Gość: Była parafianka
IP: *.rev.netart.pl
13.04.09, 22:05
Właśnie pożegnałam się z parafią św. Wojciecha za sprawą małego duchem,
ordynarnego i bardzo źle wychowanego człowieka – obecnego proboszcza tej parafii.
Sposób w jaki potraktował mnie oraz innych parafian, którym powinien służyć
spowodował, że poczułam się upokorzona w własnym domu bożym.
Kościele który pomagałam stworzyć i budować. Upokorzona przed mężem oraz
dzieckiem.
Kościół był zatłoczony. Wraz z grupą parafian staliśmy w niewykończonej części
kościoła. Ta część nie była w żaden sposób oznaczona, ani odgrodzona. Wtedy
przyszedł ten człowiek, z tacą prosząc o ofiarę. Człowiek mieniący się księdzem.
I zaczął się wydzierać. Tak wydzierać, w czasie liturgii.
Na próżno starszy człowiek obok prosił, mówiąc że mu duszno i niedobrze. Ten
człowiek wydzierał się dalej wyrzucając nas niczym złodziei. Wstyd się
przyznać, ale gniew nie pozwolił mi dalej uczestniczyć we mszy. Nie mogłam w
tym stanie przyjąć komunii świętej.
Po co to więc piszę.
Piszę by tą drogą zakomunikować, że wybaczam temu człowiekowi bo mi go żal.
Żal mi bo wiem, że nie może być szczęśliwy mijając się z powołaniem.
Bo przecież nie można służyć parafianom nie mając dla nich za grosz szacunku.
I nie można zyskać szacunku jednym licem podlizując się władzy na festynach,
bo drugim niestety słoma z butów wyjdzie.