Dodaj do ulubionych

Polki w Quebec

18.12.05, 12:23
Witam sie ze wszystkimi na forum i pozdrawiam cieplutko z Francji.Zakladam
ten watek z nadzieja nawiazania swietnych znajomosci i poszerzenia swojej
wiedzy o Quebecu o Wasze doswiadczenia i spostrzezenia.Piszcie Kochane jak
Wam sie tam zyje,co Wam sie podoba a co nie.Ja prawdopodobie wyjade tam za
rok z mezem i 2 dzieci.Staramy sie o wyjazd przez Fr.
Pozdrawiam,pa
Obserwuj wątek
    • asia.sthm Re: Polki w Quebec 18.12.05, 13:02
      Witaj raz jeszcze !
      O Kanadzie lec czytac do naszego Sylwka, o tu
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23005
      a nasza sekcja kanadyjska tez cos ci dopowie...jak sie obudzi i przy niedzieli
      przedswiatecznej zdazy poforumowac. Wszyscy strasznie zalatani ostatnio jakos.
            • jan.kran Re: Polki w Quebec 18.12.05, 16:34
              Ja słyszałam wiele pozytywów o Kanadzie ale nigdy tam nie byłam.
              Natomiast dawno , dawno temu jak miałam w domu telewizor to namiętnie słuchałam
              kandyjskich wiadomości po francusku.
              Bawiłam się świetniesmile)) Jeszcze lepsze jak belgijskifrancuski.
              • beata0808 Re: Polki w Quebec 18.12.05, 17:39
                jan.kran napisała:

                > Ja słyszałam wiele pozytywów o Kanadzie ale nigdy tam nie byłam.
                > Natomiast dawno , dawno temu jak miałam w domu telewizor to namiętnie
                słuchałam
                > kandyjskich wiadomości po francusku.
                > Bawiłam się świetniesmile)) Jeszcze lepsze jak belgijskifrancuski.

                Witam,ja tez wiele pozytywow ale i negatywow.Wlasnie na tym forum.



      • eli_7 Re: Polki w Quebecu 18.12.05, 15:54
        czesc Beata,
        dokad do Quebecu jedziesz? Ja mieszkam tylko przez rzeke bo w Ottawie a po
        drugiej stronie juz jest Quebec. Mnie osobiscie podoba sie Montreal i Quebec
        City, sa po prostu cudowne te miasta. A jesli mowisz po francusku, a zakladam
        ze tak bo jestes obecnie we Francji to nie bedziesz miala problemow z jezykiem.

        Ja w przyszlym miesiacu przeprowadzam sie do Toronto, ale i tak mam wiele
        znajomych W Montrealu i zamierzam tam bywac czesto.

        Pozrdawiam,

        eli
        • beata0808 Re: Polki w Quebecu 18.12.05, 16:38
          Hej,eli_7 smile)) W planach mamy Montreal a gdzie w koncu wyladujemy to sie
          okaze.Lada moment bedziemy skladac dokumenty.Skoncza sie zarty i trzeba sie
          bedzie brac na powaznie do pracy a szczegolnie za.....francuski.Bo ja niestety
          nie mowie po fr.Tzn juz troche mowie ale smiesznie,jak to poczatkujacy wink))Cale
          szczescie,ze mam troche czasu i jestem tutaj,to jakos sie naucze.A i moj
          starszy syn poszedl tu w tym roku do szkoly do I klasy wiec uczymy sie razem.
          Poza tym najbardziej interesuje mnie w Quebecu poziom kosmetyki i
          kosmetologii,bo ja jestem z wyksztalcenia kosmetolog.Tylko kto bedzie mnie tam
          chcial???Z pl dyplomami.Szukalismy na ich stronach internetowych info o rynku
          uslug kosmetycznych to bardzo malo sie dowiedzialam.Ale mam nadzieje,ze w koncu
          poszerze wiadomosci.Pa
          pozdrawiam
          • paloma49 Re: Polki w Quebecu 19.12.05, 20:45
            Witaj Beata,
            Myślę że masz naprawdę bardzo dobry zawód jak na warunki kanadyjskie. Z tego
            co słyszałam to tutaj kosmetyczki wykonują zabiegi, które w Polsce robią
            dermatolodzy i nieźle zarabiają. Życzę powodzenia.
            • beata0808 Re: Polki w Quebecu 20.12.05, 13:37
              Czesc Paloma,zaskoczylas mnie bardzo taka wiadomoscia.Mozesz napisac cos
              wiecej,prosze.Bardzo chcialabym pracowac w zawodzie ale mam polskie
              dyplomy.Wiem,ze to troche utrudni moja sytuacje.Powiem ci,ze w PL kosmetologia
              jest na naprawde wysokim poziomie,ale jak potraktuja mnie w Quebecu???A moze
              znasz polskie kosmetyczki pracujace w Quebecu.Interesuje mnie wszysciutko na
              ten temat.Odezwij sie jeszcze,prosze.Pa
              Pozdrawiam serdecznie
              • wiedzma30 Re: Polki w Quebecu 20.12.05, 14:01
                Jak masz polskie dyplomy, to nie mam dla Ciebe pocieszajacej wiadomosci...
                Tutaj w CA nie znacza one nic. Czlowiek z wyksztalceniem i doswiadczeniem
                zawodowym cofa sie niejako do etapu jakby konczyl wlasnie szkole podstawowa...
                Jak nie zna sie jezyka, to wskazane jest pojscie do szkoly na nauke tegoz.
                Mozna nie isc, ale wtedy innej pracy niz sprzatanie, wykladanie towarow w
                sklepie, ewentualnie pozniej praca kasjerki - nie dostanie sie...
                Jezeli zna sie jezyk to jest prosciej, bo mozna przetlumaczyc swoje dyplomy na
                ang. i pojsc do highschool, koledzu, na uniwersytet i zapytac jakie przedmioty
                zostana zaliczone na kierunku, ktory nas interesuje, ktory chcemy studiowac. I
                zaczynamy swoje "nowe zycie"...

                Pozdrawiam i zycze optymizmu!

                P.S. Np. tylko na wschodzie CA toleruja dyplomy lekarzy z pl (podejrzewam, ze z
                innych krajow tez), ale tam ludzie nie bardzo chca mieszkac...
                • beata0808 Re: Polki w Quebecu 20.12.05, 14:11
                  To moge pocieszyc sie chociaz tym,ze znam angielski.Na fr mam prawie rok czasu
                  do nauki.I jestem urodzona optymistka.
                  A propos tlumaczenia,czy orientujesz sie czy dyplomy przetlumaczone we Fr
                  badzie trzeba jeszcze raz tlumaczyc w Quebecu czy beda jednak honorowane?
                  Pozdrawiam
                  • wiedzma30 Re: Polki w Quebecu 20.12.05, 14:30
                    To masz super, ze znasz jezyk smile
                    Ja niestety nie znalam i obecnie, po roku nauki, chodze juz na ostatni level. A
                    co bede robila dalej nie mam zielonego pojecia... tzn. mam za duzo pomyslow.
                    Po nowym roku mam zamiar isc na uniwerek zapytac co moga mi zaliczyc, zebym
                    mogla miec taki sam dyplom tutaj...
                    No, ale jestem rowniez optymistka - dlatego jeszcze tutaj jestem smile))

                    Niestety nie wiem jak jest z tlumaczeniami z Francji.

                    Pozdrawiam! i lece do szkoly.
                    a.
                  • momo16 Tlumaczenie dyplomow 21.12.05, 03:20
                    A propos tlumaczenia,czy orientujesz sie czy dyplomy przetlumaczone we Fr
                    > badzie trzeba jeszcze raz tlumaczyc w Quebecu czy beda jednak honorowane?
                    >
                    Beata! Jesli nie przetlumaczylas jeszcze swoich polskich dyplomow we Francji to
                    tego nie rob. Musisz zrobic to juz na miejscu w QC - jest tu takie
                    stowarzyszenie tlumaczy przysieglych Ordre des Traducteurs Agrees (cos takiego)
                    i tylko ich tlumaczenia sa uznawane przez wszelkie urzedy czy szkoly. Jest
                    tutaj 2 tlumaczy jezyka polskiego (ostatnio nawet cos tlumaczylam, robia to
                    dosc szybko). Jesli jednak zrobilas juz tlumaczenie we Francji to w OC bedziesz
                    musiala je potwierdzic u w/w tlumacza i w ten sposob bedziesz placic drugi raz.
                    Nie oplaca sie.
                    Niestety nie znam nikogo w Twoim zawodzie tutaj, ale chetnie wybralabym sie do
                    kosmetyczki, wiec sie pospiesz z ta przeprowadzka smile)

                    Pozdrawiam - Monika
                    • paloma49 Re: Tlumaczenie dyplomow 21.12.05, 04:24
                      Monika,
                      Z tymi tłumaczeniami sprawa wygląda zupełnie inaczej w Ontario, więc w Quebec
                      chyba też.
                      1) W płn Ameryce i w Wielkiej Brytanii nie istnieje kategoria “tłumacz
                      przysięgły”. Tłumacze przysięgli istnieją w Polsce i we Francji, natomiast
                      tutaj są organizacje tłumaczy oraz w ramach tych organizacji tłumacze, którzy
                      są “certified” i “non-certified”.
                      2) Instytucje w Ontario prawie zawsze przyjmują bez problemu tłumaczenia
                      zrobione przez tłumacza przysięgłego z innego kraju.
                      3) W Ontario jest kilkunastu tłumaczy zrzeszonych w stowarzyszeniu tłumaczy
                      ontaryjskich, z tego tylko kilku ma uprawnienia “certified” z polskiego na
                      angielski. Jeżeli w Quebec nikt nie jest “certified” w tłumaczeniu z polskiego
                      na francuski, to może się zdarzyć, że niektóre stowarzyszenia profesjonalne
                      zaakceptują tłumaczenia zrobione we Francji, a odrzucą zrobione w Kanadzie.
                      Wiem że to brzmi jak absurd, który trudno pojąć, ale taka jest sytuacja w
                      tłumaczeniach z polskiego na angielski. Może w Quebec jest inaczej.
                      Mimo tego co napisałam wyżej, to jeżeli tłumaczania jeszcze nie są zrobione i
                      nie będą potrzebne do imigracji, to można się z tym wstrzymać do przyjazdu
                      tutaj, bo można trafić na instytucję, która będzie wolała tłumaczenie zrobione
                      w Quebec przez zrzeszonego tłumacza. Jeżeli natomiast Beata będzie robić
                      tłumaczenia we Francji do celów imigracji, to najlepiej będzie jak poprosi
                      tłumacza o zrobienie dodatkowych kopii.
                      Pozdrawiam.
                      • momo16 Re: Tlumaczenie dyplomow 21.12.05, 18:15
                        Paloma!
                        1)Wlasnie chodzilo mi o tlumaczy "certified" piszac <<traducteurs agrees>>.
                        www.ottiaq.org/
                        2)Instytucje w Quebec (ktore np. wydaja prawo jazdy czy robia ewaluacje dyplomu
                        w/g standartow prowincji) nie uznaja tlumaczen z zadnego jezyka obcego jesli
                        nie ma na dokumencie pieczatki jednego z tlumaczy OTTIAQ. Mozna sobie samemu
                        przetlumaczyc, ale OTTIAQ musi potwierdzic (zdzieraja troche mniej wink
                        3)Nie ma problemu ze zrobieniem tutaj tlumaczenia z polskiego, jest 2
                        uprawnionych tlumaczy wlasnie "certified".
                        Do emigracji nie ma wyjscia - trzeba zrobic gdzie sie da.
                        Widze, ze sa roznice w wielu kwestiach formalnych pomiedzy ON i QC, ale
                        przeciez frankofoni lubia byc odrebni i robic rzeczy po swojemu wink

                        Pozdrawiam


                        • monika_a_b Re: Tlumaczenie dyplomow 21.12.05, 18:57
                          Witaj moja imienniczko! wink
                          A słyszałaś o tym, że Quebec chce się usamodzielić? Wiem, mawiają o tym już od
                          kilku dobrych lat, ale ponoć teraz ta sprawa robi się coraz bardziej możliwa...
                          Mój mąż jest zaniepokojony...
                          Sprawy emigrancyjne w Quebecku są z tego co wiem trochę bardziej skomplikowane
                          niż w Ontario... Pewnie przez to, że wszyscy nowi pchają się do Montrealu...
                          Rozumiem, miasto z wszystkich kandyjskich miast najbardziej europejskie, a więc
                          tak jakby najbliższe naszemu gustowi... Toronto mi na przykład absolutnie nie
                          przypadł do gustu, ale to tylko mój gust... Jedyne, co jest super w Toronto, to
                          polska dzielnica... wink
                          Najlepsze antidotum na zimowe nastroje to:
                          www.scandinave.com/
                          Polecam szczególnie czwartki: kobiety płacą połowę ceny wstępu...
                          • momo16 Re: Tlumaczenie dyplomow 21.12.05, 20:34
                            Tego mi wlasnie potrzeba smile Nigdy tam nie bylam, moze kiedys sie uda...?
                            Co do separacji to mowia o tym od 30-tu lat, wiec to nic nowego. Na razie
                            nalezymy do Kanady, choc nie wiem co zrobimy jakby doszlo do tego... Nie ma co
                            panikow zawczasu wink
                            QC sam sobie wybiera emigrantow, ale jest to z pewnoscia proces szybszy i
                            tanszy - dlatego pewnie tyle tu nowych, zwlaszcza z dawnych kolonii francuskich.
                            Bywalam wielokrotnie w Toronto, najbardziej lubilam Eaton's Center - jak
                            jeszcze istnialo smile
                            Z ta polska dzielnica to na serio czy sobie zartujesz? big_grinD

                            Pozdrawiam
                • paloma49 Re: Polki w Quebecu 20.12.05, 21:29
                  Wiedzmo, tylko częściowo mogę się z Tobą zgodzić, nie strasz Beaty.
                  W przypadku wielu zawodów dyplom z Polski ma takie samo znaczenie jak dyplom
                  kanadyjski, i w jednym i w drugim przypadku trzeba jednak uzyskać licencję,
                  jeżeli taka jest wymagana. Na ogół żeby uzyskać licencję trzeba zdać egzamin,
                  dobra wiadomość dla osób z Polski jest taka, że najczęściej można wcześniej
                  dostać przykłady testów z poprzednich lat i materiały do nauki oraz że egzamin
                  można zdawać przy pomocy polskiego tłumacza, więc można go zdać nawet nie
                  znając angielskiego czy francuskiego. Myślę że tak jest w przypadku
                  kosmetyczki, ale na razie nie mam jeszcze na ten temat konkretnych informacji.
                  Postaram się coś znaleźć. Acha, przy okazji, z tłumaczeniami z Francji nie
                  powinno być żadnego problemu.
                  • wiedzma30 Re: Polki w Quebecu 20.12.05, 23:16
                    Nie strasze... to tez moje obecne zycie...
                    Ucze sie z ludzmi po roznych szkolach i naprawde ich dyplomy nic nie znacza...
                    Mozna je oczywiscie probowac uzyskac, niejako jeszcze raz, tutaj, ale do tego
                    potrzeba pouczyc sie jeszcze troche.

                    Aby uzyskac licencje (zdac egzamin) trzeba rowniez najpierw pochodzic do
                    szkoly, bo jednak kazdy kraj ma swoja specyfike zawodu, terminologie itd.

                    Aha! Niektore zawody maja swoje stowarzyszenia i najpierw nalezy udac sie do
                    takowego na rozmowe i dopiero oni polecaja jakies szkoly - zeby nie isc w
                    ciemno.

                    Pozdrawiam!
                    • paloma49 Re: Polki w Quebecu 21.12.05, 03:45
                      Wiedźmo,
                      W tym co piszesz jest bardzo dużo racji, na pewno pójście do szkoły daje okazję
                      dobrego opanowania terminologii i obycia z językiem.
                      Jednak różne drogi wiodą do Rzymu, każdy ma trochę inną sytuację i będzie brał
                      pod uwagę różne rzeczy podejmując ważne życiowe decyzje.
                      Na przykład mieszkająca we Francji Beata ma okazję pracować nad językiem zanim
                      przyjedzie do Kanady, może nawet kupić podręczniki do kosmetologii po francusku
                      i uczyć się z nich sama, może przygotowywać się do testów na licencję
                      (zakładając że w jej zawodzie dzięki egzaminowi uzyska licencję).
                      No i trzeba też wziąć pod uwagę sprawy finansowe. Rozważmy dwie sytuacje. 1)
                      Po przyjeździe od razu robi licencję i idzie do pracy, zarabia powiedzmy 20
                      tysięcy rocznie na rękę. 2) Idzie na dwa lata do szkoły i nigdzie w tym czasie
                      nie pracuje.
                      W tym drugim przypadku przez 2 lata nie zarabia nic, natomiast wydaje na szkołę
                      i podręczniki, powiedzmy, 8 tysięcy. W pierwszym przypadku przez 2 lata
                      zarabia 40 tysięcy, nie wydaje na szkołę 8 tysięcy, więc jest do przodu 48
                      tysięcy, no i jeszcze w 3 i 4 roku przypuszczalnie ma więcej klientów, lepszą
                      pracę, więc już nie zarabia 20 tysięcy, tylko, powiedzmy 30 tysięcy. Więc z
                      tego wychodzi że w pierwszej sytuacji jej rodzina ma prawie 70 tysięcy dolarów
                      więcej po 4 latach w Kanadzie. Oczywiście jest to tylko bardzo teoretyczny
                      scenariusz i nie namawiam nikogo do rezygnacji ze szkoły. Szkoła to bardzo
                      fajna rzecz jak się studiuje to co się lubi. W tej pierwszej sytuacji też nie
                      musi rezygnować z nauki, tyle że będzie to wymagało samodyscypliny, poza tym
                      będzie miała okazję udoskonalać swój angielski w pracy. Jeszcze jedna rzecz
                      warta rozważenia to fakt, że w zawodzie kosmetyczki liczy się pewnie nie tylko
                      znajomość terminologii, ale też umiejętność rozmawiania z klientem na różne
                      tematy, żeby ta osoba chciała wracać do zakładu. Na pewno kontynuacja nauki
                      francuskiego na kursach dla zaawansowanych będzie bardzo przydatna.
                      Pozdrawiam serdecznie.
                      • wiedzma30 Re: Polki w Quebecu 21.12.05, 07:31
                        Jakby tak bylo jak piszesz, to moi znajomi po opanowaniu, badz nie, jezyka
                        mogliby zdawac testy na licencje w danym zawodzie i byloby po problemie...
                        Tylko jakos tak nie jest...
                        Nie wystarczy samemu pouczyc sie do ewentualnego testu (wezmy np.lekarzy...),
                        ale trzeba miec dokument potwierdzajacy zakonczenie danego kierunku/kursu w
                        szkole tutaj na miejscu = uzyskaniu stosownej ilosci kredytow, ktore sa
                        potrzebne do ukonczenia tegoz kierunku. Jezeli ma sie dyplom z zagranicy (swego
                        kraju) na jego podstawie zostaje zaliczona czesc kredytow . Niektore przedmioty
                        trzeba zdac jeszcze raz - na potwierdzenie rzeczywistej znajomosci tematu...

                        Pracowalam w pl w zawodzie, ktory byl bardziej skomplikowany niz jest tutaj.
                        Mam porownanie, poniewaz obecnie pracuje na identycznym stanowisku jako
                        wolontariusz. Jednak nikt nie przyjmie mnie do pracy - pomimo, iz nie mam
                        zadnych problemow z rozumieniem i wypelnianiem swych obowiazkow - bez
                        zakonczenia szkoly i uzyskania stosownego wyksztalcenia tutaj, pomimo mego
                        kilkuletniego doswiadczenia (ktore tutaj niestety sie nie liczy)...
                        Ale jestem optymistka i wszystko bedzie ok smile

                        Napewno gdybym miala mozliwosc zdania jakichs testow i uzyskania licencji w
                        moim zawodzie zrobilabym to juz dawno, jednak nie ma takiej mozliwosci. Trzeba
                        tutaj skonczyc szkole...

                        Jezeli ktos sie uczy, to nie oznacza, ze ne moze pracowac.

                        Pozdrawiam!
                        • monika_a_b Re: Polki w Quebecu 21.12.05, 08:48
                          Moim zdaniem Wiedźma ma dużo racji, i tu nie chodzi o straszenie kogoś, ale o
                          realia, które niestety nie są takie różowe...
                          Znam kilka przykładów potwierdzających to...
                          Mój teść na przykład jest weterynarzem, w Meksyku miał własną (!) klinikę
                          działającą wiele wiele lat, ponoć najlepszą (bo ciągle udoskonalaną) w jego
                          milionowym mieście. Przyjechał do Kanady źle poinformowany, i co się okazało?
                          Że musiał jeszcze raz przechodzić przez wszystkie egzaminy! Ani studia, ani
                          wieloletni staż nikogo nie interesowały, jedyne na co mu pozwolono, to egzaminy
                          eksternistyczne... Które kosztują kupę pieniędzy... I żeby było śmiesznie, te
                          egzaminy musiał zdawać w innym stanie, niż ten, w którym mieszka, gdyż w
                          przeciwnym razie nie mógłby pracować w danym stanie, takie jest prawo, które
                          chce przymusić obcokrajowców do zamieszkania w odległych stanach (on z Ontario
                          musiał lecieć aż na wschodnie wybrzeże na te egzaminy!). Egzaminów jest
                          oczywiście kilka, na co również wypada kilka lat...
                          Znajomy farmakolog miał podobne przejścia...
                          Dwujęzyczność (francuski i angielski) w zawodzie usługowym w Montrealu jest
                          ABSOLUTNYM MUSEM! Wiem, że dużo ludzi potrafi przeżyć w Montrealu ze
                          znajomością jednego tylko języka, ale prawda jest taka, że coraz częściej jest
                          wymagana dwujęzyczność nawet w mniej skomplikowanych zawodach. Wiem to, bo ja
                          również mieszkałam przez jakiś czas w Montrealu, mój mąż nawet 8 lat.
                          Wiele zawodów jest zrzeszonych, o tym również należy wspomnieć. Mój mąż jest
                          inżynierem (ma magistra) i pomimo uzyskania obu dyplomów w Montrealu NIE MA
                          PRAWA podpisywać się jako inżynier (np. podpisując projekty), jeśli nie jest
                          członkiem ichnego zrzeszenia. Członkostwo oczywiście sporo kosztuje...
                          Jeszcze a propos języka francuskiego: nastaw się na spory szok! wink Język
                          francuski w Montrealu to nie ten sam język, którym operujesz we Francji. Ja
                          jestem nauczycielką m.in. francuskiego, i gdy po roku pobytu we Francji
                          (studiując w Toulouse, a później pracując w Messanges) poleciałam po raz
                          pierwszy do Montrealu nie byłam w stanie zrozumieć, co tam do mnie mówią!
                          Pocieszałam się tylko tym, że moi znajomi Francuzi, którzy wiedzieli o tym
                          wylocie, już mnie trochę uprzedzili, bo oni sami mieli podobne przejścia - i to
                          Francuzi, hehe... wink Dużo również zależy od tego, skąd pochodzi osoba, z którą
                          rozmawiasz, w Montrealu na ogół nie jest tak źle, ale na przykład były
                          współlokator mojego męża pochodził z Chicoutimi (nie przypominam sobie jak to
                          się pisze) i za Chiny Ludowe nie dało się go zrozumieć! Wszystkie samogłoski
                          dosłownie połykał, co we francuskim jest sporym utrudnieniem... Nawet mój mąż,
                          bądź co bądź bardziej obcykany w quebeckim, miał ten sam problem...
                          Jednakże, jeśli teraz masz czas na naukę języka, to zrób jakiś kurs, później
                          możesz po prostu uzupełnić słownictwo o quebecki, no i wymowę z czasów Ludwika
                          XIV, hehe... wink Jeśli przyjeżdzając do Montrealu nie masz pieniędzy na kurs
                          językowy i nie zależy ci na czasie, to polecam ci La Maison de l'Amitie, tutaj
                          podaję stronkę:
                          www.maisondelamitie.ca/
                          Kursy nie mają nic wspólnego z indokrynizacją menonitów! Sama sprawdziłam, bo
                          chodziłam tam na angielski... wink Kursy te nota bene są prowadzone przez
                          woluntariuszy i kosztują grosze...
                          Tak więc, widzisz, że są dwie strony medalu, zatem poinformuj się dobrze u
                          źródła (czyli w bardziej rzetelnych miejscach), co w twoim przypadku będzie
                          potrzebne i nastaw się na ewentualne problemy - jeśli ich nie będzie, tym milej
                          zostaniesz zaskoczona, prawda? Oby w twoim przypadku wszystko gładko
                          poszło... wink
                          Pozdrawiam serdecznie i w razie czego pytaj... wink
                          • momo16 Kursy jezykowe 21.12.05, 18:30
                            > Jeśli przyjeżdzając do Montrealu nie masz pieniędzy na kurs
                            > językowy i nie zależy ci na czasie, to polecam ci La Maison de l'Amitie,
                            tutaj podaję stronkę:

                            Legalni imigranci w QC maja prawo do darmowej nauki jezyka francuskiego, czy to
                            przy Ministerstwie Imimgracji (czeka sie pare miesiecy na kurs, ale zwracaja
                            pieniadze za np. przedszkole) czy przy Commission Scolaire de Montreal (czeka
                            sie pare tygodni).
                            Rzeczywiscie francuski tutaj brzmi troche "spiewajaco", ale jesli przyjazdza
                            sie z Francji to po tygodniu mozna podobno wszystko zrozumiec wink I jeszcze Cie
                            chwala ze masz ladny akcent big_grin

                            Pozdrwaiam- Monika
              • paloma49 Re: Polki w Quebecu 20.12.05, 15:43
                Witaj,
                Nie znam niestety kosmetyczek z Quebec, a moja wiedza na ten temat jest nieco
                chaotyczna i pochodzi z Ontario.
                Rozmawiałam parę miesięcy temu ze znajomą osobą, która pracuje jako agentka
                nieruchomości, bo chciałam się trochę dowiedzieć o tym zawodzie dla koleżanki,
                która chce robić licencję agenta. Własnie ta znajoma mówiła, że nie jest łatwo
                zacząć zarabiać przy sprzedaży nieruchomości, że najpierw sprzedaje się domy
                znajomym i że w przypadku niezamężnej koleżanki, to najlepiej mieć jeszcze
                jakiś inny zawód, bo w nieruchomościach są okresy przestoju, kiedy nic się nie
                zarabia. No i wtedy rozmowa zeszła na to jaki zawód byłby najlepszy i
                najlepiej płatny w przypadku samotnej kobiety w Toronto.
                Znajoma mówiła że gdyby teraz sama miała wybierać zawód dla siebie, to
                wybrałaby właśnie zawód kosmetyczki. Zna kogoś kto po skończeniu kursów zaczął
                zarabiać bardzo dobre pieniądze w tej branży, używając jakiegoś skomplikowanego
                sprzętu, niewiele się na tym znam, ale przypuszczam, że chodzi o obsługę
                sprzętu laserowego, no i ta osoba ma nie tylko bardzo dobry, ale także
                regularny dochód.
                Znam też osobę, która kończyła roczną szkołę dla estetyczek, ale już dawno nie
                miałam z nią żadnego kontaktu. Mówiono jej w szkole, że będzie miała dobry
                zawód, jak ją spotkam, to mogę popytać jak to jest w tej branży.
                Nie mam pojęcia jak to jest z dyplomem z Polski w przypadku kosmetyczki, jakbym
                się coś dowiedziała to napiszę.
                Pozdrawiam z pokrytego śniegiem Toronto, pa.
          • eli_7 Re: Polki w Quebecu 19.12.05, 13:57
            co do mieszkania to okaze sie to w tym tygodniu, prawdopodobnie North York, ale
            czekam na zaakceptowanie oferty, wiec trzymaj kciuki. A jezeli nie to moze
            Mississagua (do ktorej nie mam ogromnego sentymentu, ale moze sie przekonam.
            A w ktorej okolicy mieszkasz wiedzma?

            pozdrawiam

            eli
        • wiedzma30 Re: Polki w Quebecu 19.12.05, 05:39
          We wrzesniu bylismy 3 dni w Montrealu. Ladne miasto. Jak juz napisala Sylwia -
          z europejska zabudowa. Polozone na wzgorzach (a nie takie "plaskate" jak
          Toronto).
          W porownaniu z Toronto ceny sa nizsze (widzialam), ale i zarobki takze (Agni
          opowiadala). Ceny wynajecia mieszkan sa po prostu smiesznie niskie w porownaniu
          do Toronto (Agni powiedziala jakie sa u nich...)...
          Jest jeden minus - przynajmniej dla mnie - ludziska pala wszedzie! w
          restauracji, hotelu. Nie czuje sie smaku potraw, bo wszedzie pelno dymu,
          o "przyjemnosci" nocowania w okopconym pokoju nie wspomne...

          To chyba tyle wrazen.

          Pozdrawiam!
    • momo16 Re: Polki w Quebec 18.12.05, 16:32
      Hej! Ja mieszkam w Montrealu wink Juz ponad 3 lata i mozna powiedziec ze sie tu
      zadomowilam smile
      Duzo by opowiadac, od czego mam zaczac? smile)
      Od piatku mamy duuuuuzo sniegu wink
      Mozemy sie komunikowac przez priva albo gg (673480)

      Pozdrawiam

      Monika


      • beata0808 Re: Polki w Quebec 18.12.05, 16:51
        Rozpisali sie wszyscy na raz wink))))Swietnie,jak mnie to cieszy.Witam Cie
        serdecznie momo!Ja juz od przedwczoraj chyba cale forum czytam(i nawet
        archiwum).Dom i dzieci przez to zaniedbalam wink)Twoje posty tez czytalam)))
        Pisz,Kochana wszystko.Ja wszystko bede jak gabka chlonac i sto razy czytac.
        Duzo Polakow tam mieszka? Ja juz na tylu forach szukalam tam "naszych",ze
        szkoda gadac.Jedna sie do mnie odezwala a potem zniknela.Ja jej chyba nie
        wystraszylam?Ale skoro snieg spadl,to moze ja zasypalo tak wink))
        • beata0808 Re: Polki w Quebec 18.12.05, 17:11
          Blondynka jestem jeszcze na forum i jakos sie stalo,ze niedokonczylam pisac i
          sie wyslalo.
          Wracajac do tematu,chyba dobrze ci tam jest skoro do tej pory jestes?Ja sie
          troszke martwie,moze na zapas a moze mam racje,ze trudno mi bedzie znalezc
          prace w zawodzie.Moj M ciagle przeglada internet,czyta ksiazki,szuka kazdej
          przydatnej informacji.Tez najbardziej obawia sie o zatrudnienie.Ale on swietnie
          zna francuski,ten europejskiwink))Smial sie jak na spotkaniu w Marsylii
          prowadzaca kobietka mowila po qubekoizansku.
          Pozniej troszke wiecej napisze bo teraz musze dzieciom cos dac zjesc...w koncu
          mnie zjedza.
          • momo16 Re: Polki w Quebec 18.12.05, 20:29
            Polakow "swiezych" tu nie za wielu, mowi sie ze jest nas tutaj 25-30tys. ale
            nie wiem w/g jakich kryteriow, pwenie licza sie tez osoby pochodzenia
            polskiego. Okolo 100 osob rocznie z Polski dostaje Certificat de Selection du
            Quebec, ale czy wszyscy rzeczywiscie tu sie osiedlaja to nie jestem pewna.
            Jest tu tez kilka Polek na tym forum, jedne na wizie pracowniczej, inne na
            stale. Jak bedziesz chciala to sa tu tez organizacje polinijne, kilka polskich
            sklepow, jakas gazeta.
            Jezyk francuski dobrze jest znac, mozna co prawda bez niego zyc, ale
            latwiej "z" - zwlaszcza jesli pracuje sie w uslugach (no chyba ze mieszka sie i
            pracuje z Polakami). Sa szkoly francuskiego dla emigrantow, sama sie dopiero
            tutaj nauczylam. Moj maz jest co prawda tubylec, ale w domu rozmawiamy po
            angielsku wink Ogladaj jak najwiecej telewizje i sluchaj radia po francusku!
            Bedzie Ci potem o wiele latwiej. Nie wiem w ktorej czesci miasta planujecie sie
            osiedlic, generalnie w zachodniej czesci mieszka wiekszosc anglofonow, na
            wschodzie i polnocy - frankofonow.
            Jesli sie tu przeprowadzicie to na pewno bedzie Ci brakowac ciepla big_grin Wyobrazam
            sobie ze w okolicach Marsylii jest dosc cieplo - tutaj raczej trzeba polubic
            snieg wink
            Czasem wyczuwa sie tu niechec do cudzoziemcow, ale Montreal jest wielokulturowy
            i kazdy to moze znalezc swoje miejsce. Duzo ostatnio przyjezdza ludzi w pn.
            Afryki - latwiej im jest tutaj na starcie, bo znaja juz francuski.
            Nie wiem co jeszcze...
            W kazdym razie wez sie za jezyk, po przyjezdzie bedzie wszystko o wiele
            prostsze!

            Pozdrawiam - Monika
            • beata0808 Re: Polki w Quebec 18.12.05, 21:30
              Zaluje,ze nie moge tu chodzic do jakiejs szkoly na nauke jezyka.Zawsze to cos
              wiecej.Ale za to razem z moim starszym synem przerabiam material szkolny
              doslownie od podstaw.Dziecina wystartowal tu do I klasy nie majac pojecia o
              francuskim.Wiec troche juz umiemy.I chcial nie chcial ucze sie tego jezyka,bo
              maz pracuje calymi dniami a tu nieraz sprawy trzeba zalatwic.W domu przewaznie
              bajki w TV ogladam z drugim synkiem albo wiadomosci.I ucze sie roznymi metodami.
              Ale odnosze wrazenie,ze albo ten jezyk taki ciezki albo moj mozg otepialy.Albo
              jeszcze za krotko sie ucze zeby tak od razu oceniac.
              O,ja tu do ciebie pisze a ty na gadu sie pokazujesz.Juz cie mam na swojej
              liscie smile))
              Co do czesci miasta,to zapewne fr.Duzo zalezec bedzie od czynszow,szkoly dla
              starszego syna.Powiedz,czy orientujesz sie ile kosztuje wynajecie 3-4
              pokojowego mieszkania.Oczywiscie,sa rozne dzielnice.I gdzie najlepiej szukac.
              Bedziemy musieli wybrac tez dobra szkole dla syna.

              Duzo ostatnio przyjezdza ludzi w pn.
              > Afryki - latwiej im jest tutaj na starcie, bo znaja juz francuski.
              Przyjezdzaja,bo quebec sciaga frankofonow.Oni to pewnie szoku termicznego tam
              doznaja brrrrr az mi sie zimno zrobilo.Jak tu w tamtym roku spadl snieg to
              sparalizowal ruch na ulicach,a raptem 15 min polezal!!!!Ciekawe czy i w tym
              roku zima ich/nas zaskoczy???
              pozdrawiam
    • asica74 Re: Polki w Quebec 18.12.05, 18:40
      Witaj Beata! Macham raczka z mroznego Londynu.
      A przy okazji mam pytanie: jakie linie lotnicze lataja do Kanady? Czym mozna
      najtaniej tam poleciec (z Londynu najlepiej)?
      • tamsin Re: Polki w Quebec 18.12.05, 19:44
        nie wiem czy akurat najtansze ale Air Canada lata do Londynu bezposrednio i z
        Montrealu i z Toroto, i polecam te linie lotnicza. Lecialam i nie czulam sie
        jakbym spedzila za duzo czasu w zatloczonym autobusie..
        • ag.ni Re: Polki w Quebec 18.12.05, 22:14
          Od 13 lat w Montrealu= 13 lat w Qc. Dobrze jest, plusy i minusy jak wszedzie, z
          lekarzami roznie bywa, znajomosci sie przydaja, znajomosc francuskiego przydatna
          i ulatwia zycie, ale bez niego tez mozna sie obejsc ( nie polecam), zima zimna i
          sniezna (w pt spadlo 41 cm sniegu w Montrealu), wiekszosc ulic jest juz
          przyzwoicie odsniezona, koszty zycia nie przerazajace, komunikacja miejska
          niedroga i dojezdza prawie wszedzie,wiekszosc szkol podstawowych blisko, o
          jakosci edukacji nie dyskutuje bo moje starsze dopiero zacznie za rok, a sama
          zaliczylam tylko uniwerek, prace mozna znalezc, jest nawet jedna lokalna firma
          kosmetyczna Lise Watier (www.lisewatier.com)

          Tyle na razie, teraz jestem potwornie zajechana, ale po swietach moge
          odpowiedziec na bardziej szczegolowe pytania smile)))

          Wesolych Swiat wszystkim


          --------------------------------------------------------
          • triskell Do Ag.ni 18.12.05, 22:59
            Ag.ni, cieszę się, że się pojawiłaś. Zastanawiałam się, co się z Tobą dzieje, bo
            zniknęłaś nagle z forum, tego i tego drugiego. Wysłałam do Ciebie
            zaniepokojonego maila an priva (nie wiem, czy dostałaś), chciałam już Cię przez
            Wiedźmę szukać, bo Wy macie chyba pozaforumowy kontakt.

            Cieszę się, że to po prostu nawał zajęć i Tobie także życzę wspaniałych świąt smile.
      • paloma49 Re: Polki w Quebec 19.12.05, 20:38
        Ja bym nie wybrała Air Canada.
        Znajoma pojechała latem na wycieczkę do Europy z małym psem tymi liniami.
        Kilka dni przed wylotem pojechała na lotnisko upewnić się, że kupiła właściwą
        torbę do przewozu psa w kabinie pasażerskiej. Na lotnisku powiedziano jej, że
        torba jest dobra i że wszyscy takich używają. Gdy nadszedł dzień wylotu,
        pracownik Air Canada powiedział jej, że torba nie jest dobra i że nie zostanie
        wpuszczona na pokład ! Okazało się, że wszystkie linie oprócz Air Canada
        zaakceptowałyby tę torbę. Znajomej udało się kupić ostatnią odpowiednią torbę
        w sklepie na lotnisku, dzięki czemu wycieczka doszła do skutku. Podczas lotu
        okazało się, że jest zabronione dać psu nawet odrobinę wody. Załoga była
        niemiła, a pilot oszturchnął mocno znajomą przy wyjściu i był ordynarny, gdy
        powiedziała, że nie była zadowolona z usług Air Canada.
        Natomiast osoby podróżujące innymi liniami, również lotem, nie miały takich
        przygód.
        Przypominają mi się również sceny koczowania na lotnisku pokazywane w
        telewizji, gdy Air Canada strajkowała, chociaż wcześniej mówili że strajku nie
        będzie…

        Ja przyjechałam do Toronto po raz pierwszy Air Transatem, była to najtańsza
        linia jaką znalazłam. Gdy dotarłam na lotnisko w Londynie i zobaczyłam
        pasażerów Air Transatu to trochę się wystraszyłam, bo nie tak sobie wyobrażałam
        kanadyjski tłum. Myślałam że spotkam elegancko ubranych ludzi, a tam stał
        tłumek w szortach i T-shirtach. Więc w czasie lotu trochę się bałam, że
        wybrałam jakąś podrzędną linię i że podróż zamiast w Toronto może się zakończyć
        w falach Atlantyku. Ale wszystko skończyło się dobrze. Pilot wylądował po
        mistrzowsku i dostał brawa, a znajomi w Toronto powiedzieli mi, że Air Transat
        to całkiem szanowana linia.
        • paloma49 Re: Polki w Quebec 19.12.05, 20:52
          Zapomniałam dodać, że na miejscu okazało się, że szorty i T-shirt to tutaj
          niemal obowiązujący strój latem, więc ci ludzie co lecieli Air Transatem
          wyglądali po prostu jak zwyczajni ludzie na ulicy.
          A co do Air Canada, to od niedawna w ogóle przestali zabierać psy na pokład w
          lotach do Europy.
        • monhann2 Re: Polki w Quebec 20.12.05, 17:54
          Pozdrawiam z Toronto.

          Air Transat ma opinie bardzo 'ciasnego' przewoznika. Fotele sa tak ciasno
          ustawione, ze nie ma gdzie nog postawic. No coz, kazdy ma inne preferencje,
          jeden woli wygode, drugi dobre jedzenie (czy jest w ogole linia ktora dobrze
          karmi????) trzeci woli konkurencyjne ceny a jeszcze inny chce latac bez
          przesiadek.
      • wiedzma30 Re: Polki w Quebec 19.12.05, 22:03
        Ja osobiscie polecam holenderskie linie KLM. Naprawde dbaja o pasazerow.
        Jedzonko maja dobre. Dokarmiaja b.czesto - az bylam zdziwiona. Podobnie z
        napojami. Co jakis czas stewardesa przychodzi pytac czy wszystko ok czy czegos
        nie potrzebujesz. Piloci czesto opowiadaja cos pasazerom - np. co jest w danym
        momencie na dole, jakies ciekawostki itp. Lecialam pierwszy raz, ale naprawde
        bylam bardzo zadowolona z obslugi.
        Moj M. latal KLM i ma identyczne odczucia jak ja smile
        Raz lecial jakimis innymi liniami (nie pamietam, ale chyba Lot-em) i pozniej
        tylko KLM.

        Nie sa zle angielskie linie British Airways. Znajoma leciala wlasnie z Londynu
        do Toronto i byla zadowolona.

        Nie polecam (relacje kilku znajomych) Lot-u... Daja malo i niezbyt dobrze
        (znajoma zaliczyla zatrucie..) jesc - wskazane jest wziac kanapki. W samolocie
        bylo zimno. To opinie kilku moich znajomych.

        Pozdrawiam!
    • sylwek07 Re: Polki w Quebec 19.12.05, 23:21
      co do lotu to kiedys Air France mialo specjalne ceny biletow dla tych co leca
      do Quebecu (wiza emigracyjna)do tego lataja 2 razy dziennie smile.
      KLM lecialem do Montrealu i dobrze zostalem obsluzony .Tak jak Wiedzma pisala
      pilot mowil co teraz bedzie nad nami(Belfast)..
    • paloma49 Re: Polki w Quebec 21.12.05, 16:59
      Witam,
      Zajrzałam na stronę internetową www.labourmarketinformation.ca (oficjalna
      strona tutejszego urzędu pracy). Poniżej podaję namiar na stronę z informacjami
      o esthetician (wygląda na to, że to jest tytuł kosmetyczek tutaj), jeżeli się
      nie wyświetli to można zakreślić na niebiesko, wcisnąć Ctrl + c, a potem wejść
      np na Google i przycisnąć Ctrl + v, żeby to skopiować w odpowiednim miejscu.
      Można tę stronę czytać i po angielsku i po francusku (u góry można zmienić
      język). Jest tu trochę informacji o tym zawodzie i zarobkach, niestety
      większość informacji dotyczy tylko Ontario.

      www.labourmarketinformation.ca/standard.asp?ppid=95&lcode=E&prov=35&gaid=9219&occ=6482&search_key=1&search_type=1&prov_2=24&
      gaid_2=25154&all_key=1&other_related_info_key=0&local_key=0&provincial_key=0&nat
      ional_key=0&job_desc_key=1&essential_skills_key=1&nature_work_key=1&example_titl
      e_key=1&main_duties_key=1&empl_requirement_key=1&skill_requirement_key=1&additio
      nal_info_key=1&term_condition_key=1&indicator_key=0&other_related_occupation_key
      =1&emp_prospect_key=1&wage_key=1&union_key=0&training_key=1&blnCheckBox=1

      Nie ma, niestety, jasnych i konkretnych informacji dotyczących zdobywania
      licencji, poza tym żeby pytać w szkołach. Być może Wiedźma i Monika mają
      rację, że skończenie szkoły będzie nieuniknione. Wygląda na to, że trzeba
      będzie bardzo dokładnie zapoznać się z sytuacją i z całym systemem, żeby móc
      podjąć odpowiednie decyzje.

      A to druga rządowa stronka dotycząca tego zawodu, też można czytać po angielsku
      i po francusku.

      www.rcsec.org/servlet/ContentServer?cid=1106739781705&pagename=CBSC_FE%
      2Fdisplay&lang=fr&c=GuideHowto

      Pozdrowienia.
      • beata0808 Re: Polki w Quebec 24.02.06, 20:52
        Pragne bardzo goraco przeprosic Was wszystkich za moja tak dluga nieobecnosc na
        forum.Duzo sie na to zlozylo:najpierw choroba dzieci,pozniej moja,liczne sprawy
        urzedowe i rodzinne,w koncu padl nam internet i znow grypa zoladkowa u
        wszystkich po kolei...opadlam z sil pewnego dnia.Mam troche luzu teraz i
        zorganizowalam sie lepiej wiec bede znow pojawiac sie tu w miare
        regularnie.Jesli ktos tu jeszcze zajrzy bede bardzo wdzieczna.
        Bardzo mi zalezy na utrzymaniu kontaktu z Wami i kazdy post niezmiernie mnie
        cieszyl.Wroccie tu,prosze!
        Pozdrawiam Was wszystkich goraco.
    • momo16 Do Beaty 21.12.05, 18:42
      Beata, na tej stronie sprawdz sobie czy Twoj zawod jest na liscie
      zawodow "licencjonowanych". Jesli nie to masz szczescie big_grin

      Widze, ze kobitki na forum wspolnymi silami ulozymy Ci zycie na emigracji smile

      Pozdrawiam - Monika
    • paloma49 Re: Polki w Quebec 25.02.06, 17:23
      Rozmawiałam w międzyczasie z kosmetyczką pracującą w Toronto. Mówiła że w
      dobrym salonie kosmetyczka wyciąga drugą pensję z napiwków, czyli zarabia dwa
      razy tyle niż w tych statystykach, które ci kiedyś wysłałam.
      • beata0808 Re: Polki w Quebec 31.03.06, 09:49
        Dziekuje serdecznie Paloma.Slowo daje,ze bylam przekonana,ze odpisalam na twoj
        post od razu po przeczytaniu.A tu plama.Dopiero teraz dziekuje smileOdezwij sie
        jeszcze jesli masz czas i ochote,pa
        pozdr

    • babiana Re: Polki w Quebec 04.05.06, 15:03
      Ja_karola wlasnie poleciala do pracy.ja jestem ta mamcia, ktora wczoraj tak
      niezle opisala.Ciekawych rzeczy mozna dowiedziec sie z tych postow.Przede
      wszystkim witaj Sylwku i Beato. podaje ci namiary na ewaluacje dyplomow.Tel.
      (514)864 9191,adres 800 blv. de Maisonneuve Est, 2e etage, Montreal.najlepiej
      zadzwon i poinformuja cie dokladnie co masz zrobic.Jako kosmetyczka bedziesz
      miala duzo pracy. Na poczatku mozesz sobie otworzyc swoj zaklad w domu. Jest to
      tutaj powszechne. Sama znalam taka pania Polke(niestety nie zyje) przez lata
      miala u siebie w domu zaklad i liczyla pol ceny oficjalnej.Robila oczyszczanie
      twarzy, maseczki, woskowanie i.t.d Jesli jestes dobra to mozesz liczyc na to,
      ze przysle ci duzo klientek. A potem to juz jedna pani drugiej pani i nie
      bedziesz mogla sie wyrobic.Jak zrobisz uprawnienia to bez problemu poradzisz
      sobie ze znalezieniem pracy lub otworzysz zaklad oficjalnie. Jak bedziesz
      wynajmowala mieszkanie to licz sie z taka ewentualnoscia.Immigration Quebec
      wysle cie na kursy francuskiego.Wiem, ze sa za darmo i jeszcze Ci placa za to
      ze sie uczysz. Nie wiem dokladnie ile, ale okolo 400 dol. mies.Potem mozesz
      brac rozne kursy przyuczania do zawodu Tez placa za branie ich. Moze sa rowniez
      kosmetyczne.Znalam osoby, ktore braly najrozniejsze kursy komputerowe, biurowe,
      ksiegowe i.t.d. W La Maison D'amitie moja znajoma jest ksiegowa. To na razie na
      tyle pozdrowienia
      • sylwek07 Re: Polki w Quebec 04.05.06, 17:00
        witam Mame Karoli smile
        babiana tez znalem taka osobe . Ona pracowala jako fryzjerka ktora jezdzila po
        domach spokojnej starosci ,miala tyle klientow ze sie czasami nie wyrabiala smile.
      • momo16 Re: Polki w Quebec 08.05.06, 18:02
        (514)864 9191,adres 800 blv. de Maisonneuve Est, 2e etage, Montreal.najlepiej
        > zadzwon i poinformuja cie dokladnie co masz zrobic

        Robilam ewaluacje dyplomu w grudniu i jezdzilam na Cremazie (niedaleko stacji
        metra) - chyba ze sie ostatnio cos zmienilo? To zreszta szczegol, po
        przyjezdzie zadzwonisz i sie dowiesz gdzie to robia.

        > wysle cie na kursy francuskiego. Wiem, ze sa za darmo i jeszcze Ci placa za
        >to ze sie uczysz. Nie wiem dokladnie ile, ale okolo 400 dol. mies.Potem mozesz

        Tak, tylko na takie kursy czeka sie z 6 miesicy bo duzo jest chetnych. Te 400
        dolcow na tydzien placa tylko tym ktorzy nie maja zadnego dochodu w rodzinie
        (jesli wspolmalzonek pracuje to zwracaja tylko za przedszkole + z
        35/tygodniowo).
        Lepiej juz chyba zapisac sie na kursy francuskiego przy CSDM.
    • babiana Re: Polki w Quebec 04.05.06, 17:54
      Ja tez taka znalam, ale ona zrobila roczny kurs fryzjerski w takiej szkole
      zawodowej i po godzinach pracy czesala znajomych u siebie w domu.Na pewno sa
      tez takie kursy kosmetyczne.Co do kosmetyczek to przypomnialam sobie, ze znalam
      kiedys Polke ktora pracowala w salonie fryzjerskim w hotelu Sheraton jako
      kosmetyczka. Poza tym moja przyjaciolka robi sobie paznokcie u Polki, ktora ma
      swoje stanowisko w renomowanym zakladzie fryzjerskim. Poprosze ja aby zapytala
      ja o szczegoly jej kariery,Moja przyjaciolka(nie Polka) ma fiola na punkcie
      swoich paznokci i biega do niej co tydzien.Bardzo sobie ja chwali i bez przerwy
      pyta mnie o jakies polskie slowa aby skonfrontowac je z ta manikiurzystka.
        • beata0808 Re: Polki w Quebec 04.05.06, 23:12
          Niesamowicie sie ciesze,ze moge przywitac sie z nowymi osobami.Bardzo mi
          milo smile))Sylwku,dziekuje ze tu jestes i wszystkim sie tak swietnie
          opiekujesz smile)
          Bardzo dziekuje za tyle ciekawych informacji.Przez moment watek
          troche "zaslabl" a ja nie mialam glowy do udzielania sie tutaj.Musze w koncu
          lepiej sie zorganizowac i poswiecic wiecej czasu na to rewelacyjne forum.
          Poza tym czas szybko leci a ja niedlugo wyladuje w Quebec...
          W miedzyczasie rozmawialam z kosmetyczka z Montrealu.Dowiedzialam sie duzo i
          nic.W zwiazku z moim wyksztalceniem mam tyle pytan i watpliwosci,ze juz moj
          wrodzony mega-optymizm troche oslabl wink
          Bardzo sie ciesze,ze dzieki temu forum mam mozliwosc poznania
          nowych,fantastycznych i pomocnych ludzi.Od jutra przeorganizuje sie tak,zebym
          miala czas pisac tu duzo,ciekawie i na temat...nie tak jak ostatnio,tylko z
          doskoku wink)
          Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i dobranoc smile
    • babiana Re: Polki w Quebec 05.05.06, 00:26
      Nie trac optymizmu.Masz dobry zawod.Tutaj kobiety bardzo dbaja o swoj
      wyglad.Dowiem sie w tej szkole o ten kurs dla kosmetyczek. Jest niedaleko
      mojego domu.Wiem, ze to jest szkola panstwowa i duzo taniej kursy tam kosztuja
      poniewaz jest dofinansowana przez rzad Quebeku. Jak zaczniesz chodzic na kurs
      francuskiego to poznasz tyle potencjalnych klientek, ze nie bedziesz wiedziala
      gdzie rece wlozyc.
    • grandbleu Pytanie do wiedżmy 05.05.06, 17:29
      Przepraszam, że zwracam się tak bezpośrednio, ale z wcześniejszych wypowiedzi
      wynikało, że mieszkasz w Toronto i chodzisz od roku na zajęcia z języka,
      natomiast ja sama niedługo tam pojadę, myśle że nic się nie zmieni wink, no cóż
      narazie się wybieram.
      Chciałam zapytać jak wyglądają w praktyce darmowe lekcje angielskiego, jak
      często są zajecia, mnie się marzy na początek codzienna szkoła języka ale nie
      wiem czy to realne czy musiałabym ją sobie sama zafundować. Od kiedy mam do
      tych kursów prawo, zakładając że wyjadę na wizie turystycznej i pobiorę się z
      obywatelem Kanady i dopiero zacznę starać o innną wizę. Czy mam prawo do
      innych darmowych kursów, np. zawodowych, (słyszałam że można tylko wybrać albo
      język albo kurs zawodowy) czy kursu francuskiego, który znam dość dobrze w
      przeciwieństwie do angielskiego sad

      Pozdrawiam wszystkie Nowokanadyjki smile
      • wiedzma30 Re: Pytanie do wiedżmy 10.05.06, 21:47
        Nie zagladam na ten watek, bo nie jestem z Quebec... Dopiero Sylwek wyslal mi
        inf., ze mam pytanie. Trzeba bylo mailikiem...

        Praktycznie nie masz prawa do szkoly i pracy bedac na wizie turystycznej. Masz
        prawo do opieki medycznej - jak kazdy - w tzw. "work-in-clinic". Do innej
        niestety nie. Ale te kliniki sa bardzo dobre - w razie czego robia wszystkie
        badania itp.

        Jezeli chcesz chodzic do szkoly i uczyc sie angielskiego, to mozesz, ale musisz
        sobie sama za nia placic. Jedna godzina kosztuje ok.$7. Nie wiem jak jest z
        innymi kursami, ale to juz tzw. kredyt kursy (highschool). Angielskiego ucza w
        dwoch programach LINC i ESL. LINC to tzw. basic, a ESL jest na wyzszym poziomie.

        Z tego co wiem, to jedna szkola dla doroslych przyjmuje osoby, ktore sa w
        trakcie zalatwiania dokumentow. Ale jedynie pod warunkiem, ze maz/zona ma
        obywatelstwo kanadyjskie. W szole trzeba pokazac swiadectwo slubu, dokument
        nadajacy obywatelstwo wspolmalzonkowi i jakis swoj dokument.
        Ja na poczatku placilam za szkole, poniewaz dostawalam "swira" po 3 tyg.
        siedzenia w domu i musialam isc.
        Wszyscy, ktorym mowilam, ze chodze do szkoly pomimo, ze nie mam dokumentow
        bardzo sie dziwili, bo szkoly nie przyjmuja ludzi w trakcie zalatwiania papierow...
        Aha! Zajecia trwaja: Level 1-3 od 9am-1pm, level 4-5 9am-2.45pm.

        Pozdrawiam!
        • grandbleu Re: Pytanie do wiedżmy 10.05.06, 22:19
          Dziękuję za odpowiedź Wiedźmy i pomoc Sylwka.

          Właśnie o tym myślałam, że dostanę świra siedząc w domu wink a jak mam tak
          siedzieć przez cały czas załatwiania papierów (z tego co znalazłam 6 miesięcy)
          to się zastanawiam czy nie lepiej przeczekać to w Polsce, uczyć się w szkole,
          pracować itd
          7$ to nie tak dużo, nie wiem czemu szukając szkół na internecie widziałam dużo
          droższe. Czy mam rozumieć że zajęcia są codziennie?

          Bedąc na wizie turysycznej zawsze miałam wykupione ubezpieczenie zdrowotne
          jeszcze w Polsce. Nigdy nie słyszłam o "work-in-clinic".

          Dzięki za podpowiedzi, zawsze to trochę jaśniej smile
          • wiedzma30 Re: Pytanie do wiedżmy 10.05.06, 22:47
            Chyba nie napisalam, ze to $7 za godzine... Zajecia sa 5 dni w tyg.

            Skoro bedziesz w Toronto, to przeciez bedziesz mogla chodzic do szkoly po
            slubie... Napislam to.
            Chyba, ze planujecie slub za kilka m-cy, rok, to naprawde "zdziczejesz" w domku...
            Jakbys znala jezyk moglabys isc od razu do college-u, na uniwersytet, czy na
            jakies kursy... Ale to jest juz platne dla wszystkich.

            Trzeba miec wykupione ubezpieczenie, gdy nie ma sie prawa do tutejszego
            (tutejsze dostaje sie 3 m-ce po otrzymaniu prawa na pobyt staly) - jak to mowia
            - strzezonego...
            Polecam wykupienie ubezpieczenia tutaj (przyszly maz moze to zrobic), bo w razie
            czego jest szansa na to, ze pokryja koszty leczenia. Z firmami z PL trzeba sie
            dlugo "naciagac"...

            Pozdrawiam!
            • grandbleu Re: Pytanie do wiedżmy 11.05.06, 09:15
              Znam dobrze francuski i w tym języku mogłabym studiować ale to chyba w Ontario
              niemożliwe.
              Natomiast angielski mam na poziomie 1,5 roku nauki.

              Zrozumiałam, że jest jedna szkoła która przyjmuje wcześniej, zanim załatwi się
              wszystkie papiery, jak jedna to pewnie trudno się dostać i kolejki wink Wiesz
              może jaka to szkoła i gdzie szukać informacji.
              Jeśli ślub to od razu, ja mogłabym być w związku bez ślubu ale chodzi właśnie o
              papiery.

              Kiedyś sprawdzałam uniwersytety, są inne ceny dla Kanadyjczyków a inne dla
              obcokrajowców wink

              Pozdrawiam,
              Może nie powinnam zajmować miejsca na wątku o Quebec.
              Jeszcze raz dziękuję za pomoc i twój czas.

              • wiedzma30 Re: Pytanie do wiedżmy 11.05.06, 13:36
                Kolejek do szkoly nie zaobserwowalam (pesymistka z ciebie...), no chyba ze przed
                sala w ktorej prowadza testy/przyjecia w kazdy wtorek i czwartek, bo przechodze
                obok niej codziennie.

                A co oznacza poziom angielskiego >>na poziomie 1,5 roku nauki<<? Ja ucze sie 6
                semestr, co wlasnie daje ok 1,5 roku i uwazam ze siedze w szkole wlasnie za duzo
                o ten 6 semestr... Nudze sie straszecznie, ale teraz juz jest za pozno na
                pojscie do koledzu...

                Co do cen w uniwerkach i koledzach, to rzeczywiscie roznice w cenach sa
                kosmiczne... ok. czterokrotnie wyzsze... Ale jak bedziesz miala PR to liczysz
                sie jak "tutejsza" smile
                • grandbleu Re: Pytanie do wiedżmy 11.05.06, 14:46
                  Co do pesymizmu wink chyba nie, chcę się tylko przygotować na różne
                  scenariusze wink Ktoś tam wcześniej pisał, że do szkoły w Quebec gdzie płacą za
                  to że się chodzi są długie zapisy i terminy oczekiwań i jeszcze inne warunki do
                  spełnienia.

                  Co to oznacza to 1,5 roku nauki? Chyba bardzo podstawowy poziom, jak nie
                  zdawałam egzaminu to trudno mi określić. Uczę się od lutego 2005 najpierw dwa
                  razy w tygodniu, teraz 3 razy. Oczywiście miałam przerwy na wakacje (b.długie)
                  więc to napewno nie jest taki poziom jak 5 razy w tygodniu. Poziom podstawowy.

                  Z tego co piszesz wynika, że semestr to kwartał, tak? Zawsze liczyłam semestr
                  jako pół roku. Czyli uczyłaś się 1,5 roku, wszystko pewnie też zależy jaki masz
                  poza szkołą kontakt z językiem.
                  Czy w tych szkołach są jakieś uznawane egzaminy? Czy to już trzeba samemu
                  załatwiać?

                  Zamierzasz iść do koledżu? Czy przyjęcia są raz w roku?
                  Cały czas się zastanawiam jak to wszystko planować i aż mnie głowa od tego
                  boli wink
                  • wiedzma30 Re: Pytanie do wiedżmy 11.05.06, 18:31
                    Tutaj nie spotkalam sie z semestrami polrocznymi. Na ESL semestry sa
                    11-tygodniowe. W highschool-kredyt kursy trwaja 8 tyg. W college trwaja 8 tyg.,
                    16 tyg. Po prostu wszystko zalezy od kursu jaki chcesz wziac - nie od szkoly, bo
                    nawet w szkolach sa rozne programy, ktore takze trwaja bardzo roznie.

                    W sumie ucze sie 16-ty miesiac. Skonczylam 6 leveli - tyle bylo w tej szkole.
                    Ponoc jest na wysokim poziomie (nie mowie ze nie, bo nie umialam nic, a teraz
                    moge sobie podyskutowac smile poczytac itp). Skonczylam kurs przygotowujacy do
                    TOEFL-a. Teraz jestem na kursie "mowienie i sluchanie". Beznadziejnym zreszta,
                    bo poziom jest jak na levelu 2...
                    Oprocz szkoly, sklepu, tv nie mam kontaktu z jezykiem... Niestety...

                    Na wakacjach jest cos takiego jak "letnia szkola". Trwa 4 tyg. - lipiec.

                    >> Czy w tych szkołach są jakieś uznawane egzaminy? Czy to już trzeba samemu
                    >> załatwiać?
                    Co chcesz przez to powiedziec? Co chcesz zalatwiac?

                    Przyjecia do college sa na kazdy semestr.

                    Pozdrawiam!

                    P.s. A gdzie ty w ogole teraz mieszkasz?
    • babiana Re: Polki w Quebec 12.05.06, 17:25
      Grandbleu, to sa walk-in-clinic, a nie work-in.To sa kliniki, w ktorych nie
      musisz zamawiac wizyty u lekarza.Po prostu idziesz tam jak cos ci dolega,
      odczekasz swoje i dostaniesz recepte. Nie polecam poniewaz przewaznie pracuja
      tam konowaly, ktore widza pacjenta tylko jeden raz. nastepnym razem jak sie
      udasz juz inny lekarz cie przyjmie. Dzialaja troche podobnie do pogotowia
      ratunkowego.Moja kolezanka jest lekarzem w takiej walk-in i sama mi odradzala
      korzystania z ich uslug.
      • wiedzma30 Re: Polki w Quebec 13.05.06, 18:56
        Nie wiem jak to wyglada z twego doswiadczenia, ale pomogli mojemu M (mial juz
        citizen - zeby nie bylo, ze to miejsce tylko dla bezdomnych i biednych...) jak
        mial problem z woreczkiem zol., pozniej z kamieniami w nerce... Jak czlowieka
        "lapie", to jedzie po pomoc gdzie ma najblizej. W clinice zrobili mu potrzebne
        badania od reki i pomogli.
        Ostatnio moja ciocia (urodzona tutaj i wychowana w kanadyjskim srodowisku)
        rowniez chodzila do takiej kliniki po pomoc. Zroblili jej wszystkie badania.
        Aha! miala problem z sercem.

        Tak, ze jak widzisz - nie mozna uogolniac... Moze akurat miejsce gdzie pracuje
        twoja znajoma z tymi "konowalami" to jakas beznadziejna klinika...
        Swoja droga nazywanie ludzi, ktorzy studiowali ponad 6 lat, non stop musza sie
        doksztalcac, zdawac przerozne egzaminy, byc "na fali" - "konowalami" to dla mnie
        jest deko nie na miejscu... Jakby byli "konowalami", to podejrzewam, ze juz
        dawno nie pracowaliby w zawodzie.
        Ale to jedynie moje refleksje...

        Pozdrawiam!

        P.S. Porownujac opowiesci znajomych o przezyciach na emergency i w
        walk-in-clinic musze stwierdzic, ze w takiej klinice opieka jest lepsza i
        szybsza. Co jednak w naglych przypadkach ma duze znaczenie...


    • babiana Re: Polki w Quebec 14.05.06, 00:05
      Ciesze sie wiedzmo, ze masz pozytywne doswiadczenia z klinika walk-in.Ja nigdy
      nie korzystalam z ich uslug, tak ze polegam na twojej opinii.Co do konowalow
      zdania jednak nie zmienie.Jest ich bardzo wielu.Obys tylko miala to szczescie i
      nigdy nie spotkala takowego na swojej drodze. Fakt, ze ktos skonczyl studia nie
      znaczy, ze jest dobry w swoim zawodzie. Mamy rowniez kiepskich ekonomistow,
      inzynierow pomimo, ze wszyscy oni sa rowniez po studiach.Tak sie zlozylo, ze
      pochodze z rodziny lekarskiej.Moj ojciec bardzo czesto tak okreslal swoich
      niedouczonych kolegow.Czego ja sie nie nasluchalam w domu jak razem dyskutowali
      z matka na temat owych konowalow. Medycyna polega na uczeniu sie przez cale
      zycie ale wielu po skonczeniu studiow za czesto do ksiazek juz nie zaglada.
      Kiedy jednak pewnego dnia zapytalam mego ojca czy zeznawalby w sadzie w
      przypadku ewidentnego zaniedbania powiedzial, ze nigdy w zyciu nie obciazylby
      zarzutami swojego kolegi. To jest zamkniety klan i trudno dobrac sie im do
      skory. W Kanadzie rowniez znajdziesz wielu nieukow czesto leni, ktorym zalezy
      glownie na przeciagnieciu karty.Ja jestem ofiara takiego konowala i to, ze zyje
      graniczy z cudem.Pozniej dolaczyla jeszcze jedna konowalka bardzo utytulowana,
      ktora wyprawilaby mnie na tamten swiat gdybym nie wyslala swoich cdromow z
      moich ctscanow do Polski. Profesor w Polsce myslal, ze to wszystko co mnie
      spotkalo to dzialo sie w kraju trzeciego swiata.Bylam leczona w teaching
      hospital przy McGill.Nawet juz jego koledzy konowala nr1 nie mogli powstrzymac
      sie od komentarzy co w tym swiatku zdarza sie b. rzadko.Od 1992 roku jestem
      leczona w tym systemie. Przeszlam kilka operacji i.t.d Tego co mnie tak
      urzadzil sadze. Sprawa toczy sie juz 3 rok.Moglabym napisac ksiazke i zarazem
      poradnik jak poruszac sie w tym systemie leczniczym.Z 20 lekarzy, ktorzy sie
      mna zajmowali niestety tylko pieciu zasluguje na miano lekarza z prawdziwego
      zdarzenia.Wlasnie teraz mna sie zajmuje i jestem szczesliwa z ich opieki. Ale
      droge do nich doslownie wywalczylam zahaczajac przy tym o Polske.Diagnoze mojej
      choroby otrzymalam telefonicznie z Polski od znajomego ordynatora neurologa.
      Tutaj przez rok wysylali mnie od Annasza do Kajfasza, badania i nie wiedzieli
      co ze mna jest, a ja na nogach sie slanialam.Powiedzialam o tej polskiej
      diagnozie no i oczywiscie potwierdzilo sie.Moj brat jest rowniez lekarzem w
      Ontario i niestety twierdzi, ze problemem tutejszych lekarzy(nie wszystkich na
      szczescie) jest to, ze nie mysla. Oni polegaja tylko na urzadzeniach i testach
      a niestety w tym zawodzie trzeba myslec i to intensywnie.Na koniec dam ci rade,
      oby tylko nie byla ci potrzebna. Zawsze zbieraj kopie kazdego testu i badania,
      ktoremu jestes poddana.sprawdzaj leki, ktore ci przepisuja. Ilez ja mialam
      niepotrzebnych zapisanych.Czasem to zakrawalo na cyrk , bo aptekarz moj
      interweniowal.Ja widuje kilku lekarzy i zawsze przy okazji podsuwam im moje
      wyniki(od innych lekarzy) i tym sposobem upewniam sie.W ogole w mojej rodzinie
      to jedynie ja nie jestem lekarzem i moj nr1.Nawet bratowe i szwagierki tez sa w
      tym fachu.I o konowalach to sie nasluchalam oj nasluchalam.Moj neurolog
      ordynator ostatnio powiedzial mi" dlaczego nie zapytasz dr X o powod ociagania
      sie z wyslaniem cie na biopsje. Przeciez on nie jest Bogiem." Tak myslacych
      jest jednak niewielu co stwierdzam z wielkim smutkiem Moi obecni cyrulicy cenia
      mnie bardzo za zaslugi poniesione w walce z tymi niedouczonymi kolegami.Czasem
      pytaja mnie skad ty to wszystko wiesz, na co skromnie odpowiadam, ze to juz
      rodzinne...
      ---
      rad durny, ze oszalal
    • babiana Re: Polki w Quebec 14.05.06, 00:28
      Na zakonczenie moich dywagacji przytocze taka sytuacja; pielegniarka aplikowala
      mi chemie, powiedzialam jej, ze konowalka nr2 wydala wlasciwie na mnie wyrok
      smierci. Ona na to dlaczego nie pojdzisz po second opinion, nie poddawaj sie.
      ja na to przeciez to chyba dobry lekarz?(tyle tytulow).Ona na to "maybe she is
      a good doctor but a bad human being".Ta wlasnie pilegniarka uratowala mi zycie.
      Od tamtego dnia minelo juz 6 lat.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka