Dodaj do ulubionych

kolejna prosba o pomoc

08.06.09, 18:38
Witajcie! Kilka razy pomogliscie mi juz, wiec znowu zglaszam sie z
prosba. Otoz moja Polka w Anglii bedzie brala slub cywilny ze swoim
Wlochiem w Anglii, a nie w Polsce. I jest pytanie, jak sie zalatwia
w Anglii nie-wspolnote majatkowa? U nas w Niemczech zalatwia sie to
u notariusza. Nie wiem jak w innych krajach. Rzuccie prosze jakims
linkiem! Moi "mlodzi" maja rozne nieruchomosci we Wloszech i w
Polsce i nie chca tego w razie czego dzielic.
Obserwuj wątek
    • beetaa Re: kolejna prosba o pomoc 08.06.09, 22:45
      wg. polskiego prawa majatek wniesiony do malzenstwa jest majatkiem osobistym
      malzonka, do ktorego nalezy i wrazie rozwodu nie podlega podzialowi
      forumprawne.org/prawo-rodzinne-opiekuncze/8234-majatek-wniesiony-do-malzenstwa.html
      natomiast intercyze warto podpisac, zeby wykluczyc ewentualne roszczenia dot.
      dochodow z posiadanych nieruchomosci
      • ewa553 Re: kolejna prosba o pomoc 09.06.09, 07:51
        dzieki beetoo, ale mnie chodzi o zalatwienie tego w ANGLII!
        • maja92 Re: kolejna prosba o pomoc 09.06.09, 11:19
          U nas intercyza (prenup) nie jest honorowana. Mozna spisac jak sie
          chce, ale przy rozwodzie dobry adwokat moze ja latwo podwazyc.
          Wszystko zalezy od dobrej woli obu stron....

          A Ty ksiazke piszesz?
          wink
          • maja92 Re: kolejna prosba o pomoc 09.06.09, 11:22
            maja92 napisała:

            > U nas intercyza (prenup) nie jest honorowana. Mozna spisac jak sie
            > chce, ale przy rozwodzie dobry adwokat moze ja latwo podwazyc.
            > Wszystko zalezy od dobrej woli obu stron....
            >
            > A Ty ksiazke piszesz?
            > wink
            >

            ***********************
            U "nas" znaczy sie w Irlandii.....ale prawo przekopiowane z
            angielskiego. Ba! Nawet angielskimi przypadkami sadowymi podpierane
            sa uzasadnienia w sprawach w tutejszych sadach.
            Prawo cywilne jeszcze z XIX wieku ustawione przez Angoli i ciagle
            zyje sobie w najlepsze wink
    • ewa553 maju, 09.06.09, 12:21
      gdybym pisala ksiazke, to bylaby o Twoich Chlopcach i o Piranii
      (pamietasz?) smile)) Nie, po prostu bratanica mieszka od lat w Anglii
      i ma zamiar poslubic Wlocha, z ktorym zyje od 2 lat i cos im idzie
      jak po grudziesmile)))) Na dodatek oczekuje dziecka i wlasnie tutaj
      Sylwek znalazl mi wszystko na ten temat w internecie. Wiec znowu tu
      ne zebry przyszlamsmile)))
      PS Co by to bylo, gdybys znowu skrobnela pare slow?
    • sylwek07 Re: kolejna prosba o pomoc 09.06.09, 18:54

      ewa553 macie kogos w Polsce kto by poszedl na porade do prawnika w
      sprawie tych nieruchomosci w Polsce,.
    • sylwek07 Re: kolejna prosba o pomoc 09.06.09, 18:56

      ewa553 tak naprawde to zazdroszcze tej dziewczynie ze ma taka osobe
      jak TY ..malo spotykane na tym swiecie .

      bo zazwyczaj jest tak,radze se sam,rob co chcesz ,nie moj biznes i
      interes ...
      • mulinka Re: kolejna prosba o pomoc 09.06.09, 18:59
        na moj gust - bez problemu moga spisac intercyze

        ec.europa.eu/civiljustice/applicable_law/applicable_law_eng_pl.htm#III.6.

        zaznaczylabym w niej, ze umowe podpisuja dobrowolnie i swiadomie i
        ich INTENCJA (wazne slowo w prawie) jest, aby majatki
        przedmalzenskie nie wchodzily w sklad wspolnoty malzenskiej
        majatkowej

        pozdrawiam
    • ewa553 Re: kolejna prosba o pomoc 09.06.09, 21:20
      dzieki Mulinka, link przekaze zaraz dalej do Anglii.

      Sylwek, to naturalne ze pomagam i mysle: to jest moja bratanicasmile)
      A polskich prawnikow mamy morze: jestem z prawniczej rodziny. Sek
      w tym, aby taka umowe zawrzec w Anglii.
      • maja92 Re: kolejna prosba o pomoc 09.06.09, 22:39
        Tutaj z angielskiej strony:

        In the United Kingdom, pre-nuptial agreements currently have no
        legal standing
        . The divorce courts have the last word in the
        division of all matrimonial property and would ignore any pre-
        nuptial agreement if they thought that it was in any way
        unreasonable to either of the parties involved, particularly
        regarding to the maintenance and housing of children. For example,
        regardless of whose name a couple’s property is in, a court may
        order it to be transferred to the other. This applies to all
        property that is owned seperately or jointly

        www.weddingguideuk.com/articles/legal/prenuptial.asp
        Skrotowo - nie maja legalnej sily.

        Dalej proponuja, by lepiej spisywac intercyze w krajach, w ktorych
        sa nieruchomosci, bo w momencie rozwodu prawo angielskie bedzie
        zastosowane do wszystkich wlasnosci - takze miedzynarodowych. Nawet
        jezeli lokalne prawo jest inne.

        Lepiej spisac intercyze w PL.

        PS Kiedys napisze o dzieciach - na razie jestem busy woman wink
      • sylwek07 Re: kolejna prosba o pomoc 09.06.09, 22:50
        widzisz dla jednych to jest naturalne a dla nie ktorych anaturalne
        wez tutaj badz czlowieku madry i zrozum pewne sprawy w zyciu ..

        jak bedziesz miec jakies pytania to wal smialo.
        • ewa553 Re: kolejna prosba o pomoc 10.06.09, 07:24
          Maju, czekam niecierpliwie na Twoja wene pisarska, bede tu
          specjalnie zagladacsmile))
          Co do intercyzy, to wlasnie proponuje nasz Wloch. Mnie sie to o tyle
          nie podoba, ze on nie zna polskiego, ona wloskiego. Nie wiem czy bym
          chciala podpisac jakikolwiek dokument w nieznanym mi jezyku....

          Sylwek, ja jestem niepoprawna optymistka. Innej bratanicy pomagalam
          czynnie przez wiele lat, choc maz mnie ostrzegal przed nia (poznal
          sie wczesniej na niej). No i stalo sie co sie stac musialo, na
          zasadzie "mile zlego poczatki, lecz koniec zalosny". Ale ja dalej
          wierze w czlowieka i kazdemu daje szanse. Mimo kilku zlych
          doswiadczen uwazam ze to "jedynie sluszne", wzajemnie sobie pomagac.
          • sylwek07 Re: kolejna prosba o pomoc 10.06.09, 09:05
            Ale ja dalej
            wierze w czlowieka i kazdemu daje szanse. Mimo kilku zlych
            doswiadczen uwazam ze to "jedynie sluszne", wzajemnie sobie pomagac.


            zycze Ci duzo wytrwalosci ,zdrowia w tym chcesz nadal robic ..

            Bo nie kazdy Nam pomoze ale nie kazdy Nas oszuka .
          • marjanna1 Re: kolejna prosba o pomoc 10.06.09, 10:26
            ewa553 napisała:
            > Co do intercyzy, to wlasnie proponuje nasz Wloch. Mnie sie to o
            tyle
            > nie podoba, ze on nie zna polskiego, ona wloskiego. Nie wiem czy
            bym
            > chciala podpisac jakikolwiek dokument w nieznanym mi jezyku....
            >
            Oczywiscie, ze nie musi podpisywac dokumentu w nieznanym jezyku.
            Notariusz musi miec kopie dlaobcokrajowca w jemu zrozumialym jezyku.
            Bardzo czesto jezykiem wyboru jest angielski. Niech sie dowiedza w
            obu krajach, gdzie bedzie latwiej i taniej.
          • marjanna1 Re: kolejna prosba o pomoc 10.06.09, 10:27
            I jeszcze: zawsze mozna zatrusnic tlumacza przysieglego, ktory
            przetlumaczy dokument.
          • maja92 Re: kolejna prosba o pomoc 10.06.09, 10:35
            ewa553 napisała:

            > Maju, czekam niecierpliwie na Twoja wene pisarska, bede tu
            > specjalnie zagladacsmile))
            > Co do intercyzy, to wlasnie proponuje nasz Wloch. Mnie sie to o
            tyle
            > nie podoba, ze on nie zna polskiego, ona wloskiego. Nie wiem czy
            bym
            > chciala podpisac jakikolwiek dokument w nieznanym mi jezyku....

            *********************

            Basiu-Ewo wink
            Zawsze mozna przez konsulat przetumaczyc urzedowo i urzedowo
            podpisac, wtedy beda wszelkie tlumaczenia uwzglednione. Lepiej teraz
            stracic przez konsulat €100/200 niz pozniej caly dom wink

            W Angli - tak samo jak w Irlanii mozna zyc na kocia lape i miec
            takie same prawo majatkowe w stosunku do drugiej strony jakby sie
            bylo w malzenstwie.
            Jak Twoja bratanica nie jest pewna tego Wlocha to niech lepiej zyja
            w konkubinacie. Wiem, ze po polsku to dziwnie brzmi, ale w ten
            sposob na Wyspach mozna sobie duzo klopotow
            zaoszczedzic...szczegolnie jak sie nie jest pewnym partnera....
            A fakt, ze jest w ciazy nie znaczy ze na mus Twoja bratanica musi
            sie zenic z facetem. Lepiej byc samotna acz usmiechnieta matka - w
            razie czego, niz pozniej sie meczyc na kazdej linii (takze sadowej)
            z wariatem.....w imie czego? Takie jest moje zdanie - ale to moje
            wiec subiektywne wink
            • ewa553 Maju, 10.06.09, 20:04
              to nie jest calkiem tak. Ona jest calkiem pewna, ze to mezczyzna jej
              zycia. On tak samo. Mieszkaja od 2 lat razem. Planowali za rok
              dziecko. Jak sie w kwietniu okazalo, ze jest juz teraz w ciazy, to
              zaczelo sie szalenstwo z radosci. Postanowili w lecie, w jej domu
              nad polskim morzem wziasc slub. Juz prawie rezerwowal samolot dla 20
              swoich krewnych z Wloch, mysmy wszyscy byli tez zaproszeni i nagle
              sie okazalo, ze musza wziasc te nieszczesne lekcje w kosciele.
              Pisalam o tym, radzilam sie tutaj. No a na to nie maja czasu, oboje
              pracuja w gastronomii i nie zawsze maja w tym samym dniu wolne, do
              tego wolne maja nieregularnie, wiec trudno to wszystko skoordynowac.
              No i nagle im sie odechcialo, a raczej podejrzewam ze to jemu sie
              odechcialo. Nagle sie nazywa, ze slub niewazny, ze moze byc przeciez
              za rok czy dwa. W gruncie rzeczy to tylko ja sie tym denerwuje i
              wkurzam. Wiem bardzo dobrze, ze taka jest w tej chwili moda, zeby
              sie nie zenic nawet jak jest dziecko. Widze to wokol siebie, czytam
              o tym w prasie. Wiem ze slub niczego nie gwarantuje i tez jestem
              przeciwna temu aby ludzie ze soba zostawali jesli sie nie rozumieja.
              Ale jestem troche staromodna i uwazam ze kazda kobieta powinna dla
              swietego spokoju przynajmniej raz w zyciu wyjsc za mazsmile))) Zawsze
              tak twierdzilam, zdania nie zmienilam. Wiec skoro sie kochaja, jest
              im dobrze razem i ciesza sie jak glupcy na Malenstwo, to co stoi na
              przeszkodzie aby wziasc slub? Tym bardziej, ze zawarcie slubu
              cywilnego w Anglii jest bardzo proste.
              Postanowili, ze zaraz po urodzeniu dziecko dostanie jego nazwisko.
              To jak sie bedzie czula moja bratanica, nazwyjac sie iksinska i
              majaca dziecko o nazwisku igrekowski? Moj sasiad nie zenil sie ze
              swoja partnerka choc mieli synka. Az synek poszedl do szkoly i
              sasiad mi opowiadal ze szalu dostawal jak przychodzil do szkoly po
              syna, a tam mowili do niego nazwiskiem matki tego chlopca. Wiec
              wzieli slub, mieli wspolne nazwisko. Inna rzecz, ze po 4 latach,
              czyli wlasnie teraz, rozeszli sie.... Tak jak powiedzialam: slub
              niczego nie gwarantuje. Ale ta historia z nazwiskiem jest juz moim
              zdaniem beznadziejna.. No, rozpisalam sie i zanudzam tu pewnie.
              Wybaczcie.
              • dorrit Re: Maju, 11.06.09, 12:51
                co do nazwiska, to roznie jest w roznych krajach. Np. we Wloszech,
                skad pochodzi przyszly, mam nadzieje, malzonek, kobiety zostaja po
                slubie przy swoim rodowym nazwisku, dzieci nosza nazwisko ojca. Raz
                matke z Polski, noszaca po mezu to samo nazwisko co dziecko, spytano
                uprzejmie, czy jest rozwodka (bo wtedy dziecko mialoby jakas tam
                ulge na cos, pytanie bylo uzasadnione...). Kwestia przyzwyczajenia
                czyli co kraj to obyczaj.
                A wracajac do sprawy zasadniczej: skoro taka jest sytuacja, to niech
                biora slub... Potem powinni go zarejestrowac odpowiednio: on we
                Wloszech, a ona w Polsce. Ewentualna sprawe o cokolwiek moga
                nastepnie prowadzic w jednym z tych krajow (maja az trzy do wyboru)
                i rejestrowac decyzje w dwoch pozostalych...
                Sprawdzcie, co na na kwestie rozdzialu majatkowego mowi prawo
                prywatne miedzynarodowe (najlepiej zaczac od google'a...). W
                wiekszosci krajow majatek posiadany przed zawarciem zwiazku
                malzenskiego pozostaje osobna wlasnoscia kazdej ze stron. Tak jest i
                PL, i we Wloszech, tylko jak w UK nie wiem...
                Kwestia dochodu generowanego przez tenze majatek to osobna rzecz -
                wtrace sie: skoro sie tak kochaja, jak piszesz, to akurat tym nie
                musza chyba sobie zawracac teraz glowy. Nieruchomosci moga rownie
                dobrze generowac straty finansowe (chociaz na ogol jest odwrotnie).

                Pozdrawiam.
                • ewa553 dzieki Dorrit, 11.06.09, 15:11
                  o ile poamietam (z forum Wlochy), to mieszkasz we Wloszech?
                  Wyjasnilas mi przy okazji cos dla mnie istotnego: mam dobra znajoma
                  Wloszke, ktorej maz byl przyjacielem mojego meza. Nigdy nie mialam
                  odwagi zapytac, bojac sie ze porusze cos bardzo osobistego, ale
                  intrygowalo mnie, dlaczego ona nosi inne nazwisko jak jej maz, choc
                  sa od 20 lat malzenstwem i maja dwojke doroslych w miedzyczasie
                  dziecismile))) No, teraz wiem.
                  Co do majatki "moich": ja mam lekkie podejrzenie: on oprocz tej
                  gastronomii otwarl z przyjacielem jakas firme. I moze to nawet lepiej
                  ze w razie upadku, moja bratanica nie bedzie musiala splacac jego
                  dlugow? No, ale to nie ma nic albo prawie nic ze slubem, ktory sie
                  jakos nie odbywa... Nie chce byc namolna, wscibska ciotka, wiec
                  przestaje podsuwac tam pomysly i wyjasnienia. Ale jestem naprawde
                  smutna, ze tak sie dzieje...
                  • sylwek07 Re: dzieki Dorrit, 11.06.09, 15:27

                    ewa553 mozesz wyjasniac,pokazywac jak sie maja sprawy,jak sie beda
                    miec sprawy,jak nie popelnic bledu lub tez go zminimalizowac a
                    reszta to juz od nich zalezy co postanowia..I tak ma ta brataniaca z
                    Toba dobrze bo moze wybierze cos co nie bedzie dla niej uciazliwe
                    pozniej a to czasami bardzo duzo daje w przyszlosci ..
                    • dorrit Re: dzieki Dorrit, 12.06.09, 10:59
                      Hej, Ewo, owszem, mieszkam od lat we Wloszech.
                      Pozdrawiam, zycze bratanicy i jej przyszlemu trafnych decyzji!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka