robisc
04.03.04, 17:48
kiedy czytam takie rzeczy. To się po prostu wydaje niewairygodne, ale jest
jak najbardziej prawdziwe.
Bruksela forsuje mechanizm kontroli zapasów żywnościowych po 1 maja
Kary za nadmiar mleka, czosnku i pieczarek
KOMENTARZ: Unijne widmo zapasów
Załamanie eksportu polskiej żywności do Unii, bankructwo tysięcy
przedsiębiorstw spożywczych, wielomilionowe koszty dla budżetu i zwyżka cen
żywności w naszym kraju - takie mogą być konsekwencje forsowanego przez
Komisję Europejską mechanizmu zapobiegania spekulacyjnemu gromadzeniu zapasów
żywności w Polsce przed 1 maja.
Interwencje premiera, ministra rolnictwa i wysokich rangą polskich urzędników
w stolicach "15" do tej pory nie skłoniły Brukseli do zmiany stanowiska. Jej
zdaniem kontroli trzeba poddać sprzedaż i handel 203 podstawowymi produktami
żywnościowymi. Komisja wskazuje, że po 1 maja ceny wielu z nich zasadniczo
wzrosną w stosunku do dziś obowiązujących w Polsce. To zaś - zdaniem Komisji -
pokusa dla spekulantów, aby gromadzić dziś zapasy i upłynnić je po uzyskaniu
członkostwa.
Polska wygrała na liberalizacji
Wiceminister rolnictwa Jerzy Plewa nie podaje w wątpliwość konieczności
stworzenia mechanizmu zapobiegania spekulacji. Protestuje jednak przeciwko
zakresowi mechanizmu i wysokości planowanych kar.
Podczas ostatniego poszerzenia Unii o Szwecję, Finlandię i Austrię
mechanizmem kontrolnym objęto, poza cukrem, tylko kilka produktów z importu,
wobec których Wspólnota stosuje wyraźnie wyższe cła (ryż, oliwa). Bruksela
ustaliła także, że ci, którzy będą mieli wyższe zapasy, zapłacą karę
odpowiadającą różnicy między dotychczasowymi a nowymi stawkami celnymi.
Wobec Polski mechanizm kontrolny jest niepomiernie bardziej surowy. Obejmuje
nie tylko produkty z importu, ale i wołowinę, wszystkie zboża, produkty
mleczarskie, nawet pieczarki. Wielomiesięczne starania polskich władz o
zredukowanie listy przyniosły odwrotny efekt. Bruksela myśli o dołączeniu do
listy także drobiu, którego eksport do krajów "15" szybko ostatnio się
rozwijał (tegoroczny kontyngent preferencyjny został wyczerpany już 8
stycznia). KE zgodziła się skreślić z listy produktów objętych mechanizmem
kontrolnym parę pozycji, np. margarynę, której produkcja i sprzedaż jest
zdominowana w Polsce przez zachodnie koncerny.
Hamowanie eksportu
W wyniku zawartych dwa lata temu porozumień o częściowej liberalizacji handlu
artykułami rolno-spożywczymi (tzw. podwójne zero) polski eksport żywności do
UE wzrósł w ciągu 11 pierwszych miesięcy 2003 roku (ostatnie dostępne dane)
aż o 42 proc. w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku. W tym
czasie unijni producenci znacznie mniej skorzystali z liberalizacji: ich
sprzedaż do Polski wzrosła zaledwie o 8,5 proc. Dzięki temu, po raz pierwszy
od kilkunastu lat, nasz kraj odnotował nadwyżkę w handlu rolnym z UE.
Obawy polskich eksporterów, że może tu chodzić o wyhamowanie ich ekspansji
na unijnych rynkach, są tym większe, iż Bruksela forsuje znacznie wyższe, niż
to było przy poprzednim poszerzeniu Unii, kary za nadmierne zapasy. Mają one
odpowiadać różnicy nie między stosowanymi faktycznie przez UE i Polskę cłami,
ale opłatami, jakie Wspólnota powinna pobierać od krajów, które są objęte
klauzulą najwyższego uprzywilejowania (ogromna większość państw ma dalej
idące preferencje). W konsekwencji karne opłaty mogą sięgnąć 100 i więcej
procent wartości danego produktu. W przypadku mleka jest to nawet więcej: 167
euro/100 kg.
Jednorazowej karze podlegaliby wszyscy, których zapasy w ciągu 3 pierwszych
lat po przystąpieniu do Unii zwiększą się o więcej niż 10 proc. Komisja chce
przy tym wymusić na polskich władzach wprowadzenie skomplikowanego mechanizmu
kontroli, który obejmowałby m.in. tych, którzy mają więcej niż 5 ton mleka, 3
tony czosnku, 100 ton pszenicy, 5 ton ryżu, 50 ton wołowiny czy 3 tony
pieczarek.
"Najbardziej irytujące są warunki stawiane przez Brukselę w handlu cukrem.
Mechanizm kontrolny miałby objąć wszystkie produkty spożywcze, które
zawierają więcej niż 10 proc. cukru. Rząd miałby podać informacje o sprzedaży
tego typu towarów przez ostatnie 3 lata" - denerwuje się minister Jerzy Plewa.
"Nawet dyrektor hipermarketu nie jest w stanie ustalić w danym momencie, jak
dużo ma na półkach produktów zawierających cukier. Co dopiero z całym krajem,
i to kilka lat wstecz" - przyznają polscy eksperci. Obawiają się, że jeśli
rząd nie przedstawi właściwych danych, KE może nawet po kilku latach nałożyć
na budżet wysokie kary. Firmy ze Szwecji i Austrii do tej pory procesują się
w tej sprawie w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, choć w Unii są już 9
lat.
Nie jest jasne, jak właściciele zapasów, np. gum do żucia czy ciastek,
mieliby pozbyć się nadmiernych zapasów cukru, zawartego w ich produktach.
Jeden z pomysłów to zakup przez nich czystego cukru, aby go zniszczyć lub
przetworzyć na alkohol.
Kto kogo pozwie
Aby skłonić Brukselę do ustępstw, Polska starała się skoordynować protesty
wszystkich krajów kandydackich. Ostatnio jednak nasi sąsiedzi wyraźnie
spuścili z tonu. Jednym z powodów może być próba rozbicia "solidarności" tej
grupy państw przez Komisję, która np. zgodziła się w przypadku Węgrów na
wyjęcie z mechanizmu kontroli ważnej dla nich wieprzowiny.
Jeśli Unia do 1 maja nie ustąpi, jej warunki automatycznie obejmą Polskę, bo
są wprowadzane przez dwa rozporządzenia, które, w przeciwieństwie do
dyrektyw, wchodzą w życie bez konieczności modyfikacji naszego prawa.
Licząc się z takim scenariuszem rząd przesłał do Sejmu projekt ustawy, która
wyznacza instytucję odpowiedzialną za wdrożenie warunków Brukseli. Sejm może
jednak do 1 maja ustawy nie przyjąć, takie są w tej sprawie naciski polskich
producentów. Wówczas Komisja rozporządzeniem nałożyłaby wysokie kary. Nasze
władze szykują się i przeciw takiej ewentualności. W UKIE powołano zespół,
który bada, czy warunki stawiane przez KE są zgodne z prawem europejskim.
Jędrzej Bielecki,
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040304/ekonomia/ekonomia_a_1.html