Dodaj do ulubionych

górnictwo w Polsce wcale nie jest skaz.na zagładę!

29.02.04, 22:03
wiadomosci.wp.pl/prasaWiadomosc.html?wid=4881220&kat=12651&ticket=cookies_off

-a jednak można pracować w górnictwie i komuś to się opłaca! ja wiedziałem od
samego początku że ta likwidacja kopalń to decyzja czysto polityczna zapewne
robiona na rozkaz płynący z Brukseli!

Obserwuj wątek
    • Gość: eladion Re: górnictwo w Polsce wcale nie jest skaz.na zag IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 01.03.04, 08:08
      Górnictwo w Polsce to nie jest górnictwo w Wałbrzychu. Wydobywać węgiel można
      gdy się to opłaca, np. w Jastrzębiu albo w Bogdance pod Lublinem.
      W Wałbrzychu są kilkunasto-kilkudziesięciocentymetrowe chodniki poprzerastane
      kamieniem. Zlikwidowac gornictwo chcieli juz Niemcy w latach 30+tych
      W Jastrzebiu kopalnie sa caly czas w ruchu, wiec mozna spokojnie bylo zwiekszyc
      zatrudnienie.
      Moze sie kiedys w Walbrzychu zacznie oplacac wydobycie dla przemyslu
      chemicznego lub farmaceutycznego, a tym czasem kazdy pomysl do ktorego trzeba
      doplacac z kieszeni podatnika w naszej sytuacji nalezy odlozyc na polke.
      Piszesz te posty swoje
      • Gość: eladion cdn IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 01.03.04, 10:36
        <przepraszam cos sie zawiesilo:)>
        (...) gdy sie naczytasz artykulow albo nasluchasz audycji. Rzeczywistosc nie
        jest taka jaką ją widzisz w tv albo słyszysz w radio.
        Ale to trzeba ruszyc dupsko z Torunia i przynajmniej na troche przyjechac i
        zoabczyc co sie tutaj dzieje. Przy okazji wpomożesz lokalną turystykę.
        • oszolom.z.radia.maryja Re: cdn 01.03.04, 16:52
          Gość portalu: eladion napisał(a):

          > <przepraszam cos sie zawiesilo:)>
          > (...) gdy sie naczytasz artykulow albo nasluchasz audycji. Rzeczywistosc nie
          > jest taka jaką ją widzisz w tv albo słyszysz w radio.
          > Ale to trzeba ruszyc dupsko z Torunia i przynajmniej na troche przyjechac i
          > zoabczyc co sie tutaj dzieje. Przy okazji wpomożesz lokalną turystykę.

          -niniejszy tekst wziąłem z Wirtualnej Polski która nie ma nic wspólnego z
          Radiem Maryja
    • b.7 Re: górnictwo w Polsce wcale nie jest skaz.na zag 01.03.04, 11:03
      To tak jak i kościół - cały kraj na niego łoży (nawet ateiści i ludzie innych
      wyznań) a ono ciągle chce więcej, i więcej i więcej. Tak jak górnictwo. Nic
      dziwnego, że w czasach solidarności te opcje się skumały i 3mały razem przez
      jakiś czas.
    • Gość: Marcin Re: górnictwo w Polsce wcale nie jest skaz.na zag IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 03.03.04, 17:51
      cyba masz rację www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=3348
      • oszolom.z.radia.maryja Re: górnictwo w Polsce wcale nie jest skaz.na zag 03.03.04, 21:37
        A co Urban zrobił dobrego by ulżyć niedoli górnika?
        • Gość: Marcin Re: górnictwo w Polsce wcale nie jest skaz.na zag IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 11.03.04, 19:16
          To przeczytaj dokładnie
          Na górze róże na dole Hindus

          O polskie kopalnie biją się Niemcy, Francuzi i Hindusi. Kto nimi zawładnie, ten
          wygra na europejskim rynku stali.

          Przesądzona jest już przyszłość kopalń Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Zostaną
          sprywatyzowane. Państwo chce również sprzedać Katowicki Holding Węglowy.
          Kupiec, który przejmie od państwa polskiego akcje Katowickiego Holdingu,
          zostanie wybrany najprawdopodobniej już pod koniec tego roku. Równie szybko
          może zapaść decyzja, co dalej z jastrzębskimi kopalniami.

          Hinduski LNM dopiero co podpisał list intencyjny, w którym wyraził wolę
          utworzenia do spółki z polskim państwem giganta górniczo-koksowniczego. LNM
          miałby 49 proc. akcji tego koncernu, a skarb państwa 51 proc. LNM wprowadziłby
          do tego koncernu Polskie Huty Stali wraz z należącymi do nich koksowniami, a
          państwo polskie dałoby kopalnie Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

          Wbrew pozorom prywatyzacja Katowickiego Holdingu Węglowego i prywatyzacja
          Jastrzębskiej Spółki Węglowej to dwie różne sprawy. Co prawda, i tu, i tu
          wydobywa się węgiel. Jednak ten węgiel nie służy do tego samego. Węgiel z
          okolic Katowic używany jest do spalania w kotłowniach, do podgrzewania wody w
          sieci centralnego ogrzewania, a przede wszystkim do wytwarzania energii
          elektrycznej.

          Kopalnie z okolic Jastrzębia Zdroju wydobywają węgiel koksujący, niezbędny do
          wytopu stali. Polska to jedyny kraj na zachód od Bugu (czytaj: jedyny w
          poszerzonej Unii Europejskiej), który ma zarówno wielkie huty, jak i wielkie
          złoża węgla koksującego. Brakuje nam tylko rud żelaza. Sprowadzamy je z Rosji
          albo z Brazylii. Zachód musi sprowadzać i rudy, i węgiel do produkcji koksu.

          Ten drobny szczegół, czyli rodzaj wydobywanego węgla, nie przeszkadzał jednak w
          tym, by jastrzębskie kopalnie dołowały tak samo jak i całe górnictwo. I tak
          samo nagle to się zmieniło. Jastrzębska Spółka Węglowa miała w zeszłym roku aż
          15 mln zł zysku. Z kontraktów podpisanych na ten rok wynika, że tegoroczny zysk
          może wynieść 123 mln zł!

          W okolicach Jastrzębia Zdroju mamy jeszcze całkiem sporo węgla koksującego.
          Wystarczy go na 50 lat. Trzeba tylko... wybudować kolejne dwie kopalnie.
          Ponieważ rząd nie chce się bawić w budowanie kopalń (poprawka – nie ma na to
          pieniędzy), stąd pomysł na utworzenie wielkiego państwowo-prywatnego koncernu.
          Przyszły wspólnik wyłoży pieniądze na budowę nowych zakładów wydobywczych, bo
          będzie mu zależało na surowcu dla własnych hut. Ten śmiały plan zakłada, że
          utrzyma się koniunktura na stal. Bo jak się nie utrzyma, to wiadomo, co będzie.
          Prywaciarz pozamyka nierentowne huty. A kopalnie nie będą miały, komu sprzedać
          węgla i też splajtują.

          Jako państwowe nie mogły splajtować. Najwyżej przyczyniały się do tego, że rząd
          obcinał fundusze dla służby zdrowia, wstrzymywał waloryzację rent i emerytur
          albo podwyższał podatki. Na razie jednak nic nie wskazuje na to, żeby produkcję
          stali ktoś chciał ograniczać. Więcej nawet. Koniunktura na stal podobno dopiero
          się rozkręca. Cena węgla koksującego będzie więc rosła. A ten, kto zdobędzie
          kontrolę nad wydobyciem węgla koksującego w Polsce, zacznie dyktować reguły
          rządzące całym unijnym rynkiem stali. Dlatego Jastrzębską Spółkę Węglową chcą
          kupić i Francuzi, i Niemcy.

          Swój kawałek polskiego tortu chcą mieć nawet Czesi, którzy od lat zabiegali o
          prawo do wydobycia węgla z pokładów zlikwidowanej kopalni Morcinek. Działająca
          w Polsce czeska spółka Karbonia PL dopiero w grudniu ubiegłego roku otrzymała
          od Ministerstwa Środowiska zgodę na eksploatację złoża leżącego na terenie
          nieczynnego Morcinka. Ale starania o prawo do wydobycia polskiego węgla Czesi
          rozpoczęli już wtedy, kiedy w Polsce mówiono, że kopalnie należy zaorać.

          Sztandarowy przykład głupoty, krótkowzroczności i kosmicznej wręcz
          niegospodarności to właśnie historia kopalni Morcinek. Była ona jedną z
          najmłodszych i najbardziej nowoczesnych polskich kopalń. Leżała na terenie
          miejscowości Kaczyce, tuż przy granicy z Czechami. Jej projektowanie zaczęto w
          1977 r., a budowę rok później. 4 grudnia 1986 r. kopalnia wydobyła pierwszą
          tonę węgla. Istniała do 1999 r., kiedy to rząd Jerzego Buzka zadecydował o jej
          zamknięciu. Czesi od razu wystąpili z ofertą jej kupna. Buzkowy rząd uznał, że
          cena jest zbyt niska. Wypiął się więc na bratanków z południa i kazał Morcinka
          zaorać. Co wykonano w taki sposób, że prokuratura z urzędu powinna wszcząć
          śledztwo wyjaśniające, czy aby nie doszło do popełnienia przestępstwa.

          Złomiarze z tamtego rejonu do dziś płaczą, gdyż maszynę wyciągową o wartości
          kilku luksusowych Mercedesów zrzucono do szybu. Szyb, gdzie była umieszczona,
          po prostu zasypano. Złomiarze nie mogli więc zapłacić tych kilkudziesięciu
          tysięcy złotych za nią, jako za złom, by potem sprzedać ją z gigantycznym
          zyskiem. Zasypano także pozostałe szyby. Gdyby ktoś chciał teraz wznowić
          wydobycie, musiałby budować nową kopalnię.

          Morcinek znajdował się na samej granicy. Po drugiej stronie działa czeska
          kopalnia. Czego nie mogą Polacy, uczynią Czesi.

          • Gość: Marcin Re: górnictwo w Polsce wcale nie jest skaz.na zag IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 11.03.04, 19:18
            Tylko może nie w W-chu
          • oszolom.z.radia.maryja Re: górnictwo w Polsce wcale nie jest skaz.na zag 12.03.04, 21:55
            znam ten tekst...tym bardziej nie rozumiem tego czemu u nas się likwiduje te
            gałęzie przemysłu skoro inni na tym biznes robią
            • Gość: Marcin Re: górnictwo w Polsce wcale nie jest skaz.na zag IP: *.dialog.net.pl 18.03.04, 21:38
              a moze te uwagi też J.Urban

              "

              Biznes po polsku

              Ministerstwo Finansów w tajemnicy planuje, jak nie zarobić na sprzedaży dobrej
              kopalni.

              Historia kopalni Budryk to dowód na to, że w Polsce niczego nie warto budować.
              A jeśli już ktoś coś wybuduje, to należy go posłać do kryminału. Ciągle ktoś
              próbuje tę kopalnię zamykać, sprzedawać, likwidować. Nie bez powodu. Jest ona
              jak wrzód na dupie tych wszystkich, którzy chcą nam wmówić, że najważniejszą
              dziedziną gospodarki jest bankowość, a najświatlejszą ludzką kastą są
              specjaliści od marketingu. W końcu kopalnia Budryk była budowana w latach 90.,
              czyli wówczas, gdy jak grzyby po deszczu powstawały różne komercyjne banki, a
              młodzi ludzie chmarami pchali się na studia marketingu. Kupa tych banków
              splajtowała, speców od marketingu mamy w nadmiarze. A kopalnia Budryk działa,
              zatrudnia ponad 2 tysiące ludzi, co więcej, stanowi przedmiot pożądania
              zagranicznych koncernów górniczych.

              Wstręt do szmalu

              Oficjalnie nikt tej kopalni na sprzedaż nie wystawił, choć wiadomo od lat, że
              jest przeznaczona do prywatyzacji. W Ministerstwie Skarbu leżą pisma od
              zagranicznych koncernów wyrażających wolę kupna Budryka. Mają one formę listów
              intencyjnych i – jak mi wyjaśniono – brzmią mniej więcej tak: "Ponieważ bardzo
              byśmy chcieli kupić kopalnię Budryk, więc gdy już będziecie ją sprzedawać, to
              nas zawiadomcie. Na pewno złożymy swoją ofertę".

              Takie pismo skierował do Ministerstwa Gospodarki między innymi LNM (który kupił
              Polskie Huty Stali, a ostrzy sobie zęby na Jastrzębską Spółkę Węglową – "NIE"
              nr 9/2004). Podobny list intencyjny złożyła firma Karboninvest, do której
              należą czeskie kopalnie w okolicach Ostrawy. Ta firma zresztą już po raz
              kolejny przymierza się do kupna Budryka. Budrykiem interesuje się również
              koncern wydobywający węgiel na Ukrainie.

              W takiej sytuacji porządny kupiec na pewno nie mówi, za ile opchnie towar.
              Czeka, aż chętni zaczną podbijać stawkę. Tymczasem pod koniec stycznia z
              Ministerstwa Finansów wyszło pismo do Ministerstwa Gospodarki z propozycją, by
              kopalnię opchnąć za jakieś śmieszne pieniądze – niecałe 20 proc. kwoty, za
              którą sfinansowano budowę.

              Budryk budowano za kredyty. Około 900 mln zł. Dziś bankom trzeba zwrócić
              jeszcze jakieś 350 mln. Plan jest następujący. Skarb państwa umorzy 250 mln
              długu. Zostanie na minusie 88 mln plus odsetki. Łącznie około stu baniek. I to
              jest kwota, której państwo zażąda od nabywcy kopalni. Takie przynajmniej liczby
              pojawiły się w oficjalnym dokumencie krążącym między tymi resortami.

              O całej sprawie doniosły mi wiewiórki chyłkiem przemykające korytarzami
              ministerialnych gmachów Znam więc autora pisma i jego adresata. Znam datę i
              numer pisma. Ale żeby nie opierać się na pogłoskach, prosiłem Ministerstwo
              Finansów o przesłanie mi kopii pisma faksem. Okazało się to niemożliwe.

              Dlaczego to pismo traktowane jest jako tajne przez poufne? Czyż obywatele nie
              mają wiedzieć, jak rząd gospodarzy ich majątkiem? Budryk to nie byle kopalnia,
              tylko świetnie prosperujący zakład. Wydobywa 17 tys. ton węgla na dobę. Tego
              węgla jest w ziemi tyle, że (fedrując w takim tempie) można prowadzić wydobycie
              jeszcze przez 60 lat. W dodatku Budryk ma dwa rodzaje węgla – energetyczny i
              koksujący. I choć przez lata Budryk dołował (tak jak całe górnictwo), bo musiał
              sprzedawać węgiel po cenie ustalanej urzędowo, to i tak dał państwu prawie 500
              mln zł (tyle wyniosły podatki i inne wpłaty).

              Sól w oku "S"

              Dla ekipy spod sztandarów "S" Budryk był solą w oku. W roku 1990 wstrzymano
              budowę tej kopalni. Rok później budowę wznowiono. Sprawę Budryka pchał do
              przodu obecny senator
              Jerzy Markowski (SLD), który kiedyś był dyrektorem tej kopalni. Wydobycie
              ruszyło w 1994 r. Ekipa Jerzego Buzka otrzymała w spadku działający i
              nowoczesny zakład, spróbowała więc czym prędzej go opchnąć. Sprawy zaszły
              daleko – Rada Ministrów podjęła pod koniec 2000 r. uchwałę o sprzedaży.
              Postanowiono opylić Budryk temu, kto da tyle, ile jeszcze pozostało do
              spłacenia bankom, które pożyczyły forsę na wybudo-wanie kopalni (wówczas były
              to 434 mln zł i odsetki). Jak widać, zmieniają się premierzy, a koncepcje
              pozostają.

              Zanim jeszcze ludzie z AWS podjęli próbę sprzedania Budryka, mało brakowało,
              aby go zamknęli. W 1999 r. napuszczono sołtysa wioski Chudów, który zażądał, by
              kopalni odebrać koncesję na prowadzenie wydobycia pod lasami i polami
              otaczającymi Chudów. Pisał pisma do Warszawy i do Urzędu Gminy w pobliskich
              Gierałtowicach. Pisał skutecznie. Ministerstwo Ochrony Środowiska wszczęło
              procedurę unieważniania koncesji na wydobycie złoża. Ale górnicy z działającego
              w kopalni Budryk związku zawodowego "Sierpień 80" wsiedli do autobusów,
              pojechali przed dom sołtysa i przed Urząd Gminy w Gierałtowicach. W obu
              miejscach urządzili hałaśliwe pikiety, czym śmiertelnie przerazili lokalnych
              działaczy. Sołtys już nie fika.

              Swoje trzy grosze dołożyła też Najwyższa Izba Kontroli, która uznała, że
              budowanie kopalni Budryk to zwykłe marnowanie pieniędzy. A Markowski, który
              doprowadził do jej powstania, to przestępca. NIK złożyła doniesienie do
              prokuratury w sprawie zasadności decyzji o wznowieniu budowy kopalni Budryk
              oraz w sprawie przedstawienia rządowi nieprawdziwych danych, na podstawie
              których ta decyzja została wydana. I znów porażka. Prokuratura umorzyła
              postępowanie. Ale NIK zaskarżyła to postanowienie i sprawa się ciągnie do dziś.

              Ciągłość uczuć

              NIK-owskie zarzuty marnotrawienia pieniędzy i "społeczne" protesty przeciwko
              działalności kopalni uzasadniają tezę, że rząd powinien pozbyć się kopalni. Tym
              bardziej że za Budrykiem ciągnie się jeszcze ogon kredytowy.

              Od tak zwanej zorientowanej osoby usłyszałem, że ktoś celowo hoduje dług
              Budryka, aby był argument na rzecz sprzedaży kopalni. – Jak to? – zapytałem.
              Przecież rządy się zmieniają. Przychodzą nowi premierzy, nowi mini-strowie i
              wymiatają ludzi zatrudnionych przez poprzedników, by zrobić miejsce dla swoich.

              Okazuje się, że nie zawsze i nie wszędzie. Problemami związanymi z
              finansowaniem budowy Budryka obarczono w 1991 r. Piotra Sawickiego, wówczas
              naczelnika wydziału w Ministerstwie Finansów. Pan ten był nawet przez jakiś
              czas w Radzie Nadzorczej kopalni. Awansował na wiceszefa Departamentu Długu
              Publicznego w MF. A teraz jest wiceministrem. Nie twierdzę, że on właśnie
              lobbuje za tym, by państwo sprzedało kopalnię Budryk za pieniądze wielokrotnie
              niższe od tych, za które tę kopalnię wybudowało. Ale jego osoba stanowi dowód,
              że w polskich ministerstwach przez całe dziesięciolecia pracują ci sami ludzie
              i ciągle zajmują się tymi samymi sprawami. Niekoniecznie jest to dobre
              zjawisko.

              Autor : Mateusz Cieślak

              • Gość: Carbon Re: górnictwo w Polsce wcale nie jest skaz.na zag IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 19.03.04, 11:00
                W świecie / gospodarce / , zawsze była koniunktura na węgiel.Sadzę , że
                problematyka węgla wałbrzyskiego , prędzej , czy pózniej wróci na tapetę.Dobrze
                się stało , że podnosićie Panowie ten temat i chodzićie koło sprawy , im
                bardziej ją ruszacie to sprawa ta coraz bardziej zaczyna
                śmierdzieć.Zauważcie , kto krzyczy ? Bezmyślnie zniszczono kopalnie , na które
                składała się praca pokoleń..Tak trzeba było ! Budujmy społeczność
                obywatelską ,lokalną . Brońmy swego. W Unii , muszą nas postrzegać , w tym
                wymiarze.Na Wałbrzyski węgiel jest kilka pomysłów , nie dajmy tym razem puścić
                się w maliny.O sprawie niedługo usłyszycie....
                • oszolom.z.radia.maryja Re: górnictwo w Polsce wcale nie jest skaz.na zag 27.03.04, 22:07
                  podpisuję sie pod tym co napisaęś ..takich myslacych ludzi włąsnie Polsce trzeba
    • Gość: Marcin i hutnictwo też IP: *.dialog.net.pl 30.03.04, 10:15
      Nie lubię Urbana ale czytam go wybiórczo. Za PRLu słuchałem Radio Wolna Europa
      Głos Ameryki i Radio Londyn. A złodziejom ktoś musi partrzeć na ręce. Są
      Konstytucyjne instytucje do tego powołane począwszy od Sejmu poprzez NIK
      Prokuraturę itd itp ale nie robią tego więc zostaje 4 władza prasa w tym NIE
      Jak rozhartowała się stal

      Kierownictwu resortu skarbu, czyli panom Kaniewskiemu, Szarawarskiemu,
      Jaszczykowi i Morysiakowi, grozi zapoznanie się z najbardziej intymnymi
      tajemnicami polskiego więziennictwa.

      Bynajmniej nie za sprawą najświeższego pomysłu sprzedaży Kulczykowi 211 firm, w
      tym zakładów zajmujących się dystrybucją energii tzw. grupy G-8, o której
      prywatyzacji piszemy od lat (to będzie odrębne postępowanie i odrębny proces).
      Chodzi o sprzedaż Polskich Hut Stali.

      Sobota, 6 marca 2004 r. Jeszcze nie ucichł brzęk kieliszków po wódce, jeszcze
      nie wyparował kac z ministerialnych czubów po uroczystym podpisaniu transakcji
      z koncernem LNM, na mocy której Hindusi ostatecznie przejęli 70 proc. polskiego
      rynku stali, gdy media doniosły o rekordowym wzroście cen wyrobów hutniczych.
      Od stycznia – o kilkadziesiąt procent. I jest pewne, że na tym się nie skończy.

      Jeśli na początku tego roku np. tona prętów zbrojeniowych kosztowała 1265 zł,
      to na początku marca trzeba było za nią zapłacić 1750 zł. A przewiduje się, że
      w kwietniu cena pójdzie w górę do 2300–2400 zł!

      Wiceminister Szarawarski, główny rozgrywający w sprawie hutnictwa, musiał już w
      zeszłym roku wiedzieć, że sektor hutniczy na świecie staje się wyjątkowo
      dochodową branżą. Chyba że nie czytał analiz Międzynarodowego Instytutu Żelaza
      i Stali, z których jasno wynika, że lata 2003–2009 mogą okazać się dla hut na
      świecie rekordowe pod względem dochodów. Ma się tak stać za sprawą dynamicznie
      rozwijającej się gospodarki chińskiej, która potrzebuje wyrobów hutniczych, aby
      utrzymać tempo wzrostu.

      W momencie gdy rynek się rozkręca, gdy w polskich hurtowniach zaczyna brakować
      prętów zbrojeniowych, walcówki, blach ocynowanych i gorącowalcowanych, gdy
      działy sprzedaży w hutach puchną od zamówień, rząd Millera podejmuje genialną
      decyzję oddania Hindusom z holenderskimi papierami 70 proc. polskiego rynku
      wyrobów stalowych za... 6 mln zł. Plus zobowiązanie spłaty 4 mld zł długów! Czy
      nie można było zatrzymać tych hut, zrestrukturyzować zadłużenie i w ciągu
      trzech, czterech lat spłacić to, co zostało? Tylko idiota pozbywa się firmy,
      która zaczyna przynosić zyski.

      Przyjrzyjmy się konsekwencjom decyzji o oddaniu 70 proc. rynku stali w
      hinduskie ręce:

      1. Wzrost cen wyrobów hutniczych już na wejściu gwarantuje LNM szybszy niż
      zakładano zwrot owych 4 mld zł wyłożonych na przejęcie polskiego rynku.

      2. Nowy właściciel zapewne zechce przyjrzeć się dotychczasowym kosztom
      produkcji. Hindusi mają swoich poddostawców i pewnie z ich usług zechcą
      skorzystać. Że będzie drożej? Nie szkodzi! Zawyżanie kosztów to wspaniały
      sposób transferowania dochodów.

      3. Wszystkie projekty ratowania polskiego przemysłu stoczniowego wicepremier
      Hausner i wiceminister Piechota mogą uroczyście wsadzić sobie w buty. Stocznie
      w Szczecinie, Gdyni i Gdańsku mają co prawda portfel zamówień, ale ceny statków
      były negocjowane w latach 2002–2003 i uwzględniały inne niż dziś ceny blach. Z
      tego tylko powodu ich bu-dowa w Polsce już dziś jest przedsięwzięciem
      nieopłacalnym.

      4. Budownictwo mieszkaniowe – od lat w zapaści. Bez prętów zbrojeniowych da się
      wybudować budę dla psa, ale nie dom czy wieżowiec. Wzrost cen oddawanych
      mieszkań
      pogłębi jeszcze kłopoty firm budowlanych i ich klientów. Dodajmy do tego wzrost
      podatku VAT do 22 proc. na materiały budowlane i nie trzeba być niezależnym
      ekspertem ekonomicznym, aby przewidzieć, co się stanie w roku 2005 z
      budownictwem mieszkaniowym i inwestycjami.

      5. Stal potrzebna jest też do budowy autostrad. Jeśli cena ich budowy wzrośnie,
      to kto pokryje koszty? Właściciele spółki Autostrady Wielkopolskie S.A. z dr.
      Kulczykiem na czele? Nie. Budżet państwa!

      6. Wzrost cen wyrobów hutniczych już przełożył się na wzrost kosztów wydobycia
      węgla. Kopalnie zużywają dużo stali, której cena rośnie. W górę pójdą też ceny
      innych towarów i produktów, a to z kolei znajdzie odbicie we wskaźniku
      inflacji. Rada Polityki Pieniężnej chętnie podniesie więc stopy procentowe.
      Nieważne, kto będzie wtedy rządził – Miller, Tusk czy Lepper. Wzrost PKB obniży
      się z dzisiejszych 4,7 proc. do 1 proc., a bezrobocie z obecnych 20 proc.
      skoczy wyżej.

      7. Dla walczącego o życie Daewoo-FSO podwyżka cen wyrobów hutniczych będzie
      prawdopodobnie gwoździem do trumny. Inne zakłady motoryzacyjne też odczują to
      boleśnie.

      Dodajmy do tych nieszczęść jeszcze dwa międzynarodowe aspekty sprawy. Potężnie
      wkurwili się Ukraińcy ze Związku Przemysłowego Don-basu niezadowoleni z tego,
      że nie oni, lecz Hindusi z LNM mają dostać Hutę Częstochowa. Zaoferowali więcej
      i zostali olani.

      Prasa cytowała korespondencję między Prezydentem Leonidem Kuczmą a Prezydentem
      Kwaśniewskim oraz Premierem Wiktorem Janukowyczem a Premierem Leszkiem
      Millerem. Wynika z niej jasno, że dusery między Polską a Ukrainą należą do
      przeszłości.

      Związek Przemysłowy Donbasu ma w Kijowie chody nie gorsze niż dr Jan Kulczyk w
      Warszawie i nie zdziwię się, jeśli za jakiś czas okaże się, że dostawy rudy
      żelaza z Krzywego Rogu nie
      będą tak płynne jak obecnie. Co wtedy zrobi pan Lakshmi Mittal, prezes LNM?

      Jeszcze bardziej pikantną sprawą jest kwestia naszych zobowiązań dotyczących
      hutnictwa zawartych w Traktacie Akcesyjnym do Unii Europejskiej. Wynika z nich
      jasno, że do roku 2006 ma nastąpić redukcja mocy produkcyjnych w polskim
      hutnictwie o 1231 tys. ton. Obecnie produkuje się u nas średnio 8–10 mln ton
      stali. Po redukcji będziemy produkowali około 7 mln ton, i to w sytuacji gdy
      polska gospodarka będzie bardzo potrzebowała wyrobów hutniczych.

      Import wynosi teraz około 46 proc. polskiego zużycia wyrobów stalowych. 20
      proc. rodzimej produkcji hutniczej jest eksportowane. Jeśli na mocy porozumień
      z Brukselą ograniczymy moce produkcyjne (a nie samą produkcję!) i wzrosną ceny,
      polski eksport się zmniejszy (producenci utracą rynki zagraniczne), za to na
      naszym rynku wzrośnie udział producentów zagranicznych.

      Trzeba przy tym pamiętać, że produkcja stali w naszym kraju jest trzy razy
      mniejsza niż w krajach Unii. Dlaczego zatem polscy negocjatorzy nie
      dopilnowali, aby „zgodnie z normami unijnymi” zamiast ograniczać moce
      produkcyjne hutnictwa, zwiększyć je? Czyżbyśmy nie potrzebowali taniej stali?

      W Belgii w 2000 r. (późniejszymi danymi nie dysponuję) na głowę jednego
      mieszkańca produkowano 1132 kg stali surowej, w Finlandii – 792 kg, w Czechach –
      604 kg, w Austrii
      – 703 kg, a w Polsce – zaledwie 272 kg!

      Kto tu powinien ograniczać moce produkcyjne? Kraj na dorobku, zapóźniony o
      dziesięciolecia wobec sąsiadów, czy ci, którzy i tak już dużo mają? Tylko że w
      Belgii, Finlandii czy Austrii rząd, który przyjąłby tak skandaliczny dyktat,
      upadłby w ciągu tygodnia. U nas nie podniósł się ani jeden głos sprzeciwu.

      Pan Andrzej Szarawarski i jego koledzy powinni mieć świadomość, że dzięki swej
      polityce wobec przemysłu hutniczego mają na Śląsku, w Zawierciu i Częstochowie
      totalnie przesrane.

      • oszolom.z.radia.maryja Re: i hutnictwo też 01.04.04, 23:32
        wiem ze teraz jes boom na stal i akurat teraz rząd sprzedał polskie huty
        Hindusom...przeciez to zbrodnia!
        • Gość: Polak Ostatni ząb Andrzeja.... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 03.04.04, 15:21
          www.kurier.wzz.org.pl/kz/kz60/8.shtml
          Dla kontrastu polecam w/w tekst :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka