Gość: bis
IP: *.dynamic.gprs.plus.pl
23.12.11, 13:32
Zbyt często odnoszę wrażenie, że przywykliśmy do katolickiego socjalizmu płynącego z codziennej praktyki niektórych księży i biskupów, w której roi się od haseł typu „solidarność”, „wrażliwość społeczna” oraz krytyki wolnego rynku i kapitalizmu. Tyle tylko, że w Ewangelii takich sformułowań nie znajdziemy a w kwestiach gospodarczych Jezusowi bliżej byłoby do UPR niż SLD.
Jednym z moich ulubionych fragmentów Ewangelii jest przypowieść o talentach (Mt 25, 14-30), w której właściciel kapitału powierza go swoim trzem sługom. Ci starożytni maklerzy działają na własny rachunek, ale ryzykują oszczędnościami swego pryncypała. Ten z kolei wynagradza ich według osiągniętej stopy zwrotu, domagając się podwojenia zainwestowanych pieniędzy w „dłuższym czasie”. Ta przypowieść to pochwała wolnej inicjatywy, podejmowania ryzyka, inwestowania i akumulacji kapitału - czyli cech typowo kapitalistycznych. Makler, który zakopał swój talent (1 talent stanowił równowartość ok. 26,2 kg złota, czyli 842,4 uncji wartych obecnie ponad 4,7 miliona złotych), został ukarany i pouczony tymi słowy: „Powinieneś był więc przekazać pieniądze bankierom, a ja po powrocie odebrałbym je z zyskiem.”
Bardzo prokapitalistyczną i wolnorynkową wymowę ma też przypowieść o robotnikach w winnicy (Mt 20, 1-16). Właściciel umówił się z robotnikami na dniówkę w wysokości jednego denara. Później jeszcze kilkakrotnie wychodził na rynek (widocznie brakowało mu rąk do pracy), zatrudniając bezrobotnych, nie podając jednak konkretnej stawki. Gdy przyszło do rozliczeń, każdy pracownik otrzymał denara - zarówno ci, którzy pracowali cały dzień, jak i ci zatrudnieni tylko na godzinę. Ci pierwsi byli niezadowoleni, ponieważ liczyli na coś więcej. Właściciel-kapitalista odpowiedział im tak: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? (...) Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę?” W ten oto sposób Jezus poucza nas, czym jest prawo własności i swoboda umów. Nie ma tu jednak mowy o populistycznym sloganie „godnej płacy” czy wypłacie na zasadzie „każdemu według zasług”. Nic z tych rzeczy. Każdemu tyle, ile zostało uzgodnione w kontrakcie zawartym na wolnym rynku.
(...)
Ważne jest też to, czego Jezus nie powiedział, ponieważ można przypuszczać, że z tym się nie zgadzał. Choć wielokrotnie zachęcał do jałmużny, dzielenia się z bliźnimi i nieprzywiązywania się do dóbr materialnych, to nigdy nie stwierdził, że państwo powinno odbierać jednym i dawać drugim. Można więc wywnioskować, że w Królestwie Niebieskim Bóg nie narzuci redystrybucji dochodów od zaradnych do nieudaczników. I bynajmniej nie dlatego, że tych pierwszych w niebie nie będzie - jak chcieliby to widzieć ci drudzy. Królestwo Niebieskie pełne samych nieudaczników - jakież to byłoby okropne i nieekonomiczne!
Krzysztof Kolany