fomica
06.09.07, 14:38
Ludzie, co was pogięło z tym "wolnym czasem" i "nieskrępowaną singielską
wolnością"?? Czytam i pękam ze śmiechu. Jestem mężatką i mam czas (i
przyzwolenie męża!! - niesamowite, prawda??)na pracę, na drugie studia, na
naukę języka, na wakacje, na kurs tańca... W czym niby miałaby mi
przeszkadzać obecność małżonka? Przecież to nie jest mój bliźniak syjamski,
nie jesteśmy nierozłączni,
nie taszczę go na plecach wychodząc na aerobik, ani on mnie gdy idzie do pracy!
Ponadto nie więzi mnie w piwnicy, nie żąda relacji gdy wracam ze spotkania z
koleżankami, nie tłamsi mnie i nie krzywdzi. Wprost przeciwnie, dużo sie od
niego nauczyłam, i to raczej w tym związku się rozwijam, dojrzewam. Śmieszni
jesteście ze swoimi bajkami jakim to horrorem są stałe związki.