I znów wypadek

IP: *.it-net.pl 07.07.05, 20:31
Młody turysta doznał ciężkich obrażeń po upadku, w czwartek po południu, pod
przełęczą Zawrat w Tatrach

Rannego przetransportowano na pokładzie śmigłowca do szpitala w Nowym Targu -
podał ratownik dyżurny Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego

Turysta z Lubelszczyzny doznał poważnych urazów głowy zsuwając się po upadku
Zawratowym Żlebem. Jego towarzysze sprowadzili go kilkaset metrów niżej, nad
Zmarzły Staw, gdzie ranny stracił przytomność. Turyści przez telefon
komórkowy wezwali ratowników TOPR

Śmigłowiec Sokół przetransportował z Zakopanego w rejon wypadku lekarza i
ratowników. Po udzieleniu mężczyźnie pierwszej pomocy przewieziono go w
noszach, podwieszonych na linie pod śmigłowcem, na najbliższe lądowisko na
Hali Gąsienicowej. Tam rannego wciągnięto na pokład i przetransportowano do
Nowego Targu

Lekarze określają stan jego zdrowia jako ciężki

    • ciupazka Re: I znów wypadek 12.07.05, 08:28

      Po wypadku pod Zawratem policja zbada okoliczności ubiegłotygodniowego wypadku
      pod Zawratem, w którym poważnych obrażeń doznał 18-letni turysta spod Lublina.

      18-latek był uczestnikiem wycieczki, prowadzonej przez księdza. Ponieważ
      Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe uważa, że zostało powiadomione o
      wypadku zdecydowanie zbyt późno, sprawą zajęła się zakopiańska policja.

      Stróże prawa sprawdzą wszystkie okoliczności tego zdarzenia, zbadają, na jakich
      zasadach uczestnicy wycieczki wyszli w góry i czy ktokolwiek przyczynił się do
      tego tragicznego zdarzenia. (KOV)
      • ciupazka Re: I znów wypadek 14.07.05, 19:57
        Śmierć na Rysach
        Dziś koło godz. 15 na szlaku na Rysy zginęła 35-letnia Angielka.

        Angielka podchodzila na Rysy ze swoją koleżanką i dwójką kolegów. W pewnym
        momencie, prawdopodbnie na skutek nie zachowania, ostrożności poślizgnęła się i
        spadła w dół.

        Towarzysze turystki zadzwonili na policję, która zwiadomila ratowników TOPR. Na
        buli pod Rysami wylądował śmigłowiec. Niestety lekarz stwierdził zgon turystki.
        W wypadku lekko poszkodowana została również koleżanka Angielki, które trafiła
        do zakopiańskiego szpitala.

        W górach jest niebezpiecznie. Przechodzą burze, pada deszcz i jest ślisko. W
        najbliższych dniach pogoda nie zmieni się. Wysoko na szlakach zalegają resztki
        starego śniegu.(PP) [ 14-07-2005 | 17:09:08 | PaP]
        • ciupazka Re: I znów wypadek... 16.07.05, 14:21
          Uwaga!

          Na niektórych szlakach turystycznych w Tatrach Wysokich miejscami wciąż
          zalegają jeszcze pojedyncze płaty starego, twardego śniegu. Można się na nie
          natknąć głównie w żlebach i na północnych stokach podchodząc na Rysy, na
          Szpiglasową Przełęcz od strony Doliny Pięciu Stawów Polskich albo wybierając
          się w rejon Orlej Perci. Ratownicy proszą, żeby zachować ostrożność, bo każde
          wejście na płat takiego śniegu zakończyć się może tragicznie, tak jak w
          przypadku młodej Brytyjki, która straciła życie pomimo dobrego przygotowania i
          odpowiedniego ekwipunku. Dużym utrudnieniem jest także fakt, że na tych
          szlakach pod śniegiem mogą się znajdować niektóre urządzenia asekuracyjne. W
          dodatku nie najlepszy jest stan techniczny niektórych klamer i łańcuchów, które
          już wyszły spod śniegu.

          Wczoraj przed południem ratowniczy śmigłowiec sokół po raz kolejny wystartował
          z lądowiska przy zakopiańskim szpitalu. Tym razem ratownicy wyruszyli na pomoc
          taterniczce, która uległa wypadkowi wspinając się na Żebrze Czecha w rejonie
          Wierchu pod Fajki - spadający kamień złamał jej rękę. Kobieta została
          przetransportowana do zakopiańskiego szpitala. (KOV)
          • Gość: jessyk Re: I znów wypadek... IP: *.bialy-dunajec.sdi.tpnet.pl 16.07.05, 14:44
            Jak sie juz pchocie w te nase piykne Taterki, to przecie uwazujcie! Wiycie fto
            to jest ? Dropie sie tam, ka go nie świyrbi (swędzi)? Turysta - alpinista.
            • ciupazka Re: I znów wypadek...Słowackie Tatry 27.07.05, 08:25
              Tatry Słowackie. Spadł Młynarzowym Żlebem

              36-letni mieszkaniec Waksmundu uległ w niedzielę wypadkowi w słowackich Tatrach
              Wysokich. Turysta spadł przez próg Młynarzowego Żlebu, doznając urazu nogi.

              O wypadku powiadomił Horską Zachranną Slużbę kolega poszkodowanego, który razem
              z nim podchodził poza szlakiem na Niżnią Młynarzową Przełęcz. Mieszkaniec
              Waksmundu poślizgnął się i spadł przez próg Młynarzowego Żlebu w stronę Doliny
              Białej Wody, doznając urazu nogi. Leżał w eksponowanym miejscu, na stromej
              trawiastej półce. Ratownicy HZS wezwali na pomoc śmigłowiec Leteckej Zachrannej
              Zdravotnej Slużby. Po opatrzeniu poszkodowany został przetransportowany do
              szpitala w Popradzie.(KOV)

              Jak nasi spadajom, to juz naprowde źle.. Zdrowia mu zycymy, niek
              dziękuje PonBóckowi, ze zyje.
              Telo.Pozdr.
              • Gość: Ciupazka Re: I znów wypadek..na lodowcu Uzbijskim?? IP: *.it-net.pl 21.08.05, 00:24
                Rosyjscy ratownicy kontynuują poszukiwanie dwojga polskich alpinistów,
                uwięzionych na Uszbie, w masywie Elbrusu na Kaukazie. Jednak szanse na ich
                ocalenie oceniają jako minimalne.

                "Na 99 proc. nie żyją. Cuda się zdarzają, jednakżeszanse na to, że żyją, są
                niewielkie" - oświadczył w sobotęwieczorem Borys Tiłow, kierownik Stacji
                Ratownictwa w Terskole,u podnóża Elbrusu.

                28-letnia Marta R. z Warszawy i 30-letni Mirosław S. z Sokołowa Podlaskiego
                wpadli we wtorek wraz z dwoma innymi wspinaczami z Polski do lodowej szczeliny
                na Uszbijskim Lodospadzie, na wysokości 3,8 tys. m n.p.m. Kolegom udało się ze
                szczeliny wydostać o własnych siłach.

                Dyżurny ze stacji w Terskole informował PAP, że w sobotę poszukiwania
                prowadziła 8-osobowa grupa ratowników.

                W poprzednich dniach w akcji uczestniczyło 15 ratowników. W piątek po południu
                musieli jednak wstrzymać poszukiwania i wycofać się do bazy z powodu ruchu
                lodowca i sypiących się z gór kamieni.
                • ciupazka Re: I znów wypadek..na lodowcu Uzbijskim?? 21.08.05, 17:21
                  "Zmuszeni byliśmy wstrzymać poszukiwania. Pogoda jest bardzo zła. Widzialność
                  praktycznie zerowa. Tam nie da się fizycznie przebywać" - powiedział Tiłow,
                  jeden z najbardziej doświadczonych ratowników wysokogórskich w Rosji.

                  Według niego, "dalsze prace na lodowcu nie mają już sensu". "Tych zwałów lodu
                  usunąć się nie da" - zauważył.

                  "Swoje zrobiliśmy, więcej zrobić nie możemy. Tam jest zbyt niebezpiecznie" -
                  odpowiedział, pytany, czy rosyjscy ratownicy podejmą jeszcze jedną próbę
                  odszukania polskich wspinaczy.

                  Tiłow zadeklarował, że "jeśli ktoś chce się przekonać, czy można jeszcze coś
                  zrobić", to jego ratownicy gotowi są pomóc. "Zapraszamy, pomożemy, pokażemy" -
                  powiedział.

                  Kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Moskwie Tomasz Klimański
                  przekazał w niedzielę PAP, że na miejsce wypadku udali się ojciec Marty R. i
                  brat Mirosława S. Wraz z dwoma ratownikami z Polski chcą włączyć się do
                  poszukiwań.

                  Tiłow powiedział też PAP, że rosyjskim ratownikom udało się wyciągnąć ze
                  szczeliny "jeden plecak, jakieś rzeczy i prawdopodobnie jakieś dokumenty".

                  Potwierdził również wiadomość, że w czwartek do szczeliny, przed pierwszą grupą
                  ratowników, dotarła dwójka alpinistów z Ukrainy, której udało się nawiązać
                  kontakt głosowy z Martą R. i Mirosławem S.

                  "Ogromnie mi żal, że taki jest finał. To bardzo smutny przypadek, ale takie są
                  góry" - zakończył.

                  Warunki pogodowe w strefie poszukiwań od początku były bardzo złe. Lodowiec był
                  w ruchu, z gór sypały się kamienie, wiał silny wiatr. W czwartek do szczeliny,
                  w której tkwili polscy alpiniści, runęły wielotonowe masy lodu. Głębokość
                  szczeliny, która przed obsunięciem się lodu wynosiła około 25 m, zmniejszyła
                  się do 7-10 m.

                  Miejsce wypadku wskazali koledzy uwięzionych w szczelinie, Krzysztof B. i
                  Marcin Sz., którzy zdołali o własnych siłach wydostać się z lodowej pułapki i
                  zaalarmować służby ratownicze.

                  Potężny karnisz lodowy runął do szczeliny na oczach pierwszej grupy ratowników,
                  gdy zbliżała się do miejsca wypadku.


                  Góry lubią ofiary?! Muszą je mieć? Oby przy poszukiwaniu więcej ich nie
                  było...
                  • dupekzoledny Re: I znów wypadek..na lodowcu Uzbijskim?? 21.08.05, 19:05
                    góry lubia ofiary z tych którzy ze zbyt małą pokorą do nich podchodzą.
                    • ciupazka Re: "Góra przeznaczenia" - to ciekawe! 22.08.05, 11:52
                      Góra przeznaczenia (R. Leniarski 21-08-2005 19:54}. Alpinizm.

                      Historia Reinholda Messnera zatoczyła koło. Zwłoki jego brata znaleziono w
                      miejscu, które wyklucza powszechną teorię, że w 1970 roku porzucił swojego
                      młodszego brata, skazując go na pewną śmierć w Himalajach.

                      Miesiąc temu pakistański przewodnik Samander Khan znalazł w Karakorum, na
                      ścianie zwanej Diamir, po zachodniej stronie szczytu Nanga Parbat na wysokości
                      4,600 m n.p.m. zwłoki wyparte spod śniegu i lodu przez niespotykaną od
                      dziesiątków lat odwilż. Zsunęły się tam z wysokości około 7 tys. m.

                      Resztki były bez głowy, same kości, ale z butami i w pozostałościach po kurtce
                      wiatrówce. Wszystko wskazywało na to, że wspinacz zaginął w górach bardzo dawno
                      temu.

                      Zawiadomiona grupa strażników górskich od razu domyśliła się, że Pakistańczyk
                      znalazł rozwiązanie największej tajemnicy współczesnego himalaizmu. Z pewnością
                      były to zwłoki Gunthera Messnera, młodszego brata sławy, legendy i pomnika
                      wielkiego jak Czomolungma - Reinholda Messnera, pierwszego zdobywcy Korony
                      Himalajów i pierwszego, który zdobył Mt. Everest bez wspomagania tlenem.

                      Strażnicy skontaktowali się z Reinholdem mieszkającym w swoim XIII-wiecznym
                      zamku Juval, niedaleko Bolzano. W środę Messner był na miejscu, w dolinie
                      Diamir. W piątek rozpoznał buty i kurtkę ofiary gór. Należały do jego młodszego
                      brata Gunthera.
                      ***
                      26 czerwca 1970 roku 25-letni Reinhold Messner, uczestnik wyprawy na jeden z
                      najtrudniejszych ośmiotysięczników - Nanga Parbat (8125 m npm) - zwanego Górą
                      Przeznaczenia, bo znalazło tam swoje przeznaczenie aż 62 wspinaczy, ruszył w
                      samotny atak na szczyt po radiowym pozwoleniu od kierownika wyprawy Karla Marii
                      Herrligkoffera. Obaj uznali, że trzeba zrobić to teraz, bo następnego dnia
                      będzie załamanie pogody.

                      Właściwie od tego momentu, następne dwa-trzy dni pełne są kontrowersji,
                      sprzecznych wspomnień, oskarżeń, złych emocji. A w tle tej historii są
                      bezwzględne góry, które stały się życiową obsesją Reinholda Messnera, górala z
                      Bressanone w Alto Adigo, które stały się fatum jego całej rodziny.

                      Według kierownika wyprawy Reinhold, atakując szczyt, wystrzelił czerwoną
                      rakietę, która oznaczała, że w górze jest zła pogoda, i żeby nikt za nim nie
                      szedł. Mimo to ruszył za nim spontanicznie, bez pozwolenia kierownika wyprawy
                      jego 23-letni brat Gunther. Dla obu braci była to pierwsza wyprawa na
                      ośmiotysięcznik. Gunther dogonił Reinholda i razem, zupełnie wyczerpani, weszli
                      na szczyt ściany zwaną Rupal, najwyższą ścianą skalną świata, ok. 17. Około 18
                      zaczęli mozolną wędrówkę w dół.

                      Młodszy brat, któremu brakowało nieludzkiej wytrzymałości, wręcz zwierzęcej
                      siły przetrwania cechującej Reinholda, szybko słabł. Miał halucynacje
                      spowodowane chorobą wysokościową. Reinhold - sam ledwie żywy - krzyczał na
                      niego, poganiał go, mobilizował, ale mimo tempo marszu było zbyt wolne. Nie
                      dotarli do obozu przed nocą. Musieli odpoczywać w naprędce zrobionym biwaku.

                      Następnego dnia pogoda rzeczywiście się załamała.

                      Reinhold, który przypłacił tę wędrówkę amputacją siedmiu palców i stratą
                      kilkunastu paznokci, widząc stan brata, oraz to, że nie mieli lin na zejście,
                      postanowił, że pójdą łagodniejszą drogą niż Rupal, ale dotąd nie opisaną - w
                      kierunku doliny Diamir. Po drodze musieli jeszcze raz biwakować. Nie mieli już
                      prawie w ogóle jedzenia i wody, byli na granicy śmierci. Następnego ranka 29
                      czerwca znów ruszyli w dół. Podczas schodzenia bracia rozdzielili się - to
                      znaczy Reinhold, idąc własnym tempem, zostawił za sobą brata o jakieś dwie
                      godziny marszu, bardzo często tracąc go z zasięgu wzroku. Po kilku godzinach
                      wyczekiwania na granicy lodowca wrócił po swoich śladach, ale brata nie
                      znalazł. Uznał, że Gunthera zabrała lawina w kierunku Diamir. Postanowił zejść
                      do obozu. Dotarł do niego bardziej martwy niż żywy.
                      ***
                      Dwaj niemieccy towarzysze Messnerów w wyprawie brali udział w drodze na szczyt,
                      ale nie osiągnęli go - mieli zupełnie inne zdanie o tym, co zdarzyło się w te
                      dni na Nanga Parbat.

                      Max-Engelhardt von Kienlin i Hans Saler uważają, że Reinhold - opanowany
                      obsesją zdobycia Nangi - w wyrachowany sposób doprowadził do śmierci młodszego
                      brata, zagarniając cały splendor zdobycia góry. Że kazał osłabionemu bratu
                      wracać trudniejszą ścianą Rupal w dół, gdzie czekała go pewna śmierć. Uważają
                      też, że Gunther nie zdobył góry, że Reinhold wygonił z niej młodszego brata.
                      Idący w dół w delirium Gunther nie miał lin, nie było więc żadnych szans, aby
                      dał sobie radę na ścianie Rupal, i Reinhold doskonale o tym wiedział - uważają
                      Niemcy.

                      Von Kienlin i Saler dwa lata temu opublikowali w swoim kraju książkę, w której
                      opisali własną wersję zdarzeń. Podzielili nią cały alpinistyczny świat, w
                      którym połowa wierzy Messnerowi, a połowa - Niemcom. Jednak sąd w Hamburgu -
                      zajmując się sprawą na wniosek Messnera, który zawsze energicznie protestował
                      przeciw wersji Niemców - zakazał dodruków książek obu wspinaczy. Zakazał też
                      Von Kienlinowi używania w jakiejkolwiek publikacji fragmentów rozmowy, jaką
                      miał z Reinholdem w chwili, gdy ten dotarł, niemal czołgając się do obozu w
                      Gilgit, w którym oczekiwali na alpinistów pozostali członkowie ekipy. Reinhold
                      miał wówczas wyrzęzić kilkakrotnie: "Gdzie Gunther?! Nie ma go tu?!", co
                      znaczyłoby, że starszy brat wysłał Gunthera straceńczą drogą, a sam poszedł
                      łatwiejszą. Na pewno nie zadałby takich pytań, gdyby wcześniej szukał brata, i
                      był przekonany, że porwała go lawina.

                      Von Kienlin twierdzi, że wersja z porwaniem Gunthera przez lawinę pojawiła się
                      w umyśle Reinholda później, w drodze do domu, gdy wyczerpany, poraniony,
                      załamany Tyrolczyk zastanawiał się w panice i desperacji, jak wytłumaczyć
                      rodzinie - a zwłaszcza ojcu - śmierć młodszego brata.
                      ***
                      Historia ma jeszcze jedno dno.

                      Po tej tragicznej i pamiętnej wyprawie Reinhold dochodził do siebie w domu Von
                      Kienlina. Tam poznał jego żonę Ursulę, i ją w sobie rozkochał. W 1971 roku
                      doszło do rozwodu Von Kienlinów, a w 1972 roku Ursula wyszła za mąż za
                      Reinholda. I choć małżeństwo przetrwało zaledwie pięć lat, Messner wciąż uważa,
                      że Von Kienlina popchnęła do publikacji książki zazdrość i wściekłość za
                      uwiedzenie żony.

                      Reinhold, który stwierdził po publikacji niemieckiej książki, że znajdzie ciało
                      Gunthera choćby to miało trwać 30 lat - był pod Nanga Parbat sześciokrotnie. Za
                      każdym razem szukając zwłok brata lub zdobywając górę - opisał wszystko w
                      książce "Naga góra". To, że zwłoki Gunthera znaleziono na ścianie Diamar a nie
                      Rupal, oznacza, że wersja, jaką opisał Messner, jest prawdziwa - jego młodszego
                      brata prawdopodobnie porwała lawina.

                      Von Kienlin pozostaje jednak sceptyczny. - Mam nadzieję, że będą jakieś naukowe
                      dowody, że znalezione ciało to Gunther. Nawet jeśli tak będzie, nie wiadomo
                      kiedy i jak zginął Gunther, ani jak jego ciało znalazło się się tym miejscu -
                      powiedział w niemieckich gazetach.

                      Albert Volkmann, rzecznik Salera, powiedział: - Nie wiemy, gdzie zostało
                      znalezione ciało Gunthera, tyle tylko że gdzieś na ścianie Diamir. Z mapy
                      wynika jednak, że gdyby był w górnej partii ściany Rupal, mógłby się zsunąć w
                      kierunku Diamir.

                      • ciupazka Re: "Góra przeznaczenia" - to ciekawe! 22.08.05, 11:53
                        Link do dyskusji:


                        sport.gazeta.pl/sport/72,35488,2878065.html?a=27983031&v=3#opinie
                        • ciupazka Re: Orla Perć - niebezpieczna ! 03.09.05, 11:09
                          Jeden z najtrudniejszych tatrzańskich szlaków - Orla Perć - znów okazał się
                          groźny dla wędrowców. W czwartek z przełęczy w rejonie Granatów spadł 77-letni
                          turysta. Mężczyzna trafił do szpitala. Dzień wcześniej na Orlej Perci śmierć
                          poniosła 25-letnia turystka z Jaworzna.

                          77-letni wędrowiec spadł z wysokości około 10 metrów w rejonie Pośredniego
                          Granatu. - Doznał rozlicznych urazów głowy i stracił przytomność - poinformował
                          nas Maciej Latasz, ratownik dyżurny Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia
                          Ratunkowego.

                          Na miejsce przybył śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z ratownikami
                          TOPR-u na pokładzie. Na szczęście turysta w tym czasie odzyskał już
                          przytomność. - Został zaopatrzony przez ratowników na miejscu i windą
                          wyciągnięty na pokład sokoła. Turysta helikopterem został przewieziony do
                          zakopiańskiego szpitala - dodaje ratownik Maciej Latasz.

                          Wczoraj pisaliśmy o tym, że choć w Tatrach panuje piękna pogoda, to należy
                          dobrze mierzyć siły na zamiary. Ratownicy TOPR apelują, by zwłaszcza na tak
                          trudnych szlakach, do jakich należy Orla Perć, zachowywać szczególną uwagę.
                          Wystarczy chwila dekoncentracji - i zagrożenie zdrowia lub życia rośnie
                          lawinowo. - Zwłaszcza na szlaku w eksponowanych miejscach trzeba pamiętać o
                          dobrych punktach podparcia, tak by nie doszło do potknięcia, poślizgnięcia.
                          Trzeba zachowywać szczególną ostrożność - sumuje ratownik dyżurny. (RAV)

    • ciupazka Re: I znów wypadek - Orla Perć znowu! 10.10.05, 10:11
      Śmierć w Tatrach

      Wczoraj Tatry pochłonęły kolejną śmiertelna ofiarę. Z Kozich Czubów spadł 21-
      letni turysta z Krakowa. Zginął na miejscu.

      Turysta pokonywał jeden z trudniejszych szlaków w Tatrach, Orlą Perć. W pewnym
      momencie stracił równowagę poślizgnął się i spadł w przepaść, 150 metrów w dół,
      w kierunku Doliny Pięciu Stawów. Ratownicy TOPR na miejsce zdarzenia polecieli
      śmigłowcem, ale nie mogli już pomóc.

      • billy.the.kid Re: I znów wypadek - Orla Perć znowu! 10.10.05, 11:00
        to ile już będzie w tym roku.???
        • Gość: Ciupazka Re: I znów wypadek - Orla Perć znowu! IP: *.it-net.pl 10.10.05, 15:33
          Siadoj i lic! Fto ni mo pokory i ni mo w zocy do gór, tyn tak końcy!
          Musom syćka iść na Orlom Perć, bez zodnego przygotowanio???. Niek sie
          inksi puknom w coło, kie go majom, haj! Nic i nigdy nie bee przestrogom?
          • Gość: Ciupazka Re: I znów wypadek - Orla Perć znowu! IP: *.it-net.pl 11.10.05, 11:55
            Wczoraj wykładowcy i studenci Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa
            Tischnera w Krakowie mieli wspólnie świętować przejęcie przez szkołę budynku, w
            którym niegdyś mieścił się radziecki konsulat.

            Studenci i wykładowcy WSE wpięli do klap czarne wstążki na znak żałoby po
            Janie Schoenie, 21-letnim studencie "Tischnera", który w minioną niedzielę
            zginął tragicznie, spadając w przepaść na Orlej Perci w Tatrach.

            - Trudno w to uwierzyć i jeszcze trudniej jest się z tym pogodzić - dr Jarosław
            Gowin, rektor WSE, nie krył wzruszenia. - Taką śmiercią giną najodważniejsi.

            Na uczelni ogłoszono tydzień żałoby, a dziś o godzinie 10 w kościele oo.
            Dominikanów zostanie odprawiona msza święta w intencji zmarłego studenta.

            Rektor w krótkim przemówieniu przypomniał historię budynku przy ul.
            Westerplatte wynajętego niedawno przez szkołę. Pod koniec XIX w. gmach powstał
            dla instytucji religijnej, aby służyć potrzebom najbiedniejszych mieszkańców
            Krakowa. Po I wojnie światowej w budynku zostało założone gimnazjum i liceum. -
            Następnie nastały mroczne czasy i budynek jako sowiecki konsulat stał się
            symbolem niewoli, kłamstwa i przemocy - podkreślał rektor.

            Teraz przez najbliższe 10 lat (na tyle podpisano umowę najmu) budynek będzie
            służył studentom WSE, których obecnie jest ok. 1000.

            Wczorajszą uroczystość uświetnił swą obecnością prof. Władysław Bartoszewski,
            który wygłosił wykład na temat "Homo Sovieticus 2005". (ANKO)
            • ciupazka Re: I znów wypadek - na Słowacji... 11.10.05, 12:04
              W tym samym dniu tragedia zdarzyła się także po drugiej stronie granicy, w
              słowackich Tatrach Wysokich. Po godz. 13 taternicy wspinający się na Galerii
              Gankowej powiadomili Horską Zachranną Slużbę, że widzieli sylwetkę spadającego
              z Wysokiej człowieka. Jak się okazało 55-letni Słowak próbował przetrawersować
              wschodnią ścianę Wysokiej, ale potknął się na ruchomym bloku skalnym i spadł
              250 metrów do Doliny Ciężkiej. Nie miał szans przeżyć tego upadku. Jego 61-
              letni partner utknął w ścianie i nie był w stanie się wycofać. Śmigłowiec
              współpracującej z HZS Leteckej Zachrannej Zdravotnej Slużby wysadził w ścianie
              ratownika, który pomógł mężczyźnie wydostać się z trudnego terenu, a następnie
              przetransportował zwłoki drugiego z turystów do Popradu. (KOV)
              • ciupazka Re: I znów makabra..... 11.10.05, 12:08
                To nie koniec! Makabryczne znalezisko

                Taternicy zjeżdżający Żlebem Szczerby w masywie Giewontu natknęli się w
                niedzielę na ludzkie zwłoki. Wczoraj ratownicy TOPR przetransportowali je do
                Zakopanego i przekazali policji.

                Częściowo rozłożone, a częściowo zmumifikowane zwłoki mężczyzny zauważyło
                czterech zakopiańskich taterników, którzy w niedzielę zjeżdżali Żlebem Szczerby
                opadającej ze Szczerby pomiędzy Długim Giewontem a głównym wierzchołkiem
                szczytu. Wyłaniające się ze śniegu szczątki leżały w połowie wysokości ściany,
                kilkadziesiąt metrów powyżej tzw. śmietnika. Są to najprawdopodobniej szczątki
                turysty, który spadł z kopuły szczytowej Giewontu albo próbował zejść żlebem do
                Doliny Strążyskiej.

                - Rano na miejsce wyruszyło sześciu ratowników, którzy przetransportowali
                zwłoki w noszach do podstawy ściany, a następnie znieśli do Zakopanego i
                przekazali policji - powiedział nam wczoraj ratownik dyżurny TOPR Andrzej
                Marasek. Policja zajmie się ustaleniem tożsamości mężczyzny. (KOV)
                • annah11 Re: I znów makabra..... 11.10.05, 12:41
                  fakt makabryczne!
                  • billy.the.kid Re: I znów makabra..... 11.10.05, 16:45
                    tak jakby policzył wszystkie zwłoki jakie leżą w naszych górkach zebrałoby sie
                    ładnych pare sztuk. tych nigdy nieodnalezionych.
                    • Gość: Ciupazka Re: I znów makabra..... IP: *.it-net.pl 10.11.05, 00:35
                      Zwłoki pod Giewontem

                      Wczoraj wieczorem pod skałami Giewontu znaleziono zwłoki kobiety.

                      Ciało zabezpieczyli ratownicy TOPR, ale ze względu na ciemności i powiększającą
                      się mgłę dalsza część akcji jest zaplanowana na jutro.

                      Wtedy też zwłoki zostaną zbadane przez ekipę policyjną. Na razie nie wiadomo,
                      czy było to samobójstwo, czy też górski wypadek.

                      Nie wiadomo też, czy znaleziona kobieta to zaginiona przed kilkoma tygodniami
                      uczennica jednej z zakopiańskich szkół średnich.(PP)


                      www.tygodnikpodhalanski.pl/modules.php?name=News&new_topic=7


                      • ciupazka Re: I znów wypadek ....(*) 11.11.05, 13:47
                        Spadł ze szlaku, idąc na Kościelec, mężczyzna ze Śląska (*)
                        (przed chwilą w wiadomosciach podała tvn). Czy musiał?
                        • ciupazka Re: I znów wypadek ....(*) 11.11.05, 14:06
                          ciupazka napisała:

                          > Spadł ze szlaku, idącz przełęczy Karb na Kościelec, mężczyzna ze Śląska
                          poślizgnął sie i spadł ze skutkiem śmiertelnym. (*)
                          > (przed chwilą w wiadomościach podała tvn). Czy musiał?

                          Uwaga, warunki bardzo trudne, oblodzenie szlaków, mgła, marznąca mżawka. W
                          wysokie partie gór ratownicy TOPR turystom wycieczek nie polecają.
                          • ciupazka Re: I znów wypadek ....(*) 20.12.05, 08:56
                            PAP

                            "Zwłoki 30-letniego turysty z Lubina, który w sobotę samotnie wyruszył w góry z
                            kwatery w Zakopanem, znaleziono na Rusinowej Polanie w Tatrach. Na razie nie
                            wiadomo, co było przyczyną śmierci mężczyzny - poinformował dyżurny ratownik
                            TOPR, Marcin Firczyk.
                            "Turysta leżał w śniegu na polanie. Być może zasłabł, zmarł na zawał, albo
                            zabłądził i zamarzł, bo w sobotę w Tatrach panowały bardzo trudne warunki
                            pogodowe" - powiedział TOPR-owiec.
                            Mężczyznę znaleziono o kilkanaście minut marszu od dyżurki TOPR i kaplicy na
                            Wiktorówkach.
                            Na jego ciało około godz. 13. natknęła się przypadkiem pracownica Tatrzańskiego
                            Parku Narodowego i zarazem przewodniczka tatrzańska. W tym czasie TOPR już
                            poszukiwał mężczyzny, bo jego zaginięcie zgłosił rano właściciel kwatery, na
                            którą turysta nie wrócił na noc z sobotniej wycieczki.
                            Warunki turystyczne w Tatrach są trudne, w górach trzyma silny mróz, pokrywa
                            śnieżna ma średnio od 60 do 120 cm grubości, obowiązuje - trzeci (w
                            pięciostopniowej, rosnącej skali) stopień zagrożenia lawinowego".
                            • Gość: Ciupazka Re: I znów wypadek ....(*) z głupoty... IP: *.it-net.pl 16.05.06, 08:39
                              Ku przestrodze nieodpowiedzialnym turystom!

                              W słowackich Tatrach Wysokich zginął w sobotę turysta z Łodzi. 40-letni
                              mężczyzna wpadł do Wodospadów Zimnej Wody. Był pod wpływem alkoholu.

                              Trzyosobowa grupa turystów z Łodzi raczyła się wyskokowymi napojami nad
                              malowniczymi Wodospadami Zimnej Wody. Poniżej Długiego Wodospadu jeden z nich
                              wpadł do wody, a jego koledzy pobiegli po pomoc do pobliskiej Bilikovej Chaty.
                              Pracownicy hotelu powiadomili o wypadku Horską Zachranną Sluzbę.

                              Na miejsce wyruszyła ekipa ratowników z dwoma psami lawinowymi, ale do późnych
                              godzin wieczornych poszukiwania nie przyniosły efektu. W niedzielę rano akcję
                              wznowiono. Mężczyznę znaleziono 200 m poniżej miejsca wypadku. Ciało zatrzymało
                              się na kamieniach w odległości 5 m od brzegu.

                              W dwudniowej akcji brało udział 21 ratowników i 6 psów lawinowych. W tym roku
                              był to drugi śmiertelny wypadek w Tatrach Słowackich. (KOV)

Pełna wersja