Dodaj do ulubionych

100 dni do Unii cd.

03.03.04, 20:49
100 dni do Unii
Autor: robisc
Data: 22.01.2004 20:31 + dodaj do ulubionych wątków

Wg Rzepy dokładnie za 100 dni Polska zostanie przyjęta do UE. Przyjmijmy,ze
się nie pomylili i faktycznie mamy "studniówkę". W tym wątku proponuję
codziennie wrzucać jakiś artykuł o naszych przygotowaniach do tej
wielkopomnej chwili. Wspomniałem Rzepę, więc może na pierwszy rzut pójdzie
artykuł z tej gazety. Ponieważ wieje z niego takim optymizmem, będzie dobrym
punktem wyjściowym do weryfikacji zawartych w nim faktów w kolejnch dniach.
Obserwuj wątek
    • robisc Dzień 100 - Od początku w pierwszej klasie 03.03.04, 20:50
      Dzień nr 100
      Autor: robisc
      Data: 22.01.2004 20:33 + dodaj do ulubionych wątków

      Od początku w pierwszej klasie

      Równo za sto dni Polska będzie w Unii Europejskiej. Nie wszystko jest jeszcze
      dopięte na ostatni guzik. Wiadomo jednak, że od początku będziemy mogli
      korzystać z najważniejszych przywilejów, które daje integracja.

      Ryzyko odłożenia poszerzenia Wspólnoty już nie istnieje. Wśród krajów "15"
      tylko jeszcze Holandia, Luksemburg i Grecja nie ratyfikowały traktatu
      akcesyjnego. Dwa pierwsze uczynią to w lutym, trzeci w marcu.

      Komisja Europejska w lutym przedstawi ostatnią ocenę stanu przygotowań
      kandydatów do członkostwa. Wskaże na ryzyko opóźnień w przygotowaniach do
      wykorzystania funduszy strukturalnych i dopłat bezpośrednich dla rolników.
      Jednak wiarygodne źródła w Brukseli zapewniają, że nie zostaną użyte tzw.
      klauzule ochronne, które pozbawiłyby Polskę na parę lat niektórych korzyści z
      członkostwa. Mimo opóźnień w dostosowaniu mleczarń i zakładów mięsnych do
      unijnych norm sanitarnych, zgodnie z planem 1 maja znikną kontrole towarów na
      granicy Polski z krajami UE. Unia nie będzie się także domagała zamknięcia
      zakładów przetwórstwa spożywczego, które rozpoczęły inwestycje, mające je
      unowocześnić. To bardzo dobra wiadomość.

      Od dnia uzyskania członkostwa Polacy będą mogli legalnie pracować w Wielkiej
      Brytanii, Irlandii i Danii. Rządy Szwecji, Holandii i Grecji w najbliższych
      dniach zdecydują, czy otworzyć swój rynek pracy dla nas od maja. Zapewne
      decyzje będą pozytywne. Prawdopodobnie tylko Niemcy i Austria skorzystają z
      pełnego, siedmioletniego okresu przejściowego.

      1 maja znikną też wszelkie bariery we współpracy gospodarczej Polski z
      pozostałymi krajami "25". Staniemy się częścią Jednolitego Rynku. Zdaniem
      analityków polskie firmy są dobrze przygotowane do otwartej konkurencji z
      zachodnimi przedsiębiorstwami - eksport do UE szybko rośnie, a deficyt
      handlowy z Unią w ubiegłym roku będzie o jedną czwartą mniejszy niż w 2002
      roku i wyniesie około 7 mld euro.

      Jędrzej Bielecki

      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plun_040122/plun_a_1.html
    • robisc Dzien 59 - Na początku będzie chaos... 03.03.04, 20:51
      Dzien 59 - Na początku będzie chaos...
      Autor: franzmaurer
      Data: 03.03.2004 11:02 + dodaj do ulubionych wątków

      Na początku będzie chaos tylko co będzie dalej?
      Mowiąc szczerze trudno mi sobie wyobrazic jak setki czasami specjalistycznych
      kwesti będą wyglądały po 1 maja czytając ze:

      Mimo że do akcesji pozostało 60 dni, nie jest jeszcze znana treść dużej części
      unijnego prawa. Chodzi przede wszystkim o ponad 2500 rozporządzeń UE, które od
      1 maja zaczną obowiązywać w Polsce wprost, mając nadrzędność nad prawem
      krajowym.
      [...]
      Dostęp do unijnych aktów prawnych jest dziś ograniczony. Tłumaczenia (i to nie
      wszystkie) znajdują się na stronie internetowej Urzędu Komitetu Integracji
      Europejskiej oraz bazie EuroLex. Niestety, dużą część tych dokumentów nie jest
      jeszcze zweryfikowana i uwierzytelniona. Urzędnicy nie ręczą za jakość
      wszystkich tłumaczeń
      [...]
      Mimo że do przygotowania zostało jeszcze 27 ustaw europejskich i ponad 400
      aktów wykonawczych, do 1 maja wszystko powinno być gotowe – uspokajają
      legislatorzy. Ale przepisy były tworzone w dużym pośpiechu, nietrudno więc o
      błędy legislacyjne. Nieznane są też unijne rozporządzenia, które zaczną
      obowiązywać w Polsce wprost po akcesji.

      Całość:
      www.gazetaprawna.pl/dzialy/6.html?numer=1153&dok=1153.6.3.2.1.1.0.1.htmi
      www.gazetaprawna.pl/dzialy/6.html?numer=1153&dok=1153.6.388.2.3.1.0.1.htm
    • robisc Dzien 58 - jeszcze o decyzji Eurostatu 04.03.04, 22:36
      2004.03.04 11:53
      Eurostat swoje, a Hausner swoje

      W opublikowanym we wtorek oświadczeniu Eurostat zalecił wyłączenie funduszy
      emerytalnych w rodzaju polskich OFE z bilansu finansów publicznych. W przypadku
      zrealizowania zaleceń Eurostatu deficyt polskiego budżetu wzrósłby o około 1,5
      punkta procentowego PKB. Stanowisko to ostro krytykuje wicepremier Hauser.

      Jerzy Hausner uważa, że wtorkowa decyzja urzędu statystycznego Unii (Eurostat)
      w sprawie klasyfikowania polskich otwartych funduszy emerytalnych nie
      przekreśla możliwości uznawania OFE za instytucje sektora finansów publicznych.

      "Ważne jest uzasadnienie (tej decyzji) i w moim przekonaniu to uzasadnienie
      daje nam pewne pole manewru. Jest szansa na uznanie OFE za instytucje
      publiczne" - powiedział Hauser w środę w wywiadzie dla Polskiej Agencji
      Prasowej Hausner.

      Całe zamieszanie wynikło w momencie, gdy Grzegorz Kołodko - chcąc obniżyć
      deficyt tworzonego przez siebie budżetu na 2003 rok - uznał OFE jako część
      sektora finansów, co z kolei pozwoliło mu sklasyfikować środki wpłacane z
      dotacji budżetowej do OFE jako rozchody budżetu, a nie jego wydatki. Dzięki
      kontynuacji tego „triku” w 2004 roku rząd zmniejszył papierowo deficyt
      budżetowy o 11,5 mld zł.

      Od początku znakomita większość ekonomistów i analityków rynkowych podważała
      metodologię, jaką zastosował prof. Kołodko, a której kontynuatorem jest prof.
      Hausner. Obaj profesorowie byli jednak głusi na głosy płynące z poza sfer
      rządowych. Wręcz twierdzili, że ci - którzy według Eurostatu mieli racje – są
      dyletantami ekonomicznymi. I wydaje się, że nic w tym temacie się nie
      zmieniło: "Ciągle do tego zmierzamy, aby OFE klasyfikować jako publiczne i
      problem polega na tym, aby to było możliwe. Wydaje się, że uzasadnienie daje
      pewną lukę, ale musimy to przeanalizować" - powiedział w środę Hausner.

      Po raz kolejny przedstawiciele polskiego rządu zachowują się na zasadzie
      nieomylnych wszechwiedzących świętych mężów. Taka postawa zakrawa jednak na
      śmieszność. Jak pokazują dotychczasowe dokonania obecnego rządu, należałoby
      raczej określić go mianem małowiedzącego i non stop mylącego się zgromadzenia
      pyszałków.


      Arkadiusz Droździel

      www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/20040304/59409/
      • franzmaurer Re: Dzien 58 - jeszcze o decyzji Eurostatu 05.03.04, 21:19
        robisc napisał:

        > W opublikowanym we wtorek oświadczeniu Eurostat zalecił wyłączenie funduszy
        > emerytalnych w rodzaju polskich OFE z bilansu finansów publicznych.

        BTW nie wiem czy dobrze słyszałem - PiS Brothers ma w swoim programie
        rozwalenie systemu obowiązkowych OFE... Gdyby jakimś cudem doszli do władzy
        stacie z lobby ubezpieczeniowo-bankowym byłoby ciekawe...
        • robisc Re: Dzien 58 - jeszcze o decyzji Eurostatu 06.03.04, 00:23
          franzmaurer napisał:

          > BTW nie wiem czy dobrze słyszałem - PiS Brothers ma w swoim programie
          > rozwalenie systemu obowiązkowych OFE... Gdyby jakimś cudem doszli do władzy
          > stacie z lobby ubezpieczeniowo-bankowym byłoby ciekawe...

          Chyba nie mają wielkich sazns. Poza tym o co chodzi - przecież to reforma AWS
          stworzyła OFE - i od razu dodajmy jedyną udaną z tzrech reform, która uchroniła
          część naszych przymusowo odkładanych na emeryturę składek, od wrzucenia do
          wspólnego wora bez dna zwanego ZUS-em.
          • franzmaurer Re: Dzien 58 - jeszcze o decyzji Eurostatu 06.03.04, 07:39
            robisc napisał:

            > Chyba nie mają wielkich sazns. Poza tym o co chodzi - przecież to reforma AWS
            > stworzyła OFE - i od razu dodajmy jedyną udaną z tzrech reform, która
            > uchroniła część naszych przymusowo odkładanych na emeryturę składek, od
            > wrzucenia do wspólnego wora bez dna zwanego ZUS-em.

            Kluczowe w tym zdaniu jest stwierdzenie "przymusowo odkładanych" które neguje
            sens tej reformy:
            - system który jest przymusowy niemal z definicji nie jest efektywny co już
            widać.
            - pierwsze zakusy na to by wstrzymać transfer z ZUS do OFE już były - vide
            minister Kaczmarek. Dziesiątki miliardów żywej gotówki rocznie to wielka pokusa
            dla politykierów każdej opcji - jeśli znajdziemy się w sytuacji "argentyńskiej"
            to właśnie te pieniądze staną się ostatnią deską ratunku dla Władzy Ludowej,
            obojetnie skąd będzie pochodziła.
            - ustawa nie jest rozwiązaniem kompletnym - nie ma towarzyszącej ustawy o
            Zakładach Emerytalnych które pierwszych przechodzących na emerytury z II-filara
            okradną w miarę aktualnych potrzeb państwa może z 10-ciu a może i z 50-ciu
            procent pobieranej emerytury.
    • robisc Dzień 57 - pieprzenie Verheugena 05.03.04, 20:44
      Verheugen/ Alarmujący i niebezpieczny spadek poparcia dla integracji


      05.03.2004 Szczecin (PAP) - Alarmujący i wysoce niebezpieczny jest - w ocenie
      komisarza ds. rozszerzenia Unii Europejskiej Guentera Verheugena - spadek
      poparcia dla integracji europejskiej, obserwowany ostatnio w Polsce i
      Niemczech.

      Komisarz, któremu w piątek nadano tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu
      Szczecińskiego, przyznał, że jest bardzo zaniepokojony tymi tendencjami.

      "Przyszłość jest w Unii Europejskiej i z Unią Europejską. Kto pragnie silnej
      Polski, musi na stałe zakotwiczyć w Unii" - przekonywał. Verheugen apelował, by
      Polacy i Niemcy, mimo wciąż żywych, wzajemnych uprzedzeń, wspólnie popierali
      integrację i wspólnymi siłami próbowali odciąć się od populistów, niechętnych
      zjednoczonej Europie.

      "Rozszerzenie umacnia nas, a nie osłabia" - podkreślił komisarz. [powrót]
      • franzmaurer Re: Dzień 57 - pieprzenie Verheugena 05.03.04, 21:37
        robisc napisał:

        > "Rozszerzenie umacnia nas, a nie osłabia" - podkreślił komisarz.
        Szczery jest... nie powiedział co rozumie jako "nas" ???

        Jest taki fajny materiał z 2002 roku dostępny pod:

        europa.eu.int/comm/commissioners/schreyer/speeches/donaueschingen_230202_en.pdf

        Michaele Schreyer
        Member of the Commission responsible for the budget
        Donaueschingen Regional Talks, 2002

        What changes will enlargement bring? In 2006, enlargement to include tennew
        Member States - eight central and eastern European countries, plus Cyprus and
        Malta - will cost the existing Member States an extra 0.08% oftheir GDP in
        contributions to the EU budget.
        [...]
        All the Member States except the UK will bear an equal shareof the costs of
        enlargement. Yet the immediate economic benefits will notbe equally
        distributed.

        a tu jest fajne:
        Economically speaking, the main beneficiaries will be Austria and Germany.
        The resultant boost to economic growth in Germany is estimated at 0.5 % of
        GDP. In other words, economic benefitsgreatly outweigh costs.
        [...]
        WE GERMANS SHOULD BE THE FIRST TO STRIVE TO REALISE THIS DREAM

        itepe itede chrzanienie...
        Nie jestem czytelnikiem Naszego Dziennika ani żadnym giertchowco-lepperowcem
        ale szlag mnie trafia kiedy patrzę na trzeźwo na to ile Niemcy zyskają na
        sprzedaży np. różnych technologii w związku koniecznością wypełnienia norm
        unijnych i ile dodatkowo zyskają na zbliżeniu do Rosji która jest ich głównym
        celem ekspansji handlowo-techologicznej...
        • vico1 Re: Dzień 57 - pieprzenie Verheugena 05.03.04, 22:40
          Spogladanie zazdrosnym okiem na sasiadow...ile oni na nas zarobia?
          Jest to dolegliwosc, ktorej sie trzeba jak najszybciej pozbyc. Warto sie
          zastanowic, jak najlepiej wykorzystac nowa sytuacja dla siebie. Dlaczego w
          Irlandii przedsiebiorcy rodza sie jak grzyby po deszczu, podczas gdy na
          kontynencie liczba bankructw wciaz rosnie?
          Widocznie jednym Unia szkodzi, innym sluzy.

          • franzmaurer Re: Dzień 57 - pieprzenie Verheugena 05.03.04, 22:44
            vico1 napisał:

            > Dlaczego w Irlandii przedsiebiorcy rodza sie jak grzyby po deszczu, podczas
            > gdy na kontynencie liczba bankructw wciaz rosnie?

            Sprawdź skale podatkowe to się dowiesz wink
            • vico1 Re: Dzień 57 - pieprzenie Verheugena 06.03.04, 10:54
              Czy to jest takie proste? Wezmy ranking w UE pod wzgledem wysokosci podatkow (%
              od PKB). Dane z konca lat 90tych.
              www.europarl.eu.int/workingpapers/budg/100/chap6a_en.htm#T21
              Okazuje sie, ze w krajach skandynawskich podatki stanowia do okolo 50%PKB
              (rekordzistka jest Szwecja), w Irlandii okolo 30%, a w Niemczech troche powyzej
              20%. I to pomimo legendarnego niemieckiego socjalu.

              Podatki w Polsce i tak sie rewolucyjnie nie zmniejsza, niezaleznie kto rzadzi.
              Groziloby to wybuchem niezadowolenia spolecznego.
              Warto wiec przeanalizowac, dlaczego (mimo wszystko) przesiebiorczosc w Irlandii
              kwitnie.
      • franzmaurer Dzień 56 - bez komentarza :( 07.03.04, 15:21
        fakty.interia.pl/news?inf=479279
        Polska znów najgorsza

        Unia uznała telefony, komputery i internet za kluczowe narzędzia modernizacji
        społeczeństw i gospodarki. Polska w tej dziedzinie znalazła się na ostatnim
        miejscu pośród krajów kandydujących.
        Liczba komputerów osobistych na 100 mieszkańców sięgnęła w Polsce w zeszłym
        roku zaledwie 12,5, podczas gdy w krajach Piętnastki przewyższyła 36, w
        Słowenii 31, w Czechach 20. Spośród krajów przystępujących do Unii w tym roku
        tylko Węgry są w nieco gorszej sytuacji niż Polska - wynika z unijnego raportu
        o wdrażaniu telefonii i komputeryzacji.
        Pod względem liczby użytkowników internetu Polska jest już zdecydowanie na
        końcu stawki (14 na 100 mieszkańców według ITU, 23 - według polskiego rządu).
        Przoduje Słowenia, zbliżająca się szybkimi krokami do 50, podczas gdy średnia
        dla obecnej unijnej Piętnastki sięga 40. Powyżej 30 mają też Cypr, Estonia,
        Czechy i Malta.
        Usprawiedliwieniem nie może być cena komputera, bowiem wśród krajów
        przystępujących do UE Polska należy do tych o bardziej przystępnych
        cenach "pecetów". Nawet w bogatej Słowenii przeciętna cena komputera osobistego
        sięga 86 proc. średniego wynagrodzenia, podczas gdy w Polsce 83 proc. W Estonii
        jest to 184, w Słowacji 164, w Czechach 146, a na Węgrzech 125 proc. - podano w
        raporcie.

        Niezaprzeczalną barierą rozwoju internetu w Polsce jest natomiast cena
        połączenia z siecią: 20,5 proc. średniego wynagrodzenia za 20 godzin dostępu w
        miesiącu w Polsce, 0,8 proc. na Cyprze, 5,5 proc. w Czechach, 15 proc. w
        Słowacji. Ale też Polacy są skłonni wydawać na ten cel o połowę mniejszy
        odsetek swoich dochodów (2,9 proc.) niż Łotysze i o jedną trzecią mniejszy niż
        Czesi, Estończycy czy Słowacy.

        Choć nasycenie stacjonarnymi liniami telefonicznymi jest w Polsce wciąż
        przeszło półtora raza niższe od średniej unijnej - sięga 34 na 100 mieszkańców,
        w zeszłym roku zaczęło się obniżać. Dla porównania w Czechach po okresie
        zastoju znów wzrosło do 40/100.
        Polska ma nadal zaległości w rozwoju telefonii komórkowej. Liczba jej abonentów
        sięgnęła 40 na 100 mieszkańców w porównaniu ze średnią unijną bliską 80 oraz
        jeszcze wyższymi wskaźnikami w Czechach i Słowenii. Telefony komórkowe są
        powszechniejsze niż w Polsce także na Węgrzech, Estonii i Litwie. Porównywalny
        wskaźnik ma tylko Łotwa.
        Sondaże wykazały także, że Polska ma wśród krajów przystępujących do Unii
        najwyższy odsetek ludności przyznającej się do tego, że nie potrafi posługiwać
        się komputerem (30 proc.) i uważającej, że zwartość internetu jest nieprzydatna
        (32 proc.)
        Trudno się dziwić, skoro w szkołach podstawowych było 3,1 komputera na 100
        uczniów - o jedną trzecią więcej niż w 2001 roku. Niewiele ponad połowę tych
        komputerów miała podłączenie do sieci. W Czechach wskaźnik "nasycenia" szkół
        podstawowych komputerami sięgał w 2003 roku 8,9 i był przeszło dwa razy wyższy
        niż dwa lata wcześniej.
        Zatem startując z wyższego poziomu Czesi dokonali większego wysiłku w tej
        dziedzinie, podobnie zresztą jak Słoweńcy czy Węgrzy. Niewiele lepiej jest w
        polskich szkołach średnich, w których było w zeszłym roku 3,7 komputera na 100
        uczniów, podczas gdy na Węgrzech 14,4, a w Czechach 9,5.
        Unia zachęca do tworzenia "punktów publicznego dostępu do internetu". Polska,
        mając prawie cztery razy więcej ludności niż Czechy, utworzyła takich punktów
        16 razy mniej (odpowiednio 0,32 i 0,02 na 1000 mieszkańców). Nawet w
        półtoramilionowej Estonii jest takich punktów - w liczbach bezwzględnych -
        więcej niż w Polsce.
        Jednym z niewielu optymistycznych rezultatów badań był stosunkowo wysoki
        odsetek indywidualnych użytkowników internetu w Polsce, którzy używają go do
        pobierania (26 proc.), wypełniania i odsyłania (16 proc.) oficjalnych
        formularzy. Również praktyka używania sieci przez polskie firmy nie odbiega
        znacząco od średniej dla regionu. Rzadziej natomiast używa komputerów polska
        służba zdrowia.

        Kiepsko z finansami
        Polska jest też najgorszym krajem wśród państw wchodzących do UE pod względem
        stanu finansów oraz korupcji - pisze w najnowszym numerze niemiecki "Focus".
        Tygodnik powołuje się na unijny raport, który w przyszłym tygodniu ma zostać
        przyjęty przez Europejski Parlament.
        To Polska jest nr 1 pod względem deficytu budżetowego - możemy przeczytać w
        prawie 60-stronicowym raporcie.
        Polskim politykom zarzuca się głównie złe zarządzanie pieniędzmi. Unijni
        eksperci są zdania, że Warszawa nie zrobiła wiele, by zredukować rozdętą do
        granic możliwości administrację.

        W Polsce - zdaniem dziennikarzy "Focus" - nie robi się też wiele, by zwalczyć
        szalejącą korupcję. W efekcie Bruksela może obciąć Polsce część pieniędzy,
        które mamy otrzymać przede wszystkim na rolnictwo. Polsce grozi wtedy
        dramatyczny wzrost bezrobocia. Niemieccy parlamentarzyści zamierzają zaapelować
        do polskich polityków o szybkie przeprowadzenie reform.
        • cesarok Re: Dzień 56 - bez komentarza :( 07.03.04, 16:03
          franzmaurer napisał:

          > Niezaprzeczalną barierą rozwoju internetu w Polsce jest natomiast cena
          > połączenia z siecią: 20,5 proc. średniego wynagrodzenia za 20 godzin dostępu
          > miesiącu w Polsce, 0,8 proc. na Cyprze, 5,5 proc. w Czechach, 15 proc. w
          > Słowacji.

          Rozwój internetu na pewno przyśpieszy po obłożeniu 22% stawką podatku VAT, co
          uchwalił niedawno nasz Senat wink

          > W Polsce - zdaniem dziennikarzy "Focus" - nie robi się też wiele, by zwalczyć
          > szalejącą korupcję. W efekcie Bruksela może obciąć Polsce część pieniędzy,
          > które mamy otrzymać przede wszystkim na rolnictwo. Polsce grozi wtedy
          > dramatyczny wzrost bezrobocia. Niemieccy parlamentarzyści zamierzają
          > zaapelować do polskich polityków o szybkie przeprowadzenie reform.

          Coraz częsciej będziemy słuchać o rozmaitych próbach obcięcia tych niewielkich
          dopłat, które nasi biedni rolnicy otrzymali w Traktacie Akcesyjnym.
          Oooo, nawet zauważyli, że może nastąpić dramatyczny wzrost bezrobocia -
          ciekawe. To Hausnera mamy z głowy - sam słyszałem jak z trybuny sejmował
          zapowiedział swoje odejście gdyby bezrobocie miało wzrosnąć po wejściu do UE.
        • franzmaurer Dzień 55 - burdel graniczny ;) 08.03.04, 15:20
          www.pb.pl/content.aspx?sid=puls_dzis&id=282022
          Józef Oleksy, minister spraw wewnętrznych, czeka na odpowiedź na pytanie: jak
          to się stało, że granice Polski mają być chronione przez radary niemieckiego
          Atlasa, podczas gdy to Ster-Projekt wygrał przetarg. Też jesteśmy ciekawi
          wyników kontroli.
          Sprawa wyboru niemieckiej firmy Atlas, która mimo przegrania przetargu ma
          dostarczyć Polsce wart 200 mln zł radarowy system ochrony granicy morskiej, być
          może zostanie wyjaśniona. Departament Kontroli Ministerstwa Spraw Wewnętrznych
          i Administracji (MSWiA) już sprawdza postępowanie.

          — Czynności kontrolne zostały rozpoczęte i nadal trwają. Procedury obowiązujące
          podczas rozstrzygania przetargów finansowych z funduszy pomocowych wymagają
          dogłębnej analizy dokumentów zgromadzonych w instytucji kontraktującej oraz u
          beneficjanta kontraktu — poinformowała nas Alicja Hytrek, rzecznik resortu.

          W tej sprawie do Sejmu wpłynęła też interpelacja Stanisława Janasa (SLD),
          przewodniczącego sejmowej Komisji Obrony, który żąda wyjaśnień.

          Kontrowersji nie brak

          Temat opisaliśmy dwa tygodnie temu. Przetarg na budowę systemu wygrała firma
          Ster-Projekt, jednak Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej (PKE) odrzuciło
          dwukrotną rekomendację komisji przetargowej i uznało, że oferta Ster-Projektu
          jest nieważna z powodów administracyjnych. MSWiA, tłumacząc się napiętymi
          terminami, podpisało więc umowę z niemieckim Atlas Elektronik (w konsorcjum z
          Warszawskim Przedsiębiorstwem Robót Telekomunikacyjnych) — firmą, której oferta
          była oceniona jako druga.
          Kontrowersji nie brakuje. Według naszych informacji, komisja przetargowa uznała
          za gorszą ofertę Atlasa nie tylko z powodu wyższej ceny, ale też z powodów
          merytorycznych. W interpelacji Stanisław Janas napisał, że radary oferowane
          przez Atlasa nie spełniały wymogów, podczas gdy Ster-Projekt zaproponował
          sprawdzone radary firmy Therma. Gdy dodamy do tego, że przy przetargu pracował
          niezależny obserwator z Niemiec, wydelegowany przez Komisję Europejską,
          podpisanie umowy z firmą z tego kraju, która przegrała, wydaje się co najmniej
          problematyczne.
          „Jak możliwe było całkowite pominięcie zdecydowanego stanowiska komisji
          przetargowej? Dlaczego — skoro uznano, że ustalenia komisji przetargowej są
          błędne — nie unieważniono przetargu, a zamiast tego zawarto umowę z niemiecką
          firmą Atlas w sposób, jakby to ona zwyciężyła w przetargu?” — pyta Stanisław
          Janas.

          Kto tu kłamie
          Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej zdecydowanie zaprzeczyło zarzutom o
          manipulowanie przetargiem. Podkreśliło, że miało obowiązek odrzucić ofertę Ster-
          Projektu z powodu braków w dokumentacji. Tymczasem Ster-Projekt (list od firmy
          poniżej) twierdzi, że PKE nagina fakty, a dokumenty w ofercie spełniały wymogi.
          Ktoś musi kłamać. Może kontrola wykaże, kto.
    • robisc Dzień 54 - wreszcie dobre wieści 08.03.04, 18:52
      Od 1 maja nie będzie ceł antydumpingowych na eksport do 25 krajów poszerzonej
      Unii
      Polscy producenci gotowi

      1 maja znikną cła antydumpingowe, które przez lata uniemożliwiały sprzedaż do
      krajów "15" polskich palet, sznurka do snopowiązałek, wyrobów stalowych,
      nawozów i innych hitów eksportowych. Otworem stają także rynki Czech, Węgier,
      Słowacji i innych państw przystępujących do Wspólnoty. Setki polskich firm jest
      już gotowych do odzyskania utraconych klientów.

      Z nowych możliwości pierwsi skorzystają producenci palet. Właśnie wygasa karne
      cło na ich sprzedaż do krajów "15". Przedłużenie restrykcji wymagałoby
      rozpoczęcia przez Brukselę skomplikowanej procedury. To zaś nie ma sensu, bo
      cła antydumpingowe mogą obowiązywać tylko do 1 maja. Między krajami
      członkowskimi są zakazane, bo Komisja Europejska dba, aby w całej Unii
      obowiązywały identyczne reguły konkurencji.

      Europalety

      Przed wprowadzeniem 5 lat temu karnych opłat, produkcją i eksportem tzw.
      europalet zajmowało się blisko 120 firm zatrudniając ponad 5 tysięcy osób. Po
      wprowadzeniu restrykcji produkcja na eksport zasadniczo zmalała. Nasz kraj,
      mimo wszystko, utrzymał trzecią, po Niemcach i Włochach, pozycję w dostawach
      europalet na rynek unijny. Dlatego Ministerstwo Gospodarki spodziewa się, że w
      krótkim czasie odbudujemy i przekroczymy dawny poziom eksportu do Unii. Za 2 -
      3 lata może osiągnąć 200 - 300 milionów euro rocznie (w 2003 roku - 120 mln
      euro).

      W 1999 roku 30 czołowych producentów utworzyło Narodowy Komitet, będący częścią
      EPAL- Europejskiej Organizacji Producentów Europalet. Uzyskał on prawo do
      używaniu znaku niemieckiej kolei. - Akcesja jest dla nas szansą, gdyż od kilku
      lat inwestowaliśmy w swoje firmy po to, by działać zgodnie z unijnymi
      standardami, takimi jakich wymaga EPAL - zapewnia Roman Malicki, prezes
      Narodowego Komitetu. Osłabienie złotego dodatkowo poprawiło konkurencyjność
      polskiej oferty.

      Nawozy

      Po 1 maja powinien szybko ruszyć polski eksport nawozów azotowych. Tego dnia
      znikną karne cła na sprzedaż dwóch podstawowych nawozów: UAN i saletry
      amonowej. Wzrost eksportu powinien być tym większy, że Unia stosuje wysokie cła
      antydumpingowe na import nawozów (głównie mocznika i UAN), m.in. z Białorusi,
      Rosji i Ukrainy, a także Algierii, Bułgarii, Libii, gdzie zdaniem Brukseli ceny
      energii są dużo niższe od światowych, co umożliwia dumping. Polscy rolnicy
      obawiają się, że gdy te karne cła obejmą także Polskę, ceny nawozów wzrosną.
      Ministerstwo Gospodarki posłuchało jednak producentów nawozów i nie wystąpiło
      do Brukseli o okres przejściowy we wprowadzeniu karnych opłat na import saletry
      amonowej z Rosji i Białorusi. Poprosiliśmy jedynie o przejściowe rozwiązanie
      wobec chlorku potasu, który jest komponentem do produkcji nawozów sprowadzanym
      po niskich cenach zza wschodniej granicy.

      Produkty stalowe

      Od 11 lat Unia utrzymuje wysokie cła na import z Polski produktów stalowych. Do
      dziś obowiązują one na stalowe liny i druty, a także rury ze szwem i bez szwów.
      W ramach preferencyjnych kontyngentów polscy producenci mogli np. sprzedawać
      jedynie 29 tys. ton rur rocznie. Romuald Talarek, prezes Hutniczej Izby
      Przemysłowej (HIP) uważa, że brak atrakcyjnych rynków eksportowych i ciągłe
      ryzyko, że Bruksela wprowadzi cła antydumpingowe na nowe produkty, był bardzo
      ważnym powodem, dla którego polskie huty ograniczyły produkcję i inwestycje w
      modernizację zakładów. W ostatnich 5 latach import wysokiej jakości rur do
      Polski podwoił się osiągając w 2003 roku 89 tys. ton rocznie.

      Czy teraz polskie huty zdołają odzyskać utracone rynki? Romuald Talarek jest
      optymistą. W doskonałym momencie przychodzi przejęcie PHS przez koncern LNM,
      który ma środki na modernizację i liczy na podbicie unijnego rynku. Warunki do
      rozwoju sprzedaży są tym większe, że podobnie jak w przypadku nawozów Bruksela
      chroni swój rynek produktów stalowych przed importem z krajów, gdzie ceny
      energii są bardzo niskie. Długa lista karnych ceł stosowanych przez Unię
      zawiera m.in. blachy walcowane z Indii, Rumunii i Chin, stalowe liny i druty z
      Rosji, RPA, Meksyku, Indii i Chin, rury bez szwu z Chorwacji, Rumunii, Rosji i
      Ukrainy.

      Cukier i wieprzowina

      1 maja cła antydumpingowe przestaną obowiązywać na import z polski sznurka
      polipropylenowego. Polscy producenci już zawierają kontrakty na dostawy przed
      tegorocznymi żniwami. Przed polskim przemysłem spożywczym otwierają się także
      rynki zbytu krajów, które jednocześnie z Polską przystępują do Unii. To dobra
      wiadomość dla cukrowni i producentów wyrobów cukierniczych. Za 6 tygodni znika
      zaporowe (83 - 163 proc.) cło na import izoglukozy i jej przetworów z Czech.
      Słowacja znosi ograniczenia na import cukru z Polski. Zaporowe cło na cukier
      wprowadziły także Węgry. Z wysokich (45 proc.) ceł na import polskiej
      wieprzowiny musi zrezygnować Łotwa.

      Zapalniczki i rowery

      Dla polskich producentów szansą jest objęcie naszego kraju unijną ochroną przed
      importem tanich produktów konsumpcyjnych z Azji Południowo-Wschodniej i innych
      państw rozwijających się. -Bruksela utrzymuje cła antydumpingowe na import
      zapalniczek z Chin, Tajwanu, Indonezji, Filipin - cieszy się Waldemar Budzyński
      z firmy "Budzyńscy", która jest jedynym dużym producentem zapalniczek w krajach
      przystępujących do Unii. W obecnej Wspólnocie działa 5 fabryk
      zapalniczek. "Budzyńscy" wytwarza do 2 mln zapalniczek rocznie, z czego co
      piąta trafia do klientów w Czechach i Słowacji.

      Podobna szansa otwiera się też przed Krossem z Przasnysza, największym
      producentem rowerów w Polsce. Już teraz Kross eksportuje 40 proc. produkcji, z
      czego 90 proc. do krajów "15". - Staniemy się bardziej konkurencyjni wobec firm
      chińskich i tajwańskich pod warunkiem, że Komisja Europejska zwolni nas z cła
      antydumpingowego na części, które stamtąd sprowadzamy - mówi Michał Rogatko z
      firmy Kross. Bruksela już zgodziła się na okres 6-miesięczny we wprowadzeniu
      ceł na części z Chin oraz ponowną analizę, czy warto je w ogóle utrzymać.

      Jędrzej Bielecki, Lidia Oktaba
      • przycinek.usa nie ciesz sie tak. 08.03.04, 19:42
        Jedna wielka korupcja
        08.03.2004 08:30 (aktualizacja 08:44)

        Korupcja i finanse - dramat! / RMF FM
        Polska jest najgorszym krajem z państw wchodzących do UE pod względem stanu
        finansów oraz korupcji - pisze w najnowszym numerze niemiecki "Focus". Tygodnik
        powołuje się na raport, który w przyszłym tygodniu ma zostać przyjęty przez
        Europejski Parlament.

        To Polska jest nr 1 pod względem deficytu budżetowego - możemy przeczytać w
        prawie 60-stronicowym raporcie. Polskim politykom zarzuca się głównie złe
        zarządzanie pieniędzmi, a unijni eksperci są zdania, że Warszawa nie zrobiła
        wiele, by zredukować rozdętą do granic możliwości administrację.

        W Polsce - zdaniem dziennikarzy "Focusa" - nie robi się też wiele, by zwalczyć
        szalejącą korupcję. W efekcie Bruksela może obciąć Polsce część pieniędzy,
        które otrzymamy przede wszystkim na rolnictwo. Polsce grozi wtedy dramatyczny
        wzrost bezrobocia. Niemieccy parlamentarzyści zamierzają zaapelować do polskich
        polityków o szybkie przeprowadzenie reform.

        (RMF FM)

      • przycinek.usa nie ciesz sie tak2 08.03.04, 19:43
        ZUS: ZUS zwiększy bezrobocie
        08.03.2004 16:19

        ZUS zwiększy bezrobocie / RMF FM
        Business Centre Club, organizacja zrzeszająca prywatnych przedsiębiorców,
        uważa, że planowana od przyszłego roku podwyżka składek ZUS dla osób
        prowadzących działalność gospodarczą uderzy najsilniej w firmy o średnich
        dochodach.

        "Ta zmiana podniesie koszty pracy. Skutkiem może być wzrost bezrobocia" -
        powiedział w poniedziałek podczas konferencji prasowej wiceprezes BCC Zbigniew
        Żurek.

        BCC argumentuje, że zasady liczenia należnej składki ZUS dla przedsiębiorców,
        według podatku dochodowego zapłaconego w poprzednim roku, może doprowadzić do
        zamknięcia wielu przedsiębiorstw. "Jeśli ktoś teraz ma zysk, a w następnym roku
        wygeneruje stratę, to jak sobie poradzi" - pytał Żurek.

        Według projektu nowelizacji ustawy o ubezpieczeniach społecznych dla części
        osób prowadzących działalność gospodarczą minimalny deklarowany dochód,
        stanowiący podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie, będzie wynosił nie 60,
        lecz 90 proc. albo 120 proc. przeciętnego wynagrodzenia.

        Podstawą do określenia, kto powinien być zobowiązany do deklarowania dochodu
        wyższego niż 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia ma być wysokość zapłaconego
        podatku. Stąd też proponowane kwoty podatku w wysokości odpowiednio 4750 i 6190
        zł - informuje ministerstwo gospodarki, pracy i polityki społecznej.

        Obecnie osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą płacą ZUS do 677 zł.
        Po zmianach, osoby o miesięcznych dochodach 2-2,7 tys. zł zapłacą około 1015
        zł, a o dochodach przekraczających 2,7 tys. zł - 1353 zł.

        W uzasadnieniu do projektu ustawy ministerstwo nie podaje liczby
        przedsiębiorstw, których może dotyczyć podwyżka składek ZUS. Informacji takich
        nie podaje również biuro prasowe ZUS.
        (PAP)
    • robisc Dzień 53 -rynek leków 09.03.04, 20:41
      "Życie Warszawy"/ Polska bez leków


      09.03.2004 Warszawa (PAP) - Tysiące polskich leków może zniknąć z aptek.
      Zostało zbyt mało czasu, by leki przeszły rejestrację według przepisów Unii
      Europejskiej - pisze "Życie Warszawy".

      Unia Europejska wyraziła zgodę na zastosowanie okresu przejściowego wobec
      polskiego przemysłu farmaceutycznego do 31 grudnia 2008 r. W ten sposób
      rejestrację musi przejść 13 tysięcy krajowych specyfików, czyli co roku
      zarejestrowanych musi być przynajmniej 3 tys. leków. "Nie ma szans, by zdążyć" -
      mówi Cezary Śledziewski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu
      Farmaceutycznego. "Teraz rejestrujemy ok. 600 do 800 leków rocznie. Trzy
      tysiące to absurd" - pisze gazeta.

      Do końca kwietnia Urząd Rejestracji musi zewidencjonować 1500 leków, żeby te w
      ogóle mogły być objęte okresem przejściowym. To także niewykonalne. W procesie
      rejestracji są koszmarne opóźnienia. "Urząd nie jest przygotowany na taką
      pracę. Wystarczy tam pójść i zobaczyć, w jakich warunkach pracują ludzie" -
      złości się Śledziewski. Stracą producenci, którzy będą musieli wycofać
      medykamenty z rynku na kilka lat, i nasz budżet, bo w sprzedaży znajdą się leki
      zagraniczne. Straty mogą sięgnąć nawet 2 miliardów złotych - informuje
      dziennik.

      "Nie wyobrażam sobie, by w aptekach zabrakło polskich leków. Niektórych
      producentów nie będzie stać na rejestrację za granicą, chociaż będą mieli taką
      możliwość. A przy tym pracę straci mnóstwo osób" - mówi Mirosława Ostrowska,
      kierownik apteki przy ul. Szpitalnej w Warszawie. Cezary Śledziewski zapewnia,
      że Unia Europejska nie zmieni zdania - podaje "Życie Warszawy". [powrót]

      [Ochrona zdrowia
      • franzmaurer Dzień 52 - UE: wykosić ile się da...? 10.03.04, 12:31
        Może ktoś znajdzie jakiegoś linka do zagranicznej publikacji po ta tutaj jest
        za Naszym Dziennikiem wink
        Jeśli to prawda to kurna... znowu mi się nóż otworzył... jak czytam takie
        rzeczy to się poważnie zastanawiam nad zdobyciem szwajcarskiego paszportu, będe
        sobie mieszkał w środku Europy ale jakoś tak z dala od przeregulowanego gnoju
        jaki chcą zrobić Komisarze Ludowi z Brukselii...

        www.ppr.pl/displayResource.do?_resourcePK=86821
        Eliminacja z rynku?

        Komisja Europejska sporządziła projekt dokumentu, który zmusi nasze zakłady
        przetwórcze do wstrzymania eksportu nawet na rynki państw trzecich, tzn. spoza
        UE.
        Komisja Europejska chce wykluczyć z eksportu do krajów trzecich, tzn. spoza
        Wspólnoty, zakłady, które otrzymały okresy przejściowe na spełnienie unijnych
        wymagań. Produkty przez nie wytwarzane mają zostać opatrzone kwadratowymi
        pieczęciami z napisem "tylko na rynek krajowy". Projekt Brukseli to kolejny
        fortel zmierzający do przejęcia rynków należących dziś do producentów państw
        kandydackich, w tym również, a możeprzede wszystkim - zważywszy na największy
        potencjał ludnościowy - polskich. Dla 158 naszych zakładów przetwórstwa
        rolniczego może to oznaczać bezpowrotną utratę statusu eksportera i eliminację
        z rynku.

        Zakłady, które zamierzały dostosować się do unijnych norm do czasu akcesji
        Polski do UE, ale tego nie zrobiły i otrzymały okresy przejściowe, może czekać
        niemiła niespodzianka. Komisja Europejska sporządziła już projekt dokumentu, w
        którym zamierza wstrzymać prowadzony przez nie na dotychczasowych zasadach
        eksport m.in. do naszych wschodnich sąsiadów. I tak produkty wytwarzane w
        okresie przejściowym będą musiały być specjalnie znakowane. Widnieć ma na nich
        kwadratowa pieczęć z napisem "tylko na rynek krajowy". Jacek Leonkiewicz, radca
        głównego lekarza weterynarii, wyjaśnia, że będzie to równoznaczne nie tylko z
        eliminacją eksportu na rynek unijny, ale także do tzw. państw trzecich.

        Problem jest poważny, dotyczy bowiem 112 zakładów mięsa czerwonego, 12 zakładów
        mięsa białego, 24 mleczarni i 10 zakładów przetwórstwa ryb - w sumie 158 firm,
        które otrzymały sześcio-, dziewięcio- lub dwunastomiesięczne okresy
        przejściowe.

        Pieczątki na produktach mają pojawić się już w maju tego roku. Cały czas trwają
        jednak starania, by zamiast napisu "tylko na rynek krajowy" znalazł się inny -
        "nie dotyczy rynku wspólnotowego". Czy jednak Komisja Europejska zgodzi się na
        takie rozwiązanie?

        Leonkiewicz informuje, że o decyzjach Komisji dowiemy się w ciągu najbliższego
        miesiąca.
        Przewodniczący Komisji Porozumiewawczej ds. Mleka Stefan Bartela uważa, że w
        wyniku umieszczenia pieczęci i wstrzymania eksportu powstanie poważny problem
        ze zbytem wyrobów. W konsekwencji zakłady, szczególnie te zajmujące się
        eksportem do krajów spoza Unii, mogą nie mieć pieniędzy na planowaną
        modernizację, a tym samym nie wywiązać się z wcześniejszych zobowiązań.
        Dodatkowym zagrożeniem jest bezpowrotna utrata rynków zbytu w krajach trzecich.

        Po 1 maja takie symbole jak kwadratowe pieczęcie znajdziemy jednak nie tylko na
        artykułach spożywczych. Znakowane mają być wszystkie produkty trafiające na
        rynek. Natomiast od kategorii zakładu zależeć będzie kształt pieczęci, jaką
        zostaną opatrzone wytwarzane przez nie towary. W sumie będziemy mieć do
        czynienia z trzema rodzajami pieczęci. Oprócz kwadratowych funkcjonować będą
        jeszcze okrągłe i owalne. Okrągłymi pieczątkami znakowane będą produkty z
        zakładów spełniających unijne standardy. Owalne znajdą się na artykułach
        trafiających wyłącznie na rynek lokalny. O to, aby poszczególne towary były
        odpowiednio oznaczone, mają się zatroszczyć inspektorzy weterynaryjni. Do tej
        pory nie opracowano jeszcze wzorów pieczęci, które w rozporządzeniu określić ma
        minister rolnictwa.
        • robisc Re: Dzień 52 - UE: wykosić ile się da...? 10.03.04, 18:36
          To wyrok śmierci na te zakłady. Towar oznaczony takim "pietnem" mało kto
          zdecyduje sie w kraju kupić. Jeżeli jescze zamknie się im dostęp do rynków
          zagranicznycj, to już moga zwijąc interes. Szykue się bardzo gorąca wiosna.
          • robisc Re: Dzień 52 - składka 10.03.04, 20:12
            UE: Ile na tacę UE?
            10.03.2004 17:02 (aktualizacja 19:03)

            / RMF FM
            Polska w ramach budżetu Unii Europejskiej na lata 2007-2013 może płacić
            znacznie ponad 3 mld euro rocznie składki - powiedział wiceminister finansów
            Igor Chalupec.

            Komisja Europejska zaproponowała w lutym w "Trzecim raporcie o spójności
            gospodarczej i społecznej" znaczne wsparcie dla nowych członków Unii
            Europejskiej do 2013 roku. Polska mogłaby liczyć w latach 2007-2013 na ponad 70
            mld euro.

            "Poziom składki Polski do UE może przekroczyć rocznie znacznie ponad 3 mld
            euro, podczas gdy przy obecnej perspektywie finansowej wynosi 2,2 mld euro" -
            powiedział podczas seminarium Chalupec.

            "Skala pozytywnych przepływów finansowych zależy od naszych zdolności
            absorpcyjnych. Opłaca się płacić dużą składkę, gdy absorpcja jest znaczna" -
            dodał.

            Rolnictwo kością niezgody

            Ostateczna decyzja o kształcie unijnego budżetu i wspólnych polityk w
            poszerzonej Unii zapadnie dopiero w 2005 roku z udziałem Polski i podejmą ją
            przywódcy 25 państw.

            "Zdolności absorpcyjne 35 mld zł rocznie wymagają współfinansowania. Z tego
            tytułu Polska musiałaby wygenerować 10 mld zł" - powiedział Chalupec.

            (PAP)
            • franzmaurer Dzień 51 - nie jest może tragicznie ale... 11.03.04, 13:54
              ... ale z IACS'em nadal nic pewnego
              www.gazetaprawna.pl/dzialy/29.html?numer=1159&dok=1159.29.3.2.18.4.0.1.htm

              UE. Raport o przygotowaniach „dziesiątki” do akcesji
              Wytykają nam korupcję i IACS

              Niedociągnięcia w rolnictwie, zwłaszcza ciągle niedostateczny stan przygotowań
              do przyjmowania i wypłacania rolnikom dopłat bezpośrednich z kasy Unii
              Europejskiej oraz brak zaufania do bezpieczeństwa i higieny żywności z krajów
              przystępujących do UE 1 maja to największe strachy krajów obecnej Piętnastki.

              Po raz kolejny pojawiły się w środowej debacie Parlamentu Europejskiego,
              poświęconej raportowi niemieckiego deputowanego Elmara Broka o stanie
              przygotowań do członkostwa przyszłych nowych członków. Jednocześnie Komisja
              Europejska ostrzegła, że nie zawaha się wszcząć przeciw Polsce karnych procedur
              jakie stosuje się wobec kraju łamiącego unijne prawodawstwo, jeśli od 1 maja
              nie wprowadzimy obowiązujących stawek VAT, m.in na usługi internetowe.

              Rzecznik Komisji powiedzial, w środę, że gdyby każdy kraj członkowski stosował
              własne reguły i przepisy, także dotyczące stawek VAT, groziłoby
              to „popadnięciem w chaos i uruchomieniem przez każdy kraj wobec pozostałych
              środków odwetowych”.

              W części poświęconej Polsce raport chadeckiego deputowanego odnotowuje znaczący
              postęp, jakiego dokonał polski rząd w nadrabianiu zaległości wytkniętych w
              raporcie Komisji Europejskiej, opublikowanym w listopadzie. Na pochwałę
              zasługuje zwłaszcza reforma finansów publicznych, wdrożenie nowych procedur w
              kodeksie karnym i cywilnym oraz podjęcie odpowiednich kroków, zmierzających do
              uszczelnienia wschodniej granicy, która stanie się zewnętrzną granicą
              poszerzonej UE.

              Posłowie wyrazili jednak bardzo duże zaniepokojenie, gdyż nadal nie jest do
              końca wprowadzone unijne prawodawstwo dotyczące bezpieczeństwa żywności,
              ochrony środowiska i opieki nad zwierzętami. Nadal nie rozwiązany pozostaje w
              Polsce los odpadków poubojowych, ochrona wód gruntowych, a także warunki
              hodowli zwierzat i warunki ich transportu.

              Nie ma też pewności, że system IACS, niezbędny do wypłacania rolnikom dopłat z
              unijnej kasy będzie gotów 1 maja. Brak gotowości takiego systemu oznacza po
              prostu wstrzymanie wypłat. UE nie daje bowiem pieniędzy na „piękne oczy”, tym
              bardziej że kolejnym zarzutem zawsze stawianym krajom przystępującym do UE –
              także Polsce – jest korupcja. Łączy się z nią niska wydajność pracy sektora
              sądowniczego oraz brak profesjonalnej, efektywnej, etycznej i należycie
              opłacanej służby cywilnej. Ten ostatni niedostatek – podkreślali posłowie w
              czasie dyskusji – odbija się niekorzystnie nie tylko na jakości życia
              obywateli, ale może bardzo poważnie utrudnić pełne korzystanie z zalet
              członkostwa w UE.
              Komisarz Guenter Verheugen, który odpowiadał na zarzuty posłów, próbował ich
              uspokoić. Jego zdaniem nie jest aż tak źle ze stanem przygotowań nowych
              członków, a obawy wynikają raczej z odwlekania pradziwej debaty o poszerzeniu
              do ostatniej chwili i nagromadzeniu niewyjaśnionych wątpliwości „za pięć
              dwunasta”.
    • robisc Dzień 50 - etykietki raz jescze 12.03.04, 21:36
      Branży spożywczej grożą straty


      W najbliższych dniach minister rolnictwa ma wydać nowe rozporządzenie
      zmieniające zasady znakowania środków spożywczych. Ma ono skrócić o osiem
      miesięcy okres przejściowy dotyczący nowych zasad znakowania żywności. Jeśli
      rozporządzenie wejdzie w życie, tysiące rodzajów towarów będzie musiało zniknąć
      z rynku - informuje "Gazeta Prawna".

      Ministerstwo Rolnictwa stoi wobec dylematu - skrócić termin dostosowania się do
      nowych wymogów, narażając na duże straty polskie firmy, czy posłuchać głosu
      rynku, popadając w niełaskę Brukseli - pisze dziennik.

      Według obowiązujących przepisów producenci mieli zastosować nowe opakowania od
      1 stycznia 2005 r. Producentom dano w ten sposób czas na pozbycie się
      wszystkich zapasów zmagazynowanej żywności oznaczonej według starych zasad.
      Przed kilkoma tygodniami okazało się jednak, że zgodnie z wymaganiami Unii
      Europejskiej, nowe oznaczenie musie się znaleźć na produktach od 1 maja 2004
      r. - informuje gazeta.

      Ministerstwo rolnictwa skorygowało swój błąd przygotowując projekt zmian w
      rozporządzeniu, uwzględniający sugestie UKIE, skróciło okres przejściowy o
      osiem miesięcy, czyli do 1 maja 2004 r. W konsekwencji po tej dacie stare
      opakowania, a także magazynowane zapasy żywności oznakowane po staremu , nie
      będą mogły być dopuszczone do obrotu - pisze "Gazeta Prawna". (PAP)
    • robisc Dzień 49 - Zdążą z IACS-em 13.03.04, 18:28
      To dobrze, ale z drugiej strony cóż to za biurokratyczny koszmar.

      Od 15 kwietnia rolnicy będą mogli zgłaszać się o pomoc
      IACS rzutem na taśmę



      Nie ma już wątpliwości, mimo wielu potknięć i kłopotów, zintegrowanego systemu
      zarządzania i kontroli (IACS) będzie jednak działał. Polscy rolnicy dostaną
      więc w tym roku szacowane na blisko miliard euro dopłaty bezpośrednie do
      produkcji.

      W przyszłym tygodniu firma doradcza KPMG przekaże Ministerstwu Finansów raport
      na temat działania . Od 15 kwietnia właściciele gospodarstw będą mogli
      występować o pomoc - dowiedziała się "Rz".

      Rolnicy w całej Unii mają czas do 15 czerwca, aby zgłosić agencjom
      zarządzającym systemem IACS dane o tegorocznych uprawach. Jeżeli tego nie
      uczynią, w tym roku nie otrzymają wsparcia. Ponieważ w Polsce beneficjentów
      jest wyjątkowo dużo (2 miliony wobec 6 milionów we wszystkich krajach "15"), na
      zgłoszenia potrzeba przynajmniej dwóch miesięcy. O prawo do dopłat może ubiegać
      się każdy, kto uprawia przynajmniej 1 ha gruntów rolnych.

      Raport KPMG zostanie opublikowany 16 marca, firma właśnie kończy nad nim prace.
      Dokument będzie podstawą do wydania przez Ministerstwo Finansów akredytacji
      Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) jako instytucji
      płatniczej odpowiadającej za zarządzanie systemem i podział dopłat. Komisja
      Europejska nie ma wpływu na tę decyzję. Jeśli resort zatwierdzi system, który
      później okaże się wadliwy, Bruksela wystąpi o zwrot dopłat. Latem eksperci KE
      przeprowadzą serię kompleksowych inspekcji działania IACS. Dlatego urzędnicy MF
      stale konsultują się z Komisją w sprawie oceny systemu.

      Jaka będzie decyzja Ministerstwa Finansów? Z naszych informacji wynika, że
      rozważane są dwie opcje: wydanie już tydzień po uzyskaniu raportu KPMG tzw.
      warunkowej akredytacji bądź odłożenie ostatecznego rozstrzygnięcia do początku
      kwietnia.

      Bez względu na to, która opcja zwycięży, od 15 kwietnia terenowe oddziały ARiMR
      zaczną przyjmować od rolników wnioski o pomoc. Zarówno eksperci KE, jak i MF
      pozytywnie oceniają bowiem działanie systemu komputerowego, który będzie
      gromadził podania. Za jego przygotowanie jest odpowiedzialna amerykańska firma
      komputerowa Hewlett-Packard. Wątpliwości dotyczą tych części IACS, które będą
      potrzebne później.

      Chodzi w szczególności o system kontroli prawdziwości zgłoszonych danych. Do
      tego ARiMR potrzebuje wielu tysięcy ekspertów, których na razie nie ma. Mogą
      także być problemy ze zbudowaniem systemu płatności, dzięki któremu pieniądze
      zostaną podzielone i przekazane na konta bankowe rolników. Bruksela musi mieć
      gwarancję, że każdy otrzymał należną kwotę. Płatności będą przekazywane dopiero
      w listopadzie i grudniu.

      IACS będzie obsługiwał też system wsparcia z Funduszu Rozwoju Obszarów
      Wiejskich dla rolników, których gospodarstwa znajdują się na tzw. trudnych
      terenach. Chodzi o regiony górskie oraz takie, gdzie gleby są na tyle złe, że
      wsiom grozi wyludnienie. Wsparcie z tego tytułu w tym roku to blisko 300 mln
      euro. Opóźnienie uruchomienia IACS oznaczałoby w sumie utratę blisko 1,3 mld
      euro dopłat dla wsi. Eksperci Komisji Europejskiej wskazują, że wielkość
      ostatecznej kwoty zależy od liczby rolników, którzy zgłoszą się o pomoc. Ich
      zdaniem napięte terminy mogą oznaczać, że wielu właścicieli małych gospodarstw
      nie zdąży na czas z dopełnieniem odpowiednich formalności.

      Bruksela jest gotowa przyjąć, ze względów politycznych, taryfę ulgową przy
      ocenie systemu IACS. Już wcześniej KE zgodziła się na wprowadzenie w Polsce
      tzw. systemu uproszczonego, który uwzględnia jedynie powierzchnię działek, a
      nie "realną" produkcję żywności.

      Jędrzej Bielecki

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040313/ekonomia/ekonomia_a_5.html
      • franzmaurer Dzień 47 - chomiki na start ;) 15.03.04, 09:38
        Zrobić zapasy przed 1 maja
        www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040315/ekonomia/ekonomia_a_1.html
        Import Warunki Unii Europejskiej - cło na czosnek z Chin wzrośnie z 17,5 do
        305,1 procent, na ryż z Indii - z 0 do 187,9 procent

        Przed 1 maja do Polski przypłyną setki kontenerów z butami, odzieżą i porcelaną
        z Chin. Wzrośnie też import stali. Chcąc ograniczyć skutki obowiązujących w
        Unii Europejskiej kontyngentów i ceł antydumpingowych na niektóre towary,
        polscy importerzy zwiększają ich zapasy.
        Około 500 kontenerów z odzieżą z Chin (w tym 400 z kolekcją jesienno-zimową)
        sprowadzi w najbliższych tygodniach giełdowy Redan, prowadzący sieć sklepów Top
        Secret i Troll. W I półroczu 2004 r. zapasy spółki będą ponad dwukrotnie
        większe niż rok wcześniej.
        Pod koniec kwietnia mają wyruszyć z Chin transporty odzieży zamówionej przez
        LPP, właściciela sieci Reserved, która chce sprowadzić prawie połowę
        tegorocznej kolekcji jesiennej jeszcze przed wejściem do UE. - To
        przyspieszenie zwykłego cyklu dostaw o 2 - 3 miesiące - ocenia Dariusz Pachla,
        wiceprezes LPP. Choć znaczna część tej produkcji była zlecona wcześniej, dzięki
        przesunięciu terminu wysyłki na kwiecień spółka uniknie długiego magazynowania
        towaru.
        Zapasy robi większość firm, które zlecają szycie swych kolekcji w Chinach, a
        także importerzy chińskiego obuwia i zastawy stołowej. W ten sposób chcą
        zabezpieczyć się przed skutkami unijnych kontyngentów, które będą nas
        obowiązywały od 1 maja. Zapasy gromadzą też importerzy towarów, które w Unii
        obłożone są cłami antydumpingowymi. Choć od 1 maja cła na import do Polski z
        krajów spoza Wspólnoty spadną średnio z 15 do nieco ponad 6 procent, w
        niektórych przypadkach skutek integracji będzie odwrotny. Limity importu,
        połączone z karnymi cłami antydumpingowymi sięgającymi 40 - 50 proc., dotkną
        m.in. niektórych produktów stalowych sprowadzanych z kilkudziesięciu państw,
        m.in. z Korei Południowej, Ukrainy i Rosji. Zdaniem Romualda Talarka, prezesa
        Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, w ostatnich dwóch miesiącach przed
        akcesją szybko rośnie import produktów stalowych, przede wszystkim płaskich
        wyrobów walcowanych. Zwiększają go zwłaszcza mniejsi odbiorcy, którzy
        dostarczają wyroby stalowe m.in. dla budownictwa.

        Klauzula nie dla każdego
        Kontyngentami i licencjami dla importerów Unia Europejska ogranicza od lat
        ilość sprowadzanych z Dalekiego Wschodu (głównie z Chin) tekstyliów, obuwia,
        porcelany i zastawy stołowej. Po 1 maja te towary będą mogły importować tylko
        te polskie firmy, które przejdą procedury i uzyskają unijne licencje importowe.

        Kontyngenty są ustalane w odniesieniu do całej Wspólnoty, bez podziału na
        poszczególne kraje. Te na import obuwia i porcelany już rozdzielono - jeszcze w
        listopadzie 2003 roku Komisja Europejska określiła podwyższony limit na import
        tych towarów, obowiązujący 1 maja w powiększonej Unii. Wciąż jednak nie
        wiadomo, jaki będzie kontyngent na import odzieży.

        Do niedawna było to powodem do zmartwienia dla firm zlecających jej produkcję w
        Chinach. Teraz okazało się, że są one nawet w lepszej sytuacji niż importerzy
        obuwia i porcelany. Jak bowiem poinformowało Ministerstwo Gospodarki, Pracy i
        Polityki Społecznej, w przypadku importu tekstyliów będzie stosowana tzw.
        klauzula transportowa - w rezultacie towar wysłany do Polski przed 1 maja
        będzie odprawiany z pominięciem ograniczeń ilościowych kontyngentu. A to
        oznacza, że importer nie musi się martwić, kiedy towar dotrze od Polski, ważne
        tylko, by został wysłany przed 1 maja.

        W przypadku importu butów i porcelany klauzula transportowa nie ma zastosowania
        i firmy, które je sprowadzają, muszą całe zapasy zmagazynować przed wejściem do
        UE.
        - Importerzy mają już pełne magazyny butów na wiosnę i lato. Zima się
        przedłuża, sklepy nie zamawiają dostaw, w rezultacie możemy mieć kolosalną
        nadwyżkę podaży nad popytem - obawia się Janusz Mitoraj, prezes krakowskiej
        spółki CAM, jeden z większych krajowych importerów obuwia i odzieży z Chin. CAM
        ma teraz dwukrotnie większe zapasy niż przed rokiem.
        Wielu polskich importerów obuwia narzeka, że kontyngent jest zbyt mały. Chociaż
        w przydziale obowiązuje zasada "kto pierwszy, ten lepszy", przy określeniu
        limitu brano też pod uwagę dotychczasowy import w latach 2000 - 2002. Wtedy (do
        marca 2003 r.) obowiązywały w Polsce ograniczenia, które sprawiły, że oficjalny
        import z Chin dramatycznie spadł.

        Bariera kosztów
        - W normalnych warunkach sprowadzony towar dostarczamy od razu do naszych
        hurtowych odbiorców. W tym roku musieliśmy zrobić zapasy, co oznacza dla nas
        koszty nie tylko samego towaru, ale i magazynowania - mówi Janina Pietrucha,
        prokurent firmy EM&EM, jednego z większych importerów porcelany i zastawy z
        Chin. EM&EM w zapasy porcelanowej i stołowej galanterii zainwestowała ok. 3 mln
        zł. Jadwiga Smyła, szefowa świętochłowickiej hurtowni porcelany Centrum,
        zamówiła 3 kontenery dodatkowych dostaw; większych zapasów nie chce ryzykować.

        Jak ocenia Janusz Mitoraj, wielkość zapasów zależy od możliwości finansowych
        importerów, a te w przypadku krajowych firm nie są duże. - Banki niechętnie
        dają kredyty, partnerzy chińscy nie zgadzają się na bardzo odległe terminy
        płatności - ocenia Marek Łukomski ze Stowarzyszenia Importerów i Dystrybutorów
        Obuwia.

        - Nie dysponujemy na razie środkami, aby robić duże zapasy na jesień -
        przyznaje Grzegorz Koterwa, dyrektor finansowy krakowskiego Artmana (sieć
        sklepów odzieżowych House), który przygotowuje się do emisji publicznej w maju
        tego roku.
        Dużo może kosztować próba zrobienia zapasów artykułów spożywczych. Komisja
        Europejska wymogła na Polsce utworzenie systemu kontroli importu obejmującego
        około 200 pozycji (ostateczna lista nie jest jeszcze znana). KE zapowiedziała
        także wprowadzenie karnego opodatkowania "nadmiernych zapasów", co ma
        zniechęcić do sprowadzania produktów w celach spekulacyjnych. Różnice w
        stawkach celnych przy imporcie żywności są bowiem wyjątkowo duże, np. cło na
        czosnek z Chin poszybuje z 17,5 do 305,1 proc., na ryż z Indii z 0 do 187,9
        proc.
        Eksperci Komisji Europejskiej zapewniają, że nie ma planów wprowadzenia karnego
        opodatkowania nadmiernych zapasów artykułów przemysłowych. Importerzy
        pocieszają się też tym, że unijne kontyngenty na import z Azji będą obowiązywać
        tylko do końca tego roku.
        • franzmaurer Dzień 46 - tytoń na spalonym 16.03.04, 13:02
          www.ppr.pl/displayResource.do?_resourcePK=87648
          Tytoń: za małe dopłaty

          Uprawa tytoniu skazana jest na przegraną - tak plantatorzy komentują propozycję
          ministerstwa rolnictwa o przyznaniu im 150 mln zł na dopłaty uzupełniające do
          wyprodukowanego surowca.
          Plantatorzy przyjechali do Warszawy jeszcze raz na spokojnie przedstawić swoje
          racje, ale jak mówią ich cierpliwość już się kończy. Kwota zaproponowana im
          przez ministerstwo jest niewystarczająca. Rozdzielenie stu pięćdziesięciu
          milionów złotych na prawie trzydzieści osiem tysięcy ton limitu produkcji to za
          mało.
          Plantatorzy domagają się wynegocjowanej przez nasz rząd dopłaty w wysokości 55%
          tego co dostają rolnicy w Unii Europejskiej. Dopiero to umożliwiłoby im
          prowadzenie opłacalnej produkcji i pozwoliłoby na skuteczną konkurencję po
          integracji. W Unii dopłata do kilograma wynosi od 3 do 4 euro, czyli ponad 15
          zł. Z kolei resort rolnictwa bazując na doświadczeniu z poprzednich lat uważa,
          że plantatorzy nie wykorzystają całego przyznanego im przez Unię limitu
          produkcji.
          "W związku z tym stawka, jaką można będzie w ramach tego limitu finansowego
          ustalić będzie wyższa niż 4 zł. Myślimy, że to będzie ok. 5 zł." - mówi
          Waldemar Guba z Ministerstwa Rolnictwa. A to pozwoli już na zahamowanie spadku
          opłacalności produkcji w tym sektorze.
          "Plantatorzy chcą produkować pełny limit przyznany przez ministerstwo, więc
          twierdzenie, ministerstwa, że przy zmniejszeniu uprawy będą wyższe dopłaty jest
          bulwersujące" -uważa Przemysław Noworyta, prezes Polskiego Związku Plantatorów
          Tytoniu.
          Rząd nie widzi innego rozwiązania, bo nie ma więcej pieniędzy w budżecie.
          Plantatorzy są jednak zdeterminowani i zapowiadają, że jeśli kwota przeznaczona
          na dopłaty nie zostanie zwiększona wyjdą na ulice.
          • franzmaurer Dzień 45 - jajca jak berety... 17.03.04, 08:16
            Szuka wszędzie pan Hilary... gdzie są moje okulary... tfu.. Traktat Akcesyjny smile
            Opisana niżej sytuacja dość dobitnie opisuje generalną zasadę towarzyszącą
            polskiemu wejściu do Unii - Na łapu-capu, ręka, noga...

            Najpierw był zziajany ale uśmiechnięty Leszko w otoczeniu dwóch koalicyjnych
            palantów któremu Pierwsze Oralne Ego Narodu rzuciło się na szyję po powrocie z
            Kopenhagi.
            Potem było nerwowe patrzenie na słupek frekwencji podczas referendum - pójdą do
            urn czy na ryby?? Finał znów był radosny, Pierwsze Oralne Ego Narodu rzuciło
            się pędem na szyję Jego Ekscelencjii Aleksandra. JE Aleksander z tej radości
            zaczął potem chwytać w ramiona Jolkę i Danusię...

            A teraz... są już jaja jak berety... tysiące urzędników wysyła różne dokumenty
            po czasie, itepe itede...

            www.gazetaprawna.pl/dzialy/6.html?numer=1163&dok=1163.6.3.2.1.1.0.1.htm
            Publikacja na ostatnią chwilę.
            Czekamy na Traktat

            Mimo że do akcesji zostało niespełna sześć tygodni, w Dzienniku Ustaw nie
            został jeszcze ogłoszony Traktat Akcesyjny i nieznana jest jeszcze data jego
            publikacji oraz forma, w jakiej zostanie wydany ten liczący wiele tysięcy stron
            dokument. Brak oficjalnej wersji traktatu budzi oburzenie tych, którzy prawo
            europejskie muszą stosować, gdyż jest on kluczem do wielu rozwiązań
            szczegółowych.

            Aby umowa międzynarodowa mogła wejść do polskiego porządku prawnego, musi
            zostać opublikowana w Dzienniku Ustaw. Instytucją odpowiedzialną za publikację
            jest Rządowe Centrum Legislacji oraz Redakcja Dziennika Ustaw. W centrum nikt
            nie zna daty publikacji, gdyż jest to uzależnione od decyzji prezydenta, który
            zgodnie z procedurą musi skierować dokument do ogłoszenia w dzienniku urzędowym.

            Traktatu nie ma jednak w pałacu prezydenckim. – Aby prezydent mógł skierować
            traktat do publikacji, z formalną prośbą w tej sprawie musi zwrócić się
            minister spraw zagranicznych, tak jest przy każdej umowie międzynarodowej. Na
            razie minister tego nie zrobił – tłumaczy Teresa Grabczyńska z Kancelarii
            Prezydenta.

            Ale szef MSZ zrobić tego nie może, ponieważ pełnej procedury ratyfikacyjnej nie
            zakończyły jeszcze dwa państwa: Belgia i Holandia. W Holandii traktat
            ratyfikował parlament, czekamy teraz na podpis królowej, bo taki jest wymóg
            wewnętrzny – mówi Teresa Borkowska. W Belgii ratyfikacja jest procesem złożonym
            ze względu na ustrój tego państwa. Spodziewamy się, że cała procedura zakończy
            się pod koniec marca, tak aby na początku kwietnia skierować odpowiedni wniosek
            do prezydenta – tłumaczy Teresa Borkowska z MSZ. Nie wiadomo ostatecznie
            również w jakiej formie zostanie opublikowany traktat. Czy kilkanaście tysięcy
            stron przybierze jednolity papierowy wymiar, czy jedynie jego najważniejsze
            fragmenty, a reszta będzie dostępna w formie elektronicznej. Brak oficjalnej
            wersji tego dokumentu bulwersuje praktyków, którzy prawo europejskie
            zobowiązani są stosować. Zdaniem Michała Nerwińskiego, z działu doradztwa
            podatkowego w firmie PriceWaterHouseCoopers, wersje Traktatu, które są
            rozpowszechniane poprzez internet oraz różnego rodzaju wydawnictwa, nie mają
            charakteru urzędowego i jako takie nie są wiążące prawnie. Traktat jest źródłem
            i faktyczną podstawą licznych i poważnych zmian w prawie polskim, w tym w
            prawie podatkowym. Stąd nie można dzisiaj w sposób pewny ocenić zgodności tych
            zmian bez ich porównania właśnie ze źródłem. Traktat może być źródłem różnych
            ekspektatyw czy roszczeń. Nieopublikowanie Traktatu stanowi przeszkodę w ich
            realizacji, a w praktyce może nawet przekreślić ich sens.

            Zdaniem prof. Stanisław Gebethnera, jeżeli procedura ratyfikacyjna nie zakończy
            się, łącznie ze złożeniem dokumentów ratyfikacyjnych, u depozytariusza,
            formalnie nie wejdziemy do Unii Europejskiej. To, że prezydent podpisał
            traktat, wcale nie oznacza, że nabrał on mocy prawnej. Aby tak się stało,
            wszystkie strony muszą ratyfikować dokument, wymienić dokumenty ratyfikacyjne i
            dopiero wtedy taką umowę można publikować – uważa S. Gebethner.

            Powolna procedura uprawomocniania się tak dużego dokumentu budzi zaniepokojenie
            prof. Piotra Winczorka, który nie wyobraża sobie, aby traktat nie wszedł w
            życie 1 maja br. Jego zdaniem publikacja jest warunkiem niezbędnym, dlatego
            ważne jest szybkie zakończenie procedury ratyfikacyjnej. Według prof. Jana
            Barcza, nieopublikowanie traktatu na czas byłoby poważnym niedopełnieniem
            wymogów konstytucyjnych. Dokument musi wejść w życie 30 kwietnia, do tej daty
            zostało jednak trochę czasu. Jego zdaniem groteskowe jest natomiast to, że
            traktat nie był dostępny przez tak długi czas w wersji papierowej.

            Opinie
            prof. Genowefa Grabowska,
            przewodnicząca senackiej Komisji Integracji Europejskiej
            Konstytucja wymaga, aby tekst traktatu został podany do publicznej wiadomości.
            Jako przewodnicząca senackiej Komisji Integracji Europejskiej wystosuję
            oficjalne pytanie do przedstawicieli rządu w tej sprawie. Traktat na dzień 1
            maja powinien być znany wszystkim obywatelom. Nie może to być tylko tłumaczenie
            nieoficjalne, ponieważ każdy z nas na podstawie tego traktatu nabywa także
            prawa i obowiązki, nie tylko państwo.

            dr Jerzy Andrzej Wojciechowski,
            doradca europejski
            Dla umów międzynarodowych warunek publikacji nie jest najistotniejszym
            warunkiem. Umowa została podpisana i praktycznie ratyfikowana, zostanie
            zatwierdzona przez Radę Europejską i z całą pewnością wejdzie w życie.
            Natomiast w naszych przepisach konstytucyjnych istnieje warunek publikacji.
            Umowa międzynarodowa, aby mogła zaistnieć w stosunkach wewnętrznych w celach
            powoływania się na nią w sprawach sądowych itd., musi być opublikowana.

            Na kilka tygodni przed akcesją nie ma powodu do obaw, ponieważ traktat jest
            przetłumaczony, teraz ta wersja ostatecznie uwierzytelnia się i z całą
            pewnością przed naszym członkostwem ten dokument zostanie opublikowany w
            Dzienniku Ustaw, najprawdopodobniej w formie załącznika. Tak jak to było w
            przypadku Układu Europejskiego. To też był bardzo obszerny dokument. A ta
            sytuacja, która ma miejsce obecnie, jest typowa, wszystko odkładane jest na
            ostatnią chwilę.
            • robisc Re: Dzień 45 - jajca jak berety... 17.03.04, 22:04
              franzmaurer napisał:

              W zasadzie nie wiadomo, czy śmiać sie, czy wpaść w rozpacz z powodu takiego
              komentarza sad((

              "A ta sytuacja, która ma miejsce obecnie, jest typowa, wszystko odkładane jest
              na ostatnią chwilę."


              • franzmaurer Dzień 44 - i jeszcze coś o jajcach ;) 18.03.04, 11:00
                dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/03.17/Gospodarka/02/02.html
                Jajko z zyciorysem
                Pokaz pieczatke, a powiem ci skad jestes

                Od pierwszego maja jajko w sklepie nie bedzie juz anonimowe. Specjalny stempel
                odbity na jego skorupce powie nam, z jakiej fermy ono pochodzi, a nawet, czy
                kura jest zamknieta w klatce, czy biega na swiezym powietrzu. Hodowcy kupuja
                juz specjalne urzadzenia do znakowania jajek. Nie spieszy sie natomiast
                Ministerstwo Rolnictwa, ktore nie wydalo jeszcze rozporzadzen w sprawie zasad
                stemplowania.

                Teraz o pochodzeniu jajka wiemy tylko tyle, ile wyczytamy na opakowaniu. Zwykle
                dowiadujemy sie, kto jest producentem i gdzie mieszka. Od 1 maja historia
                kazdego jajka bedzie opisana na jego skorupce, a dokladniej na specjalnym
                stemplu, zawierajacym numer statystyczny fermy, numer kurnika, z jakiego
                pochodzi, a nawet klatki. Informacje te zostana zapisane w ciagu dziewieciu
                cyfr i dwoch liter okreslajacych kraj pochodzenia jajka (dla Polski sa to
                litery PL). Do stemplowania bedzie uzywany specjalny rodzaj tuszu, ktory nie
                przenika przez skorupke.

                - Znakowanie jajek z punktu widzenia konsumenta jest bardzo korzystnym
                rozwiazaniem. Jesli kupione jajka okaza sie nieswieze, bedziemy mogli latwo
                sprawdzic od jakiego producenta one pochodza - mowi prof. Stanislaw Wezyk z
                Instytutu Zootechniki w Krakowie. Wypada miec nadzieje, ze z czasem staniemy
                sie biegli w interpretowaniu rzedow cyfr na skorupkach jajek.

                Nie wiadomo od kiedy producenci beda musieli stemplowac jajka, gdyz
                Ministerstwo Rolnictwa jeszcze nie wydalo w tej sprawie odpowiednich
                rozporzadzen (ma to nastapic w ciagu najblizszych dni). Z naszych informacji
                wynika, ze najprawdopodobniej od pierwszego maja, z tym, ze pieczatek beda
                musialy uzywac srednie i duze fermy. Wlasciciele malych stad - do 300 kur -
                maja dostac jeszcze rok na dostosowanie sie do unijnych wymogow.

                - Nie znamy szczegolow, bo resort rolnictwa zwleka z wydaniem przepisow
                wykonawczych. Tymczasem do 1 maja zostalo niewiele ponad miesiac - mowi Jerzy
                Leszkiewicz ze Zwiazku Producentow i Hodowcow Drobiu.

                To niewiele, gdyz producenci potrzebuja czasu na instalacje urzadzen do
                stemplowania. I pieniedzy. Na wyposazenie fermy w potrzebne maszyny trzeba
                wydac kilkadziesiat tysiecy zlotych.

                - Mam cztery kurniki i do kazdego potrzebuje osobnej maszyny do stemplowania.
                Obecnie prowadze negocjacje z piecioma firmami. Najnizsza cena, jaka udalo mi
                sie osiagnac, to 20 tys. zl. Na szczescie sa producenci, ktorzy zgadzaja sie
                oddac maszyny w leasing lub na kredyt - mowi Leszkiewicz.

                Do ceny urzadzen trzeba jeszcze doliczyc koszt specjalnego tuszu do
                pieczetowania jajek. Chociaz jego cena jest dosc wysoka (od 400 do 500 zl za
                litr), to jednak dzieki duzej wydajnosci (litr wystarczy do ostemplowania 5 mln
                sztuk jaj) hodowca nie bedzie musial go kupowac zbyt czesto.

                Czy dodatkowe wydatki na wyposazenie ferm drobiarskich spowoduja wzrost cen
                jajek po 1 maja? Najpewniej tak. I nie tylko dlatego, ze producenci beda
                chcieli odzyskac poniesione koszty na zakup urzadzen. W UE jajka sa srednio dwa
                razy drozsze niz u nas i nalezy spodziewac sie stopniowego wyrownywania cen.
                Niestety, w gore. Zdaniem Jerzego Leszkiewicza zwyzka nastapi jednak nie
                wczesniej niz jesienia tego roku. (ET)
                • krzysztofsf Re: Dzień 44 - i jeszcze coś o jajcach ;) 18.03.04, 12:32
                  Swiniak w wannie, drob w piwnicy, ziemniaki i czosnek w ogrodku - bedem
                  europejczykiem wink
                • robisc Re: Dzień 44 - i jeszcze coś o jajcach ;) 18.03.04, 21:01
                  Coś czuję, że ludzie bedą polować po bazarach na te prawdziwe polskie wiejskie
                  jaja bez pieczątek. Przynajmniej łatwo będzie je odróżnić smile

                  Jeden z klientow opowiadział mi pewnego razu mi jak to odwiedził taką fabrykę
                  jajek. No więc proces technologiczny jest następujacy: najpierw kury karmi się
                  paszą z duża domieszką marchewki. To co wydalą miesza sie znowu z paszą z dużą
                  domieszką marchewki i tak wkoło. Nic nie może się zmarnować. A żótka są
                  czerwone i dorodne smile Nie musze chyba dodawać, ze po tej historii przez miesiąć
                  nie mogłem patrzeć na jajka. Potem mi przeszło, bo jestem fanem jajecznicy i
                  nawet pozanie techniki produkcji jajek już mi nie przeszkadza. Smacznego.
                  • franzmaurer Dzień 43 - IACS: w połowie drogi za podwójną cenę 19.03.04, 10:00
                    Z dwóch materiałów w dzisiejszej Rzepie wynika smutny wniosek - po 4 latach
                    jesteśmy w połowie drogi do dopłat i na skutek zmiany kursu euro kosztowało to
                    nas 2 razy drożej...

                    Konia z rzędem temu kto mi wytłumaczy dlaczego kontrakt z amerykańską firmą
                    skalkulowano w euro zamiast w dolarach...

                    www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040319/ekonomia/ekonomia_a_1.html
                    Nieprzygotowani na dopłaty

                    Na 44 dni przed przystąpieniem do UE Polska jest tylko w 55 procentach
                    przygotowana do rozdziału unijnych dotacji. - Jeśli się nie pospieszycie, wasi
                    rolnicy nie dostaną pieniędzy - ostrzegł wczoraj kraje akcesyjne Franz
                    Fischler, unijny komisarz ds. rolnictwa.
                    Od 1 maja 2004 roku polscy rolnicy mają prawo do dopłat bezpośrednich,
                    subsydiów eksportowych i interwencyjnego skupu - finansowanych częściowo przez
                    Unię Europejską. Większość tych pieniędzy, w tym roku przewidziano ok. 1 mld
                    euro, będzie wypłacana pod koniec roku. Ale już od 1 maja agencje płatnicze
                    powinny być gotowe, żeby przyjmować wnioski od rolników. Im później to nastąpi,
                    tym później środki będą przekazywane z Brukseli do Warszawy.

                    Zdaniem Komisji Europejskiej stan przygotowania agencji płatniczych w Polsce
                    wynosi 55 procent. - Wierzymy, że zdążycie przed 1 maja - powiedział jeden ze
                    współpracowników komisarza Fischlera. Według niego największym problemem jest
                    brak wyszkolonej kadry. W Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa
                    pracuje prawie 4000 osób, potrzeba jeszcze ponad 2800. W Agencji Rynku Rolnego
                    niedobór jest mniejszy. Do zatrudnionych 1200 osób powinno dojść 300.

                    Problemem jest informatyzacja agencji.
                    Stan przygotowania do wypłat pieniędzy dla rolników jest niski prawie we
                    wszystkich krajach akcesyjnych. Wyraźnie lepsza od Polski jest tylko Słowenia,
                    którą Bruksela oceniła na 70 proc. Gorsze są Słowacja i Łotwa, gdzie
                    przygotowanie wynosi odpowiednio 30 i 40 proc.

                    Przyjmowanie wniosków od rolników i wypłacanie pieniędzy nie jest możliwe bez
                    istnienia zintegrowanego systemu zarządzania i kontroli IACS. Polska
                    zapowiedziała, że zdąży przed 1 maja zakończyć prace, ale Komisja na razie nie
                    ogłasza naszego sukcesu.

                    Polska sama oceni stan swoich przygotowań i zdecyduje o przyjmowaniu wniosków
                    od rolników. Jednak na jesieni, zanim Unia zacznie wypłacać dopłaty
                    bezpośrednie, z Brukseli przyjadą do nas inspektorzy, którzy dokładnie zbadają
                    wiarygodność i sprawność systemu. Jeśli będą mieli zastrzeżenia, to pieniędzy
                    nie dostaniemy.

                    Franz Fischler krytykował wczoraj państwa akcesyjne, że nie informują uczciwie
                    rolników o korzyściach płynących z członkostwa w UE. - Unia to nie jest niebo,
                    ale daleko jej do piekła - powiedział austriacki komisarz.
                    Bruksela pozytywnie oceniła pracę, którą nowe kraje członkowskie UE wykonały w
                    ostatnich latach. - Rolnicy w tych krajach dokonali dużo więcej niż rolnicy w
                    krajach "15" - podkreślił Fischler.

                    Unia nie uwzględniła wczoraj protestów polskiego rządu i zdecydowała, że nowo
                    tworzone dopłaty do produkcji mleka, roślin energetycznych i orzechów powinny
                    być wypłacane rolnikom w nowych krajach stopniowo. To oznacza, że najpierw
                    dostaną oni 25 proc. tego, co ich koledzy w starej Unii, a dopiero w 2013 roku
                    100 proc. Dla nowych dopłat Bruksela zastosowała taki sam system, jaki
                    obowiązuje dla dopłat istniejących w momencie gdy Polska i pozostałych 9 państw
                    podpisywały traktat akcesyjny.


                    www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040319/ekonomia/ekonomia_a_6.html
                    Budowa IACS pochłonęła dotychczas ok. 544,8 mln złotych - Dwa razy drożej

                    Do końca 2003 roku koszty budowy systemu IACS ponad dwukrotnie przekroczyły
                    wydatki zakładane w 1999 roku. Dotychczas system kosztował prawie 544,8 mln zł
                    zamiast planowanych 255,8 mln zł. Wyższe koszty to "zasługa" przede wszystkim
                    polityków.
                    Jedna z przyczyn wyższych kosztów to dwukrotna zmiana umowy z wykonawcą
                    systemu. Niektóre prace konieczne do wykonania nie były brane pod uwagę przy
                    sporządzaniu kalkulacji kosztów. Polska długo nie mogła się zdecydować, czy
                    chce uproszczonego systemu dopłat, uwzględniającego jedynie powierzchnię upraw,
                    czy woli bardziej rozbudowany system klasyczny.
                    28 czerwca 2001 roku ARiMR wybrała firmę Hewlett-Packard na wykonawcę IACS. Jak
                    wynika z ustaleń NIK, HP zażądał 67,3 mln euro. Po wygraniu kontraktu firma
                    zleciła część zadań swoim największym konkurentom, którzy brali udział w
                    wyścigu o zlecenie ARiMR. Przykładowo: ComputerLand jako podwykonawca HP
                    otrzymał zlecenia o wartości 20,3 mln euro. W 2001 roku wiele mówiło się o tym,
                    że zanim firmy złożyły swoje oferty w agencji, podzieliły między sobą
                    zamówienie. Nikt jednak tego nie potwierdził.
                    Budowany przez HP system miał być gotowy 1 stycznia 2003 roku. W tym terminie
                    Polska chciała przystąpić do UE. Przy średnim kursie euro od 28 czerwca 2001
                    roku do 1 stycznia 2003 roku kontrakt kosztowałby Polskę 255 mln 840 tys. 950
                    zł.
                    Po wyborach w 2001 roku zwycięzcy politycy zaczęli oskarżać poprzedników o
                    nieudolność. Firmę HP krytykowano wówczas za to, że chce się dorobić na
                    państwowej instytucji. Dlatego ówczesny prezes ARiMR Aleksander Bentkowski
                    (PSL) doprowadził do renegocjacji umowy z wykonawcą. Na jej podstawie ARiMR
                    przejęła od wykonawcy prace nieinformatyczne. Były to np. wybór i szkolenie
                    pracowników, przygotowanie biur terenowych i ich remonty, prace przy znakowaniu
                    i rejestracji zwierząt, szkolenia dla rolników. Kwota wynagrodzenia dla HP
                    uległa wówczas obniżeniu. Z informacji "Rz" wynika, że wartość wynagrodzenia
                    stopniała do 131,6 mln zł plus VAT. Nie oznacza to jednak, że agencja
                    zaoszczędziła publiczne pieniądze na renegocjacji umowy. Przykładowo:
                    modernizacja biur terenowych pochłonęła 91 mln zł.

                    - Do końca 2003 roku prace nieinformatyczne kosztowały agencję ok. 232,3 mln
                    zł, za część informatyczną zapłaciliśmy ok. 312,5 mln zł - powiedziała nam
                    Iwona Musiał, rzecznik ARiMR. W kosztach informatycznej części systemu znalazły
                    się m.in. wydatki na tzw. ortofotomapę, czyli wykonaną z powietrza mapę
                    powierzchni Polski, na podstawie której będą kontrolowane wnioski o dopłaty.
                    Łącznie budowa IACS kosztowała do końca 2003 roku niecałe 544,8 mln zł.

                    Szefowie ARiMR przyznają, że obecnie budują IACS w podstawowej wersji. - Dzięki
                    temu będziemy mogli w grudniu uruchomić dopłaty - mówił na początku 2004 roku
                    Wojciech Pomajda, prezes ARiMR. .
                    • franzmaurer Dzień 40 - hu de hel iz HACCP? 22.03.04, 02:02
                      System cokolwiek nieświeży

                      HACCP: trudny do wdrożenia, bo brak wyobraźni, informacji, pieniędzy i
                      rozporządzeń
                      Od 1 maja br. na właścicieli firm zajmujących się przetwórstwem i dystrybucją
                      żywności spada obowiązek wykazania, że mają zdrowy produkt, a także, iż mogą
                      szybko ustalić i dotrzeć do miejsca skażenia, gdyby do niego doszło. Pomocny
                      jest w tym HACCP, system kontroli punktów krytycznych, obowiązkowy w Unii
                      Europejskiej. W kilku tysiącach polskich firm trwa wyścig, by z jego wdrożeniem
                      zdążyć przed akcesją. Wiadomo, że nie uda się to wszystkim.

                      Wśród najczęściej napotykanych trudności, które powodują, że HACCP przez
                      właścicieli firm z branży spożywczej jest odbierany jako trudny do wdrożenia,
                      wymieniane są: problemy z uzyskaniem do informacji, brak czasu i pieniędzy oraz
                      rozporządzeń określających jego zasady.

                      Na ostatni moment
                      - Część firm spożywczych niewiele zrobiła przez minione lata dla poprawy
                      warunków funkcjonowania. Nie dziwi, że wszystko, czego się tkną, jest dla nich
                      przerażające i niewykonalne w ciągu kilku miesięcy - uważa Stanisław Zięba,
                      dyrektor Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa.

                      Polska Federacja Producentów Żywności odpowiedzialnością za opóźnienia i
                      trudności we wdrażaniu HACCP obarcza pracowników kilku ministerstw, którzy
                      wiedzieli, że będzie obowiązkowy dla wszystkich firm wytwarzających żywność, a
                      nie tylko dla dużych. Mimo to stosowny zapis znalazł się dopiero w nowelizacji
                      ustawy o warunkach zdrowotnych żywności i żywienia z 31 października 2003 r.
                      Zapis ten spowodował zamieszanie wśród małych producentów, dystrybutorów i
                      właścicieli sklepów detalicznych. Ciągle nie ma rozporządzeń wykonawczych
                      określających zasady HACCP. Odpowiadają za to ministrowie zdrowia i rolnictwa.

                      - Przepisy o obowiązku wpro- wadzenia HACCP dla wszystkich firm spożywczych
                      wraz z wyjaśnieniem pojęć i zasad powinny być znane przynajmniej trzy lata
                      wcześniej - mówią w PFPŻ.

                      Przedsiębiorcy są zgodni: nie uruchomiono odpowiednio wcześnie ogólnopolskiego
                      systemu informacyjnego o HACCP, który wskazałby przedsiębiorcom podręczniki,
                      instytucje doradcze i firmy szkoleniowe, zweryfikowane pod kątem ich
                      kompetencji w tym zakresie.

                      Lepiej w Hiszpanii
                      Za poprawność wdrożenia HACCP w Polsce odpowiada właściciel firmy i to on musi
                      wykazać aktywność w zdobyciu informacji. W inspekcji weterynaryjnej i
                      sanitarnej sprawę stawiają jasno: jesteśmy od sprawdzania, czy system był
                      prawidłowo wdrożony i monitorowany. Tymczasem np. w Hiszpanii od wszystkich
                      urzędów i instytucji kontrolujących funkcjonowanie zakładu można otrzymać
                      gotowe instrukcje dotyczące wymogów zarejestrowania. Te instrukcje są
                      jednoznaczne w interpretacji, wiele zadań jest przedstawionych w postaci
                      schematów i rysunków. Ich wprowadzenie w życie jest równoznaczne z uznaniem
                      wdrożenia HACCP.

                      - Chcielibyśmy, aby polskie urzędy współdziałały z nami na rzecz rozwoju firmy
                      i aby między nimi nie było różnic w ocenie faktów - mówi kilku prezesów firm
                      spożywczych. O fachowym, wpisanym w obowiązki służbowe doradztwie urzędników
                      wizytujących zakład, połączonym z karą za wprowadzenie w błąd, marzy Tomasz
                      Budzyń, przedsiębiorca z województwa łódzkiego: - W porozumieniu z powiatowym
                      lekarzem weterynarii zmodernizowałem halę produkcyjną. W czasie dodatkowej
                      kontroli pracownik sanepidu zauważył na suficie dwie krople wody i nakazał
                      zrobienie w trybie pilnym dodatkowej wentylacji. Nie wziął pod uwagę, że w
                      pomieszczeniu jest wysoka wilgotność i temperatura, że wszystkie parametry
                      pomiarów są zgodne z zaleceniami.

                      - To urząd powinien informować o zmianach w przepisach. Nie jesteśmy w stanie
                      nadążyć za ciągłymi zmianami. Dlatego popełniamy błędy - wskazuje Tomasz Budzyń.

                      Każdy sobie
                      Właściciele firm spożywczych prace nad wdrażaniem HACCP rozpoczynają od
                      poszukiwania fachowej literatury. Większość z nich nie jest zrzeszona w żadnej
                      organizacji samorządowej, więc pierwsze kroki kierują do znajomych, a ci wiedzą
                      tyle, ile zapamiętali z komunikatów w radiu i telewizji. Niektórzy odwiedzają
                      ośrodki doradztwa rolniczego (pomagały przy programie SAPARD), wydziały rozwoju
                      regionalnego w urzędach gminnych i powiatowych. Przekonują się, że poszukiwane
                      podręczniki są w różnych instytucjach, ale nikt im nie potrafi powiedzieć,
                      które są najlepsze. Poleca się stronę internetową m.in. Ministerstwa Rolnictwa
                      lub Gospodarki, ale nie wszyscy mają komputery, a w materiałach pełno jest
                      niezrozumiałych słów i zwrotów.

                      - Chciałem wynająć firmę szkoleniową. Za zrobienie dokumentacji i przeszkolenie
                      kilku pracowników zażądano niemal 40 tysięcy złotych - mówi Adam Kowalski z
                      województwa wrocławskiego. Sam zwrócił się o poradę do znajomych z miejscowego
                      sanepidu. Przed zgłoszeniem wdrożenia HACCP postanowił się upewnić - jak
                      doradzili znajomi - że nie popełnił żadnego błędu i "zerowy" audyt zlecił
                      firmie zewnętrznej, reklamującej się w lokalnej prasie. Pracownik tejże firmy w
                      ciągu kilku minut znalazł kilkanaście poważnych w jego ocenie uchybień i
                      zalecał szybkie ich zlikwidowanie, przy jego pomocy i za dodatkową opłatą w
                      wysokości kilku tysięcy. - To było niepotrzebne - mówi Adam Kowalski.

                      Inne doświadczenia miał Antoni Kossowski z województwa zachodniopomorskiego,
                      któremu firma szkoleniowa listownie przesłała schemat wyznaczenia kilkunastu
                      punktów krytycznych i sposobu prowadzenia dla nich monitoringu. - Swoje
                      rozwiązanie sprzedawali wszystkm, bez oglądania się na ich potrzeby. A przecież
                      każdy zakład ma swoją specyfikę i sam musi opracować i usprawniać system
                      zabezpieczenia żywności przed skażeniem - tłumaczy.

                      Łukaszowi Paskowi z województwa podkarpackiego firma szkoleniowa wmówiła
                      konieczność certyfikacji HACCP przez znaną firmę międzynarodową. Po długiej
                      podróży do oddziału firmy dowiedział się, że certyfikację stosują dla
                      potwierdzenia systemów zarządzania przez jakość z serii ISO. Zwyczaj
                      sprawdzania przez niezależne firmy działania HACCP mają wielkie sieci handlowe,
                      ale robią to bezpłatnie i tylko wobec swoich dostawców.

                      Ważna idea, a nie papiery
                      Jackowi Bogusławskiemu z Zakładów Drobiarskich Drob Bag doskwiera konieczność
                      gromadzenia dokumentacji, opisującej każdy punkt krytyczny, i jej
                      przechowywania, by możliwe było odtworzenie warunków wytworzenia, gdyby doszło
                      do reklamacji produktu przez hurtownię, sklep lub klienta. Na dodatkowe
                      czynności związane z monitorowaniem i opisywaniem przebiegu produkcji narzekają
                      liczni pracownicy. - Nikt nie lubi nowych zadań i odrzucenia już wyuczonych
                      nawyków - jest przekonany Łukasz Zygula z województwa lubelskiego.

                      - Pracownicy zakładów muszą zrozumieć istotę HACCP, czyli to, że sami
                      wyznaczają punkty krytyczne i że zdobycie dokumentu nie zabezpieczy ich przed
                      odpowiedzialnością za błędy. W zbyt wielu wypadkach zatraciliśmy tę istotę
                      HACCP - martwi się Jacek Leonkiewicz, radca głównego lekarza weterynarii.

                      Nie zawsze brakuje pieniędzy
                      Większość z 18 branż przemysłu spożywczego ma niską rentowność, przez co firmy
                      nie mają wystarczających środków na liczne inwestycje, w tym także
                      standaryzację dla wszelkich przyrządów pomiarowych. Firmy nie chcą zaciągać
                      kredytów komercyjnych, obawiają się, że będą miały problemy z ich spłatą.
                      Czekano na pieniądze z programu SAPARD, ale wokół niego także narosło wiele
                      nieporozumień, i część właścicieli firm uwierzyła, że jest nie do zdobycia.
                      Teraz przyszła pora na myślenie o wykorzystaniu funduszy strukturalnych i
                      wsparcia, jakiego CIAA, Konfederacja Producentów Żywności i Napojów Krajów Unii
                      Europejskiej, udzieliła naszym firmom poprzez Polską Federację Producentów
                      Żywności. Dla 155 firm odbyły się już pierwsze seminaria. - Otrzymaliśmy łatwe
                      do zastosowania schematy. Dokładnie ustalone są zasady współpracy z ekspertem,
                      który doradzi, zaproponuje rozwiązanie i będzie nadzorował jego wdrożenie.
                      Wydatek na op
                      • franzmaurer Re: Dzień 40 - hu de hel iz HACCP? 22.03.04, 02:05
                        Koncówkę urypało smile

                        Nie zawsze brakuje pieniędzy

                        Większość z 18 branż przemysłu spożywczego ma niską rentowność, przez co firmy
                        nie mają wystarczających środków na liczne inwestycje, w tym także
                        standaryzację dla wszelkich przyrządów pomiarowych. Firmy nie chcą zaciągać
                        kredytów komercyjnych, obawiają się, że będą miały problemy z ich spłatą.
                        Czekano na pieniądze z programu SAPARD, ale wokół niego także narosło wiele
                        nieporozumień, i część właścicieli firm uwierzyła, że jest nie do zdobycia.
                        Teraz przyszła pora na myślenie o wykorzystaniu funduszy strukturalnych i
                        wsparcia, jakiego CIAA, Konfederacja Producentów Żywności i Napojów Krajów Unii
                        Europejskiej, udzieliła naszym firmom poprzez Polską Federację Producentów
                        Żywności. Dla 155 firm odbyły się już pierwsze seminaria. - Otrzymaliśmy łatwe
                        do zastosowania schematy. Dokładnie ustalone są zasady współpracy z ekspertem,
                        który doradzi, zaproponuje rozwiązanie i będzie nadzorował jego wdrożenie.
                        Wydatek na opłacenie sprawdzonego przez federację eksperta jest niewielki w
                        porównaniu z kwotami, jakich żądają firmy doradcze - zapewnia Jacek Bogusławski
                        z ZD Drob Bag.

                        LIDIA OKTABA

                        www.rzeczpospolita.pl/dodatki/rynek_040322/rynek_a_4.html
                        • franzmaurer Dzień 38 - certyfikaty... certyfikaty... 24.03.04, 07:22
                          dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/03.24/Finansowy/01/01.html
                          Koszt uzyskania certyfikatu CE waha sie od kilkuset do kilku tysiecy zlotych

                          Z chwila wejscia Polski do Unii Europejskiej, polscy producenci wyrobow
                          przemyslowych, ktore objete zostana tzw. dyrektywami Nowego Podejscia - m.in.
                          zabawek, wyrobow budowlanych, maszyn i urzadzen medycznych, beda musieli
                          oznaczyc swoje wyroby znakiem CE (European Conformite, czyli zgodnosc
                          europejska). Dotyczy to takze przedsiebiorcow, ktorzy beda sprzedawac swoje
                          wyroby wylacznie w Polsce.

                          Firmy, ktore nie udowodnia zgodnosci swojego produktu z europejskimi
                          standardami, nie beda mogly wprowadzic go na rynek. Problem tylko w tym, ze
                          zgodnie z przepisami znak CE moze byc nadany jedynie na terenie Unii
                          Europejskiej, a to oznacza, ze dopiero po 1 maja 2004 r. polskie instytucje
                          uzyskaja odpowiednie uprawnienia do przyznawania tego oznaczenia.

                          Za granica drozej
                          Przepisy wprawdzie umozliwiaja wystapienie o notyfikacje (bez ktorej nie mozna
                          wydawac oznaczen CE) polskich jednostek notyfikowanych, m.in. Instytutu
                          Techniki Budowlanej (ITB), ale dopiero po wejsciu Polski do Unii Europejskiej.
                          Do statusu europejskiej jednostki notyfikowanej aspiruje okolo 70 polskich
                          instytucji, jednak ich aplikacje moga oczekiwac na wpis i notyfikacje w
                          Brukseli jeszcze kilka miesiecy.

                          Przedsiebiorcy obawiaja sie wiec, ze dojdzie do sytuacji, w ktorej bezposrednio
                          po 1 maja nie bedzie mozliwosci znakowania krajowych wyrobow oznaczeniem CE i
                          wprowadzania ich na rynek. Resort gospodarki uspokaja, ze wystapil do Komisji
                          Europejskiej z wnioskiem o ustalenie numerow dla wielu polskich jednostek
                          certyfikujacych, aby z dniem wejscia Polski do UE jednostki te staly sie
                          formalnie notyfikowanymi, a ich certyfikaty mialy moc prawna juz 2 maja 2004 r.

                          Niektore polskie jednostki certyfikujace - jak Centralny Instytut Ochrony
                          Pracy - Panstwowy Instytut Badawczy, wydaja juz promese certyfikatu, ktory po
                          uzyskania przez nie wymaganego statusu zostanie zamieniony na wlasciwy
                          dokument, uprawniajacy do oznakowania wyrobu znakiem CE. Powinno to zapewnic
                          odpowiednio wczesne uzyskanie prawa do oznakowania CE.

                          Producenci, ktorzy nie chca czekac do 1 maja, moga uzyskiwac certyfikat UE w
                          krajach Unii - jest to calkowicie legalne, jednak wymaga zalozenia i
                          utrzymywania przedstawicielstwa na terenie UE, co wiaze sie z wyzszymi
                          kosztami. Nie kazda firma moze sobie na taki krok pozwolic.

                          W Polsce obecnie certyfikaty na znak CE wystawiaja filie unijnych jednostek
                          notyfikowanych, jak np. Bureau Veritas Polska, TUV Rheinland Zetom, czy KEMA
                          Registered Quality Polska. Niektore filie oferuja swe uslugi taniej niz ich
                          unijne centrale.

                          Sredni koszt uzyskania certyfikatu CE nie bedzie odbiegal od kosztow
                          ponoszonych na uzyskanie dotychczas obowiazujacego w Polsce certyfikatu
                          bezpieczenstwa B, ktory od 1 maja stanie sie oznaczeniem dobrowolnym. W
                          zaleznosci od produktu znak CE kosztowac bedzie od kilkuset do kilku tysiecy
                          zlotych. W przypadku zabawek dla dzieci do 3 lat, jak grzechotki lub klocki
                          wykonane z tworzyw sztucznych, trzeba zaplacic od 300 do 500 zl. Producent
                          kosiarek trawnikowych z napedem elektrycznym bedzie musial wydac znacznie
                          wiecej - od 3 do 5 tys. zl.

                          Kilka dyrektyw, jeden znak
                          Znaku "CE" nie nalezy traktowac jako symbolu jakosci ani rekojmi bezpieczenstwa
                          towaru. Jest on jedynie potwierdzeniem, iz producent lub jego uprawomocniony
                          przedstawiciel (na przyklad importer towaru wytwarzanego poza obszarem Unii)
                          deklaruje zgodnosc wyrobu z zasadniczymi wymaganiami bezpieczenstwa. Z tego
                          powodu, znakowania "CE" nie wolno tez stosowac na produktach nie objetych
                          takimi dyrektywami.
                          Produkt oprocz znaku CE musi zostac opatrzony nazwa producenta lub jego
                          upowaznionego przedstawiciela, a takze numerem identyfikacyjnym jednostki
                          certyfikujacej, jezeli byla ona zaangazowana w procedure potwierdzania
                          zgodnosci.
                          Znak CE musi byc widoczny i czytelny oraz miec ustalona forme graficzna. W
                          przypadku zabawek musi miec co najmniej 5 milimetrow. Znak CE jest zawsze
                          jeden, bez wzgledu na ilosc dyrektyw, ktorym musi odpowiadac dany wyrob (np.
                          maszyna z napedem elektrycznym podlega 3 dyrektywom).

                          Odpowiada producent
                          Znak CE jest znany nie tylko polskim konsumentom, ale tez czesci producentow,
                          ktorzy juz dzialaja na europejskim rynku, eksportujacym do krajow Unii.
                          Niektorzy przedsiebiorcy, nie stosujacy dotychczas podobnego oznaczenia, sadza
                          mylnie, ze znak CE "sie zdobywa" lub nadaje go zewnetrzny podmiot. Tymczasem
                          producent wprowadza oznakowanie CE na wlasna odpowiedzialnosc. Jesli
                          uzytkownikowi wytworzonego przezen towaru przydarzy sie wypadek, bedzie musial
                          wykazac przed sadem, ze stalo sie to na skutek niewlasciwego obchodzenia sie z
                          wyrobem, ktory sam w sobie jest bezpieczny.

                          Sam producent musi wiec zadecydowac, czy jego wyrob podlega ktorejkolwiek (lub
                          kilku jednoczesnie) dyrektywom, a nastepnie podjac dzialania, ktorych finalem
                          bedzie umieszczenie na produkcie symbolu CE. W tym celu musi zapoznac sie z
                          tekstami dyrektyw dotyczacymi wyrobu, stwierdzic, czy wyrob spelnia zawarte w
                          nich wymagania, czy procedura umieszczania znaku wymaga udzialu jednostki
                          notyfikowanej (i ewentualnie zlecic przeprowadzenie badan), przygotowac pelna
                          dokumentacje wyrobu zgodnie z wymaganiami dyrektywy, a na koniec (sam lub
                          poprzez upowaznionego przedstawiciela) podpisac deklaracje zgodnosci EC.
                          Deklaracja zgodnosci musi byc przechowywana wraz z dokumentacja techniczna
                          przez co najmniej 10 lat od dnia wyprodukowania ostatniego wyrobu. Poszczegolne
                          dyrektywy okreslaja niezbedna zawartosc takiej dokumentacji.

                          Badania wyrobow wedlug standardow unijnych przedsiebiorcy powinni dokonywac juz
                          teraz, nie czekajac do 1 maja, aby z chwila integracji moc wprowadzic od razu
                          swoje towary na rynek. Instytucje nadzoru rynku, jak Urzad Ochrony Konkurencji
                          i Konsumentow czy Inspekcja Handlowa, beda egzekwowaly prawo, o ile trafia na
                          produkt nie spelniajacy norm. Niektorym producentom zapewne bedzie sie udawalo
                          unikac konsekwencji - jednak niezbyt dlugo. Znowelizowana polska ustawa o
                          ocenie zgodnosci wprowadzajaca obowiazek oznaczania produktow symbolem CE
                          przewiduje za wprowadzanie na rynek produktow nieoznaczonych podlegajacych
                          dyrektywom kary nawet do 100 tys. zl.

                          Szczegolowe informacje na temat oznaczenia CE mozna odnalezc na stronie
                          internetowej www.oznaczenie-ce.pl.
    • robisc Dzień 37 - opodatkowanie zapasów cd 25.03.04, 21:48
      Rolnictwo Posłowie nie chcą ustawy o nadmiernych zapasach
      UE na pewno nam nie odpuści




      Unijny komisarz ds. rolnictwa Franz Fischler domaga się od Polski przyjęcia
      przepisów, które mają uchronić kraje "15" przed nadmiernym napływem żywności z
      państw przystępujących do Wspólnoty. Polscy posłowie uważają, że nowe regulacje
      źle wpłyną na kondycję krajowych firm spożywczych.

      (C) AP

      Wiele wskazuje na to, że Sejm nie przyjmie ustawy nakładającej kary za zbyt
      wysokie zapasy żywności. Tym samym polskie prawo będzie sprzeczne z unijnym.

      Jeśli tak się stanie, Bruksela skieruje sprawę do unijnego trybunału w
      Luksemburgu. Przegrana oznacza konieczność zapłacenia kary.

      Przyjęcia ustawy o opodatkowaniu nadzwyczajnych zapasów żywności domaga się od
      nas UE. Kraje "15" obawiają się, że po 1 maja gromadzona w Polsce żywność
      zaleje unijny rynek, bo jej cena jest w Polsce znacznie niższa niż na terenie
      Wspólnoty. Zapewne będą chcieli na tym skorzystać spekulanci. Kary za
      posiadanie zbyt dużych zapasów mają dotyczyć ok. 200 produktów wytwarzanych w
      Polsce i wyrobów importowanych. Dla przykładu: wołowina, wszystkie zboża,
      produkty mleczarskie, pieczarki i wyroby, które zawierają przynajmniej 10 proc.
      cukru. Każda firma, która będzie miała zapasy tych produktów o 10 proc. wyższe
      niż średnia z ostatnich trzech lat, ma zapłacić karę.

      Posłowie przeciw ustawie

      We wtorek projektem ustawy zajmowali się posłowie specjalnej podkomisji.
      Zdecydowali, że będą rekomendować odrzucenie projektu. - Ta ustawa jest zbyt
      rygorystyczna. Jej przepisy wpłyną negatywnie na kondycję działających w Polsce
      firm. Sygnalizowali nam to przedstawiciele wielu branż: począwszy od
      producentów czosnku do producentów mięsa drobiowego - mówi poseł SKL Małgorzata
      Rohde, członek podkomisji negatywnie oceniającej rządowy projekt.

      - Już podczas pierwszego czytania ustawy mieliśmy sporo zastrzeżeń. Wiele
      wskazuje na to, że zastrzeżenia podkomisji są zasadne - mówi Bogusław
      Liberadzki, poseł SLD i wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Europejskiej, do
      której wkrótce powinien trafić raport z prac podkomisji. W ocenie posłów
      przepisy ustawy mogłyby objąć zbyt dużą grupę towarów. Poza tym nie ma
      określonej normy wielkości zapasów, trudno więc określić, co oznacza termin
      nadmierne zapasy. Posłowie dowiedzieli się, że Komisja Europejska może określić
      normę w październiku.

      W Biurze Informacyjnym Sejmu powiedziano nam, że raport z prac podkomisji to
      jedynie pomoc dla posłów. - Sprawozdanie można przyjąć, można także odrzucić.
      Sejm może przychylić się do wniosków posłów Komisji Europejskiej, ale nie musi
      ich brać pod uwagę - usłyszeliśmy w Biurze Informacyjnym.

      Żadnego komentarza nie uzyskaliśmy od Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi,
      które pilotuje prace parlamentarne nad projektem. Wcześniej przedstawiciele
      resortu wypowiadali się krytycznie na temat wymogów UE.

      Zapowiedzi wprowadzenia kar spowodowały, że w skupie do 680 zł za tonę spadły
      ceny pszenicy. Firmy przetwórcze obawiają się, że nie uda im się wykorzystać
      zboża po 1 maja, ograniczyły więc zakupy.

      Kto straci

      Bruksela nie chce komentować zamieszania związanego z ustawą o nadmiernych
      zapasach, dopóki nie dostanie oficjalnego stanowiska polskiego rządu. Nie
      wiadomo więc, jak zostaniemy ukarani za niedostosowanie polskiego prawa do
      legislacji unijnej. Komisja może po 1 maja skierować sprawę do unijnego sądu w
      Luksemburgu. Biorąc pod uwagę procedury odwoławcze, nie gwarantuje to szybkiej
      zmiany polskich regulacji. Polska, jeśli chciałaby się zabezpieczyć przed
      zalewem spekulacyjnej żywności, musiałaby zamknąć granice. Na razie nikt nie
      mówi głośno o takim scenariuszu. - Na pewno nie zmienimy i nie skrócimy listy
      pozycji uznanych za spekulacyjne. Ona już jest prawem wspólnotowym -
      powiedziano nam w Komisji.

      Podczas ostatniego poszerzenia Unii o Szwecję, Finlandię i Austrię mechanizmem
      kontrolnym objęto jedynie kilka produktów. Oprócz cukru były to towary z
      importu, wobec których Wspólnota stosuje wysokie cła (ryż, oliwa). Kara za zbyt
      duże zapasy określana była wówczas jako różnica między starymi i nowymi
      stawkami celnymi. Obecnie UE chce, aby kary wynosiły 100 i więcej procent
      wartości zgromadzonego produktu. W przypadku mleka sankcja ma być wyższa: 167
      euro za 100 kg.

      Anna Słojewska z Brukseli, Mariusz Przybylski

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040325/ekonomia/ekonomia_a_5.html
    • robisc Dzień 36 - o cenach po akcesji 26.03.04, 21:33
      Najwięcej dopłacimy do żywności


      Nie wywoływać wilka z lasu - komentarz


      ANDRZEJ KRAUZE

      Dodatkowy wzrost cen z powodu wejścia do Unii


      Przyczyny podwyżek w latach 2004-2008


      Dzisiaj szefowie Narodowego Banku Polskiego i Urzędu Ochrony Konkurencji i
      Konsumentów mają przedstawić raport o wpływie naszego wejścia do Unii
      Europejskiej na poziom krajowych cen. Wczoraj swoje prognozy przedstawiło
      Ministerstwo Finansów. Według MF, w wyniku naszej integracji z UE wzrost cen w
      tym roku będzie wyższy średnio o 1,1 punkt procentowy. Najbardziej podrożeje
      żywność.


      - Nie powinno to mieć wpływu na kondycję gospodarstw domowych - uspokaja
      Ministerstwo Finansów. Gdyby jednak stało się inaczej, to wtedy jest gotów
      wkroczyć UOKiK, który dzisiaj ma przestawić plany działań, które zapobiegną
      ewentualnej, nadmiernej podwyżce cen. - Mieliśmy sygnały że wejście do Unii
      Europejskiej może być dla niektórych przedsiębiorców pretekstem do
      nieuzasadnionych podwyżek - mówi Elżbieta Anders, rzecznik UOKiK.

      W skuteczność planów urzędu powątpiewa Andrzej Sadowski z Centrum im Adama
      Smitha. - Należy zadać pytanie, dlaczego dotychczasowe działania UOKiK w takim
      obszarze jak telekomunikacja nie przyniosły żadnych efektów; ceny usług
      telekomunikacyjnych w Polsce są dziś jednymi z najwyższych w świecie, a
      dostępność ograniczona - komentuje Andrzej Sadowski.

      Jego zdaniem zapowiedź działań urzędu należy odczytywać raczej jako deklarację
      polityczną, która nie świadczy o jego realnych możliwościach. Tym bardziej że
      ilość dodatkowych procesów gospodarczych w momencie naszej integracji z UE
      będzie trudna do skontrolowania choćby w związku ze wzrostem skali wyłudzeń
      podatku VAT.

      Na razie prawie o połowę taniej

      Jak przypomina MF, ceny w Polsce są obecnie znacznie niższe niż w krajach UE;
      za polskie towary trzeba zapłacić średnio 54 proc. tego, co w UE. To średnia,
      ponieważ dobra wysoko przetworzone kosztują u nas prawie tyle samo, co w UE.
      Samochody w Polsce są o 14 proc. tańsze niż w krajach Unii. Różnice w cenach
      najbardziej widać po żywności, za którą w naszym kraju płacimy znacznie mniej
      niż we wspólnym rynku.

      - Ceny detaliczne zależą od potencjału nabywczego konsumentów. Ponieważ nie
      szykuje się jego gwałtowny wzrost, nie należy spodziewać się także gwałtownych
      podwyżek wynikających z naszej integracji - mówił na konferencji Jacek
      Krzyślak, dyrektor Departamentu Polityki Finansowej, Analiz i Statystyki
      Ministerstwa Finansów (MF). Znaczących podwyżek nie zaobserwowano podczas
      poprzednich poszerzeń UE. Co więcej, różnice cen można zaobserwować między
      poszczególnymi krajami Wspólnoty.

      Z analiz Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych, który pracował na zlecenie
      MF i robił wyliczenia zmian parytetu siły nabywczej, wynika, że żywność
      zdrożeje o 5-6 proc. Wpływ na to będą miały wyższe ceny zbóż o 10-15 proc.,
      roślin oleistych o 5 proc., mleka o 40 proc., wołowiny i wieprzowiny o 10-15
      proc. i cukru, którego cena wzrośnie o 35 proc. Do plusów naszej integracji
      można zaliczyć 11-proc. spadek cen mięsa drobiowego.

      Prognozy MF są zgodne z oczekiwaniami większości Polaków - jak wynika z
      niedawnego badania Ipsos, aż 75 proc. z nas (głównie osoby o najniższych
      dochodach i bezrobotni) sądzi, że po przystąpieniu do UE zdrożeją produkty
      spożywcze.

      Choć NOBE przewiduje, że stanieją także niektóre alkohole, kosmetyki, perfumy i
      tekstylia z Turcji, aż 61 proc. Polaków spodziewa się podwyżki cen odzieży i
      obuwia po 1 maja.

      Dziś swoją analizę zmian cen ma przedstawić NBP - jego wyliczenia zawarte w
      poufnej analizie przedstawiliśmy w "Rz" przez kilkoma dniami. Wynikało z niech,
      że ceny detaliczne towarów i usług po integracji z UE wzrosną w tym roku
      maksymalnie o 1,6 punktu procentowego, zaś inflacja w całym 2004 roku wyniesie
      2,5 proc. Według naszych informacji, NBP skorygował teraz jednak w dół swe
      szacunki wzrostu cen.

      Wpływ VAT i akcyzy

      Ministerstwo Finansów wskazuje też inny powód podwyżek - zmiany w podatku VAT i
      akcyzie. Jako członek UE po 1 maja Polska zobowiązana będzie stosować takie
      same mechanizmy regulacji rynku, jak inne kraje Wspólnoty. Przyjmiemy więc
      unijną taryfę celną, musimy dostosować nasze stawki VAT i akcyzy do wymogów UE,
      będziemy uczestniczyć w mechanizmach Wspólnej Polityki Rolnej. Przykładowo
      wzrost akcyzy na papierosy doprowadzi do podwyżek ich cen.

      Właśnie z tych trzech powodów mogą rosnąć ceny towarów w Polsce. - Mogą, ale
      wcale nie muszą - podkreślają urzędnicy MF. Po pierwsze konkurencja na polskim
      rynku będzie większa niż obecnie, ponieważ firmy z krajów Wspólnoty będą miały
      takie same warunki działania w Polsce, jak krajowe podmioty. Może to wpłynąć na
      obniżkę cen wybranych produktów. Poza tym polskie regulacje są dostosowywane do
      unijnych od wielu lat.

      Wynika z tego, że te produkty, których ceny mają się zmienić, w większości już
      podrożały. Przykładowo: chociaż VAT na materiały budowlane wzrośnie dopiero po
      1 maja, ceny tych wyrobów podrożały w ostatnich miesiącach.

      Inne powody możliwego wzrostu cen wskazuje firma doradcza The Boston Consulting
      Group. Jej eksperci zwracają uwagę na duże różnice cen markowych produktów, np.
      Nescafe i herbaty Liptona w Polsce i w Niemczech, prognozując, iż zniknięcie
      barier celnych po 1 maja będzie zachętą do "transgranicznych" interesów; na
      jednym transporcie tańszej Nescafe z Polski do Berlina można by zarobić 60 tys.
      EUR. Jest to zachęta do wyrównania cen markowych towarów, a więc ich podwyżki
      na naszych rynkach. Jak jednak przewiduje BCG, przed szybkim wyrównaniem cen
      będą firmy powstrzymywać m.in. duże różnice w zamożności konsumentów i silna
      konkurencja dużych sieci handlowych w Europie Środkowej i Wschodniej.

      Na proces dostosowania cen zwraca też uwagę Jacek Wiśniewski, kierownik zespołu
      analiz i prognoz rynkowych Pekao SA zapowiadając, że w okresie od maja do lipca
      2004 r. skumuluje się wiele zmian z tytułu wejścia do UE. Będzie olbrzymie
      dostosowanie cen żywności, które są najważniejszą częścią wzrostu inflacji -
      mówi.

      O zbliżaniu się struktury cen w Polsce do struktury w UE mówi też Andrzej
      Sadowski: - Pewne towary ewidentnie będą tanieć, np. alkohole, co dla wąskiej
      grupy odbiorców będzie dobrą wiadomością - zauważa.

      A.B., M.P, A.K.

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040326/ekonomia/ekonomia_a_1.html
      • robisc Dzień 33 - Rzeź zakładów mięsnych 29.03.04, 19:23
        Polska/ Po 1 maja kilkaset polskich zakładów branży mięsnej może przestać
        działać


        29.03.2004 Poznań (PAP) - 300-400 zakładów branży mięsnej, z działających w
        Polsce ponad 5 tys., przestanie funkcjonować po 1 maja - ocenia główny
        weterynarz kraju Piotr Kołodziej. Jest to związane z nieprzystosowaniem tych
        firm do norm unijnych, przede wszystkim sanitarnych.

        Zakłady, którym grozi zamknięcie, to firmy zajmujące się głównie ubojem.
        Zdaniem Kołodzieja, szanse na przetrwanie mimo niedostosowania się do norm
        unijnych w zakresie uboju mają przedsiębiorstwa o szerszym profilu
        działalności.

        "Każdy może znaleźć swoje miejsce. (...) Te zakłady, które nie przystosowały
        się do warunków unijnych, mogą działać handlując na rynku krajowym" -
        powiedział PAP Kołodziej.

        Przyznał, że dostosowanie do wymagań unijnych to duży wysiłek dla każdej firmy.
        Część z nich wiedząc, że nie zdąży do 1 maja 2004 roku wdrożyć standardów
        europejskich, poprosiło unijną Komisję Europejską o przyznanie dodatkowego
        czasu na dostosowanie.

        Obecnie na decyzję Komisji czeka 286 firm. KE ma ją wydać w kwietniu. Na
        przystosowanie się do nowych wymogów Komisja może przyznać tym firmom dodatkowo
        od 6 miesięcy do maksymalnie 12 miesięcy czasu. [powrót]

        [Integracja]
    • klip-klap Nadgorliwcy ze swoimi tęsknotami 28.03.04, 12:35
      We wtorek dyrektorzy szkół w Bydgoszczy zostali powiadomieni, że 1 maja, w dniu
      wejścia do Unii, mają przyprowadzić 50 uczniów na plac Wolności i uczestniczyć w
      pochodzie na Stary Rynek - pisze "Gazeta Pomorska".

      fakty.interia.pl/kraj/news?inf=486158
      • robisc Klip - dałeś link o JKM 28.03.04, 13:55
        Swoją drogą - dlaczego staruje jako niezależny?
        • klip-klap poprawiam tą freudowską pomyłkę ;) 28.03.04, 14:55

          fakty.interia.pl/wiadomosci/prasa/news?inf=485942
    • robisc Dzień 32 - będziem obchodzić 30.03.04, 22:42
      Polska/ Rząd o przygotowaniach do obchodów wejścia Polski do UE


      30.03.2004 Warszawa (PAP) - Uroczysty koncert w Teatrze Wielkim z udziałem
      przedstawicieli najwyższych polskich władz rozpocznie 28 kwietnia oficjalne
      obchody wejścia Polski do Unii Europejskiej. Na przełom kwietnia i maja
      zaplanowano szereg imprez oficjalnych i masowych z okazji integracji z Unią.

      Rząd zapoznał się we wtorek z przygotowaną przez Urząd Komitetu Integracji
      Europejskiej informacją na temat przygotowań do uroczystości o charakterze
      centralnym związanych z przystąpieniem Polski do UE.

      Na 28 kwietnia zaplanowano koncert w Teatrze Wielkim pt. "Muzyka Źródeł". Wśród
      zaproszonych gości są prezydent, premier, marszałkowie Sejmu i Senatu, korpus
      dyplomatyczny, osobistości świata kultury i nauki, a także uczestnicy
      Europejskiego Szczytu Ekonomicznego, który odbędzie się pod koniec kwietnia w
      Warszawie. Koncert przygotowuje UKIE oraz Program 2 TVP.

      30 kwietnia w sali obrad Sejmu, w obecności posłów i senatorów, wystąpienie
      wygłosi prezydent Niemiec Johannes Rau.

      Tego samego dnia na Placu Piłsudskiego prezydent Aleksander Kwaśniewski
      wciągnie na maszt flagę Unii Europejskiej. Odbędzie się to zgodnie z
      ceremoniałem przewidzianym dla uroczystości państwowych, w obecności premiera,
      marszałków Sejmu i Senatu, korpusu dyplomatycznego oraz osobistości
      zaangażowanych w integrację europejską.

      Także z udziałem przedstawicieli najwyższych władz państwowych 1 maja w
      ogrodach Zamku Warszawskiego, pod Arkadami Kubickiego, na siedmiu estradach
      odbędzie się widowisko plenerowe pt. "Zamek Warszawski - maj 2004". Widowisko z
      udziałem artystów Filharmonii Narodowej, Teatru Narodowego oraz Teatru Starego
      z Krakowa powstaje według scenariusza Mikołaja Grabowskiego. Imprezie patronuje
      minister kultury.

      W Warszawie planowane są też inne przedsięwzięcia, które dzięki temu, że będą
      transmitowane przez Telewizję Polską, będą miały zasięg ogólnokrajowy.

      Na 30 kwietnia zaplanowano koncert "Welcome Europe", organizowany przez TVP,
      niemiecką stację telewizyjną ZDF oraz Europejską Unię Nadawców.

      Będzie to koncert na dwóch scenach: w Warszawie na Placu Zamkowym i w Berlinie
      w Konzerthaus. Wystąpią w nich artyści z krajów przystępujących do UE.
      Przewidywane są także relacje z Dublina, Krakowa i Malty.

      1 maja na dziedzińcu Zamku Ujazdowskiego odbędzie się happening "Śniadanie
      Europejskie" organizowane przez UKIE i Polską Fundację im. Roberta Schumana.

      8 maja na Placu Teatralnym powstanie Miasteczko Europejskie. Imprezę
      przygotowuje UKIE, mazowiecki urząd wojewódzki, urząd miasta stołecznego
      Warszawy, Telewizja Polska oraz Polska Fundacja im. Roberta Schumana.

      Będzie to festyn o tematyce europejskiej dla mieszkańców Warszawy oraz
      młodzieży zaproszonej z całej Polski. Zorganizowanie zostaną stoiska
      informacyjne, zabawy i konkursy o charakterze europejskim oraz koncert muzyki
      popularnej.

      Ponadto UKIE oraz MSWiA i Komenda Główna Straży Granicznej przygotowują
      akcję "Witamy w Unii Europejskiej". Przejścia graniczne między Polską a
      państwami UE udekorowane zostaną europejskimi symbolami, rozdawane będę ulotki
      i plakaty informacyjne.

      Wiele imprez z okazji wejścia Polski do UE, które odbędą się w całej Polsce,
      przygotowują urzędy wojewódzkie, samorządy i organizacje pozarządowe.
      • franzmaurer Dzień 31 - ciekawe ile się zmieniło 31.03.04, 13:46
        dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/03.31/Finansowy/01/01.html
        Ostatni dzwonek

        Blisko polowa przedsiebiorcow przyznala sie do nieznajomosci przepisow, ktore
        zaczna obowiazywac po 1 maja 2004 r.
        Jak wynika z badan przeprowadzonych w ubieglym roku przez Krajowa Izbe
        Gospodarcza, zaledwie 8 proc. polskich przedsiebiorcow ocenia, ze zna wszystkie
        unijne rozwiazania prawne istotne dla ich firm. Blisko polowa badanych znala
        czesc wdrazanego ustawodawstwa dotyczacego ich dzialalnosci, zas ponad jedna
        trzecia - prawie 37 proc., nie miala informacji na temat prawa unijnego. 6,5
        proc. wlascicieli firm nie bylo w ogole zainteresowanych ustawodawstwem UE,
        uwazajac, ze ono wcale ich nie dotyczy, skoro dzialaja wylacznie na rynku
        krajowym.
        Pozostaje miec nadzieje, ze w ciagu roku, ktory uplynal od opublikowania
        wynikow badan KIG, proporcje te ulegly zmianie na korzysc lepiej
        poinformowanych. Aby jednak pomoc tym, ktorzy i dzis przyznaliby sie do
        niewiedzy, w tym i nastepnym tygodniu postanowilismy opublikowac wykaz ponad 30
        aktow prawnych, wchodzacych w zycie z chwila przystapienia Polski do Unii
        Europejskiej. To juz naprawde ostatni dzwonek, aby sie z nimi zapoznac.
        [...]
        Wszystkie akty prawne dostepne sa na stronie internetowej www.lex.pl
    • robisc Dzień 30 - stan przygotowań 01.04.04, 21:07


      UE/ Na miesiąc przed członkostwem UE Polska niegotowa w rolnictwie


      01.04.2004 Bruksela (PAP) - Na miesiąc przed przystąpieniem do UE kraje, które
      staną się jej członkami 1 maja, w tym Polska, mają nadal zaległości w
      przygotowaniach do rozdziału dopłat dla rolników i w dostosowaniu produkcji
      mięsa i mleka do norm sanitarnych Unii - oświadczyła w czwartek Komisja
      Europejska.

      "Pozostały dwie sprawy, które trzeba pilnie uregulować: systemy i agencje
      płatnicze do wypłacania dopłat bezpośrednich dla rolników (...) i normy
      sanitarne w produkcji żywności" - powiedział pytany o to przez dziennikarzy
      Jean-Christophe Filori, rzecznik komisarza UE ds. rozszerzenia Guentera
      Verheugena .

      Na pytanie, czy Komisja zamierza zastosować jakieś sankcje wobec nowych państw
      członkowskich, odpowiedział, że "jak dotąd nie zapadła żadna decyzja dotycząca
      klauzul ochronnych ani postępowań przeciwko łamaniu prawa unijnego".

      Zawarte w Traktacie Akcesyjnym klauzule pozwalają Komisji chronić jednolity
      unijny rynek przed dostępem do niego towarów czy usług wytworzonych niezgodnie
      z regułami unijnymi, a więc pochodzących z krajów, które nie dostosowały się do
      tych reguł.

      Z kolei postępowania przeciwko państwom członkowskim, które nie dostosowały się
      do prawa unijnego lub je łamią, są wszczynane niemal codziennie już w tej
      chwili i w wielu wypadkach kończą się pozwem do Trybunału Sprawiedliwości UE w
      Luksemburgu.

      Filori relatywizował znaczenie tych procedur, podkreślając, że w tej chwili
      trwa ponad 2200 postępowań przeciwko obecnym państwom Unii, jakby chciał dać do
      zrozumienia, że to normalne, że zostaną one wszczęte także przeciw nowym
      członkom.

      W ramach toczących się postępowań Komisja zażądała na przykład w czwartek
      wyjaśnień od ośmiu państw UE, dlaczego spóźniają się z wdrożeniem dyrektywy
      zakazującej niechcianych e-maili (spam) i instalacji poprzez Internet programów
      umożliwiających identyfikację użytkownika komputera osobistego (cookies).
    • robisc Dzień 28 - o zapasach ponownie 03.04.04, 23:47
      Integracja z UE Ustawa o nadmiernych zapasach
      Gorzki przepis o cukrze

      Już tylko jeden przepis dzieli przedsiębiorców, posłów i rząd w pracach nad
      projektem ustawy o nadmiernych zapasach. Dotyczy produktów, które zawierają
      przynajmniej 10 proc. cukru. Strony porozumiały się w sprawie pozostałych 12
      przepisów, ustawa ma więc szanse zostać uchwalona przed 1 maja.

      Przyjęcia ustawy o opodatkowaniu nadzwyczajnych zapasów żywności domaga się od
      nas UE. Kraje "15" obawiają się, że po 1 maja gromadzona w krajach kandydackich
      żywność zaleje unijny rynek. Produkty spożywcze w państwach wstępujących do UE
      są znacznie tańsze niż na terenie Wspólnoty.

      Pierwsza wersja projektu ustawy, którą przesłał do Sejmu rząd, spotkała się z
      natychmiastową krytyką posłów i przedsiębiorców. Dlatego specjalna podkomisja
      odrzuciła rządowy projekt. Resort rolnictwa prezentował kolejne, jednocześnie
      negocjował z przedsiębiorcami. W piątek podczas posiedzenia podkomisji stronom
      udało się porozumieć co do 12 z 13 artykułów ustawy. - Konsensus wynika z
      faktu, że polskie prawo odpowiadające unijnym wymogom będzie korzystniejsze dla
      firm niż stosowanie od 1 maja unijnych przepisów - powiedziała "Rz" Małgorzata
      Rohde, poseł SKL i członek podkomisji. Chodzi o to, że jeśli parlament nie
      uchwali ustawy na czas, będą obowiązywać u nas regulacje przyjęte w Brukseli. W
      praktyce utrudniłyby one życie firmom. Ułatwiałyby także nałożenie kar na
      przedsiębiorców, którzy mają duże zapasy żywności.

      Obecnie kontrowersje dotyczą tylko art. 8 projektu ustawy. Chodzi o to, jak
      określić nadmierne zapasy produktów, które zawierają przynajmniej 10 proc.
      cukru. - Chcielibyśmy, aby 1 maja polskie firmy mogły mieć zapasy o 20 proc.
      większe niż przed rokiem. Obniżenie tego pułapu spowoduje olbrzymie problemy,
      które obejmą zapasy ok. 400 grup towarowych - powiedział "Rz" Andrzej Gancer,
      dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. Przedsiębiorcy
      twierdzą, że urzędnicy resortu rolnictwa najpierw zgodzili się na takie
      rozwiązania, a następnie wycofali się z obietnic. Urzędnicy ministerstwa
      twierdzą, że muszą przedstawić projekt przepisu o wielkości zapasów rządowi. -
      Jeśli rząd nie zgodzi się na proponowany przez nas przepis, liczymy na rozsądek
      posłów - przyznają przedsiębiorcy. Sporny art. 8 ustawy będzie omawiany przez
      posłów prawdopodobnie 13 kwietnia.

      Jeśli Polska nie przyjmie prawa zgodnego z regulacjami UE, Bruksela skieruje
      sprawę do unijnego trybunału w Luksemburgu. Przegrana oznaczać może konieczność
      zapłacenia kar. Na pewno nie uda się zmienić listy produktów, które zdaniem UE
      mogą być przedmiotem spekulacji. Można jednak obniżyć poziom ich zapasów. M.P.

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040403/ekonomia/ekonomia_a_3.html
    • robisc Dzień 27 - Kolejne limity 05.04.04, 21:50


      UE Limity ilościowe na uszlachetnianie tekstyliów
      Zostało tylko osiem dni

      W najbliższych tygodniach Komisja Europejska będzie przyjmowała od tzw.
      przedsiębiorców tradycyjnych zapotrzebowanie na limity ilościowe dotyczące
      towarów tekstylnych i odzieżowych objętych procedurą tzw. uszlachetniania
      biernego. Limity te będą obowiązywały polskie firmy od 1 maja.

      Za przedsiębiorców tradycyjnych przepisy unijne uznają tych, którzy w jednym z
      dwóch ostatnich lat przed akcesją (2002 albo 2003) zajmowali się tzw.
      uszlachetnianiem biernym towarów tekstylnych lub odzieżowych. Zapotrzebowanie
      złożone przez takich przedsiębiorców nie może przekroczyć liczby wyrobów
      objętych procedurą uszlachetniania biernego w jednym ze wspomnianych dwóch lat.

      Komisja będzie następnie wyznaczała limit tekstyliów sprowadzanych do
      uszlachetnienia, np. z Chin, a podstawą będą właśnie zapotrzebowania zgłoszone
      przez firmy z państw członkowskich.

      Nasi przedsiębiorcy mogą złożyć do 13 kwietnia 2004 r. zapotrzebowanie w
      Departamencie Administrowania Obrotem Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki
      Społecznej. Należy podać ogólną liczbę mkw. towarów z podziałem na kategorie
      towarowe oraz wymienić kraje, z których mają być przywożone. Trzeba dołączyć
      pismo przewodnie z informacjami dotyczącymi wszelkich danych teleadresowych
      zgłaszającego.

      O objęcie towarów tekstylnych i odzieżowych procedurą uszlachetnienia biernego
      po 1 maja 2004 r. będą mogły ubiegać się tylko te firmy, które:

      - wytwarzają wyroby podobne i charakteryzują się tym samym stopniem
      przetworzenia co tzw. produkty kompensacyjne, których dotyczy wniosek o objęcie
      procedurą uszlachetnienia biernego,

      - wykonują w swojej fabryce główne procesy produkcyjne (przynajmniej szycie i
      składanie) lub roboty dziewiarskie, jeśli w grę wchodzi w pełni wymodelowana
      odzież uzyskana z przędzy.

      Limity ilościowe do uszlachetnienia biernego można będzie znaleźć w "Ogłoszeniu
      w sprawie zasad importu wyrobów tekstylnych na obszar UE po 1 maja 2004 r.",
      dostępnym na stronie internetowej MGPiPS (www.mg.gov.pl) w
      serwisie "Gospodarka" w dziale "Komunikaty".

      Wielkości niezarezerwowane dla przedsiębiorców tradycyjnych będą mogły być
      wykorzystane przez inne firmy, czyli takie, które ani w 2002 r., ani w 2003 r.
      nie obejmowały towarów tekstylnych lub odzieżowych procedurą uszlachetnienia
      biernego. W tym wypadku limity będą rozdysponowane według zasady kto pierwszy,
      ten lepszy.

      Anna Grabowska

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040405/ekonomia/ekonomia_a_6.html
      • franzmaurer Dzień 26 - Unijny "wolny handel" 06.04.04, 09:14
        Pamiętacie z młodości taką historyjkę (to chyba Bromba byławink o Krainie
        Pieczątkowców???

        Polska bez prawa do eksportu mięsa?
        www.ppr.pl/displayResource.do?_resourcePK=90122
        Komisja Europejska chce, by zakłady mięsne z państw wstępujących do Unii, które
        otrzymały okresy przejściowe, mogły produkować wyłącznie na rynek krajowy.
        Firmy eksportujące do Europy Wschodniej wiele by na tym straciły.

        Spór toczy się o oznakowanie wyrobów produkowanych przez zakłady mięsne z
        państw wstępujących do Unii. Komisja Europejska chce, by na tych artykułach
        znalazła się kwadratowa pieczęć i dopisek: "Wyłącznie na rynek krajowy".

        - Sprawa wyszła miesiąc temu - mówi Jacek Leonkiewicz, radca głównego lekarza
        weterynarii. - Dopisek proponowany przez komisję uniemożliwiłby eksport z tych
        zakładów do państw spoza Wspólnoty Europejskiej. Byłby to dla nich poważny
        problem, dlatego strona polska nie chce się na takie warunki zgodzić.

        Gdyby po naszej akcesji trzeba było umieszczać dopisek o rynku krajowym, spore
        straty mogłyby ponieść Zakłady Mięsne Polmeat w Brodnicy. Od maja firma będzie
        mogła eksportować mięso (ta część zakładów znajdzie się niebawem w kategorii A).

        Niestety przetwórstwo w zakładach zakwalifikowano do kategorii B2. - Postaramy
        się, żeby okres przejściowy był jak najkrótszy - mówi prezes Henryk
        Cieśliński. - Jednak gdybyśmy nawet przez krótki czas musieli produkować tylko
        na rynek krajowy, ponieślibyśmy niewymierne straty.

        Nie chodzi tylko o pieniądze, ale także o wieloletnią współpracę, która
        zostałaby przerwana, albo nawet zerwana. Na Białoruś Polmeat eksportuje
        tłuszcze i mięso wołowe, na Ukrainę - tłuszcze i wędzonki, do Bułgarii i Rosji -
        mięso wieprzowe i wołowe.

        - Na eksport wysyłamy od pięciu do dziesięciu procent produkcji - mówi prezes
        Cieśliński. - Jeśli nie będziemy mogli dalej tego robić, pojawi się problem z
        zagospodarowaniem na przykład podgardli i tłuszczu. Unia najwyraźniej chce nas
        odciąć od innych rynków zbytu.

        - Propozycję Unii zaopiniowaliśmy negatywnie i zaproponowaliśmy dwa wyjścia: na
        wyrobach zakładów z okresami przejściowymi mógłby znaleźć się sam kwadrat, albo
        kwadratowa pieczęć z dopiskiem: nie na rynek Wspólnoty - mówi Leonkiewicz. - Na
        razie nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

        AM, za Gazetą Pomorską
        • krzysztofsf Dzień 26 - niemcy chca wyrownac szanse 06.04.04, 09:30

          gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,2006544.html
          Była NRD strefą specjalną
          PAP 05-04-2004, ostatnia aktualizacja 05-04-2004 17:10
          Doradcy niemieckiego rządu proponują przekształcenie całej byłej NRD w
          specjalną strefę ekonomiczną. Rzecznik ministerstwa komunikacji, budownictwa i
          odbudowy Wschodu Felix Stenschke potwierdził doniesienia tygodnika "Der
          Spiegel" o pracach grupy doradców. Zastrzegł jednak, że nie ogłosili oni
          jeszcze raportu końcowego. Według tygodnika proponuje się m.in. zmniejszenie o
          połowę podatku VAT i utworzenie stref wolnego handlu w portach bałtyckich i na
          lotnisku w Lipsku. Zdaniem "Spiegela", Komisja Europejska uważa, że
          przekształcenie Niemiec Wschodnich w strefę specjalną da się pogodzić z prawem
          unijnym. "Der Spiegel" powołuje się na przykład Polski, gdzie jest 14 takich
          stref. Do 2003 r. utworzono w nich 50 tys. miejsc pracy.
          • franzmaurer Dzień 25 - Komputery Dell'a 07.04.04, 10:47
            Intryguje mnie prężność Dell'a na polskim rynku zamówień publicznych...
            Idę na pocztę - czarne płaskie monitory Dell'a... Byłem raz w PKO BP... czarne
            moniry Dell'a i takowe klawiaturki...

            Co do poniższego artykułu: ile do kurki nędzy może trwać przetarg????
            Ogłoszono go na początku stycznia... OK, były protesty ale 90 dni musi minąć
            żeby paru ćwoków z komisji przetargowej porównało ceny i parametry???

            Dostawa ma nastąpić w ciągu miesiąca podczas gdy ARiMR od 15 kwietnia ma zacząć
            przyjmować wnioski... oczywiście wszystko jest ok - żadna główka nie poleci bo
            nic się nie stanie... wnioski sobie poleżakują a pracownicy wklepią je w
            połowie maja...
            Czy tylko mnie wydaje się to chore???

            www.ppr.pl/displayResource.do?_resourcePK=90509
            ARiMR zakupiła 4 tys. komputerów do obsługi systemu IACS

            Prezes Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa Wojciech Pomajda
            podpisał w poniedziałek umowę z firmą Intertrading Systems Technology (IST) z
            Warszawy na dostawę 4 tys. komputerów marki Dell. Wartość kontraktu wynosi
            prawie 16 mln złotych - poinformowała rzecznik prasowy Agencji Iwona Musiał.

            W ten sposób został rozstrzygnięty przetarg na dostawę 4 tys. PC- tów, które
            mają posłużyć do wprowadzania danych do systemu IACS, umożliwiającego
            otrzymanie przez rolników dopłat bezpośrednich z funduszy unijnych. Od 15
            kwietnia br. Agencja będzie przyjmować wnioski o unijne dopłaty bezpośrednie
            dla rolników.
            Dostawa komputerów do 303 biur powiatowych, 16 oddziałów regionalnych oraz do
            centrali Agencji musi być zrealizowana w ciągu 4 tygodni od daty podpisania
            umowy.
            - Agencja zapłaci za komputery 15 mln 850 tys. zł. Oferta firmy IST była
            najlepsza pod względem cenowym. Była ona tańsza o ok. 3 mln od drugiej w
            kolejności oferty firmy Optimus - powiedziała rzecznik.

            Musiał zaznaczyła, że komputer kosztuje średnio 3,5 tys., a nie 5 tys.
            złotych, jak wcześniej prognozowała prasa, i ma przy tym bardzo dobre parametry
            techniczne. - Firma Dell bardzo zeszła z ceny, jest to wyjątkowo korzystna
            transakcja dla ARiMR - podkreśliła.
            Przetarg na dostawę PC-tów został ogłoszony 5 stycznia 2004 roku. Po protestach
            oferentów, a także krytycznych artykułach prasowych, warunki przetargu w
            połowie lutego zostały zmienione. W pierwszej wersji Agencja postawiła takie
            wymagania techniczne dla komputerów, które mógł spełnić tylko sprzęt
            produkowany przez firmę Dell.
            Rzecznik poinformowała, że w związku z wyborem zwycięzcy do Agencji wpłynęły
            dwa protesty, obydwa zostały oddalone przez Agencję. W ubiegłym tygodniu minął
            też termin wniesienia odwołania oferentów do Urzędu Zamówień Publicznych (wtedy
            następuje arbitraż). Nie wpłynęło żadne odwołanie.
    • klip-klap Dzień 24 - malujemy,strzyżemy,sadzimy ;) 08.04.04, 20:55
      Lud pracujacy miast i wsi z radością nowymi trawnikami wita nowy porządek
      Europejski i zacnych,skromnych oraz uczciwych komisarzy jak i ich wiernych
      giermków(tak w Brukseli jak i w kraju). Z naszej strony zrobimy wszystko by
      wypracować 200% normy,na poczatek oferujemy w podzięce za poświęcenie na rzecz
      stworzenia nowych Europejczyków i tępienia szowinistycznych nacjonalistów te
      kwiatowe kompozycje.


      "11 tysięcy niebieskich i żółtych bratków będzie rosło na Trakcie Królewskim.
      Wczoraj rozpoczęło się wielkie sadzenie. Największa kompozycja z dwukolorowych
      bratków pojawi się na kwietniku na rondzie de Gaulle'a. Wczoraj przywieziono tam
      nową ziemię. Kwiaty utworzą flagę Unii Europejskiej o powierzchni 9 mkw. -
      Pomiędzy niebieskimi bratkami zostaną posadzone żółte symbolizujące kraje "15".
      W ten sposób uświetnimy wstąpienie Polski do Unii - wyjaśnia Iwona Fryczyńska,
      rzecznik prasowy Zarządu Oczyszczania Miasta. Rośliny pojawią się też w 250
      zielonych donicach, po obu stronach Traktu Królewskiego. Posadzenie i
      dwumiesięczną pielęgnacją bratków na Trakcie Królewskim Miejskie
      Przedsiębiorstwo Robót Ogrodniczych, które na zlecenie ZOM obsadza Nowy Świat -
      wyceniło na 26 tys. złotych. ZOM przygotowuje się również do obsadzenia
      kwietników na placu Zamkowym, placu Zawiszy, rondzie ONZ i skwerze przy pomniku
      Lotnika a także miejskich parków. DKAL"

      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plun_040407/plun_a_1.html
    • robisc Dzień 22 - są i plusy 09.04.04, 18:26
      Przemysł spożywczy Po zlikwidowaniu dopłat do unijnego eksportu przetworzonej
      żywności

      Komentarz: Satysfakcja i obawy
      Polscy producenci zadowoleni

      Od ubiegłego poniedziałku Unia Europejska już nie dopłaca do eksportu
      przetworzonej żywności na polski rynek. Dla naszych firm to doskonała
      wiadomość. Dzięki temu mogą łatwiej konkurować z zachodnimi producentami także
      na własnym rynku. Sytuacja jest szczególnie korzystna do 1 maja, ponieważ do
      tego czasu jeszcze obowiązują cła na unijny import.

      - Po zlikwidowaniu przez Unię dopłat do produktów zawierających zboża
      spodziewamy się poprawy na rynku makaronów. Wcześniej unijna oferta z dopłatami
      była tam bardzo konkurencyjna. Produkty sprowadzane z zagranicy nie będą już w
      żaden sposób uprzywilejowane, co jest bardzo istotne w związku ze wzrostem cen
      cukru na polskim rynku - mówi Krzysztof Pawiński, prezes Maspex Wadowice.
      Maspex, który jest właścicielem wytwarzającej makarony firmy Lubella, na lepsze
      dostosowanie oferty Lubelli do gustów konsumentów przeznacza 50 mln zł.

      - Będziemy konkurować na tych samych zasadach, więc o sukcesie zadecyduje
      jakość, znajomość marki i dostęp do sieci handlowych - przewiduje Tomasz
      Walczak z poznańskiej Terravity. Dlatego Terravita, tak samo jak raciborski
      Mieszko, przebudowują swoją sieć dystrybucyjną, by docierać do jak największej
      liczby odbiorców. - Koszty wytworzenia mamy ciągle niższe niż w unijnych
      fabrykach - mówi Marek Moczulski, prezes Mieszka.



      Wiele przedsiębiorstw, w tym m.in. Odra, zmodyfikowało już receptury wybranych
      produktów, by zmniejszyć udział w nich cukru, dzięki czemu staną się tańsze.
      Natomiast unijni hurtownicy słodyczy zaczęli zabiegać o współpracę z polskimi
      wytwórcami czekolad i produktów zawierających czekoladę, gdyż po zniesieniu
      przez UE dopłat do ich eksportu stały się tańsze, a jakość jest porównywalna.

      - Polskim produktom łatwiej będzie zdobyć klienta w kraju i w sklepach "25",
      natomiast unijne firmy raczej nie zwiększą ekspansji, raczej mogą się z niej
      wycofać, gdyż stanie się nieopłacalna - przewiduje Waldemar Broś, wiceprezes
      Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich (KZSM). Nasz kraj utrzymuje przewagę
      eksportu wyrobów mleczarskich nad ich importem z UE. Według KZSM w 2003 r.
      import jogurtów wynosił 1,1 tys. t, serów ok. 5 tys. t (wobec ok. 200 tys. t
      wytwarzanych w Polsce tylko dojrzewających) i masła ok. 3,5 tys. t.

      Firmy nabrały wiary w swoje możliwości rozwojowe, więc przyspieszyły działania
      na rzecz m.in. szybszego wdrożenia systemów potwierdzających jakość produktów. -
      Mleczarnie coraz aktywniej poszukują źródeł sfinansowania swoich
      przedsięwzięć - oceniają w kilku instytucjach finansowych oraz doradczych.

      Kolejny zysk z wycofania się UE z dopłat do eksportu: unijni odbiorcy wyrobów
      Lacpolu już oferują za nie wyższe ceny i np. jeszcze kilka dni wcześniej za
      mleko odtłuszczone płacili 1500 euro/t, a wczoraj dawali 1750 - 1800 euro/t.
      Podobnie jest z masłem, gdyż kosztowało ok. 2000 euro/t, a obecnie już 2300
      euro/t. Kazimierz Łoś, prezes PHZ Lacpol, oraz Zbigniew Żurek ze Spomleku
      liczą, że po 1 maja br., gdy znikną wysokie cła i Polska, jak pozostałe kraje
      UE, będzie objęta dopłatami do eksportu do krajów spoza UE, np. na rynki b.
      ZSRR, Azji i USA, przewaga cenowa ich produktów jeszcze bardziej się ujawni.

      - Włosi i Francuzi tracą nad nami przewagę - cieszy się Michael Marbot,
      właściciel Malmy, wytwarzającej makarony z importowanej pszenicy durum.
      Sprzedaż produktów Malmy systematycznie wzrasta - trafiają one do znanych
      restauracji i specjalistycznych sklepów w większości państw obecnej "15". Malma
      przygotowała się do tej ofensywy, m.in. zaprojektowano specjalne opakowania
      oraz przygotowano receptury wspólnie ze znanymi szefami kuchni.

      Lidia Oktaba
    • robisc Dzień 21 - porozumienie z Rosją 10.04.04, 17:31
      Unia Europejska - Rosja Handel z poszerzoną Wspólnotą
      Zgoda będzie w ostatniej chwili

      KOMENTARZ: Nie będzie wojny handlowej

      Cztery dni przed poszerzeniem UE ma być podpisane porozumienie między
      Wspólnotą a Rosją, dzięki któremu firmy z nowych krajów będą mogły bezpiecznie
      handlować z Rosjanami. Gdyby nie było porozumienia, handel ze Wschodem stałby
      się niemożliwy.

      - Spodziewamy się, że Rosja i Unia Europejska podpiszą 27 kwietnia protokół
      rozszerzający o 10 nowych członków UE rosyjsko-unijne porozumienie o
      partnerstwie i współpracy (PCA) - powiedział "Rz" Constandinos Vardakis,
      sekretarz prasowy przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Moskwie. Razem z
      protokołem ma być podpisana deklaracja o wzajemnych stosunkach.

      Gospodarka i polityka

      PCA reguluje stosunki handlowe między Rosją a UE. Zdaniem UE nowi członkowie
      Wspólnoty powinni być objęci porozumieniem automatycznie. Rosjanie uważali
      jednak, że poszerzenie umowy o dziesięć nowych państw powinien ratyfikować ich
      parlament. - Możemy nie zdążyć z zakończeniem prac przed 1 maja - zapowiadali
      Rosjanie. Przekazali też unijnej administracji listę 14 żądań, których
      spełnienie miało pomóc zmienić ich stanowisko.

      Rosjanie uważają, że poszerzenie UE może pogorszyć kondycję rosyjskich firm.
      Ich zdaniem po 1 maja załamie się rosyjski eksport do naszego regionu Europy.
      Jednym z powodów są np. wyśrubowane unijne normy techniczne od 1 maja
      obowiązujące także w Polsce. Innym - cła antydumpingowe, które Bruksela
      wprowadziła m.in. na import z Rosji aluminium, nawozów i innych półproduktów.

      Zdaniem Komisji Europejskiej ochrona jest konieczna, bo rosyjscy producenci
      zaopatrują się w energię sporo poniżej cen światowych.

      Na liście żądań Moskwy znajdowały się także kwestie polityczne. UE zapowiadała,
      że jeśli PCA nie zostanie poszerzone o nowych członków Wspólnoty, może
      zastosować sankcje wobec firm rosyjskich. Chodzi przede wszystkim o wycofanie
      powszechnego systemu preferencji (GSP) oraz klauzuli najwyższego
      uprzywilejowania (KNU). Dzięki tym przywilejom rosyjskie towary podlegają m.in.
      preferencyjnym stawkom celnym. UE szacowała, że wprowadzenie sankcji może
      kosztować Rosję nawet kilkanaście miliardów euro rocznie.

      Tajemniczy kompromis

      Nie wiadomo, na jakich warunkach zawarto kompromis, który ma uwieńczyć
      podpisanie wspólnej deklaracji oraz protokołu do PCA 27 kwietnia w Luksemburgu.
      Dyplomaci unijni nie informowali o nich, nie chce podać informacji w tym
      zakresie również polskie Ministerstwo Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej.
      Najbardziej kontrowersyjne kwestie mają się znaleźć w deklaracji, którą strony
      mają podpisać razem z protokołem do PCA.

      Wiadomo, że dzięki porozumieniu uda się uniknąć wojny handlowej, na której
      straciłyby m.in. polskie firmy. Przystępując do PCA, kraje musiały wypowiedzieć
      dwustronne umowy zawarte z Rosjanami, aby stać się stroną unijnego
      porozumienia. Polska wypowiedziała umowę z Rosjanami 1 listopada 2003 roku.
      Okres wypowiedzenia wynosi sześć miesięcy, a więc upływa w dniu wejścia Polski
      do UE. Gdyby UE i Rosjanie nie porozumieli się, po 1 maja nie byłoby żadnych
      akceptowanych przez obie strony uregulowań gwarantujących bezpieczeństwo
      wymiany handlowej polskim przedsiębiorcom.

      W 2003 r. polski eksport do Rosji wyniósł 1 mld 512,3 mln USD, a import z
      Rosji - 5 mld 214,7 mln USD.

      Mariusz Przybylski

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040410/ekonomia/ekonomia_a_2.html
    • robisc dzień 19 - gorzki ten cukier 13.04.04, 22:42
      Wyroby cukiernicze Po 1 maja eksport do krajów spoza Unii Europejskiej może się
      załamać
      Dopłaty dla polskich firm dopiero jesienią

      Sprzedaż do krajów spoza Unii Europejskiej polskiego cukru, ciastek, czekolady,
      dżemów i innych wyrobów zawierających cukier najprawdopodobniej załamie się po
      1 maja. Do jesieni polscy producenci nie będą bowiem objęci systemem dopłat do
      eksportu, co spowoduje, że ich wyroby będą mniej konkurencyjne w stosunku do
      oferty firm z "15" - dowiaduje się "Rz".

      Niekorzystny dla naszego kraju zapis w traktacie akcesyjnym znaleźli eksperci
      Agencji Rynku Rolnego. Na razie agencja zawiadomiła eksporterów, że dopłat nie
      będzie w maju i czerwcu. Nieoficjalnie eksperci ARR przyznają, że na dopłaty
      niemal na pewno trzeba będzie czekać do października.

      - To dla nas fatalna wiadomość - przyznaje prezes Stowarzyszenia Polskich
      Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych Polbisco Marek Przeździak.

      Komisja Europejska uznała, że polski cukier może być objęty dopłatami do
      eksportu od nowego sezonu produkcyjnego, który rozpoczyna się w październiku.
      Dopłaty do cukru wyprodukowanego wcześniej będą finansowane ze składek, jakie
      wniosły w poprzednim roku unijne cukrownie. Ponieważ w tym czasie polscy
      producenci nie płacili składek, nie przysługują im dopłaty - uważa Bruksela.

      Od 1 maja ARR nie będzie mogła dotować z krajowego budżetu polskiego eksportu.
      Z tego powodu polska oferta stanie się niezwykle droga. "Ostrzegliśmy już
      naszych odbiorców w Rosji, że będziemy musieli podnieść o kilkadziesiąt procent
      ceny dżemów i innych wyrobów. Uznali, że oszaleliśmy" - skarży się Zbigniew
      Wierzbicki, dyrektor ds. sprzedaży toruńskiej spółki Agro-Hansa, jednego z
      większych eksporterów żywności na Wschód.

      Do tej pory, dzięki dotacjom ARR, producenci wyrobów czekoladowych i
      cukierniczych mogli kupować cukier po 1,2 zł za kg. Po 1 maja cena wzrośnie
      przynajmniej trzykrotnie. W państwach "15" ceny cukru wynoszą około 4,5 zł/kg,
      ale dotacje Unii to 2,25 zł do 1 kg. Dzięki nim unijna oferta będzie tańsza od
      polskiej.

      Zdaniem Marka Przeździaka, jeśli polscy producenci wypadną z rynku nawet na
      krótki czas, trudno im będzie odzyskać klientów.

      Pewną rekompensatą za te trudności są - wprowadzone właśnie przez Komisję
      Europejską - zmiany w zasadach przyznawania dopłat do eksportu mleka w proszku
      i masła. Aby ograniczyć koszty interwencji, Bruksela będzie wybierała oferty
      tych producentów, którzy wystąpią o najmniejsze dopłaty. To szansa dla polskich
      rolników, bo do tej pory wystarczyły im np. dopłaty 0,7 zł do kg mleka w
      proszku. Unijni producenci potrzebowali dopłaty 2,25 zł/kg, aby znaleźć się na
      zagranicznych rynkach. - Dzięki tej zmianie Polska może stać się poważnym
      eksporterem produktów mleczarskich - uważa Mirosława Tereszuk z ARR.

      Unijny system dopłat do eksportu jaj, wołowiny i zbóż pozostanie bez zmian.
      Będą obowiązywać stałe stawki, np. 1,7 euro do 100 sztuk jaj. Dopłaty dostanie
      ten, kto pierwszy się po nie zgłosi, oferując odpowiednie gwarancje finansowe.
      Taki system jest niekorzystny dla naszych firm, bo większość z nich to małe
      przedsiębiorstwa bez wystarczającego kapitału na wymagane przez Brukselę
      kaucje. Szczególnie trudno będzie im walczyć o dopłaty w pierwszych okresie
      członkostwa. Roczna pula dopłat jest już bowiem w dużym stopniu wykorzystana.

      Jędrzej Bielecki


      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040413/ekonomia/ekonomia_a_13.html
    • robisc Dzień 18 - Euro sie oddala 14.04.04, 23:53
      Tylko nie jestem pewien jeszcze, czy to źle czy dobrze w tych okolicznościach
      przyrody.

      2004.04.14 13:19
      Polska i Czechy w strefie euro najwcześniej w 2010 roku

      Polska i Czechy przyjmą euro najwcześniej w 2010 roku, jako ostatnie ze
      wszystkich dziesięciu krajów przystępujących 1 maja do Unii Europejskiej -
      uważają analitycy agencji ratingowej Standard&Poor's.

      "W obu tych przypadkach wysokie deficyty budżetowe i oczekiwania powolnych
      dostosowań fiskalnych sprawiają, że spełnienie fiskalnych kryteriów
      konwergencji przed 2007 rokiem jest mało prawdopodobne - napisali analitycy S&P
      w środowym raporcie.

      "W związku z tym przystąpienie tych krajów do unii gospodarczej i pieniężnej
      może nastąpić najwcześniej w roku 2010" - dodali.

      Fiskalne kryteria konwergencji, określające wymagania stawiane przed krajami
      chcącymi wprowadzić euro, to ograniczenie deficytu budżetowego do maksymalnie 3
      proc. PKB oraz utrzymanie wartości długu publicznego poniżej 60 proc. PKB.

      Średniookresowa strategia finansów publicznych zakłada, że w 2004 roku deficyt
      budżetowy wyniesie 5,3 proc. PKB, a dług publiczny sięgający 50,6 proc. PKB. W
      roku 2005 wartości te mają wynosić odpowiednio 4,2 proc. oraz 55,1 proc.

      Według S&P najlepiej przygotowane do członkostwa w strefie euro są Estonia,
      Łotwa, Litwa oraz Słowenia. Agencja ratingowa oczekuje, że kraje te przyjmą
      wspólną walutę w 2008 roku. Rok później gotowe do przyjęcia euro będą, zdaniem
      S&P, Cypr, Węgry, Malta i Słowacja.

      www.money.pl/pieniadze/wiadomosci/20040414/62601/
    • klip-klap 17 dni do UE - komisarz Hubner składa hołd 15.04.04, 12:31

      Hübner w PE/ Między handlem światowym a polskim eurosceptycyzmem

      14.04.2004 Bruksela (PAP) - Przyszła polska komisarz Unii Europejskiej Danuta
      Hübner musiała w środę, podczas przesłuchiwania w Parlamencie Europejskim,
      stawić czoło całej serii trudnych pytań eurodeputowanych o politykę UE w handlu
      międzynarodowym. Nie oszczędzali jej też dwaj polscy posłowie, którzy dopytywali
      o polski interes narodowy i warunki przyszłego członkostwa w Unii.

      Prawie półtoragodzinne przesłuchanie rozpoczęło się od powitania przez szefa
      Konferencji Przewodniczących Komisji unijnego parlamentu, francuskiego
      eurodeputowanego Josepha Daula. "Wiem, że jest pani Europejką z przekonania" -
      powiedział.

      Na koniec poczuł się on w obowiązku, jak to określił, "rozładować atmosferę" po
      serii ostrych pytań postawionych pani Danuta Hübner przez posła Ligi Polskich
      Rodzin Witolda Tomczaka i przez byłego posła Samoobrony, obecnie Polskiego Bloku
      Ludowego, Wacława Klukowskiego. "Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju" -
      pocieszał Daul panią Hübner zapewniając, że podobnie jest we Francji.

      Krótkie wystąpienie na wstępie Hübner odczytała po polsku. Zaczęła od wyrazów
      radości z "powrotu do serca Europy" Polski i innych krajów przystępujących i od
      podziękowań dla unijnego parlamentu za jego poparcie dla poszerzenia Unii. Potem
      odpowiadała po angielsku na pytania eurodeputowanych i po polsku na pytania
      polskich posłów.

      Większość pytań postawionych przez obecnych członków Parlamentu Europejskiego
      dotyczyła handlu międzynarodowego i stanowiska zajmowanego przez Unię w
      wielostronnych rokowaniach handlowych na forum Światowej Organizacji Handlu.

      Hübner odpowiadała na nie wyczerpująco, opierając się na swojej wiedzy
      ekonomicznej i doświadczeniu w pracy ministerialnej w Polsce i w Europejskiej
      Komisji Gospodarczej ONZ. Po pierwszych minutach, w których sprawiała wrażenie
      zdenerwowanej, wyraźnie rozluźniła się, odpowiadając bez trudu nawet na bardzo
      szczegółowe pytania europosłów.

      Spokojnie ripostowała też posłowi Tomczakowi, który powtórzył zadane już przez
      siebie kandydatom na komisarzy z innych państw przystępujących do Unii pytanie,
      jak reagują na obraźliwą dla niego wypowiedź komisarza UE Guentera Verheugena ,
      że członkostwu UE w Polsce sprzeciwia się mniejszość, składająca się głównie z
      szowinistów i skrajnych katolików.

      Przyszła polska komisarz nie odniosła się bezpośrednio do zarzutu wobec
      Verheugena, ale przypomniała, że zależnie od sondażu poparcie dla integracji
      europejskiej wyraża 55-64 proc. Polaków. "Ja nie odczuwam spadku poparcia" -
      powiedziała.

      W sukurs przyszedł jej brytyjski konserwatysta Christopher Beazley. "Polacy, z
      którymi się spotykam, zwłaszcza młodzi, są zachwyceni, że Polska wchodzi do
      Unii" - powiedział. Przypomniał zasługi dla Europy króla Jana III Sobieskiego i
      generała Władysława Andersa.

      Pytana przez Tomczaka o groźbę klauzul ochronnych, których zastosowanie przez
      Komisję Europejską , mogłoby spowodować zakaz eksportu żywności przez
      niedostosowanych polskich producentów, wyraziła przekonanie, że nie będą
      zastosowane. Hübner powiedziała, że jest też przekonana, iż problemy z
      przygotowaniem do rozdziału unijnych dotacji nie pozbawią dopłat bezpośrednich
      polskich rolników.

      Tomczak pytał też o jej przynależność do PZPR, którą pani Hübner pominęła w
      oficjalnym życiorysie przesłanym do instytucji europejskich. "Rzeczywiście ponad
      30 lat temu, pozostając na uczelni, gdzie warunkiem była także fizyczna obecność
      w systemie politycznym, ja również stałam się częścią tego systemu, ale myślę,
      że materialna obecność to jest jedno, a drugie to jest to wszystko co robiłam,
      co mówiłam, czego uczyłam studentów" - odparła.

      "I mam dzisiaj ogromną satysfakcję, kiedy patrzę na tych, których uczyłam przez
      30 lat, którzy byli tymi w latach 90. byli tak przygotowani, że mogli budować
      nową gospodarkę i mogli wspomagać także mnie we wprowadzaniu Polski do Europy i
      w otwieraniu Polski na świat" - dodała.

      Wielu eurodeputowanych zareagowało na to oklaskami. Przewodniczący Daul wyręczył
      ją zaś w odpowiedzi na pytanie posła Tomczaka, czy nie ma wyrzutów sumienia, że
      "jako jeden z głównych negocjatorów" wprowadza Polskę do Unii na "wysoce
      niekorzystnych warunkach", a obecnie "pretenduje do sowicie opłacanej godności
      eurokomisarza".

      "To, co pan określa jako +sowite opłacanie+ wynika z zastosowania reguł
      europejskich dotyczących wynagrodzeń wszystkich komisarzy. Pani Hübner nie
      będzie miała ani mniej ani więcej niż pozostali komisarze europejscy" - zwrócił
      uwagę Daul.

      Atmosfera stała się bardziej napięta, kiedy głos zabrał poseł Klukowski. Prócz
      pytań podobnych do tych, które stawiał Tomczak, mówił o wysłaniu wojsk do Iraku,
      które "wprowadziło Polskę w sferę walki gospodarczej między Stany Zjednoczonymi
      a Unią". Sugerował, że aresztowania Romana Kluski czy Jacka Turczyńskiego
      świadczą o istnieniu więźniów politycznych w Polsce.

      "Jestem przekonana, że w Polsce więźniów politycznych nie ma" - ripostowała pani
      Hübner. Odpowiadając na zarzuty dotyczące ewentualnego konfliktu interesów,
      powiedziała: "Po raz kolejny, panie pośle, wytłumaczę panu, że ja nigdy nie
      byłam głównym negocjatorem". Poza tym "reprezentowałam zawsze polskie interesy w
      stosunkach z zagranicą" - zapewniła.

      Co do Iraku, "oczywiście wszyscy jesteśmy za wycofaniem wojsk" - odpowiadała
      Hübner. Dała po sobie poznać zdenerwowanie, ponieważ w odpowiedzi kilkakrotnie
      użyła słowa Izrael zamiast Irak. "Natomiast rozumiem, że są procesy polityczne i
      militarne, które mają swoją dynamikę, których trzeba przestrzegać" - zastrzegła
      Hübner.

      euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=54695
      • klip-klap Re: 17 dni do UE - komisarz Hubner składa hołd c.d 15.04.04, 12:35

        UE/ Polska komisarz UE przesłuchiwana w Parlamencie Europejskim

        14.04.2004 Bruksela (PAP) - Przyszła polska komisarz Unii Europejskiej Danuta
        Hübner była w środę przesłuchiwana w Parlamencie Europejskim (PE), jako siódma z
        10 kandydatów na nowych członków Komisji Europejskiej z krajów przystępujących
        do Unii 1 maja.

        Przesłuchania prowadził zespół zwany Konferencją Przewodniczących Komisji
        unijnego parlamentu, ale było ono otwarte dla wszystkich zainteresowanych
        eurodeputowanych i dla obserwatorów reprezentujących w PE parlamenty narodowe
        państw przystępujących, w tym polski Sejm i Senat.

        Zaplanowane na 80 minut przesłuchanie rozpoczęło się od powitania przez szefa
        Konferencji Przewodniczących Komisji, francuskiego eurodeputowanego Josepha
        Daula. "Wiem, że jest pani Europejką z przekonania" - powiedział.

        Następnie krótkie wystąpienie odczytała po polsku minister Danuta Hübner .
        Zaczęła od wyrażenia radości z "powrotu do serca Europy" Polski i innych krajów
        przystępujących i od podziękowań dla unijnego parlamentu za jego poparcie dla
        procesu rozszerzenia Unii.

        Już wcześniej Hübner przedłożyła pisemne odpowiedzi na pytania zawarte w
        przesłanym kandydatom w marcu kwestionariuszu. Zapewniła w nich między innymi,
        że zamierza w pełni podporządkować się zapisom Traktatu UE, które wymaga od
        komisarzy niezależnego działania w interesie całej Unii i zakazuje im
        przyjmowania instrukcji od rządów.

        Na pytanie w kwestionariuszu, jakie znaczenie mają dla niej interesy narodowe,
        Hübner odpowiedziała, że jest "świadoma możliwych nacisków wywieranych czasami
        przez grupy interesów we własnym kraju". Równocześnie ma "pełną świadomość
        konieczności zachowania niezależności. Komisarz musi podejmować decyzje w
        interesie całej UE" - podkreśliła.

        Równocześnie zastrzegła, że "przynależność narodowa i zrozumienie problemów
        rodaków są dla komisarza ważne, być może nawet ważniejsze w przypadku nowych
        państw członkowskich". Hübner zamierza być "otwarta na poglądy możliwie
        najszerszych kręgów opinii w UE".

        Przyszła polska komisarz pochwaliła projekt konstytucji UE opracowany, także z
        jej udziałem, przez Konwent Europejski. "Choć nie jest idealny, stanowi krok tak
        znaczący dla Unii, że zasługuje na szybkie porozumienie w ramach konferencji
        międzyrządowej" - napisała w swoich odpowiedziach w kwestionariuszu.

        W sporze o system głosowania w Radzie UE nie opowiedziała się wyraźnie po żadnej
        stronie, a jedynie wyraziła przekonanie, że "Rada powinna uprościć swoje
        procedury decyzyjne i zapewnić ich sprawne funkcjonowanie".

        Zwróciła uwagę, że propozycje konwentu zmierzają do "poprawy funkcjonowania
        Unii, która musi stawić czoła nowym wyzwaniom XXI wieku, w tym obecnemu i
        przyszłym rozszerzeniom. Systematyzuje on i upraszcza ramy prawne funkcjonowania
        Unii, wzmacniając rolę Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej , oraz
        ugruntowuje metodę wspólnotową".

        Odpowiadając na pytania w kwestionariuszu PE, Hübner opowiedziała się za "bardzo
        ostrożnym" stosowaniem klauzul ochronnych, które miałaby ewentualnie chronić
        jednolity rynek UE przed towarami i operatorami z nowych państw członkowskich,
        niedostosowanymi do standardów unijnych.

        Wyraziła też nadzieję, że "nie będziemy mieli do czynienia ze zbyt wielką liczbą
        postępowań przeciwko nowym państwom członkowskim". Postępowania takie wszczyna
        Komisja Europejska, ilekroć państwa członkowskie nie wdrożyły przyjętego
        wspólnie prawa unijnego. Dała tym samym do zrozumienia, że spodziewa się jednak
        pewnej liczby takich postępowań. Przyznała też, że "skutecznym środkiem wobec
        państw +krnąbrnych+ jest wniesienie sprawy do Trybunału".

        Wypełniając kwestionariusz Hübner przypomniała też, że premier Leszek Miller
        wyznaczył ją nie tylko na ostatnie sześć miesięcy kadencji obecnej Komisji
        Europejskiej, upływającej 31 października, ale także na następne pięć lat.

        "Chociaż w życiu ani w polityce niczego nie można być pewnym, moim zamiarem jest
        praca w strukturach europejskich przez najbliższe pięć i pół roku" - napisała w
        odpowiedziach na pytania z kwestionariusza.

        Przyszła polska komisarz nie zdradziła, o jaką tekę będzie zabiegała w nowym
        składzie Komisji od 1 listopada, ale przypomniała, że jako ekonomistka "w
        naturalny sposób miałaby nadzieję na objęcie odpowiedzialności za obszar o
        profilu ekonomicznym". Do końca października będzie, jak wszyscy jej koledzy z
        nowych państw członkowskich, "komisarzem bez teki", ale została przydzielona
        przez przewodniczącego Romano Prodiego do współpracy z francuskim komisarzem UE
        ds. handlu międzynarodowego, Pascalem Lamym.

        W pierwszych sześciu miesiącach "bez wątpienia moim podstawowym priorytetem
        będzie słuchanie i uczenie się" - napisała Hübner w odpowiedziach na pytania z
        kwestionariusza.

        "Mimo że piastowałam kilka wyższych urzędów ministerialnych w Polsce, byłam
        odpowiedzialna za pracę Komisji Gospodarczej Narodów Zjednoczonych ds. Europy,
        byłam członkiem Konwentu Europejskiego i reprezentowałam Polskę w Radzie
        Ministrów, pracy komisarza muszę się jeszcze nauczyć" - przyznała.

        euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&ID=54678
      • klip-klap PO pyta o podatki,nie widzę odpowiedzi Hubner 15.04.04, 12:38

        UE/ Poseł PO krytykuje posłów atakujących Hübner

        15.04.2004 Bruksela (PAP) - Poseł Jacek Protasiewicz, który jako obserwator PO w
        Parlamencie Europejskim uczestniczył w środowym przesłuchaniu Danuty Hübner
        przez eurodeputowanych, skrytykował kolegów z LPR i PBL za atak na polską
        kandydatkę na komisarza UE.

        "Było to dużo lepsze i bardziej kompetentne wystąpienie niż zeszłotygodniowe
        przesłuchanie polskiego kandydata (Jacka Uczkiewicza) do Trybunału
        Obrachunkowego" - napisał poseł Platformy Obywatelskiej w komunikacie rozesłanym
        do prasy.

        "Jedynym zgrzytem, niestety, było urządzanie przez posłów opozycji
        antyeuropejskiej na forum Parlamentu Europejskiego znanego nam dobrze z Sejmu
        tzw. polskiego piekiełka. Było to przyjęte z powszechnym niesmakiem" - zaznaczył
        poseł PO.

        Miał na myśli serię ostrych pytań postawionych przez posła Ligi Polskich Rodzin
        Witolda Tomczaka i byłego posła Samoobrony, obecnie Polskiego Bloku Ludowego,
        Wacława Klukowskiego.

        Sugerowali oni przede wszystkim, że Danuta Hübner jest odpowiedzialna za
        wynegocjowanie złych warunków członkostwa, Tomczak wypomniał jej dawną
        przynależność do PZPR, a Klukowski - wysłanie polskich wojsk do Iraku.

        Hübner była jedynym z kandydatów na komisarzy z 10 krajów przystępujących do
        Unii 1 maja tak ostro zaatakowanym przez posłów z własnego kraju. Eurodeputowani
        jedną z jej ripost na pytania posła Tomczaka nagrodzili brawami.

        Jedynym polskim obserwatorem, który nie atakował Hübner, lecz zadał jej pytanie
        oceniane jako "merytoryczne", był właśnie Protasiewicz. Zapytał on przyszłą
        polską komisarz o krytykę, z jaką spotykają się ostatnio ze strony unijnych
        przywódców niższe podatki stosowane przez nowe państwa członkowskie i
        postrzegane w Unii jako "nieuczciwa konkurencja podatkowa".

        euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=54727
      • klip-klap Podstawa to rzecznicy prasowi 15.04.04, 13:13
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=11981505&a=11990115
        Autor: Gość: Kajetan IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net
        Data: 15.04.2004 03:14

        ...przeklinać dzień, w którym zachciało się pani zostać "kommissarem". Dzisiaj
        nie usłyszała pani nawet PRELUDIUM. Zapracowała pani na takie traktowanie.
        Rachunki będą wyrównane.

        Próbowałem znaleźć stenogram z przesłuchania, lecz chyba jeszcze nie ma go w
        sieci. Znalazłem tylko to:

        Wersja angielska:
        www2.europarl.eu.int/omk/sipade2?PUBREF=-//EP//TEXT+PRESS+NR-20040414-1+0+DOC+XML+V0//EN&LEVEL=2&NAV=S#SECTION5
        [...]
        The question of her involvement in the Communist political system was raised by
        a Polish observer, Witold TOMCZAK (League of Polish Families, right-wing
        nationalist, eurosceptic). With considerable calm, Ms Hübner explained that 30
        years ago, for an economics professor, membership of the Communist Party was
        compulsory. But this was a formality and had no influence on what she did or
        what she taught her students. Polish eurosceptics asked a number of questions
        but, to close the debate, Danuta Hübner emphasised that 78% of Polish citizens
        had voted for Europe in the referendum on EU membership.
        [...]
        For further information:
        Katarzyna Prandota tel. 32 2 28 31051 e-mail: kprandota@europarl.eu.int
        Cesary Lewanowicz tel. 32 2 28 44659 e-mail: clewanowicz@europarl.eu.int

        Wersja polska:
        www2.europarl.eu.int/omk/sipade2?PUBREF=-//EP//TEXT+PRESS+NR-20040414-1+0+DOC+XML+V0//EN&LEVEL=2&NAV=S#SECTION6


        Nie wiem, czy to będzie jeszcze jedną unijną "normą", lecz wersja angielska
        różni się od polskiej.
    • klip-klap Dzień 17 - kurczaki są stanowczo zbyt konkurencyjn 15.04.04, 12:46
      ...e, opodatkować!

      Rolnictwo/ Polskie drobiarstwo ma szanse na rozwój po wejściu do UE

      14.04.2004 Warszawa (PAP) - Polskie firmy z branży drobiarskiej mają szansę na
      rozwój po wejściu do Unii Europejskiej - poinformowali na środowej konferencji
      przedstawiciele Krajowej Rady Drobiarskiej. Ich zdaniem, branża ta zagrożona
      jest m.in. wprowadzeniem opodatkowania zapasów drobiu oraz wzrostem kosztów
      produkcji.

      Wiceminister rolnictwa Jerzy Plewa powiedział, że po akcesji polscy producenci
      drobiu nie będą mieli ograniczeń w eksporcie na unijne rynki. Obecnie producenci
      eksportują na rynki unijne drób w ramach unijnego kontyngentu.

      W tym roku kontyngent na mięso drobiowe do Unii wynosi 48 tys. ton. Plewa
      wyjaśnił, że kontyngent został wykorzystany już na początku stycznia. "To
      świadczy o sile sektora, który działa obecnie w trudnych warunkach. Dotyczy to
      szczególnie wysokich cen pasz, które mają duży udział w kosztach produkcji
      drobiu" - powiedział.

      Wiceminister zaznaczył, że polskie zakłady drobiarskie intensywnie dostosowują
      się do wymogów weterynaryjnych i sanitarnych stawianych przez Unię. Wiele z nich
      już obecnie ma uprawnienia do eksportowania swojej produkcji.

      Zauważył, że Polska, która na początku lat 90. importowała znaczne ilości mięsa
      drobiowego, w ubiegłym roku wyeksportowała 90 tys. ton drobiu, w tym spore
      ilości na rynek unijny. W jego opinii zagrożeniem dla branży drobiarskiej są
      m.in. rosnące koszty usług weterynaryjnych, które w dużym stopniu wpływają na
      konkurencyjność, oraz groźba opodatkowania nadmiernych zapasów mięsa drobiowego.

      Plewa zaznaczył, że obecnie nie ma mięsa drobiowego na unijnej liście produktów,
      których zapasy podlegają opodatkowaniu. Jednak lista, jego zdaniem, może być
      zmodyfikowana, gdyż Unia zamierza umieścić drób w swoim wykazie.

      Prezes Krajowej Rady Drobiarskiej Rajmund Paczkowski obawia się, że ewentualne
      wprowadzenie opodatkowania nadmiernych zapasów może zwiększyć obciążenia
      finansowe firm.

      Zdaniem prezesa, mocną stroną branży są niższe ceny drobiu, wynikające m.in. z
      niższych kosztów pracy. Jest to zachęta do zwiększenia eksportu, tym bardziej że
      unijny rynek to 450 mln ludności o dochodach wyższych niż dochody Polaków.

      Paczkowski podkreślił, że przedstawiciele wielu unijnych firm są zainteresowani
      możliwością sprzedaży polskich wędlin drobiowych w swoich krajach. Popularne w
      Polsce wędliny drobiowe są w Europie prawie nieznane.

      euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=1&ID=54707
    • klip-klap Dzień 16 - podwójne uspokojenie 15.04.04, 12:47

      Polska/ Nie ma możliwości zanegowania wywłaszczeń na ziemiach zachodnich

      15.04.2004 Warszawa (PAP) - Wiceminister sprawiedliwości Marek Sadowski zapewnił
      w czwartek w Sejmie, że na ziemiach zachodnich nie ma możliwości zanegowania
      powojennych wywłaszczeń byłych niemieckich właścicieli, bo sprawa ta została już
      uregulowana.

      Sadowski podkreślił, że polskie państwo miało prawo wywłaszczać po drugiej
      wojnie światowej. Dodał, że wywłaszczenia były aktem prawa wewnętrznego, ale
      "zgodnym z ustawą nr 5 Sojuszniczej Rady Kontroli z 30 października 1945 roku".
      Te działania zostały przeprowadzone w porozumieniu z innymi państwami, które
      dziś są członkami Unii Europejskiej. Te rozwiązania "nie podlegają rewizji" -
      zapewnił.

      euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=54730
      Niemcy/ Schroeder ostrzega przed wysuwaniem roszczeń wobec Polski

      15.04.2004 Berlin (PAP) - Kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder ostrzegł w czwartek
      w wywiadzie dla agencji dpa przed wysuwaniem przy okazji rozszerzenia Unii
      Europejskiej roszczeń do zwrotu dawnej własności w Polsce.

      euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=54724
      • klip-klap nie na temat - 4000 15.04.04, 12:50
        I ty oto podstępnym sposobem nabiłem czterotysięczny post.
      • przycinek.usa nie rozumiem dlaczego uspokajasz? 15.04.04, 18:40
        Przeciez to jest zly fragment do cytowania. Od dawna bylo wiadomo, ze wskutek
        rozwiazan parlamentarnych mozna zabezpieczyc wlasnosc indywidualna.

        Co natomiast powiesz natomiast na ten fragment wypowiedzi wiceministra
        sprawiedliwości:

        "Sadowski poinformował, że obywatele krajów UE mają prawo kierować pozwy o
        odszkodowania do trybunałów i sądów europejskich przeciw rządowi polskiemu.
        Jednak, dodał, Polska stoi na stanowisku, że ta sprawa jest już rozwiązana.

        "Rząd polski będzie gotów podejmować, jak mniemam, skuteczną obronę przed
        takimi żądaniami" - powiedział."


        Przeciez to jest oficjalne stanowisko rzadu!
        To jest wrecz zaproszenie do skladania pozwow do sadu!

        Czy Polska wygra, czy nie, sprawa odrebna. Jesli przegra, to bedzie wielka
        zrzuta na odszkodowania, zgodnie z przewidywaniami sprzed roku. I setki
        miliardow zlotych cash flow dla "ziomkow" i Euro po 12 PLN. Czujesz sie na
        silach przezyc taka sytuacja kryzysowa? Wiesz, aktualne dochody osobiste mozesz
        ciachnac przez 3.
        • klip-klap Re: nie rozumiem dlaczego uspokajasz? 15.04.04, 18:54
          1.Nie ja uspokajam, tylko oni.
          2.Nie dawałem najważniejszych fragmentów,a tylko początki.
    • klip-klap 15 - urzędnicy nie gotowi,samorządy bez kasy 16.04.04, 08:57
      Kilka miesięcy spóźnienia

      Administracja publiczna nie jest należycie przygotowana do pozyskiwania i
      wykorzystywania funduszy strukturalnych UE - stwierdziła NIK. Opóźnienia mogą
      być poważnym zagrożeniem dla pełnego wykorzystania przez Polskę pieniędzy w
      pierwszych latach członkostwa w UE - wynika z najnowszego raportu Izby.

      Najwyższa Izba Kontroli z własnej inicjatywy sprawdziła, jak urzędy i samorządy
      są przygotowane do zarządzania pieniędzmi, które Polska otrzyma na rozwój
      gospodarczy kraju i regionów. Kontrolą objęto lata 2002 - 2003. Ocena nie jest
      najlepsza - nie jesteśmy w pełni gotowi do przyjęcia pieniędzy, co więcej,
      istnieje zagrożenie, że sytuacja się nie poprawi przed 1 maja - twierdzą
      kontrolerzy. Lista zaległości jest niemała.

      Największym problemem są opóźnienia w opracowywaniu niezbędnych dokumentów i
      programów. W tym wypadku wina - zdaniem NIK - leży zarówno po stronie
      Ministerstwa Gospodarki, jak i Komisji Europejskiej, które uzgadniają programy
      dotyczące wdrażania funduszy strukturalnych. Mimo że większość przygotowań
      została wykonana, to opóźnienia wynoszą około kilku miesięcy w stosunku do terminów.

      Za późno uchwalamy ustawy i inne akty prawne, np. ustawę o narodowym planie
      rozwoju, ustawę o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy czy ustawę o
      zamówieniach publicznych - wytyka NIK.

      Skrytykowane też zostało Ministerstwo Finansów - nie ukończyło bowiem systemu
      monitorowania i kontroli funduszy strukturalnych.

      Przedstawiciele resortu finansów tłumaczą NIK, że przyspieszenie prac nad
      systemem zależy nie tylko od nich, ale też od uzyskania odpowiednich dokumentów
      z KE i innych ministerstw oraz od wykonawców technicznych systemu.

      W resortach brakuje również wykwalifikowanych urzędników. Wiceminister
      gospodarki Krystyna Gurbiel zapewniła Izbę, że zatrudniono już więcej
      pracowników, skończono też opracowywać niezbędne podręczniki do nauki wdrażania
      programów UE.

      Okazuje się jednak, że do czasu zakończenia kontroli nie rozpoczęto nawet
      zbierania wniosków od chętnych do finansowania z funduszy strukturalnych.

      W urzędach marszałkowskich i odpowiednich ministerstwach nie utworzono bowiem
      komitetów, które mają zajmować się projektami.

      NIK podkreśla, że istnieje zagrożenie, iż administracja nie zakończy przygotowań
      do dnia naszej akcesji, a opóźnienia spowodują, że Polska nie będzie mogła w
      pierwszych latach wykorzystać całej przyznanej jej pomocy. Zdaniem NIK - aż
      połowie samorządów wojewódzkich może nie wystarczyć pieniędzy na zainwestowanie
      w projekt, by móc ubiegać się potem o fundusze z UE na jego realizację.

      Dorota Kołakowska

      rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040416/kraj/kraj_a_12.html
      • klip-klap Re: 15 - urzędnicy gotowi,samorządy bogate 16.04.04, 20:28
        Polska/ NIK: samorządy umieją korzystać z unijnych funduszy

        16.04.2004 Kraków (PAP) - Dobre wykorzystanie unijnych funduszy i wysokie
        umiejętności samorządów z pogranicza polsko-słowackiego w zakresie zdobywania i
        obsługi takich funduszy stwierdziła kontrola Najwyższej Izby Kontroli w Krakowie.

        Podczas piątkowej konferencji prasowej w siedzibie krakowskiej delegatury NIK
        poinformowano, że kontrola dotyczyła "Wykorzystania środków pomocowych PHARE CBC
        w zakresie współpracy przygranicznej Polski i Słowacji w latach 2000-2003" .
        Przeprowadziły ją równolegle na terenie Polski i Słowacji delegatury Najwyższej
        Izby Kontroli w Krakowie i Rzeszowie oraz ekspozytury Narodowego Urzędu Kontroli
        Republiki Słowacji w Bańskiej Bystrzycy i Koszycach.

        Oceniono prawidłowość wykorzystania i racjonalnego gospodarowania środkami
        pomocowymi PHARE CBC, zarówno w zakresie dużych, jak i małych projektów;
        przestrzeganie procedur postępowania przy kontraktowaniu oraz efektów realizacji
        projektów transgranicznych, zakładających otwarcie nowych drogowych przejść
        granicznych Leluchów - Čirč i Radoszyce - Palota.

        Zdaniem NIK, cele programu zostały osiągnięte. Środki pomocowe wykorzystano
        zgodnie z przeznaczeniem. "Beneficjenci przestrzegali procedur i postanowień
        umów, porozumień i kontraktów. Nie istnieje zagrożenie niewykorzystania przez
        stronę polską środków pomocowych, dotyczących edycji programu PHARE CBC 2000,
        jak również edycji 2001" - powiedział dyrektor krakowskiej delegatury NIK Jan
        Dziadoń.

        Mimo początkowych opóźnień projektowych przy modernizacji drogi Radoszyce -
        granica państwa i budowy mostu granicznego w Leluchowie, inwestycje te zostały
        zakończone w terminie. Ponadto projekty z zakresu drogownictwa zawarte w
        Memorandum Finansowym 2001 (modernizacja drogi w okolicach Barwinka oraz
        modernizacja drogi Gorlice - Konieczna) zostały zakończone na przełomie
        2003/2004 r., tj. prawie rok wcześniej przed dopuszczalnym terminem. Zdaniem
        NIK, świadczy to o lepszym organizacyjnym przygotowaniu do korzystania ze
        środków pomocowych PHARE CBC.

        Ponadto, w ramach realizacji średniego projektu, w listopadzie 2003 r. oddano do
        użytku Ośrodek Promocji i Współpracy Transgranicznej Polski i Słowacji w Nowym
        Targu.

        NIK zwrócił także uwagę, że realizacja małych projektów przez jednostki
        samorządu terytorialnego przyczyniła się do poszerzenia znajomości stosowanych
        procedur i przepisów wykorzystania środków pomocowych Unii Europejskiej.
        Doprowadziła także do rozwoju współpracy polskich i słowackich społeczności
        lokalnych, głównie w zakresie gospodarczej i kulturalnej, w tym współpracy szkół
        i grup młodzieżowych.

        Wyniki kontroli zostały opracowane w trzech językach - polskim, słowackim i
        angielskim - i rozesłane do wszystkich zainteresowanych stron.

        euro.pap.com.pl/cgi-bin/europap.pl?grupa=1&dzien=0&ID=54785

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka