Dodaj do ulubionych

Wraca centrala

03.12.09, 13:45
Panie Jacenty, ja sobie, jako prowincjusz i wieloegzemplarzowy
bicyklista, wypraszam
!

Warszawko, błądzisz w osądach!
Wymysł istnienia kultury wysokiej i zanik rozpoznawalności syndromu
montypajtonowienia poczucia humoru jest grzechem.
Szczególnie, jeśli telewizje podlejszej konduity wpadają w
samozachwyt swymi
wydalinami, co
Gazeta, z aspiracjami do szerzenia kultury, firmuje i w zachwyt
wpada...

Prowincja przechowała tyle tradycji kultury, tyle się
w niej dzieje ciekawego, że ani GW-żurnaliści, ani chęć zdławienia
lokalności mowy naszej pradawnej przez prusaków czy warsiawiaków nie
zmogły!
Obserwuj wątek
    • ciemny_lud W centrali lepiej? 03.12.09, 14:28
      A warszawskie przypadki Ciemnogrodu wyrzucającego Rottermund
      (Zachęta) czy Legierskiego (Le Madame) wydają sie kuszące?
      • jazmig Awangarda miała klakę, nie widownię 04.12.09, 11:13
        Jeżeli ktoś robi kulturę pod recenzentów i warszawkę, to niech robi
        to za swoje pieniądze, albo za pieniądze Warszawy.

        Teatr w małym mieście ma zapewnić repertuar dla miejscowej ludności,
        a nie dla klakierów z Warszawy.

        Gdy - co gorsza - galeria zaczyna uprawiać politykę (ten film o
        podziemiu aborcyjnym), to jej dyreektor powinien wylecieć na zbity
        pysk, bo galeria jest po to, aby pokazywać sztukę, a nie politykę.

        Ci wszyscy cwaniacy, którzy za pieniądze mniejszych miast
        wypromowali się i przenieśli do dużych ośrodków, skutecznie
        zniechęcili lokalne władze do inwestowania w takich jak oni.
      • sanmartino Re: W centrali lepiej? 04.12.09, 11:20
        Obserwacja redaktora Pawłowskiego jest najbardziej słuszna. Diagnoza - nie do końca. Moim zdaniem, chodzi tu w 90% o sprawiedliwą i zasadną dystrybucję środków publicznych.
        To faktycznie prowincja całe lata 90. promowała awangardowe przedsięwzięcia artystyczne, stojące często w sprzeczności z zainteresowaniami samorządów. Galerie te wywodzące się często z lokalnych BWA, domów kultury itp. miały więc starcia z samorządami o finanse, bez których nawet najbardziej niekomercyjna instytucja nie może się obejść.
        Potem przez kilka lat kolejny ministrowie wspierali ruch galerii i innych przedsięwzięć nie-komercyjnych, dzięki którym te mniejsze inicjatywy mogły przetrwać, bez wtrącanie się w ich program.
        Niestety nowe postulaty "środowiska" przede wszystkim współczesnych sztuk wizualnych i ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego idą w zupełnie innym kierunku. Tzw. małe granty na rzecz mniejszych instytucji zostały praktycznie zlikwidowane. Małe lokalne ośrodki zostały więc skazane na łaskę i niełaskę idiotów w radach gminnych i miejskich - co z resztą słusznie zauważa Pawłowski.
        Istnieją teraz więc wielkie granty, które zdobywają silne politycznie i finansowe instytucje w dużych miastach. Jest to więc finansowanie sztuki oficjalnej w czystej postaci. Choć formalnie beneficjentami są często różne obywatelskie fundacje, pisma artystyczne itp. - dotyczy to w sumie wąskiej grupy ludzi i wąskiej grupy instytucji. Ich działalność wspierana całkowicie przez państwo zamienia się nieuchronnie w typową działalność a la academie - o awangardzie nie może być tu mowy.
        Te bajki o Rejtanie-Rottenberg to naprawdę żałość. Była dyrektor Zachęty narobiła strasznego bajzlu w finansach i za to wyleciała. Rzekomy antysemityzm władz - to licentia poetica samej zainteresowanej - dobry PR. Sprawy komercyjnego lokalu "Le Madame" też bym tu nie mieszał.
        Niestety mam wrażenie, że środowisko artystyczne dąży generalnie do pogrążenia awangardy. Pomysły przedstawione na Kongresie KP w Krakowie, tj. instytuty branżowe dążą dokładnie do całkowitej monopolizacji dział artystycznych wąskiej grupki osób - tych samych, które już dziś mają ułatwiony dostęp do środków publicznych. Jest więc to powrót do tak krytykowanego systemu reglamentacji. Tutaj potrzebna jest większa reforma w oparciu o zasady transparentności i większego udziału środków prywatnych.
        Natomiast na razie konieczny jest powrót do małych grantów - na mniejsze projekty, tak aby małe ośrodki, często niezwykle progresywne, twórcze uzależniły się od hegemonii samorządów. To jest chyba na razie jedyne wyjście!
    • Gość: syn Wojtyly Kóltóra IP: *.nwrknj.btas.verizon.net 03.12.09, 19:24
      A niby dlaczego prowincja ma byc otwarta na nowe trendy w kulturze?
      Edukacja w Polsce promuje zasciankowosc, waskie horyzonty,
      tradycjonalizm. Miasta jak Warszawa, Krakow, czy Wroclaw to moze
      metropolie kulturowe czy naukowe w porownaniu do Bytomia, ale to
      prowincja europejska. Skoro najwieksze orodki kultury i nauki sa
      bardzo prowincjonalne, to co sie dziwic ze na prowincji gorzej.

      Otwartosc na swiat, na nowa sztuke, na nowe pomysly wynosi sie ze
      szkoly. U nas wdraza se katecheze i myslenie zamkniete. Nie dziwmy
      sie ze takie sa efekty. Dobrze ze jest snobizm i ludzie chociaz
      chodza do Opery, lepsze to niz ogladanie 'i ty masz talent', czy
      inny syf.
    • Gość: danka Re: Wraca centrala IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 03.12.09, 21:09
      @dar61,

      jeśli dobrze rozumiem cię darling to pisząc o zasługach prowincji w przechowywaniu tradycji kultury narodowej masz na uwadze organicznikowskie kursy szydełkowania dla leworęcznych, wynajem filharmonii dla Krawczyka czy Maleńczuka (tego ostatniego nawet lubię posłuchać jako utalentowane dziwo...) i cały legion "tradycjonalistów" schlebiających dla kasy jeszcze większej i coraz większej armii półinteligentów.
      A główna teza o rosnącym wielowymiarowym dystansie, powiedzmy, metropolii i średnich miast bezdyskusyjna.
      I żeby nie było wątpliwości też lubię posiedzieć na przyzbie i popatrzeć na świat z podwyższenia...
      • dar61 Ad ogona małpy 03.12.09, 23:32
        Nie wszystkie zwyczaje i obrzędy lokalne doceniam, rozumiem i
        popieram - szczegółnie tego tu rytualnego grabienia w paski piasku
        na przedpolu wspólnego majdanu w przedzapiątkowy czas ;)

        A że {danka} nie zaglądnęła w podsuniętą przeze mnie strefę
        lokalności kultury i kontrkultury, to pewne jak ma awersja do kultu
        kulturalnej perwersji w osobie tego Krzysztofa Maleńczuka, czy jak
        mu tam...

        Dar61 nie lubi ekspozycji swego ego na przyzbie, jak i eksponowania
        poglądu o domniemanych dystansach.
        Dystans leży tylko w poziomie funduszy, dotacji tudzież donacji...

        ---

        Wyemitowana przez Ciebie myśl może pojawić się z opóźnieniem do
        kilku minut
        • Gość: danka Re: Ad ogona małpy IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 04.12.09, 15:57
          @dar61,

          niech już będzie darling, looknęłam na "podsunięte" danie i...
          jest "experyment" - już IX i międzynarodowy - i chwała entuzjastom, i tak trzymać...

          Co do poziomu artystycznej ekspresji zaproszonych wykonawców zamilczę bom nie widziała, a teksty "informacji prasowej" DZIEDZICA takie jakieś mętne, no chyba, że to też "experymentalna" próba czytelnika...

          Wracając do meritum czyli do dystansu i przyzby.

          Dystans ok. 80 km to rzeczywiście niewielka miara w skali lat świetlnych od genialnego projektu stworzenia świata, w istocie dystans "domniemany". A tak by the way jeśli piszesz: "Dystans leży tylko w poziomie funduszy, dotacji tudzież donacji..." - to logically jest ten dystans, czy go nie ma?

          Dar61 może nie lubić "ekspozycji swego ego na przyzbie, jak i eksponowania poglądu o..." - Dar61 jest wolnym człowiekiem...

          danka siedząc na przyzbie eksponuje cała się, a ego trzyma oburącz - tak, że bez obawy. A generalnie woli stany ex ante raczej niż ex post.

          Bottom line: Półinteligent jest zawsze groźny i nie ma dla mnie znaczenia czy "rządzi" na prowincji, czy w metropolii - w geograficznym tego słowa znaczeniu. Głąby w życiu niepublicznym bywają też wykarmione uroczo, ale wtedy tylko upiększają "pastwisko".

          PS
          1. Lubię eksperymenty, chociaż ostatnio jakby mniej, dobrze przygotowane, szalone i udane...
          2. Elitaryzm, dla jednych przekleństwo, dla innych cel, a jeszcze dla innych naturalny stan kultury - to słowo klucz!

    • Gość: mirek Wraca centrala IP: *.75.59.237.brzesko59.ptc.pl 03.12.09, 21:21
      To efekt braku w mediach mądrej krytyki artystycznej skierowanej do tzw. szerokiego odbiorcy przybliżającej poszukiwania twórcze. Język, teksty opisujące obecne wydarzenia artystyczne sa pisane "językiem autystycznym" - bez wątpienia pięknym, lecz ... zrozumiałym głównie dla piszącego. Nikt nie lubi wychodzić na profana więc potencjalny mecenas sztuki kupuje to co "uznane", zweryfikowane ... czyli z Bramy Floriańskiej ... i innych "galerii".
      Innymi słowy środowiska artystyczne są same sobie winne takiego stanu rzeczy
    • Gość: krysia Wraca centrala IP: *.stk.vectranet.pl 04.12.09, 00:04
      co zatem bedzie z Kroniką?

      czy na slasku juz nie bedzie zywej sztuki wspolczesnej i tylko same
      importowane rzeczy z zewnatrz?

      swoja droga bralam udzial w jednym z ich alternatywnych tripow po
      fabrykach i haldach, super!
    • Gość: oikozz Wraca centrala IP: 81.219.95.* 04.12.09, 00:16
      Wydawać by się mogło, że autor ma rację. Gdyby nie fakt, że dokładnie takie
      same rzeczy dzieją się w dużych miastach - z Warszawa na czele.

      A z drugiej strony autor w jednym zdaniu umieścił Supraśl z Bydgoszczą. Nie
      mam nic przeciwko Supraślowi, ale zestawienie z miastem słynącym z Opery Nova,
      Filharmonii Pomorskiej i od dłuższego czasu Teatru Polskiego mimo wszystko nie
      brzmi wiarygodnie.
    • Gość: petry obcieli IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 04.12.09, 10:14
      Bytomskiemu Centrum Kultury też obcięto budżet z tego co słyszałam jeszcze w
      czerwcu zaraz po Teatromanii. Chyba radnym nie spodobali się Brazylijczycy z
      Lume występujący bez majtek, hartOFFanie teatrem lub nieprzyzwoite filmy w
      kinie beceku. Jak upadnie kronika i becek, to smutno się zrobi jak w Muzeum
      Górnośląskim.
    • Gość: azotox Arogancja raz jeszcze IP: *.com.pl 04.12.09, 14:10
      Wytwory ludzkich głów i rąk mają rację bytu jeśli u odbiorców uznane zostaną za użyteczne. To po pierwsze. Po drugie kiedy w przemyśle, medycynie wprowadza się nowe idee, produkty, wówczas są testowane w przygotowanych odpowiednio laboratoriach nim trafią do zwykłych ludzi. Pomysł testowania nowatorskich idei w kulturze, w tzw. prowincjonalnych ośrodkach to eksperyment, w którym opinie królików doświadczalnych, jak to królików, są arogancko ignorowane. Równie aroganckie jest późniejsze zdziwienie, że doświadczenie się nie powiodło. Propagatorom tej metodologii proponuję loty doświadczalne albo udział w testach medycznych zamiast szczurów bądź małp. Ekolodzy się ucieszą.
    • Gość: zenon Wraca centrala IP: *.cable-modem.tkk.net.pl 04.12.09, 15:16
      Piszę z owego, tak - w oczach p. Pawłowskiego - prowincjonalnego Koszalina.
      Mamy to prężne środowisko artystyczne - zespół szkół artystycznych, wydział
      wzornictwa na politechnice, kilkanaście prywatnych galerii. Nie chcemy, aby
      kury obsrywały polską flagę - tak jak to było w Galerii Scena, prowadzonej
      przez Knutha i Ziarkiewicza. Nie chcemy, aby nas obrzucano epitetami
      "drobnomieszczanie, gremplinowe panie" itp. U nas jest miejsce dla wszystkich
      tendencji w sztuce, ale nie można obrzucać błotem sztuki tak zwanej
      tradycyjnej. Jest regułą, że artysta, który nie potrafi malować, rysować,
      robić grafiki itp - idzie w tak zwaną "awangardę" - wtedy byle hucpa MUSI się
      podobać i rzucić prowincję na kolana? No to niech taka awangarda robi sobie tę
      hucpę w Warszawie - my jej NIE CHCEMY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • elsby Dzisiaj każdy ziutek, który coś tam dłubie 04.12.09, 18:47
      w teatrze, farbach i czym tam jeszcze, niedość,że chce być, hmm, artystą, to jeszcze z tego tytułu rości sobie benefity czułego pieszczenia po genitalaich przez establishment, bo on jest cóś lepsze....
    • Gość: MMM Wraca centrala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.09, 07:25
      TAK SAMO JEST W STOLICY... PODHALA...

      OKRUTNY KOMENTARZ - NA BLOGU.
      CZYTAJ:
      wwwiercioch.blog.onet.pl/
    • lmblmb Język wyjątkowo arogancki 06.12.09, 00:36
      Mijają lata, zmieniają się pokolenia, a autorzy tacy jak powyżej nie nauczyli
      wyzbywać się języka pogardy.
    • Gość: Lucjan Buchalik Wraca centrala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.09, 17:34
      Szanowny Panie!

      Przede wszystkim gratuluję artykułu „Wraca Centrala”, w którym dość
      trafnie oddał Pan stan kultury na prowincji. Przez kilkanaście lat
      pracowałem jako dyrektor ośrodka kultury, znam więc dobrze te realia.
      Słowa S. Rukszy właściwie charakteryzują styl pracy instytucji
      kultury na prowincji, które hołdują zasadzie, że dla każdego trzeba
      znaleźć coś miłego. Z drugiej zaś strony nie ma się czemu dziwić,
      finansowane z kasy gminy zaspakajają potrzeby kulturalne lokalnych
      społeczności, czyli robią imprezy takie, jakich oczekują mieszkańcy.
      Nie zgodziłbym się całkowicie z wypowiedzią R. Ziarkiewicza, który
      chyba pod wpływem emocji, widzi tylko zaniedbaną i przerażona
      prowincję. Wydaje mi się, że ów termin – prowincja – to nie tyle
      pojęcie z zakresu geografii, ile raczej stan intelektualny. Na owej
      prowincji, oprócz klasycznego zaspokajania potrzeb mieszkańców jest
      wiele interesujących inicjatyw.
      W tym momencie nieskromnie – proszę mi wybaczyć – muszę wspomnieć o
      pomyśle budowy „Yatengi”, czyli miejsca spotkań kultur świata. Idea
      narodziła się pod wpływem wieloletnich badań prowadzonych głównie w
      Afryce, ich też rezultatem jest obecna kolekcja afrykańska, w chwili
      obecnej pod względem liczebności trzecia w kraju, po Szczecinie i
      Warszawie. Eksponaty wystawiane są w Muzeum Miejskim w Żorach w sali
      mieszczącej się na strychu oraz w innych muzeach w ramach tak zwanych
      „wystaw czasowych organizowanych w innych ośrodkach”. To właśnie brak
      właściwych pomieszczeń dla ekspozycji spowodował, że zaczęto myśleć o
      budowie nowego muzeum. Założono, że bryła muzeum powinna odpowiadać
      charakterowi zbiorów, dlatego pomysłodawcy zwrócili uwagę na styl
      neosudański czy też szeroko pojętą architekturę ziemi. Powstała
      koncepcja budowy muzeum w technice low-tech, gdzie całość
      wkomponowana w naturalne środowisko, spełniałaby wszystkie kryteria
      budowli ekologicznej.
      Idea budowy „Yatengi” spotkała się z aprobatą władz i lokalnej
      społeczności. Niestety „przebicie” się z pomysłem „wyżej” natrafia na
      poważne problemy wynikające przede wszystkim ze stereotypu, że na
      prowincji nic ciekawego wydarzyć się nie może. Dotyczy to tak kręgów
      decyzyjnych, jak i mediów ogólnopolskich. Te ostatnie – w lokalnych
      dodatkach – ograniczają się do krótkich wzmianek z imprez
      promocyjnych dodatkowo okraszonych ciekawym zdjęciem. Trudno
      natomiast znaleźć poważne omówienie tematu.
      Stereotyp utrudnia zaistnienie niestandardowym rozwiązaniom i koło
      się zamyka – prowincja „błyszczy” bylejakością i tandetą. Słowa
      ministra Zdrojewskiego mówiące o przekazaniu większych funduszy na
      rozwój infrastruktury kulturalnej na prowincji niestety nie znajdują
      potwierdzenia w działaniach. Wystarczy spojrzeć na wyniki konkursu na
      program operacyjny „Infrastruktura i środowisko”, priorytet XI
      „Kultura i dziedzictwo narodowe”, gdzie dominują działania
      standardowe w liczących się ośrodkach. Rozumiemy problemy finansowe
      dużych szacownych instytucji, im jednak łatwiej się „przebić”,
      łatwiej zainteresować media. Małe ośrodki mają podwójny problem
      balansują bowiem między problemami finansowymi, a zaspokajaniem
      oczekiwań dotyczących wypełniania wolnego czasu, na co zwracają uwagę
      lokalni radni. Decydenci w Centrali – oprócz deklaracji – nie czynią
      niczego, aby rozbudzić prowincję. Trudno ocenić dlaczego tak się
      dzieje. Może sądzą, że warto kulturę mieć gdzieś blisko, pod ręką.

      Z wyrazami szacunku,
      Lucjan Buchalik
      Dyrektor Muzeum Miejskiego
      W Żorach
    • Gość: Prowincjusz Wraca centrala IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.09, 13:35
      Mieszkając daleko od Warszawy widzę problem podobnie jak Pan Pawłowski.
      Jednak nie do końca zgadzam się z diagnozą. Mieszkam we wspomnianym w artykule
      Supraślu siedzibie Wierszalina i widzę jak świadomość ludzi nawet sympatyków
      LPR się zmienia. Na to jednak trzeba czasu. Mentalność ludzi tworzy się latami
      i trzeba ciężkiej pracy aby tzw szeroka publiczność z prowincji zaczęła
      doceniać nowe formy. Jednak z natury będąc optymistą widzę że pojawiają się
      powoli, z problemami, ale jednak prywatne osoby chcące wspomóc niezależnych
      artystów. To dzięki nim grał w supraślu Gurzuf, Jerzy Mozzol, Srebrna Swadźba
      (5 stycznia znowu zagrają), to tu na prowincji mamy Wiktora Wołkowa, Leona
      Tarasewicza, Piotra Tomaszuka. To w Supraślu można zobaczyć wystawę Klaudiusza
      Klavdiego Bogusłowicza, czy ikony z łódzkiej pracowni Ewy Jaworskiej (od 11
      grudnia). tegoroczne Uroczysko gdzie z artystami z polski i europy było
      imprezą której "warszawka" może zazdrościć. Warszawa też była reprezentowana
      przez Łysego Pingwina i jego gości. Więc pisanie że prowincja ubożeje jest
      tekstem niesprawiedliwym i widać tu problem puntu widzenia zależnego od punktu
      siedzenia.
      Nie chcę krytykować samorządów choć widać błędy w ich pracy aż nadto. Jednak
      ciężko wymagać aby często dość przypadkowy zbiór ludzi potrafił docenić walory
      wspomagania niezależnej sztuki. Na elity niestety trzeba cierpliwie czekać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka