Dodaj do ulubionych

Moje zycie na emigracji - (dlugie)

23.01.06, 01:35
Moje zycie w Polsce rozpada sie, gina najblizsi, trace prace, znajomi
odwracaja sie plecami, nie mam rodziny i rodzenstwa ... Wyje z rozpaczy, nie
wiem co robic. W jednej chwili znajduje sie bez oparcia bliskich, sama sobie,
mam tylko dziecko, ktore mnie potrzebuje.
Niespodziewanie trafia sie okazja wyjazdu do dalekiego kraju. Boje sie, nie
znam tam nikogo, ale w Polsce tez zostalam sama, wiec ... ? W desperacji
podejmuje ten krok. Poczatki ciezkie i wszystko jest nowe. Tule dziecko
wieczorami, mysle, ze chociaz ono moze sobie poradzi w przyszlosci. Niestety z
biegiem czasu coraz bardziej odczuwam trudnosci zycia w nowym kraju, nie moge
sobie poradzic, odnalezc sie. Tak mi ciezko. I nagle spotykam mezczyzne. Mily,
pomocny, wyciaga do mnie dlon, pomaga, naciska aby zamieszkac razem. Boze, tak
strasznie sie boje, ale nie mam nikogo, jeszcze nie znalazlam pracy, wiec moze
ten czlowiek bedzie moja ostoja? Po trzech miesiacach zostawia mnie z dlugami,
niezaplaconymi rachunkami, pod moja nieobecnosc zabiera niektore moje rzeczy.
Ogarnia mnie znowu rozpacz, poczucie kleski, depresja. Nie czuje szacunku do
siebie, dalam sie wykorzystac, upodlic.Nienawidze siebie.
Mija kilka miesiecy, dochodze jakos do siebie, powoli splacam dlugi, reguluje
rachunki. Znajduje prace, prawie zgodna z moim wyksztalceniem. Ale ciagle
nadal przezywam katusze z powodu osamotnienia. Chcialabym miec kogos
bliskiego, zadzwonic, porozmawiac, spotkac sie, wyjsc na spacer. Nie udaje mi
sie nawiazac blizszych znajomosci. Tubylcy sa nieufni,zamknieci, nie bardzo
chca sie przyjaznic z kimkolwiek. Przygodne znajome maja boyfriendow,
rodziny, nie bardzo chca przyjac do swojego grona. Znowu dociera do mnie jak
bardzo jestem samotna i przez to slaba.
I nagle znowu poznaje mezczyzne. Jestem oszolomiona. Nie ma nic, mieszka z
rodzenstwem i matka w dumpie, ale marzy o rodzinie, o wspolnym domu, o
wspolnym dorabianiu sie. Wychowana w poczuciu , ze liczy sie czlowiek a nie
pieniadze, znowu decyduje sie na zwiazek. Nie wyszlo mi pierwszy raz, ale
dlaczego drugi raz mialoby byc znowu zle? Niemniej jednak ponownie cos
szwankuje. On , chetnie pomieszkuje u mnie, ale nie poczuwa sie do
partycypowania w kosztach. Twierdzi, ze fundujac mi kino, czy zabierajac na
plaze, powinnam byc wdzieczna , bo przeciez nie mam nikogo z kim moglabym
wyjsc i kto moglby spedzic ze mna czas. Znowu poczulam sie jak ktos
drugiej,trzeciej..moze nawet czwartej kategorii. No bo przeciez nikt mnie nie
chce, tylko on jest ze mna. Niemniej jednak nie ustepuje, nie pozwalam mu aby
sie wprowadzil, nie moge utrzymywac kogos, kto zarabia wiecej i nie ma zadnych
zobowiazan. Atmosfera robi sie coraz bardziej oziebla, on nie interesuje sie
niczym. Twierdzi, ze skoro nie pozwolilam mu zamieszkac u siebie, to wszystkie
moje sprawy i problemy sa tylko moimi problemamai a on nawet nie zamierza sie
nad tym zastanawiac. Nagle niespodziewanie on proponuje mi kupno wspolnego
domu twierdzac, ze to nas zlaczy ponownie. Tesknie za wlasnym miejscem,
ciepla, rodzinna atmosfera, wspolnymi posilkami, wieczorami, za kims bliskim
mi, namiastka mojej rodziny z Polski. Ale on przedstawia mi warunki. Musze
podjac dodatkowa prace i dziecko moje tez musi zaczac zarabiac na siebie i
przejac obowiazki domowe. Analizujac wychodzi, ze pracujac na dwa etaty, nie
byloby mie w domu przez 20 - 21 godzin kazdego dnia. A wiec tylko 3-4 godziny
snu. Zastanawiam sie jak to wszystko wytrzymam. Co z moim kontaktem z
dzieckiem? Moje dziecko jest dla mnie wszystkim co mam, nie moge go utracic.
Dziele sie watpliwosciami. On denerwuje sie, ze jestem leniwa, ze inni pracuja
siedem dni w tygodniu po 20 godzin, ze to, ze jestem swieza emigrantka nie
jest dla mnie zadnym usprawiedliwieniem, ze powinnam miec pieniadze na zakup
domu, ze powinnam byla przyjechac z majatkiem, ze powinnam miec lepsza prace,
ze chce sie uczyc zamiast isc do fabryki .... Znowu czuje sie podle, trace
poczucie wlasnej wartosci, czuje ze jestem nikim , ze kazdy moze mna pomiatac,
do niczego sie nie nadaje. Nastepny mezczyzna, ktory mnie nie chce, dla
ktorego nic nie znacze, dla ktorego nie mam zadnej wartosci. Nie wyrzymuje,
prosze, aby wiecej nie dzwoni i nie przychodzil. Zegna sie ze mna mowiac mi ze
jestem glupia i bezsensownymi idealami.
Chyba tak , ma racje. W pogoni za uczuciem, za bliskoscia z druga osoba, trace
poczucie realnego oceniania ludzi. Po utracie najblizszych, panicznie boje sie
samotnosci, wiec brne slepo w zwiazki dla mnie toksyczne. Place cene za
podjecie decyzji o emigracji, a wiec jeszcze wiekszej izolacji i
osamotnienia. Boje sie przyszlosci. Zostalam znowu sama ... sama na obcym mi
gruncie. Mysl o powrocie do kraju zostawiam za soba. Nie znioslabym nastepnej
migracji i zaczynania wszystkiego jeszcze raz, szukania pracy, mieszkania,
nowej adaptacji dla siebie i dla mojego dziecka... Przegralam swoje zycie ...
Obserwuj wątek
    • mulinka Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 02:22
      skoro masz swiadomosc, ze wchodzisz w toksyczne zwiazki, to zacznij pracowac
      nad soba
      od problemow jakie tkwia w nas nie da sie uciec na koniec swiata
      bo problemy wedruja razem z nami
      wyslalam Ci ksiazke na gazete
      to dobra lektura na poczatek
      pozdrawiam
      • gherarddottir Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 03:06
        Sama traktujesz sie jak osoba czwartej, a nawet piatej kategorii.
        Powielasz schemat, narzucilas sobie role ofiary i skrupulatnie te role grasz
        sama siebie dolujac.
        Nie jestes sama. To Ty zdecydowalas, ze zamiast pomyslec sobie - jest ciezko,
        ale dam rade, mam dla kogo zyc - mam dziecko, jestes zalamana..
        Czy zdajesz sobie sprawe ile kobiet by chcialo byc na Twoim miejscu?
        Ile kobiety by chcialo miec "chociaz" dziecko?
        Nie uciekniesz przed problemami ani soba - to pierwsza rzecz do zrozumienia.
        Kolejna to taka - popatrz na to co robisz, gdzie jestes - ocen to, ale nie
        odgrywajac po raz kolejny roli ofiary - ludzie nie maja rak i nog, kobiety nie
        moga miec dzieci, nie maja pieniadzy i maz je zostawil wlasnie z takiego
        powodu - ale podnosza sie i znajduja sens zycia. Docen to co masz-nie zauwazj
        tylko brakow. Uwierz mi, ze kazdy z nas je ma i je odczuwa.
        Dlaczego jestes dla siebie okrutna? Kochaj siebie, dbaj o siebie - to takze od
        Ciebie zalezy czy bedziesz szczesliwa. Pamietaj, ze za decyzje ktore Ty
        podejmujeasz odpowiadasz Ty. Jestes w inny kraju, z dzieckiem - masz prace.
        Skoncentruj sie na tym.
        Wchodzisz w traumatyzujace zwiazki, ktore w paradoksalny sposob sama kreaujesz
        jakby w celu udowodnienia sobie, ze jestes do niczego. NIe jestes. Jestes
        wazna, masz prawa byc kochana i dobrze traktowana.
        Nie siedz i nie lituj sie nad soba. Pozwol w razie czego zrobic to innym
        Ok stalo sie co sie stalo.Otrzasnij sie - tylko w filmach ludzie nie maja
        problemow. Jesli myslisz, ze inni maja lepiej - to ja Ci powiem - nie maja.
        Ludzie nie mowia o problemach, o bolu i cierpieniu - wiesz dlaczego? Bo jak sie
        cos powtarza to sie w to zaczyna wierzyc. Wiesz co to jest samospelniajaca sie
        przepowiednia? Wiesz, ze wiekszosc spoleczenswt skazuje na ostracyzm ludzi,
        ktorymi "sie nie wiedzie". To nie ja to wymyslilam, takie jest zycie i ludzie
        sa rozni - ale nie oznacza to, ze wszyscy zli, po prostu czlowiek, ktory tylko
        narzeka cofa sie. Ludzie sie boja marazmu- za bardzo im przypomina o ich
        wlasnej walce z kazdym dniem..
        Wazne jest zrozumiec i zmienic. Przestan toksycyzowac wlasne zycie. Nie jest
        zle. Masz wiele - zauwaz to, docen to.
        A milosc jak ma przyjsc to przyjdzie. Kto Ci powiedzial, ze szczescie ma
        przyjsc wlasnie teraz?
        Zawsze mozesz przyjsc i tu sie wygadac.Zapros sasiadke na kawe - mzez okaze sie
        siwetna przyjaciolka?
        Trzymaj sie cieplo
    • tamsin Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 02:23
      znalazlas prace, masz dziecko ktore ciebie potrzebuje, skoncentruj sie na tym.
      Nie jestes samotna, jestes matka i powinnas cieszyc sie kazdego dnia z tego co
      masz, nie patrzac sie na to czego nie masz.
    • paloma49 Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 03:40
      Naprawdę nie wiem dlaczego uważasz, że przegrałaś życie. Wyjechałaś, znalazłaś
      pracę, odchowałaś dziecko… Może przyczyna depresji jest medyczna i powinnaś
      bardziej zadbać o siebie, lepiej się odżywiać, chodzić na spacery, uprawiać
      yogę, etc., żeby się lepiej poczuć.
      Może powinnaś poszukać przyjaciół tam, gdzie mieszkasz; dobra i życzliwa
      przyjaciółka to świetne antidotum na chandrę.
      A co do partnera w życiu, weź sobie do serca radę dr Phila (sądząc po godzinie
      postu, mieszkasz chyba w Ameryce i pewnie go znasz): Jeżeli chcesz, żeby twój
      partner cenił cię i szanował musisz w ten sposób zacząć najpierw traktować
      siebie. Wtedy nie tylko twój przyszły partner, ale i całe otoczenie będzie cię
      traktowało w ten sposób.
      A ten domek, którego nie masz… Mnóstwo ludzi, którzy je mają w Kanadzie, harują
      całymi dniami, żeby spłacać raty pożyczki, i w tym swoim wymarzonym domku
      głównie nocują. Czy to jest szczęście?
      Głowa do góry i nie patrz do tyłu, bo to mało konstruktywne. Patrz do przodu i
      myśl o tym, co chcesz osiągnąć i jak to zrobić. Życie to droga, a
      najszczęśliwsi są ci, którzy potrafią cieszyć się z różnych rzeczy w trakcie
      tej podróży, nie musi to być domek, może to być piękny zachód słońca albo
      pyszny kawałek sernika w towarzystwie przyjaciół.
    • mxp4 Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 03:57
      Masz dziecko skup sie na dziecku nie szukaj przygod bo na emigracji jest pelno
      niebieskich ptakow chetnych zyc na koszt kobiety. Ja jestem 16 lat na emigracji
      i napatrzylam sie tutaj na glupote kobiet utrzymujacych czesto oblesnych
      smierdzacych chlopow. Zapomnij, nic na sile. A predewszystkim swoje dobra
      trzymaj przy wlasnej d... Nie wchodz w zadne spolki z mezczyznami. Jesli bedzie
      stac cie na dom to niech to bedzie TWOJ dom a nie wspolny.
    • ravi10 Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 09:21
      Nie wiem, czy uzalam sie nad swoim losem ... moze czesciowo tak, macie racje. Z
      drugiej jednak strony, jestem tylko czlowiekiem, mam slabosci, nie umiem byc
      ciagle twarda , silna . Chociaz powinnam.
      Kiedys bylam dumna, ze mam wspaniala, ciepla, kochajaca sie rodzine. Ze wszyscy
      sie wspieramy, pomagamy sobie, jestesmy w trudnych , ciezkich , jak i dobrych
      chwilach razem. Pielegnowalismy to wszyscy dostrzegajac ile wokolo jest
      robitych rodzin, przemocy i nienawisci.
      To wszystko zostalo mi odebrane w jednym momencie. Te doswiadczenia wspanialych
      relacji miedzy bliskimi staly sie teraz moim przeklenstwem. Szukajc tego co
      mialam : uczucia, milosci, wsparcia, zrozumienia, bladze po omacku chwytajac
      sie kazdej sytuacji, ktora wydaje mi sie przyblizac mnie do posiadania rodziny.
      Stracilam wszystko i nie umiem sie odnalezc. To forum jest dla mnie jedynym
      miejscem gdzie moge wyrzucic z siebie to wszystko ...
    • sylwek07 Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 10:07
      ravi10 i tak duzo zrobilas,splacic dlug majac dziecko zagranica to jest bardzo
      duzo.mnie zastanawia jedno jesli Twoj 2 partner powiedzial Ci abys wiecej
      pracowala tzn ze On podbnie tyle pracowal bo jesli nie to byl to tzw
      pasozyt.Tak jak tutaj bylo napisane wczesniej nie mozesz dac sie pokazac jako
      ofiara bo duzo na tym swiecie jest ludzi ktorzy to wlasnie beda
      wykorzystywac.Masz byc kochana taka jaka jestes.pozdrawiam

      • ravi10 Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 10:15
        Moj drugi partner nie pracowal i raczej nie bedzie pracowac 20 godzin dziennie.
        On sie do tego nie nadaje. Nie jest przyzwyczajony do ciezkiej pracy ,
        fizycznej tym bardziej. Moja dodatkowa praca miala byc wyjsciem na wyrownanie
        poziomu moich dochodow do jego i odciazenia go od jakichkolwiek wydatkow
        zwiazanych ze wspolnym spedzaniem wolnego czasu.
        • sylwek07 Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 10:26
          tzn ze nie masz za kim plakac.narazie nie znalazlas tego jedynego ale kto wie
          kiedy to sie stanie,dopuki zyjesz wszystko jest mozliwe.sprobuj znalesc swoje
          mocne atuty ..a moze na tym Forum poznasz kogos kto mieszka kolo Ciebie smile
          • bibi1 Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 10:38
            daj sobie spokoj z tym facetem,chcial Cie wykorzystac,
            a chyba nie tego oczekujesz od partnera?
            Ja na Twoim miejscu skupilabym sie na dziecku,swojej pracy,
            domu,zamiast lapania na sile kazdego faceta tylko dlatego,
            ze boisz sie,ze to jedyna okazja w Twoim zyciu,ze wiecej
            takiej szansy nie bedzie.

            Samotnosc bywa straszna.Ale mozna czuc sie takze samotnym bedac z kims.
            Mozna tez byc nieszczesliwym,bo wybralo sie nieodpowiednia osobe.
            Dokonalas juz wyboru,ja mysle ze slusznego.Tez temu panu pokazalabym drzwi.
            To byla Twoja sila,nie slabosc.Zrobilas dla siebie cos dobrego!I dla swojego
            dziecka!
            A jak bedziesz chciala pogadac,to zagladaj na to forum,pomaga przetrwac
            niejeden kryzys!My tez je miewamy i czasem tez brakuje nam bratniej duszy.
            Jak sie o tym pogada,to naprawde robi sie lzej.
            • kropisia Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 11:29
              Po co ci taki facet? Chesz byc jego wolem roboczym? Juz bym wolala byc sama.
              Ja mysle, ze Twoim najwiekszym pronblem jest nieumiejetnoasc byca sama ze
              soba. Ty siebie nie bardzo lubisz i szukasz takich burakow, jak
              twoj "partner", zeby Cie utwierdzili w przekonaniu, ze nic nie wartasz. Rzuc
              go - to dupek. Pokochaj siebie i wtedy moze ktos sie zjawi. A jak sie nie
              zjawi, to przynajmniej zachowasz wlasna godnosc, a nie bedziesz popychadlem
              jakiegos matolka, ktory jeszcze stawia ci warunku co do twojego dzicka. To
              jest juz calkiem nie do zaakceptowania. Nie jest ojcem twojego dzica, wiec nie
              ma prawa decydowac, czy dzieciak pojdzie dorabiac czy nie.

              Szanuj troche sama siebie kobieto, bo jak ty siebie nie bedziesz szanowac, to
              nikt inny tego tez nie zrobi. Amen.
              • jan.kran Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 13:22
                Ravi serdecznie Cię pozdrawiam i życzę powodzenia.
                Twoją Rodziną jest Twoje dziecko. Żyj na własny rachunek , stań się niezależna.
                Jeżeli możesz pracowąc dużo i zarabiać pieniądze zainwestuj w swoje życie a nie
                pomagaj komuś kto nie jest tego wat.
                Zaglądaj tu smile))))
                Pozdrawiam.
                Kran
                • jan.kran Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 13:29
                  A co do partnera w życiu, weź sobie do serca radę dr Phila (sądząc po godzinie
                  postu, mieszkasz chyba w Ameryce i pewnie go znasz): Jeżeli chcesz, żeby twój
                  partner cenił cię i szanował musisz w ten sposób zacząć najpierw traktować
                  siebie. Wtedy nie tylko twój przyszły partner, ale i całe otoczenie będzie cię
                  traktowało w ten sposób.

                  ---------> Nie znam owego doktora może dlatego że nie mieszkam w Ameryce;pppp
                  Ale podpisuję się pod tym.
                  I mówię to z doświadczenia...
                  I idż do szkoły , ucz się bo zawód w ręku to podstawa.
                  Nawet poniżej Twoich marzeń i możliwości ale taki kóry daję Ci szczęscie i radość..

                  A tak na marginesie czy ktoś mógłby za mnie zrobić obiad i się wyspać...
                  Nie ma chętnych sad((((
                  Idę porozmawiac z łososiem na obiad... Może sie sam zamarynuje.
                  Kran
                  • annie_laurie_starr Dr Phil 23.01.06, 14:14
                    Dr Phil zrobil kariere i kase na mowieniu ludziom tego co dyktuje zdrowy
                    rozsadek - a w przypadku autorki postu mowi on- skoncz toksyczny zwiazek. I
                    nawet autorytetu Dr. Phila nie tutaj nie trzeba, bo to jest dosc oczywiste.
                    • paloma49 Re: Dr Phil 23.01.06, 18:17
                      Doktor Phil najpierw był ekspertem ds psychologii na shole bardzo sławnej Opry
                      (jak kucharka i dietetyczka Opry wydała książkę z przepisami potraw, które
                      przygotowuje dla Opry, to książka natychmiast znalazła się na czele listy
                      bestsellerów w Ameryce i Kanadzie), a potem stworzył swój własny popularny
                      telewizyjny show, gdzie udziela porad.
                      Mało oglądam telewizję, ale jak czasem otworzę i posłucham chwilę, to widzę że
                      to co mówi ma sens, chociaż to jest taka psychologia dla zabieganych, bo
                      wszystko skrócone do minimum. A jego nazwisko często pojawia się w zwrotach
                      typu: “jakby to powiedział dr Phil…”, etc., niekiedy ma to podtekst
                      humorystyczny.
                      Pozdrawiam.
    • sylwek07 Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 14:32
      ravi10 juz w Twoim zyciu cos sie zmienia poniewaz widzisz te toksyczne zwiazki
      a to juz jest sukces .
    • cuciolo Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 17:06
      Dlugo oj dlugo bylam sama: 12 lat dzielilo do pierwszego dobrego narzeczonego
      do obecnego Miska. Lata przepracowane na stanowisku administracyjnym, ze
      slabiutka pensja, pelne spotkan z facetami a nie mezczyznami (tu przepraszam
      naszego rodzynka), pelne depresji i watpienia w siebie i mozliwosc ulozenia
      sobie zycia. Nie przezylam tragedii tej miary co Ty tym niemniej osiagnelam
      stan podobny do Twojego. Po ostatnim zawodzie zrozumialam ze musze myslec o
      sobie, inwestowac w siebie, robic to co chce bo zycie jest zbyt krotkie. I
      kiedy stracilam nadzieje na ulozenie sobie zycia na miare potrzeb, zycie samo
      napisalo swoj scenariusz.
      Ja mysle ze Ty sie krzywdzisz i niepotrzebnie tak dolujesz: kazda z nas albo
      prawie na tym forum z zacisnietymi zebami szla przez zycie szczegolnie to
      emigracyjne. I wiekszosc z nas odnalazla lub odnajduje swiatelko na koncu
      drogi.
      Mysl o sobie, dopieszczaj sie i dbaj o Twoja rodzine. Jestescie tylko we dwoje
      ale to nic nie zmienia. Nie jestes gorsza tylko dlatego ze nie masz meskiego
      ramienia
      Masz prace i kogos kto w Ciebie wierzy i Cie kocha. Wiec glowa od gory
      Nie rozdrabniaj sie na niepotrzebne zwiazki a kiedy przyjdzie to cos zobaczysz
      sama serce CI powie ze to wlasnie jest to !!!
      Pozdr
      wietrzna Anka
      • elagrubabela Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 18:34
        Nie chce byc zlosliwa ale na co Tobie, Ravi, ci faceci? Rozumiem, ze kazdy
        czlowiek ma potrzeby seksualne ale to chyba nie jest konieczne zeby aby je
        zaspokoic wiazac sie z kolejnym nieudacznikiem.
        Naprawde - kazdy jest kowalem swojego losu choc gramy takimi kartami jakie nam
        rozdano smile
        Elka
    • bietka1 Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 23:28
      Witaj Ravi,

      sprobuj nie ranic sie wiecej i daj sobie wiecej czasu by zapomniec, by pokochac, by poczuc sie
      lepiej smile
      Wpadaj tu czesciej, to dobrze robi smile
    • ravi10 Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 23:37
      Dziekuje Wam wszystkim za pokrzepiajace posty. Moze jest to tylko internet, ale
      Wasze odpowiedzi naprawde pozwolily mi uspokoic sie troche, racjonalniej
      zastanowic nad sytuacja . Wiem i mam w pelni tego swiadomosc , ze to byly
      toksyczne zwiazki. Ale moze drzemia we mnie jeszcze odruchy samoobrony, ktore w
      ostatnim momencie pozwolily mi powiedziec to ostateczne "nie" i nie zabrnac tam,
      gdzie mogloby byc dla mnie jeszcze gorzej... moze wieksza depresja, a moze cos
      gorszego.... Co wtedy staloby sie z moim dzieckiem ?
      Moj problem nie jest tak jednoznaczny jak myslicie. Wiem, ze moje ostatnie
      wydarzenia w Polsce mialy decydujacy wplyw. Wtedy wlasnie zawalil sie tem moj
      wypielegnowany swiat. Nie poradzilam sobie z tym wszyskim, przezylam tragedie
      ,stracilam wszystko z dnia na dzien. Bol po stracie moich najblizszych byl dla
      mnie nie do przezycia. Mysle , ze ta wlasnie sytuacja pcha mnie obecnie do prob
      odbudowywania dawnego zycia. To cos jak instynkt samozachowawczy ... Tak,
      potworne boje sie samotnosci i osamtnienia.
      • bietka1 Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 23.01.06, 23:47
        ravi10 napisała:


        Tak,
        > potworne boje sie samotnosci i osamtnienia.

        Nie ty jedna, ale moze trzeba je polubic, zeby zauwazyc, ze nie jest sie tak naprawde
        samotnym.
        Jesli bedziesz wciaz projektowac przeszlosc w terazniejszosci to nigdy jej nie polubisz.
        Czy dlugo juz jestes na emigracji?
        Wydaje mi sie, ze czas ma wielki wplyw na widzenie wielu rzeczy.
        • kociaszek Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 24.01.06, 10:45
          Samotnosc mozna oswoic. Powiem wiecej - mozna ja polubic, moze byc konstruktywna.
          Wystarczy, co nie zawsze jest proste, poznac siebie i polubic.
          Wiem, ze taka emigracyjna samotnosc czasem ma oblicze demona...
          Tyle masz mozliwosci, tyle fajnych rzeczy, ktore mozesz zrobic...
          Szukanie wiezow jest trudne, nie moze zdarzyc sie z byle kim...
          Dbaj o siebie.
          Trzymam kciuki
          • cuciolo Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 24.01.06, 13:35
            Daj sobie czas, moze sie okazac ze wrocisz do Polski a moze jednak zdecydujesz
            sie na zycie na obczyznie. Tym niemniej musisz troche wystudzic emocje by
            podjac dobra decyzje i dla Ciebie i dla Twego dziecka
            A poza tym kazdy tutaj sie boryka z problemami i zakosztowal samotnosci
            emigracyjnej jak nie w zwiazku to na polu towarzyskim
            Przepraszam za sformulowanie, swiat nie konczy sie na dupie (ani tej zenskiej
            ani tej meskiej)
            • ania_2000 Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 24.01.06, 16:39
              hahasmile doskonalesmile)ciuciolosmile))) "swiat nie konczy sie na dupie"
    • pine.apple Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 24.01.06, 19:57
      ravi,sprawdz maila.Pozdrawiam
    • marxx Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 24.01.06, 23:40
      Po pierwsze zycze wiecej wiary w siebie....chociaz juz jest jakis plus jesli
      Ravi zdecydowalas sie o tym wszystkim napisac.
      Olac stare zwiazki, nauczka jest tylko taka, ze jesli sie wiazac z kimkolwiek
      to nie dlatego, ze ktos potencjalnie moze byc inny od poprzedniego
      partnera...robmy to tylko z milosci ...cholera tyle ksiazek juz o tym napisano
      a zawsze ta sama wtopa.

      Potrafisz samodzielnie podejmowac decyzje (wyjazd do obcego kraju) ,
      prawdopodobnie realizacja tego pomyslu tez spoczela na Twoich barkach, czujesz
      sie odpowiedzialna za dziecko (niby to normalne), splacasz dlugi, masz
      ambicje, potrafisz konczyc "niezbyt normalne zwiazki" ...Cholerka naprawde
      potrafisz sobie radzic w trudnych chwilach, nie wierze ze my wszyscy
      potrafilibysmy przejsc tyle co Ty!
      No moze tylko tak jak napisalem na poczatku, wiecej wiary we wlasne decyzje
      (ktore jak przetoczylem potrafia byc bardzo rozsadne ) i skonczyc z szukaniem
      partnerow a otworzyc sie na "obcych" ludzi...Znajac zycie tylko w ten sposob
      znajdziesz tego jedynego...a w najgorszym razie okaze sie ze bedziesz miala
      oddanych i prawdziwych przyjaciol
      m
    • sylwek07 Re: Moje zycie na emigracji - (dlugie) 25.01.06, 09:33
      a w najgorszym razie okaze sie ze bedziesz miala oddanych i prawdziwych
      przyjaciol.
      -------------------------
      jesli o mnie chodzi to juz byl by dla mnie sukces.smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka