Gość: dark
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
22.04.04, 19:31
Ciekawa recenzja!
Przezylem spore rozczarowanie ogladajac Kill Bill vol.1 Sekunde po wyjsciu z
kina myslalem, ze Tarantino wymyslil "super kicz" - miejscami wysmakowany
wizualnie, ale w sposob tak juz zuzyty, ze zasmiac sie tylko mozna. Poprostu
nadmiar scen i gadzetow z kina klasy C, ale w tak niewiarygodnej ilosci, w
takim natloku, nasyceniu, ilosci i podanych na niby eleganckim talerzu, ze
nie wiadomo czy sie porzygac, czy zachwycic. No i niestety bez tych
absurdalnie kretynskich, smacznych, hamburgerowych dialogow rozdzielajacych
kluczowe (znaczy glownie pif-paf) sceny w PF lub podobnych w RD.
Kill Bill vol.2 to juz chyba czysta zabawa w ironie, (gdy Elle Driver
stracila drugie oko o malo nie spadlem z krzesla ze smiechu - przez cale,
wczesniejsze wyjasnienie historii) kpine, cytaty i troche zaskakujace
rozwiklanie niezbyt zawilego watku - taki maly jadowity deser.
Czy talent QT polega na wiklaniu historii przes setki drobnych odniesien,
cytatow itp? Czy chodzi o bardziej niz zwykle skomplikowana kompozycje?