ravi10
23.01.06, 01:35
Moje zycie w Polsce rozpada sie, gina najblizsi, trace prace, znajomi
odwracaja sie plecami, nie mam rodziny i rodzenstwa ... Wyje z rozpaczy, nie
wiem co robic. W jednej chwili znajduje sie bez oparcia bliskich, sama sobie,
mam tylko dziecko, ktore mnie potrzebuje.
Niespodziewanie trafia sie okazja wyjazdu do dalekiego kraju. Boje sie, nie
znam tam nikogo, ale w Polsce tez zostalam sama, wiec ... ? W desperacji
podejmuje ten krok. Poczatki ciezkie i wszystko jest nowe. Tule dziecko
wieczorami, mysle, ze chociaz ono moze sobie poradzi w przyszlosci. Niestety z
biegiem czasu coraz bardziej odczuwam trudnosci zycia w nowym kraju, nie moge
sobie poradzic, odnalezc sie. Tak mi ciezko. I nagle spotykam mezczyzne. Mily,
pomocny, wyciaga do mnie dlon, pomaga, naciska aby zamieszkac razem. Boze, tak
strasznie sie boje, ale nie mam nikogo, jeszcze nie znalazlam pracy, wiec moze
ten czlowiek bedzie moja ostoja? Po trzech miesiacach zostawia mnie z dlugami,
niezaplaconymi rachunkami, pod moja nieobecnosc zabiera niektore moje rzeczy.
Ogarnia mnie znowu rozpacz, poczucie kleski, depresja. Nie czuje szacunku do
siebie, dalam sie wykorzystac, upodlic.Nienawidze siebie.
Mija kilka miesiecy, dochodze jakos do siebie, powoli splacam dlugi, reguluje
rachunki. Znajduje prace, prawie zgodna z moim wyksztalceniem. Ale ciagle
nadal przezywam katusze z powodu osamotnienia. Chcialabym miec kogos
bliskiego, zadzwonic, porozmawiac, spotkac sie, wyjsc na spacer. Nie udaje mi
sie nawiazac blizszych znajomosci. Tubylcy sa nieufni,zamknieci, nie bardzo
chca sie przyjaznic z kimkolwiek. Przygodne znajome maja boyfriendow,
rodziny, nie bardzo chca przyjac do swojego grona. Znowu dociera do mnie jak
bardzo jestem samotna i przez to slaba.
I nagle znowu poznaje mezczyzne. Jestem oszolomiona. Nie ma nic, mieszka z
rodzenstwem i matka w dumpie, ale marzy o rodzinie, o wspolnym domu, o
wspolnym dorabianiu sie. Wychowana w poczuciu , ze liczy sie czlowiek a nie
pieniadze, znowu decyduje sie na zwiazek. Nie wyszlo mi pierwszy raz, ale
dlaczego drugi raz mialoby byc znowu zle? Niemniej jednak ponownie cos
szwankuje. On , chetnie pomieszkuje u mnie, ale nie poczuwa sie do
partycypowania w kosztach. Twierdzi, ze fundujac mi kino, czy zabierajac na
plaze, powinnam byc wdzieczna , bo przeciez nie mam nikogo z kim moglabym
wyjsc i kto moglby spedzic ze mna czas. Znowu poczulam sie jak ktos
drugiej,trzeciej..moze nawet czwartej kategorii. No bo przeciez nikt mnie nie
chce, tylko on jest ze mna. Niemniej jednak nie ustepuje, nie pozwalam mu aby
sie wprowadzil, nie moge utrzymywac kogos, kto zarabia wiecej i nie ma zadnych
zobowiazan. Atmosfera robi sie coraz bardziej oziebla, on nie interesuje sie
niczym. Twierdzi, ze skoro nie pozwolilam mu zamieszkac u siebie, to wszystkie
moje sprawy i problemy sa tylko moimi problemamai a on nawet nie zamierza sie
nad tym zastanawiac. Nagle niespodziewanie on proponuje mi kupno wspolnego
domu twierdzac, ze to nas zlaczy ponownie. Tesknie za wlasnym miejscem,
ciepla, rodzinna atmosfera, wspolnymi posilkami, wieczorami, za kims bliskim
mi, namiastka mojej rodziny z Polski. Ale on przedstawia mi warunki. Musze
podjac dodatkowa prace i dziecko moje tez musi zaczac zarabiac na siebie i
przejac obowiazki domowe. Analizujac wychodzi, ze pracujac na dwa etaty, nie
byloby mie w domu przez 20 - 21 godzin kazdego dnia. A wiec tylko 3-4 godziny
snu. Zastanawiam sie jak to wszystko wytrzymam. Co z moim kontaktem z
dzieckiem? Moje dziecko jest dla mnie wszystkim co mam, nie moge go utracic.
Dziele sie watpliwosciami. On denerwuje sie, ze jestem leniwa, ze inni pracuja
siedem dni w tygodniu po 20 godzin, ze to, ze jestem swieza emigrantka nie
jest dla mnie zadnym usprawiedliwieniem, ze powinnam miec pieniadze na zakup
domu, ze powinnam byla przyjechac z majatkiem, ze powinnam miec lepsza prace,
ze chce sie uczyc zamiast isc do fabryki .... Znowu czuje sie podle, trace
poczucie wlasnej wartosci, czuje ze jestem nikim , ze kazdy moze mna pomiatac,
do niczego sie nie nadaje. Nastepny mezczyzna, ktory mnie nie chce, dla
ktorego nic nie znacze, dla ktorego nie mam zadnej wartosci. Nie wyrzymuje,
prosze, aby wiecej nie dzwoni i nie przychodzil. Zegna sie ze mna mowiac mi ze
jestem glupia i bezsensownymi idealami.
Chyba tak , ma racje. W pogoni za uczuciem, za bliskoscia z druga osoba, trace
poczucie realnego oceniania ludzi. Po utracie najblizszych, panicznie boje sie
samotnosci, wiec brne slepo w zwiazki dla mnie toksyczne. Place cene za
podjecie decyzji o emigracji, a wiec jeszcze wiekszej izolacji i
osamotnienia. Boje sie przyszlosci. Zostalam znowu sama ... sama na obcym mi
gruncie. Mysl o powrocie do kraju zostawiam za soba. Nie znioslabym nastepnej
migracji i zaczynania wszystkiego jeszcze raz, szukania pracy, mieszkania,
nowej adaptacji dla siebie i dla mojego dziecka... Przegralam swoje zycie ...