Dodaj do ulubionych

40-lecie Młynarskiego

IP: *.its.it 04.02.03, 08:52
Sam spektakl mnie rozczarował. Czekałem na niego z
niecierpliwością i nadzieją przeżycia czegoś wyjątkowego.
Rzeczywistość okazała się nieco inna. Moje zastrzeżenia skupiają
się głównie na reżyserii. Rozumiem, że Magda Umer chciała
zaprezentować piosenki Młynarskiego wplecione w jakąś fabułę.
Pomysł ten w pełni koresponduje z istotą poezji Młynarskiego,
które z reguły opisują scenki rodzajowe z wyraźnie zarysowanymi
sylwetkami bohaterów. Nie rozumiem natomiast dlaczego
zdecydowano się na tak bałaganiarską, a nawet użyję tu
mocniejszego słowa, kiczowatą scenografię. Nie pozwoliła ona na
zmieszczenie zespołu muzycznego na scenie. Widz odbiera więc
muzykę jak mechaniczną, bez odpowiedniej temperatury, trochę
nijaką, pozbawioną ciekawych, a przede wszystkim nowatorskich
aranżacji. Dobór piosenek co najmniej dyskusyjny. O całości
przedstawienia decyduje pierwsza część spektaklu smutna i
statyczna. Każdy z wykonawców solo odśpiewał po trzy piosenki.
Nie pomogły wspaniałe nazwiska : Fronczewski, Opania, Zborowski,
Machalica, młody Sturh. Stare, dobre piosenki liryczne bez
szukania związków z współczesnością są jedynie historią. Tak
naprawdę przedstawienie zaczęło się na trzy piosenki przed
końcem spektaklu cudownym zaśpiewaniem przez znanego miłośnikom
poezji śpiewnej -Mariusza Lubomskiego piosenki "Tak jak malował
pan Chagall". (Na premierze śpiewał tę piosenkę prawdopodobnie
Zamachowski?). Gdy widownia rozgrzała się na dobre wspólnym
zaśpiewaniem przez aktorów "W zielone gramy" spektakl się
skończył. Szkoda. W tym muzycznym przedstawieniu za mało było
właśnie muzyki.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka