asica74
15.02.08, 18:36
Nie jest to problem zycia i smierci, i tez nie taki, co wiele
zmienia w moim zyciu, ale przy obecnej naszoklasowej goraczce zlota,
zastanawiam sie nad paroma sprawami.
Otoz, wsrod zalewu znajomych odnajdujacych sie przy, jak mniemam,
obupolnym usmiechu i otwartosci (forumki, ktore "wiedzaocochodzi",
prosze o niemartwienie sie, i nie doszukiwanie sie drugiego dna, do
mojej wypowiedzi) odnajduja mnie tez tacy ludze i zapraszaja do
znajomych, ktorym... no wlasnie, nie mam ochoty takiego statusu
nadawac.
Kilka dni temu, dostalam zaproszenie od chlopaka, w ktorym sie nieco
zaduzylam (chyba caly tydzien to trwalo! w trzeciej klasie liceum)
Pocalowalismy sie chyba raz przez scierke, cholera wie jak to bylo!
Po czym sprawa sie szybko skonczyla, z hukiem, gdy sie okazalo, ze
namacil wiele. Wpadlam na niego raz tylko, na tej moj wsi
zamojskiej, ale nawet sobie czesc nie powiedzielismy, bo i po co?
Wodki razem nie pilismy, sciezek razem nie przeslismy zadnych, i
teraz sie zastanawiam: po co ludzie nawiazuja takie kontakty? Po co
takiemu podtatuskowemu amantowi moja podobizna w profilu znajomych?
A druga sprawa... hm... przy paczkujacych, jak te grzyby po deszczu,
zlotach "po latach", przy owym imperatywie spotykania sie z ludzmi,
z ktorymi swiadomie czesto (bo tez sa i tacy, ktorzy po prostu
znikneli w odmecie zycia) nie utrzymywalam kontaktow, czuje, ze nie
ma ucieczki! A jak ktos nie ma za bardzo ochoty na takie spotkanie,
to co?
Jakie sa wasze odczucia?