnikow pseudopsychologicznych i powtarzania roznego rodzaju mantr. I nie czytam ich. A jesli sie trafi, ze akurat cos kupie co ocenilam jako dobry poradnik ale sie pomylilam, to biore z niego to co najlepsze i tyle. Uwazam, ze jest wiele par dosc zagubionych i zanim wybiora sie do poradnictwa malzenskiego lub w najgorszym wypadku rozstana, warto by bylo gdyby najpierw poczytali troche i sprobowali na pewne rzeczy otworzyc oczy. Nie mowie tu o ksiazkach typu "Simplify your life", ktore sa takie modne. Mam na mysli mniej poradniki a bardziej ksiazki z dziedziny psychologii, czesto opisujace roznego rodzaju terie psychologiczne lub rodzaje terapii. Mnie to zwyczajnie interesuje. I nie twierdze, ze kazdy aby miec dobry zwiazek musi najpierw cos na ten temat przeczytac. Moj maz nie przeczytal ani jednej z moich ksiazek, poza urywkami, ktore mu czasem na glos czytalam (bo lubi gdy mu przeczytam ciekawe kawalki) i mimo to jest wspanialym partnerem. Moze niektorzy maja to we krwi albo wyniesli dobre wzorce z domu. Ja wynioslam z domu wzorzec malzenstwa do d...py i postanowilam, ze naucze sie innego. Z drugiej strony jak mozna wytlumaczyc zjawisko gdy pary zyjace w zasadzie zgodnie rozstaja sie nagle po 10 i wiecej latach? Czyli jednak cos uwieralo w tym zwiazku. Cos bylo nie tak ale nie potrafili byc moze o tym rozmawiac, tego zobaczyc, zrozumiec. Sama nie wiem. Poza tym czytanie tego typu literatury to nie poszukiwanie recepty na udany zwiazek. To uczenie sie jak mozna lepiej, madrzej podejsc do zycia we dwoje. W koncu po roku, czy pieciu latach latwo byc szczesliwym. (jestem z mezem od niecalych 4 lat malzenswtem i niecalych 5 razem). Sztuka polega na tym aby po 10,20 itd nadal byc szczesliwym razem. A zamiast kompromisow szukalabym konsensusow. Odpowiedz Link
dede1 Re: Viki! 13.05.05, 13:59 Nie rozumiem co mialas na mysli uzywajac slowa "Gestalt", tym bardziej pisanego z duzej litery? Odpowiedz Link
gherarddottir Re: Kurczak1976! 13.05.05, 14:44 co do zjawiska par ktore zyly w zgodzie i wydawaloby sie harmonii po czym sie rozstaly...hm trudno to wytlumaczyc tak ogolnie jak sie tych osob nie zna... To wcale nie znaczy, ze czegos musialo na co dzien brakowac - mysle, ze te osoby bardzo sie lubily ale nie kochaly, moze trzymal je razem udany sex, dzieci i wspolne pasje, ale czasami to za malo zeby byc razem. Tak naprawde wazna jest taka sama badz podobna hierarchia wartosci w zyciu i drabina priorytetow.. Znam pary ktore sie rozstawaly po paru latach ku zdziwieniu znajomych bo okazywalo sie ze to co brali za milosc bylo fascynacja i "nowym przezyciem". To jest ta wlasnie tajemnica milosci - bo czasami jest tak, ze osoby o zuplenie roznych zainteresowaniach sa razem wiele lat i tworza cudowne zwiazki. Pozdrawiam Odpowiedz Link
mulinka Re: gherarddottir 13.05.05, 15:36 ja, podobnie jak dede, nie mialam dobrego wzorca w domu wiec klasycznie weszlam w nieudany zwiazek a "na zewnatrz" sprawialismy podobno wrazenie doskonalej pary (he,he) tyle, ze mnie uczono : nie mow nikomu, co sie dzieje w domu (co za piramidalna bzdura!) po rozwodzie odwiedzilam wielu psychologow (uczciwie musze przyznac, ze jedna mloda dziewczyna byla naprawde dobra - do dzis mam wielki szacunek do jej uwag - niestety(dla mnie) miala rodzic dzidziusia i....musialam zajac sie soba sama. Przy pomocy poradnikow, tych...amerykanskich. Dopiero przy pomocy tych ksiazek udalo mi sie zrozumiec wieeeeele rzeczy, otworzyc oczy, zrozumiec siebie. Czesto powtarzalam mantre "jestem szczesliwa, wszystko jest dobrze" (zawsze w formie dokonanej!).Wierze w sile mysli. Jesli nie splycimy problemu - to jest w tym wielki sensu, ale...to rozprawa na ksiazke, nie na post Udany zwiazek (ktory zaczyna sie od chemii) - moim zdaniem - trzeba tworzyc, trzeba o niego dbac kazdego dnia, w kazdej chwili i dbac o to, zeby nie dopuszczac do zaburzen w komunikacji (uwazam, ze sposob wyjasniania problemu, jaki pokazala dede jest calkiem ok.) A recepta jest (poza chemia) - akceptacja! 100% akceptacji (rowniez wad naszego partnera, bo...wad tylko Bog nie ma I mysle, ze milosci nigdy za wiele I jak ktos napisala - nie mozna troche kochac, jak nie mozna byc troche w ciazy Odpowiedz Link
gherarddottir Re: mulinka 13.05.05, 16:21 Z tym byciem troche w ciazy to super tekst ))) Ja piszac o pseudopsychologicznych ksiazka mialam na mysli pewne zjawisko ktore jest powszechne - czesto ludzie z glebokimi problemami "wmawiaja sobie" ze sa szczesliwi, a w srodku sie gotuje....i generuja sie problemy.. Chodzi mi o zagluszanie i maskowanie prawdziwych emocji...ale jak to Mulinka napisala slusznie - o tym mozna by napisac ksiazke. Fakt jest faktem ze poradniki tego typu sa mieszanka psychologii i dobrych rad cioci Wisi - i bardzo dobrze bo dla wielu przebrniecie przez fachowe ksiegi jest trudne i ...raczej odradzam przeprowadzanie doglebnej psychoterapii samemu - zreszta nie jest to mozliwe ! Pozdrawiam wszystkich wiosennie. A co ksiazek - powiem ze kazdy moze sobie czytac co chce i jednemu pomoze poradnik a inny wybierze sie do psychologa! I Dobrze bo kazdy jest niepowtarzalny - jak platek sniegu ))) Odpowiedz Link
mulinka Re: mulinka 13.05.05, 16:57 i tu sie z Toba zgadzam nasze wewnetrzne zaklamanie naszym najwiekszym wrogiem! (niezly tekst - w sam raz na plakat reklamowy he,he i sobie dodam : poznajmy siebie, poznamy caly swiat! ale sie dzisiaj madrze niby w kacie, ale.... (to wlasnie kwintesencja - czemu ja takich brzydkich slow uzywam? - problemu) buziak! Odpowiedz Link
a.polonia Re: Kurczak1976! 13.05.05, 14:01 Podobalo mi sie to, co napisala gherarddottir Bo ja mam chyba podobnie Potrzebuje w zwiazku duzo swobody, duzo czasu dla siebie samej, musze miec swoje miejsce i w razie potrzeby czas dla siebie. Potrafie sie zamknac w swojej "pracowni" i godzinami czytac, pisac, czy malowac. Nie lubie roztrzasac kazdej "pierdoly" i nie lubie byc przesluchiwana, - "dlaczego chcesz byc sama?", "dlaczego bylas wczoraj smutna", itd itd. Ogolnie, nie jestem latwym partnerem i dlatego moj M. jest jedna, wielka zaleta, ze mnie rozumie i tak sie dogadujemy Odpowiedz Link
dede1 Re: a.polonia 13.05.05, 14:21 Bo o to wlasnie chodzi aby budujac z kim zwiazek nie zatracic siebie, nie zrezygnowac z tego co lubimy, kim jestesmy, a jedynie wzbogacic sie o nowe doswiadczenia. Niektorzy twierdza, ze malzenstwo to koniec wolnosci. Ja uwazam, ze to poczatek nowego rodzaju wolnosci - odkrywania swiata drugiej osoby bo mamy na to przepustke, ktora nazywa sie milosc. Kto ma okazje poznac mnie lepiej niz moj maz? "To wlasnie jest milosc. Powierzenie siebie blizniemu. Otwarcie sie przed nim. ab mogl wejsc i wziac co chce. Wszystko, twoje mysli, twoje nadzieje. I sprawy prez ktore nie spisz po nocach. Otwierasz drzewi, pozwalasz mu wejsc i rozgladac sie wszedzie. Odkrywasz karty. Po prostu go wpuszczasz kolego i juz naprawde do niego nalezysz." Odpowiedz Link
kurczak1976 A jak jest u was z ... 13.05.05, 19:47 rozmowami o problemach. To znaczy mowicie otwarcie o wszystkim co w was siedzi, co wam sie nie podoba itp. czy czasem przemilczacie pewne sprawy dla swietego spokoju. Ja staram sie zawsze o wszystkim informowac partnera bo wydaje mi sie ze potem moze sie wszystko bardziej zawiklac a ja w koncu eksploduje. Nie wiem jednak czy mozna tak truc bez konca. Czy druga strona wytrzyma taka otwartosc? Jak jest u was? Odpowiedz Link
sylwek07 Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 10:32 wszystko ma swoje granice tak jak i milosc ,,ale sadze ze jesli chodzi o ta dobra milosc to spoko ) Odpowiedz Link
kinky5 Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 18:35 wydaje mi sie ze nie mozna kochac bez granicznie. To ze my kochamy niekoniecznie oznacza ze druga osoba kocha nas w ten sam sposob. w partnerska milosc idealna- nie wierze. Uwazam ze to " raczej ciezka praca" - akceptacji, zainteresowania, tolerowania bledow a nie - tak jak myslalam w czasach nastoletnich wieczne trzymanie sie za lapki, caluski i ogolna idylla..... Osobiscie uwazam ze kazdy z nas powienien zachowac pewnien dystans, egoizm po to aby ocalic siebie od samodestrukcji.Trzeba miec szacunek do swojej wlasnej osoby. Inaczej wyglada sprawa milosci matka- dziecko. Tutaj nie moge sie za bardzo wypowiedziec- nie jestem matka- nie wiem jakie to uczucie gdy ma sie swoje dziecko. Ale wlasnie ta milosc nazwalabym nieskonczona. Oczywiscie - sa wyjatki -niestety........ Odpowiedz Link
mon101 Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 13.05.05, 20:38 Milosci nigdy nie za duzo ale nie moze to byc milosc egoistyczna, zaborcza Odpowiedz Link
triskell Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 14.05.05, 00:43 Moim zdaniem jeśli tylko poziom miłości dawanej jest dostosowany do potrzeb "odbiorcy", to wszystko jest OK. Ja przez całe życie miałam ten problem, że jak ja kocham, to na całego... i wydawało mi się, że tym potencjalnych kochobiorców odstraszam. A tu znalazłam kogoś, kto akurat tyle uczucia potrzebuje . Odpowiedz Link
gherarddottir Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 14.05.05, 01:28 ja mysle ze milosc polega na tym (jesli mozna tak powiedziec ze jak sie kocha to na calego na egoizm miejsce jest gdzie indziej)) Odpowiedz Link
mona_lisa79 Re: czy zbyt duzo milosci moze szkodzic? 14.05.05, 14:22 nadmiar milosci moze jeszcze wdtedy szkodzic gdy z milosci chce sie na ukochana osobe taki klosz ochronny nalozyc, nie mam na mysli tutak zaborczej milosci ale chec ochrony przed wszytskim, co zle, zlymi wiadomosciami, nienarazanie na stres ani zadne ryzyko itp. To zazwyczaj mamy w stosunku do dzieci stosuja i te dzieci pozniej sa takie troche nieodporne na zyciowe trudnosci Odpowiedz Link