Gość: nickname
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
24.08.04, 16:48
Czerwone ściany z wielobarwnymi pomazaniami farby. Wchodzę do środka. Nie
wiem czy potrafię to sobie wyobrazić. Wiem. Potrafię. Teraz ty. Idziesz
ulicą. Widzisz dom z czerwonymi ścianami. Wcale nie widzisz. Wchodzisz. Ja.
Rozglądam się. W lewo. Zielone drzwi. Prawo. Szafa z podwojami ze
spróchniałego drewna. Wchodzisz do szafy. Oglądasz wiszące lustro. Widzę
siebie i mrugam obojgiem oczu. Sprytne. Przechodzisz na przeciwną stronę.
Kładę rękę na tekturowej klamce czerwonych drzwi. Dół. Środek. Wyobraź sobie
sześcian. Nie potrafisz? Popatrz jak na stereogram. Jesteś w jego środku.
Patrz na każdą ze ścian. Po
kolei. "Sufit". "Podłoga". "Wschód". "Południe". "Zachód". "Północ". Zobacz
każdą krawędź. Unoszę się pośrodku. Nie widzę siebie. Teraz uważaj. Ściany
powoli odsuwają się od siebie. Zamiast sześcianu wymyśl pokój bez niczego.
Będzie prościej. Coraz szybciej i szybciej. Już ich nie widzisz. Wokół
ciebie nie ma nic. Kolor? Nie jest ani czarny ani biały. Jest pusty. Hokus...
Tutaj wszystko dokładnie zobaczysz. Nie teraz. Nie powiem ci. Spójrz, to
początek. Nie widziałeś pierwszego momentu? Nie mogłeś. Ale kolejne już
widzę. Odbijają się w ogromnym lustrze. Leci w przeciwną stronę niż my.
Prędkość światła równa się 300 tysięcy kilometrów na sekundę. Odległość,
którą przepływa światło przez sekundę. Jedna sekunda świetlna. Obraz odbija
się od bryły mającej lustrzaną właściwość. Obraz to światło. Widzisz je
teraz. Po paru miliardach ziemskich lat. Teraz to pojęcie względne. Piękna.
Widzę ją. Widziałem. To już minęło. Nie ma teraźniejszości. Dla nas. Nigdy
nie zobaczysz teraz. Teraz jest miłość. Była. Podwoje szafy skrzypią. Jesteś
z powrotem. Ulica. Czerwone ściany maleją za twoimi plecami. ...Pokus. Przed
tobą biała kartka. Piórem kreślę linię. Od lewego dolnego rogu. Dochodzę do
środka kartki. Widzę atramentową drogę. Nie wiesz dokąd pobiegnie dalej. Ja
wiem. Uwierz mi. Uwierz we mnie. Pomyśl. Nie myślisz. Nie możesz myśleć. Ja
mogę. Nie potrafię. Nie chcę inaczej. Dlaczego nie mogłeś zobaczyć początku?
Wcześniej. Co było wcześniej? Ani czerń, ani biel. Nic. Nikt. Coś. Jak? Tusz
zalewa całą kartkę. On to kwestia umowy. Tak i nie. Dzieli czy łączy? Skąd
jest? Cha, cha, bzdury. Ktoś jego. On nas. A kto wcześniej? Nieskończoność.
Pozory. Spójrz w górę. Niebo. Nie, nie łudź się. Nie tak wygląda. Te gwiazdy
już dawno umarły. Nie ma ich. Dawno to złe słowo. Za słabe. Jak ty. Piszę.
Natchnienie? Pstryk... Dwa pomieszczenia i drzwi między nimi. Ty w jednym.
Pojawiają się ludzie. Natychmiast idą do przyległego. Coraz to nowi.
Przechodzą przez jedyne istniejące przejście. Zdarzenia. Każde inne od
poprzedniego. Kto wraca? To twój wybór. Nie zawsze. Wywarzyli drzwi. Biegną.
Nie poznajesz nikogo. Przebrali się, zmienili twarz. To cały czas oni. Nikt
inny. Pomyśl. Deurf. Przepraszam, uwierz. Pustka i niepustka. Woda, ogień,
ziemia, powietrze. Nie. Proton, elektron, neutron. Na razie tyle. Wszystko z
tego. Wszystko to za mocne słowo. Za duże. Szukam mniejszych. Kwarki. Już
nie. Przeproś za wszystko. Nie chcesz? Rozumiem cię. O niczym nie wiesz. Nie
możesz wiedzieć.