Dodaj do ulubionych

Polski "event" w Los Angeles

26.01.06, 02:47
Oby więcej takich prestiżowych pokazów i nie tylko w USA. W Toronto jest
przecież jeden z najbardziej liczących sie Festival Filmowy, więc dlaczego
tego nie powtórzyc tutaj w innej formie? Służe pomocą i rozeznaniem.

Prowadzę www.belvederegallery.com Galeria zostanie otwarta pod koniec lutego
i dla wielu jej doskonała jakość i oferta będzie zupełnym zaskoczniem!

Bo można!

www.belvederegallery.com
www.beksinski.pl
Obserwuj wątek
    • Gość: Ł.K. Re: Polski "event" w Los Angeles IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.06, 19:40
      To nic nie da. Przeciez caly ten instytut filmowy powolano tylko po to, zeby
      zdzierac z kazdego obywatela pieniadze na produkcje filmow, ktorych nikt nie
      chce ogladac.
    • Gość: mahoni Dlaczego sukces IP: *.eranet.pl 26.01.06, 21:14
      Wreszczcie możemy byc dumni, że Polacy z Polski zorganizowali imprezę na
      najwyższym światowym poziomie. I to w LA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Tak trzymać, idzie nowe :-) Koniec z kulturą ala bigosik i poleczka rodem z
      Green Point-u lub Jackowa.
    • Gość: wayda Sobol wlazi w ... Odory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.06, 05:10
      Mniej wazeliny panie Sobol, wiecej niezaleznosci mosci krytyku!
    • Gość: tokino Re: Polski "event" w Los Angeles IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.06, 12:23
      Mam już szczerze dosyć tej demagogii na każdym kroku, tego "rozpływania się" w
      komplementach, Instytut to, Szanowna Pani Dyrektor tamto, polska kinematografia
      siamto. Panie Sobolewski, zawsze postrzegałam Pana jako jednego z bardziej
      trzeźwo myślących ludzi piszących o kinie. Co się stało? Jakim cudem dał się Pan
      tak omamić? Zgadzam się, wszyscy mieli wielkie nadzieje przy tworzeniu
      Instytutu, nikt chyba jednak nie spodziewał się, że zamiast Polskiego Instytutu
      Sztuki Filmowej (a chyba taki szyld wywieszono na Krakowskim Przedmieściu)
      powstanie Polski Instytut Autopromocji. Tak, autopromocji właśnie! Nietrudno
      przecież przejrzeć poczynania przedstawicieli Instytutu. "Wielki dzień polskiego
      kina" głosiło dumne hasło na stronie PISF jako nagłówek do tekstu o koncercie w
      L.A. Hmmm. Kina? Polskiego? Nie mam nic przeciwko Panu Kaczmarkowi, ale koncert
      jego muzyki z polskim kinem naprawdę niewiele ma wspólnego (no dobrze, niech
      nawet będzie że była tam też muzyka z Quo Vadis. Pomijając fakt, że film ten
      jest wątpliwym powodem do dumy na forum międzynarodowym, to nie jest też
      najświeższym).
      Jeśli dobrze rozumiałam intencje organizatorów, początkowo koncert ten miał być
      połączony z oskarową promocją "Komornika" (słuszność tej nominacji pozostawmy na
      uboczu, choć mi od początku trudno mi było zaakceptować ten wybór). Jakoś
      dziwnie z czasem ten element zaczęto wyciszać i podkreślać tylko Instytut,
      Instytut, Instytut i złote lata jakie dzięki temu Instytutowi czekają polskie
      kino. Bardzo przepraszam, ale na razie to wiele hałasu o nic. Panowie i Panie z
      PISF - zamiast pustych słów przy lampce wina o tym, jak to warto współpracować z
      Instytutem i robić filmy w Polsce, proponuję najpierw ROBIĆ filmy, robić filmy
      DOBRE, a wtedy inwestorzy sami się zainteresują, bo taki to już jest biznes. I
      błagam, zachowajmy trzeźwość umysłu. Pan Sobolewski pisze w artykule o "evencie"
      w LA, że Variety chwali instytut jako jedną z najbardziej "supportive"
      (wspierających???) instytutcji filmowych... Nie mamy (niestety) możliwości
      zakupienia Variety w Polsce, ale na szczęście w dobie Internetu wspomniany tekst
      jest dostępny na Variety.com - i co? Wystarczy przeczytać raz i widać jak u nas
      uwielbia się podkreślać i wyolbrzymiać coś, co na to wcale nie zasługuje.
      Określenie supportive owszem, oznacza "wspieranie", jednak w tym kontekście po
      pierwsze chodzi wyłącznie o wsparcie finansowe, po drugie zaś, nie była to żadna
      owacja na cześć Instytutu, tylko chłodny artykuł przedstawiający fakty. Bo
      trudno zaprzeczyć, że PISF rzeczywiście otrzymał ogromne środki na wsparcie
      polskiej kinematografii. Chciałabym bardzo, abyśmy za rok, przy uchwalaniu
      kolejnego budżetu, uniknęli dyskusji, czy przypadkiem środki te nie zostały
      zmarnowane... Dlatego czekam cierpliwie, czekam na wspaniałe polskie filmy,
      którymi zachwycimy świat.
      A kolejną szansę urzędnicy będą mieli już niedługo - wszak zbliża się Berlin.
      Nagroda za całokształt dla Wajdy, "Doskonałe popołudnie" na Forum, "Jestem" w
      konkursie Kinderfilmfest, "Komornik" w Panoramie (szczerze, czy ktoś naprawdę
      wierzył, że uda się dostać do konkursu głównego?!) - na wejście sytuacja wygląda
      obiecująco. Teraz pole do popisu dla urzędników PISF. Mam nadzieję, że Berlinale
      będzie czymś więcej niż okazją do kolejnych bankietów. Mam nadzieję, że uda się
      podjąć jakieś realne kroki. Szkoda, że w programie Co-Production Market nie
      znalazł się ani jeden polski projekt... Może tu warto było skierować działania
      Instytutu, Droga Pani Dyrektor? Bo to jest szansa na rozwój. Dobry scenariusz, a
      nie dobry koncert, bankiet czy kolacja.
      Czekać będę cierpliwie, ale też uważnie obserwować działania Instytutu. Na razie
      serce mi pęka, gdy widzę co się dzieje, ale czekać będę dalej. I gorąco proszę
      Pana, Panie Tadeuszu, jest Pan dużo bliżej tego światka ode mnie - niech Pan
      patrzy im uważnie na ręce! Rzeczywistość jest trochę inna niż słodka cukierkowa
      wersja serwowana nam przez PISF i bezmyślnie powtarzana przez serwisy filmowe GW
      czy Stopklatki. Tak przynajmniej napisali w Variety. Pozdrawiam bardzo serdecznie.
      • Gość: z_warsa Klakier Madame de Odour IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.06, 03:53
        Zgadzam sie z tokino. Sobol wchodzi bez mydelka tej pani od dabrowskiego...
        szkoda gadac, dworska pisaninka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka