Dodaj do ulubionych

Przekraczanie granic.

19.11.05, 03:23
Zycie stawia nam rozne wyzwania. Malzenstwo lub parnerstwo, macierzynstwo,
nowy jezyk , praca zawodowa , studia.
Ja dzis w nocy przkroczylam kolejna granice , zawsze sie tego momentu balam.
Poszlo dobrze.
Opowiedzcie o swoich granicach przekroczonych...
Kran Enigmatyczny
Obserwuj wątek
    • tamsin Re: Przekraczanie granic. 19.11.05, 04:29
      w poniedzialek 1:00 am rozpoczelam zycie bez wyrostka robaczkowego!
      • mulinka Re: Przekraczanie granic. 19.11.05, 16:20
        tez zdrowka zycze
        • viki2lav Re: Przekraczanie granic. 19.11.05, 20:18
          ale ci ladnie bez wyrostka, no zupelnie twarzowo, najlepszego!
          • viki2lav Re: Przekraczanie granic. 24.11.05, 08:41
            chodzi za mna ten watek, co cos spierdziele to mysle acha, przekroczylam
            granice: dobrego smaku np., czasem wydaje mi sie ze sama z soba nie jestem
            soba, najbardziej beznadziejne uczucie.
            Przekraczanie granic jest trudne, najgorzej przekracza sie wlasne, powiedzmy
            limity. Czesto to co pomysli glowa tak trudno jest z siebie wyrzucic w obawie
            przed niezrozumieniem ze strony innych. a jak juz czlowiek wywali z siebie to
            tez zle bo w niewlasciwym czasie, miejscu i porze.
            i tych cholernych granic sa tysiace...
            • jan.kran Re: Przekraczanie granic. 24.11.05, 09:18
              Miałam otworzyć nowy wątek ale Viki podciągęła mój stary , który trochę pasuje
              do mojej dzisiejszej sytuacji. Ja nazywam tę sytaucję połknięciem żaby czyli
              zrobieniem czegoś na co nie mam ochoty.
              W moim Domu Swawolnej Starości pracuję dwa lata plus cztery miesiące praktyki.
              Na dwóch oddziałach rehabiliatcji i somatycznym. Samochwała w kącie stała ale
              zaczynałam od zera nie mając pojęcia o języku ani o zawodzie.
              W tej chwili jestem ceniona, bardzo lubiana pzrez kolegów , podopiecznych i ich
              rodziny.
              Często słysze pochwały i koledzy lubią ze mną pracowac , pacjenci przywiązują
              się do mnie , rodziny cenią.
              Na oddziale somatycznym pracuję mało i tam jet bardziej praca w zespole i
              hierarchia nie istnieje czy fiyzczny czy pielegniarka wsio rawno .
              Na rehabilitacji w zasadzie też ale zwłaszcza szefow stwarza lekki podział na
              personel fachowy i nie.
              Ale bardzo nieznacznie i to nie jest dla mnie problem.
              Ja nie mam stałej pracy i pracuję "na gębę " albo na telefon.
              Patrzę jakie dyżury są wolne i o nie proszę , często piszę karteczkę z
              życzeniami i z reguły dostaję dyżury jakie chcę.
              Badzo lubię pracować w nocy i wieczorem , unikam ze względów osobistych pracy w
              dzień.
              Ostatnio dużo miałam nocnych dyżórow. Jest o nie trudno bo z reguły otrzymują
              je podpięlegniarki mające stały kontrakt. Ale jedna jest chora i się załapałam.
              Pacjenci lubią jak pracuję nocą bo mam czas , gadam z nimi sporo , pomagam.
              Do tej pory było ok.
              Kilka dni temu był kolejny kryzys pracowy , choroba nocnej podpielęgniarki.
              Wzięłam na błagania mojej szefowej dwie noce. Nikt nie chciał pracować bo był
              weekend.
              Ponieważ miałam dzienny dyzur umówiony wczesniej na oddziale somatycznym a wiem
              jak cięźko znaleźć kogoś na zastępstwo w weekend pracowałam jak galerniak.
              Noc na rehab plus dziień na somatycznym , 16 h nonstop.
              Kilka godzin pauzy i noc na rehab 20 h.
              Załoga patrzyłą zlekim zadziwieniem i pukała się wgłowę ale ja to zrobiłam dla
              pacjentów i szefowej.
              Dodam źe przea dwa lata ze trzy razy odmówiłam zamiany dyżuru albo nieprzyjścia
              do pracy w razie potrzeby.
              Zminiam wczesniej ustalonej dyżury, eęcę jak dzwonią bo kogoś brakuje.
              Mieszkam blisko więc w ciągu 30 minut od telefonu stoję na taśmie.
              Pracuję w święta , wekendy , na mnie jak na Zawiszysmile

              Trzy dni temu napisałm karteczkę do szefowej z prośbą o dyżury za dwa tygodnie.
              Było dużo wolnych nocy i popołudni.
              Po trzech dniach wolnego zaglądam do planu dyżurów,
              Trzy noce na które miałam wielką ochotę dostała dziewczyna , również fizyczna
              nie pracująca u nas tylko na innym oddziale.
              Innych dyzurów nie dostałam , ani jednego.
              Dziś zadzwonię do szefowej i umówie się na rozmowę.
              Co mam powiedzieć?
              Kran Wściekły
              • samo Re: Przekraczanie granic. 24.11.05, 09:54
                Kranie,moze powinnas poprosic o staly etat i grafik?Nic innego nie przychodzi
                mi do glowy.Jesli pracujesz "na gebe", jak to nazywasz,to nic nie wegzekwujesz.
                Obawiam sie,ze sympatia rodzin,pacjentow i wspolpracownikow nie ma w tym
                przypadku zadnego znaczenia.
                • jan.kran Re: Przekraczanie granic. 24.11.05, 10:09
                  samo napisała:

                  > Kranie,moze powinnas poprosic o staly etat i grafik?Nic innego nie przychodzi
                  > mi do glowy.Jesli pracujesz "na gebe", jak to nazywasz,to nic nie wegzekwujesz.
                  >
                  > Obawiam sie,ze sympatia rodzin,pacjentow i wspolpracownikow nie ma w tym
                  > przypadku zadnego znaczenia.

                  Pogłebię sytuację.
                  " Na gębę" pracuje u mnie pewnie połowa załogi. To jest przyjęte i działa.
                  Ja miałam trzy miesiące stały kontrakt i mi nie pasowało bardzo.

                  Teraz oprócz dwoch oddziałow w " moim" DSS pracuję w kolejnym domu gdzie tez mam
                  trochę dyżurów i czuję że jestem tam potrzebna.
                  Z moim doświadczeniem i referencjami dostanę bez problemu pracę w Oslo.

                  Dla mnie problemem jest nielojalnośc fabryki, nie tylko do mnie , generalnie.
                  Ja sobie nie pozwolę skakać po głowie choć na pracy akurat tam bardzo mi zależy.
                  Dużo emocjonalnie zainwestowałam w to miejsce , lubię swoich podopiecznych , załogę.
                  Dzwoniłam do szefowej , spotakamy się jutro albo w poniedziałek.
                  Zobaczymy.
                  K.
                  • samo Re: Przekraczanie granic. 24.11.05, 10:19
                    Hmmm, ja rozumiem doskonale twoj zal czy rozczarowanie, natomiast tak to chyba
                    wyglada-jak nie masz stalego grafiku, to ci rzucaja po zmianach jak szmaciana
                    lalke. Ja tak mialam,kiedy pracowalam w barze. Szef potrafil wpisac mnie na
                    sobotni wieczor (najgorszy z mozliwych),siedzialam do 3-4, a pozniej do domu i
                    z powrotem w niedziele w poludnie do wieczora. Chodzilam po takiej serii na
                    rzesach, a pozniej czekalam kilka dni,az znowu cos dla mnie znajdzie.Nigdy
                    wiecej.Szefowa zapewne wyslucha twoich pretensji, pokiwa glowa,powie,ze jej na
                    tobie zalezy zeby cie zmotywowac. A pozniej znowu bedziesz traktowana gorzej
                    niz pielegniarki- no ale takie sa reguly gry.Trzymam kciuki,zeby bylo inaczej.
                    • viki2lav Re: Przekraczanie granic. 24.11.05, 11:25
                      moze boja sie liczyc tylko na Ciebie, tak czasami jest, mnie tez przez trzy
                      lata wystarczalo 2 fizykoterapeutow do wszystkich pacjentow, wszystko bylo ok
                      dopoki jeden nie mial wypadku nie widzialam w co rece wlozyc, tak ciezko tu o
                      fizykoterapeutow! teraz szukam zawczasu zastepstwa przezornie! tyle
                      • yatzekalexander Re: Przekraczanie granic. 25.11.05, 20:17
                        pamietam swoja pierwsza, prawdziwa prace zaraz po studiach-pierwsza rade mi dal
                        moj przelozony-nigdy nie licz na lojalnosc pracodawcy...oh ile razy sie to
                        sprawdza
    • syswia Re: Przekraczanie granic. 19.11.05, 05:31
      W jeden wieczor po raz pierwszy przekroczylam granice poznania drugiego
      czlowieka, ciagle zapuszczam sie w nieznane coraz glebiej. Kazdego dnia.
      Prawie 3 lata temu przekroczylam granice fizyczne i umowne.
      W kilka tygodni przekroczylam granice nieznanego i stalam sie znana w obcym mi
      srodowisku.
      Przez wiele miesiecy usilowalam przekroczyc granice wlasnych slabosci. Robiac
      dobra mine do zlej gry dreptalam w miejscu. Teraz wiem, ze musialam podreptac,
      zeby miec wiecej sily na odbicie sie.
      Ponad pol roku temu przekroczylam barierie zaufania kanadyjskiego pracodawcy.
      Szykuje sie do kolejnego skoku... A potem do tygrysiego skoku.
      A potem cos jeszcze wymysle.
    • sylwek07 Re: Przekraczanie granic. 19.11.05, 16:02
      tamsin i jak sie czujesz?wszystko ok?zycze zdrowia
      jan.kran to super ze przekroczylas granice smilezycze nastepnych sukcesow
      syswia moge sie przylaczyc do Twojego postu poniewaz widze swoje zycie .

    • jan.kran Re:Poprawka. 24.11.05, 10:02
      > Kilka godzin pauzy i noc na rehab 20 h

      Miało być 10 hsmile)))
      • sylwek07 Re:Poprawka. 24.11.05, 22:13
        jan.kran a ja pomagalem w Andrzejkach w Domu Pomocy Spolecznej smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka