Gość: Urban
IP: 213.16.141.*
04.10.02, 00:26
Nasz informator z policji zawiadomił "NIE", że na warszawskim Dworcu
Centralnym robiono obławę na pedofilów przyjeżdżających tu po bardzo
apetycznych małych chłopców. Zgarnięto m.in. ogólnie znanego artystę, łowcę
nagród i orderów, wielkiego moralizatora. Po nazwisku wymienić go nie mogę,
gdyż w policji nie ma żadnych utrwalonych na piśmie śladów zatrzymania, nie
wszczęto sprawy, zdarzenie jest policyjnym sekretem. Nie udało nam się więc
na razie zdarzenia udokumentować.
Ze dwa lata temu filmowiec nazwiskiem Frykowski przebił się bodaj trzy razy
nożem, a zanim umarł, nóż powycierał ze śladów krwi i odcisków palców,
pozmywał podłogę, chyba też zmienił pościel. Ponieważ wszystko to czynił w
domu córki Andrzeja Wajdy, policja nie została wpuszczona do środka.
Widocznie nieboszczyk nie skończył jeszcze sprzątania... "NIE" opisało tę
sensację, ale reszta niezależnej prasy ulegając perswazji zgodziła się nie
robić przykrości panu Wajdzie, naszej chlubie narodowej, która jeszcze może
przerobić "Bogurodzicę" na przecudny film
Mimo takich objawów życzliwości władz wobec artystów czują się oni
niedopieszczeni przez państwo, ponieważ w III RP do świętych krów nie zalicza
się całego stada – jak to było za socjalizmu – lecz tylko sztuki okazowe.
Kilkadziesiąt organizacji, które zrzeszają po garstce twórców i tworzą
Komitet Porozumiewawczy, wydało więc oświadczenie pt. "Demokratyczne
zwycięstwo lumpa". Są wśród nich to polityczne organizacje producentów słów,
które zwalczały PRL zmierzając do zastąpienia jej Polską o takim ustroju,
który mamy: Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Stowarzyszenie Pisarzy
Polskich. Obecnie domagają się powrotu stosunków wcześniej znienawidzonych.
Socjalizm sakralizował każdą działalność nazwaną twórczością kulturalną.
Bezsensownie wyolbrzymiał jej znaczenie niezależnie od tego, czy była
politycznie służebna rządzącym, neutralna politycznie, czy też zwalczała
władze. Wystarczyło np. że trzy tuziny twórców podpisało jakiś protest, a
organy rządzące uznawały to za zdarzenie najwyższej doniosłości. Aparat
władzy honorował kontestatorów represjami i przekupstwem, podczas gdy dziś
nawet woźny nie czytuje ich protestów. Status twórcy zapewniał udział w
uprzywilejowanej kaście. Należenie do niej gwarantowało do-żywotnie
utrzymanie, prestiż i posłuch oraz rozmaite wygody, honory i przywileje.
Pracę artystyczną uważano za szczególnie szlachetną ze względu na sam jej
rodzaj a niekoniecznie rezultat. Członkowie Stowarzyszeń i Towarzystw żądają
obecnie przywrócenia owego systemu w tej jego części, która zapewniała im
prestiż, rozgłos i pieniądze wyolbrzymiając znaczenie ich pracy i osób. Nie
domagają się natomiast odtworzenia cenzury i zarządzanych przez władze PRL
szykan personalnych. Ma być sama marchewka.
Członkowie organizacji, które podpisały oświadczenie, przedstawiają w nim
siebie samych jako elitę społeczeństwa ze względu na to, że rodzaj ich pracy
zawsze rodzi skutki o szczególnej doniosłości i niezwykle szlachetne. Kulturę
uważają więc za coś takiego, jak Kościół religię. Wszystkich, którzy nie
uznają kapłańskiej roli artystów lub inaczej niż oni wartościują cele życiowe
i społeczne, nazywają lumpami. Piętnują stosunki sprzyjające hodowli takich
chamów.
Nie podoba im się kapitalizm, gdyż tworzy hierarchię społeczną nie nadającą
kapłańskich uprawnień producentom książek czy obrazów.
Czytamy w oświadczeniu:
"... kultura zespala nas i nadaje sens życia";
"... kulturze trzeba służyć, bo ona służy wszystkim";
"... zamiera obieg myśli, wzruszeń, wartości właściwych kulturze, gdy więzi
łączące twórców i odbiorców ulegają zablokowaniu tandetą";
"... słowo jest krwioobiegiem kultury";
"... kultura jest gwarantem ludzkiej godności".
Czyż może być coś bardziej komicznego niż kontrast między bełkotem,
frazesami, które wydzielają stowarzyszenia twórcze, a ich żądaniem, by
członków tych organizacji społeczeństwo mianowało swymi przewodnikami,
dostawcami sensu życia, wyrocznią.
Organizacje grożą, że jeżeli rewindykacje osób, które zapisały się do
stowarzyszeń, zostaną zlekceważone, młodzież w Polsce stanie się
nihilistyczna i obali prawo oraz demokrację nie czując, że ich pogróżki
polityczne w ogóle nie mają sensu, ponieważ o swoje upomni się nie młodzież
akulturalna, lecz dobrze wykształcona i żyjąca w kręgu własnej, bardziej
współczesnej kultury.
Wydanie oświadczenia, w którym głupcy wymyślają nam od lumpów, zbiegło się w
czasie z aferą aktora Kaczora, który forsę Związku Artystów Scen Polskich źle
ulokował i postradał. ZASP i bliźniacze organizacje przez to zapewne akurat
teraz objawiły rozczarowanie do kapitalizmu. Korporacje zawodowe producentów
słów, dźwięków i obrazów czynią więc to samo, co związki producentów statków
i wydobywców węgla: tworzą straty, a w zamian żądają przydziału pieniędzy i
szczególnego szacunku.
Zamiast wygłupiać się po czasie, było w porę czytać Marksa, który objaśniał,
że w kapitalizmie coraz lepiej jest niektórym i coraz gorzej reszcie. A w
wyborach parlamentarnych 4 czerwca 1989 r., od której to daty twórcy
oświadczenia zaczynają swój lament, trzeba było w Warszawie głosować na PZPR
i lumpa Urbana, a nie na "Solidarność" i aktora Łapickiego. Już wtedy to
radziłem.
Autor : Urban