przycinek.usa
26.10.04, 20:20
Teza: Interwencja walutowa majaca na celu wywolanie efektu kursowego jest
skuteczna wtedy kiedy pieniedze nie sa reinwestowane.
Jezeli panstwo A wyda walute "a" na walute "b" w panstwie B, to nastepuje
wzrost popytu na walucie "b" a spadek popytu na walucie "a" i to pociaga za
soba zmiane kursu.
Jezeli osiagniemy zaklocenie rownowagi kursowej, to istotny jest poziom tej
rownowagi, ktora nastepuje po transakcji.
Jak zaklocimy kurs wymiany, to kurs wymiany wroci do rownowagi.
Jezeli wydamy pieniadze na obca waluta a potem udzielimy w tej walucie
pozyczki, to NIE MAMY WALUTY, ilosc waluty "b" na rynku pozostaja taka sama,
a wzrasta jedynie ilosc waluty "a".
W przypadku czystej wymiany waluty "a" na rynku przybywa "a" i waluty "b"
ubywa.
Jesli mamy wariant z pozyczka to w porownaniu do wariantu "bez pozyczki"
przybywa zarowno waluty a jak i b. Proste?
Widac wyraznie, ze jezeli udzielamy pozyczki w walucie b, to niweluje to
dlugoterminowy efekt kursowy braku podazy "b" w porownaniu do wariantu
czystej wymiany.
Czyli
ABY WYWOLAC TAKI SAM EFEKT KURSOWY POTRZEBA DWA RAZY WIECEJ PIENIEDZY W
WARIANCIE WYMIANA-POZYCZKA jak W WARIANCIE SAMA WYMIANA.
Dlatego dokonywanie zakupow interwencyjnych waluty obcej a nastepnie
inwestowanie tej waluty w instrumenty pozyczkowe jest bez sensu.
To idiotyzm.
Interwencje walutowe sa najskuteczniejsze, kiedy bank A przetrzymuje
walute "b" FIZYCZNIE lub w systemie rozliczeniowym (zalezy od waluty i banku).
Waluta "b" jest wtedy calkowicie wylaczona z obiegu.
To co napisalem powyzej to czysta teoria.
W praktyce wplyw kursowy w interwencji jest bardziej skomplikowany, poniewaz
nie mozna zakladac, ze waluta "b" w pozyczce trafi w calosci na rynek, jak
tez nie mozna zakladac, ze waluta "a" wydana przez bank A trafi w calosc na
rynek. To powoduje ZMNIEJSZENIE wplywu kursowego na rynek ale nie powinno
miec wplywu na dlugoterminowa rownowage na rynku.
Uwazam osobiscie, ze powyzsze rozumowania dosyc wiernie odzwierciedla stan
faktyczny w praktyce.
Uwazam, ze jezeli nastepuje interwencja banku centralnego dowolnego panstwa,
to z duzym powodzeniem nalezy domniemywac, ze pieniedze sa WYLACZONE z obiegu.
Praktyka reinwestycji pieniadza w dlug jest sygnalem, ze bankowi NIE ZALEZY
na dalszej polityce kreowania kursu i mozliwosc wymiany odwrotnej staje sie
prawdopodobna jak rowniez prawdopodobne staje sie uplynnienie pozyczki i
wymiana odwrotna czyli "b"->"a".
Bank centralny decydujac sie na WYDANIE posiadanych rezerw waluty "b"
nabytych w trakcie interwencji kursowych daje rynkowi sygnal, ze zarty sie
skonczyly a interwencje sa nieakceptowalne.
Czyli: NIE BEDZIE WIECEJ INTERWENCJI. NA PEWNO.
Dlatego jak minister Japonii mowi, ze beda obserwowac i ew. interweniowac, to
MOWI. I nie nalezy w to wierzyc.
Bo Japonia WLASNIE MYSLI JA SIE POZBYC DOLAROW!
I Japonii najbardziej zalezy aby kurs dolara nie spadal, kiedy chca go
sprzedac. I dlatego gadaja. A rynek juz wie, ze Japonce chca sie tych dolarow
pozbyc i kurs dolara pikuje.
I dlatego obrona kursu dolara jest obecnie NAJBARDZIEJ NIEBEZPIECZNA W
HISTORII.
I Japonczycy to wiedza i sie dolara nie tkna.