Dodaj do ulubionych

temat solidarnosci kobiecej....

29.08.06, 22:33
... temat zaisnpirowany dyskusja w watku o "honorowych zabojstwach".
No wiec tak sobie poczytalam i sa to straszne rzeczy!

Jednak jednak z osob wspomniala o braku solidarnosci kobiecej, o wychowywaniu
corek rownie surowo jak wychowane byly matki, o staraniu sie o przychylnosc
Pana (meza). I to jest fenomen, ktory wysepuje nie tylko w jednym miejscu,
ale wlasciwie na calym swiecie!

Skoro ten fenomen jest taki miedzykulturowy to musi miec on baze w czasach
kiedy religii jeszcze nie bylo, czyli wtedy kiedy mezczyzni byli rzeczywiscie
silniejsi fizycznie i brali wladze sila. Idac dalej tym tropem mozna byloby
powiedziec, ze ten fenomen nie powinien istniec w krajach gdzie kobiety moga
swobodnie pracowac i wybierac swoja sciezke zyciowa, ale...

... wtedy zjawisko odizolowywania kobiet samotnych przez mezatki (ktoras z
was o tym wspominala) lub obnizanie wartosci zycia bez meza czy dzieci nie
miescilby sie w tych ramach takze....

Jakie sa wasze pomysly na powod takich zachowan?
Ciekwa jestem.

Pozdrawiam
Monika

Obserwuj wątek
    • sylwek07 dlaczego 29.08.06, 22:47
      tak malo jest solidarnosci miedzyludzkiej? czy swiat nie bylby piekniejszy
      jakby kazdy czlowiek dzielilby sie szczesciem,tym co posiada aby te dobro
      wracalo do Nas w 2-4 razy silniejsze .Tak wiem jak wyglada zycie i ze to sa
      marzenia ale warto chyba zaczac ??wszystkim zycze udanego wtorku jak i srody.
    • katarzynams Re: temat solidarnosci kobiecej.... 29.08.06, 23:20
      monie_pl napisała:

      > Skoro ten fenomen jest taki miedzykulturowy to musi miec on baze w czasach
      > kiedy religii jeszcze nie bylo,<

      mnie sie wydaje, ze ten fenomen wzial sie wlasnie z
      patriarchatu/monoteistycznych religii, wlasnie wczesniej, we wspolnocie
      plemiennej z panteistycznymi religiamii nie istnial.

      >Idac dalej tym tropem mozna byloby
      > powiedziec, ze ten fenomen nie powinien istniec w krajach gdzie kobiety moga
      > swobodnie pracowac i wybierac swoja sciezke zyciowa, <

      teoretycznie, ale to chyba jeszcze za wczesnie, pomysl ile stuleci kobiety w
      naszym spoleczenstwie byly kompletnie uzaleznione od mezczyzn, a od ilu lat
      moga same o sobie decydowac. Osobiscie znam 45letnia kobiete, Portugalke z
      Azorow, ktora wydano za maz jak miala 16 lat za duzo starszego mezczyzne wcale
      jej o nic nie pytajac. Swoja droga tak nieszczesliwej, a przy tym zlosliwej
      osoby to chyba jeszcze nie spotkalam. No ale jest religijna, wiec rozwod nie
      wchodzi w rachube. Moze swoim corkom pozwoli wybrac sobie mezow, ale
      prawdopodobnie nadal bedzie uwazac, ze rola kobiety to rola matki i zony.
      katarzyna
      • monie_pl Re: temat solidarnosci kobiecej.... 30.08.06, 07:56
        czy panteistyczne religie to to samo co politeistyczne?

        czyli to wnaszej psychice lerzy? chyba nie moge sie z tym zgodzic, bo jesli
        przyjmiemy, ze na kazde pokolenie kobiet przypada 2-5% (w statystycznym
        rozkladzie normlanym) kobiet odstajacych od stereotypu, to wskaznik kobiet
        wyzwolonych powinien byc juz wyzszy.

        a moze problem jest z definicja kobiety wyzwolenej, ktora nieustannie sie
        zmienia, bo swiat pedzi do przodu?

        tak sobie mysle...a wy?
        Monia
        • triskell Re: temat solidarnosci kobiecej.... 30.08.06, 08:17
          monie_pl napisała:
          > czy panteistyczne religie to to samo co politeistyczne?

          Nie. Według religii politeistycznych, jest wielu Bogów. Według panteistycznych
          natomiast elementem boskim jest "The All", "The Source", wszechświat czy
          jakkolwiek to byśmy zwali, ale nie jest to ani jakaś antropomorficzna istota,
          ani nawet nie jest zewnętrzna w stosunku do nas.
    • samo Re: temat solidarnosci kobiecej.... 30.08.06, 09:51
      monie_pl napisała:

      > Skoro ten fenomen jest taki miedzykulturowy to musi miec on baze w czasach
      > kiedy religii jeszcze nie bylo, czyli wtedy kiedy mezczyzni byli rzeczywiscie
      > silniejsi fizycznie i brali wladze sila.

      Mezczyzni nawet teraz sa zazwyczaj silniejsi fizycznie. Rzecz w tym, ze kobiety
      nie sa w stanie uwierzyc, ze tez moga byc silne fizycznie. Nie sa socjalizowane
      do walki, do bycia silna, zwinna, wysportowana i odwazna. Na zajeciach z
      samoobrony poczatkowo boja sie bic kukly czy "napastnikow". Miesnie u kobiet
      nie sa mile widziane. W ogole kobiece cialo nie jest mile widziane. Mamy byc
      niedozywione, slabe psychicznie (konkurencja miedzy kobietami o paleczke bycia
      najatrakcyjniejsza) i bezwolne.

      >Idac dalej tym tropem mozna byloby
      > powiedziec, ze ten fenomen nie powinien istniec w krajach gdzie kobiety moga
      > swobodnie pracowac i wybierac swoja sciezke zyciowa, ale...

      Prawo kobiety do pracy nie oznacza jeszcze, ze w danej kulturze brak
      patriarchatu i dyskryminacji.

      A jaki powod? Socjalizacja, trening gender od samych urodzin.

      > ... wtedy zjawisko odizolowywania kobiet samotnych przez mezatki (ktoras z
      > was o tym wspominala) lub obnizanie wartosci zycia bez meza czy dzieci nie
      > miescilby sie w tych ramach takze....

      Ja nie uwazam, zeby zycie bez meza i dzieci mialo mniejsza wartosc. Chyba
      jeszcze tkwi ci w glowie nazywanie singli starymi pannami w Polsce. Wiesz ze w
      USA wiekszosc gospodarstw domowych stanowia single? Nastapila ogromna zmiana
      obyczajow w tej materii. Odizolowywania kobiet samotnych przez mezatki tez nie
      zauwazylam. Moze to kobiety samotne jak je nazywasz nie maja ochoty sluchac
      tylko o rodzinie,pieluchach i rachunkach? ;o)) A na serio, to watek zaczelas
      strasznie ciekawy,ale jednoczesnie skazany na porazke,jesli nie zostanie
      skrecony :o) Dlaczego wsrod kobiet nie ma solidarnosci? Ja uwazam ze jest.
      Doswiadczam jej caly czas- wsrod rodziny, przyjaciol, w pracy, w roznych
      codziennych sytuacjach i wreszcie tutaj- na szacownej kupie :o)
    • alex113 Re: temat solidarnosci kobiecej.... 30.08.06, 20:26
      Jeszcze nie tak dawno (na skali historii) w dumnej i "cywilizowanej" Europie
      kobiety inteligentne, myslace i postepowe (czesto parajace sie medycyna i
      nauka) oskarzano i palono na stosach.
      U pozostalych postepujace zastraszenie doprowadzilo do tego ze
      zaczely "chronic" siebie i swoje corki tym by byly ciche, posluszne i nie
      prowokowaly kontrowersji.
      I tak juz zostalo, ze wiele kobiet nadal zyje w strachu i obawia sie podniesc
      glowy.
    • tamsin Re: temat solidarnosci kobiecej.... 31.08.06, 04:51
      troche abstrachujac od tematu a troche nie...wlasnie zobaczylam wspanialy film
      o solidarnosci kobiet a wlasciwie o wdowach z Indii, ktory musze polecic -
      "Water" Deepa Mehta. W tym samym momencie w ktorym traci sie nadzieje na
      cokolwiek pozytywnego, bo chyba gorszego losu nie ma dla kobiet niz to co
      spotykalo/spotyka hinduskie wdowy w Indiach, jeden maly wyjatek sprawia, ze
      widzi sie szanse na zmiane.. Jeszcze ras polecam ten film, ktory nawiasem
      mowiac byl nakrecony w tajemnicy z obawy na fanatykow (przypuszczam ze meskich)
      • syswia Re: temat solidarnosci kobiecej.... 31.08.06, 13:14
        Tamsin - to jedna z czesci tryptyku: Woda, Ogien, Ziemia.
        Ogladalam Wode, niedawno obejrzalam Ogien - tez o kobietach i o kobiecej
        solidarnosci (???). Polecam.
        • tamsin Re: temat solidarnosci kobiecej.... 31.08.06, 15:43
          Syswia, wlasnie wczoraj doczytalam sie o tych dwoch starszych filmach i mam
          zamiar je zobaczyc. Rowniez doczytalam sie ze role Kalyani gra aktorka ktora ma
          pochodzenie polskie tzn. jej ojciec pochodzi z Bangladeszu ale matka jest
          Polka - zobaczcie tutaj jaka jest piekna:
          en.wikipedia.org/wiki/Image:Waterlisa.jpg
          • syswia Re: temat solidarnosci kobiecej.... 31.08.06, 15:47
            O taksmile Ona sie urodzila w Mississauga, a teraz jest okropnie modna w
            Bollywood, bo ma jasna cere i zielonkawe oczy, co sie aktorkom fulblod nie
            zdarza....
            • bielinka Re: temat solidarnosci kobiecej.... 31.08.06, 17:15
              Kobieca solidarnosc - jest czy jej nie ma? Roznie. Ale mysle, ze dobrze, ze
              szokuja nas zjawiska ktore ujawniaja jej brak smile Jest mnostwo
              gazet "kobiecych" i tysiace kasiazek, w ktorych mozemy sie dowiedziec co zrobic
              zeby utrzymac rodzine: jak godzic prace zawodowa z funkacja zony i matki, przy
              tym byc dobra kochanka i dbac i dobre samopoczucie meza, jak go traktowac jak
              rozumiec i jak "manipulowac". Pokazcie mi takie gazety-ksiazki dla facetow: jak
              dbac o dobre samopoczucie zony jak umiec wyhamowac z praca, ze dzieci sa wazne
              TERAZ, jak pomagac zonie w domu i jak rozumiec jej potrzey spotkania z
              kolezankami itd itp. NIE MA. No dobra jest moze kilka tytulow, ktore i tak
              kupuja koiety wink Z czego sie bierze przekonanie ze to kobieta musi zadbac o to
              wszystko??? Bo kobieta zajmuje sie urodzonymi przez siebie dizecmi i potrzebuje
              zabezpieczenia materialnego dla nich i do tej pory takim gwarantem byl facet.
              Wciaz w nas pokutuje przekonanie ze musimy o niego zadbac bo same sobei nie
              damy rady. Ale posluchajcie - wcale tak nie jest! Jesli masz prace i mieszkanie
              to czego sie masz bac? Oprocz przynoszenia kasy do czego podobny jest facet?
              Taki facet na stale? Jak cos Ci sie popsuje to mozesz wezwac montera, jak masz
              ochote na seks to wystarczy "przyjaciel", albo i platny dostarczyciel. Jesli
              zarabisz tyle kasy zeby CI straczalo na zycie to facet na stale NIE JEST
              konieczny. Jesli z nim jestes badz tylko dlatego ze chcesz jego dla niego
              samego. Ale to powoduje ze nie muszisz i nie powinnas deprecjonowac siebie w
              tym zwiazku!!! Macie rowne prawa! Powinnas je egzekwowac - bez strachu ze on
              odejdzie - bo jak odejdzie to co sie stanie? NIe bedzie milo to fakt, ale...
              Dopiero wtedy kiedy kobiety sobie to uswiadomia i wywalcza rowne traktowanie na
              rynku pracy (kasa kasa kasa) dopiero wtedy beda wolne, dopiero bedzie mozna
              mowic o parterskich zwiazkach. Dopiero wtedy bedziemy sie szanowac. Owszem to
              ze nie pracujemy ale dbamy o dom tez jest bardzo duza wartoscia i my to wiemy.
              ALe faceci nie zrozumieja tego i nie docenia dopuki sami nie zaczna tego robic.
              Na razie droga do uzyskania szacunku od mezczyzn dla kobiet jest praktycznie
              jedna samodzielnosc finansowa. Oni tylko to szanuja. Tylko to potrafia
              policzyc i znalezc wymierna wartosc. Jesli dojdziemy do tego ze naprawde
              jestesmy same w stanie sie utrzymac - i swoje dzieci, dopiero wtedy kiedy to
              naprawde poczujemy, to dopiero wtedy oni to poczuja i dopiero wtedy zaczna nas
              szanowac. Co to ma do solidarnosci kobiecej? Mozemy do tego dojsc wspierajac
              sie a nie traktujac jak rywalki w walce o facetow ... tego kwiatu to pol
              swiatu ... smile Oczywiscie nie bierzcie mnie za wojujaca feministkesmile W koncu
              od trzech lat siedze w domu i nosze kolejne dizecko wink Ten tekst potraktujcie
              troche na luzie, ale przyznacie - cos w tym jest...
              • syswia Re: temat solidarnosci kobiecej.... 31.08.06, 17:33
                kurna, Bielinko, ale jestes wojujacasmile)))
                ale masz racje, cos w tym jest
              • asia.sthm Re: temat solidarnosci kobiecej.... 31.08.06, 22:21
                Brawo Bielinko!!
                Przez megafon to wyglaszaj, potrzebne jak cholera.
                • maja92 Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 12:06
                  Bielinko, dlaczego sie na koniec wycofalas? strach przed stosem?
                  wink))))))

                  Ja zarabiam dwa razy tyle co moj maz. W domu nie gotuje i gotowac nie bede.
                  Robie to w weekend dla przyjemnosci i zeby sie czegos nauczyc, ale piec nie
                  bede - w Superquinn apple tart jest za €6 - nie oplaca sie bawicwink)))
                  Umyje lazienke, ale Pan Maz musi odkurzyc - przez 11 lat malzenstwa odkurzacz
                  moze mialam 2 razy w reku.
                  Samochodu nie myje i nigdy tego nie zrobilam - ja Mu piore skarpetki, wiec On
                  moze mi umyc samochodwink)
                  Mam wlasne konto - On ma swoje - ja place mortgage, rachunki i kredyt na
                  samochod - on placi polowe za opieke dla dzieci i kupuje jedzenie. Moja reszta
                  z pensji jest moja i Jemu nic do tegowink)
                  Kupie farbe do domu - Pan Maz maluje scianywink)
                  Ja zawoze dzieci do szkoly - On musi je odebrac. Ja robie z nimi lekcje w
                  poniedzialki i srody - Maz we wtorki i czwartki.

                  Za bardzo nie moze podskakiwac - zrobil to raz i pokazalam Mu gdzie sa drzwi od
                  mojego domuwink)))) Ja jestem motorem w naszym domu i jak balast mi sie za
                  bardzo wierci, to sie Go pozbedewink)) Poplacze w poduszke przez pare dni i sie
                  otrzepne i dalej bede ciagnela do przodu, bo taki mam charakterwink)))
                  Kaprysy moich wlasnych dzieci musze znosic, bo sa moje - maz nie moje dziecko -
                  oddam Go mamusi na poprawke z wychowaniawink)))) Ogolnie to matka ze mnie
                  srednia, wiec matkowac nie lubiewink)))))
                  A tak ogolnie to Go kocham i swietny z niego partner, ale ze mna to "nerwy w
                  konserwy", bo ja tez pazurki pokaze....

                  No!!
                  Poziom adrenaliny mi sie znowu podniosl!!
                  wink))))))))
                  • bielinka Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 14:43
                    maja92 napisała:
                    > Bielinko, dlaczego sie na koniec wycofalas? strach przed stosem?
                    > wink))))))

                    Nie smile Nie boje sie stosu smile Ale sa kobiety, ktore dobrze sie czuja w swoich
                    domowych rolach i nie czuja sie dyskryminowane itd. Wynika to czesciowo z ich
                    nastawiania a czesciowo - smiem domniemywac - z przyzwoitosci ich facetow. I
                    nie chcialam zeby poczuly sie zle we wlasnej skorze, ze znowu przyszla taka i
                    ich zycie uwaza za "gorsze" albo cos. Bo kazdy jest inny i kazdy ma wlasny
                    sposob na zycie.
                    ALe wiem ze wiele kobiet jest zmeczonych laczeniem tysiaca rol w jednej. Wiem,
                    ze tak na prawde nie zdajemy sobie sprawy skad sie bierze to nastawienie ze my
                    powinnysmy... i tu dluga lista. I jak widze kolejny artykul pt. "jak rozumiec
                    faceta i sprawic zeby chcial z Toba zostac" to krew mnie zalewa. Bo to
                    nastawianie ze za atmosfere w domu odpowiada glownie, jesli nie jedynie,
                    kobieta to do szlau mnie doprowadza.
                    Kiedys kolega opowiedzial mi anegdote o szynce wielkanocnej. Moze znacie, ale
                    przytocze: zona na wielkanoc jak gotowala szynke to zawsze odkrawala jej oba
                    konce i kiedys maz pyta: a po co to robisz? Ona: nie wiem... moja mama tak
                    zawsze robila. Ida do mamy: czemu mamo te szynke kroilas z obu stron? Mama: nie
                    wiem... moja mama tak zawsze robila. Ida do babci: babciu czemu ty te szynke...
                    Babcia: bo mialam maly garnek i z reguly zadna szynka w calosci nie wchodzila...
                    Mam wrazenie ze nasze postepowanie jako kobiet jest wlasnie powielaniem wciaz
                    tych stereotypow bez zadawania sobie pytania: a wlasciwie dlaczego? Powiedzmy
                    sobie szczerze - mozliwosci mamy wieksze niz nasze babki i mamy, ale wciaz nie
                    jestesmy ich SWIADOME. Bycie "kura domowa" nie jest zle. ALe pod warunkiem, ze
                    czujemy sie w tym dobrze, ze jest to nasz wybor, ze czujemy sie dalej
                    pelnoprawnymi ludzmi. A nie wtedy gdy godzimy sie na to ze strachu przed
                    porzuceniem, z powodu braku wiary we wlasne sily, itd.
                    Twoj przyklad maju92 swiadczy o tym, ze prawdziwie "wyzwolonych" kobiet jest
                    coraz wiecej. Bardzo mi sie podoba to co napisalas smile A raczej to jak zyjesz :-
                    ) Badz nam przykladem! smile
                    Mysle sobie tez ze odpowiedz na pytanie zadane wczesniej: dlaczego matki robily
                    to swoim corkom zawiera sie wlasnie w tym, ze uczyly je przetrwania w swiecie
                    gdzie warunki dyktowali mezczyzni. Oni sobie tego zyczyli a poniewaz byli
                    jedynym gwarantem jakiegos zycia (sami to tak urzadzili) to jedynym sposobem
                    bylo dostosowac sie i corki do ich wymagan. Teraz swiat sie zmienia i
                    mozliwosci kobiet tez, ale nie we wszystkich spolecznosciach tak samo. Pozatym
                    zeby wyjsc z nalecialosci myslowych utrwalonych przez XXXX lat socjalizacji
                    potrzeba tez XXX czasu. Nawet my, w miare swiadome tego wszystkiego wychowujemy
                    nasze dzieci poslugujac sie pewnymi stereotypami. Mozemy zlikwidowac tylko te
                    ktorych jestesmy swiadome. W kazdym pokoleniu posuwamy sie kilka krokow
                    naprzód, ale to i tak wymaga czasu. Nasze mamy nauczyly nas podnosic glowy, my
                    uczymy swoje corki siegac po swoje marzenia, ale to nie koniec drogi.
                    • asia.sthm Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 15:28
                      Dotychczas od zarania statystyk czy czegos tam (jakichs badan socjalnych)
                      najczesciej podawanym powodem zawierania zwiazku malzenskiego bylo:
                      mezczyzni - staly dostep do sexu
                      kobiety - potrzebny ktos do utrzymania potomstwa.

                      Teraz, kiedy te powody staly sie jakby bez sensu, stracily swoja
                      pierwszoplanowa role, mozna miec nadzieje ze zawierane zwiazki malzenskie sa
                      skutkiem prawdziwej checi wspolnego zycia, partnerskiego ukladu na cale zycie.
                      I znow okazuje sie ze guzik prawda. Nadal goruja w statystykach te stare
                      archaiczne powody. Tak jakby jakis tryb gdzies sie na amen zatrybil.
                      Nie pamietam juz z jakich zrodel to mam, utkwilo mi w pamieci poprostu.
                      • bielinka Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 15:41
                        asia.sthm napisała:
                        > Dotychczas od zarania statystyk czy czegos tam (jakichs badan socjalnych)
                        > najczesciej podawanym powodem zawierania zwiazku malzenskiego bylo:
                        > mezczyzni - staly dostep do sexu
                        > kobiety - potrzebny ktos do utrzymania potomstwa.

                        Bylo nie bylo, nasz powod jest szlachetniejszy wink
                        • maja92 Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 16:25
                          wink))))
                          bylo nie bylo w tym wolnym dostepie do sexu tez sie zmieniawink))

                          pamietam, jak moja Babcia o tym punkcie malzenstwa mowila, ze to "nieprzyjemna
                          lecz obowiazkowa robota"

                          Ja takiej nie mam wink))) ja wyszlam za maz, a nie oddalam sie na posluge
                          sluzebno-seksualnawink)))

                          Oj - tak teraz sobie mysle 100 lat temu bym chyba zostala wychlostana, a Pan
                          Maz mialby klawe zyciewink))))
                      • syswia Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 17:06
                        kobiety - potrzebny ktos do utrzymania potomstwa



                        i do zrobienia...
                        Kiedys pytalismy sie naszej Babci dlaczego wyszla za maz za Dziadka... Babcia
                        miala wtedy 38 lat i pochodzila z niezamoznej wiejskiej rodziny, Dziadek z tzw
                        inteligencji. Myslelismy, ze chodzilo o status, albo ze chcial ja bez
                        posagu.... Powiedziala, ze wyszla za maz bo chciala miec dziecko....
                        • maja92 Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 17:13
                          wink)))

                          Teraz wystarczy miec "one night stand"....

                          ba - mysle, ze na to szybciej, by sie znalazlo kandydata niz na malzenstwowink)))
                          • tamsin Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 17:22
                            no ale jak od takiego "dawcy" zagwarantowac zdrowie potomstwo???
                          • syswia Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 17:24
                            Pamietam, ze nas ta odpowiedz zszokowala
                            w sumie potraktowala go jak rozplodowca...
                            • monika_a_b Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 17:57
                              W czasach naszych Babć i Dziadków światem rządziły inne normy - trzeba
                              pamiętać, że były to czasy około-wojenne. Dziadek ze strony mojego Taty ożenił
                              się, bo musiał - Rodzice mu kazali znaleźć sobie żonę, bo byli bliscy śmierci.
                              Stracili wszystko na ziemiach koło Lwowa, przenieśli się tuż za polską granicę,
                              starzy już byli i schorowani, więc w przeciągu bodajże dwóch tygodni po tej
                              przgnębiającej przeprowadzce syn się ożenił praktycznie z "pierwszą lepszą" 16-
                              latką ze wsi, a już kilka tygodnii poźniej oboje Jego Rodziców przeszło na
                              drugi świat... Cóż, takie czasy... Było to krótko po wojnie...
                              Z kolei mój Dziadek śp. ze strony mojej Mamy ożenił się również tuż po wojnie z
                              o 14 lat młodszą od siebie dziewczyną - dzieci były potrzebne. wink Tyle, że oni
                              poznali się jeszcze podczas wojny.
                            • elagrubabela Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 18:09
                              Moze to jest tak, ze ja sie stesknilam na kajaku za synkiem, ze teraz bardziej
                              mysle o wszystkim przez pryzmat Jego osoby ale moze to, co napisze ma jeszcze
                              jakis inny sens niz wyraz mojego "zapatrzenia" w Henka. Chodzi mi o to, ze
                              kobiety winny wreszcie zaczac praktykowac te babska solidarnosc na etapie
                              WYCHOWYWANIA SYNOW. Corki, sa oczywiscie wazne, ale z synami to jest czesto tak,
                              ze kobieta w domu sporo wymaga od meza ale synowi odpuszcza. I On potem rosnie
                              taki ksiaze, ktory bedzie wymagal od nastepnego pokolenia kobiet. Nawet w
                              najbardziej patriarchalnych spoleczenstwach, kobiety zajmuja sie synami
                              przynajmniej przez pierwszych kilka lat ich zycia. I wciaz wychowuja ich na
                              rozpuszczonych tyranow w kolejnych pokoleniach. W kazdej sprawie od dziewczynek
                              sie zawsze wymaga wiecej rozwagi, rozsadku, odpowiedzialnosc. Nawet teraz a moze
                              nawet teraz coraz wiecej, bo jeszcze maja byc wyksztalcone i ambitne zawodowo. A
                              chlopcy sa "zalatwiani" okresnieniem "boys will be boys" i odpuszcza im sie
                              przez wiele lat. Najgorszy przyklad to jest chyba z AIDS w Afryce gdzie to od
                              kobiet wciaz sie oczekuje, ze beda umialy sklonic swoich partnerow do zakladania
                              prezerwatyw a kto do jasnej cholery uczy tych chlopakow i wymaga od nich zeby
                              sami to robili???!!! AIDS jest juz znany od chyba 1985 roku czyli ile to juz
                              pokolen facetow wyroslo nienauczonych zadnej odpowiedzialnosci za siebie i innych!
                              Ja znam tylu syneczkow swoich mamus w roznych pokoleniach i wlasciwie ze
                              wszystkich stron swiata. Wszedzie jest ten sam schemat: mama traktuje syneczka
                              jak swoja ukochana maskotke, wymaga niewiele i spelnia zachcianki. Ta sama mama
                              czesto stawia wysokie wymagania corce, bo "dziewczynki musza" to i tamto; czesto
                              wrecz ta sama mama w roli kobiety stawia wysokie wymagania mezczyznom w ogole
                              ale to jest tak jakby te wymagania jej synka nie dotyczyly, jakby on byl z innej
                              gliny. No to ja sie tu publicznie zobowiazuje, ze Heniek bedzie wychowywany "jak
                              dziewczyna" - ha ha ha. Czyli ze bedzie mial stawiane wymagania i o pozycji
                              ksiecia bedzie mogl tylko slodko snic. Tyle mojego wkladu w solidarnosc kobieca:
                              jakas niemowlaczka albo dziewczynka w planie miejmy nadzieje z tego skorzysta smile
                              Elka
                              • sylwek07 Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 18:11
                                elagrubabela co do tej odpowiedzialnosci masz racje bo powinna byc po obu
                                stronach .
                              • marjanna1 Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 18:17
                                elagrubabela napisała:

                                Chodzi mi o to, ze
                                > kobiety winny wreszcie zaczac praktykowac te babska solidarnosc na etapie
                                > WYCHOWYWANIA SYNOW.

                                Swieta racja elka!!!!!smile))))))
                              • monika_a_b Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 19:26
                                Masz rację! wink
                                Więcej takich zdroworozsądkowych matek, mniej problemów dla przyszłych
                                pratnerek ich synów! wink
                                Pozdrawiam... wink
                              • katarzynams Re: temat solidarnosci kobiecej.... 02.09.06, 06:45
                                Ela,
                                jest dokladnie tak jak piszesz. Mam sporo znajomych, dla ktorych syn jet
                                ksieciem, a corka kopciuszkiem. Nie potrafie tego pojac, ale dobrze, ze sa
                                matki, takie jak Ty,
                                z szacunkiem,
                                katarzyna
                    • monika_a_b Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 18:45
                      Bielinko i Maju92 - bardzo mi się podobają Wasze postawy, bo potwierzają mnie w
                      mojej własnej... wink

                      Nie wiem, jak wy, ale ja często spotykałam się z niezrozumieniem, albo co
                      gorsza ze zwymyślaniem mnie, gdy pokazywałam różki i nie chciałam dać się
                      nagiąć do niestety cały czas jeszcze panujących stereotypów. Zawsze
                      twierdziłam, że najpierw muszę zdobyć wykształcenie, potem trochę popracować, a
                      dopiero później zabrać się za rozmnażanie, przy czym zawsze podkreślałam, że
                      nie chcę zostać przy dziecku dłużej niż rok (a może nawet tylko pół roku,
                      wszystko zależy oczywiście od tego, czy mogłabym np. pracować częściowo z domu
                      i takie tam udogodnienia).
                      Nie rozumiem, dlaczego kobiety _w dalszym ciągu_ chcą się robić zależnymi od
                      swoich mężów. Nie uwierzycie, ale w Stanach (przynajmniej w moim WA) jest
                      całkowitą normalką, że kobieta wychodzi za mąż, rodzi dzieci i staje się kurą
                      domową (i to nawet przy tylko jednym dziecku tak długo, aż ono pójdzie na
                      studia!). Gdzie się nie obejrzę, to widzę taki schemat. Dla mnie to kompletna
                      załamka. Całkowicie niezrozumiała. W czerwcu np. byliśmy u znajomych Quebecków
                      na grylowaniu w St. Jean (to quebeckie święto). Same pary z dziećmi (oprócz
                      nas), a przy wejściu na taras tak to wyglądało: po lewej (tam gdzie gryl)
                      panowie z piwkiem bądź jedzonkiem w ręku rozmawiali o pracy i ciekawostkach ze
                      świata, po prawej (tam gdzie mały plac zabaw) panie gruchały do dzieci _przez
                      cały czas_ naszego tam pobytu. Praktycznie nie sposób było porozmawiać z nimi
                      na tematy bardziej "dla dorosłych". Cóż, ja nie jestem w temacie dzieci, a
                      nawet gorzej, bo już mam pewną "alergię" na zwroty typu "będziesz miała dzieci,
                      to sama zobaczysz", "dziecko to dla kobiety pełne spełnienie" i takie tam,
                      pewnie same je znacie... Tak, jakby kobieta bez dziecka nie była 100%
                      kobietą! uncertain W XXI wieku! I tak się zachowują kobiety względem innych kobiet! uncertain
                      A już w ogóle jestem bardzo "alergiczna" na sugestie typu: "jeśli nie możesz
                      pracować (jak wiecie nie mam pozwolenia na pracę ani szansy na dostanie tego
                      świstka, więc o legalnej pracy mogę tylko pomarzyć), więc dlaczego nie chcesz
                      zajść w ciążę i zająć się wychowaniem dziecka???" Tak, jakby to było jedynym
                      rozwiązaniem. Nikt nigdy nie wspomniał o ewentualnym dalszym kształceniu się, o
                      jakiejkolwiek możliwości rowinięcia swoich zainteresowań, cokolwiek co nie
                      byłoby związane z rozmnażaniem się! Często rozmawiam na ten temat z moim mężem,
                      i przy okazji dowiedziałam się, że u niego w pracy żony kolegów _nie pracują_,
                      a zajmują się prowdzeniem domu i ewentualnie wychowywaniem dzieci. Wszystkie,
                      bez wyjątku (w jednym przypadku żona nie pracuje, ale ma zamiar dalej się
                      kształcić)! Czy to nie jest trochę załamujące? Przecież one nie myślą o
                      przyszłości. Po kilku latach może być tak, jak wspomniała Bielinka (chyba): mąż
                      odchodzi do młodszej koleżanki z pracy, która ma ambicje! (I nawet wcale bym mu
                      się nie dziwiła, niestety) A żona zostaje z niczym - nie pracując oczywiście
                      nie płaciła świadczeń emerytalnych (w Niemczech np. emerytury kobiet są
                      zastraszająco niskie, bo zbyt długo zostawały w domu), ze znalezieniem pracy po
                      kilku latach abstynencji zawodowej mogą być kłopoty, w końcu świat idzie do
                      przodu, technika się rozwija itd.... Jeśli któraś z założenia chce zostać w
                      domu, to po co w ogóle studiuje? W Meksyku dziewczyny studiują, aby upolować
                      męża... Również na wydziale prawa na moim niemieckim uniwerku wśród mężczyzn w
                      dalszym ciągu panuje takie przekonanie. No nie mogę wyjść ze zdziwienia! W XXI
                      wieku! A jeśli w rozmowie z kimś (obojętnie czy to z mężczyzną czy z kobietą) o
                      takich poglądach podaję moje, to często wychodzę na "wojującą feministkę". smile I
                      tylko dlatego, że ja chcę pracować, a nie poświęcać się mężowi i dzieciom! uncertain
                      Mój chłopak, którego miałam w wieku 20 lat, z uparciem mianiaka powtarzał, że
                      jeśli nie chcę zostać minimum 3 lata przy dzieciach, to nie powinnam ich mieć,
                      bo będę wyrodną matką! Co za bzdura! uncertain
                      Na całe szczęście znam też normalne matki, które nie zaniedbują się
                      intelektualnie pod pretekstem wychowywania dzieci. Moja sąsiadka (Belgijka)
                      będać jeszcze w ciąży szukała mieszkania/domu do kupienia. Raz prawie prawie by
                      znalazła coś odpowiedniego, ale: w pobliżu był mały park, a w nim same matki-
                      kwoki, z którymi mogła porozmawiać li tylko i wyłącznie o osławionej kupce i
                      zupce. Tak się tym zraziła, że na jakiś czas machnęła ręką na dalsze
                      poszukiwania nowego lokum. Powiedziała mi, że nie ma zamiaru mutować w taki
                      sposób. Hmmm... Jedna z moich polskich koleżanek tutaj zrobiła karierę w banku
                      mając dwójkę dzieci. Czyżby to nasze europejskie wyobrażenie w tej kwesti było
                      aż tak odstępujące od tutejszego?
                      • syswia Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 19:08
                        Ja tez bylam zadziwiona tym jak olbrzymi jest odsetek kobiet - pan domu w
                        Kanadzie. W Polsce bylo to zjawisko prawie niezauwazalne....
                      • katarzynams Re: temat solidarnosci kobiecej.... 02.09.06, 07:03
                        monika_a_b napisała:

                        > Nie wiem, jak wy, ale ja często spotykałam się z niezrozumieniem, albo co
                        > gorsza ze zwymyślaniem mnie, gdy pokazywałam różki i nie chciałam dać się
                        > nagiąć do niestety cały czas jeszcze panujących stereotypów. <

                        A propos stereotypow - ja nie mam dzieci z wyboru i uwazam, ze to byla
                        najlepsza decyzja jaka w zyciu podjelam. Oczywiscie, nie wszyscy krewni i
                        znajomi o tym wiedzieli, ale nikomu nie przyszlo do glowy, ze to mogl byc moj
                        swiadomy wybor. Wiekszosc wspolczula mi, ze nie moge miec dzieci, niektorzy
                        uwazali, ze moj (byly) maz byl impotentem, ale nikt nie pomyslal, ze nie chce
                        miec dzieci.

                        katarzyna

                        P.S. Zeby nie bylo watpliwosci, nie uwazam, ze z kobieta, ktora chce miec
                        dzieci jest cos nie tak, po prostu ja sie do tego nie nadaje.
    • sylwek07 Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 19:55
      tylko zeby te kobiety chcialy takich mezow wybierac bo jak narazie to jest nie
      za bardzo ..
    • mon101 Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 21:24
      W Szwecji urlop, zwany tu nie macierzynskim, tylko rodzicielskim, dzielony jest
      miedzy matke i ojca. Narazie w wiekszosci dobrowonie, oprocz miesiaca, ktory
      tatusiowie musza wziac obowiazkowo, bo inaczej przepadnie. Partie kandydujace
      do wyborow (za dwa tygodnie!) przescigaja sie w pomyslach co tu zrobic zeby
      tausiowie wykorzystywali wiekszasc ilosc urlopu, bo nadal jednak biora go w
      wiejkszosci matki. U mnie w pracyj est oczywiste, ze kazdy mlody ojciec bierze
      kilka miesiecy wolnego, inaczej uwaza sie , ze cos jest z nim "nie tak".
      Wiekszosc ojcow bierze urlop w miesiacach letnich (czerwiec
      • monika_a_b Re: temat solidarnosci kobiecej.... 01.09.06, 22:14
        Super pomysł! W Kanadzie też tak jest - mój szwagier wziął pół roku
        wychowawczego, bo mu przysługiwał. Niestety, dziećmi w dalszym ciągu bardziej
        zajmował się ich matka aniżeli on. uncertain Urlop jest płatny, a jemu fianasowo nawet
        bardziej opłacało się być na tym urlopie niż pracować (w pracy ogciągano mu
        opłaty związkowe, a on "wychowawczego nic się nie odciąga).
        Mój mąż też chce wziąć taki urlop tacierzyński, jak już tym tatusiem kiedyś
        zostanie. wink W Stanach ojciec może wziąć co najwyżej do tygodnia wolnego -
        czyli niepłaconego! uncertain Tak miał znajomy z pracy mojego ślubnego. uncertain
    • samo Re: temat solidarnosci kobiecej.... 02.09.06, 08:39
      Watek jak zwykle sie troche skrecil, bo byl o solidarnosci kobiecej, a nie
      niezaleznosci materialnej czy macierzynstwie big_grin

      Mam troche inna opinie nt kobiet decydujacych sie na pozostanie w domu. Dla
      nas, Polek, pobyt w domu,czy zostanie tzw SAHM (stay at home mom) kojarzy sie z
      byciem kompletnie zalezna od meza, spedzanie calego dnia na ciezkich pracach
      domowych i kompletnym braku czasu dla siebie,oraz zebraniu pieniedzy od meza.
      Owszem, tak w wiekszosci wygladalo zycie Polek, ktore sie na cos takiego
      decydowalo. Amerykanki ktore decyduja sie na pozostanie w domu wciaz jednak
      zatrudniaja babysitters, zamawiaja w restauracji carry-out na obiad, a
      sprzataniem zajmuje sie raz w tygodniu cleaning service. Malo tego, pensja ich
      meza na to wszystko wystarczy- nie to co w PL. I wiecie co, gdybym ja
      zdecydowala sie kiedykolwiek na dziecko, a moj maz zarabialby tyle, ze ja nie
      musialabym isc do pracy, zeby stac nas bylo na to wszystko o czym napisalam,
      oraz na wakacje, ubrania czy inne przyjemnosci, to wcale nie zawracalabym sobie
      gitary robota. Tez wolalabym sobie isc z dzieckiem do parku, galerii czy do
      zoo. To, ze jedyna pracujaca osoba bylby moj maz/partner nie oznaczaloby,ze
      jestem od niego zalezna, czy ze moim jedynym tematem byloby moje dziecko.

      Troszke przesadzone wydaly mi sie ostatnie posty. Jestem feministka, ale dla
      mnie tozsamosc feministyczna nie oznacza buntu przeciwko posiadaniu dzieci,
      rozmowach o nich, czy buntu przeciwko pracy. Praca kobiet niekoniecznie jest
      oznaka ich wyzwolenia. Kobiety poszly do pracy do fabryk, bo wraz z urbanizacja
      i migracja spoleczenstwa ze wsi do miast nastapila koniecznosc dwoch pensji w
      kazdym gospodarstwie domowym. Trzeba umiec oddzielic przywilej od koniecznosci.
      Jest wiele innych rzeczy ktore mozna robic zamiast kwitniecia przy biurku i
      gapienia sie w ekran przez osiem godzin dziennie. I jesli kasy z mezem mam
      wystarczajaco duzo, zeby nie musiec pracowac i wysylac swoje dziecko do daycare
      na 8 godzin, to wcale nie robi to ze mnie zaslepionej i ciemnej kury domowej.
      Troche zrozumienia, siostry!

      Samo bezdzietne tongue_out
      • asia.sthm Re: temat solidarnosci kobiecej.... 02.09.06, 09:39
        samo napisała:
        > Troche zrozumienia, siostry!

        Ja cie tak cholernie dobrze rozumiem ze wszystkim, ze az mnie mdli od tej
        niezwyklej zgodnosci big_grin
        Podpisuje sie oburacz i lece sie teraz solidarnosciowac z przyjaciolka.

        A ze watek skreca, jak cholera to naprawde niczyja wina. To lezy w hormonach.
        Tych hormonow od scislego trzymania sie tematu na KP brak.
        E tam, to trzymajcie sie czego tam chcecie, milego dnia !

        Zebym tylko za bardzo sie nie rozkupila ,bo mam nadal traume po wczorajszym
        pozarze wink
        • marjanna1 Re: temat solidarnosci kobiecej.... 02.09.06, 10:10
          Ja tez sie zgadzam z samo. Mi sie wydaje, ze w Polsce my nie przyzwyczajone do
          obrazku oani domu, bo niewiele osob bylo na to stac. Na zachodzie natomiast
          ludzi najnormalniej w swiecie stac na to by jedna osoba zostala w domu. I tak na
          przyklad w Holandii coraz czesciej sie slyszy, ze to pan tata zostaje w domu
          zajmowac sie dzieckiem lub pan maz zajmowac sie po prostu domem.
          • bielinka Re: temat solidarnosci kobiecej.... 02.09.06, 14:00
            A propo ostatnich postow nt. kobiet w domu. Ja to jestem pelna rozpusta: syn w
            przedszkolu, maz w pracy, raz na tydzien Natasza do sprzatania ... smile Teraz
            troche mi sie wolnosc dzikiego zwierzecia skonczy bo Jasiek za dwa tygodnie ma
            sie pojawic smile I tez mi sie dobrze siedzi, choc... brak ludzi, brak pracy w
            sensie wybitne towarzyskim smile W pewnym sensie chcialabym isc do pracy, bo
            jednak mozg mi sie strasznie rozleniwia w domu, bo jestem z zalozenia leniwiec
            i jak nie musze to nie robie ... Ale wkurza mnie ze w zwiazku z tym ze jestem w
            domu a nie pracuje to ode mie sie wszystkiego wymaga. Nie zeby moj maz byl
            tyranem ale wiecie - ja sama jakos soba jestem rozczarowana ... Gdyby nie ANia,
            ktora sie pojawila w Kijowie i wyciagnela mnie z domu to pewnie juz bym umarla
            z depresji.
            A co to ma z solidarnoscia kobieca? To ze nas tego mamy nie uczyly ... No,
            okej, mamy zaczely, ale poniewaz one na pewno nie byly tego uczone to my tez
            sie dopiero uczymy. Jest trudno, bo kobiet, ktore osiagnely cos w - nie
            ukrywajmy- meskim swiecie maja czesto sklonnosc do "bycia bardziej papieska od
            papieza". Mysla sobie - nam nikt nie pomagal, wymagali tyle co od facetow, to
            co ja mam pomagac innej kobiecie? Pozatym same znamy najlepiej jak wyglada
            zycie zon i matek i gdzie lezy niebezpieczenstwo ze beda "slabszymi"
            pracownikami. To mi przypomina sytuacje gdy oddzialowa na oddziale gdzie
            rpacowalam zostala nasza, do tej pory, kolezanka. Ona wiedziala dokaldnie jak
            migalysmy nasza poprzednia oddzialowa... WIedziala pracujac z nami, ze inaczej
            sie nie da, bo sie zwariuje, ale kiedy stanela po drugiej stroanie barykady
            byla w trudnej sytuacji - i my tez... Prawda jest taka, ze kazda kobieta ktora
            teraz cos osiaga, osiaga to dlatego ze kobiety cos juz jako spolecznosc
            osiagnely. Oczywiscie - jej sukcesy sa jej wlasnymi sukcesami, ale to nie
            prawda, ze ona doszla tu gdzie jest tylko swoimi nogami. Przed nia bylo wiele
            innych ktore wydreptywaly sciezke na szczyt. Czy zobowiazuje ja to do dozgonnej
            wdziecznosci i pomagania innym? To juz pytanie indywidualne. ALe Sylwek napisal
            cos o solidarnosci miedzyludzkiej, niejako bez wzgledu na plec. Jesli spojrzymy
            na drugiego czlowieka jak na czlowieka to juz cos, a jesli uswiadomimy sobie,
            ze jednak wciaz kobiety maja trudniej w tym meskim swiecie to juz pelny sukces -
            KOBIET. Nie chodzi o poblazanie tam gdzie jest niedopuszczalne, ale o
            zrozumienie w swiadomosci, ze jednak podlegamy duzej presji spolecznej. I warto
            sobie pomagac. Bo jak my sobie nie pomozemy to nikt nam nie pomoze.
            A czy jest sie kura domowa czy biznes women? Kazda droga zyciowa jest dobra
            jesli Ci odpowiada, ale musi Ci ODPOWIADAC! Matka z dziecmi nie jest "gorsza"
            od tej bezdzietnej biznes women - to po prostu inna droga do siebie. Ale faceci
            nas powinni szanowac bez wzgledu co robimy. O! smile
    • jan.kran Re: temat solidarnosci kobiecej.... 02.09.06, 09:30
      Po pierwsze pomimo że ja osobiście jestem kompletnie świrniętą matką i uważam
      moje dzieci za ósmy cud świata i sobie ciągle je oglądam , podziwiam i jestem
      zachwycona macierzyństwem nigdy nie miałam problemu z zaakceptowniem braku
      powyższej chęci u innych kobiet.
      Jeden z moich dwóch Braci nie ma potomstwa z wyboru i już.
      Mam kilka bezdzietnych przyjaciółeczek które nie mają dzieci z wyboru albo z
      powodu braku odpowiedniego faceta w odpowiednim czasie.
      Są wspaniałymi ciotkami dla mojej młodzieży , świetnie się rozumiemy i nigdy
      nie komentuję ich wyboru.
      Ja byłam przez wiele lat Hausfrau i Mutter. Jakoś mi to rozumu nie odebrało
      a wręcz przeciwnie. Miałam masę znajomych które miały wyższe wykształcenie,
      doktoraty , języki i z wyboru ale też często z konieczności zostały w domu.
      Spotykałyśmy sie ciągle na śniadaniach , brunch lub na placu zabaw i
      progenitura sobie gdzieś pełzała po okolicy a myśmy sobie inteligetnie dyskutowały.
      Oddawałam dzieci do przedszkola - szkoły i jeżdziłam na francuską konwersację
      albo sobie przypominałm łacinę i gręeę lub czytałm ambitną literaturę.
      Mam czasem wrażenie ze miałam więcej czasu na swój intelekt siedząc w domu z
      dziećmi niż obecnie w rozkroku między domem a fabryka.
      Kran

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka