Gość: xxx
IP: *.range86-145.btcentralplus.com
29.10.07, 08:17
Nad głowami parasole, nad parasolami - czarny koń na biegunach i transparent: "Nauczyciele, nie dajmy się zrobić w konia!".
W Łodzi protestowało wczoraj około tysiąca nauczycieli ze Związku Nauczycielstwa Polskiego. Przyszli pod urząd wojewódzki na ul. Piotrkowskiej. Podobnie było w innych miastach wojewódzkich, w Katowicach i w Warszawie. Według szacunków ZNP w całym kraju protestowało 10 tys. ludzi. Hałasowali szkolnymi staromodnymi dzwonkami, skandowali hasła: "Mniej na armaty, więcej na szkołę" (Katowice). Na transparentach wypisali: "Nauczyciel po studiach - 800 zł. Poseł po zawodówce - 13 tys. zł".
- Pierwszy raz w historii protestujemy nie o podwyżki, tylko po to, żeby nam nie obniżali pensji - mówił w Łodzi wiceszef ZNP Krzysztof Baszczyński.
Związek zaplanował pikiety jeszcze przed wyborami. W czerwcu premier Kaczyński obiecywał podwyżki - w ten sposób zapobiegł strajkowi ZNP. Miało być o 9,3 proc. więcej. Ale po wakacjach, w projekcie budżetu PiS zapisał tzw. kwotę bazową (od niej oblicza się nauczycielskie pensje) niższą od tegorocznej o 50 zł. ZNP uznał, że zamiast podwyżek, będą obniżki pensji. Minister finansów Zyta Gilowska tłumaczyła, że pieniędzy w budżecie oraz z obniżonej składki emerytalno-rentowej na podwyżki wystarczy. Ale o tym, czy te pieniądze przeznaczyć na pensje, czy na inne edukacyjne potrzeby, będą decydować samorządy. - Pieniędzy zawsze jest za mało - samorządy nie dadzą podwyżek - uważa Sławomir Broniarz, szef ZNP.
............................................................
I znowu bylejakość i dyletanctwo. Nauczyciele, jestescie wykształceni i ciężko pracujecie - może w końcu wykażcie się konsekwencją w działaniu i nie pozwólcie sobie na takie traktowanie.