Dodaj do ulubionych

NIE dekomunizowani

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 10:22
Jan Niekapuś Pietrzak

Chociaż tsunami nie dopłynęło do Polski, wiele drobniejszych bałwanów w 2005
r. walnęło w naszą aromatyczną ojczyznę. W rezultacie Oświęcim przemianowano
na Auschwitz czy też Auszpik, pomimo że Breslau nadal uchodzi za Wrocław.
Prymas Glemp zarządził podobnego znaczenia zmianę: że hostię można owieczkom
dawać do ręki. Widać pragnie, aby lud katolicki przestał się wstydzić brania
w łapę. Oprotestował to Maciej Giertych, który jako mężczyzna brać lubi tylko
do buzi.

W tym samym sezonie, pomimo grypy papieża, telewizję i prasę zapełniły
zwierzenia niewiniątek. Ogłoszenie listy Wildsteina dało niespodziewany
skutek: aktorzy, politycy, redaktorzy, uczeni, pisarze donosić na siebie
poczęli, że są niewinni. Przyłączyły się do nich kobiety – dziewice nawet w
podeszłym wieku jak prof. Jadwiga Staniszkis. Staniszkis wpierw oznajmiła, że
ujrzawszy się na liście Wildsteina chciała popełnić samobójstwo. IPN od razu
ogłosił, że ona jest niepokalana od poczęcia. Wówczas prof. Staniszkis
ogłosiła radość z upowszechnienia listy Wildsteina. Widocznie cudze dramaty
jej nie poruszają... Tak to najmądrzejsza z kobiet w Polsce okazała się
blondynką podwójnie tlenioną.

Wyznania kompletu osób znanych, że nie były donosicielami, u ludzi maluczkich
stworzyły powszechne wrażenie, że w PRL w ogóle nie było kapusiów. Złe to
daje świadectwo gen. Czesławowi Kiszczakowi, dobrze więc, że jest on już po
dymisji. Żal mi jednak moich podatków, które w PRL szły na utrzymanie Służby
Bezpieczeństwa niepotrafiącej zwerbować nawet pani Violetty Villas. Jeszcze
bardziej szkoda było opłacać służby specjalne, które – jak Villas twierdzi –
zmierzały do czegoś tak idiotycznego jak zwerbowanie takiej jak Villas
piewicy. Oczywiście, jeśli wierzyć pani Villas, osobie słabo wiedzącej, co
się wokół niej dzieje, a też pełnej złości wobec wszystkich, którzy nie
zwracali na nią uwagi.

Artysta podobnej teraz miary, co dzisiejsza Violetta Villas – Jan Pietrzak –
wstąpił do trupy wyznawców Bronisława Wildsteina. Ta kapela odbywa tournée po
mediach w składzie: Wildstein – perkusja, prof. Staniszkis – dyszkant, dr
Dudek – cymbały i Jan Pietrzak – głos z zaświatów.

Od 15 lat – opowiadał Pietrzak w Polsacie u red. Tomasza Lisa – Polską rządzi
dawna esbecja. Celem tej wszechmocnej sitwy jest łamanie jego artystycznej
kariery. Nie dopuszcza go ona do telewizji, pozbawia lokali do występów lub
odgania publiczność, czym wywołuje mu plajtę. Skargi te są warte
zastanowienia.

Kiedy funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa trzęśli Polską nie jako sitwa,
lecz państwowa struktura tworząca służby i departamenty MSW w PRL, Pietrzak
miał wówczas wszystko to, czego mu teraz brak: przydzielane przez państwo
lokale, własną twarz na ekranach TV, talent, publiczność, wyrozumiałą
cenzurę, elitę partii i państwa na widowni oraz oklaski, których nie musiał
puszczać z taśmy. Jeśli sitwa esbeków w III RP potrafiła wszystko to
Pietrzakowi odebrać w odwecie za jego antykomunizm, czyni to prawdopodobnym,
że uprzednio SB umiała zapewnić Pietrzakowi jego wyraziste sukcesy. Gen.
Kiszczak reżyserował mu kabaret i pisał konferansjerkę, gen. Ciastoń uczył go
śpiewać, gen. Krzysztoporski zwoził z aresztu przy ul. Rakowieckiej klakę
przyuczoną przez klawiszy do oklasków. Gen. Władysław Pożoga układał zaś
Pietrzakowi na gębie pełen wdzięku uśmiech konferansjera i gdy zabrakło tego
wizażysty,
oto oglądamy teraz w Polsacie naturalne oblicze kabareciarza – mordę zaciętą
nienawiścią.

Jan Pietrzak umiał się odwdzięczać. W 1981 r. „Solidarność” zablokowała w
Warszawie rondo, gdzie Marszałkowska krzyżuje się z Alejami Jerozolimskimi.
Milicja i ZOMO nie musiały demonstrantów rozpędzać. Pietrzak dał dla nich
występ i solidaruchy natychmiast rozpierzchły się jak zające.

Już w 1990 r. po rozwiązaniu SB od razu dostrzec było można, że z Pietrzakiem
coś jest nie tak. Pracując własnym już rozumem poszedł do Wałęsy jako
prezydenta państwa, żeby przydzielił mu lokal na kabaret, tak jak za
socjalizmu chodził do I sekretarza KW w tej sprawie. Wałęsa postąpił z
Pietrzakiem jak z całym narodem – obiecał, ale nie dał. Zresztą jedyny lokal,
jakim dysponował, nazywa się Belweder i Wałęsa uskarżał się, że trapi go
ciasnota: biurowa, nie myślowa.

W epoce rządów Wałęsy, który do ludu mówił językiem gaździny Bigosowej,
Pietrzak naśmiewał się w swoim kabarecie z polszczyzny aparatczyków PZPR
epoki Gomułki: wicie, rozumicie. Śpiewał patriotyczny song „Żeby Polska była
Polską”, czyli żeby masło było maślane. Mijały lata, a on w swoim kabarecie
ciągle walczył z komuną, aż wreszcie wypędził ostatniego widza. Przeniósł się
wówczas do Chicago, gdzie w knajpach Jackowa rozśmieszał kotlety schabowe
jedzone z kapustą przez gości niedokładnie pamiętających, czy w starym kraju
rządzi jeszcze Bolesław Chrobry, czy już Bolesław Bierut.

W polskiej telewizji Pietrzak pojawił się po latach w kabaretowej roli
kandydata na prezydenta kraju. Ludzie licznie otwierali telewizję, żeby się
pośmiać. Niestety, Pietrzak potraktował widownię niepoważnie, ponieważ siebie
traktował poważnie. Zamiast dowcipów recytował frazesy przepisane od
konkurentów. Zapamiętano Pietrzaka jako króla nudziarzy. I oto teraz, po
kolejnych latach zacięta maska zapomnianego Pietrzaka pojawia się wśród tych,
którzy chodzą po telewizjach zapewniając, że walczyli z komuną, chociaż
absolutnie nie byli kapusiami. Pietrzak śpiewa o swej niewinności w trzeciej
linii chóru.

Mimo to zazdroszczę Pietrzakowi. Chętnie opowiedziałbym w telewizji, a nawet
dał słowo honoru, że nigdy nie byłem węgierskim huzarem ani prawosławną
zakonnicą, ani ormiańskim bokserem, ani modelką u Gucciego. Nie byłem nawet
etiopskim lotnikiem bombowym, jak też chińskim mandarynem. Dlaczegóż więc
Pietrzak przy wszystkich swoich zaletach miałby być jeszcze i denuncjatorem
na rzecz SB? Jakie to ma znaczenie, skoro agentura SB w Kabarecie pod Egidą i
tak nie uratowała socjalizmu w Polsce? I dlaczego tajne zgromadzenie byłych
esbeków ma wciąż za cel utrącanie artyzmu Pietrzaka? Może w odwecie za to, że
nie dał się zwerbować? Ależ przecież z prasy wynika, że nikogo w Polsce nie
zwerbowali! Przypuszczam, że Pietrzak dlatego jest ostatnią i ciągłą ofiarą
SB, że dawno temu w PRL najlepsi funkcjonariusze tej formacji, zamiast
pracować, przesiadywali na jego występach, przez co zaniedbali obowiązki
obrony ustroju. I teraz się na nim mszczą za swoją własną niefrasobliwość.
Kanalie takie!

Autor : Urban
Obserwuj wątek
    • Gość: pitigrili Re: NIE dekomunizowani IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.05, 22:54
      NIE radze. Urban śmierdzi już trupem. Komuna to przegrana sprawa, NIE warto ..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka