Gość: hm IP: 212.182.32.* 06.01.06, 19:29 a kto niby wywołał "majtkową aferę"? śpiewak, który podczas próby ściągnął majtki i pokazał co tam ma za resztę wzieli się marketingowcy, którzy nagłośnili to Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: bt Czegoś brakuje. Czemu? IP: *.chello.pl 06.01.06, 22:05 Można odnieść, piszę można, bo sam odnoszę, wrażenie, jakby recenzja została napisana przed spektaklem. Czegoś brakuje. Najpewniej zrozumienia samej realizacji. Nie dramatu. A już napewno nie "dramatu ludzkiego" jaki kreśli rzekomo Krzysztof Warlikowski. Sztukę skreślił w swoim dziewiętnastowiecznym kajecie Buchner, muzykę napisał wiemy kto. Warlikowski ofiarował swój język, swoich przyjaciół, ale zapomniał o sercu. Tutaj na szczęście wygłasza się zdania bez konieczności ich dowodzenia, stąd moja nonszalancja. Podobną nonszalancją popisał się recenzent, zapominając, że jego słowa znajdą bardziej szlachetne miejsce niż forum czytelników. Trudno zrozumieć puste, brzydkie zdanie: "Wymowa opery Berga jest porażająca", po którym mówi się o Warlikowskim, potem znowu o samej operze; brakuje ciągłości, a może po prostu myśli. Dalej pojawia się niezręczne stylistycznie: " historia wojskowego fryzjera Wozzecka, ojca nieślubnego dziecka, który z zazdrości zabija Marię, kochankę i matkę swego syna " i ogólno-bylejakie " to traktat o moralności, rozkładzie rodziny, wyizolowaniu i alienacji jednostki, obłudzie i nietolerancji otaczającego świata, rozpadzie najważniejszych więzów". Nie będę pytał jakie są według pana Jacka Hawryluka "najważniejsze więzy", ale byłbym ciekaw rozróżnienia, w miarę szczegółowego, pomiędzy wyizolowaniem a alienacją. Zapewniam Pana, że znajdą się i tacy, którzy na przedstawienie przyszli i wyszli, zastanawiając się w międzyczasie, co oni tutaj robią. Bardzo ryzykowne i infantylne jednocześnie są zdania typu: "Spektakl Warlikowskiego to bolesna lekcja, która nie pozostawia nikogo obojętnym". Recenzja jest bardzo płytka, fatalnie napisana i widać to niestety golusieńkim okiem. Za takie recenzje powinno się przepraszać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bomba Re: Czegoś brakuje. Czemu? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.01.06, 22:21 Podobnie niestety było z recenzją ze Spartakusa. Też była byle - jaka. Mnie, chociaz przesłąnie, które Warlikowski dopisuje do Wozzka jest mi kompletnie obce, podobała się plastyczna wizja spektaklu i realizacja muzyczna. Jednak po spektaklu pomysłałem , ze jeśłi to jest głos tej cywilizacji to faktycznie zasługuje ona na to by zniknąć, bo celebruje już tylko własny rozkład. A jełśi chodzi o plan edukacji publiczności poprzez kształtowanielini repertuarowej to nie jest to najlepszy początek, bo niewyedukowanych odrzuci, a wyedukowani dotychczas widowni Opery nie wypełnią Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: widz Re: Czegoś brakuje. Czemu? IP: *.iwacom.net.pl 07.01.06, 04:28 Recenzja recenzją, ale spektakl mnie - mimo starości kajetu, wedle którego został stworzony - jednak poruszył. Dużo by o tym pisać, a nie miejsce ku temu. "Majtki tenora" itp. zostawiłbym też na boku. Także kłótnie w Operze Narodowej. Nie będę ukrywał, że jestem zwolennikiem opcji artystycznej p.Trelińskiego w teatrze operowym - od początku, od jego pierwszej realizacji wg Viana, którą mnie po prostu zaskoczył - nie myślałem, że w operze coś takiego w ogóle jest mozliwe. Jako dyrektor także się sprawdza - jest w swomi myśleniu konsekwentny i autonomiczny. I wypuszcza świetne spektakle. Możliwe, że są również teraz w Polsce twórcy równie nowatorscy - tylko gdzie są? Kto ich zna? I na kogo można wymienić Trelińskiego? I czy warto - na radę zakładową w socjalistycznym stylu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wojciech Re: Czegoś brakuje. Czemu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.06, 13:36 Lubie realizacje operowe Trelinskiego, jeszcze bardziej Warlikowskiego (moze poza Don Carlosem, ale pod warunkiem ze stroną muzyczną zajmuje się Kaspszyk, Nowak natomiast realizacje muzyczne Korda Madamme Butterfly czy Halka to czarna rozpacz te same zespoły muzyczne orkiestra, chór i śpiewacy brzmią tragicznie.Dlaczego tak ciekawy rezyser współpracuje z tak słabym dyrygentem. Wozzek jest OK recenzja jak zwykle w u polskich recenzentów oparta na ogólnikach, ale żeby pisać konkretami trzeba się bardzo dobrze na tym znać i być odważnym Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: toms Re: Czegoś brakuje. Czemu? IP: 82.210.164.* 07.01.06, 13:54 Odpieprzcie się od biednego Hawryluka!!! Naczytaliście się krytyk pod jego adresem w OZONIE i teraz szpanujecie swoją znajomościa dzinnikarskiego warsztatu. Koleś orze jak może i dobrze. Nie każdy tekst musi być arcydziełem, ...byleby miał sens. Ten ma i mówię to wszystko z własnej perspektywy, na bazie własnych doświadczeń w tym fachu. Nie każdy jest Wańkowiczem a i najlepszym zdarzają się wpadki, błedy stylistyczne, nawet ortograficzne (byle nie za często)!!! Więc jeszcze raz powtórzę - dajcie spokój biednemu Hawrylukowi, facet nie jest zły!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bomba Re: Czegoś brakuje. Czemu? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 07.01.06, 15:45 Czy to głos samego Redaktora naczelnego wzywa by się znowu od kogoś odpieprzyć :)? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bt Re: Czegoś brakuje. Czemu? IP: 213.230.130.* 07.01.06, 17:50 Nie czytuję Ozonu. Tekst jest po pprostu żenujący. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szekes Re: Czegoś brakuje. Czemu? IP: *.dmbos.com.pl / *.dmbos.com.pl 09.01.06, 12:30 Racja, mogl sobie darowac taką recenzje. Nie jestem spcjalista, ale wydaje mi sie ze powinien wspomniec jak soliści wywiazali sie, jak brzmiala orkiesta, jak sobie radzil Kasprzyk. Odpowiedz Link Zgłoś
kmiecikowska Re: Tragedia Wozzecka 07.01.06, 12:10 W Toruniu (nie tak dawno )grano "Wozzecka" w teatrze im.W .Horzycy.Spektakl był świetnie zagrany.Polecam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Buba Nie Wozzeka. tylko Wozzka. Co za straszna maniera. IP: *.in-addr.btopenworld.com 07.01.06, 17:24 Wystaqrczy siegnac po tlumaczenie dramatu Buchnera (Woyzek). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: puzdro Re: Tragedia Wozzecka IP: *.saska.krakow.pl 07.01.06, 21:34 więcej o aferze majtkowej i PR-owym nadmuchaniu: www.puzdro.pl/forum/forum1-2.php?id_forum=7&id_temat=66&str2=1 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: Tragedia Wozzecka IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.06, 11:22 a jednak wozzek nieco zanika przygnieciony ciezarem majtek.. nawet szanowny pan recenzent raczył - W PIRWSZYM ZDANIU - zaznaczyć że własnie TEN watkek najmniej go przejmuje Gość portalu: puzdro napisał(a): > więcej o aferze majtkowej i PR-owym nadmuchaniu: > > www.puzdro.pl/forum/forum1-2.php?id_forum=7&id_temat=66&str2=1 Odpowiedz Link Zgłoś
antytotalitarysta Panie Hawryluk! 08.01.06, 08:51 Jest Pan krytykiem,recenzentem muzycznym,który postanowił zostać krytykiem teatralnym.I co Panu wyszło? Łopatologiczny,słuszny ideologicznie tekst,na którego lekturę szkoda czasu.Są w Pana artykule akcenty,aluzje(?)polityczne. Czyżby zamierzał Pan spróbować swych sił także w publicystyce politycznej? Odpowiedz Link Zgłoś
osmol Re: Tragedia Wozzecka 09.01.06, 00:43 Pominę opowiadanie o co chodzi w treści opery, tego przecież można dowiedzieć się z innych źródeł, Co się dzieje? Porównując to wykonanie Wozzecka do wiatru który powstaje w wyniku przemieszczania się mas powietrza z wyżu do niżu, to w Sali Moniuszki także nie było spokojnie. Wiało bowiem nudą, przeraźliwa nudą, która przemieszczała się od sceny ku widowni wywołując fale ziewania. Już na samym początku mamy wątpliwą przyjemność czytania tekstu jaka to zbrodnia była niesłychana i jak pan zabijał panią, przebijając jej opłucną. Zamiar zaszokowania widza? Wszelki duch, wszak w jakimkolwiek wydaniu wiadomości telewizyjnych widzimy drastyczniejsze sceny zatem mało kogo mogło to poruszyć? Sam fakt, że opera trwa godzinę i 45 minut też nie jest tu bez znaczenia, bo pan Warlikowski zafundował nam maraton bez żadnej przerwy. Zamiar zapewne był taki, by widz nie stracił podczas przerwy klimatu absurdu i szaleństwa jaki miał być stworzony. Szczytne to cele, jednak o tyle nietrafne, że nie udało się czegoś takiego zbudować. A rezultat jest taki, że po pierwszym akcie jest sennie, ciemno i jedyne o czym widz marzy to to, by nie usnąć i sięgnąć po filiżankę kawy. To jednak nie będzie mu dane. Całkiem pokaźne było grono osób, które w połowie przedstawienia zaczynały zmieniać na fotelu pozycje i dyskretnie zasłaniać usta by nie ziewać na kark siedzącym przed nim. Scenografia. Ani tu ładu, ani składu a widz traktowany jest jak infantylne dziecko, któremu trzeba wszystko łopatologicznie wytłumaczyć i ciągle przypominać kto jest kim i przemycać mu jak największą ilość aluzji, które w swym nagromadzeniu nie zaciekawiają a po prostu nużą. Na początku akcja dzieje się w zakładzie fryzjerskim zaopatrzonym w rząd specjalistycznych foteli. Za chwilę bohaterowie są już w domu Wozzecka gdzie mamy łóżko i … te same fotele. Czyżby to na wypadek gdyby ktoś zapomniał, że bohater jest fryzjerem? Na prawo od zakładu fryzjerskiego zamienianego czasem na jego dom, widoczna jest ekspozycja stała: okazały rząd pisuarów. Zaiste fascynujące. W Ubu Rex pan Warlikowski uraczył nas sedesem. Idąc tym tropem dojść można do wniosku, że chyba wszystko mu się z jednym kojarzy. Co te obiekty miały wyrażać? W jakim celu nagle grupa mężczyzn zmierza do nich i oddaje mocz? Odchodzi od nich dziarskim krokiem, kilka razy synchronicznie podskakuje i znika? A może kolejność była odwrotna, ale czy to ważne… Odpowiedź. Bo wszyscy są tacy sami? Robią to samo, noszą to samo, myślą o tym samym? Ale przecież nie od dziś wiadomo, że człowiek to zwierzę stadne. Tak było jest i będzie. Co to za przekaz, który ociera się o truizm? Całe wykorzystanie i piętnowanie? popkultury reżyser uważa chyba za twórcze a ono jest już po prostu wtórne. Miast wprawić w zadumę - złości, zamiast zaciekawić – śmieszy. „Powiedz mi po co jest ten miś? Właśnie po co? Otóż to, nikt nie wie po co więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa! To jest miś na skalę naszych możliwości” Ten tekst z kultowego już „Misia” pasuje jak ulał, bo ja się pytam co w pewnym momencie na scenie robią dwie myszki Miki? Co my robimy tymi myszkami? Komu otwieramy oczy? I z jeden punkt wspólny z filmem jednak ta realizacja Wozzecka ma. To jest Wozzeck na miarę na naszych możliwości. Aż chce się dodać miernych możliwości. Takich niepotrzebnych i nic nie wnoszących scen było więcej. Że wspomnę jeszcze tylko końcową. W libretcie czytamy, że dzieci idąc nad jezioro znajdują, zwłoki konkubiny. Tylko dlaczego idąc nad to jezioro niosą ze sobą krzesła? I dlaczego jezioro uosabiane jest przez wannę, w której bohater usiłuje ukryć narzędzie zbrodni? Wszak wywołuje to tylko na twarzy uśmiech politowania. Rozumiem stosowanie przenośni, zdanie się na wyobraźnię widza, ale nie popadajmy w przesadę. Szkoda, że interesująca opera Berga, która mogłaby zmusić do zastanowienia. Zwrócić na siebie uwagę i pozostać na dłużej w pamięci widzów, została potraktowana po macoszemu. Że reżyserowi nie starczyło wyobraźni na stworzenie nowej jakości i ciągle trzyma się on twardo swojej konwencji, która może i jest rozpoznawalna, ale już znana, oklepana i po prostu kolokwialnie mówiąc przejadła się. Najbardziej szkoda jednak tego, że z wydarzenia jakim niewątpliwie w tym miesiącu był Wozzeck, na dłużej zapamiętana będzie nie gra aktorów lecz „afera majtkowa” Plusy. To na co na pewno warto zwrócić uwagę i dlaczego mimo wszystko można pójść, to gra aktorów a w szczególności Mateo de Monti wcielającego się w tytułowego Wozzka. Interesujący głos, sugestywna gestykulacja połączona z mimiką wyalienowanego lecz często świadomego tego co się dzieje świra, są w tym spektaklu na pewno jasnym punktem. Nie jedynym oczywiście. Kolejnymi są Wioletta Chodowicz (Marie) i Anna Lubańska (Margret), zapamiętywalne i charakterystyczne w swym aktorstwie i śpiewie. Na koniec zaś nie można zapomnieć o Jacku Kaspszyku, którego przygotowanie i prowadzenie orkiestry niewątpliwie osłodziło ten ciężkostrawny seans. __________ osmól Odpowiedz Link Zgłoś
jan_telecki Re: Tragedia Wozzecka 09.01.06, 11:07 osmol, a tańczące walczyka dzieci? zapomniales o nich, co mogly oznaczac? czy dzieci nasladujące doroslych i ubrane jak dorosli nie wygladaja obłednie i nie orbazują obłedu Wozzeka? Odpowiedz Link Zgłoś
osmol Re: Tragedia Wozzecka 13.01.06, 00:01 Moim zdaniem (podkreślam moim) to kolejny truizm jaki da się zauważyć w tej operze. Sam pamiętam jak pacholęciem jeszcze będąc, chętnie naśladowałem starszych. Że chłopcy bawia się w policjantów, że dziewczynki w gotowanie , że przymierzają stroje mam i chodzą w ich dużo za dużych butach. To nic odkrywczego. Pewnie te dzieci zrobiłyby na mnie wrażenie gdyby az tak długo nie były na scenie, najpierw na samym początku zanim jeszcze na dobre nie zaczęło się przedstawienie, a potem w dalszych częściach. Jak dla mnie za dużo. Zwrócę jednak uwagę, na bardzo pozytywny efekt zaskoczenia jakim jest odsłonięta od samego poczatku kurtyna i taniec dzieci na scenie w "rytm" hałasującej orkiestry :) Tworzy to interesujący klimat, później niestety zanikający. __________ osmól Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: milosnik Re: Tragedia Wozzecka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.06, 17:11 Mysle,ze osmol przesadzil z de Monti,ktorego nie bylo slychac ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Elis Re: Tragedia Wozzcka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.06, 13:36 dobrze, że ktoś był na tym samym przedstawieniu ;), bo jak czytam recenzje w polityce i gw to nie wierzę... :) poza tym bardzo mnie swym komentarzem ubawiłeś, ale nic dodać nic ująć pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wala Re: Tragedia Wozzecka IP: *.gprspla.plusgsm.pl 09.01.06, 19:24 Kocham muzykę, Hawryluka nie cierpię. Czuję w jego tekstach jakieś brzydkie kompleksiki. Brrr... Od lat czekam na recenzenta który pomoże ruszyć z doła muzykę polską, a nie będzie ciął po łydkach.Poczuje misję do spełnienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uriah Re: Tragedia Wozzecka IP: *.chello.pl 10.01.06, 19:54 Panie Hawryluk - pisz pan w swoim imieniu, takie formułki "nikogo nie zostawia obojetnym" to uczniowskie wodolejstwo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Vvoi Re: Tragedia Wozzecka IP: 81.193.3.* 01.02.06, 12:26 "jest dramatem na wskroś współczesnym". cóż z tego, kiedy to współczesność nudna. bez polotu, bez jaj. moim zdaniem przyczynił się do tego również berg, który z genialnej, psychologicznie fascynującej i złożonej sztuki stworzył operę banalną, której sentymentalność jest dziś całkiem niepoważna. od samego początku wiadomo, o co chodzi, i kolejne wydarzenia niewiele wnoszą, kiwamy głowami, no tak, no tak... muzycznie nie było większych wpadek, ale wzlotów również nie. berg zdecydowanie nie jest moim faworytem i trudno mi go oceniać, ale nie było to emocjonujące. owszem, grzecznie ułożone, czyściutkie jak u roberta wilsona. efektowne światła, "dramatyczna" scenografia. nie wiem, dlaczego minimalizm ma być wyznaczany pisuarami (patrz recenzja - czy to ironia?), ale dziś ani "minimalizm", ani pisuary nie robią najmniejszego wrażenia na widzu, który już conieco obejrzał. zgadzam się z jednym z przedmówców, że naprawdę ciekawe były dzieci, które podczas strojenia instrumentów przed spektaklem tańczyły walca. i może nienajgorsze - dzieci, które na końcu komentowały po polsku. choć byłem już tak zmęczony, że chciałem jedynie końca. szkoda, że warlikowski się wystraszył. to nie był jego pierwszy raz w narodowym, jednak po ogólnym laniu, jakie mu się dostało za don carlosa (gdzie rzeczywiście zaatakował odważnie), tym razem wygrzeczniał. lekka, oryginalna scena początkowa ma się nijak do całego spektaklu. jest ornamentem - a mogłaby nadawać ton. szkoda. ---- new-art.blogspot.com Odpowiedz Link Zgłoś