krzysztofsf
27.04.04, 10:02
Mam mieszane uczucia - ale raczej odbieram to bardziej negatywnie.
Mam wrazenie, ze tak naprawde jest to odpowiedz na niemieckie obawy, ze firmy
pouciekaja do polskiego "raju podatkowego". Teraz bedzie to niewygodne i
przewlekle - nie wystarczy kupic pomieszczenia i wynajac mieszkania dla kadry
kierowniczej przenoszonej firmy.
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040427/kraj/kraj_a_5.html
Szlaban dla cudzoziemców
Jak Unia nam, tak my Unii. Po burzliwej dyskusji wewnątrz rządu zapadła
decyzja, że Polska wprowadzi ograniczenia w dostępie do rynku pracy dla
obywateli niektórych krajów UE. "Rzeczpospolita" dotarła do projektu
rozporządzenia, które to reguluje. Organizacje gospodarcze krytykują rządowy
pomysł.
W całym dokumencie najważniejszy jest załącznik nr 1. zawierający listę
państw, których obywatele nie będą mogli swobodnie pracować w Polsce. Jest na
niej 16 krajów - wszyscy obecni członkowie UE (oprócz Wielkiej Brytanii i
Irlandii) oraz Norwegia, Islandia i Liechtenstein, które ściśle współpracują
z Unią w ramach Europejskiego Obszaru Gospodarczego.
Skąd taka właśnie lista? Polska sięgnęła po tzw. lustrzane ograniczenia -
ponieważ wszystkie te 16 państw wprowadza ograniczenia w dostępie Polaków do
swoich rynków pracy, my zrobimy podobnie. Wielkiej Brytanii i Irlandii na
liście nie ma, gdyż po 1 maja Polacy będą tam mogli swobodnie pracować.
Traktat akcesyjny daje Polsce prawo wprowadzenia ograniczeń wobec państw,
które zamknęły swoje rynki pracy. W praktyce dla większości obywateli UE
pracujących w Polsce nic się nie zmieni, ponieważ w tej chwili i tak
potrzebują zezwoleń.
Będą jednak wyjątki. Ponieważ poszczególne kraje postanowiły - mimo okresów
przejściowych - nieco ułatwić Polakom podejmowanie pracy, rząd postąpi
podobnie wobec ich obywateli.
Dla przykładu - Dania, Holandia, Szwecja i Norwegia zdecydowały, że Polacy
będą co prawda potrzebowali pozwoleń na pracę, jednak znacznie ułatwiły
procedury wydawania takich dokumentów. Polska zrobi podobnie. W projekcie
rządowego rozporządzenia zapisano, że przed wydaniem pozwolenia na
zatrudnienie w Polsce Duńczyka, Holendra, Szweda czy Norwega, wojewoda nie
będzie już musiał sprawdzać, czy nie ma Polaka chętnego na ich stanowisko.
Ograniczenia dotkną głównie menedżerów wysokiego szczebla - z czego rząd
doskonale zdaje sobie sprawę. Ustaliliśmy, że przed podjęciem decyzji badano
nie tylko, ilu cudzoziemców z UE pracuje w Polsce (10 tys. osób), ale także,
jak wielu z nich ma wyższe wykształcenie (średnio 78 proc.).
Nie obyło się bez kontrowersji. Pierwotnie resort gospodarki planował
zaproponować pełne otwarcie rynku. - Nie zamierzamy utrzymywać żadnych
restrykcji. Uważamy, że byłoby to sprzeczne z interesem naszej gospodarki.
Liczba obywateli Unii pracujących w Polsce jest na tyle mała, że nie wpływa
istotnie na wielkość bezrobocia - mówił pod koniec lutego "Rz" jeden z
wiceministrów. Skąd więc zmiana stanowiska? Nieoficjalnie wiadomo, że rząd
przestraszył się krytyki partii opozycyjnych, których większość domagała się
restrykcji. Znaczenie miało również to, że część krajów przystępujących (np.
Czechy, Węgry, Słowenia) zapowiada "lustrzane ograniczenia" wobec państw Unii.
Szef resortu gospodarki, pracy i polityki społecznej Jerzy Hausner będzie
czekał ze złożeniem podpisu pod projektem do ostatniej chwili. Czemu? Jeśli
przed 1 maja któreś z państw członkowskich zliberalizuje zasady zatrudniania
Polaków, wówczas zostanie skreślone z czarnej listy. Jednak zdanie może
zmienić właściwie już tylko Szwecja.
Według rozmówców "Rz" rozporządzenie zostanie opublikowane razem z wieloma
dokumentami unijnymi dopiero w Dzienniku Ustaw datowanym na 1 maja, który
ukaże się w przyszłym tygodniu.
Katarzyna Sadłowska
Andrzej Stankiewicz