galba 04.08.05, 19:11 Ale komplement - porównany do komunistycznego mordercy... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
adek32 Re: Jarre u Wałęsy, czyli u Che Guevary 04.08.05, 19:19 No właśnie. Troche przykro być porównanym do zwykłego bandziora, ale tam, myślę że panu Jarre można wybaczyć to foux pas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: schizofrenik Re: Jarre u Wałęsy, czyli u Che Guevary IP: *.gbn.pl / 80.53.193.* 04.08.05, 20:42 Jarre to wybitny muzyk a Walesa wybitny czlowiek.Watpie czy nawet zauwaza tych pieskow ujadajacych powyzej.Psy szczekaja na prozno. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: M Re: Jarre u Wałęsy, czyli u Che Guevary IP: *.toya.net.pl 04.08.05, 22:38 niestety mając racje przygłupawy muzykant powiedzial co wiedzial porownanie ponizej pasa Odpowiedz Link Zgłoś
ethebor Re: Jarre u Wałęsy, czyli u Che Guevary 05.08.05, 09:15 Ale on wcale nie powiedzial nic na temat samych osob, tylko stwierdzil popularnosc pewnych "ikon popkultury" u osob trzecich. Gość portalu: M napisał(a): > niestety mając racje > przygłupawy muzykant powiedzial co wiedzial > porownanie ponizej pasa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Obserwator Targowisko próżności u Wałęsy, czyli u Bolka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.05, 17:43 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: LukasK Sympatyczny pan Jarre IP: 217.153.71.* 05.08.05, 10:47 Jarre ma ogólnie uproszczone, ale niekiedy zaskakująco trafne kryteria oceny. Kiedyś powiedział, że premier Francji przemawiał 15 minut z kartki, a papież JP2 mówił na spotkaniu z młodzieżą kilka godzin, w 8 językach, bez żadnego przygotowania. Pan Wałęsa jest pewnie według niego w porządku, bo ma tak samo dużą popularność, jak CG. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zigi Re: Jarre u Wałęsy, czyli u Che Guevary IP: 155.37.231.* 04.08.05, 19:21 che guavara kastro kim ir sen polpot to idole francuskich lewakow Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adek32 Re: Jarre u Wałęsy, czyli u Che Guevary IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 19:25 No niee, Jarre nie jest lewusem, dał już na to dowody nie raz. Ale zgadzam się że Francuzi po zburzeniu bastylii są chorzy na punkcie lewassssstwa (to od robassstwa). To chyba zboczenie narodowe :) pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
hatatitla Re: Jarre u Wałęsy, czyli u Che Guevary 04.08.05, 20:54 Jarre - jest gorzej niz lewus. Jest przydupasem lewusów. Ich sterowanym pupilkiem Został tu przysłany z rozmysłem pewnie przez - Wielki Wschód Francji. To jest jego dalsza lewusowa indoktrynacja, taka przy okazji... niech pozna agenta Bolka, osobiście. Od tego "zaszczytu" i "wielkosci" poznanego ( phi ! ) pewnie mu się wszystko popie..( nie tylko we łbie )ale i na koncercie ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ALF Re: do zigi IP: *.ztpnet.pl 04.08.05, 23:49 kochanie ,PolPot to akurat wytwor amerykanow Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ZIBBY USA [...] IP: *.107.7.182.ptr.us.xo.net 04.08.05, 19:23 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sredni [...] IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 20:18 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jj Re: Zdrajca Wałesa i zbrodniarz Che Guevara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 22:43 mały człowiek z ciebie. jaki by lechu nie był i jakich by błędów nie popełnił jest symbolem czegoś. przeżyłem 1980, sam nie działałem politycznie i w więzieniu nie siedziałem więc tych którzy siedzieli i swoje odcierpieli po to żeby mogło tu być normalnie od zdrajców nie będę wyzywał. Nie zamierzam też wpadać w paranoję i wierzyć że sierpień 80 zrobili ubecy. Oczywiście historia zawsze jest złożona: ludzie coś tam podpisywali, ludzi łamano. Mieli winy i zasługi. W wypadku lecha jestem w stanie zapomnieć mu wiele nawet wojnę na górze, jego prymitywizm i butę. Zrobił dla Polski dużo więcej niż jakiś kundel w twoim rodzaju który usiłuje go obrzucać gównem. Nie wypowiadaj się samotny oszołomie sympatyku kanapowych partyjek w imieniu narodu. spokojny jestem zresztą że lechowi naród wybaczy (jeśli jest co wybaczać) a o takich jak ty nikt nie będzie pamiętać. Nie pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: neeo Re: Zdrajca Wałesa i zbrodniarz Che Guevara IP: *.netis.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 23:00 Masz racje "jj" trudno byc` prorokiem we własnym kraju, denerwuje mnie tylko że te szczekające kundelki wypowiadają sie w imieniu narodu , na szczescie nie moim pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mendoza Re: Jarre u Wałęsy, czyli u Che Guevary IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 19:25 > Ale komplement - porównany do komunistycznego mordercy... Dla francuskich lewaków to bohater. Co ciekawe, większość ludzi w zach. Europie uważa, że jedyną przyczyną biedy na Kubie jest amerykańskie embargo. Jeżdżą tam na wakacje i zostawiają tam grube pieniądze, utrzymując reżim. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Adek32 Re: Jarre u Wałęsy, czyli u Che Guevary IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 19:27 robiłes sondaże? a może po prostu znasz tam takie srodowisko, paru kolegów i kolezanek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zapata taaa .wy czytelnicy gw to do pinoczeta na kolanach IP: 217.97.144.* 04.08.05, 19:40 za to chodzicie. ps. porownanie walesy do 'che' to tak jakby pinokio do michala aniola :) cya prawiczki! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gall Anonim i tak mozna sie cieszyc... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 19:51 ... ze JMJ nie porownal go do innego wlasciciela wasow z Austrii lub Gruzji (aczkolwiek obaj panowie zrobili kariere na szerszej niwie). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Allan POLAKOW KOMPLEKSY DO CHE GUEVARRY.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 20:06 Ciekawe skad bierze sie ta niechec do lewicy (czesto okreslanej przez rodakow ironicznie "Lewactwem")- przeciez wiekszosc Polakow to ludzie bez inicjatywy, uwielbiajacych wszelkiego rodzaju przywileje socjalne, lacznie z najwieksza na swiecie rzesza emerytow i rencistow...Wielbiciele USA ogladanych na ekranie telewizora. Jestesmy typowym spoleczenstwem socjalnym i stad nasze kompleksy- sami siebie nie lubimy w tak wielkim stopniu, iz musimy wymyslac pseudo idealy. Pozdrawiam PS. Oczekuje epitetow typu "Lewak" itp- nie uwazaam tego za obraze. W Polsce kto nie z prawica- ten jest lewakiem, kto przeciw dyskryminacji orientacji seksualnych - pedal, a kto nie z kosciolem katolickim - to Zyd. Odpowiedz Link Zgłoś
gekon1979 Re: POLAKOW KOMPLEKSY DO CHE GUEVARRY.... 04.08.05, 20:19 nei wiesz skad sie bierze niechcec?? bo od malego, kazdy Polak wie, ze: szable do boju lance w dlon bolszewika gon gon gon!!!!!!!!!!!!!!!!!! lewactwo to zaraza ktora trzeba wymazac z ziemi, inaczej ludzie nie zaznaja spokoju Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: UFO Re: GEKON.... IP: *.ztpnet.pl 05.08.05, 00:02 A jak juz nie bedzie lewactwato na swiecie wszyscy beda bogaci i szczesliwi.Tak kretynku? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kretynek Re: GEKON.... IP: *.netis.net.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 05.08.05, 00:47 może nie odrazu bogaci i szcześliwi bo to sprawy osobiste ale napewno bezpieczniejsi i mniej naraże ni na pranie mózgów... kretynie politycznie poprawny Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nowa myśl Re: POLAKOW KOMPLEKSY DO CHE GUEVARRY.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 20:19 Che Guevara - ikona lewaków 28 października 1962 r. porozumienie przywódców Stanów Zjednoczonych i Związku Sowieckiego zażegnało wyjątkowo groźny kryzys. Dwa tygodnie wcześniej amerykańskie samoloty zwiadowcze wykryły na Kubie wyrzutnie sowieckich pocisków nuklearnych. Reakcja Amerykanów była zdecydowana. Zarządzono blokadę Kuby, wyznaczono cele do bombardowań. Spirala wydarzeń rozkręcała się błyskawicznie, grożąc całkowitym wymknięciem się spod kontroli. Świat nagle znalazł się na krawędzi Apokalipsy. Na szczęście zwyciężył rozsądek. Glob nie zginął w atomowym fajerwerku. Na dzień przed planowanym amerykańskim atakiem na Kubę, Sowieci zgodzili się wycofać swą broń ofensywną. Gdy opadło napięcie, tylko jeden człowiek, spośród głównych aktorów tamtych wydarzeń, nie podzielał powszechnych po obu stronach nastrojów radości i ulgi. Ernesto „Che” Guevara – minister kubańskiego rządu i sztandarowa postać tamtejszej rewolucji, z pochodzenia Argentyńczyk, głośno ubolewał nad zmarnowaną szansą zadania śmiertelnego ciosu imperializmowi. Ma się rozumieć – amerykańskiemu imperializmowi, bo istnienia imperializmu sowieckiego Guevara, jak każdy szanujący się rewolucjonista, nie przyjmował do wiadomości. - Gdyby rakiety były w moich rękach - zostałyby odpalone – oświadczył z goryczą. Majętne dziecię Komunistyczne rewolucje nie są na ogół dziełem biedoty, eksploatowanej przez krwiożerczy kapitalizm. Ich autorami są przeważnie znudzone dzieci bogaczy, od Marksa i Engelsa poczynając, na terroryście Sanchezie-„Carlosie” i członkach bandy Baader-Meinhoff kończąc. Również Guevara - przyszły idol lewaków - pochodził z arystokratycznej rodziny, dysponującej pokaźnym majątkiem. Młody Ernesto odebrał staranne wykształcenie – ukończył studia medyczne; zjeździł na koszt rodziców całą Amerykę Łacińską. Jeszcze w Argentynie związał się z ruchem komunistycznym. Żywił niekłamane uwielbienie dla „ojczulka Stalina”, a bojowego ducha i nienawiść do kapitalizmu umacniała w nim lektura propagandowych „arcydzieł” w rodzaju: „Jak hartowała się stal” czy „Tajna historia wojny koreańskiej”. Inna sprawa, że rzeczywistość Ameryki Łacińskiej nie napawała optymizmem, a tamtejsze nędza i niesprawiedliwość wcale nie były wymysłem komunistów. Nieszczęście polegało na tym, że lekarstwa na te bolączki egzaltowani idealiści pokroju Guevary upatrywali w „świetlanym ustroju”, sprawdzonym już przecież na żywych tkankach wielu krajów Europy i Azji… W 1954 r. Guevara służył w wojsku lewicowego prezydenta Gwatemali Jacobo Arbenza. Był świadkiem triumfu miejscowej reakcji, korzystającej z niezbyt dyskretnego wsparcia lotnictwa Jankesów. Jako niebezpieczny wywrotowiec, został wydalony do Meksyku, gdzie nawiązał kontakt z kubańskimi emigrantami, skupionymi wokół charyzmatycznego Fidela Castro. Fidelistas leczyli wtedy rany, po niesławnym szturmie na koszary La Moncada, w Santiago de Cuba (1953). Akcja, przygotowana ponoć w miejscowej loży masońskiej, miała być iskrą rozpalającą płomień kubańskiej rewolucji. Dyktator Fulgencio Batista bez trudu zgniótł rebelię. Mimo góry trupów w koszarach La Moncada dyktator potraktował buntowników wyrozumiale. Pojmanych rebeliantów skazywano na paroletnie wyroki więzienia (najwyższą karę – 15 lat, otrzymał Fidel Castro), po czym składano im propozycję udania się na emigrację. Z której, rzecz jasna, skwapliwie korzystali. Wielką rolę w zminimalizowaniu represji odegrał arcybiskup Santiago de Cuba, Perez Serantes. Być może Batista pamiętał też sposób, w jaki sam zdobył władzę – gdy w 1933 r., jako skromny indiański sierżant, obalił zamachem stanu dyktatora Gerarda Machado...? Późniejszy rozwój wypadków dobitnie potwierdził tezę, iż pobłażliwość wobec bandytyzmu, również bandytyzmu politycznego, owocuje jego recydywą, i to w zwielokrotnionej, jeszcze bardziej zwyrodniałej formie. „Granma” W listopadzie 1956 r. do wybrzeży Kuby dobił jacht „Granma”. Na jego pokładzie znajdowało się 82 rewolucjonistów Fidela Castro. Byli wśród nich kubańscy emigranci, jak i cudzoziemscy ochotnicy, w tym Argentyńczyk Guevara. Wojna partyzancka, jaką rozpoczęli, miała zmienny przebieg. Początkowo wojska rządowe spuszczały rebeliantom tęgie baty. Potyczki miały bardzo skromny charakter. Późniejsza czerwona hagiografia, wedle której w kubańskiej wojnie rewolucyjnej poległo 20-30 tysięcy ludzi, zawyża liczbę ofiar mniej więcej dziesięciokrotnie. Batista niemal do końca lekceważył castrystów, działających na prowincji, w górach Sierra Maestra. Dyktator uznał za swego głównego przeciwnika konkurencyjną wobec nich partyzantkę miejską, zorganizowaną przez studentów Hawany, którą udało mu się eksterminować w 80%. Zgodnie z zasadą „gdzie dwóch się bije…”, największe korzyści wyciągnęli z tego bojowcy Castro. Z czasem fidelistas przejęli inicjatywę, a ich liczba w 1958 r. doszła do 3 tysięcy. Armia Batisty była praktycznie nienaruszona (przez całą „wojnę” straciła ledwie 300 zabitych; po stronie rozmaitych frakcji rokoszan padło 2000 ofiar). Demoralizował ją jednak bratobójczy konflikt, większość żołnierzy nie widziała powodów, by umierać za Batistę. Komunizm był tu abstrakcją, zresztą powszechnie wierzono, że Castro jest tylko romantycznym buntownikiem, utrzymującym kontakty z takimi radykałami, jak „Che” Guevara, tylko z chwilowej konieczności. Wszak wśród ówczesnych sponsorów Fidela nie brakowało... amerykańskiej CIA (!!!). W grudniu 1958 r. rządowy garnizon Santa Clara, liczący 3200 żołnierzy, skapitulował przed oddziałem Guevary (który miał pod rozkazami tylko 364 ludzi). Operujący w okolicy pociąg pancerny z 400-osobową załogą poddał się 18 buntownikom. Nie było woli walki… W styczniu 1959 r. castryści wkroczyli do Hawany. „Gusanos” Nie ma potrzeby idealizowania czasów Fulgencio Batisty, ale pozostaje faktem, iż potężna część Kubańczyków, również najbardziej bojowych przeciwników dyktatora, rychło zaczęła wspominać jego rządy ze stale rosnącą nostalgią. Zwycięscy rewolucjoniści rozpętali niesłychany terror – w pierwszym okresie po przewrocie rozstrzeliwali każdego miesiąca 100-150 więźniów politycznych. Z czasem liczba straconych sięgnęła 17 tysięcy (nie licząc zamordowanych bez wyroku). W obozach koncentracyjnych gniło ponad sto tysięcy kontrrewolucjonistów, którym odmówiono nawet prawa do człowieczeństwa. Byli gusanos – robactwem... Ernesto „Che” Guevara, powszechnie uznawany za osobistość nr 2 w rewolucyjnej hierarchii, był w swoim żywiole. Wpierw jako komendant cytadeli La Cabaňa (w której nadzorował egzekucje „wrogów ustroju” – niektórych zabijał osobiście!). Potem jako minister, odpowiedzialny za gospodarkę kraju, zajmującego przed rewolucją, pod względem dochodu na głowę mieszkańca, zaszczytne trzecie miejsce wśród 20 państw Ameryki Łacińskiej. Pełen zapału dla socjalistycznych eksperymentów Argentyńczyk rychło położył ekonomię Kuby na łopatki. Rewolucja permanentna Między Castro a Guevarą nabrzmiewał spór, będący w istocie kalką niegdysiejszego starcia Stalina z Trockim. Po zwycięstwie Castro okazał się pragmatykiem, dążącym przede wszystkim do umocnienia zdobytej władzy. Fanatyk Guevara pragnął rzucić wszystkie siły do rozpętania rewolucji światowej. Castro, rzecz jasna, nie miał nic przeciwko niewielkiej pomocy dla buntowników w różnych częściach świata. Na przełomie lat 50. i 60. grupki dywersantów z Kuby walczyły na Haiti, w Dominikanie, Gwatemali, Boliwii, Nikaragui; do Algierii pojechał cały batalion kubańskich „lekarzy”. Wszelako nie nadszedł jeszcze czas wielotysięcznych korpusów ekspedycy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nowa Re: POLAKOW KOMPLEKSY DO CHE GUEVARRY.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 20:21 Rewolucja permanentna Między Castro a Guevarą nabrzmiewał spór, będący w istocie kalką niegdysiejszego starcia Stalina z Trockim. Po zwycięstwie Castro okazał się pragmatykiem, dążącym przede wszystkim do umocnienia zdobytej władzy. Fanatyk Guevara pragnął rzucić wszystkie siły do rozpętania rewolucji światowej. Castro, rzecz jasna, nie miał nic przeciwko niewielkiej pomocy dla buntowników w różnych częściach świata. Na przełomie lat 50. i 60. grupki dywersantów z Kuby walczyły na Haiti, w Dominikanie, Gwatemali, Boliwii, Nikaragui; do Algierii pojechał cały batalion kubańskich „lekarzy”. Wszelako nie nadszedł jeszcze czas wielotysięcznych korpusów ekspedycyjnych, które na ostrzach swych bagnetów będą niosły socjalizm ludom Angoli i Etiopii. Kiedy zaś to nastąpiło (lata 70. i 80.), kubańscy janczarzy stanowili już tylko zbrojną forpocztę sowieckiego imperium, korzystając z jego zaplecza logistycznego i wsparcia dyplomatycznego. W istocie Castro spłacał wtedy „armatnim mięsem” swe zobowiązania finansowe wobec Moskwy. Na początku lat 60. czerwona Kuba nie mogła sobie pozwolić na takie eskapady. Castro nie był samobójcą. Guevara, owszem, zdradzał autodestrukcyjne inklinacje. Podczas kryzysu rakietowego w 1962 r. optował za przeprowadzeniem nuklearnego ataku na USA. Na uwagę, że w takim wypadku Kuba wyląduje na dnie oceanu ripostował, że wraz z nią znajdzie się tam również amerykański imperializm. Jego żarliwy fanatyzm zaczął chyba przerażać komunistycznych satrapów, którzy zdążyli już przecież zasmakować w przywilejach nieograniczonej władzy. Guevara czuł się wśród nich coraz bardziej wyobcowany. Kryzys rakietowy, a raczej jego pokojowe zakończenie, przelał kielich goryczy. Czy do Guevary zaczęło docierać, że na szachownicy wielkiego sporu między mocarstwami Latynosom (tak komunistom, jak i antykomunistom) wyznaczono role pionków? Guevara składa ministerialną funkcję. „- Jeden, dwa, trzy, tysiąc Wietnamów – oto nasz cel!” – głosi. W 1965 r. wyrusza do ogarniętego wojną domową Konga. Wiedzie ze sobą stu kubańskich ochotników. Na miejscu zastaje chaos, spalone wioski, setki ton uzbrojenia z ZSRS, Czechosłowacji i Chin... Słowem – rewolucja pełną gębą! Ale proletariat z dżungli nie rozumie ni w ząb nauk Marksa, ba! – nie słyszał nigdy o Leninie. Bardziej niż komisarzom politycznym wierzy wioskowym czarownikom, którzy podsuwają mu magiczne amulety, mające chronić przed kulami. Gorzej, że rebelianci nie słuchają też kubańskich doradców wojskowych. Ich ataki na pozycje wojsk rządowych nieodmiennie kończą się masakrą – odurzeni narkotykami wojownicy biegną zbitym tłumem na plujące strugami ołowiu karabiny maszynowe, a magiczne amulety nie wykazują się jakoś kuloodpornością... Rewolucja kongijska kona pod ciosami armii rządowej, belgijskich spadochroniarzy oraz cudzoziemskich ochotników, wśród których nie brak polskich i kubańskich antykomunistów. Boliwia Skoro nie wyszło w Afryce, pora może wrócić na latynoskie podwórko? Wybór pada na Boliwię. W 1950 r., gdy światowy komunizm wyciągnął krwawe szpony po Koreę Południową, Boliwia zaoferowała napadniętym 30-tysięczny kontyngent wojskowy. Niestety, wybuch boliwijskiej wojny domowej pokrzyżował te plany. W odpieraniu czerwonej agresji na Półwyspie Koreańskim reprezentowała Amerykę Łacińską tylko Kolumbia (batalion piechoty, zmieniany trzykrotnie, i 6 okrętów wojennych; w sumie 6.200 żołnierzy, z których 163 poległo, 448 odniosło rany, a 28 dostało się do niewoli). Komuniści i tak nie zapomnieli Boliwijczykom antybolszewickich fobii. W 1963 r. próba dywersji, wspierana przez kubańskich wolontariuszy, nie powiodła się. Cztery lata później do tamtejszej dżungli zawitał sam „Che” Guevara. Ów niespokojny duch prowadzi do boju „Armię Wyzwolenia Narodowego Boliwii”. Epopeja oddziału Guevary jest jednak żałosna – to ciągła ucieczka przed wojskiem, do tego „nieuświadomione klasowo” indiańskie chłopstwo, które miast wesprzeć rewolucję, pomaga siłom rządowym. Nie ma wielkich bitew i kampanii. Jest permanentna obława – by zneutralizować rokoszan wystarczyło 2 tys. żołnierzy, z indiańskimi przewodnikami, plus paru doradców z USA. Przez szeregi komunistów przewinie się tylko 53 bojowców sześciu narodowości. Z tego ledwie 29 Boliwijczyków - 8 wkrótce zdezerteruje, 5 podda się nieprzyjacielowi, dwóch utopi się podczas przeprawy przez rzekę; tylko 14 zginie w starciach z wojskiem. Kubańczyków jest 17 – to najwartościowszy element – 14 polegnie w walce, ani jeden nie da się wziąć żywcem wrogowi. Jest też trzech Peruwiańczyków (jeden zginie z bronią w ręku, dwaj zostaną wzięci do niewoli), Francuz Regis Debray (wkrótce pojmany), dwóch Argentyńczyków (w tym Guevara) – obaj wzięci w jasyr, oraz urodzona w Argentynie córka niemieckich emigrantów, Tamara Bunke – obywatelka NRD. Niewiastę tę niektóre media kreowały później na agentkę KGB, a co najmniej STASI – rzekomo miała kontrolować poczynania Guevary, a być może wieść go ku zgubie, jako niewygodnego „woluntarystę”. Agentka czy nie, „Tania” Bunke wykazała beznadziejny, choć charakterystyczny dla całej tej eskapady, brak profesjonalizmu – poległa w starciu z wojskiem rządowym, gdyż nad maskujący mundur przedkładała elegancką, białą bluzkę... W październiku 1967 r. w La Higuera ujęto samego „Che”. Decyzją oficerów Sztabu Generalnego ma zostać rozstrzelany. Podporucznik Mario Terran pakuje w znamienitego aresztanta całą zawartość magazynka pistoletu maszynowego... W sumie stracono sześciu partyzantów: Argentyńczyka Guevarę, 2 Peruwiańczyków i 3 Boliwijczyków. W potyczkach lub w nieszczęśliwych wypadkach poległo dalszych 32. Za granicę udało się uciec jedynie 3 Kubańczykom. Rewolucja w Boliwii skończyła się klapą. Potęga mitu Coś umiera, coś się rodzi... Błyskawicznie powstaje legenda komunistycznego herosa, świętego i męczennika, nieulękłego obrońcy biednych i uciskanych. Jego rzekome zalety roztrząsają zachodni intelektualiści i analfabeci z dżungli. Człowiek, który w cytadeli La Cabaňa osobiście rozstrzeliwał więźniów politycznych, który stworzył pierwszy na Kubie obóz pracy przymusowej, zostaje pośmiertnie obwołany „symbolem walki o pokój i prawa człowieka”. Na wiecach i manifestacjach, na pięciu kontynentach, miliony „użytecznych idiotów” maszerują pod transparentami z podobizną mordercy. Ów trupi odór wdziera się nawet na prawicę. Francuscy „narodowi radykałowie”, z upodobaniem wywrzaskujący (bliźniacze z lewackimi) slogany przeciw „amerykańskiemu imperializmowi” i „kapitalistycznemu systemowi”, rozpowszechniają plakaty z „Che” Guevarą, któremu na berecie, w miejsce czerwonej gwiazdy, implantują... krzyż celtycki (!). Tamtejszy zespół rockowy „Fraction Hexagone”, który zmienił swój neo-hitlerowski image na bardziej nośny „narodowo-rewolucyjny”, wyśpiewuje peany ku czci tego bojownika w walce z jankeską hegemonią... *** Dziś jednak, jak się wydaje, śmiertelny cios legendzie czerwonego bohatera ma wszelkie szanse zadać show buissness. Wielkie koncerny fonograficzne wydają, w milionowych nakładach, dedykowane Guevarze płyty. Jego oblicze straszy z plakatów, podkoszulków, dżinsów i zegarków Swatcha, służy za reklamę sprzętu elektronicznego, austriackich nart i angielskiego piwa. Piosenkarka Madonna, na okładce swego singla „American Life”, występuje ucharakteryzowana na argentyńskiego rewolucjonistę. Sekunduje jej Kylie Minogue, zespół Rage Against the Machine i legiony innych, mniej znanych. „Che” Guevara staje się powoli własnością „antysys Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nowa Re: POLAKOW KOMPLEKSY DO CHE GUEVARRY.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.05, 20:22 „Che” Guevara staje się powoli własnością „antysystemowej kontestacji” – ale tej kontestacji uładzonej, dobrze odżywionej, której werbalna bezkompromisowość nie może przeszkodzić w spokojnym spożyciu obiadu. A skomercjalizowany bunt nie jest już przecież prawdziwym buntem.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sunny allllllle post !!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.crowley.pl 04.08.05, 23:41 Matko jedyna, jednak dobrnęłam! Propagandowy i wspaniały styl! Takim językiem przekonałbyś mnie do wszystkiego! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hihi Re: allllllle post !!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.aster.pl 10.08.05, 21:31 A ja pod wpływem tego postu włączam sobie piosenkę w wykonaniu Buena Vista Social Club p.t. " Hasta Siempre Comandante Che Guevara". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ALF Re ....nowa[stara]mysl IP: *.ztpnet.pl 05.08.05, 00:07 przy tobie bolszewiccy propagandzisci sa wzorem prawdomownosci Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Galba Odzewał się Polak nie-Polak /nt IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 04.08.05, 20:20 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sss Re: POLAKOW KOMPLEKSY DO CHE GUEVARRY.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 20:25 Bardzo trafne przemyślenia ! Odpowiedz Link Zgłoś
ethebor Re: POLAKOW KOMPLEKSY DO CHE GUEVARRY.... 05.08.05, 09:25 Nie przesadzasz Ty? Mielismy kiedys w Polsce tez pewnego wlasciciela wasow. Nie katolika i w dodatku bylego socjaliste. Mimo kontrowersyjnosci niektorych poczynan politycznych i zycia osobistego raczej cieszy sie powszchnym szacunkiem, rowniez ze strony ludzi kosciola. Odpowiedz Link Zgłoś
me-e WałęsA NICZYM JARUZELSKI... 04.08.05, 20:29 ...dla mee to wspolczesni bohaterowie i wielcy mezowie stanu...az strach pomyslec co by dzisiaj bylo w polsce gdyby nie oni... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dodo Re: Meee.. jestes baran i tyle... IP: *.fwhq2nat.dot.ca.gov 04.08.05, 21:17 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mee... POKOJU ...-CI ZYCZE IP: *.avenel01.nj.comcast.net 04.08.05, 21:25 ... a nie walk jestesmy jedna wielka rodzina...podajmy sobie rece i wspomagajmy sie nawzajem...naszego goscia trzeba odciac od takich listow ... List do "Solidarności" Dwaj byli działacze NSZZ "Solidarność" w liście otwartym do Związku wzywają do uczczenia 25. rocznicy jego powstania przez zwołanie posiedzenia połączonych komisji krajowych wybranych na pierwszym i ostatnim kongresie "Solidarności". Wzywają również do wyjaśnienia wszelkich okoliczności Okrągłego Stołu. W liście otwartym do NSZZ "Solidarność" Tadeusz Arent - były przewodniczący NSZZ "Solidarność" KWK Szczygłowice, oraz Marek Wach - były wiceprzewodniczący ZR Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ "Solidarność", zwracają się do obecnych władz związku o zwołanie 31 sierpnia br. historycznego posiedzenia połączonych komisji krajowych, które wybrane zostały na pierwszym i ostatnim kongresie "Solidarności". Ma to pozwolić na zachowanie formalnej ciągłości związku oraz podjęcie kluczowych decyzji w sprawie korekty statutu i wyjaśnienia wszystkich okoliczności Okrągłego Stołu oraz nielegalnego przejęcia przez Adama Michnika dziennika "Solidarności" - "Gazety Wyborczej". "Musimy oddać sprawiedliwość prawdzie. Jesteśmy to winni tym, którzy tego nie doczekali, oraz (a może przede wszystkim) młodemu, postkomunistycznemu pokoleniu Polaków, którzy tej prawdy ciągle nie znają" - napisali w liście. Zaznaczyli, że dzisiejsza "Solidarność" mocno przygasła i większości Polaków nie kojarzy się już z wielkim patriotycznym zrywem Sierpnia '80: "Fatalny spadek popularności 'Solidarności' w społeczeństwie jest wprost proporcjonalny do olbrzymich błędów popełnionych przez drużynę Wałęsy, ale również tych wszystkich członków Komisji Krajowej legalnie wybranych na I Kongresie NSZZ 'Solidarność', którzy dali się wymanewrować Wałęsie i jego postKORowskim doradcom". AKW Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: loniek Re: POKOJU ...-CI ZYCZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 22:59 odpie..się gnoju od Pana Michnika, do pięt mu nie dorastasz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AT_WORK Re: Jarre u Wałęsy, czyli u Che Guevary IP: *.aster.pl / *.aster.pl 04.08.05, 20:37 I czym tu się emocjonować! Przecież wiadomo było, że Jarre przyjechał po to, by puszczać wiatry... Guevara to dopiero preludium... www.atwork.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tomciaj Jarre to światowej rangi muzyk IP: *.icpnet.pl / 62.21.96.* 04.08.05, 20:40 Wcale nie musi znac sie na polityce;-))) Dał przeciez cudowne koncerty na dwustulecie USA. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: muzyczka Re: Jarre to światowej rangi muzyk IP: *.chello.pl 04.08.05, 21:42 Niestety Jarre nie tylko na polityce się nie zna. Powtarza, a za nim ignoranccy dziennikarze, że "Mury" to piosenka Jacka Kaczmarskiego. To prawda, że to Kaczmarski spopularyzował ją w Polsce, ale przecież to pieśń (także już nieżyjącego) barda katalońskiego Lluisa Llacha! Odpowiedz Link Zgłoś
ethebor Re: Jarre to światowej rangi muzyk 05.08.05, 09:22 Melodia jest LLacha (zreszta GW pisala o tym wczoraj). Slowa sa Kaczmarskiego i wg mojej skromnej interpretacji opowiadaja wlasnie o... samych LLachu. Kaczmarski robil to to dosc czesto, uzywajac np motywow z Wysockiego by o opowiedziec o nim. Tlumacznie oryginalu (wraz z fragmentami po katalonsku) spiewal Zespol Reprezentacyjny na swojej pierwszej plycie. Gość portalu: muzyczka napisał(a): > Niestety Jarre nie tylko na polityce się nie zna. Powtarza, a za nim ignoranccy > > dziennikarze, że "Mury" to piosenka Jacka Kaczmarskiego. To prawda, że to > Kaczmarski spopularyzował ją w Polsce, ale przecież to pieśń (także już > nieżyjącego) barda katalońskiego Lluisa Llacha! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mee... LECHU POKAZ TEZ SZANOWNEMU GOSCIOWI-OKRAGLY STOL IP: *.avenel01.nj.comcast.net 04.08.05, 20:44 ...ten stol wielkopomnego wrecz dziejowego przelomu na skale swiatowa...nigdzie takiego stolu nie bylo...nigdzie na swiecie nie bylo kompromisow i wspolnego dogadywania sie z wczorajszymi wrogami...niech zyje pokoj...nich zyje lechu ...niech zyje waleczny narod francuski...viva la france ...viva la polone...viva la lechu walesa... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Tygiel... Re: Jarre u Wałęsy, czyli u Che Guevary IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 22:00 Bo dla młodych radykałów takie jak ich działanie się liczy i powinno to stwierdzenie być zrozumiałe. Dla mnie jest jasne to porównanie , obu łaczą symptomy obrony robotnika, ale wykonanie to zupelnie inna sprawa, tamten faktycznie został bandytą, a ten obrońcą ciemnogrodu, czyli kołtuna polskiego oraz dał pole lewej nodze. Nie ma ideału, resztę robiliśmy my , sprawdź jak przebiegały kolejne wybory. Lech Wałęsa to twardziel i chwała mu za to, a Panowie Kwaśniewski ,Miller, Cimoszewicz to tylko twardość mają w głosie i kieszenie bez dna. A teraz: WC dla klonów petrobaronów, samoobronna gnojowica to lewica, biopaliwa i pycha biokalifa, a Giertych fika w imię Rydzyka. Tańczymy labada, labada, wesołego walczyka, piłki już były, aborcja już była, konkordat już był, złodzieje już byli, matoły byli, uuuuuu!, to teraz czas zwiewać przed Prawem i Sprawiedliwością w wykonaniu ZChN Kaczyńskich oraz WC rozmięka! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mee... ZOSTAN WSROD NAS JARRE... IP: *.avenel01.nj.comcast.net 04.08.05, 22:10 ...bo na trzydziestolecie uroczystosci ...solidarnosci...na tej ZIEMI POLSCE bedzie IV NAJASNIEJSZA RZECZPOSPOLITA... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jojo Re: ZOSTAN WSROD NAS JARRE... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 23:37 Gościu jest w porzo to może zostać. Wydaje mi się jednak ,że ta nasza Rzeczpospolita nie będzie ani IV ani taka jasna niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mee... Re: ZOSTAN WSROD NAS JARRE... IP: *.avenel01.nj.comcast.net 04.08.05, 23:55 ...Gość portalu: jojo napisał(a): > Gościu jest w porzo to może zostać. Wydaje mi się jednak ,że ta nasza > Rzeczpospolita nie będzie ani IV ani taka jasna niestety. ...zgadza sie ale nie mamy wyjscia ---Hanna Krall: Panie profesorze, wydaje mi sie, ze pan niezbyt lubi Polaków! Bronislaw Gieremek: Niezbyt lubie? Takie okreslenie jest niezbyt scisle! Ja ich po prostu nienawidze. Tak nienawidze, ze nie wiem jak to wyrazic slowami. ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: konrad Re: Jarre u Wałęsy, czyli u Che Guevary IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 23:32 Swego czasu mój znajomy stwierdził ,że "Gazeta Wyborcza" pisze takie same głupoty jak "Nasz Dziennik". Faktycznie; po tak durnowatym tytule wydaje się uprawnione stwierdzenie :"...czytałem w GW czyli w ND". Tak trzymać Droga Gazeto. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mee... obawiam sie ,ze ND do piet nie dorasta GAZECIE... IP: *.avenel01.nj.comcast.net 04.08.05, 23:36 ...Prawdziwa twarz Maleszki Piotr Gontarczyk Obszerne donosy, notatki i wielostronicowe opracowania o opozycji stawiają Lesława Maleszkę w rzędzie najbardziej „płodnych” agentów w historii SB. Szkody, jakie uczynił opozycji, są ogromne. Przy jego współudziale wiele osób dotknęły represje, wiele zostało złamanych lub emigrowało. W raportach „Ketmana” vel „Returna” vel „Tomka” nie ma cienia wstrętu do współpracy. Po robotniczych protestach w Radomiu i Ursusie z 1976 r. grupa działaczy niepodległościowych, intelektualistów i studentów założyła w Warszawie Komitet Obrony Robotników. Głównym zadaniem KOR miała być pomoc finansowa i prawna osobom represjonowanym za udział w protestach. Także w innych dużych miastach Polski narastały postawy opozycyjne. W Krakowie działalność rozpoczęła grupa studentów z Bronisławem Wildsteinem, Stanisławem Pyjasem i Lesławem Maleszką na czele. Kiedy Wildsteina zawieszono w prawach studenta, protest podpisali m.in. Lilianna Batko, Józef Ruszar i obecny eurodeputowany z PO Bogusław Sonik. Z czasem dołączyli inni. Jeden z członków grupy, Stanisław Pyjas, 7 maja 1977 r. został zamordowany przez SB. Śmierć Pyjasa zaktywizowała środowisko, które utworzyło Studencki Komitet Solidarności (SKS). Przyjaciele zabitego podkreślali, że ich decyzja nie miała głębokiego wymiaru politycznego. Wielu z nich wywodziło się ze środowisk hippisowskich, anarchistycznych i do ideologicznego antykomunizmu było im daleko. Ważniejszy był aspekt moralny, czysto ludzki – sprzeciw wobec tego, że można bezkarnie mordować ludzi. Działacze SKS nie zdawali sobie sprawy z tego, że ich działalność od początku była „kontrolowana operacyjnie” przez Wydział III SB Komendy Wojewódzkiej MO w Krakowie. Za pomocą agentury, podsłuchów, etc. drobiazgowo inwigilowano ich działalność, notowano poszczególne wypowiedzi. Pośród agentów wyróżniał się jeden. „Ketman” vel „Return” vel „Tomek”, czyli Lesław Maleszka. Ponieważ był członkiem ścisłego kierownictwa SKS, bezpieka wiedziała prawie wszystko. Prócz przekazywania informacji SB „Ketman” aktywnie uczestniczył w różnych „kombinacjach operacyjnych”, czyli działaniach zmierzających do utrudnienia życia działaczom opozycji i w intrygach obliczonych na wywoływanie konfliktów osobistych. Nie bezinteresownie – dostawał za to duże pieniądze. Utrzymanie tajnego mieszkania kosztowało SB ok. 1000-1500 zł. Utrzymanie „Ketmana” – kilkakrotnie więcej. Agent nr 1 Zasługi Maleszki dla SB wykraczały daleko poza krakowskie podwórko. Tamtejszy SKS inspirował inne środowiska akademickie w kraju, gdzie jeździli: Sonik, Batko, Wildstein, no i właśnie Maleszka. Nic też dziwnego, że bezpieka sparaliżowała powstawanie niektórych Studenckich Komitetów Solidarności, a do innych wysłała przygotowaną wcześniej agenturę. Tak było we Wrocławiu, gdzie już w sierpniu 1977 r. Wydział III SB wyznaczył do tego celu 10 agentów. Wedle ściśle tajnego szyfrogramu tej jednostki do centrali MSW w Warszawie „wymienionych TW przygotowano do wykonania zadań mających na celu pełne rozpoznanie i kontrolę działalności tej organizacji”. Takie sukcesy SB były w znacznej mierze zasługą Maleszki. Ale to nie koniec. „Ketman” pisywał dla SB solidne opracowania, jakimi metodami niszczyć własnych kolegów. Obszerne donosy, notatki i wielostronicowe opracowania o opozycji stawiają go w rzędzie najbardziej „płodnych” agentów w historii SB. W jednym z dokumentów proponował, by: „stworzyć kilkuosobowe grupy aktywistów SZSP, ostro włączające się w każdą dyskusję publiczną, która mogłaby doprowadzić do zamętu. Należy rozbijać wszystkie wiece, niszczyć rozwieszone teksty przez dopisanie na nich humorystyczno-dyskredytujących komentarzy, itd. (...) Od dynamiki kampanii zależą sukcesy w ruchu przeciwdziałania SKS-owi”. W raportach „Ketmana” nie ma cienia wstrętu do współpracy. Jest za to lekceważenie kolegów, poczucie wyższości, zwykła ludzka zawiść i podłość. „Bezpieczniacy” musieli znaleźć klucz do psychiki Maleszki, dzięki czemu był on tak ofiarny i zaangażowany. „Służba” odpłacała zaś „Ketmanowi” troską i zainteresowaniem. SB nie zapomniała nawet o ślubie pupila. Z tej okazji Maleszka dostał od morderców Pyjasa 4 tys. zł. 18 października 1978 r. szef Wydziału III SB KW MO w Katowicach płk Jan Bill w porozumieniu z warszawską centralą zaproponował Maleszce rezygnację z dalszej działalności w opozycji. Chłopak już zrobił tyle dobrego – niechby się ustatkował, sporządniał. „Jego wycofanie się z działalności w SKS-ie spowoduje, że nie będziemy mieli takiego rozpoznania, jakie dzięki jego osobie mieliśmy – pisał potem do Warszawy płk Bill – ale troska o jego przyszłość i stabilizację życiową każe nam w końcu zdecydować się na ten krok, bo jak długo będzie tkwił w grupie opozycyjnej, tak długo nie będzie mógł myśleć o ułożeniu sobie życia”. Maleszka przystał na propozycję SB. Ale donosił dalej. Donosił na stu Najważniejszym polem działania „Ketmana” był Komitet Obrony Robotników (KOR). W jego opracowaniach i raportach przewija się najmniej sto nazwisk czołowych działaczy opozycji, w tym wszyscy czołowi działacze warszawskiego KOR: Jan Józef Lipski, Jacek Kuroń, Adam Michnik, Antoni Macierewicz, Jan Kielanowski, Wojciech Ziembiński, Seweryn Blumsztajn, Mirosław Chojecki i wielu innych. Szczególnie starannie „Ketman” zapisywał wypowiedzi Kuronia, Michnika i Macierewicza. Od „Ketmana” w centrali MSW wiedziano, jakie artykuły wyjdą w nielegalnych gazetkach i kto je napisał. Maleszka bezbłędnie wskazywał, że autorem niepodpisanego tekstu jest Sergiusz Kowalski, a za nazwiskiem Michała Korybuta kryje się Antoni Macierewicz. SB znała treść nielegalnych pism, zanim je wydrukowano. Maleszka był lubiany. W opozycji ceniono jego inteligencję i oczytanie. Równocześnie jego niechlujny i oryginalny wygląd wzbudzały sympatię, instynkt opiekuńczy, no i zaufanie. Wiele osób chętnie mu pomagało. W rewanżu Maleszka denuncjował adresy mieszkań, w których przebywał, podpowiadał, jak można dokuczyć działaczom podziemia, wydawał SB znane sobie składy literatury bezdebitowej. Pisał, gdzie i który z działaczy KOR trzyma nielegalne książki. 11 października 1977 r. raportował: „Podczas pobytu u państwa Stabrowskich zauważyłem, że większość książek ulokowana jest w tapczanie. Pozostała część książek znajduje się w bibliotece oo. dominikanów, zlokalizowane są one w dolnych szufladach”. Z równym zaangażowaniem Maleszka rozpracowywał inne środowiska opozycji: Ruch Młodej Polski, Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO) oraz KPN. Kogo się dało i gdzie się dało. Szkody, jakie uczynił Maleszka opozycji, są ogromne. Przy jego współudziale wiele osób dotknęły represje, wiele zostało złamanych lub emigrowało. Inni wylądowali w więzieniu. Ponieważ działalność Maleszki po 1983 r. (ze względu na uregulowania prawne) pozostaje tajna, a sporo dokumentów zniszczono, wiele aspektów jego działalności jest wciąż tajemnicą. O niektórych pewnie nie dowiemy się nigdy. Ale można wskazać, że jedną z ostatnich ofiar „Ketmana” był działacz krakowskiego KPN Krzysztof Bzdyl. To donosy Maleszki przyczyniły się do tego, że SB zdecydowała się przerwać działalność Bzdyla. W marcu 1982 r. został on skazany na kilka lat więzienia, a potem wyjechał z kraju. „Ketman” działa dalej… Na skutek ustaleń okrągłego stołu akta archiwalne SB miały pozostać zamknięte. Byli agenci komunistycznych służb specjalnych mogli spać spokojnie. Ale „Ketman” miał chy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mee... Re: obawiam sie ,ze ND do piet nie dorasta GAZECI IP: *.avenel01.nj.comcast.net 04.08.05, 23:42 ...cd ...„Ketman” działa dalej… Na skutek ustaleń okrągłego stołu akta archiwalne SB miały pozostać zamknięte. Byli agenci komunistycznych służb specjalnych mogli spać spokojnie. Ale „Ketman” miał chyba jakieś koszmary. Wedle trudnej do zweryfikowania relacji anonimowego oficera UOP, za wszelką cenę chciał dalej być agentem. To właśnie w tym celu miał wraz z innym opozycjonistą, byłym agentem SB, pojawić się na początku lat 90. w krakowskiej delegaturze UOP. Nie wiadomo, dlaczego sam miałby się tak napraszać. Ze strachu przed ujawnieniem przeszłości? Z głębokiej, wewnętrznej potrzeby? Z przyzwyczajenia? Z czasem Maleszka bał się coraz mniej. Został zastępcą naczelnego „Gazety Krakowskiej”. W jej numerach z lat 90. można znaleźć anegdoty o nieco roztargnionych, ale bohaterskich wyczynach Maleszki z czasów konspiracji. Dziś możemy dodać nową, tylko że prawdziwą. Pewnego dnia w domu Maleszki pojawił się działacz podziemia. Szybko zauważył zszywacz z imienną pieczątką oficera SB nazwiskiem Kluczyński (widać „Ketman” pisał tyle, że nawet przybory dostawał od Służby Bezpieczeństwa…). Gość wiedział już, że Maleszka jest agentem, ale nie poinformował o tym kolegów. Na szczęście dla roztargnionego „Ketmana”, jego kolega też był tajnym współpracownikiem bezpieki… W 1991 r. nad „Ketmanami” zaczęły zbierać się czarne chmury. Powołano rząd Olszewskiego, w którym szefem MSW został Macierewicz, a Urzędu Ochrony Państwa – Piotr Naimski. Wszyscy trzej to zwolennicy lustracji, osobiście znani Maleszce. Donosił na nich jeszcze w latach 70. W czerwcu 1992 r., kiedy ogłoszono tzw. listę Macierewicza, „Gazeta Krakowska” wspólnie z „Wyborczą” ruszyła do brutalnego ataku. „Granat w szambie”, „Zacieranie brudnych śladów”, „Czy nie mieliście skrupułów?”, „W świecie widm i upiorów”, „Olszewski chciał wyprowadzić wojsko na ulicę”, „Brudne czyny” – to tylko niektóre tytuły publikowanych w gazecie Maleszki artykułów. Zaniepokojenie „Ketmana” musiało też wywołać śledztwo w sprawie zabójstwa Stanisława Pyjasa. Prowadzący je prokurator Stanisław Urbaniak zaczął domagać się ujawnienia wykorzystywanych przez SB konfidentów. Był więc atakowany w „Gazecie Krakowskiej” za próby dokonania „dzikiej lustracji”. Kiedy koledzy i koleżanki Pyjasa poprosili, by Maleszka podpisał list otwarty w sprawie otwarcia archiwów bezpieki i ostatecznego wyjaśnienia wszelkich okoliczności tej zbrodni, ten po prostu odmówił. Zaczął straszyć rozmówców, że „przez takich jak oni ludzie wyjdą na ulice”. Jeszcze bardziej zmartwił „Ketmana” pomysł odtajnienia akt „Bolka”, o co publicznie poprosił sam Lech Wałęsa. W artykule napisał: „jeżeli Milczanowski udostępni akta Wałęsy (…) spirala obłędu może się rozkręcać”. Przez następne lata, najpierw w „Gazecie Krakowskiej”, a potem w „Wyborczej”, „Ketman” konsekwentnie walczył ze zwolennikami lustracji. W politycznych sporach i publicznych debatach coraz częściej prezentował charakterystyczną dla środowiska butę i arogancję. Pouczał z punktu widzenia moralnego autorytetu, decydował, kto jest filozofem, a kto głupcem. Argumenty, po jakie sięgał, z reguły były niewybredne. Nielubiany przez środowisko „Gazety” krakowski filozof prof. Ryszard Legutko okazał się antysemitą. Innym razem Stefanowi Niesiołowskiemu miało brzydko pachnieć z buzi... Szczególnie ostro Maleszka atakował różnych „oszołomów”, co to „z teczek uczynili najważniejszy problem Polski”. W jednej z polemik stanął w obronie oficerów SB, których były opozycjonista chciał wyrzucać z UOP za to, że jeszcze w SB gorliwie zwalczali opozycję. A z kim polemizował w tej materii? Bo to niezwykle ważne. Z kimś, na kogo przez długi czas donosił – Bronisławem Wildsteinem. Nosił wilk razy kilka… W 2000 r. wspomniany już prokurator Urbaniak, tropiąc zabójców Pyjasa, zaczął przesłuchiwać oficerów z dawnego Wydziału III SB KW MO w Krakowie. Pytał też o agenturę. Esbecy potwierdzili informacje z dokumentów archiwalnych, że „Ketman” vel „Return” vel „Tomek” to Maleszka. Ponieważ był on konfidentem zanim zamordowano Pyjasa, musiał zostać przesłuchany. I tak ówczesny redaktor „Wyborczej” dowiedział się, że jego przeszłość nie jest tylko tajemnicą kilku esbeków, których tak bronił w polemikach z Wildsteinem. Ale jego akta dalej były tajne. Liczył więc, że nikt się o niczym nie dowie. Przeliczył się. Latem 2001 r. w „Tygodniku Powszechnym” opublikowano fragment pracy magisterskiej funkcjonariusza SB, napisanej w szkole oficerskiej w Legionowie. Powstała ona na podstawie akt archiwalnych bezpieki dotyczących zwalczania SKS. Ponieważ praca miała nigdy nie ujrzeć światła dziennego, esbek podawał w niej pseudonimy i metody działania agentury. Opozycjoniści, którzy przeczytali fragment „magisterki”, nie mieli wątpliwości, kim jest często w niej wspominany „Ketman”. Do Maleszki poszedł Wildstein, którego dotknęło wiele szykan i osobista tragedia spowodowana działaniami SB. Maleszka przyznał się. Nie miał wyjścia, bo wiedział już, ile śladów jego działalności jest w archiwach IPN. Niedługo potem napisał słynny tekst pod tytułem „Byłem Ketmanem” opublikowany w „Gazecie Wyborczej”. Przedstawił się jako ofiara systemu, człowiek złamany, który nic nikomu nie zrobił, chronił opozycję i tylko oszukiwał SB. Stek kłamstw, który stanowił zasadniczą część artykułu, tylko potwierdza, że od strony moralnej i intelektualnej nigdy nie przestał być „Returnem”, „Tomkiem” i „Ketmanem”. Kierownictwo „Gazety” nie odcięło się całkiem od Maleszki i pozostawiło go w pracy. W oficjalnym oświadczeniu dotyczącym sprawy, mocniej niż „Ketmana”, który wyrządził tyle szkód opozycji, zaatakowano sens ujawniania dokumentów SB. Trudno określić, w jakim stopniu jest to konsekwencja antylustracyjnej linii pisma, a w jakim brak wiedzy na temat działalności „Ketmana”, bez wątpienia jednego z najgroźniejszych agentów, jakiego w opozycji miała SB. Ale co tam „Ketman”, kiedy „Gazeta” ma innych, śmiertelnych wrogów. Niedawno przedrukowała artykuł, z którego ma wynikać, że Bronisław Wildstein jest wysoko wtajemniczonym masonem. Cóż za dziwna wybiórczość w tak oczywistej sprawie. Dodaliby jeszcze, że to Żyd i cyklista – dopiero wtedy wszystko byłoby jasne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ernesto che? ktoś wspominał o che? cichooooo sza :) IP: *.swiatniki.sdi.tpnet.pl 04.08.05, 23:37 REWOLUCJA ROZPOCZNIE SIĘ W KRAKOWIE REWOLUCJA OBEJMIE CAŁĄ POLSKĘ JUŻ WKRÓTCE BĄDŹ CZUJNY afisz.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jojo Re: che? ktoś wspominał o che? cichooooo sza :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.05, 23:43 Porąbało Cię ,koleś, czy co? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AntyBolek Re: Jarre u Wałęsy, czyli u Che Guevary IP: *.bcmhs.bc.ca 04.08.05, 23:51 Bolek nie jest morderca,ale jest Bolkiem.Ale wielu uwierzylo w ta niby jego "legende" he!he!he! Odpowiedz Link Zgłoś
push.sp Che Guevara? 05.08.05, 07:50 moze Walesie pomnik kolo mauzoleum Lenina postawic? Jarre fajny facet, ale nie on sie lepiej muzyka zajmuje, zamiast pieprzyc glupoty. pustota nie zna granic przyzwoitosci; dla tych glupawych Francuzow Solidarnosc to taka zabawa - oni zawsze mieli dazenia pro-sowieckie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: weterynarz Co za kretyn daje taki tytul IP: 82.197.165.* 05.08.05, 09:51 Pomysl, osiolku, pomysl. !! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mirakao Re: Co za kretyn daje taki tytul IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.08.05, 10:37 Dlaczego się rzucasz na Pana Redaktora z Wyborczej? Dał taki tytuł, bo doskonale wiedział, że to wzburzy normalnych ludzi.Podobnie jak rewizja Cudu nad Wisłą. Dodaj do tego jeszcze opisywanie męczęństwa Roberta Biedronia i otrzymasz "obiektywny" obraz Gazety Wyborczej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: LukasK Komplement - niekomplement IP: 217.153.71.* 05.08.05, 10:56 > Ale komplement - porównany do komunistycznego mordercy... Może tajemnica tkwi w tym, że JMJ kiedyś sam się stylizował na Che Guevarę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ktos Re: Jasne niewiele się bolek rózni od czegewary i IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.05, 11:12 jeden i drugi to komunistyczni agenci.Trafne porównanie a swoją drogą czym się ta Unia Europejska i USA różni od sowietów skoro idolem młodzieży są tacy zbrodniarze jak towarzysz Che-moim zdaniem niczym tylkokolorem szmaty jedni mioeli czerwona a drudzy błekitna i biało-czerwoną z pięcioramiennymi gwiazdkami! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: CLinCH Wałęsa, Guevara, Jarre to OSOBISTOSCI IP: *.zurich.com 05.08.05, 11:27 tego Swiata. A narod francuski od wiekow 'Grand Nation", czy komus sie to podoba, czy nie. Ohydne sa natomiast komentarze piszacych na tym forum. Widac jedynie chora polska zawisc, zazdrosc i odwieczne zakompleksienie. Chcialoby sie byc czyms/kims, a jest sie ledwo tolerowanym. Obserwuje to od dziesiatkow lat. Wstyd przyznac sie do przynaleznosci do takiego wykoslawionego narodu ... Odpowiedz Link Zgłoś
terraya Popatrzcie,Ni to POLAK! czyzby FRANCUZIK??!! 05.08.05, 17:00 Wiec sie nie przyznawaj!!!Moze myslisz ze wezma Cie za Francuza? ha,ha,ha Sluzyles w Legii Cudzoziemskiej,dali Ci obywatelstwo francuskie zanim Ci mozg wyprali? Co ma piernik do wiatraka,gafa i ignorancja Jarre skadinad swietnego muzyka do "wielkiego narodu francuskiego",ktory tak zachwalasz."Grand Nation" skonczyl sie na zburzeniu Bastylii oraz ewentualnie na Napoleonie a potem co mamy? "Nie chcieli umierac za Gdansk", nastepnie najwieksza ladowa armia swiata w 1939 z oslawiona linia Maginota poddaje sie praktycznie bez walki,potem rzad Vichy-pelna kolaboracja z Niemcami z zorganizowana wysylka Zydow do gazu,symboliczny ruch oporu! Zakonczenie wojny praktycznie bez armii francuskiej a Polska byla czwarta sila aliancka po Rosji, USA i Anglii.Nikt Francji jej postawy w czasie wojny praktycznie nie wypomina,moze dlatego ze to "wielki narod" Gdyby nie powstanie warszawskie Rosjanie dotarli by do Paryza,zrobili by tam Socjalistyczna Republika Francuska i wierz mi ze Francuzi bardzo by to lubili... Wspolczesna Francja i jej politycy cierpia na smieszna manie imperialna bez jakichkolwiek podstaw i oparcia w rzeczywistosci(nie dowidza, nie doslysza,niby to wystepuje w interesie ogolu a chronia francuskie interesy (nieudolnie zreszta) Taki mini slon na mrowczych nogach! Tez mi sie nie podobaja niektore wypowiedzi,ale kazdy ma prawo do wlasnej opinii. Aha, tytulem wyjasnienia, mieszkam za granica,nie jestem milosnikiem Ameryki ani Busha> Odpowiedz Link Zgłoś
nielubiegazety2 Re: Popatrzcie,Ni to POLAK! czyzby FRANCUZIK??!! 06.08.05, 17:52 Napoleon to KORSYKANIN !!!!!!!!!!!!!! francuska to jest choroba. J.M. Jarre to bardzo dobry muzyk, choć zbyt popowy. Che to morderca, zaś Wałęsa - mógł być ikoną został cienki Bolek. Ludzie "Okrągłego Stołu: abcnet.com.pl/pl/artykul.php?art_id=2277&token= Nb. na koncert jadę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bogalfa Re: Idioci czytają bez zrozumienia IP: *.bchsia.telus.net 08.08.05, 03:22 Jarre NIE POROWNAŁ Wałęsy do Che Guevary. Po prostu stwierdził, że w 1980 roku Wałęsa był równie popularny wśród studentów francuskich co kubański rewolucjonista. Ktoś inteligentny mógłby w tym momencie dopowiedzieć, że właśnie dzięki Wałęsie i Solidarności popularność czerwonych rewolucjonistów i marksizmu zaczęła spadać. Oto w kraju "socjalizmu" robotnicy zbuntowali się przeciwko partii i rządom, które rzekomo miały representować ich interesy. To dawało do myślenia i miało spory wpływ na lewicę zachodnią. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pelikan Re: Jarre u Wałęsy, czyli u Che Guevary IP: *.u.mcnet.pl 08.08.05, 13:41 Che walczył o wolność, równie dobrze mordercami mozna nazwać wszystkich którzy idą na wojnę w obronie wlasnych idei..... Odpowiedz Link Zgłoś